34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

055.
Droga prowadząca w stronę Pickering była prawie pusta. Wąska, asfaltowa wstęga przecinała niewielkie zagajniki i łagodne wzniesienia, prowadząc dalej ku zielonym terenom, gdzie z jednej strony ciągnęły się fragmenty lasu, a z drugiej szerokie, otwarte pola. Była to ta sama trasa, która łączyła Toronto z Whitby, ale im dalej zjeżdżało się z głównej drogi, tym wyraźniej czuło się, że miasto zostaje gdzieś daleko w tyle.
W końcu znalazły czas, żeby osobiście obejrzeć The Carvers Cottage - miejsce, w którym planowały zorganizować ślub plenerowy. Rezerwację zrobiły już wcześniej, właściwie trochę w ciemno, widząc tylko zdjęcia i wiedząc, jak niewiele wolnych terminów zostaje w podobnych lokalizacjach. Przy ich trybie życia odkładanie decyzji na później oznaczałoby, że nie znalazłyby już niczego sensownego. Ich praca rzadko kiedy respektowała kalendarze. Telefony rozbrzmiewały o każdej porze - w środku nocy, podczas kolacji, a czasem dokładnie w chwili, gdy zaczynały już wierzyć, że wreszcie mają wolny dzień. Nauczyły się więc nie planować zbyt odważnie. Pojedziemy tam w jakieś wolne popołudnie przez długi czas pozostawało tylko koncepcją.
Tym razem jednak się udało.
Za chwilę w prawo — odezwała się Zaylee, zerkając jeszcze raz na ekran telefonu. — A nie, moment — uniosła dłoń, kiedy Evina odruchowo zwolniła. — Jednak nie teraz, tylko za jakieś sto metrów — zreflektowała się, wskazując podbródkiem na oznaczony zjazd, który został oznaczony niewielką tabliczką przybitą do słupka ogrodzenia. Litery były wypalone w drewnie, lekko przyciemnione przez słońce.
Przed nimi rozciągała się rozległa polana opadająca łagodnie w stronę jeziora. Tuż przy samej linii trawy stała duża, zbudowana z grubych belek altana z wysokim, spadzistym dachem pokrytym ciemnym gontem. Otwarte boki pozwalały zobaczyć ustawione wewnątrz długie stoły i rzędy krzeseł. Nieco dalej, po lewej stronie, wznosił się drewniany budynek. Był większy, niż sugerowały zdjęcia i miał duży taras wychodzący na jezioro. Okna odbijały światło wody, a przy bocznej ścianie widać było niewielkie schody prowadzące na górę, gdzie znajdowały się pokoje dla gości. Całość wyglądała bardziej jak spokojny pensjonat niż typowa sala weselna.
Urokliwie — stwierdziła Miller, zanim Swanson jeszcze zatrzymała samochód. W rzeczywistości nie miała wielkiego doświadczenia z podobnymi lokalizacjami. Wesela kojarzyły jej się raczej z długimi uroczystościami, których nigdy szczególnie nie analizowała. Czymś, co inni planowali miesiącami, zastanawiając się nad detalami, kolorami serwetek i układem stołów.
Gdyby decyzja zależała wyłącznie od niej, prawdopodobnie zrobiłaby to znacznie prościej, bez żadnej oprawy. Krótka ceremonia, kilku najbliższych ludzi, a potem kolacja gdzieś w mieście. Ale kiedy patrzyła teraz na jezioro i na drewnianą altanę stojącą przy samej wodzie, musiała przyznać, że miejsce miało w sobie coś przekonującego. Nie było przesadnie wystawne ani sztucznie przygotowane pod uroczystości.
Przy samochodzie zaparkowanym niedaleko domu, stała młoda, wysoka blondynka. Najpewniej menadżerka obiektu, z którą Zaylee rozmawiała przez telefon.
Ona też jest urokliwa — skomentowała krótko, posyłając narzeczonej rozbawione spojrzenie, a gdy ta zgasiła silnik, odpięła pas i wysiadła z samochodu.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Coraz bardziej zbliżały się do swojej wielkiej daty. Dzięki pomocy kilku zainteresowanych udało im się mniej więcej zaplanować wszystko, co chciały, ale zostały im jeszcze pewne szczegóły wymagające dopięcia czy zatwierdzenia.
Zdecydowały się w końcu urządzić wesele w miejscu położonym pośrodku trasy między Whitby a Toronto, aby goście z obu stron mieli do pikonania mniej więcej podobną drogę.
