Nie był pewien.
Maddie pracowała dla niego od zawsze, była jego pierwszą menadżerką, ona pomagała mu kiedy Emptiness było jeszcze podrzędnym klubem, a teraz... Przecież teraz jego klub był jednym z lepszych w mieście. A do tego głównym miejsce, gdzie spotykała się
śmietanka towarzyska tego miasta. Podziemia Emptiness to był przecież wspólny pomysł Madoxa i Maddie, coś co budowali od zera, a teraz on miał ją wyrzucić. Na pewno nie będzie tym faktem zachwycona, ale czy ona miała tutaj cokolwiek do powiedzenia biorąc pod uwagę fakt, że go zdradziła?
Według Madoxa, nie.
Pilar za to miała. Zawsze miała, więc wysłuchał jej spokojnie, a potem na moment wtulił się w nią zaciskając palce na jej skórze.
-
Nie wiem, muszę poszukać, pomyśleć, to nie może być jakaś pierwsza lepsza osoba, bo Emptiness to nie jest zwykły klub - doskonale o tym wiedziała, oboje wiedzieli. Ale Noriega na obecną chwilę jeszcze nie miał pomysłu, chociaż już się nad tym zastanawiał, komu mógłby zaufać na tyle, żeby go wprowadzić w ten świat? Spychał jednak te myśli na dalszy plan, bo teraz przecież byli na wakacjach, ale wiedział, że będzie musiał do tego wrócić. Że w Toronto będzie miał kolejny problem, jakby do tej pory miał ich mało... Chociaż przecież ten z Frankim Ferrarim został przecież rozwiązany. Jeden mniej, a na jego miejsce kolejny.
Zamknął na moment oczy, bo chciał to poukładać w głowie, chociaż zaraz już ciemne tęczówki spoczęły na twarzy Stewart, kiedy zapytała go o to czy
dopiero teraz.
-
Właściwie to już dawno, już po tym ciosie z Medellin, jak złamałaś nos Alvaro - sięgnął nawet do niej, żeby dać jej pstryczka w nos, a zaraz już wstawał.
Jakby nie złamała wtedy tego nosa Alvaro, to chyba by się w niej tak nie zakochał. Chociaż... może tak?
Ale na pewno był to powód, który znacząco przemawiał na jej korzyść. Łamanie nosów mafiosów jednym ciosem, to nawet Madoxowi nie zawsze to wychodziło.
Za to gadane to miał zawsze, dlatego już zaraz nawijał o targu, albo o tym, że mogą też coś zamówić. Pilar jednak zgodziła się na zakupy, i dobrze, bo Madox już sobie obiecał, że nakupuje dużo mango, jakieś zajebiste meksykańskie papryczki, które mogą dawać do wszystkiego i inne rzeczy...
Z tych myśli wyrwało go dopiero to, kiedy zadecydowała, że on idzie na targ, a ona do domu.
-
No i co będziesz robić beze mnie w domu? - musiał zapytać, chociaż najważniejsza opcja to było chyba to, że bez niego będzie miała chwilę... spokoju?
Chociaż w samochodzie to wcale go nie miała, bo kiedy on powiedział, że będzie ją zaczepiał, to od razu sięgał do jej kolana. A jednak jak widział to, jak wyjeżdżała z krzaków to wstrzymał powietrze i gryzł się w język, żeby nic nie powiedzieć. Bo miał już jej mówić, że jej wyjedzie, albo wyjdzie i ją pokieruje, a najlepiej to jednak jakby oddała jemu, bo tam trzeba było bujnąć auto, żeby wyszło z tych kolein, które on sam zrobił.
W końcu się jej udało.
A on nawet tego nie skomentował.
Za to zaraz powtarzał po niej, szybko.
-
Tengo la mejor prometida del mundo entero - ręką przesunął po jej udzie, sięgnął koronki majtek, pod którą wsunął czubki palców, ale zaraz je jednak zabrał, kiedy przyhamowała jakoś mocniej, bo ktoś jej zajechał drogę i nimi szarpnęło. Opadł plecami na oparcie i otworzył sobie na oścież okno.
