Jej spojrzenie, gdy wspomniała o wyrażaniu prośby wyrażało więcej, niż tysiąc słów. -
Ach, tak? Zapamiętam - uśmiechnął się szelmowsko. Nie miał się co oszukiwać, była w stanie skłonić go zarówno do ustępstw, jak i wręcz błagania o przyzwolenie, żeby móc ją dotykać i całować tak, jak uwielbiał. W tej jednej kwestii mógł oddać jej całkowitą kontrolę, którą z resztą nie raz już przejmowała. Przejmowanie inicjatywy przez ciemnowłosą było diabelsko pociągające.
—
O, to też by się przydało. Lepiej nie błądzić po omacku, bo jeden niewłaściwy przycisk i mogłoby być po mnie - stwierdził z poważną miną, podejmując tę grę. Na jej sugestię przygryzł wargę w zastanowieniu, myślami powracając do każdego momentu, w których zsuwał z niej majtki, błądząc w coraz mniej bezpieczne rejony. -
Hmm… Musiałaś zgubić je po drodze z klubu - odparł, mrużąc przy tym oczy, by się nie roześmiać, choć nie był w stanie powstrzymać się od drgnięcia kącików ust w nieznacznym uśmiechu. Z racji przebywania w restauracji koniecznie musiał zająć myśli czymś innym, więc zmiana tematu na pracę wydała się w tym momencie odpowiednia.
—
Wiem. Ale inni też mają co robić. Na przykład skupić się na swoim nowym projekcie - przechylił nieco głowę, spoglądając na nią wymownie. To oczywiste, że jej ufał, skoro przekazał jej pracę nad projektem dla Sydney. Dlatego teraz, gdy dostała własny, musiała się wykazać i to na tym powinna się skupić. Dodatkowe obowiązki mogłyby trochę ją od tego odciągnąć, poza tym znał ją - ona też miała skłonności do wyrabiania nadgodzin. -
Pamiętam, Słońce - zapewnił, czując jej kojący dotyk. I nie mógł być bardziej szczęśliwy z powodu, że rzeczywiście
była tu. Na niczym innym mu nie zależało.
Wyczuł tę subtelną różnicę w jej głosie, która w połączeniu z mocniejszym uściskiem dłoni nasunęła mu nieco niepokojące wnioski. Skoro wyciągnęła już temat Sydney, musiał coś wyjaśnić. Skupił na niej swoje błękitne spojrzenie. -
Wiesz, że nic mnie z nią nie łączy oprócz przyjaźni? Owszem, na początku chciała, ale szybko zrozumiała, że mam tylko jedną dziewczynę w głowie. I właśnie na nią patrzę - przyznał miękko, przyglądając się jej w oczekiwaniu na reakcję, a jego serce momentalnie podskoczyło na wyższe obroty. Co ciekawe, to dzięki Sydney zrozumiał, że zakochał się w Skye. Nie widział nikogo więcej, poza nią.
—
Okej, na pewno coś się wymyśli - przytaknął z zadowoleniem. Lubił nutkę niebezpieczeństwa i adrenalinę, zwłaszcza, gdy w grę wchodził zakład i wszystkie możliwe jego konsekwencje. Następna do tego okazja nie mogła być tak nudna, jak zwykła gra w szachy.
Jego ręka nie bez powodu powędrowała na jej udo. Świadomie próbował się jej odwdzięczyć za zdominowanie jego myśli tuż przed wyścigiem. Chciał, by wiedziała, jak to było, gdy nie miała wpływu na narastające między nimi napięcie i jak niezwykle trudno w takiej chwili było utrzymać swoją silną wolę. W dodatku musiała zapanować nad własnymi reakcjami w miejscu publicznym, gdzie każdy mógł na nich patrzeć. O tak późnej porze w środku tygodnia zajętych było ledwie kilka stolików, ale nawet i ci ludzie mogli czuć się zgorszeni lub zazdrośni tym, jak nie potrafili się od siebie odkleić, gdy co chwila składali sobie pocałunki, jakby nie widzieli poza sobą świata. I szczerze mówiąc, Dominic miał to gdzieś. Jedynie resztki przyzwoitości i rozsądku powstrzymywały go przed śmielszymi gestami, ale nie przeszkodziły przed zaproponowaniem tego, o czym oboje teraz myśleli.
—
Też tak uważam - odparł, muskając wargami jej własne. Bijące od niej ciepło w miejscu, gdzie trzymał dłoń, oddziaływało na niego coraz intensywniej. Miał ochotę na więcej, a napięcie między nimi rosło od czasu biura. Dobrze wiedział, że niewiele więcej był w stanie wytrzymać. -
Na to zawsze się znajdą - wymruczał, czując przyjemny dreszcz przebiegający mu wzdłuż kręgosłupa, kiedy jej dłoń przesunęła się po jego udzie, aż zacisnął mocniej na niej palce i rozchylił jej wargi, w ostatniej chwili zamierając. -
Idź do toalety. Odliczę dziesięć sekund, zanim ruszę za Tobą - wyszeptał w jej usta, po czym odsunął się od niej, by pozwolić jej wstać. Obserwował ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła za zakrętem, w myślach z niecierpliwością odliczając czas, wraz z każdą sekundą stając się jej coraz bardziej spragniony.
Jeden. Wraz z elektryzującym impulsem przechodzącym przez jego ciało w końcu podniósł się z miejsca i, próbując zachować swobodę i panowanie nad sobą, poszedł za nią.
Gdy znalazł ją w niewielkiej, pojedynczej łazience, jego pożądanie sięgało zenitu. Zamknął za sobą drzwi na spust, myśląc tylko o tym, jak bardzo pragnął się w niej znaleźć.
Skye Murray