24 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
siema
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sam nie wiedział, co właściwie chciał od niej usłyszeć.
Że jej na nim zależało? Że tym razem wcale nie miała zamiaru uciekać? Cokolwiek to by było, na pewno nie miało nic wspólnego z tym, żeby znowu zamieść wszystko pod dywan i udawać, że wszystko było w jak najlepszym porządku. Tego z pewnością nie chciał. Akurat to chyba już nauczyli się dobitnie, że takie zachowanie finalnie tylko pogarszało sprawę. Że chociaż na moment zepchnięte w czeluści podświadomości gówno, potem wychodziło na zewnątrz ze zdwojoną siłą i sprawiało, że szambo wypierdalało.
Dokładnie tak samo, jak stało się to na zapleczu niecałe kilk dni temu.
Lucas nie oczekiwał od niej zapomnienia. Wcale nie chciał zmuszać jej do tego, żeby nagle udawała, że wszystko było super. On po prostu chciał, żeby chociaż spróbowali się dogadać. Spróbowali znaleźć jakiś kompromis do tej chujowej sytuacji.
Nie chcę od ciebie kłamstw, Caldwell — wyznał, spoglądając w jej piękne, błękitne oczy. Całe życie byli ze sobą szczerzy. Przez wiele lat przemierzali świat ramię w ramię, będąc jedynym wzajemnym wsparciem na tej skurwiałej ziemi. Zawsze stali za sobą murem i zawsze też mogli na siebie liczyć. Nie kłamali się. Przecież przyjaciele nie kłamią.
Kiedy to się dokładnie zmieniło?
Nie miał pojęcia, ale czuł tą zmianę aż za bardzo. Godziła go gdzieś w serce, gryzła skórą. Szczególnie, kiedy patrzył na jej gniewną twarz i tak bardzo kurwa tęsknił do momentów, kiedy po prostu się do niego uśmiechała. Kochał jej uśmiech. Przez wiele lat sumiennie uważał, że nie było nic lepszego niż jej głośny śmiech. No chyba, że czołówka z Pokemonów.
Jej ton go rozjuszał. Sprawiał, że i Lucas miał ochotę się wydzierać, a przecież on nienawidził krzyczeć. A jednak na nią chciał. Już nawet otwierał usta, żeby dobitnie powiedzieć jej, co o tym wszystkim myślał, jak samolubne było z jej strony to, że chciała przekreślić całą ich znajomość od tak. Tylko nic z tego jednak nie opuściło jego ust. Zamknęła mu je jednym zdaniem. Kompletnie przekierowała priorytety. Otworzył szeroko oczy, spoglądając na nią z niedowierzaniem.
Miał jej powiedzieć, że oszalała.
Miał zapytać jej, co miała na myśli.
Miał jakoś z tego wybrnąć. A zamiast tego on…
A nie przyszło ci kurwa do głowy, żeby gdybyś mi to powiedziała, to byłoby zupełnie inaczej?! — ryknął kompletnie nie w zgodzie z własną głową. A potem sam się zdziwił. Zrobił to kompletnie niekontrolowanie. Zupełnie jakby to serce zdecydowało wypuścić z niego takie zdanie. I teraz to samo serce zabiło mocno, kurewsko mocno, trochę jakby miało zaraz wyskoczyć mu z piersi. Niekontrolowane ciepło zalało mu ramiona i przemknęło wzdłuż kręgosłupa. Co on kurwa wyrabiał? Patrzył jej głęboko w oczy i milczał. Zupełnie jakby ich spojrzenia prowadziły już własną konwersacje na zupełnie innym poziomie. Dopiero po chwili złapał większy oddech i ponownie się odezwał.
Jaką mam pewność, że tym razem nie uciekniesz? — ściągnął brwi do środka, autentycznie walcząc, by się kurwa nie porzygać. Lucas nie był dobry w tego typu rozmowy i szczerze? Nie sądził, że będzie musiał takową tego dnia prowadzić. Ale teraz już nie było odwrotu. Grali w otwarte karty i już nie dało się wycofać. Więc kontynuował. — Skąd mogę wiedzieć, że jeśli zrobię cokolwiek… Jutro nie okaże się, że jesteś w drodze na drugi koniec kraju?

Indie Caldwell
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
Welkom in Canada
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
‘cause i’m gonna mess your life up, gonna wanna tape my mouth shut
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, jak tam chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Co za głupie pytanie. Oczywiście, że przyszło jej to do głowy.
Kurwa, żeby to raz.
