34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakby była tutaj winda, to nie byłoby takiej satysfakcji — oznajmiła, bo owa satysfakcja była wypisana w każdym jej geście i każdym, nawet w najmniejszym westchnieniu. A tak poza tym to przy okazji wspinaczki uporali się z kwestia kaloryczną ich wspólnej wyprawy, bo trzeba przyznać, że sobie wcześniej nie żałowali, a przynajmniej Wendy.
Nie była pewna, czy to napływ tych wszystkich emocji, spektakularny widok, czy może to za sprawą cukrowego uderzenia, ale oniemiała słysząc w pobliżu siebie jakąś kobietę. Przez moment zastanawiała się czy dobrze słyszy, a tym bardziej, czy na pewno chodzi o nich, ale gdy w końcu spojrzała na nią, to nie miała już żadnych złudzeń — kobiecina wzięła ich za parę. Nagle poczuła jak jej policzki zaczynają piec z zawstydzenia. Ta kobieta była tak radosna, że aż strach! Winnie nieśmiało zerknęła na Petera, ale on podczas tej ulotnej chwili wydawał się jakiś nieobecny zamiast sprostować, że - ona jest tylko moją kumpelą! Czemu sama tego nie wydukała? A no może dlatego, że wyjątkowo nie chciało jej to przejść przez gardło.
Jasne — koniec końców przytaknęła na zdjęcie, widząc że i on nie protestuje, poza tym zawsze lubiła pamiątki z wyprawy, więc szkoda stracić moment na Duomo, co nie? To nie mogło trwać zbyt długo, jedno pstryknięcie, kilka sekund i po sprawie… ale nie, kobieta ustawiała ich dobre dwie minuty, które ciągnęły się dla Wendy niczym wieczność. Zbliżcie się kochani, zbliżcie! Podpowiada im tak, że Gardner już czuła ciepło jego jego ramienia tuż obok siebie, więc szczerzyła się do obiektywu, robiąc przy tym specjalnie V z palców, by wyjść na taką luzacką kumpelę w podróży, a nie jakby właśnie zaliczyli topową miejscówkę na randkę w iście romantycznej scenerii. To nawet zabawne, bo kiedy sam na sam stali sobie objęci, to nie robiła sobie z tego tytułu wyrzutów, ale kiedy pani wytknęła im, że wyglądają jak para to nagle wydawało się jej niestosowne stanie z nim ramię w ramię do zdjęcia? Och, bardzo głupiutka Wendy. Na szczęście w końcu udało się wymienić mailami i turystyka oddaliła się, a Wendy jako królowa przetrwania wyparcia poczuła, że natychmiast musi rozładować to napięcie.
No pięknie, Peter! Pewnie trafiliśmy do albumu zdjęciowego z Mediolanu jakiejś randomowej kobieciny, co będzie opowiadała sąsiadom przy grillu, jak to widziała dwoje zakochanych na dachu katedry. Dobrze, że nie kazała się nam całować do zdjęcia! — zaśmiała się głośno, o ton za wysoko opierając się obok rzeźbioną sterczynę, tuż obok niego, i zaczęła nerwowo poprawiać pasek od torebki. — Ci Amerykanie — przekręciła teatralnie oczami — wszędzie widzą romanse, co nie? — spojrzała na niego swoimi oczami, które z wrażenia wciąż błyszczały radośnie, i szukała potwierdzenia w jego oczach, ale zdała sobie sprawę, że chyba nie bardzo skupiał się na jej słowach, nawet nie była pewna czy w ogóle ją słuchał, bo sam był zbyt zajęty przetwarzaniem czegoś w swojej głowie, a potem wypalił tak znienacka.
Wendy, czy ty jesteś szczęśliwa?
Przez moment obleciał ją strach, że kobieta zamąciła mu w głowie i on chce zapytać o nas ALE Winnie była mistrzynią uników, prawda? Zanim ta myśl, że Piotrek podobnie jak ona mógłby mieć jakieś uwagi do ich przyjaźni i czy aby to na pewno wciąż tylko przyjaźń, zdążyła się zadomowić w jej głowie, Wendy szybko uruchomiła swój mechanizm obronny. Szeroko, niemal bezczelnie uśmiechnęła się w pierwszej fazie próbując zbić jego i siebie z tropu czystą i niepohamowaną beztroską.
Na litość boską, spójrz na mnie! Szczerzę się jak głupia do sera, moje nogi zaliczyły pół mediolanu i nie spuchły, a zaraz pójdziemy pewnie na przedpłaconą kolację, która będzie smakować jak niebo w gębie. No jasne, że jestem szczęśliwa! Wycieczka życia, słońce i ty, czego chcieć więcej? — okręciła się wokół własnej osi rozkładając ręce, jakby chciała mu zakomunikować: patrz, tu nie da się być nieszczęśliwym! W odróżnieniu od niego czuła się na wysokości całkiem spokojnie i te piruety nie robiły na niej żadnego wrażenia. I znów na niego spojrzała, nieco łagodniej, no bo on wcale nie pytał o ten moment. Westchnęła lekko i wzruszyła ramionami. — A co do reszty… ja nie wiem jak ma wyglądać mój przyszły wtorek, a co dopiero życie. Nie wiem jak ma być, a tym bardziej jak powinno, ale póki mam takie widoki i czuję się tak jak dziś, to mi to kompletnie nie przeszkadza — jej życie to był wielki chaos dlatego znów się uśmiechnęła, tym razem nieco cieplej i zrobiła krok w stronę Piotrka, skracając tym samym dystans między nimi. Złapała go za ramię, a czując pod palcami materiał jego koszulki nico się zawahała, ale lekko nim potrząsnęła w myślach potrząsając karcąco też samą sobą.
Jesteśmy tutaj razem, jest pięknie, był zachód słońca i nikt nie spadł z dachu… chyba to mamy, co nie? Chodź, pójdziemy zjeść jakąś kolację— królowa wyparcia, która dopiero teraz tak naprawdę zaczęła w głowie analizować, że może to on nie był szczęśliwy i chciał to przegadać, a ona tak zgasiła temat, bo głupio myślała, że może chodzi o nich, a to na pewno tylko się w jej głowie dzieje, bo on ma dziewczynę!!! O matko! Odwróciła się szybko, nie dając mu szansy na dopytywanie, musiała iść przodem po schodach, by nie zauważył przypadkiem, że z tego wszystkiego, aż cała drżała i raz jeszcze analizowała. Znając ją, też zapyta go czy jest szczęśliwy, w najbardziej nieodpowiednim momencie. Na przykład wtedy, kiedy dzielić ich będzie tylko cisza we wspólnym pokoju.

