ODPOWIEDZ
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Uwielbiała spotkania zarządu. Czuła się na nich jak prawdziwa królowa, która nie miała nic do stracenia. Była w stanie walczyć o swoje racje, uśmiechać się pogodnie do innych ludzi, a finalnie wszystko działo się po jej myśli. Potrafiła być przekonująca. W świecie pełnym mężczyzn udało się zdobyć autorytet i zaufanie wśród ludzi podejmujących decyzję w firmie. To spotkanie miało być inne. Pojawienie się nowego dyrektora finansowego, o którym nic nie wiedziała, wzbudzało w niej dyskomfort. Kontrola była jedną z ważniejszych kwestii, którą kierowała się Charity. Nabrała powietrza do płuc, zastanawiając się nad tym, kim był.
Ethan Hartley. Znała jednego złodzieja o podobnie brzmiącym imieniu. Tyle zdołała dowiedzieć się przez telefon od ojca, leżącego w szpitalu. Nabrała mocnego oddechu, sprawdzając jeszcze raz dane przed spotkaniem. Wszystko się zgadzało, nikt nie powinien podważać jej decyzji. Krótko spojrzała na zegarek. Wybiła godzina czternasta. Pora zaczynać.
Chciałabym oficjalnie przywitać na spotkaniu zarządu — zaczęła spokojnym tonem Charity, rozglądając się na po znajomych twarzach. Faktycznie, przypominali rekiny poszukujące ofiary, jakby czekali tylko na jej błąd. Mogła wzbudzać poważanie, ale zdawała sobie sprawę, że większość znajdujących się tu osób, wolałaby na jej miejscu brata. Czy można było się im dziwić? Nie. Wystarczyło spojrzeć na Cherry w dość krótkiej, czarnej sukience, marynarce, wysoko upiętym koku i szpilkach. Idealnie dopinała cały obrazek, choć nie dla przypadkowych osób znajdujących się dookoła niej.
Jeśli chodzi o nasz dzisiejszy plan, to miałam przedstawić nowego dyrektora finansowego — trzy minut spóźnienia. Nienawidziła marnowania czasu, jak wiadomo czas to pieniądz. Widocznie będzie musiała tę naukę przekazać. Westchnęła ciężko, irytowanie jej od początku, było dość niecodziennym powitaniem — pana Ethana Hartleya — na sam dźwięk imienia Ethan chciała strzelić oczyma, ale powstrzymała się. Wolała skupić się na tym, co istotne. Przecież złodziej psów nie zostałby jej dyrektorem, na pewno nie miałby odpowiednich uprawnień — ale chyba od startu punktualność nie jego jego mocną stroną — to było od niej silniejsze. Powinna stać z nim po jednej stronie barykady w starciu ze zatroskanym zarządem, ale nie potrafiła inaczej. Musiała wbić szpileczkę, w nieobecnych łatwiej celować — następnie chciałabym przedstawić plany finansowe na następne dwa miesiące, pochwalić się pozyskaniem dwóch nowych kontrahentów oraz zgodnie z Państwa prośbą opowiedzieć o stanie zdrowia ojca — krótki zarys spotkania. Dla niej były to jedynie formalności, nic z czym warto byłoby się kłócić. Ich panele fotowoltaiczne były świetne, nie słyszała o większych problemach z nimi, spokojnie byli w stanie wyprzeć konkurencję. W między czasie chodziła sekretarka, upewniając się, że każdy dostał kawę i herbatę, wspomniała coś o zbliżających się kłopotach. Dyrektor finansowy przystojny? Aż parsknęła krótko pod nosem, szczerze liczyła, że był to jakiś stary dziadek.
Także zacznijmy od... — wtedy właśnie usłyszała dźwięk do drzwi i aż podniosła się z krzesła, tak mocno, że się przewróciło, wypełniając całą salę. Ethan. Sritan. Złodziej. Każdy z inwestorów patrzył to na jednego, to na drugiego. Wyglądał inaczej, lepiej pod krawatem. To miał być jej nowy dyrektor finansowy? Brew jej lekko drgnęła, to nie mogło być prawdziwe — nie pomylił pan sal? Pokój socjalny jest dwie sale dalej — stwierdziła dość uprzejmym, acz chłodnym tonem — to spotkanie w zamkniętym gronie — dodała chłodnym tonem, mierząc go od dołu do góry. W duchu marzyła, by był podrzędnym pracownikiem, a nie polecanym przez Christophera, jej ojca, dyrektorem finansowym. Nie wyobrażałaby sobie pracy z kimś takim.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie tego spodziewał się po kolacji z rodzicami. Mógłby się założyć, że specjalnie zdecydowali się przeprowadzić z nim tę jakże fascynującą rozmowę w restauracji, by na oczach wielu gości nie mógł tak po prostu wykrzyczeć, co myślał na temat ich oczekiwań, a potem wstać od stołu i zwyczajnie wyjść, żeby więcej już do nich nie wrócić. To właśnie niemiłosiernie kusiło go, gdy dowiedział się o ich warunkach. Zostać dyrektorem finansowym w czyjejś firmie i związać się z pracującą tam panną? To było wszystko, czego unikał od… zawsze. I przez wiele lat udawało mu się to robić, dopóki… nie odszedł Michael. Czy był w stanie zastąpić ideał syna, członka elity z wieloma zasługami, dziedzica majątku Hartleyów i niedoszłej głowy rodziny? Poprzeczka zawisła nad nim nad wyraz wysoko. Ale czy naprawdę miał jakieś wyjście? Inaczej czekało go wydziedziczenie, a na to nie mógł sobie teraz pozwolić.
Ubrany więc w idealnie dopasowany garnitur, jeden z licznych, w które w ostatnich dniach się zaopatrzył, szedł nonszalancko korytarzami swojego nowego miejsca pracy z teczką w ręku, ukradkiem rozglądając się z rosnącymi zaintrygowaniem. Według uroczej recepcjonistki, która z chęcią zaprowadziłaby go na miejsce gdyby nie telefon i jego serdeczna prośba, by się nie trudziła, sala konferencyjna znajdowała się tuż za rogiem. Zerknął na swój zegarek. Spotkanie pewnie już się rozpoczęło. Niemniej przybrał nieznaczny uśmiech na twarz i otworzył drzwi, by pewnym siebie krokiem wejść do środka. Już na końcu języka miał przeprosiny, ale jego uwagę momentalnie zwróciła znajdująca się u szczytu stołu znajoma twarz, która na jego widok podniosła się, z głośnym hukiem przewracając krzesło. Pięknie się zaczynało.
Dzień dobry, Państwu. To spotkanie zarządu Northland Power? - uśmiechnął się w odpowiedzi do Charity, a bijąca od niego pewność siebie wskazywała na czysto retoryczne pytanie. Momentalnie też pokonał dzielącą ich przestrzeń, żeby podnieść jej krzesło. Dopiero wtedy ponownie na nią spojrzał, zdając sobie sprawę, że znalazł się tuż przy niej. Z tej niewielkiej odległości nie mógł zignorować tej samej woni jej perfum, która pobudzała jego zmysły. - Czyli jestem w odpowiednim miejscu. Ethan Hartley. Nowy dyrektor finansowy. Miło mi Cię znów widzieć, pani prezes - podał jej dłoń z tajemniczym błyskiem w oku. No, chyba ze względu na towarzystwo choć raz zachowa się jak należy? Zaraz jednak zwrócił się do reszty zgromadzonych. - Najmocniej przepraszam za spóźnienie, ale zatrzymały mnie ostatnie raporty, które wręczono mi dopiero dziś rano. Mój poprzednik pozostawił po sobie niedokończone sprawy, które należałoby dziś omówić. - Mimo spóźnienia zamierzał pozostawić po sobie dobre wrażenie. Wszak skoro już przyjął tą pracę to musiał godnie reprezentować swoje nazwisko. A przy okazji mógł również zaimponować Charity, czyż nie?

