34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Kupiłem - rzucił trochę tajemniczo, bo wcale nic jej nie pokazał, a kiedy te jej piękne ciemne oczy odszukały te jego, to tylko jej pokazał... czubek języka - później ci pokażę - bo gdzie on go zostawił właściwie, ten prezent... w zakupach? A może w korytarzu? A może w kieszeni? Nawet miał sięgnąć, żeby się po nich zmacać, ale już zamiast tego szarpał do siebie Stewart, patrzył jej w oczy.
- Siempre - mruknął w odpowiedzi na jej pytanie czy jest zazdrosny. Był. Mógł kłamać, że nie, ale, no właśnie... to było kłamstwo, zawsze był. Chociaż kiedy powiedziała to cała twoja, to się uśmiechnął, tak, że mogła to poczuć na swoich ustach, zanim się od niej odsunął, zanim zniknął w końcu w łazience.
Właściwie nie spodziewał się, że zanim on się wykąpie, to Pilar już pokroi tyle warzyw, wiec kiedy zszedł, to wszystkie po kolei musiał spróbować.
- Zajebiste, coraz lepiej ci to wychodzi - a potem już jej pytał, czy ona próbowała żelek, uśmiechnął się znowu, a kiedy przesunęła paczkę po blacie, to sięgnął też po jedną - ja też już próbowałem - ale mógł jeszcze jedną, a potem jeszcze kawałek ogórka i w międzyczasie jedną rzodkiewkę, którą ukradł jej ze zlewu. Oparł się na moment obok niej o blat przyglądając jak myła warzywa, niby nic takiego, ale lubił też Pilar w takim wydaniu, bardziej domowym, niż z pistoletem, czy łamiącą nosy. Dopiero jak powiedziała o tej szafie, to jego ciemne tęczówki z jej dłoni podniosły się na oczy.
- W szafie? W sumie... brzmi ciekawie - stwierdził, ale już zaraz wziął się w końcu za te jajka. Bo ona zaraz wszystko pokroi, a on nic nie zrobi. W końcu miała być jajecznica na maśle, doprawiona czili - pół - zapytał, kiedy mu poradziła, żeby nie przesadził z tym czili, a to meksykańskie mogło być ostre, kurewsko - albo taki kawałeczek? - odkroił sam czubek papryczki, a z niego dosłownie maleńki zubelek, który zaraz... położył sobie na języku. Zdecydowanie świeże meksykańskie papryczki czili nie miały nawet porównania do tych z Toronto, tamtej można było dać pół, a tej, Madox stwierdził, że wystarczy kawałek wielkości paznokcia, posiekał ją drobniutko. Bo może on nie umiał gotować, ale krojenie szło mu perfekcyjnie. Uczył się na tych różnych rzeczach do drinków.
Kiedy mu powiedziała, że awokado nie, to tylko skinął głową, bo akurat musiał się napić wody, żeby przepić tą papryczkę.
- Ale kurwa ogień - jeszcze czuł go na języku, woda właściwie nie za bardzo pomogła, więc zagryzł kolejnym kawałkiem ogórka. Ogórek nawet pomógł - z papryką będzie zajebiste - zgodził się z nią, już nawet miał iść zobaczyć jak ją kroi z kosteczkę - a może serduszka? - zapytał jeszcze po drodze, ale musiał mieszać jajka, chociaż i tak zmniejszył pod nimi ogień czekając na jej paprykę. Dodał ją, wymieszał, na koniec po wierzchu posypał świeżym szczypiorkiem i musiał przyznać, że wyglądało to... no ładnie. Smacznie. Jemu też wychodziło to coraz lepiej, co prawda to tylko jajecznica, ale od czegoś trzeba zacząć. Kolejne będą buñuelos.
Kiedy ona dzielnie walczyła z cebulą, to Madox pokroił awokado w ładne, cienkie plasterki, ale kiedy ułożył je na talerzu to wyglądało trochę jak kwiatek. Mistrz kuchni normalnie. Miał jeszcze rozkroić mango, na deser, ale kiedy Pilar się do niego odwróciła taka zapłakana, to parsknął śmiechem.
- Przepraszam - zreflektował się zaraz - ale nie wierzę, że taka mała cebula cię tak załatwiła cariño - pokręcił głową i zaraz sięgnął po papierowy ręcznik, żeby obetrzeć jej nim twarz, najpierw oczy i policzki, a na koniec ręce, bo Madox jednak wiedział, że chujowo jest zatrzeć sobie oczy, dlatego on po papryczce zaraz wszystko mył, żeby jej nigdzie nie rozetrzeć. Wywalił papier do kosza, a zaraz oparł się o blat obok Stewart.
- Na otarcie łez... mam coś dla ciebie - chociaż to były tylko sztuczne łzy, spowodowane cebulą, to tak czy siak on zdecydowanie wolał jej uśmiech. Sięgnął do kieszeni, a kiedy posypała pomidory cebulą, to on jeszcze na górze postawił małą, ceramiczną figurkę diabła, był trochę śmieszny, z wielkim uśmiechem, wywalonym językiem, czerwoną gębą i rogami. Może nie powinien jej im wkładać w jedzenie, ale to był Madox, nie przejmował się zupełnie takimi rzeczami i już zaraz opierał się o blat patrząc na nią znad tego talerza.
- Jak go zobaczyłem, to stwierdziłem, że muszę go dla ciebie kupić, to jest ten Diabeł, co dał ci buziaka, więc... cebula nie ma szans - podniósł się i przysunął do niej, oparł ręce na jej biodrach, cmoknął ją zaczepnie, teraz mogła też poczuć na ustach tą piekącą papryczkę czili, którą on miał na swoich, ale to już nie był taki kurewski ogień, raczej przyjemne pieczenie. Zostawił figurkę Diabełka, a sam się odsunął, żeby pozbierać pierwsze talerze i zanieść do jadalni, na ten wielki stół. Wszystko układał w jednym końcu, żeby siedzieli obok siebie, blisko.
A kiedy Pilar szukała po szafkach talerzy, z których będą mogli zjeść, to Madox jeszcze pokroił limonki i wrzucił je do dzbanka z wodą, może to nie była lemoniada, ale trochę ją potłukł drewnianą łyżką, żeby oddały soku i było i tak zajebiste.
W ogóle jak na taką parę kuchennych antytalentów to zrobili zajebiste śniadanie. Może dlatego, że razem? Może częściej powinni gotować razem?

siempre juntos ˙✧˖°🍳 ༘ ⋆。˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szło im coraz lepiej.
Ona potrafiła obierać warzywa tak, że faktycznie coś z niego zostawało i kroić bez cięcia przy tym własnej skóry. W przypadku Pilar był to ogromny progres, ale przecież i Madoxowi coraz lepiej szło robienie jajek. Może wcześniej nie palił patelni tak bardzo jak ona, ale teraz jajecznica, którą tworzył wyglądała zacnie. Do tego stopnia, że kiedy tylko Pilar spojrzała w stronę ściętych jajek, automatycznie burczało jej w brzuchu. A potem już patrzyła na Madoxa i wywalała oczami dookoła orbit, kiedy polecił jej, że powinna pokroić mu paprykę w serduszka. Serio? Przecież ona ledwo paski umiała robić.
W serduszka dopiero jak weźmiemy ślub — oznajmiła zadowolona, zostając przy kwadratach. Była gotowa nauczyć się dla niego robienia nawet jebanych kwiatuszków, ale przecież do takich rzeczy trzeba było podejść spokojnie, z głową, rozwijać się krok po kroku, a nie próbować ogarnąć wszystko na raz, bo wtedy wychodziło tak jak jej jajka wczoraj na śniadanie. Chociaż akurat tego, że do czasu kiedy wezmą ślub, nauczy się dla niego porządnie gotować, była wręcz przekonana. Wystarczyło zobaczyć na progres, który już zrobiła. Oboje zrobili.
