40 y/o
CHRISTMASSY
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Odprowadził go wzrokiem, gdy Santiago oddalił się w pośpiechu, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Czuł się teraz zagubiony, za bardzo odsłonięty - w takich aspektach, w których niekoniecznie chciał się pokazywać Kocurowi, bo ten miał przecież swoje problemy i nie powinien jeszcze dodatkowo martwić się o Palermo. Na moment ukrył twarz w dłoni, biorąc głębszy oddech, ale cofnął rękę, słysząc, że mężczyzna wraca i usiadł znów tak, jak siedział jeszcze przed chwilą, wsparty nieco o oparcie kanapy, z kieliszkiem wina w dłoni i z tym rodzajem teatralnej nonszalancji w postawie, który był charakterystyczny bardziej dla Santiago, niż dla niego. Spojrzał na stawianego przed Tiago na stoliku laptopa, odruchowo przełykając ślinę, jakby spodziewał się najgorszego, chociaż nie wiedział czym mogłoby być to najgorsze.
- ¿Debería elegir al más guapo o qué? - rzucił z lekkim sarkazmem, uśmiechnięty, jednak uśmiech ten w tym momencie nie docierał do jego oczu: te wciąż pozostawały wystraszone, jasne i niespokojnie błyszczące, trochę przywodząc na myśl tego niepewnego, lekko wystraszonego dzieciaka z podrzędnego lokalu w Buenos Aires, którego de la Serna poznał dwadzieścia sześć lat wcześniej. Wtedy też maskował się podobnie, również uśmiechem, flirtem, podrywem i swego rodzaju przegięciem, jak pewnie część mogła by to nazwać.
- Ninguno de ellos es tan guapo como tú, pero supongamos que éste está bien. - oświadczył w końcu, wskazując na jednego z lekarzy małym paluszkiem u wolnej dłoni; popukał lekko w ekran, żeby nie było wątpliwości, którego wskazuje, po czym znów oparł się o kanapę i westchnął cicho. Jego myśli zaczęły niespokojnie krążyć wokół tego, że może to faktycznie problemy z sercem, a przecież nie chciał mieć chorego serca, miał dopiero czterdzieści lat i nie uśmiechało mu się chodzenie po kardiologach i badanie tego konkretnego organu nie wiadomo jak często. Z drugiej strony: ból nawiedzał go coraz częściej i choć po chwili przechodził, to jednak i tak utrzymywał się dłużej, niż na początku (te kilka miesięcy wcześniej), a już sam fakt, że był silniejszy i częstszy, niż początkowo wprawiał go w nieprzyjemne myśli.
- No digas esas cosas, bo realmente voy a empezar a esperar que entres conmigo al médico i me des la mano. - uśmiechnął się do niego niepewnie, z tym rodzajem słodkiej bezbronności, którą pokazywał chyba tylko jemu na całym bożym świecie. Popatrzył na jego dłoń na swoim kolanie i po chwili wahania przykrył ją swoją dłonią, ściskając mocno, niemal rozpaczliwie, mimo że wciąż próbował zachować spokój.

Santiago de la Serna
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
52 y/o
Indulge in local cuisine
182 cm
złodziej bankowy
Awatar użytkownika
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc pytanie o tom czy Alvaro ma wybrać najprzystojniejszego lekarza, Santiago rzucił mu żartobliwie ostrzegawcze spojrzenie. Wyraźnie obaj przybrali teraz te maskę wesołkowatości, którą zwykle stosował tylko Tiago; i choć przecież obiecywał przyjacielowi, że przynajmniej przez jakiś czas dzisiejszego wieczoru nie będzie ukrywał, co czuje, to czuł, że w tym momencie powinien to właśnie robić, żeby nie straszyć Salvatierry jeszcze bardziej. Był już dostatecznie przerażony, a Kocur pluł sobie w brodę, że w ogóle zapytał o badania serca, zanim pomyślał, co wygaduje i jak to może wpłynąć na Palermo. Powinien był zachować te pytania dla siebie, zamknąć się i zapytać tylko o to, czy mężczyzna był u lekarza. Nie dywagować, nie dopytywać o bardziej szczegółowe badanie, bo to rzeczywiście mogło się okazać czymś niegroźnym, a jedynie uciążliwym, a on niepotrzebnie go nastraszył. Uznał, że musi zacząć używać mózgu, do jasnej cholery. Najwyższy czas w wieku pięćdziesięciu dwóch lat.
- Por supuesto, ninguno de ellos es tan guapo como yo, pero me interesaba más saber en quién te parece más confiable en términos de apariencia - odpowiedział, cedząc słowa przez zęby w żartobliwej złości - Este? Bueno.
Wpisał nazwisko lekarza w wyszukiwarkę i przeczytał opinie na jego temat.
- Escriben que están contentos de que el médico sea bueno, que les haya atendido bien, que les haya escuchado, que haya tratado perfectamente sus dolencias, que haya salvado milagrosamente a alguien de una enfermedad cuando los demás no sabían qué les pasaba... - powiedział z uśmiechem i spojrzał na dłoń Alvaro zaciśniętą na swojej. Zamilkł na chwilę, odwzajemniając uścisk, a kącik jego ust poruszył się nieco nerwowo - Hablaba en serio: voy a ir contigo al médico. ¿Te viene bien a las once?

