-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Okay. - tylko tyle plus kiwnięcie głową, kiedy zabrał się za kończenie tej imprezy za barem. Odmówił też po drodze zaproszenia na clubbing, rzuconego przez jednego z kucharzy, życząc im tylko, żeby bawili się dobrze. Starał się nie myśleć o tym, gdzie poniesie go spacer z Vitą i.. Generalnie nie nastawiać na więcej. I tak już dostał wiele.
Zbiegł w dół schodków, jego nos uderzył zapach seksu, wywołując grymas. Nie było jak tego pomieszczenia przewietrzyć, więc liczył tylko, że Cath nie przyjdzie robić inwentarza w środku tygodnia... Czy był środek tygodnia? Kiedy właściwie robiło się inwentarz...? Naprawdę nie chciał, żeby urwała mu głowę, wymieniając wszystkie, nawet najdrobniejsze wykroczenia, które popełnił tym aktem, a przez które ich interes mógłby być zamknięty. Na pewno jakieś były. Jeśli ten biznes kiedyś upadnie, to na sto procent będzie to wina Alexisa. Yep. Złapał swoje okulary, stwierdził, że ogarnie wszystko następnego dnia, jak powiedział Holloway, wbiegł znów na górę, by zaraz udać się do szatni i zabrać swoje rzeczy. Pozbył się firmowego polo, na prosty, biały podkoszulek zarzucił kurtkę, złapał swój plecak, sprawdził dwa razy czy czegoś nie zapomniał. Mózgu. Mózgu na pewno zapomniał, ale to już dawno temu i za cholerę nie wiedział gdzie go zostawił. Złapał głębszy oddech, zanim wyszedł, by dołączyć do Vity.
- Prowadź. - nie miał pojęcia gdzie teraz mieszkała. Wsadził dłonie do kieszeni kurtki, wyciągając z niej paczkę papierosów, wsunął jednego do ust. Nie palił podczas zmiany, wiedząc, że gdyby wyszedł z knajpy "na chwilę" to mógłby tego dnia już nie wrócić. Przesunął dłoń z paczką w jej stronę, zerkając na nią pytająco, nie wiedząc, czy miała jeszcze swoje, czy może chciała się poczęstować.
vita holloway
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Westchnęła ciężko, jednak kiedy go zobaczyła, uśmiechnęła się delikatnie i kiwnęła głową, wychodząc z restauracji i upewniając się jeszcze, że wszystko jest pozamykane. Wsunęła dłonie do kieszeni kurtki i ruszyła obok niego, zastanawiając się, o czym właściwie ma z nim rozmawiać. Kim teraz dla siebie byli? Zniknął z jej życia, a teraz wmaszerował do niego z butami, robiąc sobie z jej serca wycieraczkę. Zerknęła na jego dłoń trzymającą paczkę papierosów, wysunęła jednego i wsunęła sobie do ust. Chwilę później wyciągnęła zapalniczkę z własnej kieszeni i odpaliła peta, zaciągając się długo i głęboko, jakby miało jej to pomóc poukładać myśli. Wypuściła dym z płuc i spojrzała na niego, idąc w stronę mieszkania.- Lex… Lexie… - odezwała się w końcu, zerkając na niego.- Jak ma się Cath?- Spytała tylko po to, żeby jeszcze przez chwilę nie musieć mówić o przysłowiowym słoniu w pokoju. Zaciągnęła się znowu. Dzisiejszej nocy było cholernie zimno- poza dymem opuszczającym jej usta unosiła się też jasna chmurka pary. Czuła się spięta, co chwilę zerkając na niego z boku, zatrzymując wzrok na jego ustach. Mogłaby przysiąc, że każde mrugnięcie przenosiło ją z powrotem do tej cholernej piwniczki. Do tego stopnia, że nawet nie zauważyła jakiegoś żula, który dosłownie na nią wpadł. Wzdrygnęła się, a ten wrzasnął,- Uważaj, kurwa, gdzie leziesz!
