25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mimo całkiem imponującej liczby przeżytych imprez – w tym tych o zdecydowanie trudnych do przewidzenia zakończeniach – dawno już nie miał okazji zaliczyć takiej, podczas której od samego początku miałby całkiem jasno sprecyzowany cel. Po prostu się odciąć. Ten zresztą udało się zrealizować w stu procentach – i pewnie właśnie dlatego miałby spory problem z jednoznacznym określeniem, w jaki sposób ostatecznie wylądował na przedmieściach Toronto, w dodatku w cudzym, kompletnie mu nieznanym mieszkaniu. Choć – jak mógł się przekonać po porannym rozeznaniu – to najpewniej widziało już całkiem sporo imprez. Na tyle, by nikt jakoś szczególnie nie przejmował się regularnym sprzątaniem i by najróżniejsze pozostałości w postaci pustych butelek, wypalonych papierosów i skrętów, a także wszelkich innych imprezowych artefaktów, mogło opowiadać ich niezbyt jasną historię.
Z tą jednak niespecjalnie miał ochotę się zapoznawać, woląc skierować wciąż dość niepewne i chwiejne kroki w stronę, gdzie spodziewał się znaleźć kuchnię. Albo chociaż kran. Co prawda kac nie zdążył się jeszcze zacząć na dobre – tak samo jak Dante wciąż jeszcze nie zdążył do końca wytrzeźwieć – ale wciąż mimo wszystko zdobycie szklanki z wodą mogłoby w tej chwili uchodzić za priorytet. Po drodze nie odpuścił sobie zgarnięcia do kieszeni zalegającego na mijanej szafce woreczka z obiecująco wyglądającym proszkiem – bo przecież mogło się przydać. Może niekoniecznie właśnie teraz, ale kiedyś na pewno.
Przejrzał zawartość kuchennych szafek i decydując się ostatecznie na najczystszą szklankę, jaką udało mu się znaleźć – choć i tak dla pewności lepiej było przepłukać ją pod kranem – napełnił ją wodą. Przez chwilę wprawdzie kusiła stojąca na blacie butelka z alkoholem, ale… najpierw pewnie lepiej byłoby zorientować się w tym, gdzie tak właściwie wylądował. Na podpowiedzi ze strony współimprezowiczów raczej nie miał co liczyć. Cisza panująca w mieszkaniu sugerowała, że ci albo wciąż jeszcze odsypiali, albo ulotnili się gdzieś w nie do końca jasnych okolicznościach. Pozostawało więc sięgnąć po telefon i po sprawdzeniu lokalizacji podsumować to krótkim, za to całkiem adekwatnym przekleństwem. Czekał go powrót do domu zdecydowanie dłuższy niż mógłby sobie tego życzyć, a to oznaczało mniej więcej tyle, że moment wytrzeźwienia i apogeum kaca najpewniej nadejdzie jeszcze po drodze.
Niewiele więc myśląc, wylał do zlewu pozostałą w szklance wodę i zastąpił ją kolorowym trunkiem z butelki. Niezbyt mądry pomysł – co do tego dość mgliście sam musiał zdawać sobie sprawę – ale przecież do drogi wypadało się odpowiednio przygotować. W tym wypadku – trudno byłoby o lepsze przygotowanie.

David Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
29 y/o
Welkom in Canada
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

