33 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakby była tutaj winda, to nie byłoby takiej satysfakcji — oznajmiła, bo owa satysfakcja była wypisana w każdym jej geście i każdym, nawet w najmniejszym westchnieniu. A tak poza tym to przy okazji wspinaczki uporali się z kwestia kaloryczną ich wspólnej wyprawy, bo trzeba przyznać, że sobie wcześniej nie żałowali, a przynajmniej Wendy.
Nie była pewna, czy to napływ tych wszystkich emocji, spektakularny widok, czy może to za sprawą cukrowego uderzenia, ale oniemiała słysząc w pobliżu siebie jakąś kobietę. Przez moment zastanawiała się czy dobrze słyszy, a tym bardziej, czy na pewno chodzi o nich, ale gdy w końcu spojrzała na nią, to nie miała już żadnych złudzeń — kobiecina wzięła ich za parę. Nagle poczuła jak jej policzki zaczynają piec z zawstydzenia. Ta kobieta była tak radosna, że aż strach! Winnie nieśmiało zerknęła na Petera, ale on podczas tej ulotnej chwili wydawał się jakiś nieobecny zamiast sprostować, że - ona jest tylko moją kumpelą! Czemu sama tego nie wydukała? A no może dlatego, że wyjątkowo nie chciało jej to przejść przez gardło.
Jasne — koniec końców przytaknęła na zdjęcie, widząc że i on nie protestuje, poza tym zawsze lubiła pamiątki z wyprawy, więc szkoda stracić moment na Duomo, co nie? To nie mogło trwać zbyt długo, jedno pstryknięcie, kilka sekund i po sprawie… ale nie, kobieta ustawiała ich dobre dwie minuty, które ciągnęły się dla Wendy niczym wieczność. Zbliżcie się kochani, zbliżcie! Podpowiada im tak, że Gardner już czuła ciepło jego jego ramienia tuż obok siebie, więc szczerzyła się do obiektywu, robiąc przy tym specjalnie V z palców, by wyjść na taką luzacką kumpelę w podróży, a nie jakby właśnie zaliczyli topową miejscówkę na randkę w iście romantycznej scenerii. To nawet zabawne, bo kiedy sam na sam stali sobie objęci, to nie robiła sobie z tego tytułu wyrzutów, ale kiedy pani wytknęła im, że wyglądają jak para to nagle wydawało się jej niestosowne stanie z nim ramię w ramię do zdjęcia? Och, bardzo głupiutka Wendy. Na szczęście w końcu udało się wymienić mailami i turystyka oddaliła się, a Wendy jako królowa przetrwania wyparcia poczuła, że natychmiast musi rozładować to napięcie.
No pięknie, Peter! Pewnie trafiliśmy do albumu zdjęciowego z Mediolanu jakiejś randomowej kobieciny, co będzie opowiadała sąsiadom przy grillu, jak to widziała dwoje zakochanych na dachu katedry. Dobrze, że nie kazała się nam całować do zdjęcia! — zaśmiała się głośno, o ton za wysoko opierając się obok rzeźbioną sterczynę, tuż obok niego, i zaczęła nerwowo poprawiać pasek od torebki. — Ci Amerykanie — przekręciła teatralnie oczami — wszędzie widzą romanse, co nie? — spojrzała na niego swoimi oczami, które z wrażenia wciąż błyszczały radośnie, i szukała potwierdzenia w jego oczach, ale zdała sobie sprawę, że chyba nie bardzo skupiał się na jej słowach, nawet nie była pewna czy w ogóle ją słuchał, bo sam był zbyt zajęty przetwarzaniem czegoś w swojej głowie, a potem wypalił tak znienacka.
Wendy, czy ty jesteś szczęśliwa?
Przez moment obleciał ją strach, że kobieta zamąciła mu w głowie i on chce zapytać o nas ALE Winnie była mistrzynią uników, prawda? Zanim ta myśl, że Piotrek podobnie jak ona mógłby mieć jakieś uwagi do ich przyjaźni i czy aby to na pewno wciąż tylko przyjaźń, zdążyła się zadomowić w jej głowie, Wendy szybko uruchomiła swój mechanizm obronny. Szeroko, niemal bezczelnie uśmiechnęła się w pierwszej fazie próbując zbić jego i siebie z tropu czystą i niepohamowaną beztroską.