Peter Blythe :slodziaczek:
winniethepooh91
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Och gdyby tylko to tak działało, że te kilka kroków na szczyt wieży równało się temu co dziś pojedli, to Peter by nie musiał chodzić kilka razy w tygodniu na tenisa, biegać codziennie i nie musiałby chodzić na siłownię. Wszedłby dwa razy po schodach na ostatnie iętro w swoim wieżowcu i tyle z wysiłku.
Cała ta sesja trwała krótko, ale w ciągu niej dostał tyle komplementów o swoich smutnych oczach i Wendy dostała drugie tyle o swoim słodkim uśmiechu, że rzez chwilę poczuł się, jakby zamówili tę kobietę i jej płacili za te słowa. W odróżnieniu do Wendy, miał jakieś doświadczenie w tym, że kiedy robią mu zdjęcia z partnerkami, więc dla niego nie było to nic dziwnego, chociaż faktycznie dystans który wywołał obiektyw w Wendy uświadomił mu, że może podejrzanie wyglądało to jak się przytulali w ciszy patrząc na zachodzące słońce. I chociaż wcześniej ta bliskość uspokoiła go i nie denerwował się już wysokością, teraz zaczął sobie wyrzucać, że może trochę przesadzili.
- Myślisz, że.. powinniśmy poprosić ją, żeby nie publikowała tego nigdzie? - to zaniepokojenie, które było widoczne w oczach, które spoglądają w tył za fotografką, która już schodzi z tłumem z dachu, jasno nakreśla, że podobnie do niej zaczął zauważać, że to może wyglądać mało niewinnie, kiedy trafi na przykład na ekran telefonu Kristin. Można by było powiedzieć, że faktycznie dobrze, że nie kazała im się całować, chociaż... gdyby ktoś mu się kazał całować do randomowego zdjęcia to zapewne z mniejszym oporem zrobiłby to z Galenem albo kimkolwiek z drużyny, niż z Wendy, a przecież on zapewnia wszem i wobec, że nigdy nie pocałowałby żadnego faceta.
Intensywnie stara się przekazać jej intencję pytania, ale chociaż jego oczy wpatrują się w te jej, okazuje sie, że nie złapała jego istoty, bo myślała o tym, czy on jej pyta jak się czuje teraz. Och, to widział doskonale jak na dłoni, że jej się podobało. Przecież dlatego właśnie poczuł, że jest dobry moment, aby spróbować zajrzeć głębiej w to co się dzieje. Ona może zadać mu pytanie co on sądzi, że się dzieje, bo może to jest tylko w jego głowie? Uśmiecha się słuchając jej zapewnień o przewspaniałym wyjeździe.
-Nie zapominaj o swoim gay experience - przypomina jej, bo skoro ona tego nie czuje, to może faktycznie nie powinien czepiać sie i wsadzać kija nie tam gdzie trzeba, prawda?
-Mi właśnie.. - próbuje po raz ostatni, ale Wendy jest szybsza niż jego myśli i kiedy chciał sformuować kolejne pytanie, ona już mówiła o kolacji i poszła przodem. Przez chwilę stał jeszcze na dachu i patrzył za nią, starając sobie ułożyć w głowie to, że ma na pewno przywidzenia, bo Wendy nigdy by go nie okłamała i skoro z takim zaangażowaniem mówiła, że tak jak jest jest dla niej dobrze, no to na pewno tak było. Rzucił jeszcze jedno spojrzenie za plecy na miasto rozświetlone lampkami i zrobił romantyczną fotkę, którą potem wysłał już do Kristin z pozdrowieniami. A potem zorientował sie, że on chyba nie zejdzie z tego dachu o własnych siłach, na szczęście jakiś pracownik mu pomógł dojść do schodów, mówiąc o włosku, że w życiu nie widział, żeby ktoś tak wysoki tak bardzo bał się wysokości. Peter podziękował mu i zażenowany dołączył po jakimś czasie do Wendy, która już się kręciła na dole. - A więc kolacja- uśmiecha się do niej i pyta - Pozwolisz, że tym razem weźmiemy taksówkę? Nie mam pojęcia gdzie jesteśmy, przyznaje bez bicia - i chociaż byli w centralnym miejscu a restauracji było wokół więcej niż mogliby zjeść przez cały wyjazd, Peter uparł się i wzorem amerykańskich przyjaciół, zamiast poszukać restaturacji na nogach, poprosił żeby taksówkarz pokazał im jego ulubioną knajpę.
Oczywiście okazało się, że to była knajpa bardzo daleko od centrum (czy po prostu tak im się wydawało, bo jechali dość długo i taksówkarz ciągle nawijał po włosko-angielsku, wywołując uśmiechy na obliczach zarówno Wendy jak i Petera, który zdaje się chyba zapomniał o tym co mąciło jego głowę), więc nie dość, że zapłacił wielki rachunek, to jeszcze zostali wywiezeni daleko od okolicy swojego hotelu. Natomiast okolica była urocza, bo trafili do dzielnicy małych knajpek skoncentrowanych wokół kanału przetykanaego małymi mostami. Taksówkarz uparł się, że powinni spróbować zjeść tu, więc tak tez sie stało.
Podczas kolacji Peter już nie męczył Wendy pytaniami o jej życie, zamiast tego zaczął jej opowiadać co u niego nowego w pracy i o tym, jak Kristin ostatnio prowadziła wywiad z właścicielem kawiarni, która zdobyła odznaczenie najczystszej kawiarni w całym Toronto, więc poszedł tam kolejnego dnia i że nigdy nie pił tak niedobrej herbaty, ale za to było tam tak czysto, że równie dobrze mógłby tam zostać otworzony szpital.
