-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dlatego obawa o jego życie i zdrowie była tak paraliżująca, że tylko odgłos bicia jego serca jej pomagał. Kiedy on ją przekupił? Bez dwóch przegapiła ten moment, ale nie ma żadnych wątpliwości, że straciła dla niego głowę. Widać to było po tym, gdy z czułością nie odstępowała go na krok.- Mam, ale nie wiem czy dam sobie radę z zadławieniem - zaśmiała się obrzucając go spojrzeniem od stopni głów. Była między nimi całkiem spora różnica wzrostu.-Ewentualnie jeśli poprosisz, mogę Ci pokazać jak się wykonuje usta usta- uśmiechnęła się zadziornie poruszając brwiami. Coś czuła podskórnie, że raczej na to przystanie, bo prawda była taka, że i ona przeczuwała, że go czymś przekupiła. Nie była pewna jak bardzo, ale wiedziała , że mu na niej zależy i to nie od wczoraj czy od tygodnia, ale od wielu miesięcy. Nigdy od nikogo nie dostała tyle wsparcia i zrozumienia, co od niego. Zawsze traktował ją z szacunkiem, czułością i sympatią, stając się jej najlepszym przyjacielem. Tak, językiem miłości Dominica były gesty i czyny, nie słowa. W tych bywał oszczędny, ale i tak zawsze mogła na niego liczyć w przeciwieństwie do swojego ówczesnego partnera.
Czy teraz była w związku z Reysem? Nie wiedziała co ich dokładnie łączy, ale jej twarz rozpromieniła się wesoło czując jak odwzajemnia jej uścisk i nie zabiera ręki. W końcu pierwszy raz okazywali sobie uczucia w miejscu publicznym i to trzeba przyznać, że od razu polecieli z grubej rury, skoro już zaliczyli szybkie macanko.
Zwróciła też uwagę na jego uśmiechy do kelnerki, podczas których instynktownie uścisnęła go jeszcze mocniej. Tak, była zazdrosna i nie była z tego dumna. Ufała mu bezgranicznie, ale to nie zmieniało tego, że nie chciała, aby ktoś jej go sprzątnął sprzed nosa. - Wiesz, że nie mam żadnego włącznika, który sprawia, że ot tak przestanę się martwić?- zauważyła na jego wzmiankę, żeby to zrobiła. Była typem osoby, która czasem martwiła się za bardzo , ale akurat teraz w tym przypadku nie uważała, że przesadza . To był groźny wypadek! A on cholernie dużo pracuje i to od zawsze , od kiedy go zna.- Musisz zacząć więcej delegować zadań- na przykład jej. Ona była gotowa mu pomagać w pracy, więc oby zaczął szybciej innym ufać! Wiedziała, że jej ufa, więc może przynajmniej ona będzie mogła go odciążyć w pracy, szczególnie w najbliższych dniach, gdy ból głowy może się utrzymywać. W dodatku będzie musiała go pilnować teraz o wiele szczególniej. - Obiecujesz?- spojrzała na niego uważnie, aby wybadać czy mówi prawdę, że się jej przyzna w razie co do problemów. Niestety zdążyła już zauważyć, że swoje problemy albo zamiatał pod dywan albo mierzył się z nimi sam, z kolei jej własne próbował rozwiązywać pomagając jej za każdym razem. Bez względu na to co ich łączyło, był jej przyjacielem i chciała, aby to działało obustronnie. Nie potrafiłaby się o niego nie martwić. Nie traktowała tego jako obowiązek, a coś naturalnego. Czuła się też przez to wyjątkowo, że była z tak cudowną osobą jak on, na tyle blisko. - I przez miesiąc masz takie godziny pracy- przypomniała mu z surową miną, bo przykro , ale nie wygrał zakładu!