Na litość boską, spójrz na mnie! Szczerzę się jak głupia do sera, moje nogi zaliczyły pół mediolanu i nie spuchły, a zaraz pójdziemy pewnie na przedpłaconą kolację, która będzie smakować jak niebo w gębie. No jasne, że jestem szczęśliwa! Wycieczka życia, słońce i ty, czego chcieć więcej? — okręciła się wokół własnej osi rozkładając ręce, jakby chciała mu zakomunikować: patrz, tu nie da się być nieszczęśliwym! W odróżnieniu od niego czuła się na wysokości całkiem spokojnie i te piruety nie robiły na niej żadnego wrażenia. I znów na niego spojrzała, nieco łagodniej, no bo on wcale nie pytał o ten moment. Westchnęła lekko i wzruszyła ramionami. — A co do reszty… ja nie wiem jak ma wyglądać mój przyszły wtorek, a co dopiero życie. Nie wiem jak ma być, a tym bardziej jak powinno, ale póki mam takie widoki i czuję się tak jak dziś, to mi to kompletnie nie przeszkadza — jej życie to był wielki chaos dlatego znów się uśmiechnęła, tym razem nieco cieplej i zrobiła krok w stronę Piotrka, skracając tym samym dystans między nimi. Złapała go za ramię, a czując pod palcami materiał jego koszulki nico się zawahała, ale lekko nim potrząsnęła w myślach potrząsając karcąco też samą sobą.
Jesteśmy tutaj razem, jest pięknie, był zachód słońca i nikt nie spadł z dachu… chyba to mamy, co nie? Chodź, pójdziemy zjeść jakąś kolację— królowa wyparcia, która dopiero teraz tak naprawdę zaczęła w głowie analizować, że może to on nie był szczęśliwy i chciał to przegadać, a ona tak zgasiła temat, bo głupio myślała, że może chodzi o nich, a to na pewno tylko się w jej głowie dzieje, bo on ma dziewczynę!!! O matko! Odwróciła się szybko, nie dając mu szansy na dopytywanie, musiała iść przodem po schodach, by nie zauważył przypadkiem, że z tego wszystkiego, aż cała drżała i raz jeszcze analizowała. Znając ją, też zapyta go czy jest szczęśliwy, w najbardziej nieodpowiednim momencie. Na przykład wtedy, kiedy dzielić ich będzie tylko cisza we wspólnym pokoju.

Peter Blythe :slodziaczek:
Winnie the Pooh
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Och gdyby tylko to tak działało, że te kilka kroków na szczyt wieży równało się temu co dziś pojedli, to Peter by nie musiał chodzić kilka razy w tygodniu na tenisa, biegać codziennie i nie musiałby chodzić na siłownię. Wszedłby dwa razy po schodach na ostatnie iętro w swoim wieżowcu i tyle z wysiłku.
Cała ta sesja trwała krótko, ale w ciągu niej dostał tyle komplementów o swoich smutnych oczach i Wendy dostała drugie tyle o swoim słodkim uśmiechu, że rzez chwilę poczuł się, jakby zamówili tę kobietę i jej płacili za te słowa. W odróżnieniu do Wendy, miał jakieś doświadczenie w tym, że kiedy robią mu zdjęcia z partnerkami, więc dla niego nie było to nic dziwnego, chociaż faktycznie dystans który wywołał obiektyw w Wendy uświadomił mu, że może podejrzanie wyglądało to jak się przytulali w ciszy patrząc na zachodzące słońce. I chociaż wcześniej ta bliskość uspokoiła go i nie denerwował się już wysokością, teraz zaczął sobie wyrzucać, że może trochę przesadzili.
- Myślisz, że.. powinniśmy poprosić ją, żeby nie publikowała tego nigdzie? - to zaniepokojenie, które było widoczne w oczach, które spoglądają w tył za fotografką, która już schodzi z tłumem z dachu, jasno nakreśla, że podobnie do niej zaczął zauważać, że to może wyglądać mało niewinnie, kiedy trafi na przykład na ekran telefonu Kristin. Można by było powiedzieć, że faktycznie dobrze, że nie kazała im się całować, chociaż... gdyby ktoś mu się kazał całować do randomowego zdjęcia to zapewne z mniejszym oporem zrobiłby to z Galenem albo kimkolwiek z drużyny, niż z Wendy, a przecież on zapewnia wszem i wobec, że nigdy nie pocałowałby żadnego faceta.