- Był to najlepszy makaron w moim życiu, chciałbym się teraz cofnąć w czasie i móc go zjeść jeszcze raz po raz pierwszy - ocenia Peter, dopijając jeszcze czerwone wino i kiedy miał już płacić to skusił się jeszcze na małe tiramisu, które tym razem musieli zjeść na pół, bo kiedy tylko pojawiło się na stole Wendy prawie pisneła z zadowolenia, no więc nie mógł jej tego odmówić. Wracali również taksówką i dopiero kiedy Peter wsadził kartę w drzwi do pokoju zorientował się, że dziś nie śpi sam... to znaczy, w jego pokoju będzie spać Wendy. W ten sposób. Przepuszcza ją w drzwiach: - Zapraszammm, poprosiłem żeby przenieśli twoje rzeczy tu, ale sprawdź czy na pewno wszystko wzieli

Wendy Gardner :slodziaczek:
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— A myślisz, że trzeba? Czemu? — zapytała początkowo zupełnie niewinnie, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że może to parowanie i ustawianie przez kobietę stało się źródłem jego niepokoju. Ona nie miała się czym martwić, ale on nie mógł tego podzielić. — Z resztą nieważne, myślę, że to i tak nie pójdzie w świat — machnęła ręką na znak, że lepiej porzucić sprawę zdjęcia, które wkrótce będą mieć co najwyżej na swoich mailach. Poza tym teraz miała ważniejsze rzeczy do ogarnięcia, jak trudne pytania na które się mu zebrało. Ona świetnie złapała istotę pytania, ale łatwiej było udawać, że tak nie jest i dzielić się swoim zadowoleniem tak, by nie przyszlo mu do głowy drążyć tematu. Udało się jej, a wtedy jeszcze nie wiedziała, że sama do tego powróci, dlatego skończyli zwiedzanie i zwieńczyli dzień przepyszną kolacją, do której Wendy nie żałowała sobie wina, dziwnym trafem wypijając go więcej na każde wspomnienie o Kristin, więc gdy finalnie wyszli z lokali czuła, że szumi jej w głowie.
— Dziękuję — odparła wchodząc do pokoju leniwie, bo o ile podczas całego dnia miała w sobie sporo energii (nic dziwnego, napędzały ją te wszystkie słodycze i pyszne posiłki), o tyle podróż taksówką okazała się wykańczająca. Nagle poczuła wszystkie zrobione przez nich kroki, tak, że nie wiedziała jak się w tej taksówce wygodnie ułożyć, a kiedy dojechali do hotelu wyzwaniem okazało się już samo wyjście z samochodu, nie mówiąc o dotarciu do pokoju. W recepcji jeszcze dograli sprawę całej zamiany jej miejsca, ale okazało się, że Peter wszystkiego dopilnował i jej rzeczy zostały przeniesione, a tym samym nie musiała się z tym męczyć, bo prawdę mówiąc chyba nie miała już na to siły. Wtoczyła się do windy i nim dojechali na odpowiednie piętro zdążyła ziewnąć kilkukrotnie czując jak dociera do niej potężna fala zmęczenia po całym tym dniu. Weszła więc grzecznie do pokoju, zamrugała kilkakrotnie i spojrzała na Petera chyba lekko zaskoczona. Raz jeszcze się rozejrzała, ale jedyne drzwi jakie widziałam prawdopodobnie prowadziły do łazienki, a nie kolejnego pokoju, więc z jej obserwacji wynikało, że mają tylko jedno łóżko w dodatku wspólne iii już miała coś powiedzieć, ale czuła, że narobiła kłopotów z tą całą zmiana i nie chciała marudzić… bo było jej najzwyczajniej w świecie głupio. Możliwe, że jeszcze jakiś czas temu nie przejęłaby się tym za bardzo, ale w obecnej sytuacji zaczęła odczuwać lekki niepokój, głównie przez panią, która postanowiła namieszać im - a raczej pewnie tylko jej - w głowach jak ten typ z Kalifornii. Możliwe, że gdyby nie myśli, które skrupulatnie starała się wyprzeć ze swojej głowy, wspólne łóżko nie zrobiłoby na niej żadnego wrażenia, ale teraz… teraz nie była pewna czy nie powinna jednak ostrożnie się wycofać. Dobrą chwilę stała więc jak ten ciołek na środku i wpatrywała się w walizki, walcząc z swoimi myślami, aż w końcu wzięła głębszy wdech i pozwoliła swojemu mechanizmu wyparcia zadziałać raz jeszcze tego dnia. — Zaklepuje łazienkę! — ha, pierwsza! I nie dając mu nawet chwili na przetrawienia informacji wygrzebała z torby kosmetyczkę, piżamę i klapki, po czym pognała pod prysznic by zmyć z siebie zmęczenie tego dnia, odprężyć wykończone dreptaniem ciało i wyzbyć się resztek wątpliwości co do tej nocowanki. Trochę czasu jej do zajęło, ale przy okazji umyła też włosy. Potrzebowała takiego odświeżenia i odprężenia, a po wszystkim wytoczyła się z łazienki w swojej piżamie i niewiele myśląc wtoczyła się pod kołdrę zaświecając nocną lampkę przy łóżku. — Masz już wolne iii po drodze możesz zgasić światło — oznajmiła, a gdy zniknął za drzwiami łazienki wyłożyła się jak długa patrząc w sufit. W głowie dalej jej szumiało od ilości wina wypitego do kolacji. Mechanizm wyparcia zadziałał na tyle, by nie zapętlała się w kółko na widok wspólnego łóżka, które było na tyle duże, że jak zasną na swoich krajach to tak, jakby spali na osobnych, co nie? Teraz myślami powróciła do innego tematu, który też mieszał jej w głowie, ale nie do tego stopnia, by zacząć i to wypierać. Raz już próbowała, ale powróciło to nagle i bez ostrzeżenia, bo nie chodziło o to, czy ona była szczęśliwa. Teraz chodziło o niego.
Peter wcześniej zaskoczył ją pytaniem i w efekcie skończyło się to tym, że w panice ucięła temat swoją radosną wypowiedzią, nie wpadając na to, że może to on ma problem do obgadania i próbował jej to zakomunikować. Przebierała stopami pod kołdrą, w dłoniach też miętosiła materiał kołdry, zastanawiając się jak w ogóle wrócić z sensem do tamtej rozmowy, choć nie była w stu procentach przekonana do tego, czy w ogóle powinna. W chwili, gdy usłyszała, że drzwi łazienki się otwierają położyła się na boku, nakryła się kołdrą po sam czubek nosa tak, że wystawało jej tylko połowa twarzy i zagaiła niepewnie. — Peter? — obserwując czy zbliża się już do łóżka, a gdy to zrobił zaskoczyła go tak, jak on ją wcześniej. — A czy ty jesteś szczęśliwy? — wydukała, przygryzając od razu wargę nieco nerwowo, czego na szczęście nie mógł zauważyć, bo ukrywała się pod kołdrą. Dobrze wiedziała, że zadając to pytanie jednocześnie zdradza, że wcześniej dobrze wiedziała, że wcale nie pytał o tu i teraz...