Progres Pilar nie obejmował jednak jednej rzeczy — cebuli. Pierdolonej cebuli, która zaatakowała jej spojówki niespodziewanie, wbijając w powłokę oka milion maleńkich igiełek, których za nic nie mogła się pozbyć. Nieznośne to było. Pierwsze próbowała to rozetrzeć dłońmi, ale przecież one tez były z cebuli i piekło ją jeszcze bardziej. Rozpłakanie się było jedyną opcją, a to, jak potem poszła pożalić się Madoxowi… cóż, jakieś jej ukryte dziecko.
I również jak to dziecko była gotowa się na niego obrazić, że się tak z niej zaczął bezczelnie napierdalać, chociaż jego p i ę k n y śmiech sprawił, że sama się uśmiechnęła. Jak ona się mogła na niego gniewać, kiedy patrzył na nią radosnymi oczami? Kiedy stali pośrodku kuchni i robili tak przyziemne rzeczy, jakby wcale kilka godzin wcześniej nie walczyli o życie w domu pełnej mafii.
Żeby zaraz ciebie nie załatwiła, jak ci nią wytrę twarz — odgroziła się od razu, wciskając palec wskazujący w jego klatkę piersiową. Oczywiście nie miała zamiaru mu tego robić. A może miała? W końcu Stewart była nieprzewidywalna, tylko że on już swoje pocierpiał jedząc chili, a teraz jeszcze tak ładnie ocierał jej łzy i policzki, że nie miała serca skazywać go na ten sam los. Zaraz jeszcze się okazało, że ma dla niej prezent.
Ściągnęła brwi, przyglądając mu się uważnie, kiedy grzebał w kieszeni. Za bardzo nie wiedziała, czego mogła się spodziewać. Jakiegoś owocu? Czegoś słodkiego? Bransoletki? Musiało być to coś, co mieściło się do kieszeni, a więc nie za duże. Za nic jednak nie spodziewała się zobaczyć… figurki diabła.
O jaka zajebista — buchnęła śmiechem, sięgając do talerza i ściągając ją z pomidorów, żeby przystawić ją bliżej i lepiej się jej przyjrzeć. — Już gdzieś widziałam takiego diabła — odwróciła się na pięcie i przystawiła figurkę zaraz koło twarzy Noriegi. Przymknęła jedno oko, przechyliła głowę na bok… — Weź jeszcze wywal język. No jeden do jednego — oznajmiła zadowolona. Jeden z Medellin, drugi z Acapulco, jak tak dalej pójdzie, to Stewart stanie się kolekcjonerką diabłów.
Chociaż i tak żaden inny nie miał się do tego Kolumbijskiego, dla którego straciła kompletnie głowę. Na którego ustach po chwili złożyła pocałunek, czując palące mrowienie na własnych wargach.
Kurwa, ale jesteś ostry — skwitowała, oczywiście nawiązując do papryczki chilli, którą wcześniej testował na własnym języku, ale czy tylko? Zdecydowanie nie, co zaraz podkreśliła swoją dłonią, która powędrowała po jego nagiej klatce piersiowej, aż po sam napis Medellin. I pewnie przesunęła by się jeszcze niżej, ale Madox się odsunął, by zgarnąć talerze. Mruknęła niezadowolona i opadła na moment na blat. Przyglądała mu się przez kilka dzikich uderzeń serca, po czym ruszyła pomóc.
Świetnie im poszło przygotowanie śniadania. Zastawiony stół wyglądał ob-łę-dnie. Kolorowo. Zupełnie jak oni. Zagarnęła z szafki jeszcze szklanki, a już po chwili siadała tuż obok Madoxa, nie omieszkajac, żeby trącić go kolanem.
Jeszcze trochę takich śniadań i możemy otwierać tą knajpę — zaśmiała się, nawiązując do kitu, który wcisnęli taksówkarzowi zaraz po przylocie. Kurwa, swoją drogą wydawało się to tak dawno temu, że aż szok, że było to zaledwie trzy dni temu. Podniosła się nieznacznie z krzesła, żeby nałożyć sobie jajecznicę i trochę warzyw na talerz. Polała im również wody z limonką, którą przygotował Madox. — Pomyślałam, że potem moglibyśm—
A CO TU TAK PIĘKNIE PACHNIE! — damski głos wybrzmiał gdzieś w korytarzu, przerywajac jej w pół słowa. — Matteo czujesz to?! — Pilar tylko zdążyła podnieść wzrok na Madoxa i złapać więcej powietrza w płuca, nim w pokoju pojawiła się ich ulubiona para swingersów. — Oh mio dio! Śniadanie!!! Możemy z wami? Matteo, weź no przynieś talerze!

mi diablo favorito 👹 ⋆༺𓆩☠︎︎𓆪༻⋆
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wywrócił oczami na te serduszka dopiero po ślubie, ale zaraz się uśmiechnął. On już niektóre rzeczy umiał wycinać w serduszka, inne w kwiatki, na przykład to awokado, więc liczył na to, że Pilar też się nauczy. Do ślubu...
A ten jednak był jakąś odległą perspektywą, bo jak Madox jeszcze wczoraj namawiał ją, żeby zrobili to teraz, zaraz, to dzisiaj w ogóle o tym nie myślał. Chociaż teraz pomyślał. O tym, że może ona kiedyś będzie Panią Noriega i będzie mu wycinać paprykę do jajecznicy w serduszka.
- Trzeba było gwizdać, albo śpiewać, tak słyszałem - wtrącił jeszcze, kiedy już wycierał jej te pocebulowe łzy, chociaż na tą jej groźbę przewrócił oczami - szkoda cebuli, albo... tej pięknej buzi - oczywiście, że jej pokazał znowu czubek języka, a potem przysunął się bliżej, kiedy wbijała mu palec w klatę. Zaraz jednak grzebał w kieszeniach szukając figurki, którą jej kupił, była nieduża, ale śmieszna, taka zaczepna, no i wyglądała jakby ktoś ją własnoręcznie wykonał i malował, bo pewnie tak było. Może nawet była inspirowana tą jaskinią, w której byli? Pocałunkami Diabła... z języczkiem.
- W jaskini? - zapytał, kiedy powiedziała, że już gdzieś widziała takiego diabła, a kiedy mu ją przystawiła do twarzy to wystawił język robiąc podobną minę do tej figurki, nawet zeza zrobił, rzeczywiście podobnie, identycznie. Mrugnął do niej jednym okiem.
- Jak jutro spotkamy kogoś, kto je robi, to zapytam, czy mogę być modelem - rzucił przyciągając ją do siebie, żeby musnąć swoimi ostrymi wargami te jej - siempre cariño - mruknął w jej pełne gorące usta, jego ciemne tęczówki zjechały razem z jej dłonią po jego tatuażach na napis Medellin, ale zaraz się odsunął, bo zaburczało mu w brzuchu.
Rzeczywiście stół wyglądał obłędnie, kolorowo, pięknie, trochę dziko, bo gdzieś sturlała się jedna rzodkiewka, a Madox miedzy talerzami położył cząstki limonki, które pokroił jeszcze w międzyczasie. Bardzo w ich stylu, zwłaszcza jak Noriega sięgał po jajko, a ono jeszcze ciapnęło na środku robiąc plamę na stole, to też było ich w stylu. Ale lepsza plama na stole niż na ubraniach.
- Już byśmy mogli w niej podawać śniadania i ryż, i kanapki - uśmiechnął się szeroko, a zaraz wpakował sobie do ust rzodkiewkę, zgarnął trochę warzyw na talerz, do tego jajko, które zaraz nabijał na widelec, spróbował, pokiwał nawet głową z uznaniem dla szefa kuchni, czyli dla siebie. Ciemne tęczówki zawiesił na Pilar, kiedy powiedziała to, że potem mogliby..., tylko nie dokończyła, bo z korytarza odezwała się Guilia. Madox od razu strzelił oczami, od razu też przełknął to co trzymał w ustach.
