28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przynajmniej mogła cieszyć się z tego, że z jej drobną pomocą Aziz w końcu uwolnił barda z pajęczych okowów, a ten od razu przystąpił do ataku. Widziała właściwie kątem oka jak sięga po instrument i rzuca własne zaklęcie, które na chwilę zajęło pająki.
Nie miała zbytnio czasu by podziwiać swoich towarzyszy, bo sama była zajęta własną walką. Mogła jedynie próbować bronić się przed kolejną nawałnica ciosów oraz żuwaczek, które drasnęły jej bok. Mniej więcej w tym samym czasie Aziz zachwiał się i na moment jakby go zamroczyło, gdy tylko zaklęcie pospieszającego jego ruchy przestało działać. Vesper jednak nie była w stanie go dłużej utrzymywać.
Trzasnęła jeszcze w sam środek pajęczej paszczy pociskiem ze skumulowanej magii. Wiedziała, że sytuacja z pewnością była kiepska. Zwłaszcza, że każdy z towarzyszy toczył w tym czasie własną walkę. Dlatego też nie widziała innego wyjścia niż sięgnąć do samego źródła swojej magii, aby móc się lepiej ochronić.
Jej ciało przybrało jeszcze bardziej trupi wygląd. Blada skóra zdawała się jeszcze ciaśniej oblekać kości, wyraźniej je eksponując, a na głowie czarnoksiężniczki pojawiła się utkana z cieni cierniowa korona, która była symbolem jej poddaństwa patronce. Wystarczył jeszcze jedno uderzenie czystej magicznej energii, aby pająk zaklekotał kleszczami w przerażeniu i odsunął się nieznacznie. Przynajmniej nie był aż tak skory do kolejnych ataków i mogła się od niego odsunąć, aby dołączyć do drużyny.
Dopiero wtedy dojrzała to w jakim położeniu znalazła się druidka, która najwyraźniej musiała zostać brutalnie potraktowana przez swojego przeciwnika. Na chwilę de Graaf przestała się przejmować własnymi krwawiącymi jeszcze chwilę ranami i natychmiast odszukała wzrokiem barda.
- Sarciel! - krzyknęła do niego głębszym niż zazwyczaj, nieco zmienionym głosem.
Mężczyzna w lot zrozumiał o co chodzi. Rzucił się w stronę Dazany, aby móc ją uleczyć jednym z zaklęć, które miał na podorędziu. Miała nadzieję, że to wystarczy, aby chwilowo zażegnać kryzys i sprawić, że każdy z nich będzie na nowo gotów do walki. Aziz również jakiś czas temu otrząsnął się z krótkiego ogłupienia na skutek utraty magicznego wspomagania i dzielnie ciął mieczem stojące naprzeciw niego potwory.

April Finch
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W głowie jej szumiało, wszystko było dziwacznie rozmazane, utraciło swoje naturalne kolory. Poczuła, jak przez futro przechodzi jej dreszcz wywołany wypełniającą powietrze magią. Obróciła łeb w stronę, z której – według Dozery – dochodziło to uczucie. Zmrużyła ślepia, nie będąc pewną, czy to wina obrażeń, zwierzęcej wizji czy samej Vesper. Widziała, jak powietrze wokół niej drży, poddając się posłusznie jej zdolnościom. Zawsze trzeba słuchać tego, kto ma na głowie koronę. Zawoalowany rozkaz usłyszała tak, jakby wydobył się gdzieś z pobliża jej wielkich płuc. Sama pewnie posłuchałaby nieumarłej, gdyby dała radę. Na szczęście bard okazał się równie posłuszny. Spojrzał nieco niepewnie na obie poranione kobiety i szarpnął za struny lutni, rozlewając na obie kojącą magię. To nie było wiele, ale przynajmniej pozwoli im się sprawniej odnaleźć w sytuacji.
Poczuła, jak ból tępieje, a rozmazany obraz lasu odzyskuje ostrość. Odetchnęła chrapliwie, potrząsając wielkim łbem. Skoro tak o nią dbali, ona musiała odwdzięczyć się tym samym. Wykorzystała całą masę swojego zwierzęcego ciała i naparła na pająka, który przed chwilą jeszcze przy niej cwaniakował. Bestia nie spodziewała się chyba tak gwałtownego oporu. Z głośnym skrzekiem wywróciła się na grzbiet, odsłaniając miękkie, nieosłonięte chityną podbrzusze. Dazana zaparła się na jego cielsku łapami, nie pozwalając mu się wyślizgnąć.
