ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniósł jedną brew, bo nie wiedział, ciemne tęczówki zawiesił na jej twarzy, ale kiedy kontynuowała to zmrużył lekko oczy. Już oboje zdawali sobie sprawę, jaką matką była Esme, ale buñuelos robiła najlepsze na świecie. Aż Madoxowi tym razem zaburczało w brzuchu, kiedy o tym pomyślał, przypomniał sobie ten smak jej buñuelos, które jedli przed wczoraj, u niej na kolacji.
- Chciałaś się dla mnie nauczyć buñuelos? - zapytał, specjalnie pomijając temat jego matki. Nawet przez chwilę chciał jej zaproponować, że on ją nauczyć. Ale przecież on też ich nie umiał, niby coś tam pamiętał, kiedy kulali je z matką, albo ciotkami, za dzieciaka, ale nie pamiętał w ogóle jak robiło się samo to ciasto. Ale przecież mogli to gdzieś poszukać, sprawdzić, nauczyć się...
- Dobra - powiedział od razu, kiedy oznajmiła, że gdy ona wygra, to on się uczy, nie miał z tym żadnego problemu, a nawet... - myślę, że jak sobie to trochę odświeżę, to będę mistrzem buñuelos - mrugnął do niej jednym okiem. Kiedyś je robił, wiec to nawet nie byłaby taka nauka od zera. Na te naklejki sięgnął palcami do jej nagiej piersi, żeby przesunąć po skórze - będziemy je tutaj naklejać - te naklejki zajebistości. To rzeczywiście brzmiało mu super. Do tego stopnia, że na moment się rozproszył, ale wrócił do niej myślami, kiedy powiedziała, że każdy ma jakieś słabości.
- Ja nie mam... - oczywiście, że miał. Największa siedziała właśnie przed nim. A kolejną zaraz mu wypomniała, aż po plecach przeszedł mu jakiś nieprzyjemny dreszcz, aż się wzdrygnął, kiedy o tym pomyślał, jakoś tak niekontrolowanie.
- Ja nie boje się igieł tylko... - zaczął i wypuścił mocno powietrze z płuc. To chyba nawet nie chodziło o same igły, a o zastrzyki? Chociaż szycia też nie lubił...
Znowu go otrzepało.
- Nienawidzę igieł - rzucił w końcu - tak jak wątróbki - przysunął się do niej, żaby ją zaczepić, sięgnąć palcami do jej kolana.
Sunął opuszkami po jej skórze opowiadając jej, co chciałby z nią robić, jak nadrabiać utracone dzieciństwo.
- To dzisiaj pływamy na desce - stwierdził, a ciemne tęczówki, które błysnęły wesoło, odszukały jej piękne, przenikliwe spojrzenie. Chociaż zaraz nimi wywrócił, dookoła, omiótł całą jaskinię i odchylił do tyłu głowę.
- Jak to po co? Dla zabawy? Najlepszej na świecie, i tego dziwnego uczucia kiedy siedzisz zakopany w zimnym piachu po szyję - znowu patrzył jej w oczy, a kąciki jego ust uniesione były do góry. Bo akurat u niego budziło to pewne wspomnienia, kopanie najgłębszego dołu, najgłębszej fosy, albo zakopywanie się w piasku. Rzucanie błotem i niszczenie pięknych zamków i babek, które robiły ich kuzynki. Mały Madox i Ticiano to były łobuzy. I chyba nawet im to nie minęło.
Noriedze na pewno nie, kiedy już siedziała na nim, a on sunął palcami po jej skórze, szarpał się do niej, kiedy przekazywała mu dym, który ściągnęła do płuc. A później pokazywał jej kropkę, która też była jakimś takim symbolem tego, że oni kiedyś nie byli grzecznymi dziećmi i robili czasem głupie rzeczy. Bardzo często nawet...
- No, patrząc na to co czasem odwalaliśmy z Ticiano, to dobrze, że nie na czole - uśmiechnął się i zrobił zeza, kiedy stuknęła go w skroń.
Przekazał jej dym, ale on nie mógł się powstrzymać i musnął wargami jej gorące, pełne usta, zaczepnie. Bo zaraz przecież czekał na jej wyznanie.
Słuchał jej, a z każdym jej słowem na jego twarzy malował się coraz szerszy uśmiech. W końcu parsknął śmiechem, głośno, szczerze, aż odbił się od kamiennych ścian.
- Estas loco… Chociaż z drugiej strony coś się zadziało, pewnie wszyscy zapamiętają ten pogrzeb, w którym wzięła udział też kochanka - znowu się zaśmiał, też pokręcił głową. Ale w to wierzył, nawet sobie to wyobraził i tą jej przemowę. Bo Pilar była dobra w przemowy, ludzie jej słuchali. A ona potrafiła niektóre rzeczy tak ładnie ubrać w słowa. Mowę pożegnalną też na pewno wygłosiła ładną.
Wystawił w jej kierunku skręta, zawiesił wzrok na jej ustach, kiedy objęła ustnik pełnymi wargami. Dopiero na to jej zaskocz mnie Noriega, przeniósł spojrzenie na jej piękne, błyszczące oczy. Złapał trochę dymu spomiędzy jej zmysłowo rozchylonych warg, otoczonych białymi smugami dymu, ale zaraz odchylił do tyłu głowę myśląc nad tym, czym mógłby ją zaskoczyć. Dużo miał na sumieniu przypałów, ale czy to by ją zaskoczyło?
- Umiem grać na gitarze - mówił jej to kiedyś? Miał zagrać w sierocińcu, w którym byli, ale nie doszło to do skutku - nauczyłem się... bo śpiewałem takiej studentce, w której się podkochiwałem, miałem z piętnaście, może szesnaście lat, a ona wzdychała do takiego grajka ulicznego, co był bardziej w jej wieku - wywrócił oczami - no ale tak długo się uczyłem, aż to ogarnąłem, zaśpiewałem jej piosenkę pod oknem, ale pogonił mnie jej stary... Skakałem przez płot z gitarą i zawiesiłem się na ogrodzeniu, trochę na nie... nabiłem - złapał skręta między zęby. Jedną rękę podniósł do góra, a drugą sięgnął do jej dłoni, żeby oprzeć palce na swoim boku, przesunąć nimi po skórze, była przykryta tatuażem, ale mogła wyczuć pod opuszkami palców tę bliznę - tu mam ślad - oznajmił kiedy znowu chwycił skręt, już miał go jej przystawić do ust, ale jeszcze musiał dodać - potem się ze mną umówiła - może ta ostatnia część nie była zaskakująca, ale to, że śpiewał serenady dla dziewczyny, pod oknem? Nauczył się dla niej grać na gitarze. Trochę to do niego nie pasowało. Podniósł skręta, żeby ściągnąć z niego dym, żeby przysunąć się do niej, poszedł mu trochę nosem, zanim znowu musnął jej wargi swoimi, zanim znowu jej go oddał - ale teraz jeszcze czego nigdy nie robiliśmy, podnosimy poprzeczkę. Jak byłem gnojkiem, to nigdy nie przyprowadzałem dziewczyn do domu, w ogóle nikogo nie zapraszałem do siebie - no bo jak, kiedy jego ojciec był jakimś gangsterem? A matka udawała pierdolniętą? Dopiero kiedy poznał Rosę, to przedstawił ją rodzinie, a i tak zaczął od ciotek, ale w sumie o tym nie chciał gadać, wiedział jakie podejście Pilar miała do Rosalindy. Zresztą on też nie wspominał jej z uśmiechem na ustach.
