-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie miała pojęcia jak to się stało, ale kran w kuchni w zasadzie eksplodował silnym strumieniem, którego nie mogła w żaden sposób powstrzymać. Po prostu przeciekał do granic niemożliwości, a Lindberg raz jeszcze przypomniała sobie, że nie posiada żadnych praktycznych umiejętności, które mogłyby jej pomóc w zapanowaniu nad taką tragedią... Czemu nie mogła być bardziej ogarnięta życiowo?
Mogłaby w tym momencie googlować teraz numery telefonów do najbliższych hydraulików, licząc na to, że któryś z nich przyjedzie w miarę szybko, ale przypomniała sobie o tym, że podobni fachowcy potrafili ładnie skasować za swoje usługi. W dodatku jeśli tylko, któryś z nich zobaczyłby spanikowaną kobietę to mógłby wykorzystać ten fakt i ją okantować, wołając zdecydowanie większą sumę niż powinien za naprawienie drobnej usterki... O ile w ogóle była to drobna usterka.
Znajdowała się właśnie na klęczkach i szmatowała mokrą podłogę, którą pokrywała taka tafla wody, że prawdopodobnie mogłyby otworzyć w swoim mieszkaniu miejską pływalnię albo hodować w nim dorsza atlantyckiego. Właśnie w takim położeniu zastała ją Abby, która właśnie wróciła do mieszkania.
- Zanim coś powiesz: samo jebło! - zawołała desperacko w jej kierunku, unosząc niewinnie dłonie i klęcząc dalej w niewiarygodnie rozległej kałuży, która całkowicie przemoczyła jej podarte czarne jeansy.
Abby Wallace
-
life is brutal
and full of zasadzkas
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
012.
What the fuck
is going on here?
Była wy-je-ba-na.
Nocki na SORze zawsze męczyły ją do granic możliwości, szczególnie te, kiedy musiała zostać jeszcze kilka dodatkowych godzin dłużej, bo brakowało rąk do pracy. Dzisiaj był właśnie taki dzień. Wracała na chatę po dwudziestu godzinach roboty, gotowa po prostu wziąć ciepły prysznic i rzucić się do łóżka w trybie pilnym.
Wysiadła z samochodu, mrużąc oczy na słońce, które bezczelnie zaatakowało jej spojówki i skierowała się do bloku. Normalnie kochała ładną pogodę, ale nie teraz. Teraz była ona wkur-wia-ją-ca. Wbiegła po schodach na górę i dosłownie na ostatnich ochłapach wcisnęła klucz do zamka. Czuła już na palcach przyjemną, miękką pościel, w którą schowa się na kolejne osiem godzin, a zaraz potem poczuła jeszcze na tych u stopy… wodę. Tego akurat nie było w jej fantazji i chociaż zdawała sobie sprawę, że głowa potrafiła płatać figle, szczególnie przy wysokim zmęczeniu, bardzo szybko uświadomiła sobie, że podłoga faktycznie była mokra.
— Erica? — krzyknęła w pierwszej kolejności, a zaraz na paluszkach pobiegła do kibla. Tylko tam akurat nie było nikogo. Spróbowała więc w kuchni i kurwa. — Co tu się… — nawet nie była w stanie dokończyć, za bardzo nie potrafiąc uwierzyć w to, co właśnie widziała. Współlokatorka cała upierdolona w wodzie, na kolanach, jakąś marną ścierką próbowała zatamować powódź. Na jej kolejne słowa otworzyła szeroko oczy.
— JAK TO SAMO WYJEBAŁO? — jak była wcześniej zmęczona, tak teraz cieśnienie miała jak po dobrej, mocnej czarnej kawie. — Ja pierdole — bo chyba inaczej nie dało się tego podsumować. Rozłożyła dłonie, jakby nie wiedziała kompletnie, co miała ze sobą zrobić. Dopiero po chwili ruszyła się z miejsca i sięgnęła do szafki po jakieś ręczniki dla gości. Cisnęła nimi na podłogę.
— Dzwoniłaś po jakąś pomoc? — spytała, również padając na kolana, już doszczętnie brudząc sobie niebieski mundurek. Chociaż akurat w tym przypadku nie robiło jej to większej różnicy, bo dwóch pacjentów ją dzisiaj obrzygało i i tak musiała go porządnie wyprać.
