Przecież oni zawsze to robili, ryzykowali życiem. Do Pablo też szli... ona w błękitnej sukience z pistoletem w torebce, a Madox nawet bez broni, tylko ze swoją niewyparzoną gębą. Zawsze to robili, ryzykowali życiem, nie tylko dla siebie nawzajem, bo dzisiaj na przykład dla sprawy...
A teraz dla zabawy. Kiedy auto pruło, a ona
robiła mu dobrze.
Bawiło ich to ryzyko.
Byli zdrowo
popierdoleni, ale byli w tym razem. Żadne nie buntowało się, żadne nie odpuszczało, tylko jedno przed drugim chciało bardziej, mocniej,
intensywniej.
I kiedy oni już myśleli, że bardziej się nie dało. Że to co zrobili w tym domu, gdzie się włamali, który Pilar otworzyła wsuwkami do włosów, to nagle okazywało się... że jednak da się jeszcze odrobinę
bardziej.
Dało się kiedy serca waliły w piersiach jak szalone, kiedy oddechy się urywały, a to nie wszystko była sprawa kolejnego
zajebistego orgazmu, ale też szybkiej, kurewsko niebezpiecznej jazdy. Chociaż u Noriegi to też tego orgazmu, który on jej chciał oddać, oczywiście.
Może by to zrobił, bo zjechali już w zatoczkę, bo już czuł na swoich wargach jej gorące, pełne usta. Kradł z nich zachłanne, agresywne pocałunki, i całe powietrze z płuc. Nie przestał nawet na moment, kiedy zatrąbiła bo w zasadzie, go to nie obchodziło. Nic innego go nie obchodziło niż ona, jej usta, w których na językach mieszał się jej słodkie smak, jego słono-gorzki, i krwi, metaliczny, tak bardzo im znajomy, bliski jakiś.
Te amo tanto que no puedo explicarlo - bo to co oni ze sobą robili było nie do opisania, nie do wyjaśnienia. Potrafili w jednej chwili rozpalić miedzy nimi taki ogień. Ogień, który trawił wszystko po drodze, który sprawiał, że cały świat przestawał istnieć. Bo teraz liczyły się tylko jej gorące usta. Jej kształtne piersi, na których zaciskał palce i jej mokre, koronkowe majtki, w które wsunął dłoń.
Więcej już nie zdążył, bo ktoś walnął w maskę samochodu. Madox nawet nie wiedział kto, nawet się tym nie przejął, bo jeszcze szarpał się do niej, jeszcze rwał się
dziko, żeby muskać jej pełne, gorące wargi swoimi, zaczepić ją jeszcze.
Dopiero kiedy łysol zaczął napierdalać w szybę, to zwrócił na niego uwagę. Wypuścił mocno powietrze z płuc i odchylił do tyłu głowę wbijając ją w oparcie siedzenia. W pierwszej chwili chciał otworzyć szybę i kazać mu spierdalać, w drugiej pokazać mu po prostu środkowy palce ozdobiony ładnym pierścionkiem z zielonym oczkiem.
Ale Pilar odblokowała drzwi.
-
No... - mruknął tylko wbijając w nią to intensywne, ciemne spojrzenie, ale zanim zdążył powiedzieć coś jeszcze, cokolwiek, to facet już ją szarpał. No i jak wcześniej zirytował Madoxa, że im przerwał i się dopierdalał, to teraz to już go konkretnie wkurwił. Bo nikt nie będzie szarpał jego kobie… jego narzeczonej właściwie. Tak szybko jak dzisiaj, to on jeszcze chyba nigdy nie podciągał gaci, a czasem robił to szybko... Jak na przykład trzeba było się żegnać i spierdalać. Tylko dzisiaj nie miał zamiaru spierdalać, a nawet poczekał grzecznie, jak łysol się do niego zbliżył, jak pochylił się do samochodu, żeby szarpnąć go z koszulkę.
-
Spróbuj - rzucił tylko Madox, a potem nawet bez zamachu wyprowadził prostu cios w ten łysy łeb, prosto w nos złotymi pierścieniami. Facet się chyba nie spodziewał takiej szybkiej i agresywnej reakcji, bo nawet nie zdążył się zasłonić, a na pewno zabolało, w pierwszym odruchu złapał się za nochal, a w drugim już szarpał Noriegę. Tylko, że on był na to przygotowany, uchylił się przed pięścią, a kiedy facet go pociągnął to się odwrócił walnął go łokciem gdzieś w śledzionę, poprawił jeszcze kolanem, a potem to już złapał go za rękę i wykręcił do tyłu, zaraz go sadzał na glebie, dociskając do niej kolanem. Bo może chłop był od niego większy, ale Madox był tak nabuzowany jak nigdy. Jakby wciągnął jakieś pojebane ilości koksu.
Docisnął łysola jeszcze mocniej.
-
Jak ją kurwa nazwałeś!? Przeproś ją, bo rozpierdolę ci łeb - warczał na niego, a łysol się szarpał, ale co z tego, jak Madox się na nim zaparł całym ciężarem, jak wiedział jak go trzymać, na granicy tego, że jeden nieodpowiedni ruch mógł mu wybić rękę ze stawu. Często to ćwiczyli z chłopakami, glebę, bo w klubie się to cholernie przydawało.
Może łysek nawet by przeprosił, bo coś tam zaczął już bełkotać, tylko wtedy...
Z jego wielkiego, czarnego SUVa wysunęła się jakaś maleńka postać. Dziecko, dziewczynka. Ile ona mogła mieć lat? Z siedem, jak Aura. Madox zdębiał, bo o ile miał w dupie to, że jakiś nabity łysol się do niego rzuca, że mógł go zabić, to jak sobie pomyślał, że on jechał z dzieckiem, to zrobiło mu się autentycznie… głupio. Bo może oni z Pilar lubili to ryzyko, stawiać swoje życie na szali, ale to było dziecko.
-
Marie wracaj do środka - powiedział facet, bo Noriega automatycznie poluzował chwyt, już nawet się podnosił z ziemi, i chciał do góry podciągnąć gościa, tylko co...
Ten postanowił pokazać, że chyba nie jest takim
nabitym misiaczkiem, bo szarpnął Madoxa i przerzucił go przez ramię, teraz Noriega leżał na glebie, plecami, aż to poczuł, aż z płuc wyrwało mu się stęknięcie, bo kompletnie nie był na to gotowy, a łysek już do niego dopadł. Zamachnął się, żeby walnąć Madoxa, a ten się zasłonił.
A wtedy ta mała krzyknęła.
-
Papa!
𝖈𝖗𝖆𝖟𝖞 𝖌𝖎𝖗𝖑 ⋆
·˚ ༘ *