-
Jazzu? - aż uniósł obie brwi -
to musiałaś być nią naprawdę zauroczona - znowu wywrócił oczami, dla nikogo by nie słuchał Jazzu, no chyba, że dla Pilar, ale liczył na to, że ona mu jednak nie każe tego robić, nigdy. Przez moment patrzył w jej obłędne, czekoladowe oczy, już nabrał powietrze w płuca i miał pytać, dlaczego jemu dała szansę? Chociaż... czy on jej by wtedy pozwolił o tak odpuścić? Chyba nie. Bo przecież Madox był nieustępliwy, walczył o swoje, zawsze. Ale wtedy ona powiedziała to, że
nie żałuje, i jeszcze się do niego przysunęła, a Noriega… on to już automatycznie się do niej wyrwał.
-
No i zajebiście... Ale ze mnie szczęściarz - te słowa ułożył jeszcze na jej pełnych, gorących wargach, zanim musnął je zaczepnie, zanim zamknął w krótkim pocałunku. Bo mu to pasowało, że te
pierwsze razy mogła mieć z nim, on też miał z nią wiele takich... A niektóre może nie były pierwsze, ale i tak z nią były
wyjątkowe. Inne.
Tak jak każdy pocałunek, który składał na jej słodko-słonych ustach. Też był inny.
Wyjątkowy.
Wyjątkowy też musiał być ten nauczyciel historii, tylko Madox tego wcale nie rozumiał, ale zaraz Stewart mu to wyjaśniła. Zamyślił się na moment, a jego ciemne oczy zatoczyły koło gdzieś po jaskini.
-
Jesteś silna, nieustraszona i... uparta, kurewsko uparta. Mogę ci codziennie robić takie mowy motywacyjne, ale nie znam się na historii - powiedział i sięgnął do jej policzków, żeby pozgarniać z nich te ciemne
kudły, które przecież uwielbiał, a które teraz lepiły się między ich gorącymi ciałami. Madox uwielbiał jej włosy, te piękne, ciemne oczy, uśmiech, każdy tatuaż, każdą bliznę i każdy pieprzyk na jej skórze, który już znał. Uwielbiał jej ognisty temperament i to, że była...
kurewsko uparta.
Lubił też to, kiedy się przed nim odsłaniała, dzieliła z nim myślami, więc kiedy tak szczerze odpowiedziała mu na temat tego trójkąta, to on też skinął głową.
-
Też nie wiem... - stwierdził spuszczając spojrzenie na jej dłoń na swojej klacie -
i nie mogła by być pianistką... - podniósł spojrzenie na jej piękne, czekoladowe oczy -
możemy spróbować, ale nie obiecuję, że mi nie odwali - wzruszył ramionami tak, że mogła to poczuć, bo cały się obruszył. Znała go na tyle, znała go tak dobrze, że musiała to wiedzieć, że w jednej chwili mógłby po prostu stwierdzić, że mu to nie pasuje. Bo taki był Madox, a na tym wyjeździe to w ogóle przecież cały czas mieszał i zmieniał nagle zdanie. A Pilar i tak przy nim była, no i jeszcze szła z nim w ten każdy jego szalony pomysł. Fascynujące.
Niezwyczajne było też to, że się od niej oderwał, kiedy jego palce już sunęły pod koronką jej majtek, a języki łączyły się w zmysłowym tańcu.
Kurwa.
Nikt go tak nie kręcił jak ona.
Ciężkie westchnienie wyrwało się z jego płuc, ale mieli łowić muszelki, robić jeszcze dużo innych, fajnych rzeczy. Ale najpierw te jego
nigdy nie robiłem. W zasadzie to fakt
nie pasowałby mu facet, on nawet nigdy o mężczyznach nie myślał w takich kategoriach, i to nie tak, że był jakimś homofobem, bo miłość to miłość, nie przeszkadzało mu to. Po prostu faceci go nie pociągali.
Zdecydowanie wolał
kobiety, długonogie, z bujnymi włosami, z którymi mógł tańczyć salsę do rana, chociaż to też nie tak, że Madox był taki niewybredny i podrywał każdą kobietę, chociaż tak o nim gadali w klubie... Ale jednak on musiał w dziewczynie zobaczyć to coś, coś co go do niej ciągnęło. Ładny uśmiech, zaczepność, jakiś ogień w spojrzeniu...
