Aż prychnął w rozbawieniu i pokręcił lekko głową, gdy znów wspomniała o kradzieży psów. Naprawdę była niemożliwa. Czy był sens podjąć kolejną próbę wyprowadzenia jej z błędu? Nie sądził. I w zasadzie nawet nie wiedział, jak już miałby przemówić jej do rozsądku, więc ostatecznie postanowił puścić tę uwagę mimo uszu. Chyba nigdy dotąd nie poznał tak upartej kobiety. I która tak długo by odtrącała jego zaloty. Co jednak tylko bardziej zachęcało go do próbowania. Bo im trudniej było, tym stawała się bardziej pociągająca, a nagroda bardziej satysfakcjonująca.
Nie dał się zwieść jej uroczemu uśmiechowi, podczas gdy wyrażała się o nim w taki niegrzeczny sposób, choć musiał przyznać, że gdyby nie wyższość i kąśliwość, ten uśmiech mógłby mu się spodobać znacznie bardziej. Zaraz jednak dotarły do niego jej słowa:
Nie rozumiem, dlaczego zamknąłeś swoją firmę. Powinieneś w niej siedzieć, a nie panoszyć się po moim terytorium, o które długo walczyłam… i przez kilka sekund intensywnie je analizował, wpatrując się w jej oczy pełne zawziętości i… obaw? Nie potrafił tego do końca określić, ale wiedział jedno: nie miał wobec niej aż tak złych intencji. -
Nie zamierzam Ci niczego odbierać, Charity. Zostałem poproszony o pomoc, a ja dotrzymuję słowa - odparł stanowczym tonem. Świadomie pominął część o swojej firmie, bo wolał nie poruszać tego tematu i skupić się na teraźniejszości, choć jej uwaga mimowolnie go zakuła. On też wolałby nadal prowadzić własną firmę i żyć na własnych zasadach, ale niestety rzeczywistość potrafiła jedynie rozczarowywać.
—
Przyganiał kocioł garnkowi - przekrzywił nieco głowę, z rozbawieniem przyglądając się jej minom. Ona złościła się, że jej nie szanował, a tymczasem co robiła? Narzucała mu własne zdanie i liczyła na to, że się pokornie ze wszystkim z nią zgodzi. To było cholernie niesprawiedliwe podejście, ale przecież ta wariatka uważała, że mogła wszystko. Czy tylko on miał na tyle odwagi, żeby się jej przeciwstawiać?
Miała doprawdy bujną wyobraźnię, skoro wpadła na tak genialny pomysł, że mógłby chcieć ją wygryźć. Aż przygryzł mocniej wargę i pokręcił głową. Zdążył co nieco przeczytać w internecie o niej i jej rodzinie, ale wiedział, że to były tylko szczątkowe informacje upstrzone pięknymi obrazkami. Dopiero teraz zaczynał zauważać, jak wiele ta firma dla niej znaczyła oraz jak długą jako kobieta drogę musiała przebyć, żeby znaleźć się na najwyższym szczeblu kariery. A przy tym jednak nie do końca miała nad wszystkim kontrolę. To musiało ją boleć. Wziął więc głębszy oddech i zaczął zdecydowanym, acz nieco łagodniejszym niż wcześniej tonem:
—
Chciałaś, żebym się przedstawił, bo nie dostałaś moich referencji, więc to zrobiłem. Co więcej, mogłem też zwrócić uwagę na kilka niedociągnięć i podsunąć zmiany, nad którymi mógłbym już pracować, ale na Twoje życzenie ugryzłem się w język. Bo prosiłaś o konsultacje - podkreślił słowo “prosiłaś”, bo było to duże nadużycie -
więc nie wmawiaj mi teraz, że gram do innej bramki, bo tak nie jest. Nie zamierzam odbierać Ci tego, co Ci się należy. Jestem tutaj tylko po to, by Ci pomóc - przyznał na koniec z pełną powagą. Zawsze mógł ją kompletnie zignorować i całkowicie przejąć głos na tym spotkaniu, ale tego nie zrobił. Nie zależało mu na jej stołku. Jego cel skupiał się na czymś zupełnie innym. Na niej. A to oznaczało, że powinien wziąć pod uwagę wszystkie jej pragnienia i potrzeby, które częściowo zdawały się uwidaczniać wraz z każdym jej następnym słowem i zachowaniem. Nawet zaczynał rozumieć jej rozdrażnienie i wściekłość. Wbił do jej życia w butach z zamiarem przejęcia. Ale w jednej kwestii się myliła, gdyż jedyne, co zamierzał przejąć, to jej serce.
