27 y/o
Welkom in Canada
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Czy Cath miała chęć na babski wieczór? Średnio na jeża, ale miała chęć spędzić trochę czasu z dziewczynami. I o ile jeszcze obczajanie gościa nie brzmiało tak źle to średnio miała ochotę na komedie czy inne tym podobne.
- Dobra, wchodzę w to - uznała. Najwyżej będzie tego później żałować. Odchyliła się do tyłu na krześle i uniosła brew rozbawiona. - Dufs, jeśli to milioner to mam nadzieję, że ze słabym sercem i bez rodziny. A jeśli ma dodatkowo znajomego z własnym jachtem i wysokim ciśnieniem to sama chętnie go poznam - uznała. Można było sobie mówić o tym, że miłość jest najważniejsza, ale hej! Nie znała nikogo kto by nie przytulił luksusowego życia i kilku zer na koncie.
Catherine powstrzymała się przed wzruszeniem ramionami na określenie tego co robiła "kubłem zimnej wody". Mogła psuć marzenia Erzy, niewątpliwie, ale wolała to zrobić niż zachęcać ją bez większej refleksji do czegoś głupiego. A zamieszkanie razem bez poznania drugiej osoby głównie przez udane życie seksualne i zdolności kulinarne definitywnie wspisywało się w definicję lekkomyślnych decyzji. Natomiast jeśli dziewczyna uważała, że to idealny pomysł to kim była, by jej czegokolwiek zabraniać? Była dorosła, jeśli była gotowa na konsekwencje to czemu nie?
Przewróciła oczami na zaklepanie sobie jej kebaba. Posłusznie jednak go podstawiła, aby Lindberg mogła coś zjeść. Nawet nie zamierzała komentować wzroku dziewczyny. Uśmiechnęła się jednak szeroko. Gorzej niż dzieci pomyślała, chociaż cała sytuacja znacznie bardziej ją bawiła niż cokolwiek innego.
Zaraz potem jednak spojrzała na przyjaciółkę jakby wyrosła jej trzecia głowa. Nie było możliwości, aby sama przetrwała razem z Duffy i Erzą babski wieczór. E-e. Nope. Tym bardziej nie było możliwości, aby zrezygnowała z towarzystwa Eriki na rzecz mężczyzn w tym gronie.
- Ty zdrajco, zostawisz mnie? Po tylu latach, dla tych tutaj?- powiedziała przerysowaniem dramatycznym tonem i wskazała oskarżycielsko na Erikę palcem. Jakie wykręcanie się na męski wypad? Jaki detoks?
Poczekała aż dziewczyna odejdzie po zamówienie zanim podsunęła kebsa Alexowi.
- Bierz, tylko mnie nie wydaj. Pamiętaj, że wiem gdzie mieszkasz - zagroziła. Mogła poświęcić jeszcze trochę jedzenia na rzecz dobrego samopoczucia czy zachcianki chłopaka.

Alexander Hall Erza B. Fernandes Eric Stones Jason Choi Erika Lindberg Duffy Summers
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już nie bądź taki delikatny, Hall. Alex zmrużył oczy, przełykając kolejny kęs swojego kebaba. - Weź, Erza, ogarnij się - mruknął Alex. Oczywiście, że seks uprawiał, orgazm miał, ale no nieee przyyy jedzeniuuuu. - To się nazywa, yyy, ta, kultura osobista - wytknął rudej, samemu mając usta pełne pysznego, mięciutkiego mięska, co niewiele miało wspólnego z zasadami savoir vivre, ale on przynajmniej o seksie przy stole nie rozmawiał. Zaraz jednak Erza zapytała, czy ją obronią... Panieee. Głupie pytanie. - Co to za pytanie w ogóle? Będzie zbiorowy wpierdol, jeśli złamie ci serce - żachnął się i machnął przy tym ręką, brudząc stolik skapującym sosiwem, ale w ogóle się tym nie przejął. Zwłaszcza, że Eric i Jason pociągnęli temat wspólnego, męskiego wyjazdu - oczywiście, że Alex wchodził w to jak bułka w masło dzik w sosnę. Dawno nigdzie nie był, a już zbliżała się wiosna… Marzył mu się jakiś kemping i wędrówka po górach. Nie wiedział, jak taki pomysł spodobałby się reszcie ekipy, ale on zdecydowanie miał ochotę na wspinaczkę. - Tylko pamiętajcie o moim portfelu, dobra, ma być tanio i tanio - uprzedził na wszelki wypadek chłopaków, gdyby wpadli na pomysł drogiego, zagranicznego wyjazdu w dziką puszczę amazońską czy coś takiego. Co prawda miał jakieś tam drobne oszczędności, ale dawno nie wygrał żadnej walki, a skromna pensja trenera w większości szła na czynsz, więc wolał po prostu nie szastać hajsem. No cóż, no ale mniejsza z tym. Przeniósł wzrok na Ericę, która akurat zaczęła rządzić się jedzeniem Cath. Zmrużył oczy i nie przerwał kontaktu wzrokowego z Ericzką ani na