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Wszystkich sparaliżowało. Większość członków zarządu było już starszymi ludźmi, którzy zmierzyli Ethana chłodnym wzrokiem i pokiwało głową. Tak, to spotkanie zarządu, potwierdził jeden z nich. To pytanie sprawiło, że Charity aż zmroziło. Ze wszystkich ludzi na świecie musiała znowu spotkać jego? Cały czas stała, licząc, że to kiepski żart.
Nie ruszyła się, nawet kiedy stanął obok niej i podniósł krzesło. Teraz zgrywał dżentelmena? Do jej nosa dotarł zapach jego perfum. Musiała przyznać, że w garniturze wyglądał jeszcze lepiej. Irytowało ją to. Facet, który miał czelność zmusić ją do przeprosin, będzie pracował razem z nią. Wciągnęła powoli powietrze do płuc, starając się poukładać sobie wszystko w głowie. Zachowywał się, nie prosił się o zmiażdżenie jej przy wszystkich, okej. Nie mogła pozwolić sobie na wybuch złości, wszyscy patrzyli na nią z zaciekawieniem. Odwróciła się w jego stronę powoli, wręcz nerwowo. Czuła, jak jej serce zaczyna przyśpieszać, a wzrok wbiła w jego dłoń. Tak się bawimy?
Charity Marshall, proszę zająć miejsce — uścisnęła mu dłoń krótko, ale mocno. W taki sposób jaki uczył ją ojciec, by pokazać własną wyższość. Miała doświadczenie w biznesie, wiedziała, jak powinna obracać się wśród poważnych ludzi i nie mogła pozwolić sobie na rysę na jej wizerunku. Zwłaszcza po sylwestrowej nocy w trakcie której zapomniała się, a włosy jej spłonęły. Do dziś ją to irytowało, aż zastanawiała się, czy pora zrobić sobie doczepy. Może wtedy wróciłaby jej duma oraz swoboda we wygrywaniu każdej dyskusji.
O jakich niedokończonych sprawach mówimy? — spytała chłodniejszym tonem, wręcz lodowatym. To nie był temat na spotkanie zarządu. Dopiero przyszedł, mógł przeczytać raporty, ale czy wiedział cokolwiek o działaniach firmy? Nie, a ona zawsze nad wszystkim panowała, wszystko dopinała na ostatni guziczek — może wpierw zanim zarzuci Pan firmie zaległości, warto byłoby się przedstawić członkom zarządu? — wycedziła, przechylając głowę. Miał tupet, musiała mu to przyznać, ale to było jej terytorium Była jak lew, pilnujący własnego stada i pokazujący kły na zagrożenie. Tylko udowodnił jej, że nim był — nie wszyscy rozumieją Pańskie zatrudnienie — a ona w szczególności — i chcieliby wiedzieć, że jest Pan odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku — złodziej psów jej prawą ręką. No dobra, lewą, a jednak ręką, której nie będzie mogła sobie uciąć. Zmierzyła raz jeszcze go chłodnym wzrokiem, by przestał paplać na prawo i lewo. Podkopywał ją, a ta czupryna gęstych włosów i błysk w oku nie mogły wpływać na jej percepcję postrzegania jego osoby.
Potem chciałabym przejść do planów finansowych, które sama przygotowałam z wiceprezesem, Charslem Marshallem — uniosła wysoko brodę, nawet nie spoglądając na Ethana. Wzrokiem przeleciała po członkach zarządu, a jeden z nich uniósł wysoko dłoń.
Panienko Cherry, ale wpierw wolelibyśmy usłyszeć o zaległych sprawach — poczciwy pan Black się odezwał. Z nim była szczególnie blisko, pamiętał ją jeszcze za dzieciaka. Tylko to Cherry ugodziło w nią. Kącik ust niebezpiecznie jej drgnął, a na sali zapanowała niezręczna cisza.
No dobrze, w takim razie proszę bardzo, panie Hartley — nie dała mu nawet pięciu sekund, by zacząć mówić. Wbiła w niego ostre spojrzenie, którym mogłaby zabijać, gdyby miała w oczach lasery — chociaż wolałabym o takich sprawach rozmawiać w cztery strony. Nie możemy odłożyć tego na kolejne spotkanie zarządu, czy jest to bardzo pilne? — oby nie było, a przynajmniej nie na tyle, by informować o tym ludzi posiadający ostateczny głos. Gasiła pożary, nie wzniecała ich. Za to wypowiedzenie o parę słów za dużo, mogłoby spowodować brak zaufania względem prezeski. Na to nie mogła sobie pozwolić. Ton mógł być oschły, choć w głębi duszy właśnie go prosiła, by przestał mówić i skupił się na innych, ważnych, a przede wszystkim pozytywnych rzeczach.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy Ethan wiedział, że spotka tu Charity? Rodzice nie od razu przekazali mu wszystkie szczegóły dotyczące ich fortelu, ale kiedy już się zgodził i zapytał o firmę oraz cel, z chęcią podzielili się nazwą i nazwiskiem. Słysząc jej imię, początkowo uznał to za zbieg okoliczności, ale kiedy później wpisał dane w internecie i na stronie firmy wyskoczyło mu jej zdjęcie w wysokim upięciu i z poważną miną, przez chwilę siedział bez ruchu. Teraz wszystko zaczynało do siebie pasować, a w jej groźbach i zachowaniu dostrzegał sens. Co nie zmieniało faktu, że według niego nadal nie stanowiła żadnego zagrożenia, a jedynie przez jego głowę przeszła mu myśl - będzie zabawnie.
Mimo wszystko jej widok w zupełnie innej odmianie, niż hardego dziewczęcia w parku zaimponował mu. Tym razem całą swoją postawą stwarzała wrażenie niebezpiecznie pięknej kobiety u władzy. Wielu zakompleksionych facetów obawiało się kobiet na wysokich stanowiskach, ale Ethan uważał to za bardzo pociągające, bo takie zdecydowanie wiedziały, czego chciały. Czekało go interesujące wyzwanie. Tym bardziej satysfakcjonujące było wytrącenie jej z równowagi już na samym wejściu, na co nieznacznie drgnął mu kącik ust. Musiał porządnie zapaść jej w pamięć, więc to wiele ułatwiało. Kiedy stanął obok niej i uścisnął jej dłoń, dostrzegł jej wyraźne spięcie. Nie wyglądała na taką, co lubi niespodzianki, co potwierdzały jej następne słowa. Czy się temu dziwił? Wcale.
Zanim zdążył odpowiedzieć na pierwsze pytanie, ona kontynuowała, więc pozwolił skończyć jej wywód odnośnie jego zatrudnienia, zastanawiając się przy tym, czy naprawdę nie dostała choć namiastki jego CV albo referencji, które mogli przysłać firmie jego rodzice? Danie mu posady rzeczywiście musiało nastąpić odgórnie. Kto więc tutaj tak naprawdę miał największy wpływ? - Oczywiście, tym się zajmę w pierwszej kolejności - przytaknął z uśmiechem, bo w kwestii swojego doświadczenia nie miał nic do ukrycia. No, może poza prawdziwymi powodami zamknięcia własnej firmy, co mogłoby podważyć jego rzetelność, a przecież teraz musiał się przedstawić z jak najlepszej strony.