Tego dnia David miał szukać kogoś, kto ukrywał się na przedmieściach Toronto. Rano, jak zwykle, zjadł w biegu jedną kanapkę - którą praktycznie w ogóle się nie najadł - dlatego już w drodze na komisariat zastanawiał się, gdzie będzie mógł się zatrzymać po jakieś porządniejsze śniadanie lub lunch. W zasadzie nie musiałby wcale jechać na komisariat, gdyby dzień wcześniej pamiętał, żeby zabrać ze sobą ważne dokumenty. Poza tym wciąż nie ruszył ani o krok z odkryciem, o co właściwie chodziło z tym, że zarówno on, jak i Cath pamiętali dwie zupełnie różne wersje wydarzeń - a jemu zarzucono kłamstwo. Także jak tylko wyciągnął listy z szafki i porobił różne kreski na kartkach - łączące! - to tak sobie to leżało. Przed pójściem spać podniósł tylko jeden list, bo spadł z biurka i tak jakoś wyszło, że sobie go przeczytał i… zaatakowała go nostalgia. W wyniku tejże nostalgii, sięgnął po zdjęcie, które zrobili sobie w fotobudce podczas wakacji, nim jeszcze wstąpił do wojska. Ciekawiło go, czy Cath zachowała kopię tej pamiątki, lecz koniec końców szybciej zasnął niż napisał do niej wiadomość.
Wizyta na komisariacie trwała krótko - bo w sumie tylko wszedł, zgarnął dokumenty, przywitał się z niektórymi i wyszedł, doskonale znając rozkład jazdy na dzisiejszy dzień.
Podróż na miejsce docelowe też nie trwała długo, bo wyjechał o takiej porze, gdy nie było korków. Sugerował się wszystkimi zebranymi informacjami, a wszystkie zebrane informacje wskazywały, że poszukiwany znajdował się w jednym z trzech domów w przeciągu ostatnich kilku godzin. Harrison bez pardonowo wlazł do środka, bo nie miał czasu, aż mu ktoś otworzy - tak, wyważył drzwi. Zaczął więc obchód po mieszkaniu z wyciągniętą przed sobą bronią gdy nagle zauważył kogoś.
- Ręce do góry! - rozkazał, choć z tego co pamiętał, poszukiwany wyglądał nieco inaczej.
- Co tu robisz i od jak dawna tu jesteś? - spytał, bo nie mógł wykluczyć, że znał Scotta Flicka. Gościa, który powinien siedzieć za poczwórne morderstwo.

Dante Levasseur
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powinien pewnie nieco bardziej przejąć się hałasem w okolicy drzwi wejściowych. Tymczasem jednak… postawił na opcję znacznie wygodniejszą, poświęcając temu konieczne minimum zainteresowania w postaci lekko zmarszczonych brwi i nieznacznego zwrócenia głowy w tymże kierunku. Nie jego drzwi – nie jego problem. Zwłaszcza, że i tak planował przecież wkrótce zbierać się z tego miejsca, czas do wyjścia mierząc w pozostałych łykach dość podle smakującego alkoholu.
Szkoda tylko, że plany te stosunkowo szybko musiały ulec zmianie. Podobnie zresztą jak wcześniejsze założenie o nie jego problemie
Co do…? – nie dokończył, odwracając się w stronę wejścia do kuchni i zauważając wymierzoną w siebie broń. Całkiem przekonujący argument, żeby jednak zostać na miejscu jeszcze przez chwilę. A także żeby rzeczywiście lekko unieść dłonie, prezentując tym samym, że nic w nich nie trzymał. No… przynajmniej w jednej, w drugiej wciąż przecież miał częściowo wypełnioną alkoholem szklankę.
Szybki rachunek sumienia pozwalał wprawdzie dojść do wniosku, że poprzedniego wieczora raczej nie wplątał się w nic aż tak wielkiego, by teraz ściągać na siebie podobnie nieoczekiwaną sytuację. Niestety, nie mógł to być wniosek, którego miałby być w stu procentach pewny. O to akurat byłoby dość trudno, skoro spora część wspomnianego wieczoru – włączając w to choćby to, jak i kiedy impreza przeniosła się w to konkretne miejsce – pozostawała niewiadomą nawet dla niego samego.
Aktualnie staram się nie wytrzeźwieć za szybko – to chyba nie było jeszcze nic złego. Ot, kwestia preferencji. Jedni woleli poranek zacząć od kawy, inni… stawiali widocznie własnej wątrobie nieco większe wyzwania. – I… a skąd mam to niby wiedzieć? Od wczoraj? Trochę wcześniejszego rana…?
Właściwie nawet nie do końca wiedział, która była aktualnie godzina – na to akurat nie zwrócił uwagi, patrząc wcześniej na telefon. Tym bardziej nie wiedział też, o której trafił akurat tutaj. Prawdopodobnie nie wiedziałby również, czy mógł znać jakiegokolwiek Scotta – kilku na pewno, choć trudno byłoby powiedzieć, czy któryś z nich faktycznie miałby na koncie choćby i jedno morderstwo – choć pewnie nie mógłby wykluczyć, że jakiegoś miał okazję ostatnio poznać. Konkretniej – w ciągu kilku ostatnich godzin. Tyle, że może niekoniecznie był to temat, który miałby ochotę poruszać właśnie tu i teraz. Przecież nie po to zajmował się aktualnie oddalaniem od siebie widma kaca, by cały ten wysiłek zaprzepaścić przez nikomu niepotrzebne dyskusje…
To tyle…? – mógł się pewnie domyślić odpowiedzi, ale… mimo wszystko pewnie i tak warto było spróbować. Przy odrobinie szczęścia facet mógłby przecież uznać, że te średnio konkretne odpowiedzi w zupełności mu wystarczyły i zająć się czymkolwiek innym. Albo – jeszcze lepiej – kimkolwiek innym, nawet jeśli nadal panująca dookoła cisza coraz bardziej sugerowała, że pod tym względem nie miał raczej większego wyboru.

David Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
29 y/o
Welkom in Canada
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

W powietrzu unosił się specyficzny zapach trawy i alkoholu, przełamany czymś jeszcze - czymś ostrym, gryzącym, czego David nie potrafił nazwać.
Harrison przez dłuższą chwilę milczał, mierząc chłopaka podejrzliwym spojrzeniem, nie opuszczając przy tym broni. Zastanawiał się, czy ten miał cokolwiek wspólnego ze Scottem, czy był tylko przypadkowym elementem tej układanki tj. czy po prostu znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. Niejednokrotnie tak było, dlatego najpierw należało zebrać potrzebne informacje i liczyć, że ten co stał naprzeciwko, będzie prawdomówny. Chyba, że mu zapłacono... oj wiele scenariuszy było w tamtym momencie możliwych.
Zmarszczył brwi, nie spodziewając się takiej odpowiedzi. Wytrzeźwieć? Ciekawe ile wypił. I czego. Sam w sumie od pewnego czasu miał ochotę się napić...
- Byłeś tu sam? - spytał nagle David, bo to pytanie mu przyszło właśnie do głowy.
- Jeżeli nie, to z iloma osobami tu byłeś? - dodał zaraz - oczywiście, jeśli odpowiedź brzmiała twierdząco, nie musiał odpowiadać na drugie pytanie, zadane przez detektywa. Nie było tu kamer, żadnych świadków, którzy mogliby później potwierdzić lub podważyć wersję wydarzeń. Wszystko opierało się wyłącznie na tym, co powie chłopak - i na tym, co David zdoła wyczytać. Chyba, że są tu też inni, tylko się gdzieś chowają. zaczął sunąć wzrokiem od lewej do prawej, jakby szukał oznak kogoś jeszcze, lecz chyba nikogo nie widział. Żałował, że nie wziął ze sobą termowizora, bo dzięki niemu byłoby łatwiej kogoś wykryć. Aż sobie przez chwilę wrócił pamięcią do wojska, gdzie na jednej z misji korzystał z takiego sprzętu. Noktowizora też używał będąc w wojsku, no ale mniejsza. Ogólnie do sprawdzenia były też dwa domy obok - chociaż istniało prawdopodobieństwo, że myszy zdążyły już pouciekać do swoich norek.
- Czy widziałeś tego.... - sięgnął jedną ręką do kieszeni płaszcza (drugą wciąż trzymał wycelowany w chłopaka pistolet), bo miał w niej zdjęcie poszukiwanego - nieźle pogięte ale kolor wciąż się utrzymywał, więc twarz była dobrze widoczna. Nim jednak pokazał zdjęcie chłopakowi, sam na nie spojrzał by mieć pewność, że ten przed nim wyglądał inaczej. Niby zawsze mógł założyć perukę i maskę ale nie sądził, by akurat coś takiego tu miało miejsce.
- Tego oto człowieka? Podobno kręcił się tutaj właśnie jakiś czas temu. - dokończył Harrison i wyciągnął zdjęcie tak, że chłopak miał je może z dwa centymetry przed oczami. No dobra, może trzy. Ale był na tyle miły, że jeśli świadek chciał, mógł swobodnie je odsunąć.

