30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Nie mam zielonego pojęcia, o jakim innym moglibyśmy rozmawiać — mruknęła Charity, unosząc niewinnie kąciki ust. Mogła zgrywać głupią, ale rozumiała dwuznaczność ich rozmowy. Zdawała sobie sprawę, kiedy zaczynała zbliżać na niebezpieczne tory. Ani przez krótki moment nie chciała dać mu satysfakcji. Aluzje były bezpieczne, kiedy robiło się niezręcznie, można było spokojnie wycofać się z własnych słów, zrobić jeden krok do tyłu i udawać, że nic się nie stało. Jednak w jej sercu powoli rozpalał się ogień, a wyobraźnia coraz bardziej wchodziła na niezbyt bezpieczne tory.
Może — mruknęła ze zawadiackim uśmiechem na twarzy — a może chcę, by nie ma to żadnego znaczenia dla mnie? — dopytała, przechylając delikatnie głowę z przepięknym uśmiechem. Cokolwiek by mu nie powiedziała w tym momencie, chciała zrobić mu prawdziwy mętlik w głowie. Wiedziała, o jakim ciśnieniu mówią, wiedziała, że jedno słowo więcej, a jej myśli powędruje dalej niż ściany restauracji. Wprost do jej, lub jego apartamentu. Wystarczyłaby krótka iskra, która by ich strawiła.
Samotność bywa zdrowa — stwierdziła cicho, unosząc delikatnie, lekko kąciki ust. Lubiła być samotna, jakkolwiek źle to nie brzmiało. Chociaż nauczyła się tego w przeciągu kilku miesięcy, niedawno wierzyła w miłość. Tylko kto byłby w stanie dorównać jej kroku, lub iść równo z nią? Nie miała zielonego pojęcia, dlatego ciągle szła naprzód, nie zastanawiając się nad relacjami. Miała cudowną siostrę, brata bliźniaka, przyjaciół, czy to nie było wystarczające? Jeden telefon i każde z nich znalazłoby się przy niej.
Igrająca z ogniem? Ethan wzniecał w niej niewytłumaczalny ogień. Próbowała go ignorować na wiele sposobów, zgasić przed pojawieniem się najgorętszego żaru, ukrytego w środku płomienia. Tylko z każdym krokiem w jej stronę sprawiał, że jej zmysły działały jeszcze mocniej, intensywniej. Nie mogła tego ukryć przed samą sobą. Wiedziała to pożądanie, które wzniecało się jeszcze mocniej z każdym ich mieszającym się oddechem. Kwestią czasu była przepadnięcie w jego wargach oraz jego ciele. Za długo dorzucał do ognia, by mogła przejść obok niego obojętnie.
W trakcie pierwszego pocałunku nie myślała zbyt wiele. Skosztowała go zachłannie, ale był tak bardzo uzależniający, że musiała się odsunąć. Mogła udawać, że Hartley pod żadnym pozorem jej nie kręci, ale byłoby to zwyczajne kłamstwo. Każdy ruch warg wzmagał jej pragnienia. Może dlatego w geście desperacji odsunęła go od siebie. Był to zdrowy ruch, w myślach powtarzała panna cotta, byle móc ponownie od niego uciec. Była niczym zwierzę, próbujące wyrwać się od stada napastników, ale i to się nie udało.
Chciała zostać jego jedynym deserem. Długo nie analizowała ich słów, od razu poczuła na własnych ustach arbuzowy smak jego warg i pogłębiła pocałunek. Pierwszy raz nie wiedziała, co zrobić dłońmi. Na plecach czuła chłód ściany, a z drugiej strony gorące ciało Ethana, które coraz bardziej chciała móc poznać centymetr po centymetrze. Jedna z dłoni wylądowała na jego karku, wplatając palce w jego bujną czuprynę, a drugą położyła mu na piersi. Dawno nikt nie dotykał jej z takim zdecydowaniem, wystarczyło lekkie zaciśnięcie ciała, a z jej ust wydobywały się krótkie westchnięcia. Przepadła. Kiedy tylko wsuwał dłonie pod jej sukienkę, wręcz prosiła o więcej, błagała, pragnęła, by to całe napięcie finalnie prysnęło.
Drodzy Państwo, goście się na Państwa skarżą, na sali są też dzieci — rzucił do nich kelner, otwierając drzwi na palarnię, a wszyscy dookoła byli wpatrzeni w ich dwójkę. Widocznie dostali darmowe show do oglądania. Blondynka też cała z wypiekami na twarzach była wpatrzona w szybę, widocznie cały wieczór ich oglądała.
Dobrze, nie musi się Pan martwić. Skończymy tutaj — stwierdziła uprzejmym tonem Charity, czekając na wyjście kelnera. Sama przystawiła do ust swojego iqosa i zawiesiła wzrok na Ethanie. Na jej twarzy malowały się wypieki, a oddechu nawet przez moment nie była w stanie uspokoić — podobno Koko chce się z Tobą zobaczyć — nie ona, a pies. Idealne wytłumaczenie panienki Marshall, by kontynuować to, co zaczęli.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kąciki jego ust rozszerzyły się w rozbawieniu. Przez cały ten wieczór bacznie ją obserwował, próbując rozszyfrować jej spojrzenie i gesty, a w słowach doszukiwać się drugiego dna. Bez trudu zaczął więc rozpoznawać, kiedy jej niewinny uśmiech stwarzał jedynie pozory przed tym, co skrywała w myślach. W ich rozmowie przeplatało się mnóstwo niedomówień, które tylko wzniecały ogień. Jedną z konsekwencji tej coraz bardziej niebezpiecznej gry był fakt, że w pewnym momencie oboje mogli się w niej zatracić. I do tego właśnie dążył.