The Carvers Cottage zdawało się mieć wszystko, czego oczekiwały. Przynajmniej na zdjęciach. Teraz musiały jeszcze obejrzeć to miejsce na żywo i upewnić się jak rzeczywistość miała się to fotografii oraz rozplanować wszystko na spokojnie.
Siedziała za kierownicą w wyciągniętych ze schowka okularach przeciwsłonecznych, które chroniły jej oczy przed wyjątkowo intensywnym słońcem i słuchała głosu narzeczonej, który co jakiś czas dawał jej wskazówki odnośnie tego, gdzie powinna zjechać, aby dotrzeć do celu.
W końcu natrafiły na odpowiedni zjazd, przy którym widniała dosyć mało czytelna tabliczka z nazwą tego swoistego gościńca, w którym miało się odbyć ich wesele. W końcu mogły zobaczyć go na własne oczy w całej jego krasie. Dotychczas zwlekały z tym, bo nie miały wiecznie czasu, a gdy ten już się znalazł to niekoniecznie chciało im się marnować go na podróż i jakieś formalności związane ze ślubem.
W końcu zatrzymały się na jednym z wyznaczonych miejsc przy podjeździe. Swanson zdjęła okulary, które rzuciła na deskę rozdzielczą i zaciągnęła ręczny, aby auto nie stoczyło się po delikatnym wzniesieniu. Sama również powiodła wzrokiem po okolicy, która naprawdę posiadała w sobie pewne subtelne piękno prowincji.
- Faktycznie urokliwie - przytaknęła na słowa koronerki, a później jej spojrzenie spoczęło na oczekującej ich blondynce. - Ładna... Jak chcesz możemy spytać czy dołączy do nas na nocy poślubnej.
Oczywiście był to jedynie durny żart z ich strony. Już na samym początku związku odbyły poważną rozmowę na temat bycia na wyłączność oraz bezwzględnej monogamii. Może i od tego momentu minęło sporo czasu, ale w tej kwestii raczej nic nie mogło się zmienić. Z pewnością żadnej z nich niczego nie brakowało, aby w ten sposób wzbogacać swoje życie łóżkowe.
Wysiadły z auta i skierowały się ku oczekującej ich menadżerce, która powitała je iście gwiazdorskim uśmiechem. Trzeba było przyznać, że nie tylko samo miejsce potrafiło zachwycić, ale obsługa także robiła niezwykle dobre wrażenie. Nieco czasu zajęło im znalezienie miejsca, które miałoby w sobie prawdziwy naturalny urok, a nie wyglądał jak jedynie kolejna próba wpisania się w instagramowe trendy czy odwołanie do popularnych obrazków na pintereście.
Evina ułożyła dłoń w dole pleców narzeczonej i delikatnie wypchnęła ją do przodu, gdy tylko znalazły się w pobliżu blondynki, aby tym samym delikatny sygnał, że to właśnie Miller jest osobą decyzyjną i odpowiadającą za sprawy organizacyjne. Nie, żeby sama się do tego nie nadawała lub miała wszystko gdzieś, ale to właśnie koronerka miała często najbardziej sprecyzowane opinie oraz większy dryg do planowania.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy wyszły blondynce naprzeciw, ta uśmiechnęła się szeroko i Zaylee od razu odczuła wobec niej pewną dozę sympatii. Zapowiadało się dobrze. Właściwie nie miała większych wątpliwości, że będzie to jedna z tych osób, z którymi łatwo nawiązać kontakt. I chociaż Evina wyszła z propozycją na noc poślubną, Zaylee tylko uniosła brew i prychnęła cicho, podchwytując w duchu ten żart. W końcu od początku miały się na wyłączność i wiedziały, że żaden inny flirt czy przygoda nie wchodzą w grę. Nie potrzebowała takich urozmaiceń. A już tym bardziej trójkątów. A Miller bardzo nie lubiła się dzielić.
Jeszcze raz omiotła wzorkiem cały teren. Każdy detal wydawał się starannie przemyślany. Nie nachalny i nieprzesadzony. Było w tym autentyczne piękno, które nie próbowało na siłę wpisywać się w trendy czy lajki. Właściwie nawet, jeśli by chciała, chyba wstępnie nie miałaby się do czego przyczepić. No dobra, na pewno na upartego udałoby jej się coś znaleźć, jak na perfekcjonistkę przystało, ale nie chciała być odgórnie spostrzegana jako ta wymagająca klientka.