Teraz też zawiesił się na moment, ale zaraz ciemne tęczówki znowu odszukały jej przenikliwe spojrzenie, już trochę zjarane, tak jak jego.
- Teraz twoja kolej Pilar, jakaś romantyczna historia i jakieś nigdy nie robiłam - może nie do końca takie były zasady, ale z drugiej strony? Czy jakieś były, czy wymyślali je sobie sami na poczekaniu?

Ahora tu historia romántica Pilar ₊˚⊹ᰔ
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciała się dla niego nauczyć robić buñuelos i nie tylko.
Wiele rzeczy się chciała dla niego nauczyć i tak wiele już przecież się nauczyła. Codziennie uczył ją czegoś nowego. Każdego dnia pokazywał jej, że była warta, że potrafiła kochać i być kochana. Że czasami trzeba było wyłączyć myślenie i po prostu działać, bo życie miało na nich i tak swój własny, spersonalizowany plan.
Szczególnie w ich przypadku — nie było co planować, bo sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Była dynamiczna.
W jednej minucie kłócili się o zaręczyny, w drugiej włamywali się do cudzego domu na obłędny seks i po to, żeby jednak dać Pilar pierścionek na palec.
Raz jedli obiad z jego matką w rodzinnej atmosferze, a zaraz potem wychodzili, trzaskając drzwiami, bo okazało się, że prawa ręka Noriegi była szpiegiem jego matki przez cały ten czas.
W jednym momencie Madox kierował ich na plaże, potem jednak do Acapulco, a finalnie skończyli w samym sercu jaskini Diabła, rozmawiając o tym czego jeszcze nie robili i co powinni wspólnie spróbować. Jak na przykład zakopanie Pilar po szyję w piachu.
A jakie to jest uczucie, jak jesteś zakopany w zimnym piasku? — spytała całkiem poważnie, zawieszając na nim ciemne spojrzenie, chociaż gdzieś w środku czuła, że zaraz w odpowiedzi dostanie informację, że po prostu uczucie było zajebiste. — I dzieciaki to tak robią dla świetnej zabawy? A tych co się nie lubi zakopuje się żywcem razem z głową? — dopytała, nie mogąc się powstrzymać. Pilar miała kilka takich osób, które bardzo chętnie zakopałaby w ziemi, od biedy w piachu na plaży. Zaczynając od Nicka Daltona, a kończąc na pieprzonej Rosie.
Podobało jej się, że siedzieli sobie w ukrytej jaskini, praktycznie nadzy i rozmawiali o swoich wspomineniach i historiach. Z nikim wcześniej tak nie miała. Takiego przekonania, że można wszystko. Że w jednej chwili można gonić adrenalinę, robić najbardziej skranie popierdolone rzeczy, zagrażające życiu, a w drugiej po prostu wyciszyć się i rozmawiać o najbardziej przyziemnych sprawach. Czuła się przy nim komfortowo, okrywała wszystkie koloryty charakteru. Nie bała się pokazać słabości, jak to, że bałą się nurkowania, a przecież Pilar zawsze przed wszystkimi udawała twardą. Przy nim uczyła się, że wcale nie musi wiecznie taka być. Że ona też miała prawo na chwile słabości.
Zaśmiała się, kiedy w swojej kolejnej histosii oznajmił, że umiał grać na gitarze.
Przecież to akurat wiem — odezwała się od razu, wtrącając mu się w pół słowa, a on po chwili zaraz opowiedział jej całą genezę tej nautki. Słuchała go z uwagą. Uwielbiała, kiedy opowiadał. Kiedy dzielił się z nią wspomnieniami ze swojego życia. — Czemu pod moim oknem nigdy nie śpiewałeś? — musiała o to zapytać, zaczepić go w ten sposób, chociaż zdawała sobie sprawę, że nie miał już piętnastu lat. — Ale bym się podkochiwała w takim młodym Madoxie… — tym również musiała się podzielić. Przemyśleniem, które pojawiło się nagle w jej głowie. Nie dość, że grał w teatrze, to jeszcze śpiewał serenady dla wybranek… ze świecą szukać takiego latynoskiego romantyka. Chociaż na wspomnienie o orgodzeniu zaśmiałą się głośno i oczywiście wyczuła pod jego skórą miejsce, które jej pokazał na ciele. Przejechała palcem po jego skórze, a potem powędrowała dłonią po tatuażach na brzuchu i piersi, by finalnie osadzić palce na męskim karku.
Zaczęła bawić się jego włosami na potylicy, drapiąc przyjemnie skórę, kiedy dzielił się z nią kolejnym zwierzeniem.
Ale to się nie liczy, bo w końcu przyprowadziłeś! — zaraz się oburzyła. — Pierwsze Rosę, a ostatnio nawet i mnie — wystawiła mu język. — Masz powiedzieć, czego NIGDY nie robiłeś, DO TERAZ, bo inaczej mija się to z celem. Nie zaliczam — oznajmiła stanowczym tonem i nawet szarpnęła go mocniej za włosy do tego stopnia, że musiał nieco odchylić głowę. Oczywiście Pilar wykorzystała ten moment, by na krótką chwilę zająć się skórą na jego szyi. Muskała ją delikatnie, zaczepnie, a kiedy oznajmił, że teraz jej kolej, szybko przejechała językiem zdłuż żył, zostawiająć mokry ślad i dopiero wtedy się odsunęła, zaglądając mu głeboko w oczy.
Romantyczna historia? — prychnęła, unosząc brew. — Wszystkie romantyczne są związane z tobą, więc raczej cię nie zaskoczę — oznajmiła zgodnie z prawdą i przyjęła od niego nieco dymu do płuc. Przetrzymała go przez moment, zastanawiając się, jaką historię mogła mu dać. — Ale… — zawiesiła się na moment, przyglądając mu się uważnie. — Miałam kiedyś romans z nauczycielem — rzuciła tajemniczo, milknąc specjalnie, żeby go nieco przetrzymać. Żeby złapał jeszcze większe zainteresowanie. — Od historii. Przychodził do nas w każdy czwartek na dwie godziny prowadzić zajęcia. Zajebiście opowiadał. Mogłabym siedzieć godzinami i go słuchać, a do tego był kurwa piękny — a przynajmniej wtedy, bo teraz gusta jej się nieco pozmieniały niż wtedy kiedy miała szesnaście lat. — To z nim straciłam dziewictwo — przyznała po chwili, nie wdając się w więcej szczegółów. — A potem go wyjebali, bo jakimś cudem się dowiedzieli — wzruszyła ramionami. Wtedy była załamana, ale z perspektywy czasu, to chyba mocno mu się należało, bo niedługo potem okazało się, że Pilar wcale nie była jedyna.