— Twój! — krzyknęła w myślach do Aziza, mając nadzieję, że chociaż jego nie zdezorientuje ten mentalny przekaz. Wojownik jednak nie potrzebował dodatkowego zaproszenia. Doskoczył do pająka z bojowym okrzykiem i z całej siły wbił miecz prosto w miękki brzuch powalonego potwora. Stwór zwinął się w konwulsjach, przygwożdżony do ziemi stalowym ostrzem i włochatym cielskiem.
W tym samym czasie na drugiej flance walka wcale nie zwalniała tempa. Wilki Dazany ujadały wściekle, zmuszając ettercapa do ciągłego cofania się i osłaniania kłapiących żuwaczek. Stwór miotał się, próbując opędzić się od przyzwanych bestii. Yllamys znów naciągnęła cięciwę i posłała strzałę prosto w bark potwora, przyszpilając jedno z jego ramion do pnia. Nie zauważyła ostatniego, żywego pająka, który tylko czekał na taką okazję. Bestia rzuciła się do przodu i przejechała ostrym jak brzytwa odnóżem po ramieniu rangerki. Elfka syknęła z bólu, zataczając się nieco do tyłu. Na jej skórzanej zbroi pojawiła ciemnoczerwona plama krwi. Na szczęście nie wyglądało to poważnie. Zdecydowanie odzyskali przewagę. Rangerka uniosła brew, patrząc na bestię z politowaniem. Ettercap wijący się na skraju życia i pojedynczy, zestresowany pająk nie były już dla nich wielkim wyzwaniem.

Hidin', you will pay Dyin', one thousand deaths
Werka
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Walczyli wspólnie już na tyle długo, aby rozumieć krótkie komendy, które rzucane były gdzieś pomiędzy wymienianymi ciosami czy też zaklęciami, a czasami nawet bez słów. Nic zatem dziwnego, że bard od razu poczuł, że jego wsparcie jest potrzebne. Yllamys również mogłaby poratować druidkę, ale ona o wiele lepiej sprawdzała się chwilowo w ataku na otaczające je pajęczaki. Jeden celny strzał mógł okazać się na wagę złota.
Jeden arachnid nie był w stanie zbliżyć się do nich zbytnio zdjęty grozą jaką napełniała go czarnoksiężniczka. Przynajmniej nim nie musieli się przejmować, a zamiast tego mieli szansę na wykończenie reszty. Jeden po drugim.
Całe szczęście Dazana odzyskała wolę i zdolność do podjęcia dalszej walki. Oponent na którego się rzuciła w niedźwiedziej postaci nie miał żadnych szans na to, aby oprzeć się tej bezwzględnej sile i wylądował na odwłoku z odnóżami w górze. Nie było to żadne wyzwanie dla Aziza, aby uśmiercić potwora.
De Graaf raz jeszcze posłała pocisk skumulowanej pierwotnej magii, który tym razem trafił w unieruchomionego ettercapa, pozbawiając go życia. Sytuacja wyglądała coraz lepiej chociaż na pewno nie można było powiedzieć, aby wyszli z niej bez szwanku.
Została im tylko dwójka pajęczaków. Z czego tylko jeden stanowił realne zagrożenie. Na razie. Vesper wiedziała z doświadczenia, że ten, który chwilowo trzymał dystans, ale w końcu też otrząśnie się ze swojego krótkiego przerażenia. Niemniej w tej chwili wszyscy skupili się na monstrum, które odważyło się zaatakować Yllamys.
Miotane zaklęcia oraz kilka machnięć mieczem w wykonaniu Aziza było wszystkim, czego potrzebowali aby najeżone strzałami cielsko w końcu padło bez życia.
Ich ostatni oponent wydał z siebie przeciągły krzyk lub coś, co mogłoby za takowy uchodzić. Wysoki dźwięk, który wydobył się z paszczęki pająka nie był czymś, czego ktokolwiek z nich spodziewałby się po takim stworzeniu. Jednak z pewnością musieli liczyć się z tym, że uwolnili gniew ogromnego arachnida.
Vesper była pewna tego, że powinni oszczędzać siły. Nie było wiadome kiedy w końcu czy nie natkną się jeszcze na jakieś niebezpieczeństwa, które będą od nich wymagały użycia magii czy też innych środków dostępnych na podorędziu.
- Możemy spróbować go ściągnąć z dystansu... Na razie nie podejdzie - zasugerowała, wiedząc, że wciąż mieli jeszcze czas na takie podejście.
Skontrolowała jeszcze stan kołczanu Illamys. Z pewnością będą musieli ją zaopatrzyć w strzały, gdy tylko dotrą do miasta. W tym tempie pozbędzie się wszystkich nim staną przed murami al-Quamar.