W pewnym momencie poczuła się wypchnięta przed szereg. Zupełnie jak filmowym Harry Potter na spotkanie z Hardodziobem. Wymownie zerknęła przez ramię na narzeczoną, próbując skarcić ją spojrzeniem, jednak w jej oczach zatańczyło jedynie lekkie rozbawienie. Chyba Evina naprawdę chciała, żeby się do czegoś dopierdoliła.
Dzień dobry! — odezwała się kobieta, zanim Zaylee zdążyła cokolwiek powiedzieć. — Jestem Clara Wentworth i zajmuję się organizacją wydarzeń w tym miejscu. Naprawdę miło mi was poznać — przywitała się z nimi pewnym uściskiem dłoni. Jej spojrzenie było żywe, a gesty naturalnie ekspresyjne. Niewątpliwie sprawiała wrażenie osoby z pasją. Kogoś, kto kocha to miejsce tak bardzo, jak Miller sama lubi swoje ulubione zakątki w Toronto. — Jak same zauważyłyście, charakter budynku łączy się z naturalnym urokiem okolicy. Z jednej strony mamy widok na jezioro, który o zachodzie słońca staje się wręcz magiczny, z drugiej te przepiękne altany, które można udekorować kwiatami i lampionami, to już wedle uznania. Wszystko zawsze idealnie komponuje się z naturalnym krajobrazem — Wentworth zaprosiła je gestem ręki do przechadzki po okolicy, więc Zaylee wymieniła ze Swanson szybkie spojrzenia i posłusznie ruszyła za menadżerką obiektu.
Dom pomieści nawet czterdzieści osób — powiedziała, kiedy znalazły u podnóża schodów prowadzących do drewnianego budynku. — To naprawdę ogromna wygoda dla gości, którzy przyjeżdżają z daleka. W środku znajduje się przestronna sala, na wypadek gdyby pogoda jednak nie dopisała. Mam jednak nadzieję, że żadna paskudna ulewa nie zdoła pokrzyżować wam planów — oznajmiła pokrzepiająco. Miller zerknęła przez okno. To wystarczyło, aby stwierdzić, że wnętrze było pełne potencjału do aranżacji. — A teraz spójrzcie — Clara wspięła się po schodach i poprowadziła je na taras wychodzący na jezioro. — Stąd widać całą przestrzeń – altanę, jezioro i teren wokół. To miejsce daje mnóstwo możliwości, zarówno w słoneczny dzień, jak i gdyby trzeba było schować się do środka.
Zaylee pokiwała z aprobatą głową i spojrzała na narzeczoną. W tym samym momencie rozbrzmiał dzwonek telefonu. Odruchowo sięgnęła do swojej torebki, ale okazało się, że sygnał dochodził z komórki Clary, która przeprosiła je na moment i odeszła na bok.
Naprawdę wygląda to jeszcze lepiej niż na zdjęciach — stwierdziła Miller, zapierając się biodrem o drewnianą balustradę. — Co myślisz? — ściągnęła okulary przeciwsłoneczne i zawiesiła je za kołnierz bluzki.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podobne poczucie humoru było rzeczą, która niewątpliwie je łączyła. Przynajmniej dzięki temu nie musiały aż tak przejmować się tym, że któregoś dnia jedna z nich urządzi awanturę z powodu jakiegoś durnego żartu. Nawet jeśli któryś z nich potrafił uderzyć w czuły punkt to zawsze szybko się potrafiły otrząsnąć... I zdecydowanie nie musiały się martwić o to, że któregoś dnia żarty o kimś trzecim staną się choćby w małym stopniu rzeczywistością.
Wydawało się przez chwilę jakby znajdowały się na planie filmowym, gdzie miała zostać nakręcona jakaś komedia romantyczna lub inne dzieło w podobnym stylu. Najważniejsze dla nich jednak było to, że mimo wszystko nic nie wydawało się w żaden sposób przesadzone czy sztuczne. Właśnie na takim efekcie im zależało.
Widziała ten błysk w oku, ale nie mogła nic poradzić na to, że chociaż sama również należała do osób decyzyjnych to właśnie Miller była dużo bardziej wokalna i skora do tego, aby wchodzić w podobny kontakt z innymi. Ze swojej strony mogła na pewno zaoferować to, że wtrąci się, gdy tylko trzeba będzie coś dopowiedzieć.
- Również miło panią poznać. Evina Swanson - przedstawiła się, ściskając dłoń Clary, która już na samym wstępie zrobiła niezwykle dobre wrażenie i od razu widać było, że nadawała się doskonale do swojej pracy.