Peter Blythe <3
winniethepooh91
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Skoro już ustalili, tzn Peter zrozumiał, że jego myśli i myśli wszystkich dwóch ludzi, którzy brali ich za parę były absolutnie absurdalne i że dał się wciągnąć w jakąś sprialę myśli i nagle to on okazał się bardziej niepoważny niż Wendy, która trzeźwo patrząc mówiła mu, że nie, przecież wszystko jest takie jak powinno być. Skoro więc to już było jasne, to jadł i pił i gadał o swojej dziewczynie i o tym, że bardzo się cieszy, że w końcu wróciła z tej Kopenhagi i że robi sukces w telewizji. Nawet pewnie nie wiedział, że jest jednym z 3 oglądających Kristin Wyatt i jej programy o 4 rano, ale faktycznie mógł je oglądać, nawet powtórki czasami jak nie zdążył, bo sobie puszczał jak na bieżni biegał.
Później kiedy już byli w pokoju i Wendy poszła się myć, to tylko tak się rozejrzał, ale na szczęście miał wysprzątane pięknie, natomiast przez chwilę zastanawiał się jak będą spać. Był styrany bardzo więc sobie tak poległ na łóżku i pewnie by już tak usnął, ale Wendy wyszła z łazienki w ostatnim momencie, więc się zwlekł i zezuje na jej piżame.
- I serio ona poleciała na te goferki!? - uśmiecha się zaspany, jeszcze zastanawiał się co tam innego jest narysowanego, ale wyglądało to po prostu jak ekspozja twórcza, ale jak juz wstawał do kąpania się, to na pewno widział jakiegoś kota i solniczkę. Dopiero jak mył zęby pod prysznicem to zorientował się, że nie wział ze sobą góry od piżamy, więc no musiał wyjść bez koszulki do pokoju.
Po wyjściu z łazienki widział co prawda jak Wendy się chowa pod kołdrą przed nim, co zrozumiał jako dość oczywisty sygnał, że nie ma nawet co rozpocznać dyskusji o tym kto dziś śpi od kołderką, ale i tak miał misję znalezienia koszulki do spania, więc poszedł do części z szafą i walizkami i szuka swojej piżamki. Pewnie nawet jej nie wyjął wcześniej, bo skoro spał sam to spał bez koszulki, ale teraz jak miał towarzystwo.. No to pewnie mógłby tym bardziej spać bez koszulki, tyle że to nie było tego typu towarzystwo. W końcu znalazł jakąś prostą białą i ją naciąga na klatę, w międzyczasie podejmując decyzję, że poświęci się i dziś oddaje łóżko Wendy. Przecież widzi, że jej się już oczy kleją. Wraca do niej z uśmiechem i wzrusza ramionami na to przedziwne pytanie, które mu zadała.
- Aktualnie trochę mniej, bo zamieniłem łóżko na twardą podłogę - parska śmiechem i obchodzi łóżko z tym kocem i nim się Wendy zorientowała złapał poduszkę na której już sobie słodko głowę oparła. - Ale poduszkę biorę ja- uprzedził ją, a później zabrał ją sobie pod pachę. Rozejrzał się po raz ostatni, ale niestety krzesło, ktore stało w rogu wciąż nie wyglądało interesująco, więc zaczał sobie ścielić na podłodze kawałek. W sumie to nie było aż tak tragicznie spać na ziemi, przecież czasami jak bolały go plecy od gry to właśnie na ziemi tylko było mu wygodnie, a już nie wspominając o tym, że dzieki temu będzie się czuł jak na jakimś biwaku, może takim na którym byli kiedyś razem. Myśli sobie, że ładnie sobie pościelił, ale wtedy się zorientował, że jak odłożył na chwilę poduszkę, to ona mu znikneła, a wiadomo kto był oczywistym złodziejem! Z niedowierzaniem w oczach odwraca sie w stronę Wendy.
- Co ty robisz?

Wendy Gardner :loffki:
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wendy z kolei nie oglądała programów Kristin, chyba, że akurat załapała się na seans, który robił sobie Peter i nie było sensu doszukiwać się tutaj jakiś złośliwości, bo tak w zasadzie to Gardner uważała, że z Wyatt to całkiem spoko dziewczyna jest. Nie zaprzyjaźniła się z nią, ale wydawała się w porządku i chyba właśnie to było tutaj najgorsze. Może gdyby była zrypana to Wendy byłoby łatwiej dopuścić do siebie te niewygodne myśli, a tym samym nie udawałaby tak świetnie tego, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Chociaż z drugiej strony, czy to zmieniłoby cokolwiek? Wyparcie było jej codziennością i to nie miało nic wspólnego z dziewczyną Petera, a z tym, że bała się poczuć coś więcej, a tym bardziej do kogoś, z kim miała wypracowana bezpieczną i zdrową relację. Dorastała w strasznym syfie i emocjonalnie nie umiała w zdrowe relację, więc ta bezpieczna i wypielęgnowana relacja z Peterem była nie do ruszenia.
Nie mogła stracić tej przyjaźni.
Nie mogła jego stracić.
Tylko ignorancja bolączek drugiej osoby też mogła odbić się na relacji, więc Wendy szybko wróciła myślami do rozmowy na dachu, którą próbował z nią przeprowadzić. Może błędnie zinterpretowała jego intencje, więc musiała się upewnić się, czy nie popełniła faux pas i czy nie powinna tego naprawić. Tak, wspólna noc w hotelu to idealny moment na przyjacielskie trudne sprawy, prawda?
Z rozbawieniem prychnęła słysząc jego uwagę. — Coś ci się nie podoba w moich goferkach? — zapytała marszcząc przy tym nosek. — I akurat miałam inną piżamę, ale no ten… uznałam, że dzisiaj… że ta będzie lepsza na dzisiaj — tamta była zbyt biał, zbyt krótka, zbyt prześwitująca. Gdyby wiedziała, że jej współlokatorka gustuje w dziewczynach to pewnie też ubrałaby dla bezpieczeństwa goferki.
Nie spodziewała się, że Peter wyjdzie z łazienki bez koszulki, więc to przez moment ją rozproszyło, ale też była tak przejęta tym pytaniem, do którego się wyrywała, że odwróciła wzrok na chwilę, a gdy znów na niego spojrzała to już miał koszulkę. Na szczęście!