hit me with your best shot
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dazana zadyszała ciężko, a z jej niedźwiedziego pyska kapała ślina wymieszana z posoką potworów. W głowie wciąż jeszcze lekko jej wirowało od resztek jadu, ale adrenalina wygrywała z bólem. Zaraz będą mieli okazję odpocząć, trzeba było jeszcze przed moment zachować rezon. Wszystkim przecież szło tak doskonale! Aziz przechodził dziś samego siebie, miał doskonały dzień. Może po prostu się wyspał? Wstał prawą nogą? Trudno stwierdzić, ale życzyła mu z całego serca, by takie dni trafiały mu się jak najczęściej.
Obserwowali uważnie bestię, która próbowała skryć się między gałęziami. Przestraszyła się wielkiej potęgi ich drużyny! Na pewno. No i stworzenie nie było na tyle durne, żeby rzucać się na przeciwników mających taką przewagę liczebną. Druidka drapnęła łapą w ziemię, zastanawiając się, jak wysoko dałaby radę wdrapać się na drzewo, by wbić mu kły prosto w odwłok. Spokojny ton Vesper nieco ją otrzeźwił. Przeniosła wzrok z bestii na nieumarłą. Jej plan był rozsądniejszy. Teraz, kiedy stała tak blisko, nie była już taka rozmazana. Otaczająca ją magia wciąż jednak wzbudzała respekt w Dazanie i Dozerze. Niedźwiedzica wydała z siebie gardłowe, niskie mruknięcie, które chyba miało być głosem popierającym ten plan.
— Rozkazywanie brzmiało lepiej — wsunęła własny głos między jej myśli, mając nadzieję, że obecność w głowie Vesper nie zablokuje w jakiś sposób tego przekazu. Kłapnęła pyskiem, co pewnie miało imitować uśmiech. Wcześniejszy, władczy ton dużo lepiej mieszał się w walkę niż te lekkie, strategiczne sugestie.
Yllamys sięgnęła do kołczanu, ale zatrzymała dłoń w połowie ruchu. Spojrzała na pozostałych, licząc w głowie na szybko, czy to na pewno jest najmądrzejszy pomysł na świecie. Starzały niestety nie pojawiały się magicznie w kołczanie każdego poranka, powinna czasami kierować się rozsądkiem, a nie tylko chęcią zwycięstwa.
Ja to załatwięmruknął Aziz. Wojownik wytarł zakrwawiony miecz o trawę i schował go płynnym ruchem do pochwy. Zza pleców wyciągnął, stalowy oszczep, który znaleźli kilka dni temu w ruinach. Wziął krótki rozbieg, napinając mięśnie ramion. Broń ze świstem przecięła powietrze. Uderzenie było tak silne i precyzyjne, że oszczep przebił odwłok wierzgającego pająka na wylot, przyszpilając go do grubego pnia dębu. Potwór wzdrygnął się spazmatycznie i po kilku sekundach znieruchomiał na dobre. Dazana wydała z siebie niskie, potakujące warknięcie.
No nareszcie! Te obrzydlistwa rzuciły się na nas kompletnie bez powodu, ale przynajmniej dostały nauczkę.Sarciel otrzepał się wreszcie z kurzu i resztek pajęczyn. Elfka i Dazana spojrzały na niego z niedowierzaniem. No dobrze, po niedźwiedziu nie było to aż tak widać, bo trudno wyrazić takie emocje bez humanoidalnych brwi, ale w sercu była bardzo sceptyczna! Jak raz to nie ona wywołała bitwę i teraz mieli udawać, że nic się nie stało? Szczyt wszystkiego.
Tak sobie wmawiaj. Chodźmy dalej, nie sterczmy tu. Do wieczora niedaleko, ktoś potrzebuje wcześniej odpocząć? Dobrze pamiętam, Aziz, że zaraz powinniśmy dojść do jakiejś rzeki? Obozujmy dziś na brzegu, błagam.Rangerka schowała łuk i skinęła głową w stronę ścieżki prowadzącej dalej, zarządzając pójście dalej. Przewodnik pokiwał głową. Faktycznie, wspominał wcześniej o rzece. Od niej miało być już naprawdę niedaleko. Dazana otrzepała łeb, zrzucając z niego resztki pajęczyn. Nie pozbyła się wszystkiego, ale trudno było jej to w tej formie wyczuć. Nieważne! Na myśl o zbliżającej się nocy nad wodą i ostatecznym celu podróży robiło jej się lepiej, a wszystko przestawało boleć.