Następnie uniósł brwi. To ona miała przedstawiać plany finansowe? Bez konsultacji z dyrektorem finansowym? Aż tak była pewna swoich działań? Zdawał sobie sprawę z ich zatargów, ale nie tak to powinno wyglądać. Nie dostrzegał jeszcze jednak jednego - był hipokrytą, bo sam wyszedł z tematem zaległych spraw. Kąciki jego ust nieznacznie uniosły się ku górze, gdy w ich wymianę zdań wtrącił się jeden ze starszych mężczyzn, a do jego uszu dotarło urocze zdrobnienie. Cherry. Mała Wisienka. To zdecydowanie lepiej do nie pasowało.
Nieoczekiwanie znów przytarł jej nosa. I właściwie już miał przejść do ważniejszych kwestii, ale zatrzymało go spojrzenie kobiety - ostre i bezwględne, które w połączeniu z chłodnym i nieco nerwowym tonem na moment go zastanowiło. Zyskał przewagę, czy rzeczywiście chciał to teraz wykorzystać? Szybka analiza za i przeciw sprowadziła go do pokręcenia głową. - Dotyczy to głównie sposobów rozwiązywania problemów i zmian, jakie należy wprowadzić - odpowiedział na jej pytanie, ale zdawało mu się, jakby mówił nie o finansach, ale o ich relacji. Widział, jak pozostawienie dobrego wrażenia na zarządzie było dla niej ważne, więc musieli działać we wspólnym froncie. Poza tym, przecież właśnie wyszła z propozycją rozmowy w cztery oczy, a to właśnie było jego celem. Ścisła współpraca. - Ale może to poczekać, dopóki nie skonsultuję tego z panią prezes. Proszę się nie martwić. Znam się na rzeczy - dodał, dopiero przy ostatnich słowach odwracając od niej wzrok, by spojrzeć po twarzach siedzących przy stole ludzi. Wtedy też odłożył teczkę na blat, odchrząknął i zaczął mówić:
Każda szanująca się firma potrzebuje kogoś, kto będzie nie tylko pilnował kosztów, ale przede wszystkim sprawiał, żeby finanse stały się realnym wsparciem dla decyzji biznesowych. Tak było w poprzedniej firmie, w której tylko w ciągu roku udało mi się zwiększyć zyski o kilka punktów procentowych - zdradził zdecydowanym tonem, ponownie patrząc na swoich słuchaczy, licząc, że wzmianka o jego osiągnięciach zrobi na nich wrażenie. - I do tego zamierzam dążyć w Northland Power: by poprawić rentowność, uprościć raportowanie i przede wszystkim sprawić, że będzie Państwo mieć jasny obraz sytuacji - bez domysłów i niespodzianek na koniec kwartału. - Uśmiechnął się uprzejmie, chcąc sprzedać czystość swoich intencji, w przelocie spoglądając na Charity. Językiem delikatnie zwilżył wargi, a następnie oparł dłoń o leżącą przed nim teczkę i nieznacznie się pochylił w stronę zainteresowanych. - Według mnie finanse nie powinny opierać się na gaszeniu pożarów, tylko dawać przewagę i pozwolić przewidywać problemy, a nie jedynie na nie reagować. Dlatego gwarantuję, że nasza współpraca przyniesie firmie same korzyści. - Mówiąc to, odchylił się i wskazał na Charity, a jego twarz wypełnił znacznie szerszy, pewny siebie uśmiech, którym zawsze wzbudzał zaufanie. Jego ukradkowe wymowne spojrzenie na nią zadawało nieme pytanie: czy tego właśnie od niego oczekiwała?
A teraz przekażę głos pani prezes i z chęcią zapoznam się z jej planami finansowymi. - Zrobił znaczącą pauzę, zanim dodał: - Choć byłbym zdania, że to też należałoby najpierw omówić na osobności, by nie marnować Państwa cennego czasu na nieścisłości. Wszak oboje powinniśmy mówić jednym głosem, a nasze wspólne cele być przejrzyste, czyż nie? - Przesunął wzrokiem po siedzących przy stole, a następnie utkwił je w Charity, ostatecznie zajmując miejsce na wolnym fotelu tuż obok. Nie mógł się już doczekać tej rozmowy.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

W duchu odetchnęła ulgą, kiedy postanowił nie rozmawiać o zaległościach przy członkach zarządu. Sama kontrolowała większość pracowników na wysokich szczeblach. Większość umów prawniczych przeglądała samodzielnie, a później omawiała własne obawy z prawnikami. Potrafiła być bardzo uparta, byle utrzeć ludziom nosa. Przychodziło jej to z niebywałą naturalnością. Tyle że przez krótki moment zwątpiła we własne poczynania. Przez głowę przeszła jedna irytująca myśl. Co jeżeli on nie był taką złą osobą, jaką pokazał się jej, łapiąc Koko?
Tylko szybko uleciała, słuchając jego wywodu. Widocznie będzie musiała go prześwietlić, wynająć odpowiednią osobę, dzięki której dowie się wszystkiego na jego temat. Wszystkie, czego nie dowie się z jego social medii. Je miała zamiar sprawdzić w pierwszej chwili, kiedy ”będzie sama. Dowiedzieć się, ile ma lat, co go interesuje, sprawdzić, czy ma partnerkę. Może z domysłów zgadłaby, skąd się pojawił w jej firmie. Praktycznie nie słuchała jego wywodu, w myślach skupiała się na jednym. Skąd na jego twarzy ten czarujący uśmiech?
Z myśli wyrwało ją jego kolejne słowa. Pani prezes. Zamrugała kilka razy oczami i od razu się wyprostowała. Musiała zakończyć spotkanie zarządu. Poszedł jej na rękę, przynajmniej w tej chwili powinna odwdzięczyć mu się tym samym.
Oczywiście, że tak — stwierdziła finalnie, unosząc oba kąciki ust ku górze. Dość sztucznie jak na nią, ale musiałaby przyznać Corze rację. Wszyscy tu siedzące osoby, były dwulicowe, wystarczyłoby jedno jej potknięcie, a rozpoczęłoby się odwołanie Cherry ze stanowiska prezeski. Na to nie mogła sobie pozwolić, podobnie jak na sprzeczanie się ze Sritanem Ethanem przy nich — pozwolą Państwo, że część finansową przeniesiemy na kolejne spotkanie — spojrzała po zgromadzonych osobach, a oni jedynie krótko przytaknęli. Teraz została ostatnia kwestia. Przymknęła oczy, wciągając powietrze do płuc. Raz, dwa, trzy, odliczała w myślach, by się uspokoić.
Jeśli chodzi o mojego ojca, wiem, że Państwo mają z nim bardzo dobry kontakt — zaczęła Charity. Stary Marshall dawno był poza firmą, ale dalej miał na nią wpływ jako jeden z głównych udziałowców. Dlatego nie miała żadnego głosu, gdy opowiedział jej o idealnym kandydacie na stanowisko wiceprezesa — niestety, szykuje się do przeszczepu wątroby i poszukujemy odpowiedniego dawcy... — westchnęła ciężko, o ile z podzieleniem się tą informacją nie miała problemów z zarządem, tak Hartleyowi nie chciała jej zdradzać — czekamy na decyzję ze szpitala na ten moment — podobno analizowali wyniki zgodności tkankowej. Miało to zająć kilka dni, by sprawdzić każdego z członków rodziny. Christopher miał czwórkę dzieci i szczerze liczył na to, że jedno z nich zostanie dawcą. Cherry niezbyt się to uśmiechało, nie chciała unosić tego tematu, bo była brana pod uwagę.