Że co? — zdziwiona drgnęła lekko w łóżku, w którym bezczelnie się rozgościła, że przez moment, aż zrobiło się jej głupio, kiedy zrozumiała, że zamierza spać na podłodze. — Ej! — zaprotestowała czując jak poduszka znika spod jej głowy, nagle i brutalnie. O co to, to nie. Usiadła na łóżku nagle postawiona na równe nogi i obserwowała Petera niczym jakiś program przyrodniczy. Jeszcze brakowało głosu Czubówny, która komentuje, że z takich zalotów to młodej zwierzyny nie będzie. Nim się zorientował wstała z łóżka i podkradła mu tę poduszkę i ba! Nie zamierzała na tym poprzestać. — No chyba sobie żartujesz, że będziesz spał na ziemi! Na takie coś to ja się nie pisałam, myślałam, że masz dwa łóżka... jak już to ja ostatecznie na niej będę spać, ale nie przesadzajmy — przekręciła teatralnie oczami. — Spaliśmy już w jednym namiocie, a to łóżko jest tak duże, że zgubimy się na stronach, jak się postaramy — chociaż ona wcale starać się nie chciała, ale nawet przez samą sobą się do tego nie przyzna! — Kładź się do łóżka — poleciła, a w ramach protestu położyła się na podłodze jak długa rzucając mu groźne spojrzenie, choć w tym świetle mogło to wyglądać jak jakiś grymas.


Peter Blythe <3
winniethepooh91
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- A co się stało z tamtą? - robi grymas, który może świadczyć o tym, że wyobraża sobie najgorsze, nawet to, że wysmarowała tamtą piżamkę jakimś sosem i wygląda teraz podejrzanie. Nie było mu dane jednak dalej rozkminiać tej tajemnicy piżamki, bo poszedł się kąpać. Co prawda raz, a może dwa razy, przebiegło mu przez myśl, jak mogła taka inna piżamka wyglądać, ale z jakiegoś powodu nawet jeżeli była bardziej kusa to i tak była w goferki...
Tak jak się domyślał, Wendy podwędziła jego poduchę! Czy Krystyna Czubówna mogłaby również nagrać opis tego widoku kiedy dwoje pijanych ludzi są dla siebie zbyt uprzejmi? To miało sens, że Wendy myślała, że będą tutaj dwa łóżka, więc to zdecydowanie jest wina po jego stronie, że mimo wszystko jej zaproponował to, mógł się przecież spodziewać, że to nieporozumienie się tak skończy!
- Tak, już widzę, jak będziesz spała na ziemi. Za dziesięć minut zacznie się jęczenie, że cię podłoga drapie, daj- wyciąga rękę po poduszkę, bo jeżeli ktokolwiek powinien tutaj być decyzyjny, to na pewno nie pijana Wendy Gardner, która nagle zerwała się na równe nogi. Obiega nagle całe to gigantyczne łoże i staje na tym pięknie ułożonym kocyku na którym zamierzał dzisiaj spędzić noc. -Wiesz, tylko, że wtedy... - obrócił się i patrzy jak Wendy się krzywi leżąc na ziemi. - Onie, ty się kładź - i przechodzi przez nią, żeby położyć się również na ziemi obok na kocyku, który nagle okazało się, że był tak o połowę za króciutki, bo przecież był specjalnie złożony tak, żeby było na nim w pojedynkę miękko! I kiedy dwie osoby próbowały się na nim zmieścić to wcale nie działał zabieg prowadzący do miękkości. Więc Peter stara się tak potrzeć ramieniem, żeby Wendy odruchowo postanowiła się przesunąć i zrobić mu miejsce. -Nie chcesz sprawdzać Wendy kto jest bardziej uparty, zapewniam Cię - ostrzega, cicho mając nadzieję, że jednak zaraz się dogadają, bo jemu tu się OCZY po prostu zamykały same, a Wendy nagle postanowiła się kłócić. Przymknął je na chwilę, co pozwoliło mu zebrać nieco myśli i uznał, że no tak, faktycznie głupio wychodzi, może powinien jej jednak się wytłumaczyć. Na szczęście protest Wendy był również milczący i dlatego zebrał się w sobie i jej mówi cicho, szetem praktycznie - Wiem, że kiedś spaliśmy w jednym namiocie. A poza tym przecież mieszkaliśmy razem i wiem o Tobie wszystko... po prostu... teraz jest o tyle inaczej, że nie wiem, czy Kristin byłaby z tym okej- otworzył oczy i spogląda na nią w bok, może Wendy już wie, a może dopiero teraz, kiedy leżą ramię w ramię i ich oczy są tak blisko i czują swoje oddechy, może teraz Wendy się zorientuje co miał na myśli. - To nie jest... fair wobec niej
Tylko czy on wciąż mówi o niewinnym leżeniu w jednym łóżku!?

Wendy Gardner
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rzuciłam typiarze na pożarcie — zażartowała uznając, że bezpieczniej będzie, jak nie zdradzi szczegółów swojej bawełnianej piżamki, która choć niepozorna mogła oddziaływać na wyobraźnię, z pewnością bardziej niż goferki. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, prawda?
Postanowiła podbić jego kocyk, zaatakowała i nie zamierzała ustąpić do chwili, kiedy on nie wpakuje się do łóżka w pełnej gotowości do snu. Poza tym ona była tak miło upojona winem, że pewnie nie zrobiło jej to wielkiej różnicy, gdyby faktycznie zasnęła na podłodze, ale nie o to się rozchodziło. — Nie, ty się masz tam położyć — oznajmiła nie dając za wygraną, bo dobrze wiedziała, że on zgrywa teraz dżentelmena, że dziewczynie nie wypada i takie tam, ale nie jest jego dziewczyną to raz, a dwa spała w o wiele gorszych warunkach i on dobrze o tym wiedział. Poza tym sam marudził, że ma gorszy humor, bo będzie musiał spać na twardej podłodze, więc niech teraz zmyka do łóżka w podskokach, znając jej dobroć, a nie wpycha się jej na siłę na ten kocyk.
Słuchaj no, to ty nie chcesz sprawdzać ze mną kto jest większym uparciuchem, bo dobrze wiesz, że to ja — zaznaczyła, szturchając go kolanem i łokciem trącając go w bok, by się poddał. — Uparłam się na zmianę pokoju, co prawda nie znając wszystkich faktów — wycedziła przez zęby sugerując, że to też jego wina — więc się ze mną nie kłóć, bo ja rano nie chce słuchać, że ci się w kręgosłupie coś przestawiło — oznajmiła kręcąc oczami.