Dante Levasseur
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To zdecydowanie nie był najlepszy możliwy moment na nadmiar pytań. Nawet tych pozornie niezbyt wymagających, na które Dante pewnie mógłby odpowiedzieć dość krótko, konkretnie i – przy odrobinie szczęścia – zapewnić sobie tym samym spokój na resztę dnia. Tymczasem z każdą kolejną chwilą miał coraz większą ochotę, by po prostu uprzejmie poprosić niechcianego rozmówcę o to, żeby zwyczajnie spierdalał. Możliwe, że trzymana przez tamtego broń była jedynym powodem, dla którego wciąż jeszcze tego nie zrobił. Najwyraźniej jednak niedostatecznym, by powstrzymać się od wymruczanego pod nosem przekleństwa – może i niezbyt wyraźnego, ale całkiem dobrze oddającego to, co na temat całej tej sytuacji sądził…
Nie i nie mam, kurwa, pojęcia, jakoś nikt nie robił listy gości na wejściu – alkohol – zresztą, pewnie nie tylko alkohol… – całkiem skutecznie zagłuszał ten cichy głosik, który mógłby próbować podpowiedzieć, że te krótkie i konkretne odpowiedzi mogłyby się jednak sprawdzić znacznie lepiej. Zwłaszcza w sytuacji, gdy facet nadal mierzył do niego z broni i kiedy może naprawdę dobrze byłoby postawić choćby na jakąś namiastkę współpracy.
Choć z drugiej strony… naprawdę nie miał przecież pojęcia, ile osób było tu jeszcze do niedawna razem z nim. Przynajmniej kilka – to na pewno. Gdyby jednak miał powiedzieć coś konkretnego o którejkolwiek z nich, miałby prawdopodobnie spory problem. Nawet przy założeniu, że faktycznie miałby wykazać jakąkolwiek chęć współpracy.
Tyle, że może jednak niekonieczne tę chęć odczuwał – zwłaszcza w momencie, kiedy tamten postanowił podsunąć mu jakieś zdjęcie prosto pod nos. Bez większego zastanowienia złapał je, żeby rzeczywiście odsunąć je sobie od twarzy na jakąś rozsądną odległość i móc dzięki temu zobaczyć na nim cokolwiek poza paroma rozmazanymi plamami.
Może… – wzruszył beznamiętnie ramionami, nie przyglądając się mimo wszystko zdjęciu jakoś szczególnie uważnie. Zaraz zresztą uniósł spojrzenie, przenosząc je na nieproszonego gościa. – O chuj ci tak właściwie chodzi…?
Od tego chyba warto było zacząć. Wprawdzie w trakcie tego dziwacznego przesłuchania Dante zdążył nabrać nieco większej pewności, że może jednak rzeczywiście nie chodziło o żadną głupotę, za którą to właśnie on miałby odpowiadać, ale… wciąż jakoś wcale nie rozjaśniało to całej sytuacji. Wręcz przeciwnie. Nadal nie miał pojęcia, czego tamten od niego chciał. Ani – tym bardziej – dlaczego miał faktycznie tracić czas i odpowiadać na rzucane przez niego pytania. Chociaż… w porządku, facet miał w ręku dość przekonujący argument, a Levasseur widocznie wciąż jeszcze posiadał dość rozsądku, by nie lekceważyć tego tak zupełnie i nie próbować mimo wszystko wyjść z tej nieszczęsnej kuchni.
Albo kazać spierdalać tamtemu. Nawet jeśli wciąż to dość mocno kusiło…

David Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
29 y/o
Welkom in Canada
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