Holloway odruchowo przysunęła się do Lexa, próbując odsunąć się od typa, który wyglądał tak, jakby jeszcze trochę, a za chwilę przesadziłby z fentanylem.- Ah, złotko, czekaj… może masz jakiś change? Pomóż…- Wyciągał rękę w jej stronę, a Holloway bez zastanowienia chwyciła Lexa za dłoń i pociągnęła go za sobą. Zaczęła biec w stronę tramwaju TTC i w ostatniej chwili wskoczyła do środka razem z nim.- Fuck me… - rzuciła do siebie, dysząc ciężko. Po chwili zbladła, patrząc na niego i dopiero wtedy docierając do tego, co właśnie powiedziała.- To znaczy… nie. Już to zrobiłeś. To znaczy nie, nie chcę znowu, to znaczy…- Zaczęła się gubić we własnych słowach i dopiero wtedy zorientowała się, że nadal trzyma papierosa w dłoni. W komunikacji miejskiej.- cholera!- Szybko otworzyła okno i wyrzuciła go na zewnątrz, a potem przeciągnęła dłonią po twarzy i spojrzała na niego kompletnie zmarnowana.-Gdzie ty byłeś? Czemu mnie zostawiłeś? Dlaczego już nigdy się nie odezwałeś?- Zasypała go pytaniami, które dręczyły ją od lat.
lex
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Lexie.. Jego imię na jej ustach wywróciło mu żołądkiem do góry nogami, dreszcz przebiegł po karku, kretyńskie motylki postanowiły napaść go znikąd. Późno było, motylki powinny spać. Przymknął na krótki moment oczy, łapiąc głębszy oddech, zanim odpowiedział. Nic nie wiedziała. O chorobie matki, o stanie ojca, o tym jak wszyscy wydawali się ledwo trzymać na nogach, a Cath? - Uh.. Zabiegana? Ma dużo na głowie. - odpowiedział krótko, bo nawet nie wiedziałby gdzie zacząć. Jego, siostrę, ojca, biznes, matkę która wydawała się coraz bardziej zbliżać do końcówki swojej męczarni. Może i dobrze. Przeszło mu przez myśl, od razu krusząc odrobinę bardziej serce. Nie powinien tak myśleć nawet, ale.. Ale. Było wiele ale.
Czyjś bełkot, nagłe zamieszanie przywołało go do porządku. Spiął mięśnie, zmarszczył brwi, łapiąc ją za ramię, by pociągnąć ją bardziej do swojego drugiego boku. Druga dłoń zacisnęła się na małym obiekcie w jego kieszeni, a kiedy tylko nieznajomy poruszył się w ich stronę, oberwał.. pieprzowym żelem. No przecież się kurwa nie będzie bił z ludźmi, za ładny miał ryj i za bardzo lubił swoje oprawki, żeby ryzykować jakiekolwiek zniszczenia. Pozwolił się pociągnąć za Holloway, po raz kolejny stwierdzając, że ten dzień jest popieprzony. Wskakując do tramwaju, przesunął dłoń, obejmując ją w talii, żeby ich nie zabić z rozpędu, po prostu przycisnął ją lekko do ścianki separującej wejście od pierwszego rzędu krzeseł, podpierając się o tą ściankę drugą rękę. Odetchnął, pet poległ gdzieś w momencie, w którym wcześniej usłyszał głos człowieka bez domu.
Odsunął się od niej tylko trochę, dłoń wciąż w jej talii, oczy wyraziły ostrożną ciekawość, gdy się tak zaczęła plątać we własnych słowach. Czy ona kiedyś zamykała jadaczkę? Nie pamiętał. Odsunął się, przyciskając własnymi plecami do przeciwległej ścianki, nie mógł się powstrzymać, żeby lekko się nie roześmiać.
Chaos.
Ok, pamiętał jej chaos.
Spojrzał na nią, gdy zadała mu kilka pytań na koniec, pokręcił lekko głową.
- Vita.. Powiedziałem ci już wcześniej. - przecież nie kłamał, ani wcześniej, ani w tamtym momencie, nie miał żadnego powodu, by kłamać. Sięgnął do kieszeni swoich spodni, wyciągnął z nich telefon grzebiąc w nim przez krótką chwilę, zanim go jej podał. - To ty przestałaś się odzywać. - rzucił, pozwalając, żeby się sama przescrollowała przez ich konwersację sprzed lat. Numer miał nadal ten sam, wiadomości zapisywały się na karcie i dalej je miał. Kontakt "V" z małą emotką kociej mordki na górze, a ostatni miesiąc konwersacji tylko jego ciągłe pytania o cholerę jej chodziło. Ignorowane. Może go zablokowała? W sumie nigdy wcześniej o tym nie pomyślał.