Nie miały nic przeciwko temu, aby kobieta oprowadziła je po terenie, na którym rozciągał się kompleks, w którym miały urządzić swoje wesele. Wyglądało to naprawdę niezwykle dobrze. Miały już wcześniej pewien pogląd na wszystko, gdy rezerwowały termin, ale chciały się jeszcze osobiście upewnić czy wszystko prezentowało się tak jak trzeba.
- Cóż liczymy się z tym, że w nocy może się nieco ochłodzić, więc sala może się przydać jeśli goście szukaliby cieplejszego miejsca - przyznała szczerze, bo w końcu doskonale zdawały sobie sprawę, że wiosna bywała kapryśna i mogło się zdarzyć, że pomimo dobrej pogody w pewnym momencie temperatura stanie się mniej znośna.
Mogła zgodzić się z każdym słowem menadżerki, która faktycznie przedstawiała zalety ośrodka najlepiej jak mogła. Może i Swanson nie okazywała tego szczególnie wylewnie, ale była oczarowana. W końcu czy właśnie czegoś takiego nie pragnęły? Nie doszukała się na razie wad. Być może te przyjdą dopiero na późniejszym etapie, gdy trzeba będzie zapanować nad wszelkimi dekoracjami oraz innymi podobnymi detalami.
Skinęła głową Clarze, gdy tylko ta musiała się oddalić, aby odebrać telefon i przez moment wpatrywała się w rozciągający się przed nimi krajobraz. Wiosna wciąż nie zdążyła na dobre zaznaczyć swojej obecności. Na próżno więc było szukać pączków kwiatów czy młodych listków na drzewach. Mimo wszystko dalej widok robił wrażenie.
- Myślę, że dopiero na żywo, gdy masz pełną perspektywę to możesz bardziej docenić to miejsce - odpowiedziała, przesuwając spojrzenie na narzeczoną, która oparła się o barierkę tarasu. - Cieszę się, że się zdecydowałyśmy.
Wcześniej miały upatrzone jeszcze dwie lokalizacje w Whitby, ale stwierdziły, że skoro nie mogły zdecydować się na żadną z nich może lepiej byłoby poszukać trzeciej, która byłaby w stanie je przebić. Jak widać udało im się to bezapelacyjnie.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wizja kłótni o żarty brzmiała jak jakiś absurdalny koszmar z gatunku tych, po których człowiek budzi się z ulgą i przez chwilę patrzy w sufit, upewniając się, że jednak żyje w normalnej rzeczywistości. W ich świecie przekomarzania były na porządku dziennym. Uwielbiała ten moment, kiedy rzucała sarkastycznym tekstem, a oczach Eviny, sekundę przed parsknięciem śmiechem, pojawiał się ten charakterystyczny błysk w oku. Oczywiście, czasem któraś z nich potrafiła trafić w czuły punkt. Miller nie była aż tak naiwna, żeby udawać, że to się nigdy nie zdarza. Ale nawet wtedy wszystko kończyło się raczej przewróceniem oczami i szturchnięciem w ramię, niż jakąkolwiek prawdziwą sprzeczką. Awanturowanie się o język, który obie rozumiały tak samo dobrze, wydawało się zwyczajnie bez sensu. Nawet dla kogoś tak wybuchowego, jak Zaylee.
Oparła się wygodnie o barierkę tarasu i przymknęła na moment oczy. Delikatne słońce smagnęło jej twarz, a wciąż chłodny wiatr rozwiał ciemne kosmyki włosów. Widok był całkiem zajebisty. Nie przeszkadzał nawet brak wiosennej feerii kolorów. Za miesiąc czy półtora, wszystko będzie mienić się piękną zielenią. Z lekkim uśmiechem zerknęła na Evinę, która również chłonęła tę scenerię. Nic dziwnego, sama czuła się tu trochę jak w jakiejś filmowej scenerii, ale i tak próbowała skupić się na szczegółach, a nie na atmosferze. Tylko na razie nie dostrzegała żadnych niedogodności. Gdzie był haczyk? Podejrzana sprawa.
I pomyśleć, że prawie zostałyśmy przy tamtych miejscach w Whitby — rzuciła, kręcąc głową z niedowierzaniem. — Wyobrażasz sobie teraz? Stałybyśmy gdzieś na jakimś małym patio między dwoma hotelami i udawały, że widok na parking też ma swój urok — parsknęła pod nosem, po czym ponownie spojrzała na rozciągającą się przed nimi przestrzeń. — Dobrze, że jednak dałyśmy szansę tej miejscówce. I jeszcze ta sala w domu, na wypadek, gdyby faktycznie wieczór był zbyt chłodny? Idealnie— jej palce przesunęły się bliżej dłoni Eviny na barierce, aż w końcu Zaylee ułożyła swoją dłoń na tej jej.