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
CHRISTMASSY
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Alvaro nie miał do niego pretensji o te pytania - właściwie może to i dobrze, że o to zapytał, bo może i Palermo się trochę wystraszył (no dobrze, wcale nie tak trochę), ale przynajmniej nie bagatelizował teraz pójścia do lekarza i chciał to już mieć po prostu za sobą; myśl o tym, że może to być coś z sercem była cholernie upiorna, ale skoro zmusiła go do tego, żeby faktycznie zapisać się do lekarza i nie marudzić, że to niepotrzebne, że pewnie tylko spanikował, a tak w ogóle to nie powinien mu mówić, bo to nic takiego i w sumie, to wcale aż tak bardzo nie boli... Dzięki temu, że Santiago dopytywał, przynajmniej Palermo oszczędził i sobie i jemu wykręcania się od tego, co nieuniknione; pójdzie, zrobi badania i będzie miał to z głowy, a nie będzie to nad nim wisiało jak burzowe chmury, z których i tak prędzej czy później spadnie ulewny deszcz.
Zaśmiał się pod nosem, nieco rozluźniony dzięki tej udawanej złości Kocura, po czym dopił zawartość kieliszka i odstawił szkło na stolik, słuchając opinii na temat lekarza. Pokiwał głową, przyjmując do wiadomości pochlebne słowa na jego temat i skwitował:
- Entonces ese médico no debe de ser tan malo, ¿no? Vale, está bien. - uniósł kącik ust, po czym zwinął się w kłębek na kanapie, głowę układając na udach Santiago i patrząc na niego z dołu, z błyskiem wdzięczności i miłości w oczach. - Sí, once está bien. - nadal nie zakładał, że przyjaciel faktycznie wejdzie z nim do gabinetu, w końcu był dużym chłopcem i powinien sam ogarniać takie rzeczy, a co dopiero, że będzie go trzymał za rękę, ale był mu wdzięczny za to, że tak czy siak go o tym zapewniał. Pomogło mu to się nieco rozluźnić i nie snuć czarnych myśli, bo była to naprawdę urocza i ciepła wizja, która sprawiła, że bał się znacznie mniej i samo pójście do lekarza wydawało się znacznie bardziej normalną czynnością, nie tak przerażającą i z góry skazaną na jakieś złe wieści.
- Si resulta ser un imbécil y un charlatán, estarás allí conmigo justo para partirle la cara, ¿cierto?

Santiago de la Serna
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
52 y/o
Indulge in local cuisine
182 cm
złodziej bankowy
Awatar użytkownika
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się rozczulony tym, że Alvaro zwinął się w kłębek z głową na jego kolanach - wydało mu się to niezwykle urocze, a w jego oczach zabłysły iskierki czułości i miłości. Objął go ramieniem, drugą ręką klikając i rezerwując wizytę. Kiedy już to zrobił, odchylił się na oparcie kanapy i - wciąż obejmując go jedną ręką na wysokości ramion - wolną dłonią drapał go delikatnie po głowie, bawiąc się jego włosami i patrząc na niego z góry z miłością bijącą z twarzy.
- Sí, le voy a partir la madre si resulta ser un bastardo - przyznał, kiwnąwszy głową - Pero parece estar bien. No conozco a los médicos de aquí, porque cuando voy a alguno, suelen ser especialistas en atrofia muscular, pero este parece bueno, ya que tiene muy buenas críticas.
Przeczesał mu włosy palcami, wciąż uśmiechnięty i z rozmaślonym spojrzeniem. Nie zdawał sobie sprawy tego, jak teraz wygląda, ale Alvaro zapewne zauważał, że Santiago nie patrzył w ten sposób na nikogo, z kim go kiedykolwiek widział. Być może czasami tylko w podobny - opiekuńczy i pełen miłości - sposób spoglądał na swoje młodsze rodzeństwo, ale na żony i inne "miłości swojego życia" nigdy, od kiedy się znają. Nie oznaczało to, że tamtych kobiet nie kochał, ale z każdym z tych małżeństw zachodziła w nim widoczna zmiana: na każdą kolejna patrzył z mniejszą czułością, za to z coraz większym... wyrachowaniem? To raczej nie było odpowiednie słowo, ale z pewnością było w jego wzroku coraz więcej ostrożności i coraz mniej szczerych uczuć. Owszem, mówił o kochaniu ich, o tym, jak to mu z nimi dobrze, jak to wreszcie jest "ta jedyna", ale Palermo zapewne widział w jego zachowaniu, że Santiago coraz mniej w to wierzy.
W miłość do Alvaro wierzył całym sercem i wierzył, że może im się udać. Wierzył, że będą ze sobą szczęśliwi, przynajmniej dopóki choroba go zupełnie nie rozłoży; wierzył, że Palermo szczerze go kocha, tym bardziej, że jego miłość istniała latami, a mężczyzna zdawał się znosić wszelkie jego wady, mimo tego, że czasem miał ich wyraźnie dość i wybuchał. Ale wciąż przy nim był.
- Iré contigo y si quieres te acompaño al consultorio - powiedział poważnie, kładąc dłoń n jego sercu - Si prefieres entrar solo, estaré sentado junto a la puerta esperándote. Te examinaremos y verás que no tienes nada malo, solo que quizás necesites hacer dieta un tiempo para calmar tus tripas.

