On też brałby dla Pilar czekoladowe, wiec nawet się nie zdziwił kiedy krzyknęła tak za dzieciakami, ale zanim zdążył się zastanowić jakie on chce, to dziewczyny już pobiegły za Zbyszkiem, a w zasadzie to on zjadłby jakiekolwiek, byle zimne. Chociaż Madox przecież uwielbiał ciepło, ale taki zimny drink, albo lód teraz brzmiał mu bardzo dobrze.
Bardzo dobrze brzmiało mu też to, co powiedziała Pilar.
-
To jak te nasze wszystkie się zwrócą... - rzucił przysuwając się do niej, tak, że mogła czuć na pełnych wargach jego ciepły oddech -
to będziemy żyć w samym dobrobycie do końca życia - najpierw zaczepił jej pełne usta językiem, a potem zamknął je w pocałunku, ale krótkim, bo na więcej im nie pozwolił kierowca za nimi.
No i gdzie to dobro, które miało im się zwracać?
Chyba będą musieli jeszcze poczekać.
Chociaż Madox nie chciał czekać, bo zaraz dobierał się do niej przy samochodzie, co też kierowca z tyłu postanowił im popsuć, a było już tak miło, już przyjemny dreszcz przeszedł mu po plecach, gdy poczuł na kolanie jak Pilar była
gorąca. A potem jej ciepły oddech na własnych wargach, tak kurewsko jej spragnionych. Zaczepił jeszcze palcami za rąbek jej sukienki, kiedy się od niego odsuwała, kiedy szła już na stację, a potem nie omieszkał podziękować Meksykańcowi rzucając mu jakieś
gracias amigo.
Stał oparty o auto patrząc jak na liczniku przeskakują kolejne cyferki, a kiedy bak był pełny, to przestawił auto na bok, żeby jednak jego
nowy kumpel mógł sobie zatankować.
Ruszył do stacji, ale dziewczyny spotkał już przed.
-
Zajebiście, mango są najlepsze - wiadomo, mango i wszystko o smaku mango było zajebiste. Sięgnął po oba te lody, a zaraz rozrywał papierek zębami, najpierw ten Pilar, a potem swój. Oczywiście, że spróbował obydwa zanim jej dał ten jej, a zresztą już po chwili, kiedy sobie usiedli na jakiś ławeczkach z boku stacji, to oddał jej oba, bo okazało się, że on ma iść sprawdzić co ze Zbyszkiem.
Najpierw chciał powiedzieć, żeby to dziewczyny poszły, ale skoro on siedział w kiblu, a zresztą Madox stwierdził, że też się odleje przed dalszą drogą. Liznął jeszcze loda mango z ręki Pilar, a potem już szedł do toalet.
W środku było cicho i w pierwszej chwili Madox pomyślał, że nikogo tam nie ma, ale zaraz z jednej z kabin usłyszał chlipnięcie. Zastanowił się, czy się nie wycofać, ale w końcu stanął pod drzwiami i zapukał.
-
Ej młody jesteś tam? Zaraz będziemy jechać dalej - rzucił, a za drzwiami zaraz usłyszał jakieś poruszenie.
-
Tak, już wychodzę... - i znowu chlipnięcie.
-
Spoko, ja jeszcze muszę się odlać - rzucił Noriega i podszedł do pisuaru, żeby to zrobić, tylko, że zaraz usłyszał z kabiny Zbyszka jakieś
kurwa, a potem
mierda, to już zrozumiał.
-
Co jest młody? - już znowu stał przy drzwiach, liczył tylko na to, żeby jednak nie chodziło o to sranie. W ogóle liczył, że to tylko skończył mu się papier, czy coś.
-
Drzwi się zacięły - rzucił Zbyszek i szarpnął nimi. Potem szarpnął nimi Madox, zamknięte.
-
Dobra, spokojnie, weź spróbuj jeszcze raz - nawet wszedł do kabiny obok, żeby sprawdzić jakie są zamki, zasuwka, trzeba było ją szarpnąć... Tylko słychać było, że Zbyszek to robi, ale na próżno. Madox najpierw zerknął na dół kabin, nie ma opcji, że się tam zmieści, ale może górą?
-
Masz spodnie młody? Wejdę do ciebie górą - stwierdził, a zaraz już próbował czy może wejść na kibel, a po nim na ściankę dzielącą kabiny.