moment, kiedy tak ostentacyjnie wgryzała się w jedzonko należące do Bennet. NO AHA, NO PEWNIE, NO DOBRZE. Spojrzał na nią z udawaną wrogością. Takich rzeczy to nawet najgorszemu wrogowi się nie robiło. - Wypchaj się sosem, Lindberg - odgryzł się krótko, nie poddając się w tej walce na spojrzenia nawet w momencie, gdy Erika kończyła już przeżuwać. A teraz jeszcze chciała się wkręcić w ich wyjazd! Chciałaby. No ale z drugiej strony, po przemyśleniu… - Dobra, jak dasz mi gryza swojego kebaba, to możesz z nami jechać. O ile nie będziesz marudzić. CO NIE, CHŁOPAKI? - uniósł głos i spojrzał na swoich kompanów w niedoli, żeby mu przytaknęli. W tym czasie Alex skończył swojego kebsika i aż mu się smutno zrobiło, że nie miał już więcej jedzonka. No i na dodatek Ericzka zawłaszczyła sobie kebaba Cath dla siebie… No co to miało być… Smutek i żal… A wtedy nagle… Światełko w tunelu! Lindberg poszła odebrać swoje zamówienie! A Bennet… Jezusku, Bennet to wspaniała kobieta była, bo zaraz po kryjomu podstawiła mu swojego kebsika. OMG. - Kocham cię, stara - powiedział cicho Alex, szybko biorąc porządnego dziaba z jej porcji, zanim Ericzka wróci i znowu zacznie robić dym. Nawet przejechał palcami po ustach, jakby zasuwał na nich niewidzialny zamek, i wyrzucił jeszcze bardziej niewidzialny kluczyk za ramię, po czym puścił Catherine perskie oczko, dając jej do zrozumienia, że Erika niczego się od niego nie dowie. Z nim to można było konie i kebaby kraść, koniec, kropka. A tak przy okazji, słuchając dyskusji o babskich wieczorach i męskich wypadach, wpadł na pewien pomysł. Zajebisty pomysł, jakby ktoś pytał. - Ej, a może pojedźmy gdzieś wszyscy razem, jak zrobi się cieplej? Żeby nam się zaraz ekipa nie rozpadła na dwa obozy, co? - zaproponował, rozglądając się po wszystkich. - Znam fajne miejsce w górach - dodał, mrugając do nich porozumiewawczo. O tak, już to widział. Tylko oni, góry i tani alkohol. I kiełbaski z ogniska. A dla słabych pianki.

Erza B. Fernandes Duffy Summers Jason Choi Eric Stones Catherine Bennett Erika Lindberg
isiek
wszystko git jest
25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To chyba wolałabym porcję słońca, a nie lód — mruknęła do Jason Choi, by jednak skupić się na zjadaniu kebaba. To na nim powinna się skupić. Przecież sprawa z Martinezem nie mogła skończyć się źle, prawda? Nie było takiej opcji, prawda? Wiele myśli zaczęło krążyć jej po głowie — już daj spokój, aż taka szalona bym nie była — pierdolone kłamstwo, zrobiłaby to. Wzięłaby ślub z Ricardo Martinez, gdyby poprosił. Przecież przyleciał specjalnie dla niej, zmienił dla niej miejsce zamieszkania. Choć Fernandes mocno stąpała po ziemi, nie była w stanie myśleć przy nim racjonalnie.
Chyba bardziej nie rozumiała jeszcze oprowadzania Eric Stones po pracy Duffy. Zasługiwał na kobietę, która byłaby wspaniała pod każdym możliwym względem. Chociaż czy powinna osądzać koleżanki Duffy? Przecież się z nią przyjaźniła.
Dzięki — mruknęła do Alexander Hall. Wizja wsparcia ze strony przyjaciół odrobinę ją budowała. Musiała przyznać, że bała się tego, co przyniesie jej przyszłość z jej latynoskim bogiem.
No miesiąc — z przerwą między wakacjami a czasem w Toronto, kiedy go nie było. Może nawet krócej. Nie była pewna. Sprawa Martineza momentami ją denerwowała, a wszelkie kwestie rzucane przez przyjaciół zadręczały ją. Drugi kubeł wody od Erika Lindberg zaliczony. Sam okres czasu wystarczał, by czuła przechodzące po jej ciele dreszcze żenady.
Cudownie — stwierdziła, słysząc słowa Duffy Summers w sprawie babskiego wyjazdu. Chociaż jedna się zgodziła, bo zaraz Fernandes otworzyła szeroko buzię — serio Erika? Do facetów? — mruknęła oskarżycielskim tonem, jedynie kręcąc krótko głową — zdrajco? A ty co? Nie chcesz spędzać z nami czasu? — aż zmierzyła Catherine Bennett wzrokiem. Trudno było jej w to uwierzyć. Dwie zdrajczynie w jednej ekipie, aż serce przepołowiło się jej na dwie połówki.
Na propozycję Alexa zamknęła usta, nie będzie jechała przecież z nim sama, a dziwny moment nadszedł w ich ekipie.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”