- Zdążymy spierdolić? - mruknął jeszcze, ale nie zdążyli, no i przede wszystkim szkoda trochę tego śniadania. Tym razem Noriega trochę zapobiegawczo, nauczony tym ostatnim śniadaniem, które zjadł im Lopez, sięgnął po patelnie z jajkiem i zgarnął sporą porcję najpierw Pilar - tyle? - zapytał ją jeszcze, a potem dołożył też sobie. Trochę zostawili dla Matteo i Guili, bo Madox nie wymierzył i wbił tam chyba całą wytłaczankę jajek, ale z drugiej strony, to oni przecież ze Stewart byli śmiertelnie głodni. Co oni jedli? Wczoraj jakąś zupę.
Guilia i Matteo już siadali sobie obok nich, Matteo obok Pilar, a Guilia obok Madoxa, oczywiście.
- Siadajcie - rzucił tylko Noriega, a potem jeszcze dowalił sobie na talerz warzyw, jak to zje to może nie będzie głodny. A zamierzał nie być. Zamierzał wreszcie pojeść, więc zaraz się za to zabrał nawet w zasadzie nie zerkając na Guilię, która przysunęła się już bliżej niego.
- Nie było was... co robiliście? - zapytała Guilia i włożyła sobie na talerz dosłownie łyżeczkę jajka i dwa plasterki pomidora. Madox zerknął na ten smutny obrazek, ale to nie tak, że im nie zostawili, zostawili, bo Pilar też nakroiła warzyw jakby miała wykarmić całą rodzinę.
- Ogórka sobie weź, albo rzodkiewkę... - zaproponował Madox i on właśnie wsadził sobie do ust oba, ogórka i rzodkiewkę.
- Nie lubię ich - stwierdziła Guilia i zaczęła sobie kroić tego pomidorka w takie maleńkie kawałeczki. Tyci tyci. Madox przez chwilę przyglądał się temu zjawisku, ale ona zaraz podniosła na niego pytające spojrzenie.
- Ach... Byliśmy w Guadalupe, nurkowaliśmy - zerknął na Pilar, a pod stołem przesunął stopą po jej łydce.
Guilia zaraz się ożywiła, klasnęła w dłonie, aż jej widelec wypadł i walnął o talerz.
- W Guadalupe? Ale super, słyszałam, że tam jest świetna impreza na plaży! Chcieliśmy tam jechać z Matteo - popatrzyła na swojego faceta i wróciła do krojenia pomidorka. A Madox minimalnie się skrzywił, ale zaraz zagryzł to pomidorem.
- Wiesz co... w tym tygodniu podobno nie ma, bo... - zerknął na Pilar, jakby może chciała coś dodać, ale zaraz sam kontynuował - plaża jest zanieczyszczona, tak słyszeliśmy, dlatego przyjechaliśmy, bo miejscowi mówili, że nie opłaca się zostawać - liczył na to, że to kupią. Madox chciał iść na tą imprezę na plaży, ale na pewno nie z ich ulubioną parą swingersów.
Guilia pokiwała głową ze zrozumieniem i wpakowała sobie do buzi ten mini kawałek pomidora zaczęła go rzuć, a Madox przez chwilę zawiesił się na jej pełnych ustach i aż zmarszczył brwi. Nie to, że włoszka miała takie ponętne usta, tylko... jak można taki kawałek tak przeżuwać, niesamowite. On sobie wsadził do ust kawałek ogórka i pomidora, na raz, jeszcze jajkiem dopchnął.

come un tomate, miel ⋆。‧˚ʚ🍅ɞ˚‧。⋆💖💗💞
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mieli spędzić poranek tylko we dwoje.
Cały dzień sami. To miał być ich dzień, po tym jak poprzednie dwa spędzili na pomaganiu innym. A jednak los po raz kolejny pokazał, że miał ich zachcianki głęboko w dupie. Chcieli być sami? To oczywiście, że zaraz przyszła Giulia z Matteo. Już zgarniali talerze w szafki, dobierali sobie szklanki, nalewali wody i nakładali jedzenie. A raczej Matteo nakładał, bo to do Giulia postawiła na swoim było jakąś marną przekąską, którą nie najadłaby się nawet myszka.
Pilar spojrzała na tego smutnego pomidora, którego zaczęła ostrożnie kroić. Nawet skórkę od niego starannie odkleiła, jakby była co najmniej niejadalna. Otworzyła usta, żeby to skomentować, ale wtedy Madox zaczął opowiadać co robili, kiedy ich nie było. Nurkowanie w Guadalupe brzmiało świetnie. Szkoda, że akurat ta część opowieści kompletnie ich ominęła, chociaż gdyby wciąż pod uwagę to, co zrobili ponad godzinę temu, to w tym kłamstwie było faktycznie trochę prawdy.
Mamy nawet muszelki — wtrąciła się, ładując do ust cały widelec jajecznicy. Była prze-py-szna. Lekko ostra, ale w granicach dobrego smaku, a papryka dodawała idealnych walorów smakowych. Jajko również było odpowiednio ścięte. Aż zamruczała pod nosem, odchylając lekko głowę do tyłu, rozkoszując się tym doznaniem. Nie uszło to uwadze Matteo, który podparł się łokciem o stół i spojrzał na Stewart.
A pokażesz mi potem? — spytał bez najmniejszych ogródek, a kiedy Pilar spojrzała na niego zaskoczona, zmierzył ją wzrokiem. — Twoje muszelki — zabrzmiało co najmniej dwuznacznie i chyba nie tylko dla niej, bo Giulia zaraz zachichotała i wróciła do cięcia pomidora. A Matteo? Matteo przysunął się do niej jeszcze bliżej, mrucząc pod nosem coś po włosku, czego Pilar za nic nie była w stanie wyłapać.
Ja moje mam już schowane, ale Madox ma taką ogromną — nawet pokazała w dłoniach jak wielką muszlę znalazł. — Może on ci pokaże — puściła oczko w stronę Noriegi, na co Matteo się skrzywił i coś rzucił, że jego muszelki to on nie chce wiedzieć, chociaż wierzy w to, że była duża.
Dziwne były te rozmowy przy stole, a kiedy temat zszedł na imprezę na plaży w Guadalupe, Stewart momentalnie się wyprostowała, rzucając Madoxowi wymowne spojrzenie. Nie było nawet o p c j i, że Pilar wytrzyma z nimi cały wieczór na imprezie. Nie. Mogli z nimi zjeść śniadanie, mogli się przy nich nawet pieprzyć na kanapie i w basenie, ale nie kurwa na tej imprezie na plaży, na którą oni nastawiali się od wczoraj. Całe szczęście Diabeł z Medellin to był bajarz jakich mało i nim Pilar zdążyła wymyślić jakąkolwiek wymówkę, on już nawijał o tym, jak to plaża jest zanieczyszczona, a impreza odwołania.
Okropnie to wyglądało — podłapała temat, kręcąc głową ze smutną miną wymalowaną na twarzy. — Normalnie woda się zielona zrobiła przy samej plaży — zrobiła wielkie oczy, a Giulia aż podskoczyła na krześle. Dobrze, że ten WIELKI kawałek pomidora, który mieliła od pięciu minut nie wypadł jej z ust.
To brzmi orribile!! — kwiknęła, zasłaniając usta dłonią. — A wam nic się nie stało? Skoro no wiecie… pływaliście tam? — spytała przejęta. Tak kurwa przejęta, że jej dłonie z ust przeniosły się na ramiona Madoxa. Przejechała wzdłuż ciemnych tatuaży, zdecydowanie zbyt troskliwie, niż życzyłaby sobie tego Pilar. Nawet miała to jakoś skomentować, ale wtedy i Matteo przysunął się na krześle, dosłownie obijając o to Pilar i sięgnął do jej włosów, jakby chciał je równie troskliwie pogłaskać. Ta bliskość ze strony ich ulubionych swingersów po części komiczna, zdecydowanie zaczynała działać Stewart na nerwy, szczególnie ta ręka Giuli, która schodziła już dosłownie po brzuchu Madoxa. Co ona właśnie robiła? Sprawdzała czy nie ma w pępku jebanych bakterii?