I wanna be your slave, I wanna be your master
Werka
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sytuacja z początku wyglądała naprawdę źle z tym jak zostali otoczeni, a jeden z ich towarzyszy uwięziony w lepkiej sieci, ale całe szczęście udało im się wyrwać i odeprzeć ataki potworów, pragnących uczynić sobie z nich swój kolejny posiłek. Nawet jeśli niektórzy z nich wyglądali nieco gorzej to na pewno nie było to coś, czym mieliby się szczególnie przejmować. Wciąż mieli siły. Najwyżej zrobią krótki odpoczynek na trasie, gdy opadną z sił po takim starciu. Wpierw jednak musieli dostać się do w miarę bezpiecznego miejsca.
Póki jeszcze bestia była napełniona grozą i nie była w stanie się do nich zbliżyć najrozsądniej było ją wykończyć z odległości, aby nie ryzykować tym, że dopadnie jeszcze któreś z nich. Nie potrzebowali dodatkowych ran.
Prawie uśmiechnęła się, gdy tylko usłyszała w głowie głos Dazany, którego jej patronka z jakiegoś powodu nie chciała lub też nie mogła zablokować. Wyciągnęła dłoń i pogładziła zwierzę po zmatowiałym od częściowo zaschniętej już krwi futrze na karku.
Yllamys słusznie wstrzymała się od działania. Nie było powodów do tego, aby marnowała jeszcze więcej strzał. Całe szczęście Aziz również był w stanie wykończyć stwora na odległość i już wkrótce mogli odetchnąć spokojnie.
Ton, którym bard wyraził swoją irytację bezpodstawnym atakiem brzmiał niezwykle przekonująco i zapewne byliby w stanie mu uwierzyć, gdyby tylko nie widzieli wcześniej tego jak się potknął i zahaczył stopą o jedną z pajęczyn, która poniosła wibracje świadczące o ich obecności w okolicy. Nikt poza elfką nie miał jednak sił na to, aby z nim dyskutować. Woleli skupić się przede wszystkim na tym, aby dotrzeć do kolejnego celu podróży.
Ruszyli zatem za Azizem. Nie potrzebowali zbyt wiele czasu, aby w końcu znaleźć się poza zasięgiem pająków (jak mogli wnieść po braku jakichkolwiek pajęczyn). Ścieżka przez las doprowadziła ich do niewielkiej polany położonej w pobliżu brzegu rzeki, która wydawała się idealnym miejscem na obozowisko. Mogli nawet złowić kilka ryb, aby móc zjeść na kolację coś, co nie było ich zwyczajowymi racjami.
Bliskość wody oznaczała jednak jeszcze jedną rzecz: mogli się w końcu porządnie umyć po wielu dniach podróży. Nic zatem dziwnego, że Vesper w pewnym momencie oddaliła się od towarzyszy prowadzących żywą rozmowę przy ognisku i ruszyła w kierunku rzeki, aby zrzuciwszy z siebie szaty w końcu zanurzyć się w kojąco chłodnym nurcie.

Put your loving hand out, baby Cause I'm beggin'
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszyscy potrzebowali nowej dawki spokoju. Oddalenie się od leża pająków było priorytetem . Ślęczenie w tym smutnym miejscu nikomu nie sprawi przecież przyjemności. Nikt z nich nie czuł się bardzo źle. Trochę oberwali, ale przecież bywało już dużo gorzej. Właściwie można uznać ten dzień za bardzo udany i wyjątkowo spokojny. Może nawet nieco nudnawy! Druidka czuła, że Dozera z jakiegoś powodu się z tego cieszy. Może powinna jej posłuchać i też podejść do tego tak optymistycznie? Dostała przecież upragnioną walkę, dostała też po mordzie, czego chcieć więcej?
Nie musiała jeszcze zrzucać zwierzęcej powłoki. Pajęczaki nie wytrąciły jej z tego magicznego stanu, sama sobie też nie chciała tego robić. Wiedziała, że tak będzie jej przyjemniej. W razie kolejnego ataku, będzie w gotowości. Człapała więc całą drogę tuż obok Aziza, śledząc wszelkie szelesty w krzakach z tej nieco niższej od pozostałych perspektywy. Na szczęście las był nadal bardzo spokojny.
Mogła w łatwy sposób wykręcić się od rozkładania obozowiska. Przecież nie zrobi tego tymi wielkimi łapami, prawda? Wierząc, że nie musi tego nikomu tłumaczyć, skierowała się na brzeg. Może powinna złapać kilka ryb? W tej formie będzie miała przynajmniej z tego zabawę. No i myje z futra krew, dzięki czemu poczuje się świeżej. Podpłynęła kawałek dalej, gdzie było dużo głębiej, żeby zająć się swoim zdaniem.
