-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Kiedy usłyszała głos Patela, w głowie pojawił się jej plan. Jaki? No, kurwa sprytny. Skoro jej nie odpowiedział, a ona niezbyt chciała z nim rozmawiać, miała zamiar potraktować go taką samą bronią. Może nawet jeszcze gorszą. Zmierzyła go krótko, chłodnym wzrokiem. Na jej twarzy wymalował się grymas.
— Przepraszam, a my się znamy? — dopytała, przechylając głowę i już przechylając ciało w stronę blondyna. Widocznie nie miał nic przeciwko, zaraz złapał ją ramieniem, a ona przeuroczo się uśmiechała. Wolałaby być właśnie w ramionach Williama. Na niego spoglądać maślanymi oczkami, jemu przejechać po koszuli i niechcący odpiąć jeden z górnych guzików, by dowiedzieć się, co skrywał pod koszulą. Jednak chciała mieć pewność, że jej widok i chłód może coś mu poprzestawia w głowie, bo potrafiła być naprawdę mściwa, gdy chciała. Teraz niczego nie chciała bardziej.
Kurwa, wiedziała, że wyglądała zajebiście. Starała się dla niego cały dzień. Zastanawiała się, w czym spodoba mu się najbardziej, jaki miał gust. Znała własne ciało i możliwości. Może powinna mu podziękować, a zamiast tego chłodno zmierzyła go wzrokiem. Wyglądał... przeciętnie? Co ona w nim widziała? Może te charyzmę? Ciemne, brązowe oczy? Tatuaże, które aż korciło zbadać je ręką? Na pewno nie obecny odcień skóry.
— Znasz go? — spytała Charlotte, spoglądając na nowego kanaryjskiego Alvaro — dwa drinki wziął, jakby liczył, że ma już towarzystwo? — prychnęła cicho przed nosem, robiąc mu kółka na torsie — przystojny jesteś, wiesz? — zagadnęła, patrząc mu prosto w oczy. Tylko kiedy je zamykała, dalej miała przed sobą Williama. Jego na szczycie. Ich pocałunek. Moment kiedy się przebudziła i wtulała się w niego, a nawet Patela jako mędrca gołębi.
— Masz towarzystwo, piękna? — dopytał nagle, a Lotte praktycznie pchała się w jego ramiona. Nie istniało dla niej coś takiego jak granica cielesności. Na imprezie dla singli wszyscy byli napaleni, prawda? Tyle że ona na kogoś zupełnie innego.
— Nie, chyba nie... — na jej twarzy pojawiła się podkówka — zgubiłam je gdzieś pomiędzy Santa Cruz a hotelem — wtedy gdy nie raczył jej odpowiedzieć. Właściwie to nie dobrze, cały dzień dzwoniło w jej głowie, podobnie jak cisza, gdy powiedziała, że nie chce go widzieć z innymi. Kurwa, bolało mocno — zatańczymy razem, albo... — spojrzała maślanymi oczami, czując się jak największa oszustka na wyspie — zrobimy coś innego? — najlepiej poza imprezą, albo w kabinie toaletowej, albo gdzieś przy pokoju Williama, by wszystko słyszał.
— Pani się nie odmawia — mruknął, obejmując ją mocno w pasie. Przez ułamek sekundy nie wyglądała na zadowoloną, ale tu musiała grać — a ty może sobie odpuść, typie — rzucił blondyn— panienka nie wygląda na zainteresowaną, ale moja koleżanka — pokazał ją palcem — Helga, chętnie zajmie się taką papugą — a Helga w ogóle nie była urodziwa. Prędzej przypominała jakiegoś ogra i to niestety wcale nie Fionę. Chociaż kto wie może pocałunek prawdziwej miłości zamieni ją w prawdziwą piękność? Blondyna niezbyt obchodziło to, co zrobi Patel. Pociągnął Lotte w stronę parkietu, a drinki odłożyli gdzieś na stoliku. Zaraz odprawiali taniec-ocieraniec.
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Jak dotąd nie potrafiła zrozumieć, dlaczego William działał na nią w taki sposób. Każdy ze zmysłów podpowiadał jej, że to się źle skończy. Znów chciała go skrzywdzić, a nikt nie był w stanie wzbudzić w niej tak sporych emocji jak on. Na raz narastało w niej obrzydzenie i przedziwna fascynacja, której nie potrafiła zrozumieć. Patrzyła na blondyna, przedstawiającego się jako Adolf, a zamiast niego widziała Williama.