I chyba próbował dosyć sprytnie zmienić temat rozpraszając jej uwagę. Przymknęła oczy rozkoszując się jego wargami na swoich i delikatnie je rozchylając. - Hmm a co masz konkretnie na myśli?- szepnęła w jego usta. - Bo wiesz, ja Ci proponowałam odpuszczenie burgerów i powrót od razu do łóżka, ale w takim razie skoro odmówiłeś, to pewnie jeszcze jakiś spacer masz w zanadrzu?-spytała wysuwając powoli język, by nim delikatnie przejechać po jego wardze. Zaraz jednak odsunęła się nieco, ale tylko na tyle, aby móc spojrzeć w jego oczy. Poza tym wciąż się nachylała w jego kierunku, a jej puls od razu przyspieszył. Faktycznie, nieźle mu szła zmiana tematu.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
— Przy nagłym skoku adrenaliny człowiek potrafi robić różne rzeczy. Ale może lepiej nie stwarzajmy już więcej powodów do sprawdzenia teorii w praktyce - mrugnął do niej porozumiewawczo. Wpływ na działanie miała nie tylko różnica wzrostu, ale też masa ciała oraz siła, której Skye aż tak dużo nie miała. Lepiej więc nie kusić losu! - Myślałem, że wcale nie muszę o takie rzeczy prosić - odparł z łobuzerskimi iskrami w oczach. Była jego bez dwóch zdań, poza tym zawsze w tej kwestii otrzymywał od niej zielone światło, więc brał od niej to, co chciał. Już bez żadnego skrępowania, jakby miało tak być od zawsze, a jednocześnie ich relacja oraz własne zachowanie i uczucia względem niej były dla niego czymś zupełnie nowym i ekscytującym.
Jawna zazdrość Skye o niego, gdy jeszcze w trakcie składania zamówienia uścisnęła mu mocniej dłoń, również wywołała w nim różne uczucia: od zaskoczenia, przez fascynację, aż po rozczulenie i rozbawienie. Przez ułamek sekundy zastanowiło go, czy wcześniej też jej się to zdarzało? Kiedy była jeszcze z Loganem, łapał się na tym, że doprowadzał do sytuacji, w których ta zazdrość mogła się rodzić, choć wtedy kompletnie nie wiedział, czy to działało. Teraz niemal w ogóle nie zwrócił uwagi na kelnerkę, a i tak reakcja ciemnowłosej przekonała go względem prawdziwych powodów kryjących się za jej gestem.
- A szkoda. W ogóle chyba przydałby mi się pilot do obsługi Ciebie. Nie był dołączony do zestawu? - Uniósł wyżej brew, wyraźnie chcąc się z nią trochę podroczyć. Miał w tym jeden główny cel - przenieść rozmowę na lżejszy temat i sprawić, by zajęła myśli czymś innym, niż niedawnym incydentem na torze. - Na przykład przekazać jakieś Jenkinsowi i czekać, aż coś spieprzy? Chyba podziękuję - mruknął z rozbawieniem. W przypadku pracy uchodził za perfekcjonistę, nie potrafił dzielić się swoimi sprawami w obawie, że inni nie przyłożą się do tego odpowiednio, albo zrobią coś nie po jego myśli. I tak już część swoich projektów przerzucił na innych, przez co każdy miał czym się zająć. On za to musiał zajmować się już trochę innymi zobowiązaniami. Obiecujesz? zadźwięczało mu w głowie, na kilka sekund wywołując wahanie. Co, jeśli ukrywanie własnych problemów weszło mu w krew? Przypomniał sobie jednak wieczór śmierci Helene, sposób, w jaki Skye na niego patrzyła, jej czułe pocałunki i troskę, które pozwalały mu wierzyć, że nie miała w planach od niego uciekać. Przynajmniej na razie. - Obiecuję - powiedział poważnie. Najwidoczniej poznała go już na tyle, że musiała to na nim wymóc. A on w razie czego będzie musiał przełknąć dumę. - O, nie, Skye, tego obiecać już nie mogę. Wiesz, że teraz dużo się dzieje. Jestem szefem dopiero od tygodnia i muszę dokończyć sprawy zostawione przez Louise - odparł łagodnie, acz stanowczo. Nie mógł przewidzieć, kiedy sytuacja będzie wymagała pozostania dłużej. - Poza tym ten wyścig został przerwany. Trzeba będzie go powtórzyć, żeby rozstrzygnąć zakład - zgrabnie odbił piłeczkę, spoglądając na nią z wyzwaniem. Technicznie rzecz biorąc nikt nie wygrał. Albo następnym razem musieli dokładniej określić zasady.