Chcecie obejrzeć wnętrze? Zapraszam! — Wentworth najwyraźniej skończyła rozmawiać przez telefon. Miller odepchnęła się od balustrady i ramię w ramię ruszyła z narzeczoną za menadżerką obiektu.
Właściwie obie były zdecydowane. Tak na dziewięćdziesiąt dziewięć procent. Nie miała pojęcia, co musiałoby się wykrzaczyć, żeby zmieniły zdanie. Podejrzewała zresztą, że nic lepszego jednak nie znajdą. Nic, co oprócz przestronnej altany na zewnątrz, miałoby też awaryjną salę w środku budynku, która pomieściłaby wszystkich gości, jednocześnie zapewniając im noclegi. No i cena również była przystępna. Oczywiście nie grała szczególnie dużej roli, stać je było na zorganizowanie takiego, a nawet większego wydarzenia, jednak żadna z nich nie będzie narzekać, jeśli uda im się nieco zaoszczędzić. Teraz najważniejsze było dopięcie wszelki formalności związanych z wynajmem.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie wytrzymałyby ze sobą tak długo, gdyby nie to, że obie uwielbiały sarkazm i sięgały po niego nadzwyczaj często. Używany był nie tylko jako narzędzie humoru, ale również jako system obronny. Praktycznie zawsze potrafiły zrobić z niego użytek, gdy tylko sytuacja była odpowiednia. Całe szczęście żadna nie była pamiętliwa i potrafiła przejść do porządku dziennego ponad drobnymi uszczypliwościami. Na ogół również miały tyle wyczucia, aby wiedzieć na ile mogły sobie pozwolić.
Sceneria naprawdę zapierała dech w piersiach. Przez chwilę naprawdę mogłyby zapomnieć o tym dlaczego właściwie tu przyjechały, ale musiały w końcu skupić się na kwestii związanej z weselem. Zdecydowanie zbyt długo odkładały już to wszystko. Może jednak po wszystkim powinny też zafundować sobie weekend bezwzględnego wolnego gdzieś w podobnym miejscu, gdy tylko się ociepli? Mogłyby wziąć ze sobą Sama... Albo też nacieszyć się ostatnimi momentami wolności nim otrzymają na stałe chłopca pod opiekę.
- Nie były takie złe. Twoja mama wybrała naprawdę niesamowite miejscówki... No i za bardzo przeceniasz Whitby by posądzać je o posiadanie dwóch hoteli - rzuciła żartobliwie, szturchając ją łokciem. - No, ale tutaj chyba podoba mi się najbardziej.
Nie wątpiła w zdolności Dorothy, ale to one trafiły w końcu na idealne miejsce. Uśmiechnęła się jeszcze do siebie, czując ciepło marcowego słońca. Wszystko wydawało się być aż zbyt dobre. Niby zasługiwały na oddech, ale chyba zawsze w takich momentach pojawiało się jakieś podskórne przeczucie, że jest aż za idealnie i coś musi jeszcze pójść nie tak.
Obróciła dłoń, aby na chwilę spleść swoje palce z tymi należącymi do narzeczonej. Nie miała jednak czasu na to, aby nacieszyć się bardziej tym momentem, bo już po chwili głos Clary rozbrzmiał za ich plecami. Swanson odwróciła się w jej kierunku i przytaknęła krótko.
- Jasne. Co prawda bardziej zależy nam na aranżacji wszystkiego na zewnątrz, ale nie zaszkodzi zerknąć - odparła i zaraz też ruszyły za Wentworth.