-
Mam, ale... - zaczął coś tam Zbyszek, ale Noriega go nie słuchał bo już się wspinał na górę. Chłopak tylko wycierał twarz, kiedy zajrzał do niego przy suficie, a zaraz wskoczył do środka. Nawet Madox musiał się trochę poszarpać z przyrdzewiałą zasuwką, ale w końcu mu się udało, jednak miał zdecydowanie więcej siły niż Zbyszek.
-
Trzeba to zgłosić, bo ktoś tu utknie... - rzucił spokojnie, kiedy już wyszli, a Zbyszek pokiwał smutno głową i znowu pociągnął nosem...
Chyba Madox nie powinien się odzywać, ale przecież... on nie umiał się nie odzywać.
-
Co ty młody o te drzwi beczysz? - rzucił, ale chłopak pokręcił głową. Z jednej strony dobrze, że nie o drzwi, ale z drugiej... -
to o co? - czuł gdzieś w kościach, że może pożałować tego pytania.
-
Bo ja... się zakochałem - westchnął ciężko, a Madox już pożałował.
-
No to... dobrze - powiedział i podszedł do pisuaru, żeby się w końcu odlać, Zbychu stał sobie gdzieś przy umywalkach i przeglądał się w lusterku.
-
No nie dobrze właśnie, bo ja się zakochałem w Izce, a ona mi powiedziała, że nie jest gotowa... - znowu Zbychu pociągnął nosem, a Madox wywrócił oczami, jakby już to gdzieś słyszał -
no i mi się wydaje, że ona kręci z Marleną - dramaty dzieciaków. Noriega na to się nie pisał, ale teraz to co miał zrobić? Wysikał się i poszedł sobie umyć ręce stają obok Zbyszka.
-
No... a ile wy macie lat? - zapytał, a chłopak powiedział, że on ma dziewiętnaście, a dziewczyny po osiemnaście -
kurwa... chciałbym mieć tyle lat - stwierdził Madox, ale Zbychu się skrzywił, że chyba nie traktuje go zbyt poważnie. Umył sobie rączki, tylko nie było ręczników, wiec wytarł je o koszulę -
chodzi o to młody, że jak masz dziewiętnaście lat, to jeszcze całe życie przed tobą, dużo dziewczyn - rzucił Madox i ruszył do wyjścia, żeby jednak znaleźli sobie jakieś lepsze miejsce na męskie rozmowy, niż toaleta na stacji. Zaraz znaleźli, krawężnik przy śmietnikach, usiedli sobie tam.
-
Jak miałem dwadzieścia parę lat to się oświadczyłem, miałem brać ślub, a to by był największy błąd w moim życiu... - zaczął Madox, a Zbyszek zrobił jakieś
taaa?, ale słuchał go bardzo uważnie, więc Noriega kontynuował -
chodzi o to, że czasem to tylko ci się wydaje, że to jest to, ale tak naprawdę to nie jest - wzruszył ramionami, a Zbyszek się zamyślił.
-
A skąd mam wiedzieć czy jest, czy nie jest? - zapytał, w zasadzie to było dobre pytanie. Madox podrapał się po karku, po tych swoich tatuażach i zamyślił.
-
Jeśli to jest to, to i tak będziecie razem, ja też przed Pilar miałem dużo dziewczyn... No i ona też, osiemnaście... - czemu wspomniał o tych osiemnastu? Może dlatego, że jej to zawsze wypominał? Trochę się na tym fiksował.
-
Osiemnaście? - zdziwił się Zbychu, bo on miał dopiero tyle lat -
a ty ile miałeś dziewczyn? - wbił spojrzenie w Noriegę, w zasadzie to dziewczyn miał kilka, takich, które rzeczywiście nazwał swoją kobietą, czy tam laską, albo chociażby nawet dupą. Ale licząc jeszcze te wszystkie panienki, z którymi sypiał, a jak Emptiness dawało mu w kość, to czasem było ich kilka w tygodniu, to chyba nie powinien się fiksować na tych osiemnastu.
-
Dużo - stwierdził tylko -
ale to... Dopiero z Pilar chcę się ożenić. To się po prostu czuje - i on to kurewsko czuł, znowu z myślą, że jakby mu powiedziała, że zrobią to teraz, zaraz, na jakiejś dzikiej plaży, to on by się wcale nie zastanawiał. Bo chciał być tylko z nią.
Siempre.
Zastanawiał się za to Zbychu.