Intensywnie stara się przekazać jej intencję pytania, ale chociaż jego oczy wpatrują się w te jej, okazuje sie, że nie złapała jego istoty, bo myślała o tym, czy on jej pyta jak się czuje teraz. Och, to widział doskonale jak na dłoni, że jej się podobało. Przecież dlatego właśnie poczuł, że jest dobry moment, aby spróbować zajrzeć głębiej w to co się dzieje. Ona może zadać mu pytanie co on sądzi, że się dzieje, bo może to jest tylko w jego głowie? Uśmiecha się słuchając jej zapewnień o przewspaniałym wyjeździe.
-Nie zapominaj o swoim gay experience - przypomina jej, bo skoro ona tego nie czuje, to może faktycznie nie powinien czepiać sie i wsadzać kija nie tam gdzie trzeba, prawda?
-Mi właśnie.. - próbuje po raz ostatni, ale Wendy jest szybsza niż jego myśli i kiedy chciał sformuować kolejne pytanie, ona już mówiła o kolacji i poszła przodem. Przez chwilę stał jeszcze na dachu i patrzył za nią, starając sobie ułożyć w głowie to, że ma na pewno przywidzenia, bo Wendy nigdy by go nie okłamała i skoro z takim zaangażowaniem mówiła, że tak jak jest jest dla niej dobrze, no to na pewno tak było. Rzucił jeszcze jedno spojrzenie za plecy na miasto rozświetlone lampkami i zrobił romantyczną fotkę, którą potem wysłał już do Kristin z pozdrowieniami. A potem zorientował sie, że on chyba nie zejdzie z tego dachu o własnych siłach, na szczęście jakiś pracownik mu pomógł dojść do schodów, mówiąc o włosku, że w życiu nie widział, żeby ktoś tak wysoki tak bardzo bał się wysokości. Peter podziękował mu i zażenowany dołączył po jakimś czasie do Wendy, która już się kręciła na dole. - A więc kolacja- uśmiecha się do niej i pyta - Pozwolisz, że tym razem weźmiemy taksówkę? Nie mam pojęcia gdzie jesteśmy, przyznaje bez bicia - i chociaż byli w centralnym miejscu a restauracji było wokół więcej niż mogliby zjeść przez cały wyjazd, Peter uparł się i wzorem amerykańskich przyjaciół, zamiast poszukać restaturacji na nogach, poprosił żeby taksówkarz pokazał im jego ulubioną knajpę.
Oczywiście okazało się, że to była knajpa bardzo daleko od centrum (czy po prostu tak im się wydawało, bo jechali dość długo i taksówkarz ciągle nawijał po włosko-angielsku, wywołując uśmiechy na obliczach zarówno Wendy jak i Petera, który zdaje się chyba zapomniał o tym co mąciło jego głowę), więc nie dość, że zapłacił wielki rachunek, to jeszcze zostali wywiezeni daleko od okolicy swojego hotelu. Natomiast okolica była urocza, bo trafili do dzielnicy małych knajpek skoncentrowanych wokół kanału przetykanaego małymi mostami. Taksówkarz uparł się, że powinni spróbować zjeść tu, więc tak tez sie stało.
Podczas kolacji Peter już nie męczył Wendy pytaniami o jej życie, zamiast tego zaczął jej opowiadać co u niego nowego w pracy i o tym, jak Kristin ostatnio prowadziła wywiad z właścicielem kawiarni, która zdobyła odznaczenie najczystszej kawiarni w całym Toronto, więc poszedł tam kolejnego dnia i że nigdy nie pił tak niedobrej herbaty, ale za to było tam tak czysto, że równie dobrze mógłby tam zostać otworzony szpital.
- Był to najlepszy makaron w moim życiu, chciałbym się teraz cofnąć w czasie i móc go zjeść jeszcze raz po raz pierwszy - ocenia Peter, dopijając jeszcze czerwone wino i kiedy miał już płacić to skusił się jeszcze na małe tiramisu, które tym razem musieli zjeść na pół, bo kiedy tylko pojawiło się na stole Wendy prawie pisneła z zadowolenia, no więc nie mógł jej tego odmówić. Wracali również taksówką i dopiero kiedy Peter wsadził kartę w drzwi do pokoju zorientował się, że dziś nie śpi sam... to znaczy, w jego pokoju będzie spać Wendy. W ten sposób. Przepuszcza ją w drzwiach: - Zapraszammm, poprosiłem żeby przenieśli twoje rzeczy tu, ale sprawdź czy na pewno wszystko wzieli

Wendy Gardner :slodziaczek:
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”