-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- ¿Debería elegir al más guapo o qué? - rzucił z lekkim sarkazmem, uśmiechnięty, jednak uśmiech ten w tym momencie nie docierał do jego oczu: te wciąż pozostawały wystraszone, jasne i niespokojnie błyszczące, trochę przywodząc na myśl tego niepewnego, lekko wystraszonego dzieciaka z podrzędnego lokalu w Buenos Aires, którego de la Serna poznał dwadzieścia sześć lat wcześniej. Wtedy też maskował się podobnie, również uśmiechem, flirtem, podrywem i swego rodzaju przegięciem, jak pewnie część mogła by to nazwać.
- Ninguno de ellos es tan guapo como tú, pero supongamos que éste está bien. - oświadczył w końcu, wskazując na jednego z lekarzy małym paluszkiem u wolnej dłoni; popukał lekko w ekran, żeby nie było wątpliwości, którego wskazuje, po czym znów oparł się o kanapę i westchnął cicho. Jego myśli zaczęły niespokojnie krążyć wokół tego, że może to faktycznie problemy z sercem, a przecież nie chciał mieć chorego serca, miał dopiero czterdzieści lat i nie uśmiechało mu się chodzenie po kardiologach i badanie tego konkretnego organu nie wiadomo jak często. Z drugiej strony: ból nawiedzał go coraz częściej i choć po chwili przechodził, to jednak i tak utrzymywał się dłużej, niż na początku (te kilka miesięcy wcześniej), a już sam fakt, że był silniejszy i częstszy, niż początkowo wprawiał go w nieprzyjemne myśli.
- No digas esas cosas, bo realmente voy a empezar a esperar que entres conmigo al médico i me des la mano. - uśmiechnął się do niego niepewnie, z tym rodzajem słodkiej bezbronności, którą pokazywał chyba tylko jemu na całym bożym świecie. Popatrzył na jego dłoń na swoim kolanie i po chwili wahania przykrył ją swoją dłonią, ściskając mocno, niemal rozpaczliwie, mimo że wciąż próbował zachować spokój.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Por supuesto, ninguno de ellos es tan guapo como yo, pero me interesaba más saber en quién te parece más confiable en términos de apariencia - odpowiedział, cedząc słowa przez zęby w żartobliwej złości - Este? Bueno.
Wpisał nazwisko lekarza w wyszukiwarkę i przeczytał opinie na jego temat.
- Escriben que están contentos de que el médico sea bueno, que les haya atendido bien, que les haya escuchado, que haya tratado perfectamente sus dolencias, que haya salvado milagrosamente a alguien de una enfermedad cuando los demás no sabían qué les pasaba... - powiedział z uśmiechem i spojrzał na dłoń Alvaro zaciśniętą na swojej. Zamilkł na chwilę, odwzajemniając uścisk, a kącik jego ust poruszył się nieco nerwowo - Hablaba en serio: voy a ir contigo al médico. ¿Te viene bien a las once?
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Zaśmiał się pod nosem, nieco rozluźniony dzięki tej udawanej złości Kocura, po czym dopił zawartość kieliszka i odstawił szkło na stolik, słuchając opinii na temat lekarza. Pokiwał głową, przyjmując do wiadomości pochlebne słowa na jego temat i skwitował:
- Entonces ese médico no debe de ser tan malo, ¿no? Vale, está bien. - uniósł kącik ust, po czym zwinął się w kłębek na kanapie, głowę układając na udach Santiago i patrząc na niego z dołu, z błyskiem wdzięczności i miłości w oczach. - Sí, once está bien. - nadal nie zakładał, że przyjaciel faktycznie wejdzie z nim do gabinetu, w końcu był dużym chłopcem i powinien sam ogarniać takie rzeczy, a co dopiero, że będzie go trzymał za rękę, ale był mu wdzięczny za to, że tak czy siak go o tym zapewniał. Pomogło mu to się nieco rozluźnić i nie snuć czarnych myśli, bo była to naprawdę urocza i ciepła wizja, która sprawiła, że bał się znacznie mniej i samo pójście do lekarza wydawało się znacznie bardziej normalną czynnością, nie tak przerażającą i z góry skazaną na jakieś złe wieści.
- Si resulta ser un imbécil y un charlatán, estarás allí conmigo justo para partirle la cara, ¿cierto?
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Sí, le voy a partir la madre si resulta ser un bastardo - przyznał, kiwnąwszy głową - Pero parece estar bien. No conozco a los médicos de aquí, porque cuando voy a alguno, suelen ser especialistas en atrofia muscular, pero este parece bueno, ya que tiene muy buenas críticas.
Przeczesał mu włosy palcami, wciąż uśmiechnięty i z rozmaślonym spojrzeniem. Nie zdawał sobie sprawy tego, jak teraz wygląda, ale Alvaro zapewne zauważał, że Santiago nie patrzył w ten sposób na nikogo, z kim go kiedykolwiek widział. Być może czasami tylko w podobny - opiekuńczy i pełen miłości - sposób spoglądał na swoje młodsze rodzeństwo, ale na żony i inne "miłości swojego życia" nigdy, od kiedy się znają. Nie oznaczało to, że tamtych kobiet nie kochał, ale z każdym z tych małżeństw zachodziła w nim widoczna zmiana: na każdą kolejna patrzył z mniejszą czułością, za to z coraz większym... wyrachowaniem? To raczej nie było odpowiednie słowo, ale z pewnością było w jego wzroku coraz więcej ostrożności i coraz mniej szczerych uczuć. Owszem, mówił o kochaniu ich, o tym, jak to mu z nimi dobrze, jak to wreszcie jest "ta jedyna", ale Palermo zapewne widział w jego zachowaniu, że Santiago coraz mniej w to wierzy.
