Powinniśmy tak zrobić. Tak, okej, w porządku. To i wszystko inne, co tylko chciał. Nie istniała chyba taka rzecz, na którą nie byłaby gotowa przytaknąć teraz głową i tak też z resztą zaraz zrobiła, kiwając nią krótko na
tak, powinniśmy. Cokolwiek przyszło mu na myśl, a jak się okazało akurat było to coś, co chcąc nie chcąc wywołało w Indie natychmiastowe poruszenie. Z początku nie rzucało się w oczy aż tak bardzo, bo spędziła dobrą chwilę usiłując zachować je dla siebie, ale ożywione spojrzenie szybko rozbłysnęło lśniącą ekscytacją, a kąciki ust z każdym kolejnym słowem mimowolnie unosiły się coraz bardziej ku górze.
Zróbmy to, Caldwell. Nie musiała pytać, czy była to prawdziwa oferta — wiedziała, że mówił poważnie, rozumiała to od samego początku, nawet jeśli niełatwo było uwierzyć w to, że na wyciągnięcie ręki miała szansę taką jak ta. Nie wiedziała, czym dokładnie sobie na nią zasłużyła, ale nie zamierzała pytać. W ogóle jej to nie interesowało – zamierzała skorzystać z niej tak czy inaczej.
—
Okej — potwierdziła więc. Nie musiała w tym celu zastanawiać się bardzo długo, bo nie istniało takie miejsce w czasie i przestrzeni, żaden taki wszechświat, w którym jej odpowiedź brzmiałaby inaczej niż... —
Zróbmy to — powtórzyła zgodnie, wpatrzona w Millera równie uważnie, co on w nią. Dobrze było móc nie tylko przyglądać mu się
do woli, ile jej się tylko podobało, ale też móc robić to zupełnie bezkarnie, bez nieustannie ciążącego poczucia, że było w tym coś niewłaściwego.
Tak jak ceniła sobie fakt, że Lucas rozumiał powagę sytuacji i adekwatnie podchodził do tematu koncertu Mr. Worldwide, tak zrozumiale oburzyła ją kradzież brownie sprzed nosa. Dobitnie wyrażało to pełne dezaprobaty spojrzenie, które natychmiast rzuciła w jego kierunku.
—
Wypraszam sobie? — wtrąciła się jeszcze zanim zdążył się wytłumaczyć, wyraźnie niezadowolona. Po chwili namysłu doszła jednak do wniosku, że było w tej logice trochę sensu — sprawa biletów rzeczywiście była dosyć nagląca, więc... niechętnie musiała przyznać mu rację: były rzeczy ważne i ważniejsze. —
Niech będzie — zgodziła się ostatecznie, łapiąc telefon z powrotem w dłoń. Musiała aktywnie pilnować się, żeby nie zatrzymywać spojrzenia na Lucasie na dłużej niż sekundę lub dwie, kiedy podsuwał jej pod nos kolejny kęs brownie, bo za każdym razem przynajmniej
trochę wybijało ją to z rytmu.
Powodów do pośpiechu miała zatem więcej niż tylko jeden, toteż zamiast próbować protestować z czystej krnąbrności, tym razem wyjątkowo zgodziła się kooperować z Millerem wedle jego planu.
Prawie całą swoją uwagę chwilowo zadedykowała sprawie biletów, regularnie robiąc sobie przerwę na kolejnego gryza, tak, że w którymś momencie osiągneli najprawdziwszy flow state, trwający aż do momentu, w którym mieli pewne wejściówki na koncert Legendy.
—
Mamy to — oznajmiła z ukontentowanym uśmiechem, odwracając ekran swojego telefonu w kierunku Lucasa, żeby mógł na własne oczy zobaczyć maila z potwierdzeniem zakupu. —
To Ty ogarniasz czepki, garniaki i resztę — zarządziła, uznając to za sprawiedliwy podział. Z resztą nie tylko sprawiedliwy, ale i sensowny, bo miała wrażenie, że z ich dwójki to Lucasowi mogło być trochę łatwiej wytrzasnąć dwa garnitury. Bo tak, zamierzała przybyć na miejsce w pełnym pitbullowskim mundurku, z okularami przeciwsłonecznymi na nosie włącznie.
Podzielność uwagi miała raczej przeciętną, zwłaszcza przy takich poziomach zaaferowania, więc dopiero teraz mogła wrócić do kwestii warunków zakładu, tymczasowo porzuconej na rzecz skoncentrowania się na biletach.
—
Wracając: co myślimy? — powtórzyła po nim, chowając telefon z powrotem do kieszeni. —
Myślimy... — zaczęła, drapiąc się po brodzie niby w zamyśleniu. —
Że masz totalnie przejebane — odpowiedziała z cwanym uśmiechem na twarzy, zaraz ponownie wychylając się w jego kierunku, żeby wyciągnąć w jego stronę dłoń. Wiadomo, że prawdziwy układ trzeba było przypieczętować formalnym uściskiem dłoni. —
Stoi — potwierdziła. —
To ja się już lepiej zacznę od razu zastanawiać — stwierdziła po chwili, nie przejmując się faktem, że to wcale nie tak, że miała jakąkolwiek gwarancję wygranej. —
Powiedziałabym, że Ty też powinieneś, ale szkoda żebyś tak marnował energię — dodała. —
Długo jedziemy? Bo się normalnie doczekać nie mogę, żeby z Tobą wygrać.
Lucas Miller