Pocałowanie jej okazało się sprytnym zagraniem, dzięki któremu Skye natychmiast złagodniała. Zaraz jednak całkiem zapomniał o ich poprzedniej rozmowie, kiedy do jego uszu dotarł jej szept, a wargami drażniła jego własne. Bezwiednie wydał z siebie przeciągły pomruk, bo cholernie podobało mu się, co z nim robiła, choć przecież to on ją miał nieco zmanipulować, a nie na odwrót. - Kalorie są istotne, trzeba je nadrobić, żeby móc je potem bez obaw spalić. A może najpierw należy je spalić, żeby zaraz je nadrobić? - Jego twarz przyozdobił łobuzerski uśmiech. Mówiąc to wolną dłonią sięgnął jej uda i powiódł niespiesznie palcami wzdłuż wewnętrznej strony, zatrzymując się na końcu drogi, by kciukiem wyznaczyć obrys w jej pachwinie, w myślach żałując, że też musiała dziś założyć te dżinsy! Był głodny, ale o wiele bardziej był głodny jej.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wraz z instrukcją obsługi jeszcze, prawda?- zaśmiała się kręcąc głową na jego pomysł, ale zaraz zrobiła bardziej zamyśloną minę. - Hmmm powinien gdzieś być… nie widziałeś, gdy dobierałeś się do moich majtek?- spytała z niewinną miną i całkowicie poważnie, jakby mógł to przeoczyć, gdy jej koronkowe stringi przelatywały przez salon jego mieszkania. W dodatku wciąż ich od niego nie odebrała! Może je Dominic kolekcjonuje - bielizna pozostawiona przez kobiety i gdy Skye się upomni o swoją, to jej odda innej kobiety? Albo wyrzucił już dawno nie wiedząc , skąd to się wzięło. Będzie musiała poruszyć ten temat. Najlepiej w najmniej oczekiwanym momencie.- Jenkins nie jest jedynym pracownikiem, są też inni, którym możesz zaufać- odpowiedziała wskazując na siebie, bo wiedziała , że jej ufa. Nie wiedziała czy na tyle, aby powierzyć jej część swoich obowiązków.- Dziękuję- dodała słysząc jego obietnicę. Nie zakładała, że kłamie, bo ufała mu bezgranicznie i chciałaby go odciążyć z pracy, bo jasne - ma pewnie jej znacznie więcej niż dotychczas, a to oznaczało, że zostanie jeszcze większym pracocholikiem. Musiała o niego zadbać. Chciała o niego zadbać. - Dobrze, rozumiem, ale pozwól sobie też pomóc. Pamiętaj, że jestem tutaj- poprosiła gładząc czule jego dłoń. Nie chciała go kontrolować, kazać mu czegoś bądź nie wspierać go w jego awansie. Było wręcz wprost przeciwnie - była z niego dumna i wiedziała, że bez względu na wszystko, poradzi sobie. Nie chciała tylko, aby zrobił to kosztem życia. Zależało jej na nim, a także zależało na nim jego mamie, której złożyła obietnicę i ją dotrzyma.- Jak będziesz też miał pomysł na zmiany w strukturze, to porozmawiaj z Sydney. Ona ma do Ciebie słabość, więc na pewno się zgodzi na dodatkowych pracowników - mówiąc to jej uśmiech był szeroki, ale ton głosu był gorzki. Skye nie przepadała za nią, a nawet wciąż momentami była o nią zazdrosna . Starała się brzmieć normalnie, ale nawet jej dłoń lekko mocniej go ścisnęła, jakby chciała mu pokazać, że jest tylko jej. Wydawało jej się, że wcześniej tak nie miała. Ani Logan ani ona nie dawali sobie nawzajem powodów do zazdrości, przynajmniej do czasu. Albo to ona tak nie zwracała na to uwagi?