-
Obstawiam, że na basenie, zajebista pogoda, ja bym wybrał basen - odwrócił się w jej kierunku i mrugnął do niej jednym okiem, zaczepnie, a zaraz pokiwał głową -
dobra, ja basen, a ty? - zapytał, ale zaraz prychnął -
ja płacę za obiad i za kolację, w ogóle dzisiaj jest dzień Madoxa i Madox płaci - stwierdził, bo on się z nią nigdy o to nie kłócił. Ale z drugiej strony... -
w ogóle to ja zabrałem cię na wakacje i ja płacę - dodał, a kiedy otwierała usta, żeby coś powiedzieć, to już sięgał do niej, żeby oprzeć jej na nich palce, oczywiście, że go ugryzła, ale chyba bardziej by się zdziwił, gdyby tego nie zrobiła. Bo przecież on też by to zrobił -
to jest moja nagroda, za wyścig czy coś, nie podlega dyskusji, to wiesz... Jedno życzenie Madoxa - zabrał dłoń, ale przekręcił się do niej bokiem -
a ten kto dobrze obstawi Matteo i Guilie to potem sam wybiera miejsce, w którym to zrobimy, może być najbardziej popierdolone, stoi? - czy trzeba było ją na to namawiać? Pewnie nie.
Czy w ogóle potrzebowali do tego zakładu? Też pewnie nie. Ale przecież mogli sobie taki zrobić, dla jakiegoś podkręcenia atmosfery, dodania nutki
pikanterii, jebanej papryczki czili, do ich płonącego żywym ogniem związku.
Teraz też tak
ogniście Pilar ryknęła i zatrąbiła, a samochód przed nimi przyhamował, kurwa, specjalnie to zrobił. Zwolnił, tak, że Pilar też musiała, a kiedy chciała go wyminąć, to zajechał jej drogę. Madox najpierw spojrzał ten samochód, który ewidentnie robił im na złość, a potem na Stewart, która też ewidentnie była już... zła? Sam się szarpnął, żeby walnąć w klakson kilka razy, ale nic to nie dało, bo samochód nie ruszył, a przy kolejnej próbie wyprzedzania znowu zajechał Pilar drogę.
-
Ja pierdole... pojebało kogoś - rzucił Noriega. Samochód zjechał w kierunku targu, a Stewart za nim -
zaraz mu nakopie, że wkurwia moją narzeczoną - stwierdził jeszcze zaglądając w obłędne, czekoladowe oczy Pilar. Duży SUV z przyciemnianymi szybami zaparkował przed nimi, miał wściekle czerwony kolor, jak Jeep, który stanął zaraz za nim. Madox jeszcze zerknął na swoją narzeczoną, a zaraz wyrwał się do wyjścia, żeby podejść do kierowcy, z tą koszulką wciąż przewieszoną przez ramię.
Już stał przy drzwiach kierowcy, przy tym SUVie, gotowy był wyciągnąć typa nawet przez okno, za to jak sobie z nimi pogrywał. Tylko kiedy okno się otworzyło, zjechało do zera, to okazało się że za kierownicą siedzi... ładna brunetka, w dużych okularach przeciwsłonecznych, ubrana na czerwono.
-
Jak kur... - zaczął Madox, ale ona zaraz zawiesiła się na szybie wyglądając do niego. A przecież on miał to zrobić, zawiesić się na szybie i zjebać kierowcę od góry do dołu, a potem wyciągnąć go przez okno i mu nakopać.
Wypuścił jakoś ciężko powietrze z płuc.
-
Nie umiesz jeździć? - prychnął tylko, a dziewczyna podniosła z nosa okulary, żeby go zmierzyć spojrzeniem. Aż Noriega się cofnął, a zaraz zakładał na siebie koszulkę przez głowę. Brunetka parsknęła śmiechem.
-
No właśnie umiem, to... twój kierowca, chyba nie za bardzo się tutaj odnajduje - zerknęła w kierunku Jeepa, Madox też się obejrzał.
-
Zajeżdżałaś jej drogę - rzucił, a brunetka wywróciła oczami, okulary miała już oparte na czarnych, zmierzwionych włosach.
-
Bo twoja kobieta bardzo niekulturalnie... napierdalała w klakson - powiedziała powoli, a zaraz już otwierała drzwi, żeby wysiąść. Madox musiał się cofnąć bo prawie go nimi walnęła. Stanęła przed nim w tej swojej zwiewnej czerwonej sukience zadzierając głowę do góry, żeby na niego spojrzeć, prosto w oczy. Aż Madox trochę zgłupiał, czy oni niekulturalnie napierdalali w klakson, czy ona robiła im na złość zajeżdżając drogę?
Tengo la mejor prometida del mundo entero ˚˖𓍢ִ໋
͙֒✧🩷˚.
༘⋆