-
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— To dobrze, że chociaż z tym nie będzie problemu. Ale nie przeszkadza ci, że to mimo wszystko będzie to praca? — dopytała, bo zwyczajnie była ciekawa. Zella była zawsze zaintrygowana wszystkim – nawet czymś, w co teoretycznie nie wsadzało się własnego nosa. W jej przypadku natomiast dzień będzie pracą może najpóźniej do popołudnia. Raczej wątpliwe, by robiły coś większego w lokalu w Vancouver, zwłaszcza w Sylwestra.
— O, dokładnie! Ja już chciałam mówić coś o Indianie, dobrze że się jednak wstrzymałam. — stwierdziła, nie mogąc powstrzymać się od tej uwagi oraz rozbawionego uśmieszku, który sam pchał się na jej usta. Zaraz jednak na jej twarz wrócił swobodny wyraz, po czym krótko skinęła głową. — Będę musiała go zatem zobaczyć. Już parę osób mi go polecało. — może i Ophelia była tutaj tylko kolejną osobą, ale to tylko bardziej zachęcało ją do znalezienia chwili czasu na obejrzenie tytułów, które w przeszłości jakoś jej umknęły. Miała nawet swoją listę, która niestety dość powoli się kurczyła. Może powinna więcej czasu poświęcić na nadrabianie kinowych klasyków?
— Tak, to chyba zależy właśnie. Kiedyś kojarzyłam, że są często organizowane jakieś fizyczne castingi, ale właśnie wraz z biegiem technologii częściej zauważam, że jakiś aktor dostał rolę bo wysłał filmik czy coś takiego. —zgodziła się, kiwając na sam koniec głową. Te „zdalne” castingi pewnie stały się popularne w dobie pandemii, od której mija już sześć lat. Jejku, ale ten czas zasuwa. A jej się wciąż wydawało, że te wszystkie zdalne rzeczy były względną nowością. Podobnie było z rozwojem AI, który był równie nagły i zatrważający.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Niespecjalnie. Owszem, nie mogę się zbytnio zapomnieć, ale nie ślęczę też cały czas nad papierami ani nie biegam przez kilka godzin po klubie. Mogę sobie pozwolić na nieco zabawy o ile wszystko będzie w porządku - odpowiedziała wprost.
Najwięcej pracy miała przed samą imprezą, aby upewnić się, że wszystko było dopięte na ostatni guzik i gotowe na przyjęcie setek gości. Potem musiała tylko zadbać, aby nikt się nie spieprzyło i działać sprawnie w momencie, gdy faktycznie pojawiał się palący problem.
- Hej, byłaś blisko - pocieszyła ją, bo jednak kojarzyła całkiem dobrze chociaż sama nie widziała nigdy tego filmu, co koniecznie musiała zmienić w wolnej chwili, którą chciałaby spędzić przed ekranem telewizora.
Ophelia lubiła sięgać do klasyki filmowej i starszych produkcji, które miały w sobie jakiś wyjątkowy czar. Oczywiście współczesne dzieła również ją przyciągały, ale było coś w tych obrazach, które charakteryzowały się wyjątkowym natężeniem kolorów, ciekawą grą światłem czy innymi chwytami, które sprawiały, że miała przed sobą prawdziwe widowisko.
- Przynajmniej jest to też pewna wygoda dla aktorów, którzy nie muszą ciągle przebywać w ruchu. Potem i tak muszą się zaprezentować na żywo przed ekipą, ale przynajmniej do pierwszego etapu nie fatygują się niepotrzebnie pół świata - dorzuciła jeszcze, bo niekiedy naprawdę ludzie z całego globu chcieli zyskać okazję do tego, aby wystąpić w danej produkcji.
Na pewno obecne czasy wymuszały też czasami różne rozwiązania, ale jeśli dzięki temu miały przedstawiać lepsze szanse dla aktorów i poszerzyć potencjalną pulę osób, które mogły zaistnieć tym świecie to czemu nie?
Zella Gardner
-
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Rozumiem. To zatem mam nadzieję, że obędzie się bez problemów albo kto inny zajmie się nimi w porę, byś mogła poświętować choć parę godzin. — przyznała całkowicie szczerym tonem. Nikomu nie życzyło się problemów, szczególnie w tak ważny dzień. Nie no, może wrogom mogłaby coś takiego wymanifestować by zaczęli nowy rok z przytupem, ale nie tak serdecznej kobiecie, z którą akurat rozmawiała. Ona z pewnością zasługiwała na odrobinę szaleństwa i swobody w swoim życiu. Przynajmniej według Zelli.