Zapraszam Państwa za tydzień o tej samej porze, żebym mogła rozpocząć współpracę z dyrektorem Hartleyem — powiedziała poważnym tonem, wstając od stolika. Chwilę rozmawiała z kilkoma osobami, próbując skrócić rozmowę. Męczyło ją to. Właściwie on ją męczył i jego obecność. Poczekała, aż zostaną sami, dopiero wtedy jej wzrok powędrował na Hartleya.
Zapraszam za mną — warknęła i ruszyła szybkim krokiem w stronę własnego gabinetu. Przez korytarz wybrzmiewał głośny, pewny stukot obcasów. Przed własnym gabinetem otworzyła dla niego drzwi i gestem ręki zaprosiła go do środka. Kiedy drzwi tylko się zamknęły, podeszła do biurka, spuszczając zasłony. Lepiej by pracownicy nie widzieli jej ataku złości — wytłumaczysz mi, co ty tu do cholery jasnej robisz? — warknęła, podchodząc zbyt blisko. Aż poczuła woń jego perfum, były intensywne, ładne, wręcz przyciągające. Zaraz przyłożyła mu palec do torsu, niszcząc jakikolwiek dystans między nimi — to ukryta kamera czy co? — albo może kiepski żart? — odejdź z mojej firmy — wycedziła przez zaciśniętą szczękę. Raz poznała jego upór, ale we własnej firmie nie miała zamiaru się hamować. Skoro potrafił się w ten sposób zachowywać w parku, to przyniósłby jej hańbę. Aż zaśmiała się gorzko pod nosem. Nie wierzyła w to, co się działo.
Nie chcę Cię tutaj, złodzieju — żaden Ethan, żaden Sritan. Złodziej. Charity miała wyjątkowo dobrą pamięć jak słonie. Raz skrzywdzone za dzieciaka pamiętały zapach człowieka przez całe życie — nie wiem, czy wiesz, jak bardzo mogłabym utrudnić Ci życie — miała na to idealne sposoby. Praca z nią w normalnych warunkach była wymagająca, a co dopiero kiedy była uprzedzona — spędzałbyś w mojej firmie tyle czasu, że zapomnisz, jak się nazywasz — na jej twarzy wymalował się złośliwy uśmiech — a prysznic w domu okaże się bezcennym luksusem — nie bez powodu Koko miała legowisko w firmie oraz milion opiekunek — na takim stanowisku nie potrzebuję przystojnego cwaniaczka z ładnym uśmiechem, za którego będę pracować — to mogła mu przyznać. Był przystojniakiem. Może mogłaby się wpatrywać w jego brązowe... nie, jego oczy były zielone, piękne, intensywne. Przełknęła nerwowo ślinę, odsuwając się o krok — jasne? — spytała, unosząc jedną ze swoich brwi ku górze i ruszyła w stronę biurka. O ile jej na to pozwoli.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na szczęście wystarczająco dobrze zainwestował w to, by nikt nie dowiedział się o problemach w jego firmie, przez które naprawdę musiał ją zamknąć. Dla postronnych ludzi stało się to ze względu na jego widzimisię i nowe perspektywy rozwoju. I tak miało zostać. Tylko poprzez zadbanie o odpowiedni zarys sytuacji mógł uratować swoją dumę, by nie dało się do niczego przyczepić, a każdy, kto postanowi się uważniej temu przyjrzeć, będzie mógł dokopać się tylko do informacji, które mogły ujrzeć światło dzienne.
Przez całe spotkanie robił więc to, co potrafił na równi z zarządzaniem finansami - czarował. I próbował dowieść, że to miejsce mu się należało. Jak wielu innych rzeczy ostatnio, łącznie z tym, że zasługiwał na własne nazwisko. Nie zamierzał zawieść rodziców i Michaela, który jakimś cudem zawsze w niego wierzył. A to oznaczało, że musiał się słuchać.
Z uwagą przyglądał się Charity, gdy ta przejęła głos. Obserwował jej chwilowe przymknięcie powiek i zmianę tonu głosu, gdy mówiła o swoim ojcu. Obiło mu się coś o uszy w kwestii zdrowia głowy rodu, ale to sposób, w jaki przedstawiała sytuację, sprawił, że pojawiło się w nim pewne… współczucie? Przyszło mu na myśl nawet pytanie, czy jako rodzina potrzebowali jakiejś pomocy, ale wiedział, że jeszcze na tym etapie znajomości nie warto było podejmować takiego tematu. Dlatego siedział cicho i uprzejmym uśmiechem żegnał wychodzących członków zarządu. I czekał, aż w końcu zostaną sami.
Na jej zaproszenie i nieskrywaną przy tym złość przekrzywił nieco głowę, a jego kącik ust uniósł się pod wpływem nieznacznego rozbawienia. Była jak zwykle w bardzo uprzejma. Niemniej bez słowa zabrał swoją teczkę i ruszył za nią, świadomie dając jej prowadzenie tylko po to, by ukradkiem przyjrzeć się jej sylwetce z tyłu. Wzrokiem przesunął wzdłuż nóg, poprzez zgrabną figurę, aż po upięty wysoko kok. Jej pewny siebie krok i naturalne ruchy bioder wzbudzały w nim pierwotne instynkty, dlatego odwrócił wzrok. Musiał się skupić.
Kiedy postanowiła zasłonić zasłony, nie mógł oprzeć się przed rzuceniem żartobliwego komentarza: - Widzę, że od razu przechodzisz do rzeczy. - Zdawał sobie sprawę, że nie rzuci się teraz na niego, choć znacznie ułatwiłoby mu to sprawę, ale sam fakt zasłonięcia szyb wydawał mu się dość dwuznaczny. Tym bardziej, kiedy momentalnie sama zmniejszyła między nimi dystans i znów uderzyła go mieszanka jej perfum. Spojrzał w jej oczy, w których tańczyły ogniki. Przełknął ślinę, starając się zachować opanowanie. - Pracuję. Z Tobą. Od dziś - mruknął w odpowiedzi, bo kiedy znajdowała się tak blisko, nie było potrzeby podnosić głosu, a następnie powędrował wzrokiem z jej twarzy na palec, który właśnie położyła na jego klatce i ściągnął brwi. - Dopiero mnie przyjęłaś. Niektórzy mogliby nie być zadowoleni z kolejnych zmian - przyznał, nieznacznie przy tym kręcąc głową i spojrzał ponownie na Charity. I miał tu na myśli nie zarząd, ale jej ojca, który doprowadził go do objęcia tego ważnego stanowiska. Skoro on mu zaufał, czemu ona nie mogła? Zaraz jednak dała mu odpowiedź. Na słowo złodziej aż przewrócił oczami.
A Ty znowu swoje. Oddałem Ci Koko. A skoro już o niej mowa, to co u niej? - Uniósł wyżej brew z uśmiechem. Gdyby nie świadomość, że to Cherry musiał obrać sobie na cel, pewnie zadzwoniłby albo napisał do niej po kilku dniach. Z tym, że jego podejście przestało być już tak bezinteresowne, jak było w parku. Słuchał jej kolejnych pogróżek, potakując przy tym głową, jakby rzeczywiście brał sobie je do serca, ale na wypowiedź przypominającą coś w rodzaju nieudanego komplementu uśmiechnął się szerzej rozbawiony. - Ach, tak? - Wspomnieniem o byciu przystojnym i ładnym uśmiechu schlebiła mu, ale że zarzucała mu lenistwo? Nie mógł jej na to pozwolić. Jak i na to, żeby w takim momencie się od niego odwróciła, jak gdyby postawiła właśnie na swoim. On jeszcze nie skończył. - Bynajmniej - odparł, po czym bez namysłu złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie, by móc spojrzeć w jej oczy. Pod wpływem tego ruchu trzymana w ręku teczka z impetem spadła na podłogę w tym samym momencie, gdy jej szczupłe ciało znalazło się przy nim, niemal stykając się z jego torsem. Zatrzymał dłoń na jej biodrze, żeby nieco zamortyzować ten obrót, a trzymana za jej nadgarstek dłoń zawisła w powietrzu na wysokości jej ramienia. Dla postronnego obserwatora mogło to wyglądać na postawę do tańca.