Z każdą minutą David miał wrażenie, że niczego się od młodzieńca nie dowie. Szczególnie gdy słyszał ton oraz bardzo miłe słowa.
- No to kurwa szkoda. - rzucił oschle, machając ręką w której trzymał broń - bo co się będzie powstrzymywał! Może nie było to zbyt... profesjonalne ale naprawdę powoli zaczynał tracić cierpliwość do tego wszystkiego. Grzecznie pytał i w zamian oczekiwał tego samego. Czyli nie był tu sam. powiedział do samego siebie, zastanawiając się ile w takim razie osób mogło tutaj być. I kiedy zdążyli się wszyscy - albo raczej spora większość - zmyć.
- Przyszedłeś tu sam, czy ktoś Cię zaprosił? - spytał, bo w sumie go to ciekawiło. Chociaż czy sam Scott wysyłałby zaproszenia? Pewnie nie. No i jeśli faktycznie zapraszano innych, to nie wręczano papierowych zaproszeń, tylko pewnie internetowo lub telefonicznie. pomyślał, niejednokrotnie spotykają się z przeróżnymi rodzajami zaproszeń - od kodów QR po ukryte linki w wiadomościach Ludzie potrafili być naprawdę kreatywni. Z drugiej strony, łatwiej było wysłać link lub nawet smsa, a po przeczytaniu usunąć. Chyba, że obowiązywała weryfikacja i trzeba było pokazać zaproszenie. co kraj to obyczaj, choć w tym przypadku, to co wydarzenie to inne zasady. Aczkolwiek wiele zależało od tego, jak bardzo nie chciało się by ktoś spoza kręgu wiedział. No ale David nie przyszedł tu rozważać, tylko złapać mordercę lub zebrać jak najwięcej informacji.
- Nie wkurwiaj mnie. Tak, czy nie. Przypomnij sobie! - warknął, podnosząc głos, bo w gierki też nie miał ochoty się bawić. Miał ochotę przyłożyć broń do czoła chłopaka, lecz obawiał się, że wtedy ten już mu nic kompletnie nie powie Chociaż może jednak... Mimo wszystko, na myśleniu się tylko skończyło.
- O to, że gość ze zdjęcia powinien aktualnie siedzieć za morderstwa, a zamiast tego gdzieś spierdolił i nikt nic nie wie. Dlatego muszę wiedzieć, czy tutaj był. A może nawet dalej jest? - spytał, unosząc jedną brew, dalej pamiętając, że chłopak mógł być współpracownikiem lub zapłacono mu za krycie - znaczy tak uważał David. No ale przecież nie zapyta wprost Hej, czy dostałeś zapłatę za to, by kryć mordercę, hm? bo to brzmiałoby jak oskarżenie rzucone w twarz bez żadnych dowodów - a takich David przecież nie miał. Jeszcze. Zamiast tego przyjrzał się uważnie twarzy chłopaka, szukając choćby najmniejszego drgnięcia, oznaki zawahania. Czegokolwiek, co mogłoby go zdradzić, lecz nic szczególnego nie dostrzegł.
- Scott Flick. Tak się nazywa. - dodał zaraz, bo może gdzieś kiedyś usłyszał takie imię bądź nazwisko. Nie miał zakazu wypowiadania imion i nazwisk zbiegów. A przynajmniej niczego takiego sobie nie przypominał. Zawsze też mógł się przedstawiać pseudonimem... taka prawda. David też miał pseudonim - otrzymał je będąc w wojsku.