I co jeszcze miałam powiedzieć? Czego nigdy nie robiłam? — przysunęła się do niego bliżej, żeby zabrać mu z ręki już resztkę blanta. — Nigdy nie miałam trójkąta — oznajmiła praktycznie od razu, jak gdyby nigdy nic i przyjrzała mu się uważnie. Czy chciała wiedzieć, czy on miał? Oczywiście, że tak. Chociaż z drugiej strony miała świadomość, że przecież Madox miał w swoim życiu praktycznie wszystko, szczególnie jeśli chodziło o sferę fizyczną. A przynajmniej z tych rzeczy, jakie zdążyła się dotychczas dowiedzieć.
Przystawiła filter do ust i ściągnęła już resztki zioła, które zaraz przekazała do jego ust. Tym razem jednak nie była w stanie po prostu się od niego odsunać, dlatego musnęła jego wargi — pierwsze powoli, zaczepnie, potem coraz dłużej, aż w końcu pogłębiła pocałunek, wdzierając się do jego ust zwinnym językiem, błądząc dłońmi po cholernie gorącym ciele. Oderwała się dopiero po chwili, by odstawić wypalonego blanta i zajrzeć w znajome, czekoladowe oczy.
Dawaj jeszcze to twoje zaległe czego nigdy nie robiłeś i idziemy łowić muszelki — oznajmiła, wbijajać palec wskazujący w jego umięśnioną klatkę piersiową. W końcu zielsko było już wypalone, a Pilar czuła, jak cała się zrelaksowała. Jej ciało było spokojne i wyjątkowo wrażliwe na każdy jego dotyk.

𝔅𝔦𝔱𝔢 𝔐𝔢 𓆩❤︎𓆪
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ale czy u nich te nieplanowane akcje nie były właśnie najlepsze? Coś, co wychodziło z niczego, kierowane impulsem, emocjami, jakimś takim nagłym zrywem serca. Jak skok do Jaskini Diabła, gdzie rozmawiali gdyby nigdy nic o tym jak to jest być zakopanym po szyję w piasku.
Madox się zastanowił odchylił do tyłu wodząc ciemnym spojrzeniem gdzieś po skalistym suficie.
- To takie uczucie jakbyś... otuliła się szczelnie kołdra, tylko ona jest zimna... i ciężka i cała cię okrywa... śmieszne - stwierdził, chociaż nie umiał jej chyba tego odpowiednio wyjaśnić, ale zaraz uśmiechnął się do niej - zresztą zobaczysz i sama mi powiesz - dodał, bo przecież musiała tego spróbować - raz zakopaliśmy Ticiano po szyję i moją głowę trochę dalej... Nawet wymieniliśmy się gaciami i udawaliśmy, że odpadła mu głowa, nie wiem czy ciotki uwierzyły, ale i tak nas pogoniły - wywrócił wesoło oczami, bo oni mieli naprawdę szalone pomysły. A ciotkę Catherine i Isabelle straszyli nagminnie. Zresztą dziwne było to, że oni się nie pozabijali, chociaż czasem było blisko...
Jak wtedy kiedy Madox zawiesił się na tym ogrodzeniu, to było niebezpieczne, a on sobie zrobił sporą ranę w boku, musieli mu ją szyć. Zaraz podzielił się z Pilar tą historią, chociaż na to pytanie dlaczego pod jej oknem nie śpiewał, znowu wywrócił wesoło oczami.
- Bo nie mam gitary... Ale wiem kto ma, więc, żebyś się nie zdziwiła, jak ktoś zacznie ci wyć pod oknem - co prawda Madox miał całkiem przyjemny dla ucha głos, ale nie lubił śpiewać, robił to czasem po pijaku, ale ciężko było go namówić, chociaż przecież w teatrze i na studiach to ćwiczyli, można powiedzieć, że nie był takim zupełnym amatorem. Na jej kolejne słowa pokręcił głową.
- Młody Madox to był dopiero Diabeł - prawdziwy Diabeł z Medllin, bo on naprawdę niczym się nie przejmował, jeszcze bardziej niż teraz. Wszędzie go było pełno, wszystkiego chciał spróbować na własnej skórze. Teraz też to czasem robił, ale dużo rzeczy już po prostu kiedyś robił...
Dlatego kiedy powiedziała, że to jego nigdy nie robiłem się nie liczy, to się zamyślił. Skupił na jej dłoni na swoim karku, paznokciach, które przyjemnie przeczesywały jasne, krótkie włosy.
Nie oświadczył się? Zrobił to. Nie zakochał? To też mu się zdarzyło. Palenie po studencku. Nawet skakanie z klifu też już chyba kiedyś zaliczył...
Więc kiedy szarpnęła go za włosy, kiedy odchylił do tyłu głowę, a jej gorące, pełne wargi spoczęły na jego tatuażach na szyi, to tylko nabrał w płuca powietrze, bo chyba już trochę wiedział co... ale już zaraz powiedział jej, że teraz ona. Skinął głową na pytanie o romantyczną historię, chociaż przecież zdawał sobie sprawę, że Pilar nie była romantyczką, ale kiedy powiedziała to, że jej wszystkie romantyczne historie związane są z nim, to jeden kącik jego ust uniósł się do góry.
- Nie wierzę w to, a tych... - podniósł palce pokazując te u lewej ręki i u prawej, poruszył nimi - osiemnaście? - zapytał, bo sam się nie mógł doliczyć - i żadnej romantycznej historii... - tylko zaraz się okazało, że była taka... Z nauczycielem. Madox zmrużył powieki słuchając jej, bo on się wielu rzeczy spodziewał po Pilar, ale romansu z nauczycielem to chyba nie.
- Od historii? - wypalił zaraz po niej, ale już się zamknął. Słuchał dalej, a kiedy skończyła to znowu wywrócił oczami.
- Młoda Pilar była loco, jeszcze jakby to był nauczyciel biologii, który pięknie opowiadał o zwierzętach, albo roślinach, ale historii. Piękny nauczyciel historii, o czym on mógł opowiadać? - znowu wywrócił oczami, ale przyciągnął ją bliżej do siebie, nawet na moment oparł głowę o jej nagą pierś, kiedy wypuszczał leniwie dym z płuc, a on wił się miedzy jej piersiami jak ten wąż. Podniósł głowę dopiero, kiedy powiedziała to, czego nigdy nie robiła. Oddał jej resztkę blanta, a ciemne tęczówki zawiesił na jej obłędnie czekoladowych oczach. Pięknych.
- A chciałabyś mieć? - zapytał, bo w zasadzie go to ciekawiło. Czy umiałaby się z kimś nim podzielić, on nie wiedział czy by umiał. Jeśli w grę nie wchodziły uczucia, to nie miał z tym żadnego problemu. Oczywiście póki to były dwie kobiety, bo mężczyźni jednak nigdy go nie kręcili.