Mylisz się co do mnie. Schlebiasz mi, ale nie jestem zwykłym przystojniakiem, który wysługuje się innymi - nieco skrzywił się na wspomnienie o wysługiwaniu się. Był bogaty i przyzwyczajony do wszelkich wygód, ale niektórych spraw nie dało się przekazać innym. - Nie bez powodu dostałem to stanowisko i gdyby nie Ty, już dziś udowodniłbym Tobie i zarządowi, że pewne mechanizmy można usprawnić tak, żebyście wkrótce zobaczyli efekty - przypomniał jej, że nie dała mu szansy wypowiedzieć się w kwestii problemów, które dostrzegł. - Poza tym pamiętaj, że obowiązuje nas ścisła współpraca. Powinniśmy być jednogłośni i intensywnie przygotować się do prezentacji, żeby dobrze za tydzień wypaść. Mi nie przeszkadza praca do późna, a Tobie? - Uniósł wymownie brew, a kąciki ust uległy rozszerzeniu. Świadomie podkreślił słowo intensywnie, gdyż już wyobrażał sobie, jak bardzo mogłaby wyglądać praca z nią. Wpatrywał się w nią ze zdecydowaniem i iskrami w oczach, chłonąc wzrokiem rysy jej twarzy, niemal czując jej falującą pod wpływem nieco przyspieszonego oddechu klatkę piersiową. Mimowolnie przesunął wzrokiem po jej lekko uchylonych pełnych wargach, gdy musiała delikatnie zadzierać głowę, żeby patrzeć na niego tymi swoimi pełnymi, pięknymi, brązowymi oczami, a bijące ciepło od jej bliskości kusiło go, żeby zacisnąć mocniej palce na jej biodrze. Coraz łatwiej było mu pogodzić się z zadaniem jej uwiedzenia. Może ten cały fortel nie był wcale taki zły?

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Jego bezczelna pewność siebie wręcz ją irytowała. Nie potrafiła jasno określić, z jakiego powodu to się działo. Inni szybko uginali się pod jej uporem, a jednak on stał z jeszcze większym uśmiechem przed nią. Czuła dwuznaczność, która zawisła między nimi. Pozostałym pracownikom chciała oszczędzić sceny, bo nic bardziej jej nie irytowało niż bezczelny człowiek. Ktoś taki jak Hartley. Zmarszczyła groźnie brwi, choć miękła. Powoli, skutecznie miękła, kiedy stał na przeciwko niej. Bijący spokój rozbrajał ją, jedynie jedna osoba była w stanie z nią konkurować, a był to jej własny bliźniak.
To przestań — warknęła niemalże od razu. Charity nie hamowała się ani przez moment. Wbiła mu swój długi, czarny paznokieć, by zrozumiał, że nie da mu ze sobą pogrywać — dobrze wiesz, że nie miałam z tym nic wspólnego. — odparła niemalże od razu, licząc, że mógłby zmienić zdanie — nie przyjęłabym Cię, a na pewno nie na takie stanowisko — wystarczyłoby zobaczenie zdjęcia i dla niej, by to wystarczyło. Przybiłaby wielką pieczątkę z napisem: odrzucony.
Mój pies i moje życie prywatne nie powinno Cię interesować. Jesteś w pracy, a nie w parku. Rozmawiasz z osobą o wyższym stanowisku — miała wrażenie, że jej słowa są puste. Wręcz niemoralne. Jakby chciał przekroczyć niewidzialną linię między prezesem a dyrektorem finansowym. Nie potrafiła stwierdzić, co dokładnie w nim inne kobiety mogłyby widzieć. Pewność siebie? Zielone oczy? Dobrze zbudowane ciało? Widziała to, ale nie chciała przyznawać tego przed samą sobą.
W tym momencie postawiłaby kropkę. Gdyby cokolwiek od niej zależało, wiedziała, że Ethan-Sritan był rekomendacją jej ojca. Nic nie miała do powiedzenia, nie chciała go denerwować. Może przestraszenie, by zadziałało? Wypluła z siebie całą złość, postawiła kropkę na końcu zdania i chciała móc odejść, ale wtedy chwycił ją za rękę. Przyciągnął blisko siebie, a jej oddech od razu przyśpieszył. Ani przez moment nie schodził jej groźny wyraz twarzy. Teraz prowadziła wewnętrzną bitwę, żeby on jej nie złamał.
Puść mnie — mruknęła ciszej, niż sama się po sobie tego spodziewała. Powinna móc krzyczeć mu prosto w twarz, wydrapać mu oczy, a jednak zaczarował ją. Wstrzymała na moment oddech, próbując wrócić do starego porządku. Tylko brak jakiejkolwiek granicy między ich ciałami, silna dłoń na jej biodrze nie ułatwiała jej tego. Potrzebowała bliskość, brakowało jej w życiu Charity, a ta krótka oferowana przez Ethana, zaczynała na nią działać. Chciała chwycić za krawat, zniżyć go do jej poziomu i pokazać mu miejsce w hierarchii, tylko... działał na nią cholernie.[ /akapit]
Te twoje zielone oczy na mnie nie działają — rzuciła, zanim jeszcze zaczął mówić. Nie schodziła ani przez moment ze swojego chłodnego tonu. Te słowa nie były dla niego, a dla niej samej. Jakby próbowała bronić się przed jego ciałem na każdy możliwy sposób.
Chcesz udowodnić coś zarządowi a nie mi — syknęła przez usta. Dla niej było to wystarczające, by wiedzieć, że do jej pięknej firmy trafił pasożyt. Ktoś, kto będzie próbował podburzyć jej autorytet. Mimo to dalej stała przed nim z zadartą głową ku górze — puścisz mnie? — obawiała się przepychanek oraz tego, jak one mogłyby wyglądać. Chciała móc na nowo poczuć dystans, dlatego odwróciła głowę na panoramę pieprzonego Toronto. Tutaj zawsze wszystko się komplikowało, a dzisiejszy dzień był istną wisienką na torcie. Odsunęła się na krok, kiedy tylko jej to umożliwił.
Nie przeszkadza — mruknęła krótko, tracąc przez moment werwę. Zaraz wykonała kolejny krok do tyłu, łatwiej było odzyskać dawną werwę, kiedy nie czuła go w pobliżu — co nie zmienia faktu, że chcę z Tobą pracować — złodziej. Sritan. Musiała wymyślić nowe przezwiska, skoro zacznie z nim, o zgrozo, współpracować. Aż wzdrygała się na samą myśl. W głowie obmyślała plan, w jaki sposób najlepiej to przeprowadzić — będziemy widywali się krótko, ustalając szczegóły — żadnych kaw, lunchy, a tym bardziej wspólnych kolacji biznesowych. Prosta relacja przełożony-podwładny — ale wpierw będziesz mi wysyłał szczegóły mailem, żebym mogła się przygotować — i zrobi to. Pójdzie jeszcze skonfrontować wysłane materiały z bratem, byle mu dopiec. Pokazać każdy najmniejszy błąd oraz udowodnić największy: zatrudnienie w jej firmie.