No właściwie, to nie ma pewności, czy wszystko z nami okej — rzuciła z przejęciem, przyglądając się uważnie ich reakcji, a dokładnie ręce Giuli, która nagle zatrzymała się w pół ruchu. To samo z Matteo.
Ja-jak to? — spytała zaskoczona, spoglądając na Madoxa, jakby to od niego oczekiwała jakiś większych wyjaśnień. Ale działało. Lekko się obsrała, więc Pilar postanowiła to wykorzystać.
No wiecie… skoro woda jest zanieczyszczona, a my w niej nurkowaliśmy, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że coś złapaliśmy, wiecie, że się czymś napromieniowaliśmy… — gadała jak nakręcona, a im dłużej mówiła, tym Giulia i Matteo się odsuwali. Pierwsze ona zabrała rękę, potem Matteo, a potem jeszcze spojrzeli na jedzenie na ich talerzach, które zjedli. Cóż, przynajmniej które zjadł Matteo, bo Giulia to zjadła kawałeczek pomidorka. Ale może nie poumierają?!

mi buzo contaminado 🪼⋆.ೃ࿔*:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podniósł spojrzenie na Pilar, kiedy powiedziała o tych muszelkach, uśmiechnął się nawet, chociaż kiedy odezwał się Matteo, to zaraz się skrzywił. Nawet miał już też zabrać głos, ale ubiegła go Stewart, więc Madox przełknął tylko, to co miał w buzi i zaraz ciemne tęczówki przeniósł na Włocha.
- Chcesz Matteo? Nawet teraz ci pokażę - rzucił jeszcze i nawet chciał odłożyć widelec, ale Matteo pokręcił głową, że nie chce, to Madox wziął się znowu za jedzenie. Ciekawe co on mu w ogóle chciał pokazać? Chyba pięść, bo na pewno nie muszelkę, którą wyłowił dla Pilar. Guilia westchnęła ciężko wpatrując się w Noriegę, bo ona to by pewnie chętnie obejrzała tą jego muszelkę, Madox poczuł pod stołem jej stopę na swojej łydce, odsunął się trochę, ale Włoszka się przysunęła znowu, i już pytała o tą imprezę na plaży, na której według niej pewnie we czwórkę bawili by się świetnie.
Według Pilar i Madoxa zdecydowanie nie, więc trzeba było coś wymyślić...
- Tak, strasznie... - rzucił zaraz po Pilar i pokiwał głową, chociaż na tą zieloną wodę musiał się ugryźć w policzek od środka, żeby nie parsknąć - jakiś syf - aż się skrzywił, pokazał język, a Guilia znowu westchnęła. A potem jeszcze sięgnęła do niego, żeby go pogłaskać, przesunąć dłonią po tatuażach na ramieniu, w górę i w dół, a potem po klacie, aż Madox odłożył widelec. Miał się odezwać, ale pierwsza zrobiła to Pilar, a on... jak na zawołanie odkaszlał zasłaniając się dłonią.
- No tak... i jeszcze ta wysypka - podrapał się po klatce piersiowej po tym tatuażu lwa, a potem po brzuchu - nie widać za bardzo przez te tatuaże, ale swędzi... Jacyś ludzie z sanepidu powiedzieli, że może tak być, lepiej, żeby unikać... kontaktów? Ale to CHYBA niezaraźliwe - to przed ostatnie słowo podkreślił i spojrzał na Pilar, która już nawijała o tym, że mogli się czymś napromieniować, a Madox na moment ściągnął usta w wąską linię, bo chyba wyobraźnia mu podsunęła jakieś dziwne obrazy, ta koszulka Hulka mu się przypomniała. Opadł plecami na oparcie krzesła i machnął widelcem, który trzymał w ręce.
- A to dlatego oni mieli te stroje, przeciw promieniowaniu? - zapytał poważnie i wbił ciemne tęczówki w piękne, brązowe oczy Pilar. Guilia tym razem się odsunęła z tym swoim krzesłem, Matteo zresztą też, aż zrzucił ze stołu sztućce i musiał po nie nurkować pod stołem.
- Wiecie co... my dzisiaj właściwie mamy w planach plażę tutaj w Acapulco, i... Matteo coś mówił o tym, żeby iść do SPA - powiedziała Guilia i odsunęła od siebie ten praktycznie pusty talerz. W międzyczasie Włoch wyjrzał spod stołu i też odłożył sztućce - ale jak wy jesteście... napromieniowani, to może zostańcie w domu? - zapytała troskliwie i chciała znowu sięgnąć do ramienia Madoxa, ale on znowu się po nim podrapał.
- Właściwie taki mamy plan, sanepid też coś mówił, że lepiej nie wychodzić - znowu spojrzał na Pilar. Co prawda zamierzali też iść na plażę, chociaż teraz już ta w Acapulco odpadała, skoro tam się wybierała ich ulubiona para swingersów.
Guilia wstała szurając krzesłem, poprawiła swoje kwieciste przezroczyste pareo, które ledwo cokolwiek zasłaniało i zaraz uśmiechnęła się do nich jakoś pokrzepiająco.
- Wiecie co... to dajcie znam znać jak tam, bo... może sobie weźmiemy więcej zabiegów w SPA - przesunął palcami po swoich ramionach i podrapała się po jednym, co chyba ją trochę wystraszyło, że już coś złapała, bo zaraz się odsunęła jeszcze dalej. Matteo jeszcze siedział chwilę koło Stewart i bardzo intensywnie się jej przyglądał, jakby zastanawiał się czy oni rzeczywiście mają jakąś wysypkę? A może po prostu się gapił?
Chociaż jak jego dziewczyna odchrząknęła, to w końcu wstał.
- Madox masz mój numer, to napisz jak będziecie wiedzieć co to za... wysypka - rzucił, a Madox pokiwał głową. Wymienili się gdzieś tam po drodze numerami, bo Matteo coś opowiadał Noriedze, że ma dla Guili jakąś niespodziankę i żeby mu dali znać jak będą wracać, ale oni i tak nie wracali na noc, to nie dali. A potem Madox o tym zapomniał i dzisiaj też im nie napisał. O wysypce też im pewnie nie napisze, bo zaraz o tym zapomną.
- Pewnie, dam ci znać - zapewnił mimo to, a nawet się uśmiechnął.
- Ale mojego nie masz Madox - zaraz wtrąciła się Guilia, a zarówno Noriega, jak i Włoch przenieśli na nią spojrzenia.
- Ale... - już chciał powiedzieć, że Matteo mu przecież wystarczy, a po drugie to i tak nie zamierzał im nic pisać, ale Guilia już znalazła długopis i karteczkę samoprzylepną koło lodówki, a zaraz pochylała się nad blatem wypinając w ich kierunku.
- Zapiszę ci, to pisz do mnie jak będziesz chciał... - rzuciła i chociaż Madox już miał na języku to, że nie będzie chciał, to pokiwał głową. Postanowił z tym nie dyskutować.
Guilia zaraz dała mu karteczkę na której zapisała swój numer, podpisała się i jeszcze strzeliła serduszko. A potem w końcu Matteo do niej podszedł i już wyciągał ją z kuchni.
Nareszcie.
Madox jeszcze odprowadził ich spojrzeniem, a zaraz znowu sięgnął po swój widelec.
- Ale się czuję... napromieniowany - rzucił i teraz to on się przysunął z krzesłem do Stewart, tak, że to jego uderzyło o jej, nawet ją trochę przesunął, a potem się pochylił, żeby ugryźć ją w ramię - ty też tak smakujesz - dodał, ale zaraz sięgnął po swój talerz, żeby dokończyć to co sobie nałożył - to chyba jednak pojedziemy na tą napromieniowaną plażę do Guadalupe? - zapytał trochę ciszej, jakby Guilia i Matteo jeszcze się gdzieś tam czaili.

Pero sabes a bebé irradiado ☢️☠️☣️ 𖹭.ᐟ
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Byli okropni.
