-
This is my resting Grinch face
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Niczego nie sugerowałeś – wymamrotała, ewidentnie mu w to nie wierząc i nie mając z tym najmniejszego problemu. Głównie dlatego, że chciała iść z nim na randkę. Nierozsądne, może trochę naiwne… ale nie potrafiła nic na to poradzić. Siedział zbyt blisko, uśmiechał się zbyt ładnie, jego perfumy intensywnie uderzały w jej nozdrza, a wypity alkohol powoli zaczynał szumieć jej w głowie. Zdrowy rozsądek, a raczej jego resztki, zaczął ją opuszczać. Chyba właśnie dlatego wspomniała o randce z politykiem. Obserwowała przy tym jego reakcję, a kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, gdy Joel nagle wstał od baru. Czy sobie dopowiadała? Czy za dużo sobie wyobrażała? Czy może naprawdę nie chciał słuchać o przystojnych senatorach?
Oh, przestań!
W myślach się skarciła, ale jednocześnie nie mogła przestać się uśmiechać, gdy trzymając męską dłoń podążała za nim na parkiet. Wzbudzał zainteresowanie, trudno było mu się nie wyróżniać z tłumu, więc czuła na sobie spojrzenia niektórych ludzi, których mijali… i znowu czerpała z tego satysfakcję. Cholerną.
Jeszcze większą poczuła, gdy usłyszała jego słowa wyszeptane prosto do jej ucha. Śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa i podniosła wzrok, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Na ułamek sekundy znowu rozproszyły ją jego wargi, ale odzyskała rezon… przynajmniej na moment – Możemy udawać, że to najwolniejsza piosenka świata, żebyś nie musiał się nadwyrężać. – rzuciła swobodnie, cień uśmiechu przemknął przez jej wargi, ale zanim zdążył jej odpowiedzieć, a ona pomyśleć – wspięła się na palce, żeby sięgnąć jego twarzy, położyła dłoń na jego policzku i pocałowała go – Nie chciałam czekać do północy. – bo chociaż godzina zero zbliżała się wielkimi krokami to Roderick nie należała do najbardziej cierpliwych - A tym bardziej do tej randki, na którą mnie zabierzesz.
Joel Delaney
-
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Mało elegancko można było stwierdzić, że był manipulantem, który potrafił zagrać słowami tak, by finalnie jego było na górze. Uśmiechnął się więc delikatnie, gdy Love zaśmiała się z jego komentarza o sukience, który być może miał jej połechtać ego, ale był przy tym absolutnie szczery. Tak, całkowicie szczerze uważał, że Roderick prezentowała się lepiej, niż Ruth, bo ta druga była mu kompetnie obojętna i szczerze powiedziawszy, nie przyglądał się jej nawet z jakąś szczególną uwagą. Może wyglądałoby to zgoła inaczej, gdyby nie spotkał tego wieczoru na swojej drodze Love, ale skoro tak się stało, to wybór był prosty.
Prychnął z rozbawieniem, gdy brunetka podważyła prawdziwość jego słów.
Cholera, chyba go rozszyfrowała, ale nie miał z tym absolutnie żadnego problemu. Wzruszył lekko ramionami, nie zaprzeczając. Z tyłu głowy miał świadomość, że gdyby wyszedł z oficjalną propozycją randki, to Love by w to poszła. Nie wykluczał takiej opcji, ale nie chciał póki co rzucać konkretami, doskonale się bawiąc tą nutą niepewności, która między nimi zawisła. Może kiedyś.
Póki co celebrował trwającą chwilę, ich przypadkowe spotkanie w klubie i to, że znalazł sobie zadowalające towarzystwo do spędzenia tego wieczoru. Bo chyba gdzieś podświadomie skreślił już opcję wrócenia do loży, do świetnie bawiącego się towarzystwa, które cóż, musiało sobie jakoś poradzić bez niego - ku bardzo prawdopodobnemu niezadowoleniu Ruth. Jego koledzy pewnie i tak byli zbyt mocno pochłonięci zabawiem długonogich modelek, żeby nawet dostrzec jego nieobecność. A gdy już im w klubowej szatni opowie, jaki był jego prawdziwy powód zniknięcia, to skwitują to uśmiechem i poklepią go po ramieniu, bo nie był to ani pierwszy ani ostatni raz, gdy któryś z nich znikał.
Uśmiechnął się kącikiem ust, gdy Love zasugerowała, że przecież nie musieli wcale na tym parkiecie skakać. Była to całkiem trafna uwaga, bo właściwie co im przeszkadzała klubowa muzyka? Joel miał w głębokim poważaniu to, co mieli pomyśleć sobie ludzie dookoła nich. Szczególnie, że nie było tu przypadkowych osób, tylko takie, którym zależało na spokoju i dyskrecji by nic, co się działo tej nocy, nie znalazło się następnego ranka na portalach plotkarskich.