Może i nie potrafiła tego przed sobą przyznać, ale przecież myślała o tym wielokrotnie; nie pamiętała, kiedy po raz pierwszy nasunęło jej się to na myśl, ale wiedziała tyle, że musiało być to dawno temu. Wiedziała, że byłoby inaczej i było to jednocześnie powodem, dla którego niby chciała coś powiedzieć i jednocześnie też przyczyną tego, że za żadne skarby nie potrafiła się na to zdobyć — bała się o to, w jaki sposób zmieniłaby się ich znajomość. Trzymało ją przed tym w zasadzie tylko czyste tchórzostwo i przejmująca obawa o to, że wszystko zmieniłoby się na gorsze, obrzydliwie pokomplikowało, a w najgorszym przypadku: kompletnie legło w gruzach. Gdyby powiedziałaby to na głos wcześniej, w s z y s t ko byłoby inaczej.
W zasadzie nie tylko wcześniej, bo teraz też było, poczuła to natychmiast; powierzchownie nie zmieniło się nic, ale to stwierdzenie — fakt, że zupełnym przypadkiem po raz pierwszy nazwała to po imieniu — w rzeczywistości zmieniało wszystko. Kompletnie.
Więc była tymi słowami równie zaskoczona, co Lucas, bo chociaż wiedziała to o sobie już od dawna, to jeszcze nigdy nie przeszło jej to przez gardło i... chyba nie sądziła, aby kiedykolwiek miało. A już na pewno nie teraz, w takich okolicznościach, o czym świadczył chociażby fakt, że na jego pytanie Indie nie zareagowała nawet marnym słowem, własnym wyznaniem zbita z tropu zbyt poważnie, żeby wystosować jakąkolwiek odpowiedź. Jakaś jej część chciała się wycofać, zapewnić, że tylko jej się tak powiedziało, alternatywnie obrócić całą sytuację w żart, ale strach odbierał mowę, sprawiając, że słowa grzęzły w zaciśniętym gardle. Przerażona była. Tym, co powiedziała, tym, jak miał na to zareagować i tym, jak wiele te kilka nieprzemyślanych słów mogło zmienić, a najbardziej — tym, że z jakiejś dziwnej przyczyny nie potrafiła się z nich wycofać.
Gdybym chciała znów od czegokolwiek uciekać, gwarantuję Ci, że już dawno by mnie tutaj nie było. — Mogła powiedzieć to z pełnym przekonaniem i powagą, bo od powrotu z domków przeszło jej to przez myśl niejednokrotnie. W ciągu tych kilku dni rozważała to częściej i poważniej niż kiedykolwiek powinna (niewykluczone, że na komputerze wciąż miała otwartą zakładkę z tanimi lotami, tak na wszelki wypadek), tylko po to, żeby finalnie dojść do wniosku, że nie potrafiła. Nie była w stanie, nieważne czego nie obiecywała perspektywa ucieczki i uchylenia się od odpowiedzialności w dokładnie taki sam sposób, jak zrobiła to rok temu. Różnica była jedna, fundamentalna — tym razem Indie dobrze wiedziała, że nawet nie przyniosłoby to jej żadnych korzyści. Żadnego zapomnienia, żadnego wewnętrznego spokoju, na który tak bardzo liczyła wyjeżdżając po raz pierwszy.
Może i przyznała się do swoich uczuć całkiem nieumyślnie, ale właśnie docierało do niej, że dała sobie w ten sposób szansę. Jedną, jedyną szansę. Najprawdopodobniej ostatnią, którą miała od niego dostać i to właśnie ta realizacja kazała jej nagle bujnąć się o te dwa kroki do przodu, żeby stanąć z Lucasem twarzą w twarz. Serce biło jej jeszcze szybciej i mocniej niż przedtem, choć nie sądziła, że było to możliwe — w klatce piersiowej już od dawna rozbijało się nierównym, pędzącym rytmem, który tylko przyspieszył z sekundą, w której wtórnie złapała jego spojrzenie.
Nie. Obiecuję — odezwała się w końcu, nawet nie kryjąc się z tym, że zabranie głosu przyszło jej z ogromnym trudem. Tyle dobrego, że chociaż oboje źle znosili tę rozmowę — nieco pocieszał ją fakt, że Miller też wyglądał, jakby miał zaraz zgiąć się w pół z całego tego stresu i napięcia. Przynajmniej w tym byli zgodni. — Kurwa, przysięgam — zapewniła znów, nieświadomie pozwalając, aby jedna z jej dłoni odnalazła tę Lucasa i ujęła ją ostrożnie. — Przysięgam, że już nigdy nie zniknę.

Lucas Miller
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ ⭑
wszystko, tylko nie chat gpt i ai slop
24 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
siema
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stresowało go to.
Autentycznie nie pamiętał, kiedy ostatni raz był tak bardzo zestresowany. Miał wrażenie, że jeszcze trochę, jeszcze kilka słów, kontynuacja wymiany zdań, a się porzyga. Normalnie jak tu stał, przed fontanną i przed Caldwell weźmie i strzeli pawia, prosto na jej twarz.