Dwójka przebrzydłych dusz, która szerzyła dezinformacje tylko po to, żeby pozbyć się swojej ulubionej pary swingersów. Zaczęło się niewinnie — od jednego komentarza, który miał spowodować, że Giulia ściągnie łapska z klaty Madoxa — a nie wiedzieć kiedy stworzyła się z tego cała historia o tym, jak to plaża nie tylko była zanieczyszczona wraz z wodą, ale też napromieniowana.
Słuchała Madoxa, zagryzając policzek od środka i sama nie wiedziała, co jest bardziej pojebane — to, że on tak po prostu, bez zastanowienia podłapywał narrację, z którą wyszła Pilar i szedł w nią bez lęku, czy może jednak to, że Giulia i Matteo w to uwierzyli. Chociaż nie, zdecydowanie to drugie.
Napromieniowana plaża?
Serio?
Ciężko było się nie zaśmiać, szczególnie, kiedy kobieta zaczęła tak panikować i po kryjomu wypluwać swój kawałek pomidora, który przecież też mógł być napromieniowany. Nawet po chwili dostała od niego nieistniejącej wysypki. Chyba samo myślenie zadziałało idealnie na placebo, bo Matteo też zaczął drapać się w palce, które jeszcze chwilę temu muskały włosy Pilar.
Podobno z początku objawia się swędzeniem, potem pieczeniem, a ci od skafandrów i promieniowania, powiedzieli nam, że nawet skóra może potem zrobić się lekko zielona — otworzyła szerzej oczy, spoglądając pierwsze na Giulie, która kwiknęła pod nosem i odsunęła się od stołu, a zaraz potem na Madoxa. I to był błąd. Bo jego próbująca się nie śmiać twarz, sprawiła, że Stewart autentycznie nie mogła wytrzymać. Wiedziała, że nie da rady, że zaraz wybuchnie śmiechem. Więc co zrobiła? Schowała twarz w dłoniach i udała, że ryczy, chociaż tak naprawdę całą trzęsła się z rozbawienia.
Pilar? — zapytał Matteo. Nawet chciał ją dotknąć, ale zwątpił w ostatniej chwili.
Przepraszam, to po prostu taki ciężki temat — chlipnęła, zanosząc się. — To miały być takie nasze zaręczynowe wakacje, a ja zaraz zrobię się zielona, a to wcale nie jest romatyczne… — nawijała jak najęta i nawet wstała od stołu, żeby przejść się w stronę kanapy i okna, bo kurwa aktorka z niej była średnia, a przynajmniej utrzymywanie roli dłużej niż dwie minuty, dlatego po chwili śmiała się do szyby, stojąc koło kwiatka, w którym leżała biedna rzodkiewka, cała ubabrana w ziemi.
Całe szczęscie ich współlokatorzy wszystko ładnie łyknęli i po chwili już spisywali Madoxowi swoje numery telefonu, jakby naprawde liczyli na to, że on da im znać. Prędzej znowu zgubi telefon niż napisze do Matteo, a tym bardziej Giuli. Pociągnęła nosem i po wykonaniu kilku głebszych oddechów, w końcu wróciła na swoje miejsce.
To ten no… trzymajcie się — Giulia pachnęła do nich ręką, stojąc już w wyjściu z pokoju. Swoje spojrzenie zatrzymała jednak na Stewart. — Pilar, nie przemuj się i tak jesteś bellissima — uśmiechnęła się ciepło, przy okazji puszczając jej oczko, a już po chwili zniknęła z pola widzenia, zaciągnięta do wyjścia przez Matteo. Straszna była to cała szopka, ale przynajmniej się ich pozbyli, prawda? I do tego trochę pośmiali. Pilar to jeszcze musiała prychnąć kilka razy pod nosem i pokręcić głową z niedowierzaniem.
Dopiero kiedy Noriega szarpnął ją do siebie i dziabnął w ramię, podniosła na niego rozbawione spojrzenie.
Kurewsko napromieniowana — oznajmiła, po czym zgarnęła z talerza trzy listki papryki i władowała je sobie do ust. — Tak napromieniowana, że chyba będę musiała sobie dołożyć jeszcze jajecznicy — taka była biedna. Pewnie głód był kolejnym objawem tego jakże obrzydliwego zakażenia. To by wyjaśniało czemu Giulia nic nie zjadła. Za to Pilar napakowała do ust awokado i troche ogórka.
Zdecydowanie plaża w Guadalupe — skinęła głową. Ostatnie czego chciała, to spotkać przez przypadek Giulię i Matteo jeszcze poza domem. — Ale i tak idziemy na deski? — wymierzyła w niego kawałkiem ogórka, a potem podsunęła mu pod usta, żeby dziabnął kawałek, jeśli miał ochotę. Resztę zjadła Pilar. Właściwie to wyjedli wszystko, co sobie przygotowali, co do jednego warzywa, a potem jeszcze poprawili żelkami z mango i obłędnymi churrosami, którymi Stewart uwaliła sobie cała twarz.
Czyli już tu dzisiaj nie wracamy? — krzyknęła z łazienki, myjąc twarz, podczas gdy Noriega zarzucał na siebie kolorową koszulkę, która wcześniej sobie przygotował. — To ja biore ciuchy na zmiane — oznajmiłą, kiedy przeszłą do pokoju. Z walizki wyciągnęła zwiewną, czerwoną sukienkę na ramiączkach, przerzuciła ją sobie przez ramię, do tego para majtek (for safety) i kilka kosmetyków, żeby potem jakoś wyglądać na tej zajebiście skażonej imprezie na plaży. — Tobie też radzę — chociaż on akurat w każdych ciuchach wyglądał dobrze.
Spakowali się do auta, oczywiście po prostu wrzucając wszystko do bagażnika, razem z jakimś kocem znalezionym w szafie, ręcznikami i owocami, które Madox kupił na targu. Ze słodkości zostały tylko orzechowe króki, chociaz nie dużo bo Pilar jeszcze w drodze do auta władowała kilka do ust.
Kto prowadzi? — spytała z pełnymi ustami i machnęła przed jego oczami kluczykami. Ale może jednak Madox powinien, skoro był wystarczająco d z i k i, żeby oznaleźć się na tych Meksykańskich drogach?

mi prometido irradiado ⚠️☢️☣️
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nabrał mocniej powietrze w płuca, kiedy Pilar powiedziała o tej zielonej skórze, aż napis Madellin na jego brzuchu uniósł się i opadł energicznie. Jak Hulk. A potem się rośnie razy osiem i można wszystko rozpierdalać jednym ciosem - chciał dodać, ale zamiast tego pokiwał głową.
- Mnie się wydaje, że... tam z tyłu już jest trochę zielona... - nawet się odwrócił zaglądając sobie przez ramię na plecy, na tyłek właściwie. A Guilia zrobiła taką minę, jakby walczył z myślami, czy chce to zobaczyć, czy nie, tą zieloną wysypkę Madoxa.
Chyba jednak stwierdziła, że nie, na co Madox tylko zrobił minę, trochę jakby się chciał zaśmiać, a trochę, jakby ją doskonale rozumiał?
Kiedy Pilar na niego spojrzała, a potem zaniosła się... śmiechem, to Madox też musiał sięgnąć do swojej twarzy, przesunąć palcami po ustach i tej wciąż gładkiej, ale już nie tak do końca buzi, zmazując z niej uśmiech. On aktorem był dobrym, chociaż musiał znowu wypuścić ciężko powietrze z płuc, żeby nie parsknąć. Sięgnął ręką do Stewart, żeby przesunąć po jej ramieniu palcami, ale pod stołem ją szczypnął w bok.
- Nie martw się cariño… Ja nawet lubię zielony - powiedział, a kiedy wstawała to powiódł za nią spojrzeniem. Guilia za to to swoje wbiła w niego - to jest jakaś nowa choroba, wiecie jakiś wirus, czy coś... Ciężki temat - powtórzył po Pilar kiwając głową - może jesteśmy pierwsi, którzy to dostali, nawet nie wiadomo jakie są szanse... - aż syknął i pokręcił głową, spuścił ją, żeby znowu nie parsknąć. Ale Guilia i Matteo popatrzyli po sobie, a zaraz zostawili im swoje numery i się ewakuowali. Bardzo dobrze. Bo chyba nawet Madox by tego dłużej nie wytrzymał.