Dante Levasseur
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szanse na to, by miał dowiedzieć się czegokolwiek sensownego od Dantego rzeczywiście można byłoby uznać za niewielkie – by nie powiedzieć zerowe. Zarówno przez fakt, że szczegóły ostatnich kilku – albo i więcej… – godzin zdążyły rozmyć się w oparach alkoholu i wszelkich innych substancji, jak i przez kompletny brak chęci jakiejkolwiek współpracy. Zwłaszcza, że w tym drugim przypadku najwyraźniej nawet ta cholerna broń nie okazywała się wystarczającą motywacją. Albo po prostu ta całkiem skutecznie była tłumiona przez wciąż niezbyt trzeźwy umysł. Jedno z dwóch – nie było sensu wnikać, co miało większy wpływ, efekt i tak pozostawał ten sam.
A pewnie byłoby jeszcze gorzej, gdyby miał świadomość z kim miał właśnie okazję rozmawiać
Choć mimo wszystko cofnął się o krok, widząc to machnięcie ręką. Szkoda tylko, że wciąż było to cofnięcie się w głąb kuchni, ale raczej trudno byłoby go w tej chwili posądzać o to, żeby faktycznie zastanawiał się nad tym, czy miało to jakikolwiek sens.
Nie zdarza ci się za często wychodzić do ludzi, co…? – szkoda też, że za tym odruchowym cofnięciem się, nie szło w parze ugryzienie się w język od czasu do czasu. Ale to chyba akurat nigdy nie było jego mocną stroną, nawet na trzeźwo. – Czasami po prostu impreza z klubu przenosi się gdzieś indziej.
Machnął niedbale ręką, w której wciąż trzymał częściowo zapełnioną szklankę, by lepiej zobrazować, że tym razem wspomniane gdzieś indziej znajdowało się właśnie tutaj. Nic wielkiego, bez jakichś szczególnych zaproszeń, najpewniej wystarczyła rzucona przez kogoś propozycja, niechęć do kończenia zabawy zbyt szybko i zbyt wiele wypitego alkoholu. I pewnie jeszcze brak zdrowego rozsądku.
I chociaż pewnie niewkurwianie kogoś trzymającego broń można byłoby uznać za całkiem dobrą radę, już otwierał usta, żeby oczywiście się do niej nie zastosować. Na moment powstrzymały go tylko kolejne słowa i powoli docierająca do niego świadomość, że najwyraźniej tym razem nie chodziło po prostu o jakąś głupotę, czy inne nieporozumienie. Wprawdzie nadal raczej niewiele miał wspólnego z jakimś Scottem – nawet nie wiedział, czy faktycznie jakiegoś poznał poprzedniego wieczoru – ale… chyba trudno byłoby w takim razie o znalezienie się w mniej odpowiednim miejscu i czasie.
To może daj mi, kurwa, spokój i idź go poszukać…? – rzucił, widocznie nie znajdując lepszego sposobu na wyjaśnienie, że nie miał z całą tą sprawą kompletnie nic wspólnego. Po prostu tu był. I, jak się okazywało, nie zdążył wyjść odpowiednio wcześnie.
Nie wiem, może i był tu jakiś Scott. Może nawet podobny do tego – raz jeszcze przelotnie rzucił okiem na zdjęcie, mimo wszystko wciąż nie mając ani pojęcia, czy faktycznie zdążył go poznać, ani większej ochoty na to, by próbować to sobie przypomnieć. – W każdym razie teraz raczej żadnego tu nie widać, nie?
Więc naprawdę całkiem miło byłoby, gdyby faktycznie tamten zechciał zostawić go w spokoju i zająć się bardziej efektywnym szukaniem swojego Scotta, a jemu dał po prostu wrócić do domu. Albo znaleźć się gdziekolwiek indziej, byle dalej od tej popieprzonej sytuacji.

David Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
29 y/o
Welkom in Canada
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

David nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał, i zastanawiał się, czy chłopak miał świadomość, do kogo się odzywał, czy po prostu miał ten fakt zwyczajnie gdzieś.
- Nie o mnie teraz rozmawiamy. - powiedział szorstko, kręcąc głową i zaczynając coraz bardziej tracić cierpliwość. Oczywiście nie zamierzał odpowiadać, bo nie przyszedł tu na plotki oraz po to, by opowiadać o sobie - chociaż chętnie by z kimś pogadał o tym, co go ostatnio spotkało - ale aktualnie był na służbie i wykonywał swoje obowiązki. Poza tym chciał tylko zebrać potrzebne informacje i iść dalej, bo poza tym Scottem miał do schwytania jeszcze kilku innych zbiegów.
- Nie musisz mi tego tłumaczyć, naprawdę. - odparł, doskonale wiedząc, że bywało tak, jak powiedział młodzieniec - przecież sam David niejednokrotnie brał udział w imprezie, a potem szedł tam, gdzie ktoś rzucił, że idziemy lub informowano, gdzie następowała kontynuacja imprezy. W sumie, to po krótkim namyśle, David z chęcią udałby się na jakąś domówkę, by wypić… trochę (może nawet więcej niż trochę).
I znowu tekst, który nic nie wnosił, a tylko podniósł Harrisonowi ciśnienie. Doprawdy zdarzyło mu się pytać różne osoby, ale już dawno nie trafił na kogoś takiego jak ten tutaj. I znowu to może....
- Już Ci mówiłem, żebyś mnie nie wkurwiał… - powtórzył, bo może jeden raz to było za mało? Potrzebował konkretnej odpowiedzi, bo może tu był; sam David o tym wiedział. Pytanie brzmiało, czy bawił się na tej samej imprezie, czy rozmawiał z chłopakiem i, jeśli tak, to o czym, oraz czy po imprezie gdzieś poszedł, ale miał wrażenie, że prędzej sam zrobi fikołka niż otrzyma od młodzika jakąkolwiek WAŻNĄ informację.
Słysząc kolejne, skierowane w jego kierunku słowa, Harrison nie wytrzymał. Podciągnął rękaw kurtki i wycelował w udo chłopaka. Zaczął powoli naciskać spust, gdy w ostatniej chwili poruszył ręką w prawą stronę i ostatecznie strzelił w okno, a szyba roztrzaskała się na drobne kawałki - niektóre odłamki wylądowały wewnątrz, a niektóre po drugiej stronie okna (ktoś, kto będzie tędy przechodził, będzie miał niespodziankę). I szczerze? Miał to naprawdę gdzieś, skoro raczej nikt tu nie mieszkał. Najwyżej zapłaci za wstawienie nowej lub… po prostu to oleje.
- Przypomniałeś sobie już, czy dalej tylko może go widziałeś? - spytał, unosząc brew i przeładowując pistolet. Nieważne, że mógł tym strzałem wystraszyć tych z budynków obok; z drugiej strony, może to spowodowało, iż ktoś zainteresuje się tym, co tutaj się działo.