A później pojawiła się w jego życiu Pilar i miała to wszystko na raz.
Wszystko.
Do tego stopnia, że kompletnie dla niej stracił głowę. Że uczył się tych nowych rzeczy. Empatii chociażby. Ale też tego co jej powiedział. Tego, że da się z kimś tworzyć związek, a nie tylko sobie kimś dyrygować, ustawiać pod siebie. Tylko można się z kimś dzielić, po równo. Na pół. W sferze erotycznej też.
Doceniam to, widział to w jej dużych, brązowych oczach, że to doceniała. A zresztą czuł to za każdym razem. Nie tylko w tych pocałunkach, we wszystkim, w tych
zajebistych orgazmach, że to doceniała.
-
Tylko nie mów nikomu... - rzucił między jej słowami, też dla rozładowania atmosfery, wystawił czubek języka i zaczepił nim o jej usta, które jeszcze raz powtórzyły mu
jak ona to docenia.
Kurewsko.
A zaraz to właśnie czuł w tym
kurewsko intensywnym pocałunku. Mocnym,
agresywnym, takim, który wyrywał z płuc ostatni oddech. Tak jak oboje lubili. Dzielić na pół to ostatnie tchnienie. Tracić je, miedzy sobą. Aż kiedy się od siebie odrywali musieli zachłannie łapać powietrze. Klatki piersiowe unosiły się w nierównych oddechach. A serca automatycznie biły szybciej.
Wbił w nią ciemne spojrzenie, kiedy powiedziała to
dość, na usta cisnęło mu się
nie, drgnął mocno, poczuł jak mięśnie mu się spinają.
-
Fajnie by było w jaskini... - rzucił jeszcze, ale już ją puścił, już pomagał jej z siebie wstać, a zaraz nawet sam się podniósł. Niechętnie, ale trochę chętnie. Bo to, że oni kręcili się do tego stopnia, potrafili w każdej chwili rozpalić w sobie taki
ogień było piękne, niezwykłe. Ale niezwykłe też miało być łowienie muszelek i dużo innych rzeczy, które dzisiaj mieli robić.
-
A najbardziej zakręcona i największa dostaje naklejkę... tu - jeszcze przesunął palcem po jej nagiej piersi, ale zaraz już wskoczył do wody, tym razem na bombę rozpryskując dookoła pełno wody. Jeszcze zanim zanurkował to się wynurzył i na nią spojrzał.
-
Nie... Płytko, kilka metrów, no i w każdej chwili możesz wypłynąć, a ja cię pilnuję - zapewnił ją jeszcze, ale zaraz podpłynął do niej bliżej. Złapał powietrze w płuca... -
ale też trochę topię... - rzucił i zanurkował tuż obok, przesunął palcami po jej boku, udzie i kolanie, powoli, żeby jeszcze mogła nabrać powietrze, a kiedy sięgnął jej kostki, to zacisnął na niej palce i pociągnął ją pod wodę. Lekko, ale tak, żeby się zamoczyła cała.
Jakby się dłużej nad tym zastanowić, to coś w tym było, bo Madox się dla niej starał, jej pilnować, ale kurwa... on przecież czasem ciągnął ją za sobą na dno.
Teraz też. Chociaż zaraz ją puścił, zatrzymał się, żeby na nią spojrzeć, a później zanurkowali do tych muszelek. Były różne, kolorowe i podłużne (hehs), raczej takie proste, wiec chwilę trzeba było się rozejrzeć za najbardziej zakręconą, ale w końcu Madox taką znalazł, nawet ją pokazał Pilar pod wodą unosząc brew. A później sięgnął po jeszcze jedną... Też była pokręcona, ale trochę uszczerbiona, trochę
nieidealna.
W końcu się wynurzyli, a Noriega swoje zdobycze od razu poukładał na kamieniu, ale na niego nie wszedł zawiesił się na nim. A kiedy Pilar podpłynęła do niego bliżej to chlapnął ją wodą, chociaż zaraz już pytał.
-
I jak twój połów? - oczywiście, że był ciekawy jakie muszle złowiła. Przesunął jej się robiąc miejsce na środku kamienia, żeby mogła też położyć tam swoje zdobycze.
Pero no se lo digas a nadie... °‧
⋆.ೃ࿔*:・