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Cała nadzieja w tym, że w kobiecie obudzi się jakaś litość do mokrej gotki siedzącej na podłodze, która patrzyła na nią wystraszonymi zielonymi oczami. Pewnie właśnie tak wyglądała sarna na chwilę przed tym jak dostrzegła w zaroślach czającego się na nią rysia.
- Samo wyjebało - powtórzyła bezradnie, a jej głos załamał się na ostatniej sylabie. - No chciałam odkręcić wodę i jebło.
Przedstawiała sobą istny obraz nędzy i rozpaczy. Siedziała tak na podłodze, czekając na ratunek w przydużym t-shircie z memiczym oposem w okularach przeciwsłonecznych oraz tekstem Live fast, eat ass, smoke grass, który całkowicie przemoczony kleił jej się do dekoltu w taki sposób, że wygrałaby konkurs na Miss Mokrego Podkoszulka, a gdzieś na pobliskim krześle leżały mokre skarpetki, które musiała tam rzucić po tym jak zostały przemoczone. Każdy wiedział, że mokre skarpetki były jedną z najgorszych rzeczy na świecie.
- Jeszcze nie... Nie zdążyłam. Starałam się opanować wyciek - odpowiedziała i spuściła głowę, aby spojrzeć na tę nieszczęsną szmatę, która nie była w stanie wchłonąć w siebie nic więcej. - Wiesz, że cię kocham, prawda?
Podniosła spojrzenie, gdy tylko współlokatorka znalazła się obok niej z ręcznikiem. To był jej zwyczajowy wybieg. Zawsze, gdy tylko coś było nie tak postanawiała przypomnieć Abby o tym, że darzy ją ogromnym uczuciem i ma za najlepszą przyjaciółkę. Wierzyła, że przynajmniej w ten sposób zdoła ją zbić z tropu albo zmiękczyć serce na tyle, aby jej nie zabiła od razu.
Abby Wallace
-
life is brutal
and full of zasadzkas
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Gniew Wallace brał się bardziej z bezsilności wobec sytuacji, bo woda była już wszędzie — wylała się na salon, wsiąknęła w dywany, kanapę i nawet jej ulubione kapcie w kaczki, co w sumie w każdej innej sytuacji byłoby zajebiście śmieszne (kaczki, woda, wiadomo hehe). Ale tu nie było. Bo biorąc pod uwagę, że mieszkały na czwartym piętrze… była to już tylko kwestia czasu, aż zaleją kogoś pod dołem.
Otworzyła szerzej oczy, kiedy Erika oznajmiła, że jeszcze nie dzwoniła po pomoc. To akurat był element układanki, którego Abby za nic nie rozumiała. Bo przecież co z tego, że Lindberg będzie biegać ze szmatami po podłodze, jak z kranu wciąż się lało?
— Nie no to kurwa trzeba zadzwonić — podniosła się z kolan i tylko spojrzała przelotnie na swoje szpitalne spodnie i skarpetki, które były już doszczętnie przemoczone. Aż się wzdrygnęła, bo wiadomo, że nie było nic gorszego niż mokre, zimne ciuchy przylegające do ciepłej skóry. — Przecież samo nie przestanie się lać — jakby to nie było oczywiste. Pobiegła do wieszaka i wygrzebała z kurtki komórkę, z którą zaraz wróciła do kuchni. A raczej wróciłaby, gdyby tuż przy wejściu nie poślizgnęła na jednej ze szmat. I chociaż sama Abby zdążyła podtrzymać się framugi, tak komórka pierdolnęła prosto do wody. Akurat w momencie, kiedy z ust Eriki padło jakże głębokie i mokre wyznanie.
— Miłość to pojęcie względne — odpowiedziała, gromiąc ją wzrokiem i schyliła się po telefon. — Ja pierdole, cały przemoczony — wytarła go starannie o ostatni suchy skrawek swojej koszulki i postukała nawet kilkakrotnie w wyśweitlacz — na nic. Nawet się nie podświetlił. No super, to by było na tyle z pomocy. — Gdzie masz swój? — spytała spokojnie, chociaż w środku cała aż chodziła. A jeszcze nim Lindbed zdążyła odpowiedzieć, Abby podparłą się o blat i zrzuciła z siebie przeklęte skarpetki. Cisnęła nimi w stronę kanapy, tylko przez to, że były całe mokre i o wiele cięższe poleciały dalej i przykleiły się na szybę od okna. Zajebiscie. Co tu jeszcze mogło pójść nie tak?
