ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
163 cm
malarka / baristka The Big Guy's Little Coffee Shop
Awatar użytkownika
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs out
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostatnio nie miała na nic czasu, a już najmniej miała go dla rodziny, co bardzo jej się nie podobało i chciała to oczywiście zmienić. Do tej pory nikt niestety nie odpowiedział na ogłoszenie Sullivana o tym, że szuka pracownika do kawiarni, dlatego Bonnie musiała brać dodatkowe zmiany, by wraz z szefem zapełnić jakoś grafik. Z jednej strony ją to oczywiście cieszyło, bo mogła zarobić trochę więcej niż zazwyczaj, ale z drugiej groziło to szybkim wypaleniem, jako że pracowała praktycznie bez wytchnienia - z samego rana otwarcie kawiarni, a po pracy malowanie, bo i zleceń o dziwo miała w ostatnim okresie coraz więcej. W pełni wykorzystywała ten wyjątkowo pracowity okres, chcąc wygrzebać się jakoś z długów. Coraz mniej spała i jadła, choć wiedziała też, że jeśli przestanie o siebie dbać w ten sposób, to długo tak nie pociągnie.
Bardziej jednak, niż swoim zdrowiem, przejmowała się zaniedbanymi relacjami. Nie potrafiła sobie przypomnieć kiedy ostatni raz widziała się z rodzicami, rodzeństwem czy przyjaciółmi - twarzą w twarz, a nie tylko przez ekran telefonu. Nie zapomniała jednak do czego się zobowiązała wobec swojej siostry i przyszłej szwagierki, tak więc tego dnia wygospodarowała czas, robiąc sobie wolne od piętrzących się w jej mieszkaniu, niedokończonych obrazów - na które, swoją drogą, zamówienia napływały cały czas od tego samego, anonimowego kupca - i umówiła się z Eviną na spotkanie, między innymi po to, by omówić sprawy związane ze zbliżającym się ślubem i weselem. Miała się przecież zaangażować i to mocno, a jedyne co do tej pory zrobiła, to przesłanie im inspiracji wystroju w kilku różnych stylach, w postaci fotek z pinteresta. To zdecydowanie za mało. Chciała je obie wesprzeć, ulżyć im jakoś, bo zdawała sobie sprawę, że nie miały na to za dużo czasu ani też pewnie chęci. Zarówno Zaylee jak i Evina miały wymagające posady, do tego niedawno doszła też opieka nad Samem, co już samo w sobie było nie lada wyzwaniem. Młodsza Miller wzięła więc sobie za cel, by jak najbardziej je w tym stresującym czasie odciążyć, o ile to w ogóle możliwe.
Kończąc zmianę, zapakowała na wynos kilka słodkości z lady, które własnoręcznie przygotowywała tego ranka, by od razu po pracy ruszyć do domu siostry w Guildwood. Wysłała jeszcze wiadomość do Swanson z informacją, że jest w drodze, na wypadek gdyby ta jednak zapomniała o tym, że Bonnie miała do nich wpaść. Zdecydowanie nie uśmiechała jej się jazda uberem (bo to kompletnie nieodpowiednia pogoda na rower) na drugi koniec miasta tylko po to, żeby pocałować klamkę i wracać. Odetchnęła z niemałą ulgą, widząc sms’a z potwierdzeniem, że zastanie kobietę w domu.
Hej, hej! Jak się czujesz? Słyszałam, że zdążyłaś już wrócić do pracy — zagadnęła, przytulając ją na powitanie i już w progu wręczyła jej zawiniątko z wypiekami — To na osłodę, bo zamierzam cię trochę pomęczyć!


Evina J. Swanson
do you feel bonita?
jak masz zamiar uciekać bez słowa, to lepiej w ogóle nie podchodź
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeśli chodzi o czas to Evina miała go ostatnimi czasy aż zanadto. Może i odrobina czasu, który mogłaby spędzić z rodziną czy na realizowaniu jakiś swoich zainteresowań wydawała się być kusząca, ale z pewnością nie brzmiały tak już tygodnie spędzone poza komendą z powodu ciężkiego urazu, który wyeliminował ją z wielu aktywności.
