-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Była naprawdę wdzięczna za każdą oferowaną pomoc ze strony rodziny i przyjaciół. Właściwie nie miała pojęcia, co by bez nich zrobiła. Ani ona, ani Swanson nie nadawały się do tego typu spraw organizacyjnych. Evina głównie dlatego, że nie miała czasu, a Zaylee była zbyt obsesyjną perfekcjonistką. Dostawała szału, jeśli cokolwiek nie szło po jej myśli i chociaż przez pewien czas chodziła zestresowana, bo większość planowania odbywało się bez jej udziału, w końcu poczuła się tak, jakby ktoś zdjął z jej barków ogromny ciężar.
Parsknęła pod nosem, nie mogąc nie zgodzić się z Wendy. Jej narzeczona nienawidziła bezradności i bezczynnego tkwienia w miejscu.
— Chyba musiałabym ją najpierw do tego biurka przywiązać — zażartowała, a potem zamyśliła się na moment. — Albo lepiej nie, bo jeszcze by jej się spodobało — dodała, kątem oka upewniając się, że Młody dalej jest zaabsorbowany bajką. Na szczęście był jeszcze za mały, żeby wyłapywać podobne aluzje.
— O nie, tylko nie banery — odezwał się Sammy, kiedy usłyszał propozycję cioci Winnie. — Banery to straszna siara — stwierdziła, wykrzywiając usta w grymasie. Dobrze wiedzieć, bo Zaylee już ostatnio była gotowa przygotować jakiś na jego pierwszy mecz. Na szczęście w ostatniej chwili zrezygnowała z tego pomysłu. Nie chciała przecież wyjść na obciachową matkę! Samuel był akurat w takim wieku, gdzie wszystko przez jego rówieśników było odbierane właśnie w taki, a nie inny sposób. Miller jednak podejrzewała, że z czasem będzie trochę inaczej i zacznie doceniać takie wsparcie na trybunach podczas bardziej lub mniej ważnych rozgrywek.
— Zdałam sobie sprawę, że dawno nie widziałyśmy się we trzy — powiedziała, bo chociaż nigdy nie miała nic przeciwko spotkaniom we czwórkę, kiedy towarzyszył im również Will, to jednak to wciąż nie był typowy babski wieczór. — Muszę najpierw sprawdzić mój grafik. Wiesz, że u mnie to wszystko jest takie niepewne — jakby nie patrzeć, Zaylee w każdej chwili mogła zostać wezwana na miejsce zdarzenia, żeby stwierdzić zgon albo będzie musiała zająć się nagłą autopsją.
Słysząc dzwonek do drzwi, spojrzała na przyjaciółkę, ale ta poderwała się z kapany i popędziła do łazienki. Sam popatrzył ze zdziwieniem na Miller, a ta zmierzwiła mu jasne włosy.
— Ciocia źle się dzisiaj czuje — wyjaśniła z uśmiechem. — Coś jej zaszkodziło — coś, czyli hektolitry alkoholu niewiadomego pochodzenia. Zwlekła się z miejsca i ruszyła do przedpokoju, żeby odebrać zamówione jedzenie, a kiedy wróciła do salonu, Młody od razu dorwał się do swoich sajgonek.
— Tylko nie przesadzaj — zwróciła się do Winnie, gdy ta do nich dołączyła. — Jedz powoli. Daj żołądkowi przyzwyczaić się, zanim dozna wstrząsu, bo wtedy nic ci się nie przyjmie — pouczyła ją swoim lekarskim tonem, otwierając pojemnik ze swoją zupą. — A wracając jeszcze do Petera... To coś poważnego? — zagadnęła ot tak, jak na dobrą przyjaciółkę przystało. Nie miała pojęcia, jak Gardner zapatruje się na tę relację. Niby wpadali na siebie przypadkiem, ale czy faktycznie można było to nazwać zwykłym zbiegiem okoliczności?
Wendy Gardner
-
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Sorry młody, ale nie wiem czy masz jakikolwiek wpływ na to. Banery to moja tajna moc — ona dobrze wiedziała, że to totalny obciach, ale patrzyła na to z zupełnie innej perspektywy, której nie sposób wytłumaczyć małemu chłopcu. Z perspektywy dziecka, które obserwowało banery innych, bo jej rodzice dali ciała. Sammy jeszcze miał okazję nie stracić tego wspomnienia. — Poza tym słuchaj, lepiej żebym to ja wywaliła z obciachowym banerem, bo zawsze możesz udawać, że twoja ciotka ma coś pod kopułą — oznajmiła kręcąc dłonia przy swojej głowie, jakby chciała zobrazować kuku na muniu — i nie chcesz jej robić przykrości, a przecież nie powiesz, że twoja mama jest nie halo, bo to też obciach — trochę niby sobie śmieszkowała, ale dobrze wiedziała, że jest w tym też ziarnko prawdy. Trudno, Sammy będzie mieć obciachową ciotkę. Ktoś musi czynić honory.
— Zbyt dawno, zdecydowanie — a potrzebowała babskiego squadu. Swoją drogą powinna odezwać się do Opheli, bo nawet w pojedynkę ostatnio nie było im po drodze. — Daj znać i wtedy się spiszemy — przytaknęła zdając się na terminy Zaylee, bo prawda była taka, że u iej zawsze dało się coś wykombinować, a z reguły pracowała tylko w pierwszej części dnia i popołudnia miała wolne.
Dobrze, że dzisiejszego dnia nie musiała wstawać do swoich Krabików, bo to byłaby niczym droga przez mękę i prawdę mówiąc chyba na starcie by się już poddała. Teraz ledwo dobiegła do łazienki, funkcjonowanie w takim stanie to jakiś tryb ekstremalny.
— Dobrze mamo — przytaknęła żartobliwie sięgając po swoją zupę, choć dobrze wiedziała, że przyjaciółka ma świętą rację w tym wypadku
— W sensie? — zapytała jakby nie rozumiała co przyjaciółka miała na myśli, ale bynajmniej nie zgrywała głupiej, ona naprawdę była mistrzem wyparcia. Wypieranie pewnych rzeczy trenowała od najmłodszych lat i w emocje to ona umiała najbardziej, dlatego w chwili, kiedy postanowiła nie dostrzegać alarmujących sygnałów dotyczących tego, że jej przyjaźń z Peterem może przekraczać jakieś granice przyjaźni, tak też się stało. Całkowicie oślepła. — Dalej całkiem poważnie się przyjaźnimy — przytaknęła wciągnąć kolejną łyżkę zupy, a przyjemny dreszcz przemknął przez jej ciało. — Pysznaaaaa — wtrąciła, by znów wrócić na temat Petera. — I chyba ma dziewczynę na poważnie — ale o tym już sam staż związku świadczyć powinien, w końcu trzy lata to nie przelweki, ale Wendy chodziło o coś zupełnie innego — bo planują razem zamieszkać. Zaproponowałam im mieszkanie piętro niżej, sąsiad się wyprowadza i chciał wynająć, ale nie wiem czy się zdecydują, bo ona pewnie woli bardziej luksusowo — wyjaśniła najwyraźniej uznając, że to świetny plan. I to jak zapatrywała się na tą relację nie miało nic wspólnego z tym jak się czuła będąc z nim, a tym bardziej z tym co skutecznie wypierała od ich wspólnej podróży do Kaliforni, gdzie może nic nie zaszło, ale randomowy gość dał im do myślenia.
I tak sobie zjadły zupkę, poplotkowały, Wendy obiecała młodemu obciachowy baner i przez resztę dnia dogorywała w swoim łóżku.