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wallace miała jak najbardziej powody do tego, aby być złą. Wracała do domu, w którym zamiast ciepłego prysznica na dzień dobry dostała zimny wyciek spod zlewu na skarpetkach, a przecież była poważnym i zmęczonym długaśnym dyżurem człowiekiem. Zajmowała się ratowaniem ludzi i pomagała chorym, a Erika starała się ułożyć sobie życie, udając, że jest strzelającą z łuku elfką czy inną fantastyczną postacią i gadała do mikrofonu, turlając jakieś dziwne kostki po stole. Czy ktoś jeszcze miał wątpliwości, co do tego, że to właśnie Abby była tą bardziej ogarniętą z tej dwójki?
- No, trzeba, trzeba - potwierdziła bezwiednie.
Sama pewnie zrobiłaby to, gdyby nie była tak zaaferowana znalezieniem tego przeklętego zaworu, który musiała zakręcić, aby uspokoić buchającą z szafki pod zlewem wodę. Może i teraz nie było wielkiego tsunami, ale dalej było źle.
Lindberg podniosła się z klęczek wyłącznie na chwilę, aby wyżąć ścierkę nad doniczką jakiegoś doniczkowego kwiatka, którego dostały kiedyś od kogoś z jakiejś dziwnej okazji (w końcu należało go podlać) i spojrzała w kierunku współlokatorki, która prawie wywaliła się w drzwiach.
- Może, ale to najpiękniejsze uczucie, które jest w stanie połączyć dwie mieszkające ze sobą przyjaciółki - zwróciła jej uwagę, a po chwili podeszła do kuchennego blatu, na którym leżał jej smartfon, aby podać go lekarce.
Nie musiała jej zdradzać pinu, bo Abby znała go doskonale. Wystarczyło, aby wystukała cztery proste cyfry, a powitała ją natychmiast tapera z fanartem postaci, którą Erika grała aktualnie w Dungeons and Dummies.
- Masz pomysł do kogo konkretnie zadzwonić? - zapytała, bo nie kojarzyła, aby znały kogokolwiek kto by się trudnił hydrauliką, ale może czegoś nie wiedziała.
Musiały dodatkowo pozbyć się całej tej wody i liczyć na to, że sąsiedzi nie zechcą ich zamordować, gdy tylko zaczną im wychodzić na ścianach niezwykle barwne zacieki spowodowane tą katastrofą.
Abby Wallace
-
life is brutal
and full of zasadzkas
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Pamiętaj, Lindberg — wyciągnęła rękę przed siebie i wymierzyła palcem wskazującym w Erikę. — Pomiędzy miłością a nienawiścią jest kurewsko cienka granica — zagroziła jej, nawet się z tym nie kryjąc. Jeszcze ją kochała, ale przecież nic nie stało na przeszkodzie, żeby zaraz nie chciała jej udusić. Szczególnie, że współlokatorka jak na razie robiła wszystko, żeby wyprowadzić Abby z równowagi. A może to nawet nie ona, a bardziej cały ten dzień, który wyssał z niej wszelkie pokłady wyrozumienia i sympatii dla ludzi.
Obserwowała uważnie, jak Erika w końcu zbiera się z ziemi ze szmatą w ręce i kiedy myślała, że ta wykręci ją nad zlewem, ona… wylała wodę do kwiatka. I chociaż absurd tej sytuacji sugerował, żeby przewrócić oczami, Abby zamiast tego pokiwała głową z uznaniem, bo akurat to zagranie wcale nie było takie głupie. Skoro i tak miały tutaj tyle wody, mogły to przynajmniej wykorzystać w jakiś sensowny sposób.
Wyciągnęła rekę przed siebie, gdy Lindberg w końcu podała jej swój telefon. Kod faktycznie znała, więc szybko poradziła sobie z odblokowaniem wyświetlacza, a zaraz potem odpaliła internet.
— Nie mam — mruknęła pod nosem, nawet na nią nie patrzeć. — Plan jest prosty: wpisujemy hydraulik Toronto, dzwonimy na wszystkie możliwe numery i kurwa modlimy się, że ktoś będzie mógł przyjechać — proste? Proste. Pewnie gdyby Jax żył na forum i pisał jakieś posty, to może i by przyszedł i naprawił, ale typ raczej dead, więc nie ma co liczyć. Trzeba było liczyć na jakiegoś innego specjalistę i tak jak Abby powiedziała, tak też zaczęła robić. Wybierała po kolei numery i dzwoniła.