-
Ale ja nigdy nie miałem dziewczyny... - rzucił chłopak, a Madox się trochę zawiesił, o czym oni teraz mówią. Aż nabrał powietrze w płuca, ale zaraz klepnął dzieciaka w ramię.
-
No ale teraz jesteś na wakacjach w gorącym Meksyku, poderwij jakąś caliente, loca chica, jesteś młody, zaszalej - może to była chujowa rada? A może dobra? Madox nie był za dobry w takich poradach, w takich rozmowach w ogóle (chociaż chyba coraz lepszy), więc starał się jakoś podnieść na duchu chłopaka.
Zbyszek jednak westchnął ciężko.
-
Ale ja nie umiem podrywać dziewczyn... - stwierdził, a Madox się zastanowił. Może Zbyszek nie był jakimś gorącym Latynosem, ale właśnie wyróżniał się na ich tle jasnymi oczami i włosami. Miał przyjemną aparycję, a przynajmniej według Noriegi, wyglądał na sympatycznego chłopaka.
-
A w czym jest problem? - zapytał Madox, a tym razem Zbyszek się zastanowił, no ale skoro już tak szczerze rozmawiali, to kontynuował.
-
Wstydzę się - rzucił, a Noriega strzelił oczami.
-
No i to jest kurwa błąd, bo jak ci się podoba jakaś dziewczyna, to... To się nie czaisz, tylko podchodzisz do niej tak jakby już była twoja, a w końcu będzie, zobaczysz - no bo tak robił Madox, i chociaż oni z Pilar na początku tylko udawali w Medellin parę, że jest jego kobietą, to przecież on ani razu się nie zawahał, nie zatrzymał, tylko robił wszystko, żeby... naprawdę była.
A teraz kurwa nosiła pierścionek zaręczynowy od niego. A teraz... miała kiedyś zostać jego żoną.
-
Ale ja nie umiem... - jęknął Zbyszek. A Madox podniósł się z ziemi, otrzepał spodnie.
-
Nauczysz się - rzucił i już chciał wracać do dziewczyn, bo znowu nie było ich z piętnaście minut, ale Zbyszek jeszcze się ociągał, więc Madox powiódł spojrzeniem dookoła i wyhaczył jakieś dwie Latynoski, które paliły fajki z boku stacji -
dobra, chodź - machnął na Zbycha, a już po chwili zagadywał do dziewczyn -
część dziewczyny... poratuje któraś fajką? - zapytał. Oczywiście, że zmierzyły go spojrzeniem, a potem Zbyszka -
właściwie nie palę, ale tak mi od was zaleciał dym, że chyba pozwolę sobie na... jeden taki mały grzeszek - puścił oczko, do tej, która wyciągnęła w jego kierunku paczkę fajek. Dziewczyny zapytały czy Zbychu też chce, a Noriega zaraz go klepał po ramieniu -
nie, on nie, on jest z Europy - oczywiście, że spojrzały na niego bardziej zainteresowane -
ale przyjechał tu trochę zaszaleć, zobaczyć ten dziki Meksyk - znowu popatrzył po dziewczynach, ale jedna z nich coś wspomniała, że ma chłopaka -
ja mam narzeczoną, zaręczyliśmy się na tych wakacjach... - ta, która miała chłopaka zaraz zapytała
no coś ty. No i kiedy Madox sobie z nią gadał o tym, że Meksyk jest świetny, ale wolałby w Kolumbii, a ona opowiadała o tym, że jej chłopak ma kolumbijskie korzenie, to co?
To Zbychu się odważył i zagadał tą drugą, zgadali się, że oboje jadą do Guadalupe i wymienili numerami. A Madox wypalił fajkę, a w końcu stwierdził, że muszą iść, bo narzeczona już mu pewnie zjadła loda. Na pewno, bo nie było ich długo.
Ale Zbychu był zadowolony i jeszcze po drodze z dziesięć razy dziękował Noriedze, a potem od razu wypalił.
-
Twój narzeczony jest ekstra Pilar - Madox się uśmiechnął a zaraz już siadał obok Stewart, żeby ją do siebie przyciągnąć za kolano, oparł jej głowę gdzieś na ramieniu.
-
Zaciął się w kiblu i musiałem do niego włazić górą - mruknął jej do ucha -
a później jeszcze gadać z nim o kobietach - musnął wargami jej ucho, a później się odsunął -
zjadłaś mojego loda? - lepiej jakby go zjadła, bo by się cały na pewno rozpuścił.
Solo con ella, siempre 
✿˚ ༘ ⋆。♡˚