- Siempre - mruknął w odpowiedzi na jej pytanie czy jest zazdrosny. Był. Mógł kłamać, że nie, ale, no właśnie... to było kłamstwo, zawsze był. Chociaż kiedy powiedziała to cała twoja, to się uśmiechnął, tak, że mogła to poczuć na swoich ustach, zanim się od niej odsunął, zanim zniknął w końcu w łazience.
Właściwie nie spodziewał się, że zanim on się wykąpie, to Pilar już pokroi tyle warzyw, wiec kiedy zszedł, to wszystkie po kolei musiał spróbować.
- Zajebiste, coraz lepiej ci to wychodzi - a potem już jej pytał, czy ona próbowała żelek, uśmiechnął się znowu, a kiedy przesunęła paczkę po blacie, to sięgnął też po jedną - ja też już próbowałem - ale mógł jeszcze jedną, a potem jeszcze kawałek ogórka i w międzyczasie jedną rzodkiewkę, którą ukradł jej ze zlewu. Oparł się na moment obok niej o blat przyglądając jak myła warzywa, niby nic takiego, ale lubił też Pilar w takim wydaniu, bardziej domowym, niż z pistoletem, czy łamiącą nosy. Dopiero jak powiedziała o tej szafie, to jego ciemne tęczówki z jej dłoni podniosły się na oczy.
- W szafie? W sumie... brzmi ciekawie - stwierdził, ale już zaraz wziął się w końcu za te jajka. Bo ona zaraz wszystko pokroi, a on nic nie zrobi. W końcu miała być jajecznica na maśle, doprawiona czili - pół - zapytał, kiedy mu poradziła, żeby nie przesadził z tym czili, a to meksykańskie mogło być ostre, kurewsko - albo taki kawałeczek? - odkroił sam czubek papryczki, a z niego dosłownie maleńki zubelek, który zaraz... położył sobie na języku. Zdecydowanie świeże meksykańskie papryczki czili nie miały nawet porównania do tych z Toronto, tamtej można było dać pół, a tej, Madox stwierdził, że wystarczy kawałek wielkości paznokcia, posiekał ją drobniutko. Bo może on nie umiał gotować, ale krojenie szło mu perfekcyjnie. Uczył się na tych różnych rzeczach do drinków.
Kiedy mu powiedziała, że awokado nie, to tylko skinął głową, bo akurat musiał się napić wody, żeby przepić tą papryczkę.
- Ale kurwa ogień - jeszcze czuł go na języku, woda właściwie nie za bardzo pomogła, więc zagryzł kolejnym kawałkiem ogórka. Ogórek nawet pomógł - z papryką będzie zajebiste - zgodził się z nią, już nawet miał iść zobaczyć jak ją kroi z kosteczkę - a może serduszka? - zapytał jeszcze po drodze, ale musiał mieszać jajka, chociaż i tak zmniejszył pod nimi ogień czekając na jej paprykę. Dodał ją, wymieszał, na koniec po wierzchu posypał świeżym szczypiorkiem i musiał przyznać, że wyglądało to... no ładnie. Smacznie. Jemu też wychodziło to coraz lepiej, co prawda to tylko jajecznica, ale od czegoś trzeba zacząć. Kolejne będą buñuelos.
Kiedy ona dzielnie walczyła z cebulą, to Madox pokroił awokado w ładne, cienkie plasterki, ale kiedy ułożył je na talerzu to wyglądało trochę jak kwiatek. Mistrz kuchni normalnie. Miał jeszcze rozkroić mango, na deser, ale kiedy Pilar się do niego odwróciła taka zapłakana, to parsknął śmiechem.
- Przepraszam - zreflektował się zaraz - ale nie wierzę, że taka mała cebula cię tak załatwiła cariño - pokręcił głową i zaraz sięgnął po papierowy ręcznik, żeby obetrzeć jej nim twarz, najpierw oczy i policzki, a na koniec ręce, bo Madox jednak wiedział, że chujowo jest zatrzeć sobie oczy, dlatego on po papryczce zaraz wszystko mył, żeby jej nigdzie nie rozetrzeć. Wywalił papier do kosza, a zaraz oparł się o blat obok Stewart.
- Na otarcie łez... mam coś dla ciebie - chociaż to były tylko sztuczne łzy, spowodowane cebulą, to tak czy siak on zdecydowanie wolał jej uśmiech. Sięgnął do kieszeni, a kiedy posypała pomidory cebulą, to on jeszcze na górze postawił małą, ceramiczną figurkę diabła, był trochę śmieszny, z wielkim uśmiechem, wywalonym językiem, czerwoną gębą i rogami. Może nie powinien jej im wkładać w jedzenie, ale to był Madox, nie przejmował się zupełnie takimi rzeczami i już zaraz opierał się o blat patrząc na nią znad tego talerza.
- Jak go zobaczyłem, to stwierdziłem, że muszę go dla ciebie kupić, to jest ten Diabeł, co dał ci buziaka, więc... cebula nie ma szans - podniósł się i przysunął do niej, oparł ręce na jej biodrach, cmoknął ją zaczepnie, teraz mogła też poczuć na ustach tą piekącą papryczkę czili, którą on miał na swoich, ale to już nie był taki kurewski ogień, raczej przyjemne pieczenie. Zostawił figurkę Diabełka, a sam się odsunął, żeby pozbierać pierwsze talerze i zanieść do jadalni, na ten wielki stół. Wszystko układał w jednym końcu, żeby siedzieli obok siebie, blisko.
A kiedy Pilar szukała po szafkach talerzy, z których będą mogli zjeść, to Madox jeszcze pokroił limonki i wrzucił je do dzbanka z wodą, może to nie była lemoniada, ale trochę ją potłukł drewnianą łyżką, żeby oddały soku i było i tak zajebiste.
W ogóle jak na taką parę kuchennych antytalentów to zrobili zajebiste śniadanie. Może dlatego, że razem? Może częściej powinni gotować razem?
siempre juntos ˙✧˖°