Pierwsze trzy numery okazały się nie mieć terminów. Miało to nawet sens, biorąc pod uwagę, że były to pierwsze wyniki wyszukiwania. Dwa kolejne krzyknęły sobie jakieś kolosalne kwoty za naprawdę, kilka kolejnych było zajętych, aż w końcu Wallace dodzwoniła się pod jeden numer o nazwie Plum Plum Plumber. Typ powiedział, że jest aktualnie na zleceniu i może pojawić się na miejscu do godziny. Z braku laku Abby przystała na propozycje.
— Będzie za godzinę — oznajmiła, oddając przyjaciółce telefon i jeszcze raz spojrzała na tą całą kałuże dookoła, w której stały. — Jak my to kurwa wszystko wystrzemy? — szkoda, że nie miały jakiegoś węża ogrodowego, do którego można by wciągnąć tą całą wodę i wylać za okno. — Już wszystkie ręczniki mamy mokre… — zarzuciła ręce na biodra i… spojrzała na Erikę. — Kosz na pranie? — spytała niepewnie. No bo jakby na to nie spojrzeć, to i tak te rzeczy miały być do prania?
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Między miłością a nienawiścią wcale nie ma cienkiej linii. Jest za to Wielki Mur Chiński z uzbrojonymi wartownikami co rozstawionymi co dwadzieścia stóp - odpowiedziała jej, chcąc zabrzmieć naprawdę mądrze chociaż tak naprawdę po prostu cytowała w tej chwili Gregory'ego House'a.
Czuła, że kiedyś naprawdę się doigra, a wtedy pewnego dnia Abby wyrzuci jej rzeczy przez okno i wystawi ją za drzwi w piżamie a później rozegrają dramatyczną scenę godną najbardziej kliszowych komedii romantycznych, gdzie dochodziło do scen kłótni oraz rozstania. To na pewno umocniłoby tylko część mieszkańców bloku w tym, że na pewno nie były jedynie współlokatorkami, a w ich relacji musiało się kryć coś więcej...
Jedynie biedny kwiatek zyskał coś na tym całym zamieszaniu, bo doczekał się podlania. Czy którakolwiek z nich kiedykolwiek o tym pamiętała? Na pewno nie Erika. Może dzięki temu roślinka pożyje nieco dłużej nim skończy na śmietniku pod blokiem. One chwilowo musiały zająć się kuchnią, która wyglądała tak, że można byłoby na podłodze ryż sadzić.
Myślała już, że rozwiązanie problemu będzie tak proste i faktycznie znajdzie się jakiś znajomy, który zajmował się naprawą rur oraz kranów, ale okazało się, że niestety Abby również nie ma pojęcia kogo mogłyby wezwać, więc wszystko sprowadzało się do użycia mocy Google.
Erika przesłuchiwała się kolejnym połączeniom, starając się raz jeszcze powtórzyć trik ze szmatką nad doniczką, ale tym razem bardziej ochlapała kuchenny blat niż dostarczyła upragnionej wody roślince. Była jednak zdecydowanie zaaferowana tym, że nareszcie Wallace udało się połączyć z odpowiednimi ludźmi na odpowiednich stanowiskach.
Co prawda nazwa Plum Plum Plumber nie wydawała się być zbyt godna zaufania, bo brzmiała niezwykle frywolnie, ale nie mogły w tej sytuacji być zbyt wybredne. Najważniejsze, że miał być szybko i załatwić wszystko w miarę tanio. Chociaż to się pewnie jeszcze okaże.
- Za godzinę? To super - Lindberg uśmiechnęła się, odbierając swój telefon i jak na zawołanie z rur dobiegł złowieszczy bulgot, który brzmiał tak jakby we wnętrzu hydrauliki miotał się jakiś warczący demon. - Zdecydowanie się przyda.
Musiały jeszcze jakoś poradzić sobie z tą wodą, która pokrywała niezwykle grubą warstwą podłogę w mieszkaniu. Ręczniki, ściery i wszelkiego rodzaju szmaty już dawno skapitulowały. Wyglądało to po prostu marnie i nie miały niczego, co mogłyby dalej wchłaniać wodę. Chociaż Wallace nagle wpadła na genialny pomysł.
- Kosz na pranie - przytaknęła, bo to wydawało się być najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji. W końcu i tak wszystko miało zaraz trafić do pralki to nie miało znaczenia czy użyją swoich brudnych ubrań jako prowizorycznych ręczników.
