Kąciki jego ust rozszerzyły się w rozbawieniu. Przez cały ten wieczór bacznie ją obserwował, próbując rozszyfrować jej spojrzenie i gesty, a w słowach doszukiwać się drugiego dna. Bez trudu zaczął więc rozpoznawać, kiedy jej niewinny uśmiech stwarzał jedynie pozory przed tym, co skrywała w myślach. W ich rozmowie przeplatało się mnóstwo niedomówień, które tylko wzniecały ogień. Jedną z konsekwencji tej coraz bardziej niebezpiecznej gry był fakt, że w pewnym momencie oboje mogli się w niej zatracić. I do tego właśnie dążył.
—
Gdyby nie miało to dla Ciebie znaczenia to nie kalkulowałabyś właśnie w głowie wszystkich za i przeciw - odwzajemnił jej uśmiech, unosząc wyżej brodę w pewnym siebie geście. Właśnie takie miał wrażenie, gdy widział jej baczne spojrzenie. Mogła udawać do woli, że nadal niczego w nim nie dostrzegała, natomiast tego, co odbijało się w jej brązowych tęczówkach, nie dało się ukryć. Starała się postępować rozsądnie, ale zdecydowanie jej to utrudniał, zdobywając jej uwagę i, jak miał nadzieję, wkrótce także serce. Tylko ciche podszepty w jego głowie ostrzegały go przed tym, że on również stąpał po cienkim lodzie, bo próbując ją zdobyć, sam mógł zgubić się w jej ogniu. I właśnie idące za tym ryzyko też wpływało na jego coraz śmielsze postępowanie.
—
Jest znacząca różnica między samotnością a byciem samym - zauważył, odpowiednio dobierając słowa, żeby nie wytknąć jej bezpośrednio błędu. -
To bycie samemu bywa zdrowe, a czasem nawet potrzebne, bo pozwala poznać lepiej samego siebie, złapać oddech i nową perspektywę. Za to samotność jest pustką, która powoli pochłania życie, wysysając z niego całą radość. - Doskonale wiedział, o czym mówił. Jemu też odpowiadało życie sam na sam, ale przed samotnością uciekał, sięgając po telefon, żeby wybrać odpowiedni numer lub wychodził na miasto. Nie bez powodu też po śmierci Michaela w jego życiu pojawił się Arnie. -
Dobrze jest mieć z kim dzielić myśli, sukcesy, porażki, łóżko… - wyznał ostatecznie, nie przejmując się tym, jak jego otwartość mogła zbić ją z tropu. To nie była gra - wierzył we własne słowa. Ale czy to rzeczywiście był powód do ustatkowania się w takim wieku? Najpierw należało znaleźć tę jedyną. Z tym, że Ethan nie miał wyboru - ich rodzice już zdecydowali.
Złączenie ich ust w pocałunku wywołało w nim istny pożar. Jej bliskość, gorący oddech i intensywność jej gestów utwierdziły go w przekonaniu, że wizje przyszłości ich oraz najstarszych z ich rodów naprawdę dało się połączyć. Jeśli napięcie między nimi miałoby wyglądać tak zawsze to nie miał nic przeciwko temu. W tej chwili jednak nie to zaprzątało mu głowę, bo skupił się wyłącznie na słodyczy jej ust i fali emocji, które instynktownie prowadziły jego dłonie po jej ciele.
Jej reakcja na drugie zbliżenie sprawiła, że kompletnie stracił dla niej głowę. Gdy wplotła swoje palce w jego włosy, jego wargi jak na zawołanie stały się bardziej zachłanne. W uszach co chwilę dźwięczały mu jej westchnięcia, które pobudzały go do podejmowania kolejnych zuchwałych działań. Dawno nie odczuwał aż takiego pragnienia. Odurzyła go sobą do tego stopnia, że całkowicie zapomniał, gdzie się znajdowali i jak to musiało wyglądać.
Dopiero wyrzut kelnera przywołał go nieco do porządku, przez co wyprostował się, wycofując rękę spod sukienki Cherry, jednak pozostawił ją na biodrze kobiety. Oddychał ciężko, starając się wyrównać oddech.
—
I w ramach ukojenia nerwów proszę każdemu z tych gości postawić po jeszcze jednym drinku. Na mój koszt - dodał, nawet nie odwracając się w stronę kelnera, cały czas trzymając swoje zielone spojrzenie na Cherry. W zasadzie nie obchodziło go, co inni o nich myśleli, ale należało zachować pozory przyzwoitości i być może złagodzić wybuch skandalu. Poza tym, zrobił to ze względu na jej wizerunek. Była warta każdych pieniędzy.
Na wspomnienie o Koko uśmiechnął się łobuzersko. Znów na moment zmniejszył między nimi przestrzeń i niespiesznie przesunął dłonią wzdłuż jej talii. -
Nie każmy jej więc czekać - mruknął, przystając na jej propozycję, dobrze wiedząc, że to tylko pretekst przed tym, co nieuniknione. Będąc tak blisko, kusiło go, by znów ją pocałować, ale był więcej, niż pewien, że gdyby to zrobił, znów nie potrafiłby przestać. Dlatego zamiast tego przepuścił ją przodem i ruszył za nią przez salę, dzięki temu mając możliwość ukradkowego spoglądania na jej poruszające się z gracją ciało, myśląc o tym, że już niedługo będzie mógł je poznać bliżej.
Cherry Marshall
KONIEC