Poczuwając się do winy miał rację! Cała ta dziwaczna sytuacja to była wyłącznie jego wina, bo gdyby wiedziała, że ma tylko jedno łóżko, to celowo by się do niego nie pchała. Nawet jeśliby chciała, to i tak by tego nie zrobiła. Bo nie wypada. I tak było jej wystarczająco głupio z tą zmianą pokoju, teraz trochę nawet żałowała, że ruszyła temat, bo jakoś by wytrzymała z typiarą jeszcze noc lub dwie. Dopiero teraz uzmysłowiła sobie, że gdyby wiedziała o jednym łóżku to by się z nią zamienili na pokoje. Przecież one miały dwa! No, ale przecież nie miała bladego pojęcia, że on wpadnie na świetny pomysł spędzenia nocy w jednym pokoju, po czym okaże się, że jedno łóżko jest problematyczne. I Wendy czuła, jak stopniowo ogarnia ją złość, na tą całą sytuację; na to, że jej nie powiedział; na to, że postanowił spać na podłodze; na to, że teraz jej wypadałoby na niej spać, a nawet na to, że nie wypada im spać razem. Nie mówiąc już o tym jak bardzo zrobiła się zła, gdy powiedział to co powiedział. Przez to ciche wyznanie czuła jak jej mur wyparcia zaczyna się walić i nie panowała nad tym, więc automatycznie w duchu zaczęła panikować.
Zamrugała kilkakrotnie patrząc na Petera wyraźnie zszokowana, jakby dostała obuchem w głowę. Styki w jej głowie walczyły teraz z jej wyparciem i jego słowami, czuła, że się przegrzewa. Wypieki pojawiły się na jej policzkach. — Nie dramatyzujmy, przecież nic się nie dzieje — mruknęła cicho, gdy wspomniał, że nie wie czy Kristin byłaby z tym okej, jednocześnie próbując grać kartą przewrażliwionej dziewczyny swojego przyjaciela, a tak w zasadzie grać na czas. Choć tak naprawdę chciała mu wygarnąć, że wcale nie wie o niej wszystkiego. Nie wie chociażby tego, że w danej chwili jest sfrustrowana, że w ich uniwersum istnieje jakakolwiek Kristin i, że w ogóle o niej wspomina, jednocześnie patrząc na nią tak, jakby wcale nie istniała.
Tak się nie robi!
Co niby jest nie fair wobec niej, Peter? — zapytała wpatrując się w jego oczy chwilę za długo, jakby próbowała znaleźć odpowiedź. Zapytała, choć dobrze wiedziała, co z jej strony jest nie fair. Podniosła głowę nagle, nie czekając na odpowiedź wsparła się na rekach i spojrzała na niego tak, jakby dawała mu szansę na sprostowanie, że chodzi o niewinne leżenie w jednym łóżku, a nie coś więcej.

Peter Blythe :podnieta:
winniethepooh91
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Otrzymał już kuśtykańca, który miał go zmusić do powrotu do łóżka, ale oprócz nieco obolałego boku, wcale nie wyglądało na to, żeby Wendy zyskiwała jakąkolwiek przewagę, a Peter jak leżał tak leży. Co prawda przez alkohol jest jeszcze bardziej zangażowany do tego i jeszcze jej odpowiada oburzony:
- O tak, to brzmi już prawie jakbyś oskarżała mnie o to, że jestem zbyt stary, żeby przetrwać noc na podłodze. Wracaj pod kołdrę - odpowiedział jej więc podobnym kuśtykańcem, chociaż oby nie takim bolesnym. Wyczuł jednak absolutnie, że ona go nieco oskarża o to, że są w takiej sytuacji na co reaguje wielkimi oczami wymierzonymi w nią. - Przecież ja cię OCALIŁEM przed Twoim lesbijskim expierience , dlaczego tu mi brzmi jakbyś miała do mnie o to pretensje!? - czuje się torche oszukany, bo kiedy Wendy wcześniej przedstawiała sprawę, to było jasne, że nie da rady bez jego pomocy (oczwiscie, zaoferowała, że sama znajdzie sobie miejsce do spania, ale Peter dobrze wiedział, że niestety przy obecnym obłożeniu Mediolanu graniczyło by to z cudem. Wendy skończyłaby w jakiś sartańskich warunkach, na drugim końcu miasta, albo i pod nim, a na to nie chciał jej narażać.
Nic się nie dzieje.
Nie wcale, wcale nie jest tak, że głowa Petera łapie te wszystkie sprzeczne sygnały na jakiś najwyższych obrotach starając się uporządkować, czy to, że kiedy leży obok Wendy na ziemi to całe jego ciało ma większą ochotę na to, żeby ją objąć niż kuśtykańcem wyganiać. Że te kilka godzin beztroski w Mediolanie było z trzy razy bardziej romantyczne niż to, co robią z Kristin na codzień. Z drugiej strony wie przecież doskonale, że właścicielka goferkowej piżamki prędzej będzie go żałować, niż odwzajemni te przedziwne myśli. No i jeszcze było to co wisiało niewypowiedziane od jakiś czterech lat, kiedy Wendy zmieniała chłopaków, albo dzieliła się z nim wszystkimi szczegółami, kiedy on mówił, że z Kristin jest dobrze, a... wcale nie było tak do końca kolorowo. Właściwie to roznosiło go jakieś mocne poczucie winy, bo wiedział doskonale, że nie może nikomu powiedzieć, a przecież Wendy zawsze była mu najbliższa i dxielił sie poza tą jedną rzeczą z nią swoimi problemami nawet z większą łatwością niż robił to z Galenem czy Willem czy Charlim. Podjął więc decyzję, że trudno, musi z nią skonsutlować tą jedną rzecz. Nie wiedział, czy jest gotowy na to, żeby otrzymać od niej pocieszenie, bo przecież będzie to równoznaczne z tym, że pozna o nim taką prawdę, która jest jednak nieco wstydliwa.
Gdzie jest ta ich przyjaźń, jeżeli nie mogą jasno powiedzieć sobie o rzeczach, które kotłują im się w głowie. Gdzie jest to połączenie, dlaczego uparcie je blokują? Przez moment, ten przydługi moment w którym Wendy patrzyła mu w oczy, Peter zrozumiał, że nadszedł ten moment. Musi jej powiedzieć, bo jeżeli nie zrobić tego na szorstkiej wykładzinie będąc absolutnie pijanym, to taka szansa może się nie powtórzyć.