I jeszcze jedno — a właściwie dwa — dla Ciebie panienka Marshall, albo prezes Marshall, Hartley — żadna Charity, żadna Cherry, a tym bardziej mówienie na ty. Znajdowali się w sferze zawodowej, a jej zdaniem odpowiednie zwracanie się do siebie, pozwoliłoby jej na odpowiedni dystans względem Hartleya.
Jesteśmy w pracy, a ja nie życzę sobie z Tobą jakichkolwiek zbliżeń — podkreśliła głośno, oddalając się na kolejny krok. Cofała się tak długo, aż nie poczuła bezpieczniej deski biurka, którą chwyciła mocno — nie przyciągaj mnie do siebie — złapała krótki oddech, by wziąć głęboki oddech — nie działasz na mnie, jak chcesz mi coś udowodnić, to zacznij ciężką pracą i zachowywaniem się fair — bez żadnych nowych wiadomości na spotkaniu zarządu, o ile nie są naprawdę bardzo pilne. Chciała móc je przekreślić, nie zastanawiać się nad tym, co działo się jeszcze parę minut temu w sali konferencyjnej. Potrzebowała odpoczynku, ale póki Ethan stał w sali, nie dałaby z tym rady.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Inni musieli po prostu mieć więcej uprzedzeń, albo zwyczajnie czuli zmęczenie zachowaniem Cherry, żeby dać za wygraną. Ethan na szczęście nie należał do osób, które łatwo odpuszczają, poza tym miał dodatkową motywację w postaci przychylności swoich rodziców. Ale czy to rzeczywiście było jego głównym celem? Kiedy patrzył na ciemnowłosą z groźnie wyglądającą miną, jakby chciała go zabić za samą jego obecność w jednym pomieszczeniu, nie czuł tak nieznośnego przymusu, jak się spodziewał. Może dlatego, że zwróciła jego uwagę już wtedy w parku?
Tylko na mailmana albo roznoszącego kawę? - Uniósł brew z wyraźnym zwątpieniem, a kąciki jego ust zadrgały pod wpływem rozbawienia, kiedy wrócił wspomnieniem do jej słów podczas spotkania, że pokój socjalny znajdował się gdzieś indziej. - Wyglądam Ci na kogoś, kto miałby tak niskie aspiracje? - dodał zaraz, bo oczywistym było, że mierzył znacznie wyżej. Z resztą, jego nazwisko nie pozwoliłoby mu na jakąś podrzędną pracę. Zbyt wiele dla niego znaczyło i mimo pewnego konfliktu z jego rodzicami, nosił je z dumą.
Zamierzasz udawać, że nasze spotkanie w parku nie miało miejsca? Już na to za późno i dobrze o tym wiesz, inaczej w ogóle nie wpłynęłoby na to, jak reagujesz na naszą współpracę. - Wtedy na pewno nie posiadałaby do niego takich uprzedzeń, a może nawet spojrzałaby na niego nieco przychylniej albo chociaż z o wiele większym dystansem? Oczywiście, mogła wszystkiego się wypierać, ale ton głosu podsycany jej emocjami zdradzał zbyt wiele - nie był jej obojętny.
Dlatego podziałał instynktownie - musiał sprawić, by nie miała wyjścia i go wysłuchała, w końcu na moment skupiając na nim całą swoją uwagę. Jeden ruch pozwolił mu na zniwelowanie między nimi dystansu i szansę na odpowiedź na jej niewiele warte groźby. Na jej prośbę pokręcił głową.
Tylko w ten sposób jesteś w stanie mnie wysłuchać, więc chyba tylko tak będziemy rozmawiać - rzucił w odpowiedzi, z tej perspektywy mając również idealny widok na jej odsłoniętą szyję i dekolt, które miał nadzieję już niedługo poznać wargami. Mimo, że swoją postawą utrudniała mu to zadanie, był konsekwentny. Gdy coś postanowił, musiał to osiągnąć.
Nie mam pojęcia, o czym mówisz - powiedział, mimowolnie uśmiechając się na wzmiankę o swoich oczach, którymi intensywnie jej się przypatrywał. Tak naprawdę dokładnie wiedział, co robił. Choć w jej tonie głosu pobrzmiewał chłód, to tylko kwestia czasu, zanim zmięknie.
Och, przede wszystkim Tobie, bo wierzysz we mnie i moje możliwości najmniej. - A raczej wcale. - Jeszcze się przekonasz, jak wiele potrafię i do czego jestem zdolny, żeby osiągnąć cel - obiecał jej niskim tembrem głosu, mimowolnie na kilka sekund znów przenosząc spojrzenie z jej oczu na ponętne usta, tą dwuznacznością słów sugerując, że mówił nie tylko o umiejętnościach związanych z pracą. Ona również była jego celem do zdobycia i miał zrobić wszystko, żeby zakończyć misję powodzeniem. W tym momencie postanowił ją jednak strategicznie puścić. A może po części dlatego, że obawiał się, by wytworzone między nimi napięcie nie przejęło nad nim kontroli? Naprawdę mu się podobała, ale musiał się opamiętać, by nie popełnić przy niej żadnego błędu.
Przykro mi to słyszeć, ale nie masz wyjścia - stwierdził, obserwując, jak z każdym krokiem zwiększała między nimi dystans. Słuchał z uwagą jej warunków, nie będąc z nich zadowolony. Najwyraźniej postanowiła go unikać. Czy starała się po prostu zachowywać profesjonalnie, czy kryło się za tym coś więcej? W każdym razie dla niego to nie było wyjście - potrzebował z nią kontaktu, a najlepiej działał ten fizyczny.
Jakoś nie po drodze mi z tytułami, ma chérie - zmrużył oczy, znów podrywając nieco kąciki ust w łobuzerskim uśmiechu. Nie było mowy, żeby zwracał się do niej tak oficjalnie, a już na pewno nie, kiedy zostawali sami. Nigdy za tym nie przepadał, a w przypadku Cherry nie mógł pozwolić sobie na jeszcze większy dystans. Zwłaszcza, że właśnie stworzyła między nimi ten fizyczny, wycofując się aż do własnego biurka.
Czyżbyś się czegoś obawiała? - zapytał z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, chowając ręce do kieszeni spodni i niespiesznie wykonując krok w jej stronę. Zdecydowanie uderzał w jej ego. - Na przykład tego, że nie nad wszystkim będziesz w stanie mieć kontrolę? - kontynuował, postępując o kolejne dwa kroki. Ani nad żadnym z jego gestów i słów, gdy ponownie znajdą się sami, ani nad własnymi reakcjami. A ona uwielbiała czuć kontrolę. - Skoro na Ciebie nie działam, nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy ograniczyć kontakt - wzruszył nonszalancko ramionami, zatrzymując się niespełna dwa kroki przed nią i spoglądając na nią z wyzwaniem. Bo może właśnie to z powodu słabości do niego wolała go unikać? Czy to dla pani prezes był aż tak ogromny problem?