— Na pewno nie pod względem dystansu. Ale dzięki za pocieszenie. — Zella czuła się na tyle swobodnie ze swoim potknięciem że nawet zdecydowała się na drobny żart, który skwitowała równie rozbawionym uśmiechem. Co prawda, też lubiła kino. Był to jeden z jej ulubionych sposobów na spędzanie czasu wolnego, ale sam fakt, że nie posiadała go dużo, mówił wystarczająco wiele. Może kiedyś, gdy jej biznes będzie już właściwie zarabiał sam na siebie, wreszcie ogarnie sobie tą listę i obejrzy wszystko po kolei.
— O właśnie, this. Teraz ludzie z całego świata mają szansę wystąpić chociażby w samym Hollywood, bez uprzedniego rzucania całego swojego życia po drugiej stronie dla roli, którą nie wiadomo nawet czy dostaną. — to z pewnością był game changer, nie tylko dla aktorów, ale i dla reżyserów. Też dobrze było wiedzieć, że w razie niesprzyjających warunków dało się znaleźć rozwiązanie na właściwie wszystko. Co prawda powinno się go szukać nawet i bez względu na ograniczenia, ale ludzkość była chyba zbyt leniwa, by tak prędko wymyślać rzeczy, które mogłyby naprawdę zmienić świat na lepsze.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Dzięki. Mniejszymi problemami faktycznie zajmuje się chociażby ochrona. Wiedzą kiedy wyprowadzić kogoś kto wychylił o kilka głębszych za dużo i zaczął robić burdę - dorzuciła, bo zdecydowanie nie była od rozwiązywania każdej najmniejszej niedogodności.
Wiedziała, że miała kompetentny personel. W dodatku kamery w lokalu rejestrowały wszystko, co działo się w jego wnętrzu. Attwood wkraczała do akcji, gdy konflikt naprawdę eskalował lub pojawiały się zagadnienia wymagające interwencji osoby decyzyjnej.
- Pod względem nazwy już bardziej. Oba stany są na literę I - dodała żartobliwie, bo przynajmniej w ten sposób mogła pocieszyć Zellę, która i tak już dobrze kojarzyła film, którego w życiu nie widziała, a nie należał do najnowszych, o których wszyscy naokoło gadają przez cały czas.
Kino było jedną z dziedzin sztuki, która zawsze znajdowała się na wyciągnięcie ręki. Każdy mógł się nim rozkoszować jeśli tylko znalazł odpowiednią ilość czasu. Nie musiał nawet się szczególnie angażować. Nie trzeba było nigdzie wychodzić, forma często bywała przystępna. Dlatego właśnie była tak popularna. Nawet jeśli większość filmów nie dostawała łatki ambitnej sztuki to jednak wzbudzały one pewne emocje i coś przedstawiały.
- Dokładnie. Chociaż dalej się zastanawiam czemu zatrudniają typowych białych Amerykanów, którzy nie operują innym językiem niż angielski do ról obcokrajowców... Zwłaszcza jeśli mają mówić w tym innym języku i go kaleczyć lub przybierać jakiś dziwny akcent... Moim zdaniem wtedy powinni się wysilić, żeby znaleźć kogoś kto faktycznie jest z tamtego regionu albo bardziej się przyłożyć do tego, aby odbębnić zajęcia ze speaking coachem - zawyrokowała, bo mimo wszystko świat dalej nie był tak kolorowy.
Dalej ci popularni zdobywali najwięcej ról. Chociaż ostatnio pojawiły się trendy do tego, aby przynajmniej trzymać się pochodzenia etnicznego aktorów zamiast zatrudniać chociażby Arabkę w roli Latynoski tylko dlatego, że wizualnie dla kogoś się zgadzał kolor skóry. To już był jakiś krok naprzód, ale dalej wszystko było pogmatwane.
Zella Gardner
-
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— I prawidłowo. Od tego też tam są. — skwitowała krótko, wieńcząc tę wypowiedź krótkim skinięciem głową. Nie po to ktoś zatrudniał ochroniarzy, by ci tylko stali i wyglądali groźnie. Najważniejsze, by działali w razie potrzeby. Może lepiej, by taka nie miała miejsca, ale jak już to dobrze było mieć od tego zaufanych ludzi.
