-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z tą jednak niespecjalnie miał ochotę się zapoznawać, woląc skierować wciąż dość niepewne i chwiejne kroki w stronę, gdzie spodziewał się znaleźć kuchnię. Albo chociaż kran. Co prawda kac nie zdążył się jeszcze zacząć na dobre – tak samo jak Dante wciąż jeszcze nie zdążył do końca wytrzeźwieć – ale wciąż mimo wszystko zdobycie szklanki z wodą mogłoby w tej chwili uchodzić za priorytet. Po drodze nie odpuścił sobie zgarnięcia do kieszeni zalegającego na mijanej szafce woreczka z obiecująco wyglądającym proszkiem – bo przecież mogło się przydać. Może niekoniecznie właśnie teraz, ale kiedyś na pewno.
Przejrzał zawartość kuchennych szafek i decydując się ostatecznie na najczystszą szklankę, jaką udało mu się znaleźć – choć i tak dla pewności lepiej było przepłukać ją pod kranem – napełnił ją wodą. Przez chwilę wprawdzie kusiła stojąca na blacie butelka z alkoholem, ale… najpierw pewnie lepiej byłoby zorientować się w tym, gdzie tak właściwie wylądował. Na podpowiedzi ze strony współimprezowiczów raczej nie miał co liczyć. Cisza panująca w mieszkaniu sugerowała, że ci albo wciąż jeszcze odsypiali, albo ulotnili się gdzieś w nie do końca jasnych okolicznościach. Pozostawało więc sięgnąć po telefon i po sprawdzeniu lokalizacji podsumować to krótkim, za to całkiem adekwatnym przekleństwem. Czekał go powrót do domu zdecydowanie dłuższy niż mógłby sobie tego życzyć, a to oznaczało mniej więcej tyle, że moment wytrzeźwienia i apogeum kaca najpewniej nadejdzie jeszcze po drodze.
Niewiele więc myśląc, wylał do zlewu pozostałą w szklance wodę i zastąpił ją kolorowym trunkiem z butelki. Niezbyt mądry pomysł – co do tego dość mgliście sam musiał zdawać sobie sprawę – ale przecież do drogi wypadało się odpowiednio przygotować. W tym wypadku – trudno byłoby o lepsze przygotowanie.
David Harrison
-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiczas narracji-postaćautor
Wizyta na komisariacie trwała krótko - bo w sumie tylko wszedł, zgarnął dokumenty, przywitał się z niektórymi i wyszedł, doskonale znając rozkład jazdy na dzisiejszy dzień.
Podróż na miejsce docelowe też nie trwała długo, bo wyjechał o takiej porze, gdy nie było korków. Sugerował się wszystkimi zebranymi informacjami, a wszystkie zebrane informacje wskazywały, że poszukiwany znajdował się w jednym z trzech domów w przeciągu ostatnich kilku godzin. Harrison bez pardonowo wlazł do środka, bo nie miał czasu, aż mu ktoś otworzy - tak, wyważył drzwi. Zaczął więc obchód po mieszkaniu z wyciągniętą przed sobą bronią gdy nagle zauważył kogoś.
- Ręce do góry! - rozkazał, choć z tego co pamiętał, poszukiwany wyglądał nieco inaczej.
- Co tu robisz i od jak dawna tu jesteś? - spytał, bo nie mógł wykluczyć, że znał Scotta Flicka. Gościa, który powinien siedzieć za poczwórne morderstwo.
Dante Levasseur
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Szkoda tylko, że plany te stosunkowo szybko musiały ulec zmianie. Podobnie zresztą jak wcześniejsze założenie o nie jego problemie…
– Co do…? – nie dokończył, odwracając się w stronę wejścia do kuchni i zauważając wymierzoną w siebie broń. Całkiem przekonujący argument, żeby jednak zostać na miejscu jeszcze przez chwilę. A także żeby rzeczywiście lekko unieść dłonie, prezentując tym samym, że nic w nich nie trzymał. No… przynajmniej w jednej, w drugiej wciąż przecież miał częściowo wypełnioną alkoholem szklankę.