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
CHRISTMASSY
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Zawsze czuł się najbezpieczniej leżąc w tej pozycji; parę razy zdarzało się, że kładł się w ten sposób, gdy oberwał od jakichś bandziorów ze szkoły, do której poszedł tuż po zamieszkaniu z Santiago, bywało też tak, że po prostu się czegoś bał i szukał w takim leżeniu spokoju i ciszy, której mu brakowało, a raz - który wrył mu się w pamięć wyjątkowo mocno - dochodził do siebie w ten sposób po wykorzystaniu, z naznaczonym siniakami i bólem ciałem i zwichrowaną bardziej niż zwykle psychiką.
Wtedy nie był już tak do końca dzieckiem, ale wciąż był młodym chłopakiem, tuż po siedemnastych urodzinach, które postanowił świętować w jednym z gejowskim klubów. Teraz już nie pamiętał dokładnie, jak wyglądał tamten facet, ale pamiętał za to, że początkowo był czarujący i niemal troskliwy, zanim nie pokazał swojej prawdziwej twarzy. Nie pamiętał drogi do domu; pamiętał, że ocknął się w pewnym momencie, gdzieś w okolicy tego klubu, w którym wcześniej się bawił, pamiętał, że wszystko go cholernie bolało, że kręciło mu się w głowie, jakby ktoś go odurzył albo solidnie przywalił mu w głowę... W pewnym momencie musiał zadzwonić do Santiago i poprosić go, żeby go odebrał. Jakiś czas później, gdy był już wykąpany, leżał dokładnie w tej samej pozycji, owinięty kocem, z głową na kolanach Santiago, a ten - mimo wściekłości - bo dość szybko domyślił się, co zaszło (zresztą, widząc Alvaro w stanie, w którym wtedy był, ciężko było się nie domyślić) - głaskał go czule po włosach, tak, jak teraz.
Nie był pewien dlaczego akurat to wspomnienie stanęło mu przed oczami, ale z jednej strony była to straszna myśl, wspomnienie, do którego stanowczo nie chciał wracać, natomiast z drugiej... chyba dawało nadzieję, że cokolwiek by się nie działo, to Santiago zawsze przy nim był, tak wtedy, jak i teraz. Mimo tego, że Palermo nie zawsze w swoim mniemaniu na to zasługiwał. Mimo tego, że jego rodzina wielokrotnie namawiała go do tego, żeby pozbył się tego dzieciaka z domu, bo kręci się w jego pobliżu tylko dlatego, że Tiago jest bogaty. Nie było to rzecz jasna prawdą, bo Salvatierra nigdy nie dbał o jego pieniądze, nigdy ich nie chciał i swego czasu nawet upierał się, że chce mu oddać pieniądze, które Santiago zainwestował w jego szkołę, a potem także studia, ale ten stanowczo się temu sprzeciwił. I całe szczęście sam de la Serna chyba nigdy nie uważał, że młody leciał na jego kasę, bo zawsze ostro reagował na podobne insynuacje.
Tak, Palermo widział w jaki sposób Santiago na niego patrzył, widział miłość i czułość w jego oczach i gdy próbował porównać to, co widział - ten błysk w oczach, to rozmaślone spojrzenie, ten niemal błogi uśmiech, ten spokój, którym emanował patrząc na Palermo, nawet mimo swojego raczej dość cholerycznego usposobienia, to nie do końca był w stanie znaleźć porównanie. Z poprzednimi partnerkami, z żonami, narzeczonymi, z tymi wszystkimi pięknymi kobietami, którymi Tiago lubił się otaczać... i z którymi chyba był szczęśliwy, prawda? I może faktycznie był szczęśliwy, w jakimś stopniu przynajmniej, ale chyba nie był nigdy tak spokojny i tak... ludzki. Po prostu.
- Sabes, creo que ya soy un niño lo suficientemente grande como para ir al médico yo solo - mimo że wcale nie chce tego robić i wolałbym, żebyś poszedł ze mną. - Pero te agradecería que me esperaras en el pasillo. Gracias.
Przykrył jego dłoń na swojej piersi swoją dłonią, drugą natomiast wyciągnął w górę, sięgając do jego twarzy. Przez chwilę wodził palcami po jego policzku, po czym wsunął palce we włosy mężczyzny i przyciągnął go do siebie, zmuszając, by ten się pochylił, a gdy to zrobił Palermo uniósł nieco głowę i pocałował go delikatnie, muskając czule jego wargi.
- Te quiero mucho - wyszeptał cicho, wciąż z wargami przy jego, przymykając oczy i przepuszczając sobie jego włosy przez palce.

Santiago de la Serna

/ zt x2 <3
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
ODPOWIEDZ

Wróć do „#25”