Przez chwilę chciał jej podziękować za to, że tutaj z nim przyjechała, ale już jej to mówił, koło śmietnika, już jej dziękował, że go mimo wszystko nie zostawiła, że byłą tutaj z nim. Musiała to wiedzieć, jak dużo to dla niego znaczyło, bo on się starał to jej pokazywać cały czas i teraz też, może nie słowami, ale kolejnym pocałunkiem, który złożył na jej dłoni. Nie jednym, trzema, i na tym pierścionku, który jej dał. Bo ten pierścionek to była najlepsza ze wszystkich decyzji, które on tutaj podjął. I ona też. To znaczy... To się pewnie okaże, ale on się naprawdę cieszył, że się zgodziła. A im dłużej patrzył w jej brązowe, piękne oczy tym bardziej się o tym przekonywał.
A kiedy wyjęła blanta, to już był pewny.
Bo Stewart idealnie go czytała, wiedziała czego on potrzebuje, i to wszystko zawsze mu dawała.
- Noc zrobiłaś mi wczoraj... w tym domu - pokazał jej czubek język zerkając na nią z ukosa - a dzisiaj, to już możemy zaczynać nowy dzień - niektórzy w zasadzie zaczynali swój dzień o czwartej, albo piątej, chociaż Madox to o tej godzinie rzeczywiście czasem, zazwyczaj właściwie, kończył poprzedni, kiedy zostawał do zamknięcia klubu. Robił to często, teraz rzadziej, bo teraz wolał złapać te kilka godzin snu z Pilar.
Rzeczywiście jego priorytety mocno się pozmieniały, ale czy na gorsze?
On uważał, że na lepsze, bo kiedyś przecież on wcale nie myślał o nikim innym, a teraz myślał, o niej. A teraz miał ją obok.
Tylko, że już nie chciał na plaży, bo już chciał gdzieś indziej, ale był pewny, że to może jej się spodobać nawet bardziej. Jemu ta myśl podobała się bardziej.
- Na plażę też pojedziemy, na imprezę, tylko trzeba złapać Diego, czy jak mu tam było... - tego gościa od zioła, ale Madox nie pamiętał do końca jego imienia (bo ja też nie pamiętam), ale może mu się przypomni, jak go zobaczy? A zresztą on i tak nie miałby problemu z tym, żeby go zagadać.
- Te haré...mucho más Pilar - zrobię ci... dużo więcej Pilar, znowu odwrócił się w jej kierunku, znowu na nią zerknął z tym zaczepnym uśmiechem malującym się na ustach. Bo to rzeczywiście były ich wakacje, i teraz już mogli robić tylko to, co chcieli, dla siebie.
A Pilar zaraz chciała sprawdzać podzielność jego uwagi. A może to ile wytrzyma zanim nie zjedzie na jakieś pobocze, żeby się do niej wyrwać? Może trochę wytrzyma? Przecież dzisiaj w nocy tak długo to przeciągali. Tylko, że teraz wystarczyło, że przesunęła palcami po jego męskości, a serce już mu zabiło jakoś mocniej, a klatka piersiowa już uniosła się niespokojnie. Bo on był na nią jakoś tak nakręcony, od tego zachłannego pocałunku przed domem Esme. Dużo rzeczy jej wtedy chciał nim przekazać i dużo rzeczy chciał jej powiedzieć. I pewnie gadałby jak najęty, tylko ona już oznajmiła, że ma uważać, bo odpina pasy.
- Niemożliwe... Bez pasów, a co jeśli... - poczekał aż zwolniła zapięcie, a potem oczywiście przyhamował gwałtownie, tak, że nimi szarpnęło, a kiedy Pilar poleciała do przodu, to ją złapał i przyciągnął do siebie, mocno - nie martw się, nie pozwolę, żebyś... wylądowała miedzy siedzeniami - a właściwie to nie pozwoliłby, żeby coś jej się stało. Starał się, naprawdę walczył o to, jak tylko umiał, jak ten dzielny lew na jego piersi o to, żeby była bezpieczna. Czasem z różnym skutkiem...
Ale podrażnić się z nią zawsze lubił, nie umiał się przed tym powstrzymać.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description