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Zdecydowanie pasowałaby mu taka posada. Podawałby jej głowę bez koszulki. Znaczy co? Cherry o czym ty właśnie myślałaś? Pewnie o tym, co skrywało jego ciało. Działał na nią jak płachta na byka. Większość potrafiła szybko stłamsić. Każdy facet, którego kiedykolwiek miała wcześniej, czy później trafiał pod jej pantofel, albo zrywała z nim dość hucznie. Nic nie było w stanie jej zatrzymać. Mała perfekcjonistka już za niemowlaka wszędzie przepychała się rękoma oraz nogami. Z Ethanem postąpi podobnie, chociaż to będzie wolna i powolna operacja zwana przeuroczo zniszczeniem.
Zgadza się — idealna rola, zwłaszcza jakby wyjechała na wakacje, a on by przynosił jej kawę bez koszulki. Już zdążyła zauważyć jego dobrze wyrzeźbione ciało, które chciała móc zbadać. Zwłaszcza kiedy czuła ciepło jego ciała i oddechu. Mimowolnie wzięła głębszy oddech, by nie stracić panowania nad samą sobą — kradniesz psy, więc wszystko pasuje — dodała, unosząc nieznacznie jeden z kącików ust. Będzie mu to wypominała do zesranej śmierci, albo póki będzie próbował pracować w jej firmie. Nie znosiła ludzi, którzy nie pokazywali jakiegokolwiek szacunku osobom na wyższym stanowisku. Była prezesem, a on traktował ją, jak małą dziewczynkę prowokując ją na każdym kroku. Nie tylko jego wyparzona gęba ją prowokowała, ale także zieleń oczu, którą chciała zobaczyć z jeszcze bliższej perspektywy — nie mam zamiaru udawać, dlatego wolałabym z Tobą w ogóle nie współpracować. Jesteś nadętym bufonem, który myśli, że ma spore możliwości, ale przykro mi, tak nie jest — wycedziła przez usta, uśmiechając się uroczo. Prędzej dałaby się pociąć, niż umożliwiała palantowi pracować na wysokim stanowisko, które wymagało współpracy z nią — nie rozumiem, dlaczego zamknąłeś swoją firmę. Powinieneś w niej siedzieć, a nie panoszyć się po moim terytorium, o które długo walczyłam — i to powinno wybrzmiewać z jej ust jasno. Skoro był głodny wyzwań, mógł skupić się na własnym biznesie. Ona latami walczyła o posadę prezesa, pokazując ojcu na każdym kroku, że jest tego warta. Chociaż wiedziała, że kwestią czasu będzie jego prośba o małżeństwo. Tylko to nie będzie prośba, a nakaz. Nie chciała już wiązać się z jakimkolwiek mężczyzną, dużo łatwiej żyło się jej po prostu jako Cherry Marshall.
Jaskiniowiec z Ciebie? — prychnęła, kręcąc głową. Cała się wręcz jeżyła. Jakby jego bliska obecność miała cokolwiek zmienić, nie zmieniała. Pierwszy raz wręcz na kogoś warczała jak wściekła chihuahua lub shitzu — to że nie respektujesz mojego zdania, w ogóle Ci nie pomaga — wycedziła przez usta, strzelając przy tym oczyma. Nie pomagał sobie, ani jej samej. Ściągnęła mocno usta, biorąc głęboki oddech. Tylko on zmieszał się z zapachem jego perfum, które mimowolnie powodowały, że kolana zaczynały się jej uginać.
Krótko parsknęła śmiechem. Doskonale wiedziała, o czym mówiła. Nie miała zamiaru po raz kolejny nabrać się na piękne oczy i zwierzęcy magnetyzm. Faceci to chodzące świnie, a każdy, którego spotykała być tylko gorszy.
I miałabym uwierzyć, że robisz to, rozgłaszając wielkie tezy na spotkaniu zarządu? — syknęła, nie mogąc uwierzyć w to, co dochodziło do jej uszu. Jawnie ją prowokował, a jego zachowanie w ogóle mu nie pomagało — może marzy Ci się rola prezesa, co? — przechyliła głowę, wpatrując się w niego wzrokiem godnym królowej lodu. Pierwszy raz ta myśl przyszła do jej głowy i rozsadzała ją od środka. Ojciec musiał mieć jakiś plan na niego, inaczej nie wprowadzałby go bez żadnych konsultacji z nią.
Nie mam wyjścia, bo? — do niej tak się nie mówiło. Tylko jedna osoba mogła, był to jej ojciec, Christopher. W środku zaczęła się cała gotować. Czyżby sprowadził do jej życia szpiega, który miał ją kontrolować na każdym kroku? Byle nie przyniosła firmie jakichkolwiek strat — co obiecałeś mojemu ojcu, że nie postawił mi żadnego wyboru? — dobrze, że odeszła. Inaczej uderzyłaby go otwartą dłonią w twarz. Mocno zacisnęła pięści, bo im dłużej do niej mówił, tym bardziej w jej głowie pojawiały się katastroficzne scenariusze. Żadnego z nich nie mogłaby powstrzymać. Traciła kontrolę, a do tego nie mogła dopuścić.
Możesz przestać mnie podrywać? — wręcz czuła jak oddech staje się coraz bardziej urwany, a serce chce się wyrwać z jej klatki piersiowej. Była prowokowana, zdawała sobie z tego sprawę, a jednocześnie nie była w stanie się pohamować — jesteśmy w pracy, Hartley — podkreśliła to słowo. Opowie o wszystkim bliźniakowi, by też go nienawidził. Wspólna linia w froncie na wroga wydawała się istotna, a ona zdawała sobie z tego sprawę.
Tylko z każdym jego krokiem nikła w niej siła walki. Nienawidziła bliskości, kiedy była wręcz niej spragniona. Najchętniej chwyciłaby go za ten krawat, zamknęłaby mu usta swoimi, byle już nic do niej nie powiedział.
Niczego się nie boję — warknęła Charity, patrząc mu prosto w oczy. Po paru sekundach przełykała nerwowo ślinę. Zbyt blisko, zdecydowanie był zbyt blisko. Chciała móc schować się za stolikiem, ale czy to miałoby jakikolwiek sens? Znów by ją do siebie przyciągnął. — słucham? — prychnęła, odwracając głowę. Nie mogła na niego spojrzeć, brzydziła się nim — nie interesują mnie nieważne kwestie. Masz przychodzić do mnie z mięsem, a przede wszystkim nie potrzebuję żadnego męskiego wsparcia, by kierować firmą — wytłumaczenie warte złamanej świeczki, ale szła w to. Nawet we własnej głowie nie mogła pozwolić sobie na krótką myśl, że on mógł być atrakcyjny — po prostu powiedz, że chcesz mnie przelecieć, dlatego tak naciskasz o dotyk — dlaczego ona to powiedziała? Próbowała postawić granicę, zanim jakichkolwiek dystans między nimi zniknie — przykro mi, nie zwiążę się z żadnym pracownikiem w mojej firmie. Wystarczy, że moja rodzina tu pracuje — wycedziła, próbując rzucić ostatnie koło ratunkowe. Niezobowiązujący kutas polegał na tym, że więcej się z nim nie spotka, a go będzie widziała codziennie przez szyby w gabinecie. Będzie musiała odpisywać mu na maile. Nie chciała komplikowania spraw w kolejnym miejscu.
Masz mi coś jeszcze do powiedzenia, Hartley? — spytała, unosząc do góry jedną ze swoich brwi dość wysoko. Niech sprawa wybrzmi jasno, nie chciała mieć z nim niczego wspólnego, postawiła grubą kreskę. Sprawy zawodowe, krótkie spotkania i omawianie spraw, a poza tym nic innego.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Aż prychnął w rozbawieniu i pokręcił lekko głową, gdy znów wspomniała o kradzieży psów. Naprawdę była niemożliwa. Czy był sens podjąć kolejną próbę wyprowadzenia jej z błędu? Nie sądził. I w zasadzie nawet nie wiedział, jak już miałby przemówić jej do rozsądku, więc ostatecznie postanowił puścić tę uwagę mimo uszu. Chyba nigdy dotąd nie poznał tak upartej kobiety. I która tak długo by odtrącała jego zaloty. Co jednak tylko bardziej zachęcało go do próbowania. Bo im trudniej było, tym stawała się bardziej pociągająca, a nagroda bardziej satysfakcjonująca.