Lucas nigdy nie był dobry w poważne rozmowy. Przez większość czasu obracał wszystko w żart, a przez ten pozostały po prostu ignorował i próbował odbiegać od tematu. Po prostu nie potrafił ich prowadzić, największy problem majc z wyrażaniem swoich mysli. Wiązało się to z tym, że Miller sam często nie wiedział, co czuł. Mącił sobie w głowie, nie umiał nazwać myśli. Chociaż teraz, kiedy miał przed sobą Indie, kiedy spoglądał w jej szaro-niebieskie, wielkie oczy… trochę wiedział. Nawet bardziej niż trochę, ale kurewsko bał się tego przyznać.
Słuchał jej uważnie, kiedy zarzekała się, że wcale nie chciała uciekać. Chciał jej wierzyć, a jednak gdzieś z tyłu głowy miał wspomnienia sprzed roku. Wciąż pamiętał ten smutek, żal i gniew, kiedy nie mógł się z nią nawet skontaktować, kiedy kompletnie go odcięła. Histeryk powiedziałby, że podchodziło to nawet pod jakąś traumę, bo jednak jakby na to nie spojrzeć, to był właśnie powód, dla którego nie potrafił jej zaufać.
Chociaż chciał.
Całe jego ciało chciało, kiedy gdy tylko Indie wykonała krok w przód, jego serce zabiło mocniej. Wyrwało się w jej kierunku, jakby nagle zechciało wyskoczyć z piersi. Nie odsunął się, ale też nie podszedł bliżej. Czekał. Po raz pierwszy w życiu, schował do kieszeni swoje narwaństwo i po prostu czekał. Nawet się kurwa słowem nie odezwał, kiedy spomiędzy jej pełnych ust wydobywały się ciche obietnice. Jej głos był pewny siebie, inny niż jeszcze chwile temu, co tylko jeszcze bardziej mieszało mu w głowie.
A może właśnie przeciwnie?
Może jednak c z y ś c i ł o zamęt, który w niej panował?
Złapał w płuca więcej powietrza, kiedy sięgnęła po jego dłoń wraz z ostatnim przysięgam. Powiedziała mu dokładnie to, co chciał usłyszeć. W kilka zdań rozwiała jedyne wątpliwości, jakie miał względem tego co powinien, a czego nie powinien robić. I nim w ogóle zdążył ułożyć sobie w głowie jakąkolwiek odpowiedź… jego palce mimowolnie zacisnęły się na jej dłoni. Jakby ciało już wiedziało za niego.
Indie… — wyszeptał ledwo słyszalnie, chociaż na dobrą sprawę dookoła nich nie było nikogo. Czuł, jak krew przyspiesza mu w żyłach, jak serce w piersi kompletnie wariuje, do tego stopnia, że słyszał jego szalony rytm nawet w uszach, mieszając się z szumem fontanny. I wtedy to zrobił. Krok w jej kierunku, który niwelował już kompletnie odległość między nimi. Wolną ręką sięgnął do jej policzka, chociaż nim ułożył go przy skórze, pierwsze zgarnął kilka niesfornych kosmyków z jej twarzy i przełożył za ramię. — Też nie chce, żebyś znikała — wyznał w końcu, czując, jak autentycznie od nadmiaru emocji robi mu się niedobrze. Chociaż jeszcze bardziej niż zwymiotować, to chciał… — I kurewsko chciałbym cię właśnie pocałować — ręka mu zadrżała. Powoli przesunęła się z policzka na żuchwę, zahaczając kciukiem o jej brodę i zadzierając nieco w górę. — Ale jeszcze nie mogę tego zrobić — chociaż tak bardzo chciał. Niczego innego w tym momencie nie chciał, tylko wpić się w jej pełne, słodkie usta. Tylko Lucas był już zbyt trzeźwy na kolejne zdrady. Tym razem musiał to zrobić dobrze. Tak jak należało. Chociaż gdzieś w środku coś głośno krzyczało, że kurwa nie powinien. Że nie powinien znowu wszystkiego dla niej rzucać. Tylko co z tego, jak serce myślało już tylko o niej?

Indie Caldwell
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
Welkom in Canada
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
‘cause i’m gonna mess your life up, gonna wanna tape my mouth shut
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, jak tam chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuła jego zwątpienie. Widziała je w rozbieganym spojrzeniu i każdym powściągliwym geście, słyszała, jak dźwięczy w przyciszonym głosie i... rozumiała. Indie nie dziwiła mu się nawet w najmniejszym stopniu. Nie winiła za nieufność i rezerwę, bo
były jak najbardziej na miejscu — sama w zasadzie nie była pewna, czy była gotowa sobie z tym wszystkim znów zaufać. Miał święte prawo do tego, aby wątpliwościom poddawać dosłownie wszystko, każde pojedyncze słowo i zapewnienie. Zrozumiałaby. Miała intencję dotrzymać każdej ze swoich obietnic, ale naprawdę zrozumiałaby, jeśli uznałby je za puste słowa czy zwyczajną stratę czasu.