Erika puściła się pędem do łazienki, gdzie znajdować się miało rozwiązanie ich wszelkich problemów, ale zaraz też zaklęła szpetnie po norwesku, gdy tylko uchyliła wieko kosza. Nie znajdowało się tam wcale tak wiele rzeczy.
- Abs... Przecież my niedawno robiłyśmy pranie! - zawołała w kierunku współlokatorki znad brudnej piżamy, paru koszulek oraz kilku par majtek.
Abby Wallace
-
life is brutal
and full of zasadzkas
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Eriki również nie nienawidziła. Nawet w momentach krytycznych, kiedy nie mogły się dogadać czy prać razem jasny róż z ciemnym dżinsami albo co do tego, co obejrzeć wieczorem, gdyby obie były w domu — nawet wtedy pałała do niej wielką sympatią. I NAWET teraz, kiedy Lindberg zagwarantowała im taki zajebisty potop w mieszkaniu, Abby wciąż ją u w i e l b i a ł a.
Mniej za to uwielbiała informacje, ze facet od rur będzie dopiero za godzinę, a nie na cito, ale z drugiej strony lepsze to niż nic. Inne firmy były w stanie wysłać kogoś dopiero na drugi dzień, a na to przecież nie mogły sobie pozwolić. Musiałyby chyba iść się umyć do jakiegoś sąsiada albo wpierdolić się na siłownie lub basen tylko po to, żeby wziąć prysznic.
Spojrzała w stronę rur, kiedy nagle wybrzmiał dziwne dzwięk trawienia, a zaraz potem zawiesiła zielone spojrzenie na Erice.
— Jak to kurwa znowu jebnie… — wystawiła w jej stronę palec i otworzyła szerzej oczy. — To wyprowadzamy się jeszcze dzisiaj — oznajmiła, nawet nie przyjmując jakiegokolwiek sprzeciwu. Gdyby nagle coś jeszcze strzeliło i mieszkanie zalało do reszty, pozostawałaby im już tylko ucieczka. Nie byłoby nawet co zbierać i może tak na zapas warto by było się już zacząć pakować?
Nie. Pierwsze trzeba było chociaż spróbować pozbyć się nadmiaru wody, w którym się pławiły. Kosz na pranie wydawał się zbawieniem, a raczej ciuchy, które powinny być w środku. No właśnie… powinny. A jak zaraz zakomunikowała Lindbed: wcale ich tam nie było.
— No chyba żartujesz — rzuciła bardziej z automatu niż jakby faktycznie niedowierzała przyjaciółce i zaraz sama ruszyła do kuchni, stając przy framudze. — Kurwa — kosz faktycznie był pusty. W środku znajdowały się jakieś cienkie gacie i kilka par majtek, które… raczej średnio nadawały się do wsiąkania wody. Może jeszcze jakby któraś z nich nosiła babcine majty o powierzchni pod same cycki to jeszcze, a tutaj troche średnio.
— No i co teraz? — podniosła spojrzenie na Erikę, jakby w jej oczach chciała wymyślić jakiś świetny plan. I chociaż pojawił się on w głowie Wallace, tak w sumie można stwierdzić, że właśnie ona ją oświeciła. — Wiem kurwa — zerwała się z miejsca i zaraz pobiegła do wielkiej szafy w przejściu, w której miały tak zwany pierdolnik. Oprócz desek do pracowania, kurtek i randomowych przyrządów, miały tam również pościel dla gości. Nie był to idealny scenariusz, ale przynajmniej powierzchnia materiału była zadowalająca. Szarpnęła za kołdrę, o mały włos nie zrzucając sobie odkurzacza na stopę. Całe szczęście odskoczyła w ostatnim momencie.
— Będzie? — spytała, jednak nim Lindberg cokolwiek odpowiedziała, ona już ruszyła do kuchni. — Chuj, musi — machnęła ręką, a już po chwili ciskała tym wszystkim na zalaną podłogę. I chociaż w pokoju wybrzmiało głośne chlupnięcie, tak wcale nie zagłuszyło ono energicznego pukania do drzwi. Kurwa.
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ich relacja na pewno była skomplikowana. Były najlepszymi przyjaciółkami, ale także mieszkały razem przez co potrafiły zarówno spędzać mile czas na jakiś typowych głupotach oraz rozrywkach dla ludzi w ich wieku, ale też darły koty o to, że łazienka była nieposprzątana (głównie z winy Eriki). Harmonia i chaos przeplatały się nieprzerwanie w ich wspólnym życiu, a zdaniem Lindberg było to na swój sposób piękne.