—
Powtórzę: nie chcę Twojego stanowiska, dobra? - odpowiedział wymijająco. Teoretycznie on osobiście jej ojcu niczego nie obiecał, bo to jego rodzice się z nim dogadali, niemniej nie zamierzał tego tłumaczyć. Po jej zaciśniętej pięści widział, ile ją to kosztowało i uznał, że w życiu nie mogła się dowiedzieć o tym, dlaczego tak naprawdę się tu znalazł.
—
Podrywać? Przecież ja nic takiego nie robię - stwierdził, jakby nadal nie rozumiał, o co jej chodziło, po czym uśmiechnął się szerzej. Jednocześnie zaciekawiło go, czy w innych okolicznościach pozwoliłaby mu na więcej? A mimo to z pełną świadomością zmniejszył między nimi dystans.
—
I słusznie - przyznał z zadowoleniem, właśnie na taką odpowiedź czekając. Bo to by oznaczało, że wszedł na jej ambicję i wcale nie musieli ograniczać się do minimum, ale jej następne słowa nadal obstawały przy swoim. —
Myślałem, że wszystkie kwestie dotyczące firmy są ważne - zauważył w udawanej konsternacji, ale to kolejna wypowiedź sprawiła, że rzeczywiście się zdziwił, co okazał poprzez uniesienie brwi.
Przelecieć, naciskasz o dotyk, nie zwiążę się. Tych kilka określeń zaszumiało mu w głowie, powodując, że jego trybiki przyspieszyły. Myślała o tym. Myślała
o nim. A więc miał rzeczywistą szansę, a ta myśl przywiodła na jego twarzy zawadiacki uśmiech. -
Niczego to nie zmieni, skoro na Ciebie nie działam, mówiłaś już o tym - stwierdził z błyskiem w oku, gdyż najwidoczniej gubiła się w zeznaniach. Może wystarczyłoby przestąpić o kolejne dwa kroki, przesunąć dłonią wzdłuż jej talii i powędrować nią przez biodro, wyznaczając jej kontury aż do zakończenia jej czarnej sukienki znajdującego się nieznacznie powyżej kolana. Ten materiał bez problemu poddałby się jego palcom, których dotyk jej skóry mógł wywołać w niej przyjemny dreszcz. Tak się jednak nie stało. Zamiast tego stał przed nią w tym samym miejscu, próbując przywołać swoje myśli do porządku, gdy usłyszał jej pytanie.
Chcę Ciebie, tu i teraz, przemknęło mu przez myśl, ale opanował się, zanim jego głos poniósł się po pomieszczeniu. Jeszcze nie był na to czas. Zaczeka. Choć nie był pewien, jak długo jeszcze będzie to możliwe, gdy kusiła go samą swoją obecnością. Musiał się bardziej postarać, ale miał coraz większe przeczucie, że dla niej było warto.
—
Niezmiernie cieszę się na naszą współpracę, Cherry - odparł, obdarzając ją tajemniczym spojrzeniem, po czym odwrócił się i po drodze podniósł leżącą na podłodze teczkę. -
Do zobaczenia już niedługo - dodał, zanim pociągnął za klamkę drzwi jej gabinetu. A więc czas się wziąć do roboty.
Cherry Marshall
KONIEC