Przede wszystkim zależało im na tym, aby obejrzeć znajdującą się na parterze salę i samodzielnie ocenić czy faktycznie nadawała się do tego, aby pomieścić wszystkich gości w wypadku, gdyby musieli wszyscy przejść do środka i zrezygnować z przestronnej altany oraz pobliskiego jeziora.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To prawda, jej mama wybrała naprawdę całkiem dobre miejsca, zwłaszcza biorąc pod uwagę możliwości ich niewielkiej, rodzinnej miejscowości. Trudno było tam o coś naprawdę wyjątkowego, a jednak udało jej się znaleźć kilka lokacji, które nadawały się na tak ważną uroczystość. Co ciekawe, to właśnie Dorothy wydawała się bardziej podekscytowana nadchodzącym ślubem niż jej własna córka. Zaylee natomiast podchodziła do tego zupełnie inaczej. Oczywiście cieszyła się na samą myśl o ślubie, ale jednocześnie coraz częściej łapała się na tym, że najchętniej miałaby już ten dzień za sobą. Uwielbiała, gdy wszystko było dokładnie zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. Perfekcyjna organizacja zawsze dawała jej poczucie spokoju i kontroli. Paradoks polegał jednak na tym, że organizowanie własnego ślubu wcale jej tego spokoju nie przynosiło. Wręcz przeciwnie, im bardziej zależało jej na tym, żeby wszystko było idealne, tym większą presję na sobie czuła. Każdy szczegół wydawał się nagle niezwykle ważny, każda decyzja miała ogromne znaczenie, a wizja najmniejszego potknięcia potrafiła ją stresować bardziej, niż chciałaby przyznać. Dlatego czasami łapała się na myśli, że najłatwiej byłoby po prostu obudzić się w dniu ceremonii, kiedy wszystko byłoby już gotowe, a ona mogłaby skupić się wyłącznie na tym, co naprawdę się liczyło, czyli na chwili, w której stanie przy ołtarzu.
Zerknijmy z grzeczności — szepnęła do Eviny, bo przecież już od dawna wiedziały, że wolały pobrać się w plenerze. To było pierwszą rzeczą, którą wspólnie ustaliły. I chyba jedyną.
Ciężkie, przeszklone drzwi ustąpiły z cichym skrzypnięciem. W środku panował delikatny zapach drewna i świeżo wypolerowanej podłogi.
To jest główny hol — zaczęła menadżerka, prowadząc je w głąb budynku. Jej obcasy stukały miarowo o jasne płytki. — Goście zwykle wchodzą tędy, a po lewej stronie mamy szatnię i toalety.
Minęły szeroki korytarz, na którego ścianach wisiało kilka eleganckich, czarno-białych fotografii przedstawiających wcześniejsze przyjęcia. Na końcu Wentworth zatrzymała się przy dużych, dwuskrzydłowych drzwiach.
A tutaj znajduje się sala weselna — nacisnęła klamkę i otworzyła drzwi szerokim gestem, jakby prezentowała coś naprawdę wyjątkowego.
Wnętrze było przestronne. Wysokie okna wpuszczały do środka miękkie, popołudniowe światło, które rozlewało się po parkiecie. Pod sufitem wisiały eleganckie żyrandole, a wzdłuż ścian ustawiono okrągłe stoły przykryte jasnymi obrusami.
Tutaj zwykle ustawiamy parkiet — wyjaśniła kobieta, wskazując środek pomieszczenia. — A stoły dla gości rozstawiamy wokół, w zależności od liczby osób. Sala pomieści spokojnie około setkę gości, więc jest sporo możliwości aranżacji — odwróciła się do nich ponownie z tym samym uprzejmym uśmiechem. — Oczywiście rozumiem, że jesteście zainteresowane organizacją wesel na zewnątrz, ale chcę, żebyście wiedziały, że mamy taką opcję. Tak na wszelki wypadek — zaznaczyła, jakby była świadoma, że czasami nie idzie zgodnie z planem, ale Miller nie chciała nawet o tym myśleć. Wszystko musiało być tak, jak to sobie wyobrażała.
Jest pięknie — stwierdziła zgodnie z prawdą. — Co myślisz, kochanie? Chcemy przyjrzeć się lepiej altanie? — zapytała, bo przecież musiały być pewne, zanim podejmą ostateczną decyzję. Później nie będzie już odwrotu. To znaczy będzie, ale wtedy będą w plecy i z czasem, i ze sporą sumą pieniędzy.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawda była taka, że obie z Zaylee cieszyły się niezmiernie na ślub, ale z pewnością dużo mniej na wizję tego, że musiały to wszystko jakoś zorganizować. To było ich ogromną bolączką już od samego początku. Zapewne, gdyby nie pewne opory ze strony Eviny to mogłyby się pobrać na szybko, gdziekolwiek, bez zbędnych ceregieli i przygotowań. Tylko, że Swanson miała wrażenie, że to wyglądało by trochę jakby robiły to po kryjomu i uciekały przed światem. Wolała zamiast tego celebrować ten dzień tak jak zwykło się to robić. Przy świadkach, spędzając czas na zabawie w gronie najbliższych, a jeśli je najdzie to zawsze mogły uciec z połowy imprezy, aby nacieszyć się sobą.
Im bliżej do sądnego dnia tym większą presję odczuwały na sobie. Zostawało coraz mniej czasu na różne manewry i musiały w końcu podjąć jakieś decyzje. Z pewnością odprężyć będą mogły się dopiero jak wszystko będzie już za nimi, a na palcach znajdą się dwie obrączki ze stali chirurgicznej. Tylko o tym marzyły.