Szybki rachunek sumienia pozwalał wprawdzie dojść do wniosku, że poprzedniego wieczora raczej nie wplątał się w nic aż tak wielkiego, by teraz ściągać na siebie podobnie nieoczekiwaną sytuację. Niestety, nie mógł to być wniosek, którego miałby być w stu procentach pewny. O to akurat byłoby dość trudno, skoro spora część wspomnianego wieczoru – włączając w to choćby to, jak i kiedy impreza przeniosła się w to konkretne miejsce – pozostawała niewiadomą nawet dla niego samego.
– Aktualnie staram się nie wytrzeźwieć za szybko – to chyba nie było jeszcze nic złego. Ot, kwestia preferencji. Jedni woleli poranek zacząć od kawy, inni… stawiali widocznie własnej wątrobie nieco większe wyzwania. – I… a skąd mam to niby wiedzieć? Od wczoraj? Trochę wcześniejszego rana…?
Właściwie nawet nie do końca wiedział, która była aktualnie godzina – na to akurat nie zwrócił uwagi, patrząc wcześniej na telefon. Tym bardziej nie wiedział też, o której trafił akurat tutaj. Prawdopodobnie nie wiedziałby również, czy mógł znać jakiegokolwiek Scotta – kilku na pewno, choć trudno byłoby powiedzieć, czy któryś z nich faktycznie miałby na koncie choćby i jedno morderstwo – choć pewnie nie mógłby wykluczyć, że jakiegoś miał okazję ostatnio poznać. Konkretniej – w ciągu kilku ostatnich godzin. Tyle, że może niekoniecznie był to temat, który miałby ochotę poruszać właśnie tu i teraz. Przecież nie po to zajmował się aktualnie oddalaniem od siebie widma kaca, by cały ten wysiłek zaprzepaścić przez nikomu niepotrzebne dyskusje…
– To tyle…? – mógł się pewnie domyślić odpowiedzi, ale… mimo wszystko pewnie i tak warto było spróbować. Przy odrobinie szczęścia facet mógłby przecież uznać, że te średnio konkretne odpowiedzi w zupełności mu wystarczyły i zająć się czymkolwiek innym. Albo – jeszcze lepiej – kimkolwiek innym, nawet jeśli nadal panująca dookoła cisza coraz bardziej sugerowała, że pod tym względem nie miał raczej większego wyboru.
David Harrison
-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiczas narracji-postaćautor
Harrison przez dłuższą chwilę milczał, mierząc chłopaka podejrzliwym spojrzeniem, nie opuszczając przy tym broni. Zastanawiał się, czy ten miał cokolwiek wspólnego ze Scottem, czy był tylko przypadkowym elementem tej układanki tj. czy po prostu znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. Niejednokrotnie tak było, dlatego najpierw należało zebrać potrzebne informacje i liczyć, że ten co stał naprzeciwko, będzie prawdomówny. Chyba, że mu zapłacono... oj wiele scenariuszy było w tamtym momencie możliwych.
Zmarszczył brwi, nie spodziewając się takiej odpowiedzi. Wytrzeźwieć? Ciekawe ile wypił. I czego. Sam w sumie od pewnego czasu miał ochotę się napić...
- Byłeś tu sam? - spytał nagle David, bo to pytanie mu przyszło właśnie do głowy.
- Jeżeli nie, to z iloma osobami tu byłeś? - dodał zaraz - oczywiście, jeśli odpowiedź brzmiała twierdząco, nie musiał odpowiadać na drugie pytanie, zadane przez detektywa. Nie było tu kamer, żadnych świadków, którzy mogliby później potwierdzić lub podważyć wersję wydarzeń. Wszystko opierało się wyłącznie na tym, co powie chłopak - i na tym, co David zdoła wyczytać. Chyba, że są tu też inni, tylko się gdzieś chowają. zaczął sunąć wzrokiem od lewej do prawej, jakby szukał oznak kogoś jeszcze, lecz chyba nikogo nie widział. Żałował, że nie wziął ze sobą termowizora, bo dzięki niemu byłoby łatwiej kogoś wykryć. Aż sobie przez chwilę wrócił pamięcią do wojska, gdzie na jednej z misji korzystał z takiego sprzętu. Noktowizora też używał będąc w wojsku, no ale mniejsza. Ogólnie do sprawdzenia były też dwa domy obok - chociaż istniało prawdopodobieństwo, że myszy zdążyły już pouciekać do swoich norek.