Całe szczęście miała to już za sobą i może noga wciąż potrafiła ją boleć jak cholera oraz wyobrażała sobie nieco inaczej powrót do pracy to mimo wszystko była już na dobrej drodze do tego, aby powrócić o dawnej formy... Oraz usamodzielnić się na tyle, że nikt nie wciskałby jej chłopca na posyłki.
Ostatnią rzeczą, na którą miała ochotę w takim rozrachunku była myśl o organizowaniu ślubu. Owszem, wciąż chciała ożenić się z Zaylee i to bardzo, ale niestety żadna z nich nie nadawała się do planowania podobnych uroczystości. Nawet jeśli miały czas to nie wiedziały jak się za to zabrać ani czego właściwie chcą. Mogły zawsze zlecić to jakiemuś profesjonaliście, ale koronerka ze swoją obsesją na punkcie kontroli dostałaby pierdolca, gdyby ktoś inny miał o wszystkim decydować i jeszcze starał jej się wciskać jakieś popularne trendy, które zdecydowanie nie były w jej stylu.
Całe szczęście była Bonnie. Przynajmniej ona nie dość, że miała zmysł estetyczny to jeszcze znała gust siostry na tyle, aby być dla nich konkretną pomocą. Poza tym na pewno dużo łatwiej będzie im rozmawiać z kimś kogo dobrze znały[./akapit]
Faktycznie prawie zapomniała o wizycie, którą miała jej złożyć szwagierka, więc z pewnością przydała się pewna przypominajka. Choćby po to, aby zdążyła się doprowadzić do stanu, w którym mogła się komuś pokazać, bo dotychczas paradowała po domu w samych majtkach i za dużym t-shircie.
Całe szczęście zanim usłyszała dźwięk dzwonka u drzwi wszystko było już opanowane i mogła powitać swojego gościa z otwartymi ramionami. Chociaż szczerze to akurat Bonnie rzuciła się pierwsza do tego, aby ją uściskać.
- Cześć. Może być... - odpowiedziała, wpuszczając ją do środka. - Niby tak, ale dalej starają się mnie nie męczyć, co bywa frustrujące...
Przyjęła od razu wręczone zawiniątko i wiedziała już, że część na pewno będzie musiała odłożyć dla Zaylee. Wiedziała, że narzeczona nie wybaczyłaby jej faktu, że zjadła jakieś słodkości z Bonnie i nie pomyślała o tym, aby się podzielić. Evina miała jedynie nadzieję na to, że nie były one zbyt słodkie, bo była już w tym wieku, co większość ciotek na imieninach, które preferowały właśnie takowe wypieki. Choć ona na pewno całkowicie zniszczyłaby werbalnie taką abominację jak beza z kremem kawowym.
- Zamierzasz mnie zabić cukrem i jakimś gadaniem o dekoracjach? - zapytała od razu, zmierzając do kuchni, ale uprzednio dała młodszej sygnał do tego, aby podążyła jej śladem. - Masz już jakiś plan na dzisiaj?
Musiała całkowicie zdać się na młodszą Millerównę. W końcu kiedy tylko próbowały coś ogarnąć z Zaylee to zaraz się zniechęcały, przeżywały niesamowitą frustrację lub znajdowały milion ciekawszych rzeczy do roboty...

Bonnie Miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
29 y/o
For good luck!
163 cm
malarka / baristka The Big Guy's Little Coffee Shop
Awatar użytkownika
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs out
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała świadomość tego, że nie będzie łatwo. Zarówno Zaylee jak i Evina potrafiły być wymagające, pod tym względem dobrały się doskonale. W dodatku starsza siostra uwielbiała mieć nad wszystkim kontrolę. Nie ma jednak czemu się dziwić, w końcu chodziło o dzień ich ślubu i każdy szczegół musiał być doskonały.