Zdobyte ryby skrupulatnie zanosiła pozostałym do ogniska. Reszta przyjęła to z wdzięcznością. Nie będą musieli sami się tym zajmować, więc na to tu narzekać? Yllamys i Aziz zabrali się za oprawianie posiłku, Sarciel oglądał z uwagą swoją lutnie, martwiąc się, że struny prześmierdły pająkami. Niedźwiedzica powąchała instrument i kłapnęła pyskiem na pocieszenie, bo niczego takiego nie wyuczyła, ale bard chyba jej nie uwierzył. No trudno. Skierowała się z powrotem w stronę wody, bo nie miała ochoty wysłuchiwać tych jego czarnych scenariuszy.
Po kilku chwilach wdrapała się z powrotem na brzeg. Otrzepała się, zrzucając wodę z futra. Zawsze bardzo żałowała, że w humanoidalnej postaci nie jest w stanie tak zrobić. Zwierzaki miały jednak w życiu prościej. Leśną ciszę zakłócił cichy trzask magii, a na trawie, zamiast niedźwiedzicy, pojawiła się przemoczona Dazana. Wycisnęła wodę z białych włosów. Kusiło ją, żeby spróbować się otrząsnąć, ale szybko zrezygnowała. Sprawdzała to przecież wielokrotnie – no nie dało się. Rozwiązała szarfy i zsunęła je z torsu. Zacisnęła palce na materiale, wykręcając go. Na szczęście nie były aż tak mokre. Przewiesiła je sobie przez kark i obróciła się w stronę rzeki, chcąc jeszcze przez moment poobserwować szykujące się do snu ważki, zanim wróci go ogniska. Żadnego owada jednak nie zauważyła, choć pewnie było ich tam pełno. Czujny wzrok od razu zatrzymał się na sylwetce Vesper. Nawet nie zauważyła, kiedy kobieta odeszła od pozostałych.
— Cholera, jesteś lepsza od moich snów. Na to akurat nie wpadłam — zawołała, uśmiechając się do niej szeroko. Niespecjalnie przejmowała się własną połowiczną nagością. Chyba nawet nie do końca wyczuwała, że to powinien być jakiś problem.
— Mogę to wykorzystać? Czy branie prawdziwych scen to oszustwo? — Zaczesała wilgotne włosy do tyłu, przesuwając w nich palcami obu dłoni, skrupulatnie zbierając z twarzy wszystkie niesforne, przyklejające się kosmyki.

It's only me who wants to wrap around your dreams
Werka
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakikolwiek odpoczynek w takim miejscu byłby niczym zaproszenie dla dalszych kłopotów. Musieli z pewnością się oddalić i znaleźć idealne miejsce do tego, aby odpocząć. Wciąż znajdowała się przed nimi długa droga do al-Quamar. Vesper nie miała pojęcia, co czekało na nich w mieście, ale spodziewała się, że tam będą mogli nareszcie pozwolić sobie na dużo więcej spokoju i prawdziwy odpoczynek. Bez trzymania wart, bez przeświadczenia, że zaraz coś na nich wyskoczy z krzaków.Będzie to prawdziwa odmiana od życia na szlaku.
Po raz kolejny de Graaf musiała się też oswoić z myślą, że maszerowała tuż przy dzikim zwierzęciu. Dopóki nie poznała Dazany nie miała raczej większego kontaktu z druidami, a już na pewno nie z takimi, którzy tak chętnie i długo przebywali w zwierzęcej formie. Dlatego wciąż było to dla niej pewnego rodzaju nowością, że wędrowała przy dzikiej bestii, która w rzeczywistości była jej towarzyszką.
Ze względu na swoje doświadczenie w obozowaniu, Vesper nie miała większego problemu w tym, aby pomóc w rozbiciu namiotów i sprawnym przygotowaniu miejsca pod odpoczynek. Przynajmniej dzięki sprawnej niedźwiedzicy zyskali nieco świeżego prowiantu. Naprawdę nie mogli na nic narzekać.
Przez jakiś czas rozmawiała jeszcze z towarzyszami, rozkoszując się ciepłym posiłkiem. Przyrządzona nad ogniem ryba z pewnością była przysmakiem, którego od dawana nie miała okazji zakosztować. Podobnie jak porządnej kąpieli.
Nie pomyślała wcześniej, aby rozejrzeć się po okolicy przed zrzuceniem z siebie ubrań, które prawdopodobnie trzeba byłoby również porządnie uprać ze względu na wszelki kurz, posokę oraz inne zabrudzenia, które zdążyły wsiąknąć w tkaninę. Na razie skupiła się na tym, aby obmyć swoje ciało.
Minęła chwila nim zorientowała się w tym, że w pobliżu znajdował się niedźwiedź. Potrzebowała chwili, aby zarejestrować, że była to w rzeczywistości Dazana. Nie była jednak pewna czy poczuła z tego powodu ulgę czy może zawstydzenie ze względu na swój brak odzienia.