- Czy widziałeś tego.... - sięgnął jedną ręką do kieszeni płaszcza (drugą wciąż trzymał wycelowany w chłopaka pistolet), bo miał w niej zdjęcie poszukiwanego - nieźle pogięte ale kolor wciąż się utrzymywał, więc twarz była dobrze widoczna. Nim jednak pokazał zdjęcie chłopakowi, sam na nie spojrzał by mieć pewność, że ten przed nim wyglądał inaczej. Niby zawsze mógł założyć perukę i maskę ale nie sądził, by akurat coś takiego tu miało miejsce.
- Tego oto człowieka? Podobno kręcił się tutaj właśnie jakiś czas temu. - dokończył Harrison i wyciągnął zdjęcie tak, że chłopak miał je może z dwa centymetry przed oczami. No dobra, może trzy. Ale był na tyle miły, że jeśli świadek chciał, mógł swobodnie je odsunąć.
Dante Levasseur
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
– Nie i nie mam, kurwa, pojęcia, jakoś nikt nie robił listy gości na wejściu – alkohol – zresztą, pewnie nie tylko alkohol… – całkiem skutecznie zagłuszał ten cichy głosik, który mógłby próbować podpowiedzieć, że te krótkie i konkretne odpowiedzi mogłyby się jednak sprawdzić znacznie lepiej. Zwłaszcza w sytuacji, gdy facet nadal mierzył do niego z broni i kiedy może naprawdę dobrze byłoby postawić choćby na jakąś namiastkę współpracy.
Choć z drugiej strony… naprawdę nie miał przecież pojęcia, ile osób było tu jeszcze do niedawna razem z nim. Przynajmniej kilka – to na pewno. Gdyby jednak miał powiedzieć coś konkretnego o którejkolwiek z nich, miałby prawdopodobnie spory problem. Nawet przy założeniu, że faktycznie miałby wykazać jakąkolwiek chęć współpracy.
Tyle, że może jednak niekonieczne tę chęć odczuwał – zwłaszcza w momencie, kiedy tamten postanowił podsunąć mu jakieś zdjęcie prosto pod nos. Bez większego zastanowienia złapał je, żeby rzeczywiście odsunąć je sobie od twarzy na jakąś rozsądną odległość i móc dzięki temu zobaczyć na nim cokolwiek poza paroma rozmazanymi plamami.
– Może… – wzruszył beznamiętnie ramionami, nie przyglądając się mimo wszystko zdjęciu jakoś szczególnie uważnie. Zaraz zresztą uniósł spojrzenie, przenosząc je na nieproszonego gościa. – O chuj ci tak właściwie chodzi…?
Od tego chyba warto było zacząć. Wprawdzie w trakcie tego dziwacznego przesłuchania Dante zdążył nabrać nieco większej pewności, że może jednak rzeczywiście nie chodziło o żadną głupotę, za którą to właśnie on miałby odpowiadać, ale… wciąż jakoś wcale nie rozjaśniało to całej sytuacji. Wręcz przeciwnie. Nadal nie miał pojęcia, czego tamten od niego chciał. Ani – tym bardziej – dlaczego miał faktycznie tracić czas i odpowiadać na rzucane przez niego pytania. Chociaż… w porządku, facet miał w ręku dość przekonujący argument, a Levasseur widocznie wciąż jeszcze posiadał dość rozsądku, by nie lekceważyć tego tak zupełnie i nie próbować mimo wszystko wyjść z tej nieszczęsnej kuchni.
Albo kazać spierdalać tamtemu. Nawet jeśli wciąż to dość mocno kusiło…
David Harrison