Pokręcił głową, kiedy Stewart siadała koło niego.
- Zielona wysypka popromienna... - wywrócił oczami i ugryzł ją w ramię, a potem też w to ramię mruknął - chyba zamieniam się w Hulka, miażdżyć... - sięgnął po limonkę, którą wycisnął sobie do szklanki. Może i gadali o tych wysypkach i chorobach, ale Noriega w międzyczasie to zjadł swoją porcję jajecznicy i wszystkie te warzywa, które sobie nałożył. Nawet się najadł, chociaż jeszcze sięgnął po rzodkiewkę - po prostu się przyznaj, że taką zajebistą jajecznicę zrobiłem - oczywiście, że czekał aż go pochwali, bo według niego była zajebista. Co prawda Guilia swojej nie tknęła, ale Matteo chyba też smakowała.
- I tak idziemy na deski, i tak zakopuje cię w piachu, a potem impreza na plaży - odgryzł jej kawałek ogórka, kiedy wystawiła go w jego kierunku, zaczepiając przy okazji jej palec wargami, ale kawałeczek jej zostawił.
Chociaż później z churrosów nie zostawili nic, w ogóle z tych słodyczy, które były obłędne, tylko trochę tych orzechowych marcepanów. Chociaż Madox i tak ich jeszcze skubnął, kiedy Pilar się myła. On to zrobił już w kuchni, więc później już zakładał na siebie koszulę.
- Nie... myślę, że jutro, chyba, że nam się spodoba w Guadalupe, bo właściwie to... Zajebałem Esme klucz, więc możemy tam zostać - Madox miał świetną relację z matką, ona od dziesięciu lat go szpiegowała, a on przez dwa dni ukradł jej pierścionek, a teraz klucz od jej domu. Ale i tak przecież ona pozwoliła im tam nocować, więc to nie była taka bezpodstawna kradzież, on ten klucz zagarnął tak jakoś z ich kluczami do samochodu... Zaplątał się. Powiedzmy.
Kiedy Pilar oznajmiła, że bierze ciuchy, to Madox też to zrobił, zabrał coś na zmianę i coś na plażę, i buty, te nowe klapki, które sobie kupił. Bo chociaż ubrania Lopeza na niego pasowały, to jednak nie zamierzał znowu w nich chodzić. I kiedy już wszystko tak ładnie... pierdolnęli do bagażnika, to Madox oparł się o maskę Jeepa, czerwony rzeczywiście się aż tak nie nagrzewał. Był gorący, ale do wytrzymania. Przez chwilę się zastanawiał, bo wolał on prowadzić, ale z drugiej strony... To on już prowadził. W końcu wyciągnął do niej rękę po kluczyki.
- Dobra. Ja prowadzę, ale ty nie zakładaj nawet majtek Pilar, bo będziemy się znowu pierdolić na autostradzie... To znaczy co? Odpowiedzialni ludzie takich rzeczy nie robią - złapał kluczyki, które mu rzuciła i przewrócił oczami, a zaraz już wsiadał za kierownicę, chociaż najpierw musiał odsunąć siedzenie, bo jednak by się tam nie zmieścił. Kiedy już usiadł, to nawet nie poprzestawiał lusterek, tylko już patrząc do tyłu przez ramię wyjeżdżał z podjazdu, lusterka regulował w trakcie jazdy. Bo Madox rzeczywiście prowadził dziko, chaotycznie bardzo. No i przede wszystkim na czuja. Nawet kierunkowskazu nie puścił, tylko po prostu włączył się do ruchu, ale w dobrym momencie, bo nikt na niego na zatrąbił.
- Chociaż tym razem już nie zamierzam nikogo narażać, pojebane to było, jak ta mała wysiadła z samochodu - nawiązał do tej wcześniejszej akcji. Bo może oni lubili ryzyko, ale jednak trzeba się było liczyć z tym, że tymi samochodami dookoła jeździli też czasem po prostu kiepscy kierowcy, albo dzieci.
Albo...
Tym razem puścił kierunkowskaz zanim zjechał na pobocze, chociaż zrobił to trochę raptownie, a zjechał bo rzuciło mu się w oczy, że stopa łapała jakaś parka dzieciaków z plecakami. Niby Madox miał zająć się Pilar, ale jednak zaraz już patrzył na nią tymi ciemnymi oczami.
- Zabierzemy ich? - zapytał, bo jeszcze mogła zdecydować, jeszcze dzieciaki zbierały z ziemi swoje rzeczy i zakładali na plecy te wielkie plecaki, zanim ruszyli do samochodu. Byli młodsi od nich i bardzo kolorowi, wyglądali raczej na turystów, a kiedy dziewczyna podeszła do okna Stewart, to odezwała się kiepskim hiszpańskim pytając czy ich zabiorą.

No uses las bragas de Pilar 👙 (˶ᵔ ᵕ ᵔ˶) ‹𝟹
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy była zdziwiona, że Madox ukradł klucze do domu własnej matki?
Wcale.
Nie była do końca przekonana, jak źle to o niej świadczyło, jednak przyjęła informacje o kluczykach jedynie prychnięciem i w głównej mierze z uśmiechem. Na pewien popierdolony sposób, istniało do tego bardzo proste wytłumaczenie: Esme wraz z Lopezem przez ostatnie dni napsuli im tyle krwi, zmuszając, by Pilar z Noriegą ryzykowali za nich życiem w i e l o k r o t n i e, że można powiedzieć, że należały im się te kluczyki i ewentualnie dłuższy pobyt w Guadalupe. Poza tym, ich i tak już tam nie było. Chyba. Jeśli wierzyć, że wszystko z samego rana poszło im sprawnie i bez problemu przedostali się przez boarding i siedzieli właśnie w samolocie do jakiejś równie słonecznej Hiszpanii.
Giulia i Matteo pomyślą, że zabrali nas na kwarantannę — zaśmiała się pod nosem, przy okazji rzucając mu kluczyki. Chociaż z drugiej strony Stewart miała jakieś ciche przekonanie, że ich ulubiona para swingersów albo też zostanie gdzieś na noc albo w ogóle postanowi się jednak wyprowadzić, przed obawą, że i oni mogli skończyć wyglądając jak Hulk, cali na zielono i zostać na promieniowani. Jeśli faktycznie uwierzyli w te bujdy na resorach, Pilar wcale by się nie zdziwiła.
Zaśmiała się głośno, kiedy oznajmił, że będą się znowu pierdolić na autostradzie.
Chciałam zaznaczyć, że ostatnio to JA ciebie pierdoliłam — poprawiła go. Skoro już wypominali sobie tego typu rzeczy, należało podkreślić, że on t y l k o prowadził. I to jeszcze nie do końca umiejętnie, bo kiedy dochodził, dosłownie prawie by ich zabił, więc można powiedzieć, że nawet w tym mu pomogła. Przy tym wszystkim posłała mu zaczepne spojrzenie. Wyzwanie? Może. — A na majtki już za późno. Już założyłam — wzruszyła ramionami i załadowała się na miejsce pasażera. Zapięła pasy, wieńcząc czynność charakterystycznym pstryknięciem, które wypełniło wnętrze pojazdu i spojrzała na Noriegę, żeby zrobił to samo. Dzisiaj mieli przecież jechać już grzeczne po tym, co wczoraj odjebali.
Ja też — odpowiedziała mu. — Dlatego oczy na drogę, Noriega — zadarła brodę w stronę ulicy, na którą właśnie wyjechali. Potem zajęła się grzebaniem przy radiu. Wcześniej nie mieli nawet okazji sprawdzić wszystkich bajerów pojazdu i zajebistych basów, które namiętnie reklamował mężczyzna w salonie. W porównaniu do jej Toyoty, tutaj radio okazało się działać bez zarzutów. Pilar przeskoczyła kilka stacji, aż nie natrafiła na taką, w której wygrywali energetyczne, latynoskie rytmy. Bujnęła głową, gotowa zagadać do Madoxa na temat tych świetnych basów, jednak nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, on już szarpał autem i zjeżdżał na pobocze, przy którym stała trójka dzieciaków.