Przytaknęła na słowa Zaylee, ale spodziewała się tego, że ze swoim wrodzonym perfekcjonizmem koronerka będzie chciała skontrolować praktycznie wszystko, co tylko można było skontrolować. Dlatego też przypuszczała, że chociaż wnętrze nie miało takiego znaczenia jak to, co znajdowało się na zewnątrz to i tak kobieta chciałaby wszystko zobaczyć i ocenić.
Nie była pewna, co sądzi o wnętrzu czy raczej korytarzu prowadzącym do sali. Najważniejsze było jednak to jak zaprezentuje się sala oraz czy na pewno będzie w stanie zaspokoić ich potrzeby, gdyby przyszło co do czego.
Wnętrze było proste. Na pewno dało się je dobrze zaaranżować pod ich potrzeby. Kiwała głową na kolejne słowa Clary, starając sobie w głowie zwizualizować to jak wszystko miałoby się prezentować.
- Tak. Myślę, że bardziej chciałybyśmy skupić się na tym jak prezentuje się altana oraz wszelkie udogodnienia na zewnątrz - przytaknęła, bo właśnie to było coś na czym najbardziej im zależało.
Managerka wydawała się to doskonale rozumieć. Dlatego też zaprezentowała im kolejne wyjście z sali weselnej, które prowadziło na przylegający do budynku taras, z którego można było zejść na otwartą przestrzeń. Miały jeszcze kawałek drogi nim dotarłyby w końcu do położonej nieco niżej altany, która wydawała się być centralnym punktem w zielonym krajobrazie roztaczającym się z gościńca.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W tym jednym aspekcie, co zdarzało się naprawdę rzadko, ich zdania się rozmijały. Zaylee wyobrażała sobie ślub jako coś prostego i szybkiego, bez wielkiej ceremonii, bez długich przygotowań i bez robienia z tego specjalnego wydarzenia, które przyciąga uwagę wszystkich wokół. Oczywiście wiedziała, że sam moment zawarcia małżeństwa jest ważny. Nie podważała jego znaczenia. Jednak w jej przekonaniu najistotniejsze było to, co oznaczał dla nich, a nie to, jak zostanie odebrany przez innych. Wychodziła z założenia, że ślub powinien być przede wszystkim ich decyzją i ich chwilą, a nie spektaklem organizowanym dla rodziny czy znajomych. Nie potrzebowała starannie zaplanowanej uroczystości, dekoracji, listy gości ani wielogodzinnego przyjęcia. Wystarczyłaby jej krótka ceremonia, kilka podpisów i świadomość, że od tej chwili oficjalnie są razem.
Mimo to była gotowa ustąpić. Wiedziała bowiem, jak wiele znaczyło to dla Swanson. Dla niej ślub nie był jedynie formalnością ani prywatną decyzją dwojga ludzi. Był momentem, którym chciała się dzielić z rodziną i przyjaciółmi. Miller rozumiała tę potrzebę, nawet jeśli sama jej nie odczuwała. I właśnie dlatego była skłonna zgodzić się na coś większego, ale bez rozmachu. Nie dlatego, że nagle zapragnęła uroczystości czy uwagi innych ludzi. Robiła to, żeby Evina mogła przeżyć ten dzień dokładnie tak, jak sobie wyobrażała, wśród bliskich, którzy będą świadkami ich szczęścia. A jeśli miało to sprawić, że Swanson poczuje się jeszcze szczęśliwsza, Zaylee była gotowa przejść przez całe to zamieszanie. W końcu najważniejsze i tak pozostawało to, że będą tam razem.
Ścieżka prowadząca w dół była wąska, wysypana jasnym żwirem, który delikatnie skrzypiał pod stopami. Po obu stronach rosły niskie krzewy i kępy ozdobnych traw, poruszających się miękko na wietrze.
Altana stała nieco niżej, właściwie na skraju łagodnego zbocza opadającego ku jezioru. Była drewniana, jasna, z szerokimi, otwartymi bokami i wysokim dachem wspartym na solidnych, rzeźbionych słupach. Za nią rozciągała się tafla wody, która odbijała świtało i sprawiała, że całe miejsce wydawało się jeszcze jaśniejsze. Miller zatrzymała wzrok na drewnianych słupach i przestrzeni pod dachem, próbując wyobrazić sobie, jak to wszystko mogłoby wyglądać.