- Nie pamiętam już o co chodziło, założyłem, że coś odjebałem i stwierdziłaś, że nie jestem warty zachodu. Fair, tbh. - wzruszył lekko ramionami pod koniec, bo mógł to zrozumieć. Może rzeczywiście coś odwalił i zamiast mu powiedzieć, po prostu go zablokowała i tyle? Gówniarze czasami nie byli racjonalni, prawda? On nadal nie bywał racjonalny. - I tak, znalazłem sobie inne towarzystwo. Wiesz, że nie potrafię być sam. - dodał, bo w tej kwestii byli dokładnie tacy sami, nawet jeśli sam o tym nie wiedział. Wychował się w wiecznym rozgardiaszu, z dwiema siostrami, jedną bardziej niestabilną od drugiej. Lubił jak coś się działo, lubił się bawić.. a kiedy zapadała cisza i był sam, jego myśli zazwyczaj błądziły, zapętlały się, przybierając zwykle naprawdę brzydką mordę.
vita holloway
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wpatrując się w ekran, zobaczyła ich stare konwersacje. A tam faktycznie... dziesiątki wiadomości z jego strony, wszystkie bez żadnego odzewu z jej. Kiedy to zobaczyła, poczuła, jak robi jej się jednocześnie słabo i gorąco. Zdecydowanie za dużo wrażeń jak na jeden wieczór.- J-ja…pozbyłam się tego numeru - wydusiła z siebie, unosząc spojrzenie, żeby spojrzeć w jego piwne tęczówki, jednak nie potrafiła. Czuła, jak obraz zaczyna jej się rozmazywać, a ta tramwajowa puszka nagle się zmniejszać, odbierając jej jakikolwiek dopływ powietrza. To nie działo się naprawdę. Przecież to on ją olał. To on o niej zapomniał. Nie dostała tych wiadomości… nie dostała ich, bo w momencie, gdy plotka rozeszła się po szkole, została zasypana nieskończoną ilością SMS-ów od dzieciaków ze szkoły, nazywających ją najróżniejszymi imionami... od zdradzających suk po wiadomości z pytaniami, ile wzięłaby za szybki numerek. Nawet już nie rejestrowała, co do niej mówił, kiedy przewijała multum wiadomości, które do niej wysyłał. Wyglądało to tak, jakby naprawdę się wtedy martwił. Tego było za dużo. Zmieniła numer, a nowego nie podała Alexisowi, bo kiedy to wszystko się stało, już ze sobą nie rozmawiali. Już wtedy słyszała, że znalazł sobie lepsze towarzystwo, a uparta jak osioł była z niej cholera, więc nawet nie odważyła się do niego podejść i zapytać prosto w twarz, o co chodzi. Raz tylko pomachała do niego na holu, a on ją zignorował. Teraz, kiedy o tym myślała, może po prostu jej tamtego dnia nie zauważył? Już sama nie wiedziała, co ma myśleć.
Wsunęła telefon z powrotem w jego dłonie akurat w chwili, gdy drzwi tramwaju się otworzyły. To nie był jej przystanek, ale musiała wyjść. Musiała złapać powietrze. Wybiegła na zewnątrz i oparła się o pierwszy lepszy słup, próbując wyrównać oddech, czując, jak łzy powoli spływają jej po policzkach. Sama nie wiedziała, dlaczego aż tak ją to ruszyło. W pewnym sensie opłakiwała te wszystkie lata straconej przyjaźni między nimi, przez to, że żadne z nich tak naprawdę nie odezwało się do drugiego. Myśląc o tym, odwróciła się do niego, po czym szybkim krokiem podeszła bliżej. Miała oczy przesiąknięte łzami, czerwone od zimna policzki i nos, a brwi ściągnięte w niezadowolonej, roztrzęsionej minie.- Głupek! - rzuciła głośniej, składając dłoń w pięść i uderzając go nią lekko w pierś. Zaraz potem zrobiła to samo drugą.- Dlaczego nie mogłeś do mnie podejść? - załkała. - Wiedziałeś też gdzie mieszkam… - Rozluźniła dłonie, a potem po prostu go objęła. Wtuliła się w niego mocno.- Potrzebowałam cię wtedy, Lexie. Nawet nie wiesz, jak bardzo.- Pociągnęła nosem, przymknęła oczy i po prostu trwała tak przy nim, mając nadzieję, że może ją obejmie.
lexie
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pozbyła się numeru? To też miało jakiś sens, może nawet bardziej niż blokowanie jego. Pamiętał jakąś typową high school dramę, coś z jej matką, ale nie pamiętał już co głupiego ludzie gadali. Inne rzeczy miał na głowie w tamtym czasie, zwłaszcza pod koniec ich szkolnych przygód. Rodzinne rzeczy. Prywatne rzeczy. Wszystkie-kurwa-na raz-rzeczy, które sprawiły, że nie mógł dalej do niej pisać, czy nawet próbować z nią porozmawiać na korytarzach. Nie to nie. Ściana z lodu, chroniąca połamane serce przez rozpadnięciem się na kawałki, wydawała się całkiem niezłym rozwiązaniem na tamten moment.