Ale gdzie ty chcesz ich zabrać? — otworzyła szerzej oczy, przyglądając mu się uważnie. Tylko z jego twarzy widziała, że to nie ważne, bo Madox zawiózłby ich na jebany koniec świata, po tym, jak już sobie ubzdurał, że będą robić za tragarzy. — Od kiedy ty chcesz robić tyle uczynków dla innych? — pokręciła głową z niedowierzaniem, nim opuściła szybę. Przecież Madox zawsze był pierwszy do szycia narracji trzeba zająć się sobą, problemy innych nie są naszymi problemami, Pilar, a tu proszę. Aż się wyrywał do pomocy.
Gdzie wy jechać? — spytała dziewczyna z rudymi włosami, zaplecionymi w warkocze, które luźno opadały na jej ramionach. Na końcu każdego z nich miała równe kokardki, zrobione z białej tasiemki.
Guadalupe — odpowiedziała spokojnie i wyraźnie, bo w sumie nie miała pojęcia, skąd byli. Jedno było pewne: na pewno nie stąd, bo ich Hiszpański pozostawiał naprawdę wiele do życzenia.
Wy podwieziecie mnie ją i ono? — spytała, wskazując po kolei na siebie, drobną blondynkę z wielkim plecakiem i chłopaka przy sobie ze słomianym kapeluszem, który kiedy tylko złapał spojrzenie z Pilar, uśmiechnął się szeroko od ucha do ucha i pomachał energicznie.
Jestem Zbyszek! — przedstawił sie, chociaż Stewart za nic nie wyłapała, co to za imię. Brzmiało dziwnie. Może Europejsko? Odmachała mu, po czym wróciłą spojrzeniem do rudej dziewczyny, żeby zapytać gdzie właściwie oni jechali, tylko nim zdążyła cokolwiek powiedzieć dzieciaki już same ruszyły na tyły samochodu. Nie tylko otworzyły sobie same bagażnik, ale wrzuciły plecaki na odpierdol, pewnie przygniatając świeże owoce, jakie Madox spakował im na plaże i zaraz ładowali się na tylne siedzenie. Trochę się przepychali, ktoś krzyknął jakieś przesuń się grubasie, czego Stewart za nic nie zrozumiała, ale finalnie wszyscy znaleźli się w środku.
Można pojazd jechać — oznajmiła ruda, wychylając się między siedzeniami i spoglądając na Madoxa. — VAMOS! — to już krzyknęła, pewna, że akurat to słowo wypowiedziała bezbłędnie. Chuj, że wydarła je prosto do usta Noriedze.


VAMOS madito! 🏁............🏎💨..
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox też czuł, że Guilia i Matteo jednak załatwią sobie to SPA z noclegiem, albo może nawet przeniosą się do hotelu, gdzieś tam, gdzie mają to SPA, żeby nie było, że to przez ich zielone tyłki. Madoxa i Pilar, chociaż wcale nie były zielone, co Noriega chciał nawet sprawdzić polecając Stewart, żeby wyskakiwała z majtek. Nie wyskoczyła, ale i tak musiał sobie pogadać.
- Bez majtek byłoby łatwiej, ale w sumie... Przynajmniej mogę powiedzieć, że ci się dobiorę do majtek - puścił do niej oczko, zanim wsiadł, zawieszając się na drzwiach Jeepa. Jeśli to było wyzwanie, to oczywiście, że zamierzał je podjąć, i nie zmieni tego fakt, że już je założyła.
Wsiadł i zapiął pas od razu, właściwie on też zazwyczaj go zapinał, też często o nim przypominał, bo wolał to niż potem słuchać, że jeździ jak oszołom, od Williama to najczęściej słyszał, a Madox mu wtedy mówił, że przecież ma zapięty pas.
Teraz też oboje mieli, bo przecież Noriega powiedział, że dzisiaj zamierza prowadzić bez ekscesów, to znaczy biorąc pod uwagę innych kierowców i ich pasażerów. Może dzisiaj miał jakiś dzień dobroci? Dzień empatycznego Madoxa?
Chociaż jego oczy wpatrzone były w drogę, tak jak mu kazała, to gdy tylko wrzucił bieg, zaraz sięgnął do jej kolana, przesunął po nim palcami.
- Nie muszę nawet patrzeć, bo znam już drogę na pamięć - podsunął ręką wyżej po jej udzie. Nie tylko drogę znał na pamięć, ale fakturę jej skóry, każdy pieprzyk, który ją zdobił, każdy tatuaż, może nawet by jej to powiedział, bo palcem zahaczył już o jej majtki, tylko... musiał zabrać rękę, żeby zredukować bieg - mogliśmy wziąć automat - stwierdził, bo wtedy miałby cały czas wolną rękę, dużo rzeczy by mógł zrobić.
Ale teraz wpadł na to, że mogą wziąć autostopowiczów. Na słowa Pilar parsknął śmiechem, a potem pochylił się do niej nad skrzynią biegów, żeby ugryźć ją w udo.
- Ktoś tu jest zły, że nie będę mu się mógł dobierać do majtek - rzucił, a zanim te dzieciaki się pozbierały, to jeszcze zawiesił spojrzenie na jej oczach - a może będę i tak? - uniósł zaczepnie jedną brew, a zaraz odpinał pas, bo chciał im pomóc z plecakami - jak byliśmy gówniarzami z Tio to też jeździliśmy stopem, nad morze raz tak pojechaliśmy - powiedział jej jeszcze, a zanim on się zebrał, to przez szybę od strony Pilar zaglądała już do nich jakaś ruda dziewczyna.
- Hola! - Madox się od razu przywitał machając do niej i jej towarzyszy. Pokiwał nawet głową, że ich podwiozą, już sięgnął do drzwi, żeby pomóc im z bagażami, ale wtedy ten chłopak powiedział to dziwne imię, a Noriega zaraz wbił spojrzenie w Pilar - to po rusku? - zapytał, jakby miała wiedzieć, bo on przecież po rusku trochę umiał, ale Rosjanie go nie lubili. Chociaż... ci już mieli u niego plusa, że byli zaradni i sami się zapakowali, bo Madox oczywiście nie pomyślał o tym, że coś im pogniotą, tylko, że fajnie, że nie musiał nawet wysiadać, bo on w międzyczasie jak się pakowali, to znowu sięgnął do kolana Pilar.
- To ja prowadzę, a ty gadasz... - stwierdził i posłał jej zaczepny uśmiech. Zanim zdążyła coś powiedzieć, to dzieciaki już się zapakowały na tylna kanapę, a potem ta ruda krzyknęła mu do ucha.
- Vamos compañeros - powtórzył po niej trochę ciszej, ale jednak wciąż entuzjastycznie. Dołączył do ruchu tym razem puszczając kierunek.
- Przyjaciele? - zapytała trochę niepewnie ruda.
- Koledzy, amigos to przyjaciele - wyjaśnił jej Madox.
- Jeszcze jest takie cabrón - rzuciła ta blondynka, która siedziała z boku. A Madox parsknął, zerknął na nią w lusterku, a potem na Pilar.
- Cabrón to raczej nie jest przyjaciel, to znaczy sukinsyn... ale faceci tak czasem do siebie mówią - oni tak z Richiem czasem do siebie mówili, ale jakby blondynka tak powiedziała do kogoś, to może nie do końca by ją zrozumieli tak jak powinni.
- Jezu? Serio? A ja myślałam, że to takie ziomek... - teraz to blondi pochylała się do przodu miedzy siedzeniami.
- A skąd jesteście? - zapytał Noriega. A niby to Pilar miała gadać. Typowy Madox, on chyba nie umiał nie gadać.
- Z Polski - odpowiedziały chórem dziewczyny, a Madox się uśmiechnął.