Ale w momencie, w którym on był w nią tak zapatrzony, zakochany, zazdrosny. Sam nie wiedział. Chociaż przemknęła mu przez głowę taka myśl. Czy by umiał? Pewnie póki by nie spróbował to by nie wiedział. Tak jak myślał, że pozwoliłby jej stanąć za barem i flirtować z klientami, a potem nie wytrzymał.
Kiedy zaciągnęła się resztą zioła, to wbił w nią ciemne spojrzenie w jej pełne, gorące wargi, które delikatnie obejmowały ustnik, żeby się nie sparzyć. A później te usta poczuł na swoich. Najpierw usta, a później język, na którym razem z tym jego mieszał się dym, który wciąż miedzy nimi krążył. Jego palce przesunęły się po brzuchu, na piersi, a potem znowu w dół za koronkę jej majtek. I pewnie gdyby się od niego nie oderwała, to by je już z niej ściągał, szarpał. Ale się od niego odsunęła, a do tego zapytała o to jego zaległe czego nigdy nie robił. Schylił się, żeby ją ugryźć w ten palec, który wbiła mu w klatę, szczypnąć zębami słoną skórę.
- Nie wiem... - wzruszył ramionami - nigdy nie całowałem się z facetem - powiedział, ale to akurat nie było jakieś zaskakujące. Bo jego nigdy nie pociągał żaden facet, mógł mówić jakiemuś, że jest piękny, zajebisty, ale zawsze to było czysto platoniczne - dobra idziemy łowić muszelki... - stwierdził i już miał ją z siebie zdjąć. Już oparł palce na jej biodrach, tylko zamiast pomóc jej wstać, to ją jeszcze przytrzymał przy sobie, to zawiesił ciemne tęczówki na jej pięknych, czekoladowych oczach.
- Dobra powiem ci... - zaczął, chociaż czuł, że to może zabrzmieć trochę ckliwie, ale z drugiej strony ona też się z nim podzieliła intymnymi rzeczami, jak na przykład to, że straciła dziewictwo z nauczycielem. Tylko Madox jej nie chciał opowiadać o swoim dziewictwie, ani nawet o tym czy był kiedyś w trójkącie, czy nie. Chciał jej za to powiedzieć, czego nigdy nie robił. Do teraz.
- Nigdy wcześniej nie liczyły się dla mnie potrzeby mojej parterki i zawsze ja musiałem być pierwszy... I dopiero z tobą, to się zmieniło - wyznał jej. Chociaż prawda jest taka, że czasem i tak się rządził, ale starał się, dla niej. Już samo to, że jej pytał gdzie by chciał. I to, że mógł sprawiać jej przyjemność i go to kręciło, to, że jej było dobrze. On czegoś takiego nigdy nie umiał. Miewał zajebisty seks, dziki, gorący, ale zazwyczaj wszystko szło pod jego dyktando. Tak jak on chciał. Gdzie chciał. Tak było zawsze, z każdą jego poprzednią dziewczyną też. A teraz... on też od Pilar uczył się zupełnie nowych rzeczy.

Eso es lo que me enseñaste ❤️‍🔥
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Fascynujący był sposób, w jaki opowiadał o zakopaniu się w piasku.
Opisywał to takimi słowami, jakby to naprawdę było najlepsze uczucie na świecie. Tak dobre, że Pilar nie tylko słuchała go z szeroko otwartymi oczami, ale jakoś nagle chciała już teraz w tym momencie iść na plaże i dać się zakopać. A potem śmiała się pod nosem, kręcąc głową, kiedy powiedział, co robił z Ticiano za dzieciaka. Nawet chciała go spytać, jakim cudem on w ogóle oddychał z głową zasypaną w piasku i czy wszystko nie nasypało mu się do nosa i ust, ale z drugiej strony to był Madox i Ticiano. Na własne oczy widziała, jak szalona była ich dwójka, więc tak szczerze była w stanie uwierzyć w absolutnie wszystko. Jak również to, że jednego dnia zagra jej serenadę pod oknem oraz, że młody Madox to był prawdziwy diabeł.
We wszystko mu wierzyła, a jednak on postanowił nie wierzyć jej. Że nie miała żadnej romantycznej, wyniosłej historii zanim go poznała. I może faktycznie było w tym coś podejrzanego, mało normalnego, bo przecież można powiedzieć, że ludzie ciągle się kimś zauraczali, a ona nie? Na pewno? Westchnęła głośno.
Była kiedyś taka jedna kobieta — odezwała się w końcu. — Pianistka. Może faktycznie byłam nią zafascynowana, trochę zauroczona? Nawet kurwa jazzu dla niej słuchałam… — uniosła spojrzenie do jego ciemnych oczu. — Ale to nie było żadne zakochanie, bo… nawet nie dałam temu szansy — uśmiechnęła się blado, trochę bezradnie. Bo taka była przykra prawda: Pilar może i miała wiele szans na piękne relacje, może wiele z nich faktycznie miałaby za sobą, tylko ona dopóki nie poznała Noriegi trzymała się tych swoich zasad. Za każdym razem, jak czuła coś więcej, jakieś przyśpieszone bicie serca, natłok myśli, fascynacje — odpuszczała. Odpychała od siebie ludzi. Kończyła to z dnia na dzień przed obawą złamanego serca. I może było to złe, może wiele ją w życiu minęło, ale… — Ale nie żałuje — dodała stanowczo, przysuwając się do niego bliżej. — Bo przynajmniej te wszystkie pierwsze razy mogłam mieć z tobą — pokochać kogoś, zafiksować sie na czyimś punkcie do szaleństwa, do jebanego bólu. Zachłysnąć się tą wielką, epicką miłością. Nie mogła żałować tego co nie miała, skoro teraz miała wszystko, czego tylko jej serce mogło pragnąć. I może tak właśnie miało być? Bo co jeśli kilka lat temu pozwoliłaby wejść do swojego życia komuś innemu? Co jeśli w tym momencie miałaby na palcu obrączke i innego meżczyzne u boku? Każda decyzja to był efekt motyla, miała swoje skutki i te ich właśnie doprowadziły do tego miejsca, którym właśnie byli. Złe i dobre. Każda z nich była istotna. Nawet te, które podejmowali w ciągu ostatnich kilku dni.
Przewróciła oczami, kiedy podważył jej zauroczenie facetem od historii. Bo co, bo od biologi byłby lepszy? Akurat ten Pilar był starym dziadem, który miał rozregulowany aparat słuchowy i nie dało się z nim dogadać. A ten od historii? O czym takim mógł gadać?