Nawet w trakcie tańca-ocieranca widziała zupełnie inną osobę. Przypomniała sobie Sylwesterową noc, kiedy znaleźli się w Spektrum, jak jej ciało chciało mi się oddać bez reszty. Faktycznie, byłaby w stanie z nim wziąć ślub. W tańcu z obcym mężczyzną próbowała znaleźć ujście wszelkich negatywnych emocji, które się w niej pojawiały.
Chociaż nawet w trakcie tańca spoglądała ukradkiem na Helgę i Williama. Irytował ją jego uśmiech do obcej kobiety. Widziała kocie ruchy oferowane dla Niemki, a najgorsze było to, że wolałaby być na jej miejscu. W ogóle nie interesował nią tańczący z nią mężczyzna, była w stanie myśleć tylko o jednym. O Williamie. Nawet nie wiedziała, kiedy ale zaczęła całować się z Adolfem, zanim Helga do nich podeszła. Zmierzyła ją chłodnym wzrokiem, strzelając oczyma. Musiał coś wymyślić. Nawet nie dziwiły pojedyncze słowa, które słyszała.
Machnęła na nich ręką, poszukując nowych wrażeń. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, kto popsuł jej zabawę z blondynem. Nauczyła się jednego. Brak agencji działa na niego najlepiej. Najrozsądniej i najbardziej destrukcyjnie. Do tego chciała doprowadzić.
Dlatego nie zastanawiała się nad ruszeniem dalej. Gdzieniegdzie odbywały się konkursy. Jakieś limbo, taniec wyginaniec, ale jej wzrok przykuł napis... Pepero Game. Nawet sekundy się nie zastanawiała nad tym, ruszyła by zostać królową. Jak wygląda gra? Gryziesz tak długo paluszka, aż nie pocałujesz się z drugą osobą, a patrząc po zgromadzonych... To potrzebowała do tego większej ilości alkoholu, chwyciła po kolejnego aperola i tak jak dotąd się nim delektowała, tak teraz wypiła na raz. By ruszyć przed siebie, zmierzyć się z pierwszą, cycatą przeciwniczką. Szczerze, była gotowa do wszystkiego, by wywołać w nim te same emocje, a tym razem nie mógł ich przerwać zmyślonymi historiami.
Pierwsze ugryzienia były za nią, ale im dalej się posuwała, tym w głowie pojawiały się większe wątpliwości i jedno głośne pytanie. Dlaczego przez jego zachowanie zachowywała się jak desperatka?
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Wygrana z blondynką poszła dla niej stanowczo zbyt łatwo. Potrzebowała prawdziwego wyzwania. Pojawiło się ono zaskakująco szybko. Cała się wyprostowała, kiedy William wyszedł z tłumu. Nie spodziewała się jego pojawienia się na placu boju. Uniosła delikatnie głowę ku górze, a serce zabiło jej szybciej. Nie mogła go ignorować, ale chyba wiedział, na czym polega ta gra, prawda? Na całowaniu się, które jeszcze niedawno miała mu za złe.
— Tak — nie, nie chciała się z nim mierzyć, ale musiała pokazać własne jaja. Wpatrywała się w niego z prawdziwymi kurwikami w oczach. Znów trafiła do jej nosa specyficzna woń Patela. Żel do mycia zmieszany z zapachem, haszu oraz alkoholu. Wręcz uzależniająca, ale musiała się skupić. Na wygranej. Nawet jeśli ich pocałunek na samym końcu paluszka nie zakończyłby się tylko uroczym muśnięciem ust. Najchętniej zgniotłaby go w ułamku sekundy. Z całą zawziętością jadła paluszka, a kiedy miała ugryźć jego ostatni kawałek, uciekł. Spojrzała na niego z niezrozumieniem, kiedy odchodził w tłum. Kurwa, zraniła go. Mógł na to zasłużyć, ale Lotte w ten sposób się nie zachowywała. Już miała mieć wciskany kolejny paluszek w usta, zdając sobie sprawę z jednego. Chciała Patela, sprawiał, że jej serce rozpływało się, a ona wariowała pod każdym względem.
— Koniec — mruknęła, odsuwając się od paluszka na kilka kroków — nie chcę, wygrałeś — rzuciła do nerda, a sama rzuciła się we wir poszukiwań. Musiała z nim porozmawiać. Nie nerdem, Williamem. Znów za dużo niedopowiedzeń krążyło między nimi.
Konkurs właściwie się kończy, bo nikt nie chce mierzyć się z jakimś nędznym nerdem.