— No chociaż tyle. Gorzej, jakby pomyliło mi się z jakąś Montaną. — zachichotała cicho w odpowiedzi na słowa swojej rozmówczyni, czując się nieco lepiej ze swoją wstępną pomyłką. To fakt, nieźle że kojarzyła film, ale ona też była raczej „starej daty” w tej kwestii. Wszelkie nowości sprawiały, że zaczynała się we wszystkim gubić. Te wszystkie filmy superbohaterskie, które były podzielone na jakieś dwa główne fandomy, a jej i tak mieszało się, które było od czego. Może jakichś popularnych herosów kojarzyła, ale po wyjściu tych wszystkich Avengersów to już przestała się silić na to, by jakoś to wszystko ze sobą łączyć. Zdecydowanie wolała, gdy filmy trzymały się jednej niszy, mając jedynie kilka części, ale wciąż będącymi częścią jednej, spójnej całości. Przy milionach postaci o różnych historiach ten aspekt emocjonalny trochę tracił na wartości, przynajmniej u niej.
— To akurat ciekawa kwestia, która też mnie zastanawia. Rozumiem, jakby faktycznie taki aktor został przygotowany w odpowiedni sposób, a jego akcent czy umiejętność posługiwania się językiem były na wysokim poziomie. Ale to nie zawsze wygląda dobrze. — tutaj Zella musiała przyznać swojej rozmówczyni rację. Jeśli faktycznie byłby to aktor praktycznie że bezbłędny, jego etniczność czy kolor skóry nie powinny grać aż tak dużej roli, chyba że była to jakaś wierna adaptacja, gdzie bohater miał bardzo solidnie rozbudowany opis. Nie wszyscy jednak mogli się poszczycić takim fachem, a reżyserom nie zależało na jak najlepszym odwzorowaniu kultury. To było widać, zwłaszcza po amerykańskich produkcjach.
— O, chyba przegonili tego łosia dalej, bo widzę że ludzie się pojawiają na zewnątrz. — zauważyła, zerkając w kierunku wyjścia właściwie przez przypadek. Widziała natomiast parę osób przechodzących obok kawiarni, a jakiś śmiałek już nawet zdecydował się opuścić lokal, w którym obie obecnie siedziały.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przytaknęła na wzmiankę o ochroniarzach. W końcu byli oni faktycznie od tego, aby pilnować porządku i dbać o to, aby każdy mógł się bezpiecznie bawić bez martwienia się o to, że coś może się zaraz wydarzyć.
- Jedyne, co mi przychodzi teraz do głowy to Hannah Montana. Ciężko jednak byłoby z tym pomylić podobny film - rzuciła nieco żartobliwie.
Wspomnienie tytułu tego show z pewnością przywołało falę wspomnień z okresu, gdy miała szesnaście lat i podobna produkcja mogła jej się rzucić w oczy w telewizji. Co prawda może i był to serial skierowany do młodszych widzów, ale nie dało się zaprzeczyć, że piosenki w nim były niezwykle chwytliwe.
- Czasami pewnie chodzi o nazwisko danego aktora jeśli jest popularny. Innym razem może czas i budżet. Nie mam pojęcia, ale mam wrażenie, że w niektórych przypadkach ewidentnie mogliby się postarać bardziej - oceniła cierpko, ale jak widać nie była jedyną, która żywiła podobne uczucia do takich produkcji.
Nie miały niestety większego wpływu na to, co robiły ekipy filmowe, a i nie było też powodu do tego, aby skreślały nagle jakąś produkcję z powodu jednego małego szczegółu. W końcu poza tą jedną kwestią mógł się prezentować naprawdę znakomicie i być godnym tego, aby dać mu szansę.
- Faktycznie tak wygląda - odpowiedziała, zerkając przez okno na powoli kroczących ulicą ludzi. - No cóż... Możemy powoli dopić, co mamy i też powoli wychodzić.
Ophelia zajęła się końcówką swojej czekolady, która ostała się w kubku i zerknęła jeszcze na telefon czy nie pojawiły się na nim jakieś pilne powiadomienia. Dopiero wtedy z powrotem skupiła się na swojej dotychczasowej rozmówczyni.
- Naprawdę miło było cię poznać, Zello - powiedziała, uśmiechając się do niej. - Możesz być pewna, że odezwę się jeszcze w sprawie paznokci.
W końcu naprawdę przypadły jej do gustu wzory, które widziała na instagramie. Wspólnie wstały od stolika i udały się do drzwi kawiarni, gdzie wymieniły ostatnie pożegnanie nim każda udała się w swoją stronę.