O walkach — rzuciła praktycznie od razu. — O byciu silnym, stania przy własnych racjach, nie poddawaniu się. Byciu nieustraszonym — mówił o wszystkim, co Pilar w tamtym momencie potrzebowała usłyszeć. Może to głupie, ale dawał jej motywacje do tego, żeby dalej walczyć z przeciwnościami losu. Nawijał o wojnach i bitwach, ale z każdej wyciągał jakiś morał. I może było to głupie, może z perspektywy czasu nie zrobiłoby to na niej wrażenia, ale na tej młodej Pilar z bidula, której nikt nigdy nie akceptował robiło. Bo to był pierwszy raz, kiedy ktoś ją rozumiał. Kiedy zobaczył w niej kogoś więcej niż kudłatą dziewczynę, której nikt nie lubił.
Teraz to Madox widział w niej wszystko. Dosłownie wszystko. Więcej niż ktokolwiek inny. Cały kalejdoskop emocji, które ona odkrywała przed nim krok po kroku. Dzieliła się z nim tajemnicami i tym czego nigdy nie robiła. Dużo tego było. W tym trójkąt. Nie spodziewała się jego pytania. Nawet o tym nie myślała, czy by chciała. Spojrzała na niego uważnie i lekko się uśmiechnęła.
Nie wiem, czy umiałabym się tobą podzielić — rzuciła zupełnie szczerze, przesuwając dłoń wzdłuż jego klatki piersiowej. Namaszczała ciemne tatuaże, wciąż się zastanawiając. Kręciła kółka na nagiej skórze, myśląc, czy umiałaby zapanować nad zazdrością, nad tym, że całowałby jakąś inną kobietę na jej oczach. — Może — dodała po chwili. Cicho. A potem zawiesiła na nim intensywnie spojrzenie. — Jakby to było z kimś przypadkowym. Kimś kogo oboje nie znamy i już nigdy więcej nie zobaczymy — wzruszyła ramionami, doprawiając to podejrzliwym uśmiechem. Bo chociaż z jednej strony czuła tlącą się pod skórą irytacje na samą myśl, że dotykałby inną, tak w tym samym czasie, ta jej dzika strona… ekscytowała się. Intrygowała. Przecież oni tak bardzo lubili testować granice, przekraczać je, próbować nowych rzeczy. Tak samo jak lubiła smakować jego usta. Delektować się jego sprawnym językiem, w gorącym tańcu, pomiędzy ich ustami. Lubiła to tak mocno, że ledwo była w stanie się od niego oderwać. Szczególnie, że czuła jego szorstkie palce przy materiale koronkowych majtek.
W sumie nie pasowałby ci facet — prychnęła, przyglądając mu się uważnie. Madox był gorący, caliente do granic możliwości. Pasowały do niego kobiety z długimi nogami i bujnymi włosami, z którymi mógł tańczyć salsę do białego rana. Nie potrafiłaby wyobrazić go sobie z typem, nawet najabardziej przystojnym.
Ruszyła się z miejsca, gdy oznajmił, że czas pozbierać muszelki. Chciała z niego zejść, ale wtedy poczuła, jak silne dłonie wbijają się w jej nagą skórę. Podniosła na niego spojrzenie zaskoczona i już miała pytać, jak sobie wyobrażał nurkowanie, kiedy nie chciał jej puścić, tylko wtedy on znowu się odezwał i zaoferował jej bonusowe, jeszcze jedno wyznanie.
I wtedy Pilar już sama nie chciała z niego schodzić. Nawet nie drgnęła, kiedy mówił. Słuchała go uważnie, już kolejny raz tego dnia, nawet nie myśląc o tym, żeby mu przerywać, wtrącać swojego cztery grosze, bo to co mówił było… kurewsko wyjątkowe. Dla niej. I widziała w jego oczach, że dla niego również.
Chociaż zaskoczyło ją to wyznanie, po części w pełni go rozumiała, nie miała zamiaru tego podważać, bo przecież Pilar też wiele rzeczy nigdy wcześniej nie robiła, dopóki się nie zeszli, więc i on mógł. Przysunęła się do niego bliżej. Tak wiele rzeczy chciała mu powiedzieć, wyznać prosto w oczy, a jednak…
Doceniam to — tylko na tyle było ją stać, żeby nie zamienić się w najbardziej ckliwą osobę na tej planecie. Osadziła palce na jego policzkach i przystawiła usta tuż do tych jego. — Kurewsko to doceniam — powtórzyła, a następnie tą całą wdzięczność przekazała mu w pocałunku. Tylko już wcale nie subtelnym i delikatnym — po prostu wpiła się z jego usta z należytą agresją, tak mocno i intensywnie, że aż zakręciło się jej w głowie, jakby naprawdę chciała zabrać mu ostatni oddech. Rozpierdalały ją te wszystkie uczucie, autnetycznie przerastały. Do tego stopnia, że nie wiedziała, co ze sobą zrobić, jak to w ogóle było możliwe, żeby być na czyimś punkcie tak bardzo zakręconym. Aż zaczęła się zastanawiać, czym ona sobie na to zasłużyła. Był dosłownie jakimś pierdolonym spełnieniem marzeń, które nawet nie sądziła, że może mieć.
Dobra, dość… — wydyszała prosto w jego usta, ustawiajać rękę na nagiej klatce piersiowej, żeby lekko się od niego odepchnąć. — Jak się zaraz od ciebie nie odsunę, to przysięgam, Noriega, przelecę cię w tej jaskini — wyznała kompletnie szczerze, patrząc na niego już spod lekko zamglonych oczu, rozmarzonych. A przecież mieli łowić muszelki. — Najbardziej zakręcona wygrywa — przypomniała mu, cholernie n i e c h ę t n i e, zsuwając się z jego nóg, aż z jej gardła wydarł się autentyczny jęk niezadowolenia. I pewnie oczami przewróciła szybciej niż on, bo przecież była równie zawiedziona. Całe szczęście z ratunkiem przyszła woda, do której po chwili wskoczyła i która nagle okazała się kurewsko orzeźwiająca. — Bardzo tam głęboko? — dopytała jeszcze, dryfując na plecach i czekając, aż Noriega do niej dołączy.

mi primer y único amor 𐙚⋆°。⋆♡
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Jazzu? - aż uniósł obie brwi - to musiałaś być nią naprawdę zauroczona - znowu wywrócił oczami, dla nikogo by nie słuchał Jazzu, no chyba, że dla Pilar, ale liczył na to, że ona mu jednak nie każe tego robić, nigdy. Przez moment patrzył w jej obłędne, czekoladowe oczy, już nabrał powietrze w płuca i miał pytać, dlaczego jemu dała szansę? Chociaż... czy on jej by wtedy pozwolił o tak odpuścić? Chyba nie. Bo przecież Madox był nieustępliwy, walczył o swoje, zawsze. Ale wtedy ona powiedziała to, że nie żałuje, i jeszcze się do niego przysunęła, a Noriega… on to już automatycznie się do niej wyrwał.
- No i zajebiście... Ale ze mnie szczęściarz - te słowa ułożył jeszcze na jej pełnych, gorących wargach, zanim musnął je zaczepnie, zanim zamknął w krótkim pocałunku. Bo mu to pasowało, że te pierwsze razy mogła mieć z nim, on też miał z nią wiele takich... A niektóre może nie były pierwsze, ale i tak z nią były wyjątkowe. Inne.