Odruchowo cofnęła się o kilka kroków, aby ukryć się nieco głębiej w rzece. Gdyby tylko krew krążyła prawidłowo przez jej ciało to na pewno jej twarz pokryłaby się rumieńcem, który mógłby zostać zneutralizowany przez chłód otaczającej ją wody.
- Nie wpadłaś na to, aby wykąpać się w humanoidalnej formie? - zapytała, nie potrafiąc zmusić się do tego, aby odwrócić wzrok od jej postaci.
To było silniejsze od niej. Starała się zachowywać swobodnie i naturalnie, ale zdecydowanie nie przychodziło jej to tak łatwo jak druidce, która była całkowicie nieskrępowana jakąkolwiek nagością.
- Już raz śniłaś o mnie w kąpieli. Raz ci nie wystarcza? - odparowała spokojnie, nie odpowiadając na razie na jej pytanie.
Jej źrenice wciąż utkwione były w poprawiającej włosy druidce. W tym świetle i scenerii wydawała się wyjątkowo piękna. Vesper zastanawiała się czy była to wspólna cecha całej jej rasy. W końcu nie było tajemnicą, że pewne humanoidy odznaczały się wyjątkową urodą. Może właśnie każdy kalashtar miał w sobie wyjątkowy wdzięk, który sprawiał, że nie można było od niego oderwać oczu?

can't fight the moonlight
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W głowie aż zahuczał jej od irytacji Dozery. Nie była zadowolona z nieuwagi druidki, jak zawsze. Na pewno chciała, by była dużo spokojniejsza, rozsądniejsza i przestała tak bujać w obłokach. Ale przecież wtedy nie byłaby sobą. Na pewno powinna zauważyć Vesper wcześniej, ale przecież ona nie była groźna. No dobrze, to nie do końca tak działało. Była bardzo groźna. Nie miała wątpliwości, że starcie z nią byłoby wyjątkowo trudne i bałaby się obstawiać, która z nich wyszłaby z niego zwycięsko. Ale po prostu jej ufała. Nie wbije jej przecież nagle noża w plecy, stanowili zespół. Nie musiała bać się jej myśli, na pewno byłby czyste. Wierzyła też, że zarówno nieumarła, jak i każdy inny w drużynie stanowili dodatkową parę oczu, przez co wzrok Dazany mógł nieco odpocząć. Nie musiała być na czujce non stop.
Zaśmiała się głośno, słysząc jej pytanie. Nie kpiła z niej, skądże znowu. To była szczera radość wynikająca z zaskoczenia. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Nic dziwnego, że tak lubiła z nią rozmawiać. Lubiła być ciągle zaskakiwana.
— O tym pomyślałam. Zdecydowałam po prostu, że to będzie strasznie nudne i tego nie chcę — wyjaśniła, wzruszając ramionami. Kąpiele w humanoidalnej formie też miały swój urok, ale były zbyt nudną normą. Mogła to przecież robić w dowolnym momencie. Jej magia była bardziej wyjątkowa, nie była przecież nieskończona. Wiadomo, że była dużo lepsza.
— Nie wystarcza — odpowiedziała od razu. Nie widziała powodu, by ukrywać przed nią własne potrzeby. Wolała być uczciwa w tej kwestii. No i nie była zbyt dobra, jeśli chodziło o kłamstwa. Zbyt szybko się w nich gubiła, nie potrafiła stworzyć spójnej historii, która była niezbędna do porządnego łgania. Podeszła bliżej, zatrzymując się tuż przed wodą. Usiadła wygodnie na mieszance piasku i trawy, wciąż nie odrywając oczu od nieumarłej.
— Chodziło mi o to, że nie wpadłam na to, że żeby cię rozebrać, mogę cię po prostu umiejscowić w rzece w trakcie kąpieli. Założyłam, że muszę wymyślić coś pokręconego, stąd ta biblioteka i pretekst z opatrywaniem ran — wyjaśniła nieco ciszej, bo nie musiała już aż tak podnosić głosu, by być przez nią słyszaną. Uśmiechnęła się tą samą dawką rozbrajającej szczerości, która tkwiła w jej słowach. Pokręciła głową rozbawiona własną głupotą. Wyglądało na to, że zrobiło jej się nawet trochę głupio, bo w jej oczach błysnął kolor, który pewnie powinien ukryć ją przed całym, oceniającym światem. Jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął. Wstydziła się przecież własnego niezrozumienia funkcjonowania snów, a nie tego, o czym udawała, że śniła.
