ODPOWIEDZ
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No i stało się to, czego bał się odkąd usłyszał dziwny stukot pod maską - jego ukochany lancer odmówił posłuszeństwa na środku drogi i w końcu musiał oddać go do mechanika. Najchętniej naprawiłby auto sam, ale czas wolny przeciekał mu między palcami - większość dnia spędzał w pracy i na siłowni, a potem przesiadywał u Maddie, korzystając z jej gościnności na całego. Jednak dziś Lennox miała drugą zmianę w tym swoim klubie, dlatego chcąc nie chcąc, Alex zmierzał do domu. Wyszedł z pracy głodny i zmęczony, drepcząc powolutku w stronę przystanku. Nie mógł się doczekać, aż dojedzie do domu, zamówi pickę albo kebsika, zabierze Psa na spacer i... No coś tam jeszcze porobi, ale na razie jeszcze nie wiedział co. Kiedy autobus podjechał z piskiem hamulców na jego przystanek, wbił się do środka wraz z falą innych pasażerów. Było duszno i dziwnie śmierdziało, ale na szczęście miał przed sobą tylko pół godziny jazdy (a samochodem piętnaście minut, a to znacząca różnica, dlatego miał prawo być niezadowolony). Znalazł sobie kawałek rurki, której mógł się złapać, i zaczął kręcić młynka jednym kciukiem w kieszeni, bo mu się nudziło. Na dodatek telefon mu się rozładował, więc modlił się w duchu, żeby Maddie, Eryczek albo inny mechanik nagle nie zadzwonili z jakąś pilną sprawą. Na kolejnym przystanku wsiadła jedynie jakaś dziewczyna, na którą rzucił tylko kątem oka - wyglądała na zabieganą, ale nie jemu oceniać, nie? Gdy autobus szarpnął przy ruszaniu, zauważył, że dziewczynie coś wypadło - zauważył mały portfel leżący tuż przy jej butach, podczas gdy ona, zapewne zupełnie nieświadoma straty, zaczęła zmierzać ku wolnym siedzeniom. Lex westchnął, ale odruchowo ruszył tyłek. Nie był bohaterem, ale chamem też nie, żeby pozwolić komuś zostać bez kasy i dokumentów, okej? Podniósł zgubę i zrobił dwa kroki w stronę dziewczyny, lekko klepiąc ją w ramię. - Hej, wypadł ci portfel - zaczął, gdy tylko nieznajoma zwróciła na niego swoją uwagę. - Znaczy... ten... pani portfel wypadł, no, proszę - poprawił się, bo w sumie to się nie znali, nie? Wyciągnął dłoń z portfelem w jej stronę i nawet się lekko uśmiechnął.

Rae Westlake
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
Some ghosts don't haunt houses. They haunt hearts.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kto w ogóle wymyślił komunikację miejską? I kaca... Totalnie bez sensu! Dlaczego na ranczo jakoś nie miewała kaca. Piła z braćmi pół nocy, potem wstawała o świcie, siodłała konia i ruszała w kierunku wschodzącego słońca. Czy tam w drugą stronę, bo to zależało od pastwiska, na które akurat się wybierali. I te dziwne rozrywki, jakie mają ludzie w mieście?! No po cholerę grać w madżonga, jak można postrzelać do szczurów? No dobra, tutaj przesadziłaś!
Po cholerę była Ci ta cała ucieczka, jeśli po siedmiu latach nie poszłaś nawet krok do przodu?
Może i nie była zabiegana, ale pogrążona w swoich myślach miała tak naburmuszoną minę, jakby planowała rzucić się do gardła pierwszemu facetowi, który się do niej zbliży. Normalnie wykorzystałaby lato, by jeździć na motocyklu, ale dzisiaj naprawdę czuła się tak źle, że wolała nie ryzykować.
Z dużych słuchawek na uszach sączyła się głośna muzyka. Na tyle głośna, by ktoś z boku wiedział, że jest mocna. Przy okazji na tyle głośna, żeby sama nie słyszała, jak Alex próbuje ją zaczepić, wymachując jej portfelem.
Siadła ciężko na wolnym siedzeniu i, próbując zignorować zbliżającego się blondasa, wbiła spojrzenie w widok przesuwający się za szybą. Tyle że ten facet stanął nad nią i coś dalej do niej gadał. Żeby to jeszcze był bezdomny... Dobrze pamiętała, w jakiej sytuacji była przed laty, kiedy przyjechała do Toronto. Zawsze pomagała, nawet jak sama miała mało kasy.
Chryste, on dalej do mnie gada!
- Co!? - warknęła, odwracając się gwałtownie w jego stronę.
Ściągnęła słuchawki ostrym ruchem, burząc włosy, i wbiła złe spojrzenie w szczerzącego się blondasa. Jej spojrzenie opadło na portfel i nagle zrobiło jej się słabo. Miała w nim całą kasę i go zgubiła.
- Och! - sięgnęła po niego szybkim ruchem. - Dziękuję...
Zabrzmiało to trochę tak, jakby przygoda ze zgubą była jego winą.
- I przepraszam, mam zły dzień... Ale to pewnie mnie nie usprawiedliwia. - skrzywiła się do samej siebie i wbiła wyczekujące spojrzenie w Alexa.
Czemu on dalej nade mną stoi?