Tak jak każdy pocałunek, który składał na jej słodko-słonych ustach. Też był inny. Wyjątkowy.
Wyjątkowy też musiał być ten nauczyciel historii, tylko Madox tego wcale nie rozumiał, ale zaraz Stewart mu to wyjaśniła. Zamyślił się na moment, a jego ciemne oczy zatoczyły koło gdzieś po jaskini.
- Jesteś silna, nieustraszona i... uparta, kurewsko uparta. Mogę ci codziennie robić takie mowy motywacyjne, ale nie znam się na historii - powiedział i sięgnął do jej policzków, żeby pozgarniać z nich te ciemne kudły, które przecież uwielbiał, a które teraz lepiły się między ich gorącymi ciałami. Madox uwielbiał jej włosy, te piękne, ciemne oczy, uśmiech, każdy tatuaż, każdą bliznę i każdy pieprzyk na jej skórze, który już znał. Uwielbiał jej ognisty temperament i to, że była... kurewsko uparta.
Lubił też to, kiedy się przed nim odsłaniała, dzieliła z nim myślami, więc kiedy tak szczerze odpowiedziała mu na temat tego trójkąta, to on też skinął głową.
- Też nie wiem... - stwierdził spuszczając spojrzenie na jej dłoń na swojej klacie - i nie mogła by być pianistką... - podniósł spojrzenie na jej piękne, czekoladowe oczy - możemy spróbować, ale nie obiecuję, że mi nie odwali - wzruszył ramionami tak, że mogła to poczuć, bo cały się obruszył. Znała go na tyle, znała go tak dobrze, że musiała to wiedzieć, że w jednej chwili mógłby po prostu stwierdzić, że mu to nie pasuje. Bo taki był Madox, a na tym wyjeździe to w ogóle przecież cały czas mieszał i zmieniał nagle zdanie. A Pilar i tak przy nim była, no i jeszcze szła z nim w ten każdy jego szalony pomysł. Fascynujące.
Niezwyczajne było też to, że się od niej oderwał, kiedy jego palce już sunęły pod koronką jej majtek, a języki łączyły się w zmysłowym tańcu.
Kurwa.
Nikt go tak nie kręcił jak ona.
Ciężkie westchnienie wyrwało się z jego płuc, ale mieli łowić muszelki, robić jeszcze dużo innych, fajnych rzeczy. Ale najpierw te jego nigdy nie robiłem. W zasadzie to fakt nie pasowałby mu facet, on nawet nigdy o mężczyznach nie myślał w takich kategoriach, i to nie tak, że był jakimś homofobem, bo miłość to miłość, nie przeszkadzało mu to. Po prostu faceci go nie pociągali.
Zdecydowanie wolał kobiety, długonogie, z bujnymi włosami, z którymi mógł tańczyć salsę do rana, chociaż to też nie tak, że Madox był taki niewybredny i podrywał każdą kobietę, chociaż tak o nim gadali w klubie... Ale jednak on musiał w dziewczynie zobaczyć to coś, coś co go do niej ciągnęło. Ładny uśmiech, zaczepność, jakiś ogień w spojrzeniu...
A później pojawiła się w jego życiu Pilar i miała to wszystko na raz. Wszystko.
Do tego stopnia, że kompletnie dla niej stracił głowę. Że uczył się tych nowych rzeczy. Empatii chociażby. Ale też tego co jej powiedział. Tego, że da się z kimś tworzyć związek, a nie tylko sobie kimś dyrygować, ustawiać pod siebie. Tylko można się z kimś dzielić, po równo. Na pół. W sferze erotycznej też.
Doceniam to, widział to w jej dużych, brązowych oczach, że to doceniała. A zresztą czuł to za każdym razem. Nie tylko w tych pocałunkach, we wszystkim, w tych zajebistych orgazmach, że to doceniała.
- Tylko nie mów nikomu... - rzucił między jej słowami, też dla rozładowania atmosfery, wystawił czubek języka i zaczepił nim o jej usta, które jeszcze raz powtórzyły mu jak ona to docenia.
Kurewsko.
A zaraz to właśnie czuł w tym kurewsko intensywnym pocałunku. Mocnym, agresywnym, takim, który wyrywał z płuc ostatni oddech. Tak jak oboje lubili. Dzielić na pół to ostatnie tchnienie. Tracić je, miedzy sobą. Aż kiedy się od siebie odrywali musieli zachłannie łapać powietrze. Klatki piersiowe unosiły się w nierównych oddechach. A serca automatycznie biły szybciej.
Wbił w nią ciemne spojrzenie, kiedy powiedziała to dość, na usta cisnęło mu się nie, drgnął mocno, poczuł jak mięśnie mu się spinają.
- Fajnie by było w jaskini... - rzucił jeszcze, ale już ją puścił, już pomagał jej z siebie wstać, a zaraz nawet sam się podniósł. Niechętnie, ale trochę chętnie. Bo to, że oni kręcili się do tego stopnia, potrafili w każdej chwili rozpalić w sobie taki ogień było piękne, niezwykłe. Ale niezwykłe też miało być łowienie muszelek i dużo innych rzeczy, które dzisiaj mieli robić.
- A najbardziej zakręcona i największa dostaje naklejkę... tu - jeszcze przesunął palcem po jej nagiej piersi, ale zaraz już wskoczył do wody, tym razem na bombę rozpryskując dookoła pełno wody. Jeszcze zanim zanurkował to się wynurzył i na nią spojrzał.
- Nie... Płytko, kilka metrów, no i w każdej chwili możesz wypłynąć, a ja cię pilnuję - zapewnił ją jeszcze, ale zaraz podpłynął do niej bliżej. Złapał powietrze w płuca... - ale też trochę topię... - rzucił i zanurkował tuż obok, przesunął palcami po jej boku, udzie i kolanie, powoli, żeby jeszcze mogła nabrać powietrze, a kiedy sięgnął jej kostki, to zacisnął na niej palce i pociągnął ją pod wodę. Lekko, ale tak, żeby się zamoczyła cała.
Jakby się dłużej nad tym zastanowić, to coś w tym było, bo Madox się dla niej starał, jej pilnować, ale kurwa... on przecież czasem ciągnął ją za sobą na dno.
Teraz też. Chociaż zaraz ją puścił, zatrzymał się, żeby na nią spojrzeć, a później zanurkowali do tych muszelek. Były różne, kolorowe i podłużne (hehs), raczej takie proste, wiec chwilę trzeba było się rozejrzeć za najbardziej zakręconą, ale w końcu Madox taką znalazł, nawet ją pokazał Pilar pod wodą unosząc brew. A później sięgnął po jeszcze jedną... Też była pokręcona, ale trochę uszczerbiona, trochę nieidealna.
W końcu się wynurzyli, a Noriega swoje zdobycze od razu poukładał na kamieniu, ale na niego nie wszedł zawiesił się na nim. A kiedy Pilar podpłynęła do niego bliżej to chlapnął ją wodą, chociaż zaraz już pytał.