Bonnie oczywiście również zamierzała potraktować to śmiertelnie poważnie. Wprawdzie posiadała zerowe doświadczenie w organizowaniu tego typu imprez, ale miała przede wszystkim chęci, dobry zmysł estetyczny i głowę pełną pomysłów. W dodatku była zdrowo delulu. Była pewna, że to wystarczy, by nadrobić inne braki.
Z drugiej strony, para była tak pochłonięta pracą i innymi obowiązkami, że obie sprawiały wrażenie, jakoby planowanie zaślubin było absolutnie ostatnią rzeczą jaką chciałyby się zająć. Z tym młodsza Miller była sobie w stanie poradzić, podobnie jak z niezdecydowaniem. Miała tylko nadzieję, że żadna z nich nie zamieni się po drodze w jakąś totalną bridezillę i nie urządzi wszystkim dookoła piekła na ziemi.
A to źle? Nie kapuję… — bo zdaniem Bonnie zachowanie współpracowników i przełożonych Eviny, którzy wciąż dbali o to, by jej za nadto nie obciążać, było racjonalne. Wiedziała jednak, że szwagierka - nawet jeśli trochę nie domagała fizycznie - mogła dostać pierdolca, będąc zbyt długo pozbawiona roboty i adrenalinki, której ta jej zapewniała. Za nic tego nie rozumiała, ale nie zamierzała się też z tym kłócić ani próbować przekonywać kobiety do tego, że powinna może jeszcze przez chwilę zwolnić tempo i troszeczkę bardziej się oszczędzać.
Oj tam zaraz zabić — parsknęła cicho śmiechem, wywracając przy tym oczami — Bez przesady. Troszkę tylko cię pomęczę — dodała zaraz, zdejmując z siebie okrycie wierzchnie i podążając za Swanson w kierunku kuchni. Naprawdę nie zamierzała być mocno upierdliwa, niczym wrzód na tyłku. Nie naciskała by, gdyby Evina nagle zdecydowała, że nie ma tego dnia ochoty na gadanie o ślubie. Wiedziała, że tak czy siak, pod nieobecność Zaylee nie zdołają ustalić zbyt wiele, ale chciała pomóc chociaż w ogarnięciu z grubsza jakiegokolwiek planu działania, bo jak się domyślała, do tej pory kobiety nie załatwiły jeszcze nic.
Oczywiście, że mam. O nic się nie martw! — zapewniła z uśmiechem, zajmując miejsce przy stole. Nie mogła przecież przyjść na spotkanie kompletnie nieprzygotowana. Po lekturze kilkunastu internetowych poradników na temat organizacji ślubu i wesela, stworzyła dokładny spis wszystkich koniecznych do załatwienia rzeczy, włączając w to nawet te najmniej przyjemne do ogarniania, papierkowe formalności.
Mam tutaj listę, ułożoną mniej więcej w kolejności w jakiej powinnyście wszystkie te kwestie dopiąć. Możemy przejść po niej po kolei i wstępnie omówić, a z decyzjami poczekamy oczywiście na Zaylee — zaproponowała, odpalając notatki w telefonie i gdy tylko detektywka usiadła obok, od razu przeszła do rzeczy — Przede wszystkim data. Rozmawiałyście już o tym? Od razu uprzedzam, że odpowiedź „chcemy pobrać się na wiosnę”, nas już nie satysfakcjonuje. Potrzebujemy konkretów, żeby z czymkolwiek ruszyć dalej. — oznajmiła, czując się zadziwiająco pewnie w swojej roli. Cóż, może minęła się z powołaniem i zamiast sprzedawać kawę i obrazy (choć głównie kawę, nie oszukujmy się), powinna zostać ślubną wróżką chrzestną? Who knows.


Evina J. Swanson
do you feel bonita?
jak masz zamiar uciekać bez słowa, to lepiej w ogóle nie podchodź
ODPOWIEDZ

Wróć do „#33”