— No więc? — ponagliła ją, bo przecież wciąż nie otrzymała odpowiedzi na swoje pytania, a była ich bardzo ciekawa. Chciała mieć jasność sytuacji, zanim zastanie je noc i będzie mogła się położyć, wymyślając nowe scenariusze. Przesunęła wzrok niżej, próbując dostrzec coś pod taflą wody. Z tej perspektywy nie było to niestety łatwe, nadal musiała opierać się głównie na swojej wyobraźni. Zagryzła dolną wargę, uśmiechając się łobuzersko. Poczuła dreszcze ekscytacji przechodzące przez jej ciało na samą myśl o nadchodzących godzinach.

My attention for you even if it's not what you need
Werka
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obie powinny zachować o wiele większą ostrożność i świadomość otoczenia. Chociaż może ten dzień był wystarczająco męczący, że nie miały już sił na to, aby uważnie śledzić całą okolicę wzrokiem w poszukiwaniu najmniejszego chociażby szczegółu świadczącego o tym, że w pobliżu mogło się czaić potencjalne zagrożenie. Może jednak faktycznie zdarzyło im się zbytnio opuścić gardę?
W jej śmiechu nie wyczuła złośliwości. Raczej szczere rozbawienie i chęć do podjęcia się zabawy niezależnie od tego na czym ta miałaby w zasadzie polegać. W końcu zdołała już wystarczająco dobrze poznać charakter druidki, aby wiedzieć, że była osobą dosyć serdeczną i ceniącą sobie niezwykle czyjeś towarzystwo.
- Nudzi cię przebywanie w humanoidalnej formie? - dopytała, bo sama nie miała doświadczenia ze zmiennokształtnością.
Nie miała pojęcia jak wygląda świat z innej perspektywy niż z ludzkiej ani też nie miała okazji do tego, aby przetestować czy niektóre z czynności stawały się bardziej interesujące, gdy tylko zmieniało się swoją formę. Musiała przyznać, że nieco ciekawiło ją to zagadnienie, ale nieco obawiała się też przybrania zupełnie innego kształtu i porzucenia ciała, które tak dobrze znała.
Nie wiedziała, co jej na to odpowiedzieć. Być może dlatego, że Vesper nigdy nie była kobietą zbyt wielu słów, a być może dlatego, że właśnie tak działała na nią Dazana oraz to, co potrafiła wypowiedzieć w jej kierunku. Pewnych rzeczy po prostu się nie spodziewała i nijak nie mogła się na nie przygotować.
- Aż tak bardzo chcesz mnie rozebrać? - odparła, próbując zabrzmieć lekko, z nutą delikatnego rozbawienia zabarwiającego głos, ale nie była pewna tego jak właściwie to wszystko wybrzmiało.
Nie miała gotowej odpowiedzi. Nie miała pojęcia, co z tym wszystkim zrobić. Miała wrażenie, że w jej głowie wszystko wirowało. Ta kobieta potrafiła mącić jej w głowie nie gorzej niż pojawiająca się w niej, co jakiś czas patronka.
Była boleśnie świadoma własnej nagości i faktu, że płynąca w rzece woda ledwie ukrywa jej nagie piersi przed wzrokiem druidki. Zresztą ściemniało się i dzięki stopniowej utracie światła również mogła zachować nieco więcej swojej godności.
- Na ogół ludzie mogą śnić o tym, co już im się przydarzyło... Do czego jednak chciałabyś wykorzystać te obrazy? Jak to poprowadzić? - zapytała, lustrując spojrzeniem postać Dazany.
Nie miała pojęcia, co o tym wszystkim sądzić. Wyobraźnia podpowiadał jej różne scenariusze, ale wolała mieć jasną sytuację. Wiedziała, że kobieta jej nie okłamie. Nie potrafiłaby, a Vesper potrzebowała szczerej odpowiedzi...

you're messing with my head
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dazanie trudno było być złośliwą. Celowe uszczypliwości wychodziły jej wyjątkowo pokracznie, szybko przeradzały się po prostu w bycie wredną małpą. Nie dawała rady balansować na granicy akceptowalnej zabawności. Czasem wychodziło jej to całkowitym przypadkiem, ale to się raczej nie powinno liczyć. Niektórzy różnie interpretowali jej maksymalną szczerość.