- I jak twój połów? - oczywiście, że był ciekawy jakie muszle złowiła. Przesunął jej się robiąc miejsce na środku kamienia, żeby mogła też położyć tam swoje zdobycze.

Pero no se lo digas a nadie... °‧🫧⋆.ೃ࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To musiałaś być nią naprawdę zauroczona.
Musiała. Pilar nienawidziła muzyki klasycznej. Zdecydowanie bardziej wolała gorące, latynoskie rytmy, które od zawsze siedziały gdzieś głęboko zakorzenione w jej żyłach. Lubiła, kiedy ciało mogło płynąć, kiedy muzyka rozgrzewała duszę. Jazz tego nie robił, chociaż kiedy Ophelia grała jej na pianinie, jakoś nagle przestawał ją tak irytować. Był znośny. Chociaż zdecydowanie wolała, kiedy to ona uczyła ją salsy. Były ciekawym połączeniem, mogła z tego być równie ciekawa relacja, a jednak Pilar spisała to na straty nim zdążyło się porządnie rozwinąć.
Całe szczęście Madoxa nie spisała, dała temu szanse i była to jedna z lepszych decyzji, jakie podjęła w życiu. Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy oznajmił, że był szczęściarzem. Śmiesznie, bo ona czuła się dokładnie tak samo. Wciąż nie mogła uwierzyć, że znalazła kogoś, kto był i d e a l n y m połączeniem gorącego temperamentu, silnego charakteru i z równie ciepłą i dobrą suszą w tym samym czasie. Potrafił być romantyczny, stanowczy i popierdolony. Wszystko w odpowiednich proporcjach i momentach. Facet marzenie? No chyba.
I Pilar sama nie była pewna, czy była gotowa z kimkolwiek podzielić się tym chodzącym marzeniem, nawet na jedną noc. W końcu z nimi nigdy nic nie wiadomo. Wiedzieli jednak, że nie mogła być pianistką, jak słusznie zauważył. Ona również miała swoje warunki.
Ani żadna, która gra w teatrze i lubi ulicznych grajków — wrzuciła swoje cztery grosze, a jej dłonie podniosły się razem z jego klatką piersiową, kiedy złapał mocno powietrze w płuca. Podniosła ciemne spojrzenie na jego obłędnie czekoladowe tęczówki, kiedy mówił, że nie gwarantuje, że mu nie odjebie. — Ja też za siebie nie ręczę — stwierdziła zupełnie szczerze. — Że na przykład nie wydrapie jej oczu, jak się zacznie do ciebie dobierać — była do tego zdolna. Wiele była w stanie dla niego zrobić, a biorąc pod uwagę fakt, że oboje byli pier-dol-nię-ci, to przecież można się było po nich spodziewać dosłownie wszystkiego. Mogli skończyć w równie bajecznych orgazmach jak w domu, do którego się wkradli, a mogli też wkurwić się niemiłosiernie i mieć ciało do zakopania, po tym, jak jednemu kompletnie odjebało. I chociaż ta myśl była po części przerażająca, tak było w niej również pewnego rodzaju podekscytowanie. Kto wie, może gdyby nadarzyła się kiedyś jakaś okazja, to się skuszą? A może nigdy.
Na ten moment natomiast nadarzyła im się okazja do tego, żeby trochę ponurkować i połowić muszelki. Oczywiście nie na marne, bo nie byliby sobą, gdyby się nie założyli. Spojrzała za jego dłonią, kiedy dotykał jej piersi, tuż obok wrażliwego, twardego sutka, będącego efektem, tego, co robił z nią wcześniej.
A skąd weźmiemy naklejkę? — spytała bardziej, żeby go po prostu zaczepić, po czym podpłynęła bliżej, kiedy kończył na bombę, chlapiąc jej całą twarz. — A jak ty znajdziesz największą, to naklejkę dajemy o tu — przystawiła dłoń do jego bokserek i bezczelnie przejechała palcami po jego najbardziej wrażliwym miejscu. Pewnie długo by się ta naklejka tam nie utrzymała, ale przecież nie o to chodziło. Zajrzała mu w oczy i chociaż bardzo nie chciała zabierać dłoni, przyszedł czas na nurkowanie.
Odsunęła się nieznacznie i jeszcze spojrzała w dół, gdzie delikatne ruchy jej nóg mieszały się zamazane z dnem, którego nie było widać. Ufała mu jednak, że nie było tam zbyt głęboko. Poza tym, tutaj w każdym momencie mogła wypłynąć, miała obok siebie Noriegę, raczej nic złego nie mogło się jej stać.
I faktycznie — okazało się drugi raz pod wodą był już o wiele lepszy. Kiedy tylko Madox ściągnął ją pod wodę, czuła się bardziej swobodnie niż za pierwszym nurkowaniem. Nawet pomachała mu przelotnie, ale po chwili zaczęła płynąć w stronę dna, rozglądając się za muszelkami. Faktycznie było ich sporo. Do tego jakieś wodorosty i inne skarby oceanu, które podświetlała szpara w jaskini, rzucająca większość światła.
Z początku zgarniała wszystko, co znalazła, bo za nic nie mogła się powstrzymać. Każda kolejna była ładniejsza, aż nie skończyło jej się miejsce w dłoniach i musiała zaprowadzić na szybko selekcję. Odrzuciła kilka, potem zauważyła ostatnią, ładną, ale była zagrzebana na dnie, przygnieciona kamieniem tak bardzo, że kiedy Pilar zaczęła się szarpać, bo aż klapnęła dupą o muł wyrzucając większość muszelek w powietrze, a tamtej co chciała, to nawet nie zabrała, bo z tego wszystkiego zaczęło brakować jej powietrza. Odbiła się od podłoża i wypłynęła ponad taflę, łapiąc ciężko powietrze.
Pieprzony kamień — mruknęła niezadowolona pod nosem, kręcąc głową, ale zaraz już podpływała do Noriegi. Kiedy chlapnął ją wodą, oczywiście mu oddała, by w następnej sekundzie ustawiając swoje marne dwie muszelki na kamieniu. Nie były za duże ani nawet kręcone. Właściwie to marne okazy, bo te wszystkie najlepsze wyleciały jej podczas upadku. — Była tam taka ładna, ale przygnieciona kamieniem i jak chciałam ją wyciągnąć to wszystko wyjebało — pożaliła się, jakby miała co najmniej pięć lat. — I jeszcze mam w majtkach pełno mułu i… — sięgnęła ręką do tyłka, żeby nieco się wyczyścić i wtedy poczuła, że ma pod materiałem coś twardego. Muszelkę. Otworzyła szerzej oczy i spojrzała na Noriegę.
Zacisnęła na niej palce, po czym wyciągnęła na kamień, przyglądając się jej uważnie. Była śliczna. Cała pozawijana i kolorowa. Miała jakieś drobne uszczerbki, nie była idealna, ale kształtem naprawdę wyjątkowa. Niby od dupy strony (hehe), ale jednak najbardziej się wyróżniała ze wszystkich ich zdobyczy.