- To skomplikowane - spogląda w górę w jej oczy i podciąga się na ramionach, ale minę ma nietęgą, więc chociaż przez ten ruch ich głowy się zbliżają, to nie wydaje się, żeby Peter miał w zamiarze robienie czegoś bardzo szalonego. Ale z drugiej strony czuje, że może być szalone o co zamierza powiedzieć Wendy. - Jesteś dziewczyną i jesteśmy przyjaciółmi Wendy, więc może Ty mi to wytłumaczysz lepiej - zawahał się ostatni raz, ale podejrzewa, że nie znajdzie lepszych słów na taki problem, który ma. - Czy ja jestem... unfuckable? - i kiedy to powiedział zaraz śpieszy z wyjaśnieniem. - Chodzi o to, że my z Kristi.. no wiesz, już minęło pięć lat, a ona wydaje się wcale niezainteresowana. Jakby... nie wiem, zabrzmię teraz jak najgorszy chłopak na świecie, ale czasami Wedny się zastanawiam, czy to jest prawdziwy związek.. Dlaczego nie chciałabyś się przespać ze swoim chłopakiem, chyba tylko dlatego, że ci się nie podoba... tak?
Sama spytała, czy jest szczęśliwy, prawda? N oto teraz masz placek.


Wendy Gardner :halopolicja:
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuła jak podczas tej kłótni wzrasta w niej irytacja i tworzy mieszankę wybuchową w jej ciele. Może i miał nieco racji w tym, że niby ją uratował przed nocowaniem w pokoju z obcą napaloną babą, a nawet przed spaniem pod mostem w Mediolanie, ale używanie tego przeciwko niej, byle wygrać luksusowe miejsce na żałosnej płachcie z kocyka, doprowadzało ją teraz do szału.
O C A L I Ł E Ś mnie? — prychnęła nadymając się jakby zabrakło jej powietrza. — To, że nie chciałam dzielić pokoju z tamtą napaloną kobietą, nie oznacza, że masz cierpieć na podłodze jak jakiś męczennik za sprawę Wendy Gardner — rzuciła na wdechu piskliwie, złośliwie dodając nim zdążyła pomyśleć. — Nie jesteś MOIM rycerzem w lśniącej zbroi — dodała stanowczo, jakby sama chciała sobie właśnie podkreślić, że nie jest żadnym jej rycerzem. Moim. Jej. Nie jest jej. Rycerzem.
Widziała jego zdziwione spojrzenie i tą kipiącą z jego oczu męską logikę: chciałem dobrze, czemu na mnie krzyczysz?! i zastanawiała się czy uderzyć go teraz, czy może za chwilę?
Nie mam pretensji o to, że mnie ocaliłeś, ty nadgorliwy głuptasie — wycedziła, starając się, by jej głos nie drżał. — Mam pretensje o to, że zachowujesz się, jakbyś nie miał wyboru! A MIAŁEŚ! — dodała naburmuszona mówiąc co jej ślina na język przyniesie. — Iiiii… Jakby spanie ze mną w jednym łóżku było jakąś... zbrodnią przeciwko ludzkości… albo przeciwko Kristin — a nie było, umówmy się. Jakby trzymali się swoich stron i spali, to nie byłoby. Nie dowiedziałaby się o tym i nie mieliby nic na sumieniu. To, że w jej głowie działy się w ostatnim czasie najróżniejsze scenariusze to tylko ona wie. I nie, nie wie, że i w jego głowie plątały się też różne niekoniecznie odpowiednie myśli. I w jednym byli zgodni, oboje nie próbowali czegoś z tym zrobić, więc czy nie byli bezpieczni? Nie zamierzała rzucać się na niego, nawet nie śmiała o tym myśleć, bo wiedziała czym to groziło. Za dużo wypiła i pewnie już dawno by spała, gdyby po prostu położył się do łóżka.
Nie rozumiała, co w tym wszystkim było skomplikowane.
Nie rozumiała, bo nie chciała.
Była tylko pijana i niczego tłumaczyć mu nie chciała.
I wtedy padło to słowo.

Unfuckable.
Spoiler
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
On naprawdę to powiedział?
Halo, można przewinąć?
Nie na takie sprostowanie liczyła. W zasadzie nie wiedziała już nawet sama na co liczyła, ale tego to się na pewno nie spodziewała. Wspierając się na rękach patrzyła na niego, a jej mózg chyba właśnie się przegrzał, a przynajmniej zachowywała się tak, jakby zaliczyła jakiś gruby błąd systemu. Peter nie mógł liczyć na żadną głęboką refleksję z jej strony, bo otwarła szeroko usta i nabrała wnie powietrza tak gwałtownie, że wyglądała jak jakiś chomik naszprycowany orzeszkami. Po paru sekundach z kolei zaczęła przypominać rybę wyrzuconą na brzeg jeziora, co to się zapowietrza, zamiast cokolwiek powiedzieć.
A... ble... hy? — świetnie, a teraz to już zachowywała się jakby miała udar. — Co ty... py... puf? — jej język przestał współpracować, coś na pewno się nie łączyło na linii z jej mózgiem. To pytanie było tak absurdalne, że musiała poczekać, aż minie pierwszy szok, a gdy wypuściła powietrze z ust wyglądała jak jakiś pomidor, albo burak… tak jej policzki były teraz buraczane.
Co ty w ogóle mówisz? — wykrztusiła w końcu.
To też się jej w głowie nie stykało. No bo jak to tak? Że on? Peter? Ten sam, którego widziała przed chwilą bez koszulki? Ten sam, z którym leżała na lodzie próbując złapać oddech? No nie, tamten nie był w ogóle unfuckable. I kiedy zrzucił na nią taką bombę opowiadając o nim, o niej, w sensie o Kristin i o nich, w sensie ich związku, jego związku z Kristin to czuła, ze to bardzo nie fair, że aż ją to bolało.
Z drugiej strony skoro była TYLKO jego przyjaciółką, to mogła do tego podejść naprawdę profesjonalnie racząc go radą, a nie przegrzaniem systemu, wizją nadchodzącego udaru i pytaniem, zamiast dobrej rady.
.
Chcesz wiedzieć, dlaczego ona tego nie chce, Peter? Bo jest ślepa. Bo cię nie widzi. Bo ja na jej miejscu nie mogłabym przestać o tym myśleć…
Pomyślała, ale przecież nie powiedziała!
Potrzebowała chwili, by wejść w rolę.
W rolę przyjaciółki, z której przez wzgląd na swoje uczucia na chwilę wypadła.
Posłuchaj — powiedziała nagle, jakby poważniej, próbując zostawić za sobą pijacką wersję siebie, tą kłótliwą również, a tym bardziej tą, co udar przypominała. — Myślę… a raczej wiem — odchrząknęła — że problem nie leży w tobie — zaczęła tak, no… i z trudem przełknęła ślinę, bo pomimo starań, jakie teraz tutaj uskuteczniala to jednak pytał się jej swojej najlepszej przyjaciółki, która od dawna udaje, że nic do niego nie czuje czy może się komukolwiek podobać. No nie było jej teraz łatwo! — Ani też w tym, czy się komuś podobasz… bo podobasz się. Na pewno — westchnęła lekko siadając i prostując się. Na przykład jej się podobał! Wręcz czuła jak pieką ją policzki. — Myślę, że powinieneś zapytać Kristin… a jeśli pytałeś, to myślę, że powinieneś naciskać bardziej na rozmowę, bo to ewidentnie jest coś, co po takim stażu związku powinniście omówić między sobą — oznajmiła zrywając się z tego kocyka tak nagle i gwałtownie, że aż się jej w głowie zakręciło.