Nie dał się zwieść jej uroczemu uśmiechowi, podczas gdy wyrażała się o nim w taki niegrzeczny sposób, choć musiał przyznać, że gdyby nie wyższość i kąśliwość, ten uśmiech mógłby mu się spodobać znacznie bardziej. Zaraz jednak dotarły do niego jej słowa: Nie rozumiem, dlaczego zamknąłeś swoją firmę. Powinieneś w niej siedzieć, a nie panoszyć się po moim terytorium, o które długo walczyłam… i przez kilka sekund intensywnie je analizował, wpatrując się w jej oczy pełne zawziętości i… obaw? Nie potrafił tego do końca określić, ale wiedział jedno: nie miał wobec niej aż tak złych intencji. - Nie zamierzam Ci niczego odbierać, Charity. Zostałem poproszony o pomoc, a ja dotrzymuję słowa - odparł stanowczym tonem. Świadomie pominął część o swojej firmie, bo wolał nie poruszać tego tematu i skupić się na teraźniejszości, choć jej uwaga mimowolnie go zakuła. On też wolałby nadal prowadzić własną firmę i żyć na własnych zasadach, ale niestety rzeczywistość potrafiła jedynie rozczarowywać.
Przyganiał kocioł garnkowi - przekrzywił nieco głowę, z rozbawieniem przyglądając się jej minom. Ona złościła się, że jej nie szanował, a tymczasem co robiła? Narzucała mu własne zdanie i liczyła na to, że się pokornie ze wszystkim z nią zgodzi. To było cholernie niesprawiedliwe podejście, ale przecież ta wariatka uważała, że mogła wszystko. Czy tylko on miał na tyle odwagi, żeby się jej przeciwstawiać?
Miała doprawdy bujną wyobraźnię, skoro wpadła na tak genialny pomysł, że mógłby chcieć ją wygryźć. Aż przygryzł mocniej wargę i pokręcił głową. Zdążył co nieco przeczytać w internecie o niej i jej rodzinie, ale wiedział, że to były tylko szczątkowe informacje upstrzone pięknymi obrazkami. Dopiero teraz zaczynał zauważać, jak wiele ta firma dla niej znaczyła oraz jak długą jako kobieta drogę musiała przebyć, żeby znaleźć się na najwyższym szczeblu kariery. A przy tym jednak nie do końca miała nad wszystkim kontrolę. To musiało ją boleć. Wziął więc głębszy oddech i zaczął zdecydowanym, acz nieco łagodniejszym niż wcześniej tonem:
Chciałaś, żebym się przedstawił, bo nie dostałaś moich referencji, więc to zrobiłem. Co więcej, mogłem też zwrócić uwagę na kilka niedociągnięć i podsunąć zmiany, nad którymi mógłbym już pracować, ale na Twoje życzenie ugryzłem się w język. Bo prosiłaś o konsultacje - podkreślił słowo “prosiłaś”, bo było to duże nadużycie - więc nie wmawiaj mi teraz, że gram do innej bramki, bo tak nie jest. Nie zamierzam odbierać Ci tego, co Ci się należy. Jestem tutaj tylko po to, by Ci pomóc - przyznał na koniec z pełną powagą. Zawsze mógł ją kompletnie zignorować i całkowicie przejąć głos na tym spotkaniu, ale tego nie zrobił. Nie zależało mu na jej stołku. Jego cel skupiał się na czymś zupełnie innym. Na niej. A to oznaczało, że powinien wziąć pod uwagę wszystkie jej pragnienia i potrzeby, które częściowo zdawały się uwidaczniać wraz z każdym jej następnym słowem i zachowaniem. Nawet zaczynał rozumieć jej rozdrażnienie i wściekłość. Wbił do jej życia w butach z zamiarem przejęcia. Ale w jednej kwestii się myliła, gdyż jedyne, co zamierzał przejąć, to jej serce.
Powtórzę: nie chcę Twojego stanowiska, dobra? - odpowiedział wymijająco. Teoretycznie on osobiście jej ojcu niczego nie obiecał, bo to jego rodzice się z nim dogadali, niemniej nie zamierzał tego tłumaczyć. Po jej zaciśniętej pięści widział, ile ją to kosztowało i uznał, że w życiu nie mogła się dowiedzieć o tym, dlaczego tak naprawdę się tu znalazł.
Podrywać? Przecież ja nic takiego nie robię - stwierdził, jakby nadal nie rozumiał, o co jej chodziło, po czym uśmiechnął się szerzej. Jednocześnie zaciekawiło go, czy w innych okolicznościach pozwoliłaby mu na więcej? A mimo to z pełną świadomością zmniejszył między nimi dystans.
I słusznie - przyznał z zadowoleniem, właśnie na taką odpowiedź czekając. Bo to by oznaczało, że wszedł na jej ambicję i wcale nie musieli ograniczać się do minimum, ale jej następne słowa nadal obstawały przy swoim. — Myślałem, że wszystkie kwestie dotyczące firmy są ważne - zauważył w udawanej konsternacji, ale to kolejna wypowiedź sprawiła, że rzeczywiście się zdziwił, co okazał poprzez uniesienie brwi. Przelecieć, naciskasz o dotyk, nie zwiążę się. Tych kilka określeń zaszumiało mu w głowie, powodując, że jego trybiki przyspieszyły. Myślała o tym. Myślała o nim. A więc miał rzeczywistą szansę, a ta myśl przywiodła na jego twarzy zawadiacki uśmiech. - Niczego to nie zmieni, skoro na Ciebie nie działam, mówiłaś już o tym - stwierdził z błyskiem w oku, gdyż najwidoczniej gubiła się w zeznaniach. Może wystarczyłoby przestąpić o kolejne dwa kroki, przesunąć dłonią wzdłuż jej talii i powędrować nią przez biodro, wyznaczając jej kontury aż do zakończenia jej czarnej sukienki znajdującego się nieznacznie powyżej kolana. Ten materiał bez problemu poddałby się jego palcom, których dotyk jej skóry mógł wywołać w niej przyjemny dreszcz. Tak się jednak nie stało. Zamiast tego stał przed nią w tym samym miejscu, próbując przywołać swoje myśli do porządku, gdy usłyszał jej pytanie.
Chcę Ciebie, tu i teraz, przemknęło mu przez myśl, ale opanował się, zanim jego głos poniósł się po pomieszczeniu. Jeszcze nie był na to czas. Zaczeka. Choć nie był pewien, jak długo jeszcze będzie to możliwe, gdy kusiła go samą swoją obecnością. Musiał się bardziej postarać, ale miał coraz większe przeczucie, że dla niej było warto.
Niezmiernie cieszę się na naszą współpracę, Cherry - odparł, obdarzając ją tajemniczym spojrzeniem, po czym odwrócił się i po drodze podniósł leżącą na podłodze teczkę. - Do zobaczenia już niedługo - dodał, zanim pociągnął za klamkę drzwi jej gabinetu. A więc czas się wziąć do roboty.

Cherry Marshall

KONIEC
ODPOWIEDZ

Wróć do „Northland Power”