— Jeżeli jestem w niej za długo, to tak. Przemiany są naprawdę przyjemne i uwalniające. Powinnaś kiedyś spróbować! Chociaż zakładam, że zwykła polimorfia nie jest odczuwalna dokładnie tak samo. — Zmarszczyła brwi, zamyślając się nad tym na moment. Magia nadal pozostawała magią, ale druidka była niemalże pewna, że istniały jakieś różnice. Sam fakt, że dane zaklęcie nie wychodzi z własnych trzewi, tylko jest rzucane przez kogoś innego, musi zmieniać odbiór. Właściwie nie miała pojęcia, czy polimorfia zaliczała się w poczet zdolności nieumarłej. Ale jeśli nawet, to nadal nie mogło być to samo. Nie byłaby połączona z naturą w taki sam sposób, jak Dazana. Z drugiej strony, nie miała żadnych wątpliwości, że to nadal musi być bardzo przyjemne.
— Oczywiście, że tak — odparła tonem, który na pewno nie mógł uchodzić za żartobliwy. Nadal była w typowy dla siebie sposób radosna, ale na pewno nie starała się robić sobie jaj. Brzmiała na wyjątkowo pewną. Nie musiała się zastanawiać, rozważać plusów i minusów rozebrania towarzyszki. Może nawet zrobiła to już wcześniej? Najwidoczniej okazało się, że zdecydowanie warto byłoby to zrobić. Coś w środku podpowiadało jej, że powinna nieco pohamować ten entuzjazm. Nie każdy reagował pozytywnie na tego typu deklaracje. Wiedziała, że niektórych mogłoby to wręcz oburzyć, mogłaby kogoś obrazić. Ale inne coś podpowiadało jej, że Vesper nie była jedną z tych osób. Nie zadawałaby przecież pytań w ten sposób, nie uśmiechałaby się przy tym i nie wpatrywałaby się w nią tak intensywnie.
— Chociażby po to, by móc na ciebie popatrzeć. Na jawie nie miałam do tego okazji — wyjaśniła, podnosząc się. Sięgnęła po wstążkę i związała wciąż wilgotne włosy w prosty, niedbały koczek. No i po co było jej to skrupulatne układanie? Zsunęła szarfy z ramion i ułożyła je ostrożnie na ziemi. Przy tak niewielkiej ilości słońca nie miały raczej szans szybko wyschnąć, ale to nic. Ważniejsze dla niej było, żeby przesiąkły na nowo zapachem trawy. Mokre ubrania w ogóle jej nie przeszkadzały. Jakby na dowód tego, weszła z powrotem do wody, nie martwiąc się o zsuwanie dolnej części stroju. Uśmiechnęła się, czując chłodną wodę na nagiej skórze brzucha. To było coś kompletnie innego niż fale trącające mokre futro.
— Wcześniej zakładałam, że mogłybyśmy się w takim śnie kochać... Ale dzisiaj strasznie długo chodziliśmy bez żadnej rozrywki, więc miałam mnóstwo czasu na myślenie. Wydaje mi się, że tamta żaba była jakimś takim... pretekstem? Pretekstem żeby mnie nie dotknąć — ciągnęła, wchodząc w głąb rzeki. Zatrzymała się jakieś półtora metra od nieumarłej. Podniosła wzrok na niebo, z którego znikały już czerwień i fiolet, zastępowane przez nocną czerń. Spojrzała znów w oczy elfce, ciesząc się, że ma okazję oglądać ją w zupełnie nowej konfiguracji świateł. Mają za sobą wschód i zachód, teraz trzeba odhaczyć pozostałe godziny w dobie.
Nie sprawiała wrażenie obrażonej albo zirytowanej. Nie wyglądała nawet na smutną. Może delikatnie? Cień przemknął przez jej jasne oczy tylko na ułamki sekund. Trochę jakby cały dzień nastawiała się na zjedzenie ulubionego ciasta, a wieczorem w cukierki okazałoby się, że zostało już całe wykupione. Zdecydowanie są gorsze tragedie w życiu, ale nadal trochę szkoda. Właśnie dlatego nie lubiła za dużo myśleć i dzielić każdego włosa na czworo, bo z tego nie wynika nic dobrego. Nie lubiła takich nudnych dni, jak ten, które pozwalały na odpływanie w myśli. Może gdyby nie mijali dzisiaj typu żab, które cała drużyna miała w absolutyzm poważaniu, to doszłaby do innych wniosków? Niestety trafili na jakiś ogólnoświatowy zlot płazów, las zdawał się od nich pękać.
— W związku z tym wiem, że to byłoby niesprawiedliwe, gdybym umieściła cię w snach, w takich kontekstach. Więc teraz ograniczę się tylko do patrzenia. Chyba zauważyłaś, że uwielbiam oglądać olśniewające dzieła natury. — W jej oczach błysnęły kolorowe światła, które Vesper miała okazję oglądać najczęściej. Tęczówki zamigotały radością wywołaną widokiem nieumarłej, którą najwyraźniej za takie piękne zjawisko uważała.


Stop making the eyes at me I'll stop making the eyes at you
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”