W końcu znalazły czas, żeby osobiście obejrzeć The Carvers Cottage - miejsce, w którym planowały zorganizować ślub plenerowy. Rezerwację zrobiły już wcześniej, właściwie trochę w ciemno, widząc tylko zdjęcia i wiedząc, jak niewiele wolnych terminów zostaje w podobnych lokalizacjach. Przy ich trybie życia odkładanie decyzji na później oznaczałoby, że nie znalazłyby już niczego sensownego. Ich praca rzadko kiedy respektowała kalendarze. Telefony rozbrzmiewały o każdej porze - w środku nocy, podczas kolacji, a czasem dokładnie w chwili, gdy zaczynały już wierzyć, że wreszcie mają wolny dzień. Nauczyły się więc nie planować zbyt odważnie. Pojedziemy tam w jakieś wolne popołudnie przez długi czas pozostawało tylko koncepcją.
Tym razem jednak się udało.
— Za chwilę w prawo — odezwała się Zaylee, zerkając jeszcze raz na ekran telefonu. — A nie, moment — uniosła dłoń, kiedy Evina odruchowo zwolniła. — Jednak nie teraz, tylko za jakieś sto metrów — zreflektowała się, wskazując podbródkiem na oznaczony zjazd, który został oznaczony niewielką tabliczką przybitą do słupka ogrodzenia. Litery były wypalone w drewnie, lekko przyciemnione przez słońce.
Przed nimi rozciągała się rozległa polana opadająca łagodnie w stronę jeziora. Tuż przy samej linii trawy stała duża, zbudowana z grubych belek altana z wysokim, spadzistym dachem pokrytym ciemnym gontem. Otwarte boki pozwalały zobaczyć ustawione wewnątrz długie stoły i rzędy krzeseł. Nieco dalej, po lewej stronie, wznosił się drewniany budynek. Był większy, niż sugerowały zdjęcia i miał duży taras wychodzący na jezioro. Okna odbijały światło wody, a przy bocznej ścianie widać było niewielkie schody prowadzące na górę, gdzie znajdowały się pokoje dla gości. Całość wyglądała bardziej jak spokojny pensjonat niż typowa sala weselna.
— Urokliwie — stwierdziła Miller, zanim Swanson jeszcze zatrzymała samochód. W rzeczywistości nie miała wielkiego doświadczenia z podobnymi lokalizacjami. Wesela kojarzyły jej się raczej z długimi uroczystościami, których nigdy szczególnie nie analizowała. Czymś, co inni planowali miesiącami, zastanawiając się nad detalami, kolorami serwetek i układem stołów.
Gdyby decyzja zależała wyłącznie od niej, prawdopodobnie zrobiłaby to znacznie prościej, bez żadnej oprawy. Krótka ceremonia, kilku najbliższych ludzi, a potem kolacja gdzieś w mieście. Ale kiedy patrzyła teraz na jezioro i na drewnianą altanę stojącą przy samej wodzie, musiała przyznać, że miejsce miało w sobie coś przekonującego. Nie było przesadnie wystawne ani sztucznie przygotowane pod uroczystości.
Przy samochodzie zaparkowanym niedaleko domu, stała młoda, wysoka blondynka. Najpewniej menadżerka obiektu, z którą Zaylee rozmawiała przez telefon.
— Ona też jest urokliwa — skomentowała krótko, posyłając narzeczonej rozbawione spojrzenie, a gdy ta zgasiła silnik, odpięła pas i wysiadła z samochodu.
Evina J. Swanson