- Muy bien! - rzucił do nich, a potem zerknął z ukosa na Stewart - to chyba jak ta babka Ginny, nie? Co nam dała pierogi z jej przepisu - powiedział, ale szybko i chyba tak do końca go nie zrozumieli, ale cała trójka wyłapała to jedno słowo...
- Pierogi! Tak, pierogi muy bien - rzucili zgodnie, a potem zgodnie się poklepali po brzuchach, że pierogi są takie pyszne. Madox też to zrobił, po brzuchu, a potem pokazał im okejkę.
- Muy bien - to fajnie sobie pogadali.
Może nawet podyskutowali by jeszcze, ale włączyła się kontrolka paliwa, a Madox nawet wcześniej tego nie zauważył, bo w sumie kto by na to zwracał uwagę? Ale musieli zatankować.
- Paliwo... - rzucił do Pilar - sprawdzisz gdzie jest stacja cariño? - zapytał.
- Kochanie! - wypaliła blondynka - tak jej powiedziałeś... - zaraz doprecyzowała - a może o to mi chodziło, a nie o cabrón...
- Albo o compañeros - wtrącił Madox zerkając na nich znowu w lusterku. Zaczęli coś tam dyskutować miedzy sobą w tym swoim języku, jakieś jesteś głupia, ale Madox nic nie rozumiał, za to on w międzyczasie znowu zerknął na Pilar.

Vamos compañeros ☮︎⋆ 𖤓 ⋆˚࿔⋆˚꩜。
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogli wziąć automat.
Szkoda tylko, że żadne z nich o tym nie pomyślało, bo bardziej skupili się na tym, czy czerwony przyciągało i rozgrzewał się na słońcu. Tyle się na ten temat ugadali, a jedyny moment, kiedy Pilar usiadła na masce, to nie dość, że był wtedy środek nocy i zerowe słońce, to jeszcze była sama jak palec. Zajadała się żelkami, paliła fajkę i rozmyślała o tym wszystkim, co powiedziała jej Esme. A potem jeszcze podglądała ją i Lopeza, kiedy w końcu opuścili mieszkanie. A tu proszę — okazało się, że jednak brak skrzyni biegów byłoby o wiele bardziej przydatne.
Zawsze ja mogę ci zmieniać biegi — oznajmiła, łapiąc jego ciemne spojrzenie. Bo w sumie co to za problem? Wystarczyło, żeby jej dawał znać, kiedy naciskał sprzęgło, a akurat jeśli chodziło o współpracę, wychodziło im to za-je-bi-ście. Tak zajebiście, że zaraz zatrzymali się, żeby zgarnąć jakieś dzieciaki ze sobą. Przewróciła oczami, gdy stwierdził, że była z tego przypadku zła. — Chyba zwariowałeś — zwariował, że myślał, że była na niego zła, że nie dobierał się jej do majtek, czy że oznajmił, że i tak może będzie to robić? Odpowiedź na to pytanie trzeba było zostawić niewypowiedzianą, bo dzieciaki już ładowały się do auta i krzyczały im do uszu, że czas jechać! Vamos, vamos!.
Chciała się odezwać.
Naprawdę chciała.
Tylko co ona mogła, kiedy Madox i tak gadał z nimi jak najęty? Przecież nie będzie się na siłę wciskać do rozmowy, kiedy jemu szło wyjątkowo dobrze. Poza tym, Pilar lubiła go słuchać. Jego głosu, to jak rozmawiał z innymi, jak opowiadał w szczególności. Kiedy na nią spojrzał, mógł zobaczyć, że siedziała przyjemnie uśmiechnięta, trochę rozmarzona, nie odzywając się ani słowem, po prostu w niego wpatrzona.
Jak w obrazek.
Niesamowite było dla niej to, z jak wielką łatwością Madox odnajdywał się wokół ludzi. Inni często mylili tą wyjątkową cechę z byciem wścibskim, a przecież to wcale nie było to. Bo on sprawiał, że inni w jego towarzystwie czuli się po prostu dobrze, przyjemnie. Nawet te dzieciaki, które wcześniej stresowały się, żeby cokolwiek powiedzieć, kaleczyły język, nagle zaczęły się wypowiadać o wiele luźniej. Koiła ich jego obecność, pomimo tego, że na pierwszy rzut oka wyglądał jak groźny gagnus ze swoimi tatuażami. Pilar też potrafił uspokajać jak nikt inny. Tak dobrze zrobił to wtedy w klubie, kiedy przyszła dopytywać się o kontenery i spotkała Arthura, albo w Medellin, gdy chciała dosłownie rozszarpać Rosę, po tym jak zostawiła Marie kilka godzin przed ślubem. Uwielbiała przebywać w jego towarzystwie.
I pewnie gdyby teraz nie wyrwał jej z zamysłu swoją prośbą, siedziałaby tak kolejne dziesięć minut, po prostu na niego patrząc i rozpływając się nad tym jaki był.
Sprawdzę, sprawdzę — kiwnęła głową, po czym wyprostowała się na fotelu. Sięgnęła do torebki po telefon i praktycznie od razu odpaliła mapę, żeby sprawdzić, gdzie znajdowała się najbliższa stacja benzynowa. — Za pięć minut powinien być zjazd. Dasz radę? — spytała i nachyliła się w jego kierunku, by spojrzeć na kontrolkę i poziom rezerwy. Spokojnie dojadą.
Jesteście razem? — spytała blondynka, przyglądając im się uważnie. — Jak to było? Huntos? Untos? — zaczęła się miotać, drapiąc zrezygnowana po głowie, a Stewart delikatnie się roześmiała.
Juntos — poprawiła dziewczynę, chociaż trzeba przyznać, że prawie jej wyszło. — Y si, jesteśmy — skinęła głową i jakoś tak machnęła ręką, kiedy się do nich odwróciła, że jedna z dziewczyn wyłapała pierścionek na jej dłoni.
O jezu, Marlena patrz! — pisnęła, przytrzymując palce Pilar w dłoni i zawieszając na niej spojrzenie. — Com… carin… zaręczeni?
Comprometido — pomogła jej nieco i tak pod wrażeniem, że w ogóle kojarzyła to słowo. Raczej nie było ona zbyt przydatne turystom, chociaż w sumie… kto ich tam wiedział.
No i excelente! — przysunęła się do dłoni Stewart razem z blondynką i zaczęły obczajać pierścionek a po chwili obie pokręciły głową na boki, jakby się nad tym zastanawiały, nawet wymieniły spojrzenia. — A czemu on tak wygląda? Co to jest M?
Madox — wyjaśniła, wskazując głową na Noriegę, który już zjeżdżał na stacje. — A ja jestem Pilar — przedstawiła się, bo w sumie nie było wcześniej okazji. Tylko Zbyszek się przedstawił, ale akurat jego imię to Stewart już dawno zapomniała. Pewnie nawet nie umiałaby go powtórzyć.
O fajnie, a ja jestem Marlena, a ta tutaj o Izka — przedstawiła je. — Śmieszny ten pierścionek — skwitowała ruda. — U nas zaręczynowe wyglądają trochę inaczej. Są o wiele… mniejsze. Ogólnie inne są — wyjaśniła, przesuwając palcami po niewielkich, błyszczących kamyczkach.
Bo my też jesteśmy inni — odpowiedziała niby bo nie miała w głowie innego argumentu, ale jakby się tak nad tym zastanowić, to faktycznie byli. Wyjątkowi. Cała ich historia była. Popierdolona. Ale akurat tego słowa nie chciała przy nich używać.
No zajebiści chyba — odezwał się w końcu Zbyszek. — Wiecie ile czekaliśmy aż ktoś nas weźmie?! — również wcisnął głowę pomiędzy siedzenia i chyba nacisnął sobie przy tym na brzuszek, bo zaraz z jego ust wyleciało głośne beknięcie, prosto w twarz Stewart. — 3 GODZINY! Nikt nas nie chciał zgarnąć oprócz was.

mi increíble prometido ⋆.˚🦋༘⋆ꫂ💍
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”