W miłość do Alvaro wierzył całym sercem i wierzył, że może im się udać. Wierzył, że będą ze sobą szczęśliwi, przynajmniej dopóki choroba go zupełnie nie rozłoży; wierzył, że Palermo szczerze go kocha, tym bardziej, że jego miłość istniała latami, a mężczyzna zdawał się znosić wszelkie jego wady, mimo tego, że czasem miał ich wyraźnie dość i wybuchał. Ale wciąż przy nim był.
- Iré contigo y si quieres te acompaño al consultorio - powiedział poważnie, kładąc dłoń n jego sercu - Si prefieres entrar solo, estaré sentado junto a la puerta esperándote. Te examinaremos y verás que no tienes nada malo, solo que quizás necesites hacer dieta un tiempo para calmar tus tripas.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Wtedy nie był już tak do końca dzieckiem, ale wciąż był młodym chłopakiem, tuż po siedemnastych urodzinach, które postanowił świętować w jednym z gejowskim klubów. Teraz już nie pamiętał dokładnie, jak wyglądał tamten facet, ale pamiętał za to, że początkowo był czarujący i niemal troskliwy, zanim nie pokazał swojej prawdziwej twarzy. Nie pamiętał drogi do domu; pamiętał, że ocknął się w pewnym momencie, gdzieś w okolicy tego klubu, w którym wcześniej się bawił, pamiętał, że wszystko go cholernie bolało, że kręciło mu się w głowie, jakby ktoś go odurzył albo solidnie przywalił mu w głowę... W pewnym momencie musiał zadzwonić do Santiago i poprosić go, żeby go odebrał. Jakiś czas później, gdy był już wykąpany, leżał dokładnie w tej samej pozycji, owinięty kocem, z głową na kolanach Santiago, a ten - mimo wściekłości - bo dość szybko domyślił się, co zaszło (zresztą, widząc Alvaro w stanie, w którym wtedy był, ciężko było się nie domyślić) - głaskał go czule po włosach, tak, jak teraz.
Nie był pewien dlaczego akurat to wspomnienie stanęło mu przed oczami, ale z jednej strony była to straszna myśl, wspomnienie, do którego stanowczo nie chciał wracać, natomiast z drugiej... chyba dawało nadzieję, że cokolwiek by się nie działo, to Santiago zawsze przy nim był, tak wtedy, jak i teraz. Mimo tego, że Palermo nie zawsze w swoim mniemaniu na to zasługiwał. Mimo tego, że jego rodzina wielokrotnie namawiała go do tego, żeby pozbył się tego dzieciaka z domu, bo kręci się w jego pobliżu tylko dlatego, że Tiago jest bogaty. Nie było to rzecz jasna prawdą, bo Salvatierra nigdy nie dbał o jego pieniądze, nigdy ich nie chciał i swego czasu nawet upierał się, że chce mu oddać pieniądze, które Santiago zainwestował w jego szkołę, a potem także studia, ale ten stanowczo się temu sprzeciwił. I całe szczęście sam de la Serna chyba nigdy nie uważał, że młody leciał na jego kasę, bo zawsze ostro reagował na podobne insynuacje.
Tak, Palermo widział w jaki sposób Santiago na niego patrzył, widział miłość i czułość w jego oczach i gdy próbował porównać to, co widział - ten błysk w oczach, to rozmaślone spojrzenie, ten niemal błogi uśmiech, ten spokój, którym emanował patrząc na Palermo, nawet mimo swojego raczej dość cholerycznego usposobienia, to nie do końca był w stanie znaleźć porównanie. Z poprzednimi partnerkami, z żonami, narzeczonymi, z tymi wszystkimi pięknymi kobietami, którymi Tiago lubił się otaczać... i z którymi chyba był szczęśliwy, prawda? I może faktycznie był szczęśliwy, w jakimś stopniu przynajmniej, ale chyba nie był nigdy tak spokojny i tak... ludzki. Po prostu.
- Sabes, creo que ya soy un niño lo suficientemente grande como para ir al médico yo solo - mimo że wcale nie chce tego robić i wolałbym, żebyś poszedł ze mną. - Pero te agradecería que me esperaras en el pasillo. Gracias.
Przykrył jego dłoń na swojej piersi swoją dłonią, drugą natomiast wyciągnął w górę, sięgając do jego twarzy. Przez chwilę wodził palcami po jego policzku, po czym wsunął palce we włosy mężczyzny i przyciągnął go do siebie, zmuszając, by ten się pochylił, a gdy to zrobił Palermo uniósł nieco głowę i pocałował go delikatnie, muskając czule jego wargi.
- Te quiero mucho - wyszeptał cicho, wciąż z wargami przy jego, przymykając oczy i przepuszczając sobie jego włosy przez palce.
Santiago de la Serna
/ zt x2