Wyskoczył za nią z tramwaju, wkładając telefon znów do kieszeni i.. Poczuł się naprawdę źle z tym, że doprowadził ją do łez. Znowu. W jedne 24 godziny. Wow, idziemy na rekord. Złapał głębszy oddech, ale stwierdził, że skoro był powodem jej łez, to pewnie nie powinien się odzywać. Nie powinien jej dotykać i w ogóle najlepiej, jakby przestał oddychać, zdechł gdzie stał. Wbił na moment spojrzenie gdzieś w okolice jej butów, wzrok podniósł dopiero gdy ruszyła w jego stronę szybkim krokiem. Wyprostował się, spiął mięśnie, zamykając oczy, szykując się na jakiegoś dobrego prawego sierpowego. Tylko żeby mu nie złamała szkieł..
Thud. W klatkę, zabolało bardziej emocjonalnie, niż fizycznie. Zmarszczył brwi, nie mając odwagi otworzyć oczu, ale słyszał ją. Słyszał ból w jej głosie i szczerze, chyba by wolał rzeczywiście przestać oddychać i umrzeć. Jakby to było takie proste, ha. Wolałby też, żeby rzeczywiście go uderzyła. Porządnie. Może zaćmiłoby poczucie winy, bo tak, miała rację. Zamiast wysyłać wiadomości, które wyraźnie nie działały i porzucić próby rozmawiania z nią po kilku marnych próbach z samego początku, powinien był postarać się bardziej. Też ją zawiódł. Jego ramiona poruszyły się zanim zdążył o tym pomyśleć. Objął ją, przyciągając do siebie mocniej. Nie wiedział. Był przekonany, że po prostu nie był jej potrzebny, że tylko mieszał i robił bałagan, jak w każdym innym życiu, którego częścią się stawał. Same problemy z nim były i..
Był pierdolonym egoistą.
- Przepraszam, V.. - bo nie było nic innego, co mógłby w tamtym momencie powiedzieć. Czuł zbyt mocno, był zbyt trzeźwy na tą rozmowę. Właściwie to całkowicie trzeźwy, nawet sobie nie strzelił shota za barem podczas zmiany. Czuł zbyt wiele... Pieczenie pod zamkniętymi powiekami przykrył grymasem, zaciskając mocniej oczy. Pieprzone czucie, po co to komu w ogóle było? Zrobił to, co robił najlepiej. Dywersja. Odsunął się tylko odrobinę, jedną z dłoni położył na jej policzku, kierując twarz Holloway w swoją stronę.. Skradł dla siebie kolejny pocałunek. Niech świat płonie.
v
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jedyne, czego teraz chciała, to wygarnąć mu wszystko, pokazać, co czuje, choć brakowało jej słów. Wyrzucała więc z siebie pierwsze lepsze myśli, by chwilę później po prostu się w niego wtulić. Nie przeszkadzało jej to, że nie był od niej dużo wyższy. W zabawny sposób przypomniało jej to tylko, jak kiedyś żartowali, że skoro są tego samego wzrostu, to przynajmniej łatwiej im wskakiwać sobie nawzajem na barana. Alexis był teraz trochę bardziej umięśniony, a ona… bardziej krągła niż wtedy, w liceum. Zatopiła twarz w jego szyi, pociągając nosem, podczas gdy łzy leciały jej strumieniami- tak rozpaczliwie próbowała się uspokoić.- Ja też… - wydusiła z siebie, chcąc, żeby wiedział, że dla niej to również było trudne. Nie chciała, żeby myślał, że to ona go porzuciła. Przecież nie zrobiła tego umyślnie.
Zmarszczyła brwi w dezorientacji, czując, jak odsuwa się od niej odrobinę, i zerknęła w jego piwne tęczówki. Gdy zorientowała się, co robi, przymknęła oczy i tym razem odwzajemniła powolny, delikatny pocałunek, w którym trwali przez kilka długich chwil, jakby żadne z nich nie chciało się odsunąć. A potem poczuła to znajome trzepotanie skrzydeł motyli w brzuchu. Przerażona odsunęła się od niego.- Przepraszam, ja… - spojrzała na niego, wyraźnie zagubiona.- Ja wrócę sama.- Zauważyła, że właśnie nadjechał tramwaj. Wbiegła do niego niemal od razu, jakby ucieczka była jedyną rzeczą, która miała teraz sens. Potrzebowała czasu, żeby to wszystko przemyśleć. Przecież nie widziała go tyle lat. Jeszcze tego wieczoru czuła do niego czystą złość… więc dlaczego teraz, po tym wszystkim, tak cholernie go pragnęła?
koniec
lexie