Kiedy zaczął wspominać o zakładzie, stanowczo szybko pokręciła głową. - Możemy powtórzyć zakład , ale na pewno nie na gokartach- żeby znowu się rozwalił. Ledwie ten jego wypadek przeżyła, z kolejnymi nie da rady. Następnym razem będą grać w szachy! To jest bardzo bezpieczna rozrywka.
I jak widać Dominic musiał się na niej zemścić albo zrekompensować? Ciężko stwierdzić, skoro jego dłoń była taka przyjemna, ale wolała ją poczuć w innych okolicach. Cholerne jeansy! Dobrze chociaż, że bliżej niego usiadła, więc miał łatwy dostęp do niej. Poczuła dreszcz podniecenia, gdy przejechał kciukiem w odpowiednim miejscu, nawet jest przez materiał spodni. Momentalnie jej zaschło w gardle wyobrażając go, gdy zagląda za jej rozporek, a instynktownie zacisnęła palce na jego dłoni, drugą z kolei położyła na jego kolanie. - Osobiście uważam, że znacznie lepiej najpierw spalić kalorie. Jedzenie jest wtedy znacznie smaczniejsze- mruknęła w jego usta kontrolując się, aby nie wydać z siebie żadnego głośniejszego dźwięku rozkoszy. Czy gdzieś tutaj była toaleta? Chyba potrzebowała szybkiego odświeżenia.- A masz w ogóle siłę i chęci na spalanie kalorii teraz?- spytała nagle podpuszczając go, ale jej dłoń zaczęła krążyć po wewnętrznej stronie ud. Niewinnie, całkiem niewinnie, ale korciło ją niemiłosiernie, by przejechać nią dalej. Jej oddech stał się gorący na sama myśl, gdy jego dłoń kreśliła przyjemne obrysy, a usta miała na wyciągnięcie własnych. Lecz nie całowała go, pozwalając swoim wargom muskać je delikatnie przy każdym słowie. Pragnęła go bez dwóch zdań. Tak naprawdę to ciągle go pragnęła, tylko czasami to pragnienie było mniejsze bądź większe.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
— O, to też by się przydało. Lepiej nie błądzić po omacku, bo jeden niewłaściwy przycisk i mogłoby być po mnie - stwierdził z poważną miną, podejmując tę grę. Na jej sugestię przygryzł wargę w zastanowieniu, myślami powracając do każdego momentu, w których zsuwał z niej majtki, błądząc w coraz mniej bezpieczne rejony. - Hmm… Musiałaś zgubić je po drodze z klubu - odparł, mrużąc przy tym oczy, by się nie roześmiać, choć nie był w stanie powstrzymać się od drgnięcia kącików ust w nieznacznym uśmiechu. Z racji przebywania w restauracji koniecznie musiał zająć myśli czymś innym, więc zmiana tematu na pracę wydała się w tym momencie odpowiednia.
— Wiem. Ale inni też mają co robić. Na przykład skupić się na swoim nowym projekcie - przechylił nieco głowę, spoglądając na nią wymownie. To oczywiste, że jej ufał, skoro przekazał jej pracę nad projektem dla Sydney. Dlatego teraz, gdy dostała własny, musiała się wykazać i to na tym powinna się skupić. Dodatkowe obowiązki mogłyby trochę ją od tego odciągnąć, poza tym znał ją - ona też miała skłonności do wyrabiania nadgodzin. - Pamiętam, Słońce - zapewnił, czując jej kojący dotyk. I nie mógł być bardziej szczęśliwy z powodu, że rzeczywiście była tu. Na niczym innym mu nie zależało.