Poczuła, że ma dość tego rollercoastera emocji,... i tej bliskości przerywanej rozmowami, w których tak naprawdę nie mogła powiedzieć na głos tego co myśli. I choć z jednej strony chciała zostać na tej podłodze i wyznać mu, że z jej perspektywy to on jest bardzo fuckable, to jednak nie mogła tego zrobić.
Ruszyła w stronę łóżka, rzuciła się na nie i sekundę później już nurkowała pod hotelową kołdrę, naciągając ją sobie, aż po same uszy, jakby to miało ją przed czymś uchronić. Zawinęła się w kłębek czując, że pod jej powiekami trochę się zbiera na łzy, choć nie miała powodu, ale alkohol nie ułatwiał sprawy. Nadchodzący okres również.
I TO BYŁO ZA DUŻO EMOCJI DO WYPIERANIA, jak dla niej.
Jak na dziś.
W pokoju zapanowała cisza, a z jej ust wymknęło się tylko — Jesteś po prostu z niewłaściwą dziewczyną… — a było to tak ciche i kruche wyznanie, że prawie nie miało szans przebić się przez pościel i szum klimatyzacji ich hotelowego pokoju. Nie, kiedy on wciąż leżał na podłodze.
Chryste, była taka pijana.
Czuła, jak kręci się jej w głowie.

Peter Blythe 😴😪🥱💤🛌🏼
winniethepooh91
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Och doprawdy? A mi się wydaje, że torche jednak jestem- odbija tą myśl momentalnie, bo chociaż mogło to zabrzmieć dwuznacznie, to właśnie tak uważał, że było, że był jej rycerzem. Może był młodszy, może widziała go wciąż jako tylko przyjaciela, ale dla niego Wendy była bardzo ważna i gdyby się tak zastanowić, to robił wszystko, żeby tylko spełnić jej marzenia oraz życzenia, więc trochę był takim jakby rycerzem. Fakt, że może na przykład skoro ma dziewczynę to teoretycznie powinien być tylko jej rycerzem.
Wywrócił oczami, kiedy znów go oskarża o jakieś podejrzane intencje i kręci głową
- Wendy ale przecież zastanów się - machnął ręką niezadowolony - Są igrzyska, jak myślisz, czy udało by ci się znaleźć mieszkanie tak AD HOC? Zmarnowałabyś cały dzień na telefonie, internet by ci sie skończył, później dostałabyś jakiś gigantyczny rachunek a w końcu i tak musielibyśmy coś poradzić - wyjaśnia jej jak krowie na rowie prawie, bo może faktycznie te jego kalkulacje nie były takie jasne do końca, szczególnie że on podjął decyzję bardzo szybko, nie to co Wendy, która się biła z myslami co zrobić całą noc będąc obserwowaną przez swoją adoratorkę.
Tak czy siak później Peter się otwiera przed Wendy, a ona zaczeła się krztusić. Patrzy na nią przerażony i chciał ją poklepać po plecach, ale na szczęście udało jej się oddech złapać.
- Wszystko okey? - upewnia się, nie do końca łącząc to jej zakrztuszenie z jego rewelacjami, bo wyglądało to trochę jakby połknęła swojego zęba, albo jakiegoś karalucha, który wtoczył jej się do ust, kiedy leżała na tej wykładzinie. Przechyla głowę, kiedy spytała co mówi. Czy nie zrozumiała? Starał się zebrać swoje myśli i rozważa jak jeszcze mógłby jej przedstawić swój problem, ale było to bardzo ciężkie, również dość wstydliwe, samo powtarzanie tego już go przerastało. Na szczęście chyba w tej chwili ciszy Wendy zrozumiała, bo już widzi jak nabiera powietrza, żeby sprzedać mu radę...
Radę, o której już doskonale wiedział. Tak, musiał rozmawiać o tym z Kristin i pewnie nie raz próbował. Niestety Kristin wymigiwała się od tematu, albo po prostudawała mu do zrozumienia, żeby odpuścił. A w nim frustracja rosła. Co prawda był w tej sytuacji jeszcze jeden aspekt, który cisnął się na usta Petera, ale nie chciał akurat o tym mówić Wendy, ani nikomu na świecie. I nie chodziło tu o nic romantycznego tylko o to, że przez tą całą sytuację zdarzało mu się czasami szukać tej bliskości w ramionach innych dziewczyn. Zawsze czuł sie potym okropnie, ale faktem było, że miał dziewczynę na odległość trzy lata. Bitch please. Nawet ona musiała mieć kogoś na miejscu w Kopenhadze - w każdym razie tak podejrzewał i tak się usprawiedliwiał. Nie mówi jednak nic takiego Wendy, zresztą Wendy wstaje z podłogi nim zdołał sformuować jakiekolwiek kolejne wyznanie.
Spojrzał za nią i słysząc że nurkuje w kołdrze, opadł na plecy i patrzy w sufit. Jeszcze długo nie mógł zasnąć, chociaż w pewnej chwili wydawało mu sie, że słyszał ze strony Wendy coś... ale może tylko to zdarzyło się w jego głowie?
Pół godziny później podnióśł się i poszedł sobie na spacer po korytarzu hotelowym, żeby jeszcze przemyśleć rzeczy. Pewnie spotkał w barze jakiegoś współpracownika i później udawał, ze nie ma karty do pokoju i koniec końców nie spał już na tej podłodze w swoim pokoju tylko u kumpla.
Nazajutrz przyszedł do pokoju i okazało się, że Wendy już nie było, tzn były jej rzeczy, czyli pewnie poszła na śniadanie. Obmył twarz, założył jakąś bluzę i też poszedł na śniadanko. Znalazł ją gdzieś przy gorfach (bo to był taki amerykański hotel a nie wloski) i wita się z uśmiechem. Jeszcze nie wie CO pamięta Wendy, ale jest przekonany, że uda mu się wybadać to przez proste pytanie:
- Jak się czujesz?
Bo przecież to normalne pytanie po całej nocy picia wina, prawda?


Wendy Gardner
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”