Godzina wydawała się wiecznością, ale i tak była dużo lepszym scenariuszem niż to, że ktoś mógłby nie pojawić się przez pół dnia albo i dłużej. Zwłaszcza w sytuacji, gdy słyszały te iście szatańskie odgłosy dobiegające z rur. Erika była pewna, że nic nie powinno się wydarzyć, bo w końcu zakręciła zawór, ale co jeśli zawór puści? Te myśli były niczym horror jakiego nawet Stephen King by nie napisał.
- Zadzwoniłabym do ojca czy możemy u niego przekoczować do czasu znalezienia nowego mieszkania, ale chyba byłoby mi za bardzo wstyd... - przyznała szczerze, bo musiałyby się z pewnością gdzieś podziać jeśli musiałyby nagle się ewakuować z mieszkania.
Może jacyś znajomi mogliby je poratować? Na pewno byliby mniej skłonni do tego, aby je osądzać i wydawać opinie na temat tego, że nie potrafiły sobie poradzić z katastrofą hydrauliczną. W końcu głupio byłoby z takiego powodu wylądować pod mostem.
Sama również przez moment myślała o spakowaniu się na zaś, gdyby faktycznie rury eksplodowały niespodziewanie, aby zabrać w pośpiechu przygotowaną torbę, ale faktycznie najpierw musiały przejść do ofensywy przeciw tafli wody znajdującej się w mieszkaniu.
Na ich nieszczęście w koszu wcale nie znajdowała się wystarczająca ilość brudnego prania, aby jakoś zapanować nad powodzią tak wielką, że zaraz im mógł Noe na arce wjechać. Przez chwilę Lindberg pomyślała o tym, że mogłyby użyć łopaty do śniegu, aby nadmiar wody wylewać przez okno, ale zaraz uświadomiła sobie, że żyły w bloku na czwartym piętrze, a nie w domku jednorodzinnym jej norweskiej ciotki, więc nie miały w mieszkaniu wcale takiego przyrządu. Wszystko wydawało się sprzysiąc przeciwko nim.
- Zbieramy wodę szufelką do wiadra i lejemy przez okno? - zasugerowała, bo to przynajmniej wydawało jej się być alternatywą dla łopaty śniegowej.
Całe szczęście Wallace zdawała się mieć o wiele lepszy pomysł. Przez moment przyglądała się temu jak współlokatorka zaczyna szperać w pierdolniku i rzuciła się do pomocy, aby złapać stary opiekacz do chleba, który zaczął spadać z jednej z półek, ale całe szczęście Erika wykazała się odpowiednim refleksem, który musiała wyćwiczyć w latach młodości, gdy grała w Need for Speed Carbon.
- Na razie spróbujmy tego - przytaknęła i ruszyła za Abby, aby obserwować to jak jej osobliwy pomysł się prezentował w rzeczywistości.
Pościel nawet dobrze nie zdążyła wchłonąć wody, gdy usłyszały pukanie. Lindberg rzuciła okiem na lekarkę. Opcje były dwie. Albo wkurwiony sąsiad albo jednak hydraulik mógł przybyć o wiele szybciej na miejsce tragedii. Coś jednak jej mówiło, że niestety nie był to ten drugi i o wiele przyjemniejszy scenariusz.
- Otworzę - zaoferowała i już wtedy wiedziała, że to był błąd.
Ktoś jednak musiał to zrobić. Tuż po tym jak uchyliła drzwi przekonała się o tym, że ich koszmar właśnie przybrał na jeszcze większej intensywności, bo miała przed sobą czerwonego ze złości łysego jegomościa w wieku średnim, który przyszedł do nich z ewidentną chęcią wszczęcia awantury.
- Zdajecie sobie sprawę z tego jak wygląda właśnie mój salon? Takich fresków to by sam Michał Anioł nie odjebał! - mówił podniesionym głosem, dźgając mostek Eriki groźnie wysuniętym palcem wskazującym na co dziewczyna cofnęła się o kilka kroków i rzuciła błagalne spojrzenie w stronę współlokatorki, które wyraźnie mówiło, że potrzebowała w tym czasie obecności odpowiedzialnej osoby dorosłej.
Nawet jeśli to ona w teorii była osobą dorosłą i była starsza o ponad rok od Abby to obie doskonale wiedziały, że to właśnie Wallace była osobą odpowiedzialną.
Abby Wallace