Nie bardzo wiedziała ani w jaki sposób interpretować dłużącą się ciszę ze strony Millera, ani jak sobie z nią radzić — cała ta przejmująca niepewność doprowadzała ją do obłędu, ale nie mogła zrobić niczego innego niż po prostu czekać. Ani trochę cierpliwie, ale pokornie, usilnie tłumiąc panikę na rzecz dania mu należytej przestrzeni i... ciężko było. Męczyła się z tym tak poważnie, że w którymś momencie nieironicznie zaczęła zastanawiać się, czy może trzeba było rzucić jakimś błyskotliwym "to ja już może pójdę" i strategicznie obrócić się na pięcie jeszcze zanim nerwy kompletnie odebrały jej rozum. Nie potrafiła przypomnieć sobie ostatniej okazji, przy której czuła się równie zestresowana, ale jednego była w stu procentach pewna: tak bliska postradania zmysłów jak teraz nie była chyba jeszcze nigdy.
Indie...
Nawet nie zdała sobie sprawy z tego, że gdzieś pomiędzy zaciśniętymi na jej dłoni palcami i wyszeptanym imieniem mimowolnie zaczęła wstrzymywać oddech. Każdy atom jej ciała wyrywał się w kierunku Lucasa, ale trwała w całkowitym bezruchu, nie drgnąwszy choćby o marny milimetr, nawet gdy wykonał krok bliżej i ułożył dłoń na jej policzku.
Dotyk był czuły, delikatny, w niewytłumaczalny sposób kojący. Wydawał się być jedynym, co z powodzeniem sprowadzało ją z powrotem na ziemię, dziwnym sposobem przywracało część spokoju, który odbierały jej ogromne emocje oraz trudna natura całej rozmowy, zupełnie jakby pod jego wpływem wszystko w niej zaczynało cichnąć. Jakby pod palcami Lucasa łagodniała w sposób, w który nie potrafiła zrobić tego przy nikim innym. Też nie chcę, żebyś znikała. Miała ochotę przysiąc mu to jeszcze raz, a potem kolejny, następny, powtórzyć tę obietnicę jeszcze setki albo tysiące razy, zapewnić, że nie zamierzała dwa razy popełnić swojego największego błędu, ale... za bardzo chciała, żeby mówił dalej.
I kurewsko chciałbym cię właśnie pocałować. Śmieszne, jakimś dziwnym trafem myślała właśnie o dokładnie tym samym.
Czuła, że nie powinna, że oni nie powinni, ale bez żadnego protestu pozwoliła na to, żeby drżącą ręką uniósł jej brodę do góry, ani na moment nie odrywając od niego spojrzenia. Świat poza Lucasem mógł równie dobrze nie istnieć — była w niego tak zapatrzona, że potrzebowała chwili na realne na przyswojenie tego co powiedział, a raczej tego co te słowa właściwie znaczyły.
Jeszcze.
Powtórzyła to sobie w myślach. Jeszcze.
Szalejące w niej emocje — szok, ulga, szczęście, stres, poczucie winy i cała reszta, bo było ich mnóstwo — zaczęły zlewać się w jedno. W dziwną, ciężką i pełną sprzeczności całość, uczucie tak złożone i trudne do zrozumienia, że nie umiałaby porównać go do czegokolwiek innego. Wyglądała, jakby zamierzała coś powiedzieć, ale jakoś nie mogła znaleźć w sobie siły na więcej słów, więc milczała, a na myśl w międzyczasie nasunęła się jedna rzecz, którą chciała zrobić nawet bardziej niż go pocałować. Nie zastanawiała się dwa razy — jednym pociągnięciem za kurtkę przyciągnęła go do siebie, żeby bez pytania zarzucić mu ramiona na szyję i po prostu go przytulić.
Zwyczajnie przytulić, tak, jak chciała zrobić to już od dawna, schować twarz w jego obojczyku i trzymać go równie mocno, co blisko. Palce mocno zaciskały się na materiale ubrań, zupełnie jakby w ten sposób za wszelką cenę chciała upewnić się, że Lucasa wcale zaraz nie zabraknie.
Nie chciała puszczać go już nigdy.
koniec
Lucas Miller
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ ⭑
wszystko, tylko nie chat gpt i ai slop
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kew Gardens”