Gdyby nie miało to dla Ciebie znaczenia to nie kalkulowałabyś właśnie w głowie wszystkich za i przeciw - odwzajemnił jej uśmiech, unosząc wyżej brodę w pewnym siebie geście. Właśnie takie miał wrażenie, gdy widział jej baczne spojrzenie. Mogła udawać do woli, że nadal niczego w nim nie dostrzegała, natomiast tego, co odbijało się w jej brązowych tęczówkach, nie dało się ukryć. Starała się postępować rozsądnie, ale zdecydowanie jej to utrudniał, zdobywając jej uwagę i, jak miał nadzieję, wkrótce także serce. Tylko ciche podszepty w jego głowie ostrzegały go przed tym, że on również stąpał po cienkim lodzie, bo próbując ją zdobyć, sam mógł zgubić się w jej ogniu. I właśnie idące za tym ryzyko też wpływało na jego coraz śmielsze postępowanie.
Jest znacząca różnica między samotnością a byciem samym - zauważył, odpowiednio dobierając słowa, żeby nie wytknąć jej bezpośrednio błędu. - To bycie samemu bywa zdrowe, a czasem nawet potrzebne, bo pozwala poznać lepiej samego siebie, złapać oddech i nową perspektywę. Za to samotność jest pustką, która powoli pochłania życie, wysysając z niego całą radość. - Doskonale wiedział, o czym mówił. Jemu też odpowiadało życie sam na sam, ale przed samotnością uciekał, sięgając po telefon, żeby wybrać odpowiedni numer lub wychodził na miasto. Nie bez powodu też po śmierci Michaela w jego życiu pojawił się Arnie. - Dobrze jest mieć z kim dzielić myśli, sukcesy, porażki, łóżko… - wyznał ostatecznie, nie przejmując się tym, jak jego otwartość mogła zbić ją z tropu. To nie była gra - wierzył we własne słowa. Ale czy to rzeczywiście był powód do ustatkowania się w takim wieku? Najpierw należało znaleźć tę jedyną. Z tym, że Ethan nie miał wyboru - ich rodzice już zdecydowali.
Złączenie ich ust w pocałunku wywołało w nim istny pożar. Jej bliskość, gorący oddech i intensywność jej gestów utwierdziły go w przekonaniu, że wizje przyszłości ich oraz najstarszych z ich rodów naprawdę dało się połączyć. Jeśli napięcie między nimi miałoby wyglądać tak zawsze to nie miał nic przeciwko temu. W tej chwili jednak nie to zaprzątało mu głowę, bo skupił się wyłącznie na słodyczy jej ust i fali emocji, które instynktownie prowadziły jego dłonie po jej ciele.
Jej reakcja na drugie zbliżenie sprawiła, że kompletnie stracił dla niej głowę. Gdy wplotła swoje palce w jego włosy, jego wargi jak na zawołanie stały się bardziej zachłanne. W uszach co chwilę dźwięczały mu jej westchnięcia, które pobudzały go do podejmowania kolejnych zuchwałych działań. Dawno nie odczuwał aż takiego pragnienia. Odurzyła go sobą do tego stopnia, że całkowicie zapomniał, gdzie się znajdowali i jak to musiało wyglądać.
Dopiero wyrzut kelnera przywołał go nieco do porządku, przez co wyprostował się, wycofując rękę spod sukienki Cherry, jednak pozostawił ją na biodrze kobiety. Oddychał ciężko, starając się wyrównać oddech.
I w ramach ukojenia nerwów proszę każdemu z tych gości postawić po jeszcze jednym drinku. Na mój koszt - dodał, nawet nie odwracając się w stronę kelnera, cały czas trzymając swoje zielone spojrzenie na Cherry. W zasadzie nie obchodziło go, co inni o nich myśleli, ale należało zachować pozory przyzwoitości i być może złagodzić wybuch skandalu. Poza tym, zrobił to ze względu na jej wizerunek. Była warta każdych pieniędzy.
Na wspomnienie o Koko uśmiechnął się łobuzersko. Znów na moment zmniejszył między nimi przestrzeń i niespiesznie przesunął dłonią wzdłuż jej talii. - Nie każmy jej więc czekać - mruknął, przystając na jej propozycję, dobrze wiedząc, że to tylko pretekst przed tym, co nieuniknione. Będąc tak blisko, kusiło go, by znów ją pocałować, ale był więcej, niż pewien, że gdyby to zrobił, znów nie potrafiłby przestać. Dlatego zamiast tego przepuścił ją przodem i ruszył za nią przez salę, dzięki temu mając możliwość ukradkowego spoglądania na jej poruszające się z gracją ciało, myśląc o tym, że już niedługo będzie mógł je poznać bliżej.

Cherry Marshall

KONIEC
ODPOWIEDZ

Wróć do „George Restaurant”