29 y/o
Welkom in Canada
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nadwyrężanie jego gościnności nie spoczywało w jej zamiarach. Nie chciała zatrzymać się u niego na skrajnie długi czas, ponieważ w takich okolicznościach Tracy najpewniej w końcu rzeczywiście miałby jej dosyć. To mieszkanie nie było przecież przystosowane do tego, aby pomieścić w nim dwie osoby - nie takie, które nie pozostawały ze sobą w bliższym związku, a przecież ich dwójki to nie dotyczyło. Byli wyłącznie kolegami, a Debbie nie chciała tej relacji popsuć. Odpowiadało jej to, jak się między nimi układało.
Nie sądziła jednak, że zwrócenie się o pomoc akurat do niego mogłoby okazać się błędem. Raynott przecież nie tylko nie odesłał jej z kwitkiem, ale dodatkowo sprawiał wrażenie zaangażowanego w to, aby poczuła się tu jak u siebie. Ta świadomość sprawiła, że Debbie poczuła się naprawdę miło. Zrozumiała, że mogła liczyć na niego nie tylko wtedy, kiedy chodziło o rozgrzanie miejsca w jej łóżku.
Uśmiechnęła się kącikiem ust, kiedy teraz mu się przyglądała. Być może przypisywała sobie tytuł najlepszej współlokatorki na świecie trochę bezpodstawnie, ale to wcale nie znaczy, że nie zamierzała o niego zawalczyć. Jakoś musiała mu się przecież odwdzięczyć za to, co zamierzał dla niej zrobić.
I nie, nie myślała tutaj o wspólnych prysznicach. Choć też nie zamierzała ich wykluczyć.
Na start mogę zaproponować kolację. Jutro, bo pewnie będę musiała zrobić zakupy — stwierdziła, jakoś nie do końca przekonana do tego, że w jego lodówce znalazłaby wszystko to, co przydałoby jej się do ewentualnego gotowania. Zresztą, dzisiejszego wieczora i tak miała już dość wszelkich wrażeń, dlatego chciała już tylko odpocząć. — Ale musisz ładnie się ubrać. Nie siadam do stołu z nieeleganckimi kawalerami — stwierdziła, lekko marszcząc przy tym nos. Sposób, w który przy okazji na niego spojrzała, sugerował jednak, że jej zdaniem niczego mu nie brakowało. Jak zawsze zresztą, teraz także prezentował się nienagannie.
Widząc jego rozbawienie, Debbie uniosła dłonie w obronnym geście. Na jej twarzy też cały czas majaczył uśmiech. To w końcu nie tak, że zamierzała nadmiernie martwić się jego relacjami z innymi kobietami. — Mówiłam. Naprawdę jestem najlepszą współlokatorką na świecie — zadeklarowała, podczas gdy wesoły grymas na jej twarzy jeszcze się poszerzył. Mogła tłumaczyć się tym, że życzyła mu wszystkiego, co najlepsze, choć według tej definicji… Czy nie powinien zadowolić się swoją w s p ó ł l o k a t o r k ą?

Tracy Raynott
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
37 y/o
Welkom in Canada
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kolegowali się, więc dla Tracy’ego to było naturalne, że nie zostawi jej na lodzie. Często ze sobą sypiali, ale ta znajomość nigdy nie obracała się wyłącznie wokół seksu, bo przecież bawili się ze sobą również na inne sposoby. Rozmawiali ze sobą, poznawali się coraz lepiej i Raynott uważał McDowell za swoją dobrą koleżankę, a nie tylko pannę, z którą sypiał lub znajomą z pracy. Dlatego jeśli potrzebowała pomocy, a on był w stanie coś dla niej zrobić, to nie widział powodów, aby tego nie zrobić.
Nie miał więc problemu z tym, żeby zaoferować jej kąt u siebie. Jasne, to trochę zmieni w jego codzienności, ale nie było to coś, z czym nie miałby sobie poradzić, dlatego nie zamierzał kręcić na to nosem. Jego małe odejście od pewnej rutyny jest niewielką ceną za to, żeby zapewnić Debbie bezpieczeństwo, bo nie wiedział, czy nie skończyłaby na ulicy, gdyby powiedział nie. Właściwie to zastanawiał się, czy był pierwszą, czy ostatnią osobą, którą poprosiła o pomoc. Ale dopytywać o to nie planował.
– Kolacji nigdy nie odmówię – przyznał zadowolony, bo jemu ta oferta w pełni odpowiadała. Jak mógłby kręcić nosem na to, że ktoś chciał o niego zadbać i przygotować mu posiłek? Co prawda nie wiedział nic o umiejętnościach McDowell, ale postanowił jej zaufać, nawet licząc na to, że wyczaruje coś naprawdę dobrego. – Czy ja kiedykolwiek byłem nieelegancki? – popatrzył na nią ostrzegawczo, jakby miała dobrze przemyśleć swoją odpowiedź. Ale tylko się z nią droczył, w końcu nie miał wyciągnąć żadnych realnych konsekwencji z błędnej odpowiedzi.
– Mhmmm… Widzę, że bardzo zależy ci na tym tytule – stwierdził rozbawiony. Sam nie miał pojęcia, jak to dzielenie dachu nad głową im wyjdzie, ale nie zamierzał wróżyć im katastrofy, bo nie miał ku temu podstaw. – No nic, rozgość się, rozpakuj, a jak skończysz, to możemy coś zamówić i obejrzeć, bo i tak taki miałem plan – wzruszył ramionami. Nic ambitnego, ale nie w każdy dzień musiało dziać się coś wielkiego czy szalonego. Czasem dobrze było zwolnić i odpocząć, szczególnie w dzień wolny od pracy. Także dziś spokojnie spędzili ze sobą wieczór, relaksując się i nadając jakiś rytm nowemu etapowi w ich znajomości. I początek nie był ani trochę straszny.
koniec
Debbie McDowell
ODPOWIEDZ

Wróć do „#24”