I co myślimy? — spytała po chwili, przysuwając się do Noriegi, żeby oprzeć głowę na jego ramieniu. — Bo jak dla mnie to ta z tyłka wygrywa… — oznajmiła, po czym ugryzła go delikatnie z wilgotną skórę.

Madito :pilar2:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Coraz więcej im się zbierało tych zastrzeżeń, nie pianistka, nie aktorka, nie mogła lubić ulicznych grajków...
Madox pewnie znalazłby coś jeszcze, a oni jeśli rzeczywiście by kogoś szukali chyba musieliby przeprowadzić jakiś casting. Chociaż wciąż ciekawa kwestia to było to, czy oni w ogóle daliby radę. Czy w pewnym momencie Pilar nie wydrapała by jej oczu, albo Madox nie stwierdziłby, że jemu to nie odpowiada?
Może kiedyś to sprawdzą, bo oni uwielbiali te nowe rzeczy, przekraczanie granic, próbowanie czegoś, czego jeszcze w życiu nie robili. A może nigdy?
Bo z drugiej strony czy potrzebowali kogoś jeszcze?
Nunca, świetnie sobie radzili we dwójkę, co udowadniali przez ostatnie czterdzieści osiem godzin wielokrotnie.
Teraz też zamierzali się dobrze bawić we dwoje, łowiąc muszelki. Najbardziej zakręconą, która wygrywała zakład i największą, za którą była zajebista naklejka.
- Kupię ci jakieś na plaży - powiedział od razu, bo oni chyba rzeczywiście powinni się zaopatrzyć w jakieś naklejki, w końcu często je sobie naklejali. Naklejki, albo plasterki. Kiedy sięgnęła ręką do jego bokserek to na moment spuścił spojrzenie w dół - teraz to już na pewno taką znajdę - szarpnął się do niej znowu, bliżej, naprał na jej dłoń. Tylko co z tego, kiedy ona się już od niego odsuwała.
Przyszedł czas na nurkowanie.
Madox rozglądał się za zakręconą muszelką, oczywiście, ale teraz też za największą. Znalazł taką dużą, może nie była piękna, ale spora, mogło się na niej zmieścić kilka innych, ją też wyłowił. Już płynął na powierzchnię, kiedy zobaczył jak Pilar siłowała się z tym kamieniem. Miał do niej podpłynąć, bo w końcu obiecał jej pilnować, tylko, że ona już poradziła sobie sama. A zaraz wyjrzała obok niego ponad zmąconą taflą wody.
- Ale mieliśmy łowić muszelki, a nie kamienie cariño - wywrócił wesoło oczami i ją ochlapał, oczywiście, że mu oddała, ale się tym nie przejął, bo on już do niej sięgał, żeby ją przyciągnąć do kamienia, żeby zobaczyć jej połów, a kiedy mu się pożaliła, to zaraz przesunął palcami po jej policzku, tak jakby miała pięć lat, a on ją głaskał - wyłowię ci ją - rzucił też od razu. Oczywiście, że by to zrobił. Ten kamień by jej wyłowił, albo wszystkie te muszle co do jednej, żeby sobie wybrała. Chociaż kiedy powiedziała, że ma w majtkach pełno mułu to już do niej sięgnął zdecydowanie bardziej zaczepnie, zahaczając palcami o koronkę jej majtek - pokaż... - zanim jednak zdążyła mu pokazać, to już wyjmowała sobie z majtek muszelkę - a masz ich tam więcej? Muszelek? - przysunął się do niej bliżej i sięgnął do jej majtek, ale zaraz ciemne tęczówki zatrzymały się na jej dużych, błyszczących oczach. Uwielbiał, kiedy mieniły się tak obłędnie, od ekscytacji, jak u małej dziewczynki. Jak te jego, kiedy wpadł mu do głowy jakiś głupi genialny pomysł.
Oparł się o kamień łokciami, żeby się jeszcze bardziej zawiesić, ułożyć na nim też głowę, kiedy jego ciemne tęczówki przesunęły się po wszystkich muszelkach. Według niego też wygrywała ta z majtek, wyrwana z samego dna jeziorka, w walce z kamieniem. Chociaż kiedy się do niego przysunęła, kiedy oparła mu dłoń na ramieniu, to sięgnął do niej do tyłu jedną ręką, żeby ją do siebie jeszcze przyciągnąć.
- No nie wiem... - zaczął i zerknął na nią przez ramię, to w które go ugryzła, on w ramach rewanżu uszczypnął ją w pośladek - ale mnie też się najbardziej podoba majtkowa, albo tyłkowa... czyli nauczę się robić dla ciebie buñuelos, będą zajebiste - odwrócił się do niej, żeby zajrzeć w jej piękne, brązowe oczy - ale zobacz tą... - zaraz on sięgnął też do swoich bokserek, bo za gumkę wsadził sobie tą dużą. Była płaska, ale wielkości dłoni, największa ze wszystkich, które wyłowili, chociaż zdecydowanie nie tak spektakularna jak ta Pilar. Sięgnął do niej tym razem noga, żeby ją zaczepić i przyciągnąć do siebie - ta chyba jest największa, czyli naklejka... będzie tutaj - sięgnął do jej dłoni, żeby przesunąć nią po swoim brzuchu, ułożyć na gumce bokserek w super bohaterów. I chociaż przez chwilę jego ciemne oczy zatrzymały się na tych jej obłędnie czekoladowych, błyszczących, a kącik ust uniósł się w zaczepnym uśmiechu, to jednak zaraz szarpnął się do niej żeby złożyć na jej pełnych, gorących wargach krótki pocałunek. Nie zadziorny, tylko taki, który miał być obietnicą tego, że wrócą do tematu.
- Ale później... Bo pora się zbierać, zabieram cię na śniadanie, a później plaża - te słowa ułożył na jej ustach, te jego drgnęły do góry w uśmiechu, mogła to poczuć na swoich. Bo może i miał teraz ochotę na to, żeby go przeleciała w jaskini, ale w końcu mieli przed sobą dzień pełen wrażeń. Odwrócił się znowu do kamienia.
- To które zabieramy do domu? Z tyłka i dużą? - zapytał i sięgnął po obie. Dużą znowu włożył za gumkę od bokserek, a zakręconą zapakował do woreczka razem z zapalniczką, ją trzymał w ręce - gotowa? - zapytał, kiedy już znowu się do niej odwrócił, kiedy jego ciemne tęczówki już znowu łapały jej spojrzenie. On był...
Chociaż zanim jeszcze mu odpowiedziała, to znowu się do niej wyrwał i jeszcze raz wpił w jej obłędne, pełne usta.
- Jeszcze ostatnie pocałunki Diabła - mruknął między kilkoma pocałunkami.

Aprenderé a hacer buñuelos para ti, cariño (づ•ᴗ•)づᯓ🍪
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”