Alexander Hall
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Okej, dzień zaczął się jakoś dziwnie, ale Alex czuł zadowolenie z dzisiejszego bilansu dobrych uczynków. Jeśli karma istniała, to miał nadzieję, że nie będzie suką i że mu się odwdzięczy, bo zasłużył, dobra? Co prawda, dziewczyna wyglądała na odrobinę wkurzoną samym faktem, że oddał jej ten portfel, ale miał nadzieję, że Bóg Losu i Fortuny albo inny Dionizos dostrzeże szczere chęci Alexa. No i tak się zamyślił, że nawet się nie zorientował, że dziewczyna dalej wbijała w niego spojrzenie. Po prostu trzymał się uchwytu przy suficie, okej? I przepraszam, mam zły dzień... Ale to pewnie mnie nie usprawiedliwia. O, po prostu miała zły dzień. Jak przynajmniej połowa ludzkości pewnie, biedna… - Spoko - rzucił w odpowiedzi i machnął lekko ręką, kiedy wreszcie przestała na niego warczeć i schowała swoją zgubę do torebki czy tam czegoś.

No i owszem, przyglądał jej się ponownie odrobinę za długo, ale miał na to wytłumaczenie, a mianowicie dziewczyna kogoś mu przypominała. I wcale nie przypominała mu jego przyjaciółki Shereen, bo też miała brązowe włosy i oczy. Prędzej miał wrażenie, że mignęła mu kiedyś na Instagramie. No ale dobra, oddał jej portfel, to sprawa załatwiona, co nie? Powinien sobie odejść, usiąść na tyłku i wracać do domu jak na człowieka pracującego przystało. Jednak… kurde, dziewczyna dalej miała minę, jakby chciała przegryźć tętnicę kierowcy za to szarpanie na lewo i prawo… No i miała zły dzień, więc… Ech. Wiedział jak to jest.

Uprzedzając domysły - niczego od niej nie chciał i nie miał żadnego ukrytego interesu, po prostu postanowił się zsolidaryzować z ofiarą podłego dnia. Sięgnął do kieszeni swojej kurtki i po krótkim poszukiwaniu wyciągnął stamtąd lekko już wygniecione pojedyncze opakowanie ciasteczek Oreo. - Chcesz? - spytał swobodnie, podsuwając jej paczkę pod nos. - Na poprawę humoru - dodał. No i stał tak jak debil z wyciągniętą ręką… I przyszło mu do głowy, że mogła sobie pomyśleć, że był jakimś osiedlowym psychopatą, który faszerował słodycze jakimiś środkami odurzającymi, więc uniósł obronnie drugą dłoń w geście obrony. - Fabrycznie zamknięte, prosto ze sklepu, nie otwierałem, żebyś zaraz nie pomyślała, że truję ludzi w komunikacji miejskiej - wytłumaczył się, próbując utrzymać równowagę, bo kierowca znowu gwałtownie zahamował. Boże święty, jak debil stał z tymi ciastkami w łapie… Ale! Patrząc na plusy sytuacji, to chyba właśnie stosował te słynne kompetencje miękkie w praktyce, które miał ćwiczyć!

Rae Westlake
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”