Dante Levasseur
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szczerze powątpiewał, czy faktycznie nie musiał tłumaczyć mu tak oczywistych kwestii jak to, w jaki sposób czasami imprezy przenosiły się z klubów i barów do innych, niekiedy dość nieoczekiwanych miejsc. Niestety, równie mocno zaczynał powątpiewać również w to, że nawet wobec tego całkowitego braku chęci do jakiejkolwiek współpracy, tamten miałby sobie tak po prostu odpuścić i zostawić go w spokoju – o czym zresztą dość jasno mogła świadczyć kolejna wzmianka o niewkurwianiu.
A jednak daleki od trzeźwości umysł wciąż chyba mimo wszystko nie dopuszczał do siebie świadomości, że facet faktycznie mógłby zrobić użytek z trzymanej przez siebie broni. Możliwe, że nawet w momencie, kiedy lufa zwróciła się w kierunku uda Dantego, wciąż nie brał tego pod uwagę tak na poważnie. Choć mimo wszystko przesunął się mimowolnie w bok – o te ledwie pół kroku, na które mógł sobie pozwolić, zanim dalszą drogę zablokował mu znajdujący się tuż obok kuchenny blat.
Co… – zanim mógłby skonstruować jakąkolwiek względnie logiczną wypowiedź, rozległ się huk wystrzału i brzęk tłuczonego szkła – zarówno tego z rozbitego okna, jak i roztrzaskującej się o podłogę szklanki, która wyleciała Dantemu z ręki, gdy ten wzdrygnął się zszokowany takim obrotem spraw. Wśród tego hałasu znalazło się jeszcze miejsce na całkiem adekwatne do sytuacji przekleństwo, choć całkiem możliwe było, że to i tak zostało skutecznie zagłuszone. I chociaż na moment odruchowo rzeczywiście spojrzał w kierunku okna, nie zwrócił już większej uwagi na rozbite pod nogami szkło i rozlane resztki alkoholu – nawet jeśli przelotnie przeszło mu przez myśl, że teraz już zdecydowanie powinien się napić. Spojrzenie skierował następnie na przeładowywaną właśnie broń, w tym miejscu zatrzymując je na dłuższą chwilę. Tej zresztą potrzebował również na to, by w pełni przyswoić kolejne skierowane do niego pytanie.
Nie wiem, nie pamiętam! – to przecież przez cały ten czas próbował mu przekazać. Chociaż tym razem może jednak faktycznie poczuł się nieco bardziej zmotywowany, żeby wysilić pamięć trochę bardziej… – Chyba… Faktycznie jakiś był. Raczej nie w klubie, dołączył się jakoś później. Albo był już tutaj. Ja pierdolę, skąd mam to, kurwa, wiedzieć?
Może i właśnie miał okazję nieco wytrzeźwieć w dość ekspresowym tempie, ale przez ostatnich godzin zdecydowanie był od tego stanu tak daleki, jak tylko było to możliwe przy jednoczesnym zachowaniu podstawowych funkcji życiowych. A więc nawet mimo tej dodatkowej motywacji, trudno byłoby raczej oczekiwać całkowitego powrotu pamięci co do osób poznanych poprzedniego wieczora. Choć pewnie wciąż mógłby zacząć na ten temat zwyczajnie kłamać, skoro tamtemu zależało, żeby usłyszeć cokolwiek.

David Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
29 y/o
Welkom in Canada
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Woop-woop, that's the sound of da police
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

Wbrew pozorom, David też był kiedyś młody i też chodził na imprezy. Różne imprezy - w domach, klubach i przy m.in. jeziorze. Może i chciał zostać żołnierzem, ale to nie oznaczało, że zamykał się na znajomych oraz dobrą zabawę – poza tym bardzo lubił (gdy już zaczął kręcić z Cath) zabierać swoją dziewczynę, bo no… bardzo DOBRZE mu się z nią tańczyło. I w sumie... może wkrótce faktycznie by się na jakąś wybrał? Jasne, wiedział, że nie przyszedł tu rozkminiać o imprezach i zastanawiać się, kiedy jakiś klub odwiedzić - szczególnie, że jego harmonogram był dość... napięty, bo poza pracą, starał się naprawić oraz zrozumieć jedną relację, a poza tym, bywało, że poszukiwania zbiega potrafiły trwać dłużej, niż David sobie zaplanował, przez co wracał o wiele później do domu i najczęściej po prostu praktycznie od razu szedł spać, bo był cholernie zmęczony.
No ale przestał zaraz myśleć o imprezie - choć zawsze też mógł sobie zorganizować jednoosobową dla samego siebie, to przynajmniej nikt by mu nie marudził na playlistę - ponieważ musiał jakoś zmusić młodzieńca do przekazania ważnej - dla Harrisona - informacji o gościu, którego szukał. Naprawdę nie chciał tego robić, ale uważał, że jeżeli broń na niego NIE zadziała, to już naprawdę nie wiedział, co powinien zrobić. Pobić? Nie, to tym bardziej nic nie powie. Doskonale David widział, jak nieznajomychłopak wykonuje krok, by zejść z celownika.
W sumie do głowy przyszedł mu jeszcze jeden pomysł. Słysząc kolejny raz może westchnął naprawdę głośno.
- Czy naprawdę mam ponownie użyć broni? Tylko ostrzegam, będzie na chybił trafił. - zapytał całkowicie poważnie, machając bronią. Tak, byłby skłonny strzelić we wspomniany sposób, choć pewnie na koniec i tak wykonałby dodatkowy ruch ręką, tak dla zmyłki. Uniósł natomiast brew, kiedy wreszcie chybamiał usłyszeć to, czego potrzebował na J U Ż. Wreszcie się czegoś dowiem... ale jednak koniec końców, skończyło się dokładnie tak, jak przy poprzednich pytaniach.
- Potrzebuję tylko tej jednej informacji o tym, czy on tu był lub czy się zmył, w sensie, czy kojarzysz, że gdzieś tam przewijał się między ludźmi, gdy impreza powoli dobiegała ku końcowi? No dobra, to może dwie informacje. - poprawił się, naprawdę planując dać chłopakowi spokój, gdy ten udzieli (wreszcie) odpowiedzi. I NIE będzie to wymijająca odpowiedź - bo tak szczerze powiedziawszy, miał już ich dość na CAŁY dzień.
Dobra, jeżeli nic nie powie, odpuszczam i po prostu idę szukać w domach obok. postanowił, patrząc zimnym spojrzeniem na stojącego naprzeciwko chłopaka.
Nagle David wsadził jedną rękę do kieszeni kurtki i tak się stało, że wypadły z niej dokumenty wraz z legitymacją policyjną, na której widoczne byly takie dane jak imie i naziwsko oraz data urodzenia, więc można było powiedzieć, iż jego tożsamość została ujawniona a co za tym idzie, nie musiał sie przedstawiać - aczkolwiek wiele też zależało od tego, czy chłopak zdążył zobaczyć te dane, bo David całkiem szybko schował je z powrotem do kieszeni.

Dante Levasseur
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”