Szukała go praktycznie wszędzie. Na limbo, w toalecie, a nawet poszła do jego pokoju. Tylko za każdym razem odpowiadała jej cisza i brak jego obecności. Po co ta cała szopka ze zemstą? Westchnęła cicho, wracając na imprezę. Sięgnęła po kolejnego aperola, idąc w stronę basenu i wtedy zauważyła go. Uniosła kąciki ust, wzdychając ciężko. Zdjęła szpilki, ruszając w stronę czarnej plaży. Szła powoli, cicho, by usiąść obok niego na piasku.
— Jesteś na mnie zły? — zagadnęła, wpatrując się w toń oceanu — ja też na Ciebie jestem — dodała praktycznie od razu. Miała wyrzuty sumienia na własne zachowanie, ale fakty pozostawały bez zmian. Całował się przy niej z inną, a ona jako dorosła, postanowiła się na nim zemścić. Tylko po co to? Ostatnio prawie że ustalili jedno - podstawą była rozmowa.
— Zabolało Cię to? — spytała, czując, jak jad zaczyna się z niej wylewać — jak tak, to dobrze. Miało, bo ja się tak poczułam na podwórku — stwierdziła, finalnie odwracając badawczy wzrok w jego stronę. Czasem chciałaby móc wiedzieć, co on miał dokładnie w głowie. Kiedy podrywała Adolfa, liczyła na kłótnię, jakąś walkę o jej atencję, a nie ostateczne poddanie się. Tak jakby w ogóle się dla niego nie liczyła.
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Był zły, ona też była, wyszli na zero. Chociaż miała wrażenie, że tracą o wiele więcej, kiedy panują między nimi przedziwne niedopowiedzenia. Dopisują sobie nawzajem historie, która tak naprawdę nie istniała. Łatwo przychodziło im ranienie siebie nawzajem, jakby to był ich jedyny skuteczny sposób komunikowania się ze sobą nawzajem. Tyle że na górze postanowili ze sobą rozmawiać. Może gdyby znaleźli się w Toronto, kłóciliby się dalej, albo spoglądali przez Judasza. Tylko że byli daleko od własnych gniazd, a tutaj znali siebie nawzajem. No i Helgę z Adolfem.
— O tamtą dziewczynę — potwierdziła z trudem, unosząc butelkę rumu. Dalej był za słodki, ohydny — nic nieznaczące głupoty. — powtórzyła za nim te słowa, czując, jak coś piecze ją od środka. Zbyt łatwo przychodziło mu mówienie w ten sposób, by nie pomyślała, że jednak chciał się nią zabawić — ze mną też były nic nieznaczące głupoty wczoraj? — dopytała, wbijając w niego wzrok. Cisza między nimi ją irytowała, a szum oceanu w ogóle jej nie łagodził. Żołądek mimowolnie znalazł się u samej góry, bo nie powinna oto spytać. Praktycznie pokazywała mu wszystkie wątpliwości, które miała wobec niego jak na dłoni.
— Mnie za to zabolały twoje słowa, a właściwie cisza, którą mi urządziłeś — stwierdziła Charlotte. Zawsze był rozgadany, buzia mu się praktycznie nie zamykała, a kiedy odsłoniła się jedyne, co jej podarował to ciszę — i co? Miałam nagle udawać, że nic się między nami nie stało? — podobno mężczyźni dojrzewają szybciej. Między nimi było dobrych pięć lat różnicy. Chyba połączenia nerwowe powinny się już u niego połączyć z płatem czołowym, prawda? — dorośli ludzie wyjaśniają sprawy ze sobą, nawet jeśli mają zaboleć, a nie zostawiają w ciszy, później licząc na dobrą zabawę — wycedziła Kovalski, kręcąc głową. Relacje polegały na obustronnej współpracy. Kiedy jest trudno, lub coś zostaje niewyjaśnione, pozostaje napięcie, którego nie da się ukryć pod spodem. Wcześniej czy później to wybuchnie, a całkowity restart polegał jednocześnie na wypowiedzeniu wszystkiego, co zabolało.
— Bo miałeś się poczuć tak jak ja — powiedziała wprost, by zaraz spojrzeć mu wprost oczy — specjalnie poszłam do sklepu, żeby kupić bransoletkę dla Ciebie, a ty już śliniłeś się do innej — wbrew pozorom Lotte się starała. Znalazła bransoletkę, sprawdziła sklep i specjalnie zostawiła go samemu, by móc ją podarować w trakcie wspólnego oglądania waleni, lub na koniec wyjazdu. Tylko widok go z nieznajomą wzbudził w niej uczucia wręcz niewytłumaczalne. Skoro tak traktował każdą kobietę, to po co miała w niego inwestować jakiekolwiek siły?