-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Dobra, wchodzę w to - uznała. Najwyżej będzie tego później żałować. Odchyliła się do tyłu na krześle i uniosła brew rozbawiona. - Dufs, jeśli to milioner to mam nadzieję, że ze słabym sercem i bez rodziny. A jeśli ma dodatkowo znajomego z własnym jachtem i wysokim ciśnieniem to sama chętnie go poznam - uznała. Można było sobie mówić o tym, że miłość jest najważniejsza, ale hej! Nie znała nikogo kto by nie przytulił luksusowego życia i kilku zer na koncie.
Catherine powstrzymała się przed wzruszeniem ramionami na określenie tego co robiła "kubłem zimnej wody". Mogła psuć marzenia Erzy, niewątpliwie, ale wolała to zrobić niż zachęcać ją bez większej refleksji do czegoś głupiego. A zamieszkanie razem bez poznania drugiej osoby głównie przez udane życie seksualne i zdolności kulinarne definitywnie wspisywało się w definicję lekkomyślnych decyzji. Natomiast jeśli dziewczyna uważała, że to idealny pomysł to kim była, by jej czegokolwiek zabraniać? Była dorosła, jeśli była gotowa na konsekwencje to czemu nie?
Przewróciła oczami na zaklepanie sobie jej kebaba. Posłusznie jednak go podstawiła, aby Lindberg mogła coś zjeść. Nawet nie zamierzała komentować wzroku dziewczyny. Uśmiechnęła się jednak szeroko. Gorzej niż dzieci pomyślała, chociaż cała sytuacja znacznie bardziej ją bawiła niż cokolwiek innego.
Zaraz potem jednak spojrzała na przyjaciółkę jakby wyrosła jej trzecia głowa. Nie było możliwości, aby sama przetrwała razem z Duffy i Erzą babski wieczór. E-e. Nope. Tym bardziej nie było możliwości, aby zrezygnowała z towarzystwa Eriki na rzecz mężczyzn w tym gronie.
- Ty zdrajco, zostawisz mnie? Po tylu latach, dla tych tutaj?- powiedziała przerysowaniem dramatycznym tonem i wskazała oskarżycielsko na Erikę palcem. Jakie wykręcanie się na męski wypad? Jaki detoks?
Poczekała aż dziewczyna odejdzie po zamówienie zanim podsunęła kebsa Alexowi.
- Bierz, tylko mnie nie wydaj. Pamiętaj, że wiem gdzie mieszkasz - zagroziła. Mogła poświęcić jeszcze trochę jedzenia na rzecz dobrego samopoczucia czy zachcianki chłopaka.
Alexander Hall Erza B. Fernandes Eric Stones Jason Choi Erika Lindberg Duffy Summers
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Erza B. Fernandes Duffy Summers Jason Choi Eric Stones Catherine Bennett Erika Lindberg
-
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chyba bardziej nie rozumiała jeszcze oprowadzania Eric Stones po pracy Duffy. Zasługiwał na kobietę, która byłaby wspaniała pod każdym możliwym względem. Chociaż czy powinna osądzać koleżanki Duffy? Przecież się z nią przyjaźniła.
— Dzięki — mruknęła do Alexander Hall. Wizja wsparcia ze strony przyjaciół odrobinę ją budowała. Musiała przyznać, że bała się tego, co przyniesie jej przyszłość z jej latynoskim bogiem.
— No miesiąc — z przerwą między wakacjami a czasem w Toronto, kiedy go nie było. Może nawet krócej. Nie była pewna. Sprawa Martineza momentami ją denerwowała, a wszelkie kwestie rzucane przez przyjaciół zadręczały ją. Drugi kubeł wody od Erika Lindberg zaliczony. Sam okres czasu wystarczał, by czuła przechodzące po jej ciele dreszcze żenady.
— Cudownie — stwierdziła, słysząc słowa Duffy Summers w sprawie babskiego wyjazdu. Chociaż jedna się zgodziła, bo zaraz Fernandes otworzyła szeroko buzię — serio Erika? Do facetów? — mruknęła oskarżycielskim tonem, jedynie kręcąc krótko głową — zdrajco? A ty co? Nie chcesz spędzać z nami czasu? — aż zmierzyła Catherine Bennett wzrokiem. Trudno było jej w to uwierzyć. Dwie zdrajczynie w jednej ekipie, aż serce przepołowiło się jej na dwie połówki.
Na propozycję Alexa zamknęła usta, nie będzie jechała przecież z nim sama, a dziwny moment nadszedł w ich ekipie.