Najczęściej dekorujemy ją lekkimi tkaninami — wyjaśniła Wentworth, schodząc powoli ścieżką. — Białe albo kremowe materiały przewieszone między słupami bardzo ładnie łapią wiatr. Można też dodać girlandy z zieleni albo kompozycje kwiatowe w górnej części konstrukcji.
Zaylee mimowolnie przeniosła spojrzenie na przestrzeń przed altaną.
Krzesła dla gości ustawiamy tutaj — Clara wskazała szeroką, wyrównaną część trawnika przed wejściem. — Zwykle w kilku równych rzędach, z przejściem pośrodku — na moment spojrzała na obie kobiety. — Niektóre pary dodają też lampiony przy ścieżce albo niewielkie dekoracje przy końcach rzędów krzeseł. Wieczorem wygląda to naprawdę pięknie, szczególnie kiedy zaczyna się robić złote światło nad wodą.
Zaylee podążała wzrokiem za każdym miejscem, które wskazywała menadżerka, powoli budując sobie w głowie obraz całej ceremonii.
Clara zatrzymała się kilka kroków przed altaną i odwróciła się do nich.
A czy wy macie już jakąś wizję tego, jak chciałybyście, żeby wyglądała ceremonia? — zapytała. — Bardziej klasycznie, czy raczej coś minimalistycznego? — spojrzała najpierw na Zaylee, a potem na Evinę.
Zaylee również spojrzała na narzeczoną, szczerze zainteresowana jej opinią. Ogólnie wszystko, co mówiła Clara, brzmiało w porządku. Zdecydowanie bardziej przemawiała minimalistyczna aranżacja, ale była gotowa oddać dekoracje w ręce specjalistów, a Wentworth wyglądała na dość obeznaną.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na tym etapie to ślub niewiele zmieniał w ich życiu poza tym, że oficjalnie mogły nazywam się wzajemnie żonami. Od dawna mieszkały razem, żyły niczym stare małżeństwo już od dawna. Większość rzeczy też mogły formalnie załatwić i bez ślubu, ale mimo wszystko Evina sądziła, że był to odpowiedni krok w przyszłość. Coś, co mogłoby chociaż symbolicznie świadczyć o tym, że żadna z nich nigdzie się nie wybierała.
Może i to Swanson bardziej zależało na jakimś skromnym weselu, ale przynajmniej jeśli już coś planowały to przynajmniej miały takie samo zdanie jeśli chodziło o to jak miałoby to wszystko wyglądać. Bez tłumów, bez wyjątkowych fajerwerków oraz szczególnego zamieszania.
Wyłożona drobnym żwirkiem ścieżka przyjemnie chrzęściła pod butami i wyznaczała drogę do przestronnej altany, która otoczona była ozdobnymi roślinami ogrodowymi. Roślinność jednak rozmieszczona była tak, aby nie przysłaniała zbytnio widoku swoją gęstwiną. Wydawało się, że tutejsi ogrodnicy faktycznie dbali o to, aby ich ogród nie wymknął się spod kontroli.
Wyglądało na to, że Clara idealnie czytała im w myślach, bo musiała odgadnąć od razu o czym Zaylee myślała, gdy zerknęła tylko na konstrukcję altany, która przynajmniej w tym momencie była naga i pozbawiona ozdób. Evina miała pewien problem z wyobrażeniem sobie tego materiału, który miał podobno wyglądać niezwykle elegancko. Jak dla niej nie trzeba tu było zbyt wielu rzeczy.
- Raczej byśmy celowały w minimalizm - odpowiedziała skoro już czuła na sobie wyczekujący wzrok zarówno managerki jak i narzeczonej. - Nie lubimy zbytniego przepychu i zbyt wielu ozdób. Bardziej elegancka prostota i naturalny wygląd.
Miała nadzieję, że brzmiało to w miarę sensownie. Nie omawiały tego jakoś szczególnie mocno z Miller. Być może dlatego, że wpierw chciały się przekonać również o tym jak prezentowało się miejsce, w którym przyszłoby im się ożenić.
- Nie robimy wystawnego wesela. Zapraszamy jedynie garstkę najbliższych. Zależy nam na całkiem swobodnej atmosferze - przyznała dodatkowo.
Może powinny ze sobą zabrać Bonnie? Młodsza Millerówna z pewnością posiadała pewne wyczucie stylu i zmysł artystyczny. Dodatkowo znała nieco lepiej ich gust, więc może byłaby w stanie podpowiedzieć zarówno im jak i mangerce coś więcej w kwestii tego, co można byłoby zrobić, aby faktycznie wszystko wypadło tak jak powinno.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”