Wyczuł tę subtelną różnicę w jej głosie, która w połączeniu z mocniejszym uściskiem dłoni nasunęła mu nieco niepokojące wnioski. Skoro wyciągnęła już temat Sydney, musiał coś wyjaśnić. Skupił na niej swoje błękitne spojrzenie. - Wiesz, że nic mnie z nią nie łączy oprócz przyjaźni? Owszem, na początku chciała, ale szybko zrozumiała, że mam tylko jedną dziewczynę w głowie. I właśnie na nią patrzę - przyznał miękko, przyglądając się jej w oczekiwaniu na reakcję, a jego serce momentalnie podskoczyło na wyższe obroty. Co ciekawe, to dzięki Sydney zrozumiał, że zakochał się w Skye. Nie widział nikogo więcej, poza nią.
— Okej, na pewno coś się wymyśli - przytaknął z zadowoleniem. Lubił nutkę niebezpieczeństwa i adrenalinę, zwłaszcza, gdy w grę wchodził zakład i wszystkie możliwe jego konsekwencje. Następna do tego okazja nie mogła być tak nudna, jak zwykła gra w szachy.
Jego ręka nie bez powodu powędrowała na jej udo. Świadomie próbował się jej odwdzięczyć za zdominowanie jego myśli tuż przed wyścigiem. Chciał, by wiedziała, jak to było, gdy nie miała wpływu na narastające między nimi napięcie i jak niezwykle trudno w takiej chwili było utrzymać swoją silną wolę. W dodatku musiała zapanować nad własnymi reakcjami w miejscu publicznym, gdzie każdy mógł na nich patrzeć. O tak późnej porze w środku tygodnia zajętych było ledwie kilka stolików, ale nawet i ci ludzie mogli czuć się zgorszeni lub zazdrośni tym, jak nie potrafili się od siebie odkleić, gdy co chwila składali sobie pocałunki, jakby nie widzieli poza sobą świata. I szczerze mówiąc, Dominic miał to gdzieś. Jedynie resztki przyzwoitości i rozsądku powstrzymywały go przed śmielszymi gestami, ale nie przeszkodziły przed zaproponowaniem tego, o czym oboje teraz myśleli.
— Też tak uważam - odparł, muskając wargami jej własne. Bijące od niej ciepło w miejscu, gdzie trzymał dłoń, oddziaływało na niego coraz intensywniej. Miał ochotę na więcej, a napięcie między nimi rosło od czasu biura. Dobrze wiedział, że niewiele więcej był w stanie wytrzymać. - Na to zawsze się znajdą - wymruczał, czując przyjemny dreszcz przebiegający mu wzdłuż kręgosłupa, kiedy jej dłoń przesunęła się po jego udzie, aż zacisnął mocniej na niej palce i rozchylił jej wargi, w ostatniej chwili zamierając. - Idź do toalety. Odliczę dziesięć sekund, zanim ruszę za Tobą - wyszeptał w jej usta, po czym odsunął się od niej, by pozwolić jej wstać. Obserwował ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła za zakrętem, w myślach z niecierpliwością odliczając czas, wraz z każdą sekundą stając się jej coraz bardziej spragniony. Jeden. Wraz z elektryzującym impulsem przechodzącym przez jego ciało w końcu podniósł się z miejsca i, próbując zachować swobodę i panowanie nad sobą, poszedł za nią.
Gdy znalazł ją w niewielkiej, pojedynczej łazience, jego pożądanie sięgało zenitu. Zamknął za sobą drzwi na spust, myśląc tylko o tym, jak bardzo pragnął się w niej znaleźć.
Skye Murray