Nim zdążył odpowiedzieć, Love wspięła się na palce i go pocałowała, co bez chwili zawahania odwzajemnił. Nachylił przy tym głowę, by przesadnie nie musiała się do niego wyciągać, na koniec lekko przygryzając jej dolną wargę, by zaraz odsunąć się nieznacznie i błyszczącymi oczami odnaleźć jej ciemne tęczówki.
-Ktoś tu jest niecierpliwy, huh? - rzucił zaczepnie, choć jemu również wcale nie uśmiechało się czekać do północy. Właściwie, to był niemal pewny, że nie doczekałby do tego czasu, bo wypity alkohol tylko potęgował to, jak bardzo Love kręciła go w tej krótkiej sukience i szpilkach.
Chwycił jej drobne dłonie i założył je sobie na ramiona, zaraz swoimi wracając na biodra brunetki. Przycisnął ją lekko do siebie, ale jego niecierpliwe, niesforne palce szybko zjechały na jej pośladki, lekko się na nich zaciskając. Przez cały ten czas nie spuszczał oczu z pięknej buzi, którą miał przed sobą, nie wahając się nawet sekundy, by teraz to ze swojej inicjatywy ją pocałować. Subtelnie przesunął końcówką języka po jej pełnych wargach i zaraz znowu cofnął głowę, by popatrzyć na Roderick z łobuzerskim błyskiem w oku.
-Przyznaj, że wcale nie chodziło ci o moją kostkę, tylko o to, że chciałaś się do mnie poprzytulać - powiedział, z majaczącym na ustach uśmiechem. Nawet jeśli tak było, to czy mu to przeszkadzało? Absolutnie nie.
Love Roderick
-
This is my resting Grinch face
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
Delaney! Donośny głos jednego z jego kolegów przerwał ten moment. Nie był sam, towarzyszyło mu jeszcze dwóch następnych i razem doskoczyli do Joela. Wyraźnie wstawieni, wyraźnie rozbawieni… absolutnie nie patrzyli na to, że mogli komuś w czymkolwiek przeszkodzić. Jeden z nich przewiesił ramię przez kark Joela i zaczęli mu opowiadać jaką fantastyczną imprezę na górze stracił, bo alkohol, bo ładne dziewczyny, bo chętne dziewczyny, bo Ruth, bo go brakowało! Wyrzucali z siebie całe mnóstwo słów całkowicie ignorując Love, którą ich nagłe pojawienie się i tak narzucająca się obecność całkowicie zbiła z tropu. Nie mówiąc o tym, że poczuła się całkowicie niewidzialna. Przynajmniej do czasu.
Wreszcie jeden z nich spojrzał na twarz Joela i chyba połączył kropki, bo spojrzał też w kierunku Love i momentalnie zaczął rechotać – coś o podrywie, coś o przepraszaniu za zepsutą randkę, coś o tym, że jej nie zauważył. Roderick poczuła jak jej policzki robią się jeszcze bardziej czerwone, ale tym razem nie dlatego, że poczuła się zawstydzona. Teraz była zwyczajnie zła. I może nawet odezwałaby się, gdyby nie to, że jeden z kolegów Joela nie wyrzucił z siebie ej, ja cię kojarzę!, a to ją totalnie sparaliżowało, bo nie przywykła do tego, żeby ktokolwiek ją kojarzył… nawet jeśli miał okazję codziennie oglądać jej twarz w telewizji. Okazało się to być szalenie zabawne, bo to jego gosposia tak namiętnie tą telewizję oglądała. Delaney nie wiedzieliśmy, że gustujesz w pogodynkach! Zagryzła zęby, żeby nawet nie próbować wyprowadzać ich z błędu, że nie była pogodynką, nie było sensu, najmniejszego. Chodź, wracamy na górę! Ruth obiecała nam swój popisowy taniec, a wypiła tyle, że na pewno będzie spektakularny, może zaliczysz prywatny! Zarechotali, starając się pociągnąć Joela ze sobą. W końcu, co go tu trzymało, prawda? Pogodynka?
Spojrzała na niego i nawet nie próbowała ukryć swojego żalu i rozczarowania, chociaż na dobrą sprawę nie zrobił nic złego – nawet nie dało dojść mu do słowa. I pokręciła lekko głową, żeby z tym nie walczył, żeby się nie przejmował. Ona po prostu znajdzie swoją przyjaciółkę… i właśnie po to odwróciła się na pięcie i zaczęła się przepychać w tłumie w kierunku przeciwnym do tego, w którym ciągnęli go kumple.
Joel Delaney
-
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Wszystko działo się szybko. Joel również nie był tego wieczoru trzeźwy i choć złapał rozżalone spojrzenie Love, to nie zrobił absolutnie nic. Nie było sensu. Mieli przewagę liczebną i nawet nie dopuściliby go do głosu. Jeszcze raz obejrzał się przez ramię za siebie, ale Love już nie było. Pozwolił pociągnąć się w kierunku loży, gdzie czekała na niego szklaneczka whisky z rozpuszczoną kostką lodu. I stęskniona Ruth
/zt.
Love Roderick