Zdecydowanie dali temu wymuskanemu, pięknemu domu trochę życia... tego ich
chaosu, który towarzyszył im zawsze. W chwili uniesienia na drzwiach, które teraz nosiły ślady ich obecności w postaci odcisków palców, jej pośladków i kropli wody spływających na ziemię. Dywany z odbitymi śladami po jej mokrych stopach, kałuża wody pod drzwiami i teraz w salonie. To już nie był piękny, katalogowy dom, teraz to był dom, w którym coś się
działo. A to zdecydowanie nie był jeszcze koniec. Bo kiedy wybrzmiała ta latynoska muzyka, rytmiczna, gorąca i
dzika, jak Meksyk, to dopiero był... początek.
Może wreszcie tych upragnionych wakacji?
Na które przecież sobie zasłużyli. A Madox planował je przecież już w szpitalu, chociaż pierwotny kierunek był bliżej Kolumbii. A jednak w Acapulco też było pięknie...
A zwłaszcza piękne widoki zapewniało mu jej gorące ciało, chociaż kiedy mu się tak wymykała, to oczywiście, że go denerwowała, w ten przyjemny, i nieprzyjemny, sposób jednocześnie. Nakręcała go coraz bardziej, czuł już jak każda
żywa tkanka w jego ciele wyrywa się do niej, chce jej... Ale właśnie chciał jej teraz, już, w tej chwili. A on przecież nigdy nie umiał czekać, zawsze był niecierpliwy.
Pewnie dlatego robił to we wszystkich możliwych miejscach w klubie, w samochodzie... W drzwiach? Ale to nie znaczyło wcale, że jakoś to przeżywał, czy wspominał, jak dla niego seks zawsze był prosty, bez gry wstępnej najczęściej... Po prostu to się działo. Zrobił to na co miał ochotę i jak miał dobry humor, to zamawiał dziewczynie taksówkę, a jak ją lubił, to zabierał do siebie. A z Pilar wszystko było inne. Każdy jeden raz, który mógł już kiedyś robić, przy Beatlesach, na stole, czy na barowej ladzie... I tak z nią był inny.
-
To może w samochodzie przy Beatlesach? - uniósł jedną brew, wiodąc za nią czarnym spojrzeniem, w którym już nie było miejsca na nic innego, niż na pożądanie. Zastanowił się przez moment wraz z jej kolejnymi słowami.
-
Chyba też nie robiłem tego w domu, do którego się włamałem... - stwierdził, chociaż różne pojebane rzeczy robił w domach, do których się włamał, a ostatnio dostał nawet biczem od jakiejś wariatki, ale to jest w ogóle długa historia. A on nie chciał w zasadzie nawet teraz myśleć o jakiś jego poprzednich razach. Bo teraz myślał tylko o niej, o tym, żeby ją wziąć na tej kanapie, na schodach, pod rodzinnym obrazkiem, albo na drzwiach.
Ale ona wciąż mu się wymykała i nawet te szorstkie, wytatuowane palce, które sunęły po jej gładkiej skórze, nawet te gorące pocałunki, jej nie złamały. Ani te ciemne oczy, które wpatrzone były w nią jak w najpiękniejszy na świecie obrazek. Bo właśnie taki widok mu serwowała odchylając do tyłu głowę, sprawiając, że ciemne
kuuuudły spływały po jej plecach i ramionach, po piersiach, lepiły mu się do twarzy, do policzków i skroni. Najpiękniejszy widok na świecie.
Czuł jak bardzo go chciała, jak drżała z tymi kolejnymi muśnięciami jego gorących, szorstkich warg, z kolejnym przesunięciem języka po jej ciele. I kiedy już znowu sięgał jej gorących, krągłych ud, kiedy znowu chciał uwieńczyć to
jej smakiem na języku, to znowu szarpnęła go do góry. W pierwszym odruchu mruknął niezadowolony, w tym pocałunku, mogła to poczuć, ten jego pomruk
niezadowolenia, który wyrwał się z płuc, który mieszał się na ich językach. Nawet się nie ruszył, kiedy jej pocałunki zeszły niżej, spuścił tylko spojrzenie. A palcami sięgnął do jej włosów, kiedy jej gorące, pełne wargi schodziły niżej po wszystkich jego tatuażach, lwie, napisie Medellin, aż do tego
piórka, które chowało się pod mokrymi bokserkami, na jasnej, nieopalonej skórze. Kiedy ściągnęła z niego tą mokrą bieliznę, to mogła doskonale zobaczyć, jaki był na nią
gotowy, jak kurwa bardzo jej chciał. Teraz.
Zacisnął palce na jej ramieniu. To była kwestia jeszcze kilku sekund, kiedy rzeczywiście nie mógłby się już powstrzymać, kiedy szarpnąłby ją do siebie. Mocno. A potem tak samo mocno w nią wszedł.
Ale ona wykorzystała
te sekundy, odpychając go znowu od siebie. Zatoczył się i usiadł na kanapie, miedzy tymi miękkimi, drogimi poduchami.
-
Kurwa Pilar... - jęknął i odchylił głowę do tyłu, czuł na karku to wzbierające uczucie, czuł, że go
popierdoli. Klatka piersiowa unosiła się szybko, niespokojnie, rytmicznie. A czarne tęczówki wodziły za nią, za każdym jej ruchem, który wychodził z bioder. Bioder, do których próbował sięgnąć, ale tylko zaczepił palcami o rozgrzaną skórę, a ona znowu mu umknęła. Drażniła się z nim.
I już go drażniła, już czuł te spięcia mięśni, to serce, które odbijało się w piersi, pod
dzikim lwem. Dzikim lwem gotowym do skoku...
Jeszcze przez chwilę patrzył na jej taniec, na te nikłe światło sunące po skórze, ginące w jej mokrych, gęstych włosach. Ale przecież dłużej nie umiał się powstrzymywać, bo zaraz go... nie, kurwa, już go
popierdoliło. Pokręcił głową starając się poluzować te spięcia mięśni na karku, ale nie za wiele to dało. Czarne oczy wpatrzone w nią były intensywnie, z ogniem, pożądaniem, które czuł
wszędzie, w każdej komórce ciała, i kiedy tylko zeszła do parteru, kiedy wylądowała na tym ładnym, drogim dywanie. To wyrwał się do niej, szarpnął jak ten
dziki kot. Żeby już po chwili kłaść ją na szorstkiej podłodze, zacisnąć palce na jej nadgarstkach, które przytrzymał jedną ręką nad jej głową.
-
Nie... igraj... ze mną - wychrypiał prosto w jej usta, głosem zachrypniętym od pożądania. Wpił się mocno w jej gorące, pełne wargi, agresywnie, bo rozpaliła go do
czerwoności, do pierdolonego maksimum. Do
jebanego bólu -
tego chciałaś? - wydyszał w jej policzek, kiedy się od niej oderwał, kiedy schodził niżej pocałunkami, które kontrastowały szczypnięcia zębów na jej skórze, na żuchwie, na szyi i na obojczyku. Mocniej dociskał ją do chropowatej powierzchni dywanu, swoim ciałem i kolanem, które wdarło się miedzy jej uda. I tylko z nią... mógł się bawić w jakieś
gry wstępne.
Prze-cią-gać to.
𝑀𝒾 𝒜𝓂𝑜𝓇 ⋆˙⟡♡