Jemu nie przeszło, zdecydowanie - tym bardziej, że naprawdę nie był pewien, o co może chodzić, a jedynie się domyślał. Przez głowę przeszły mu jeszcze inne możliwości: że może Alvaro się wściekł o to, że Tiago źle pamięta, który ich skok był pierwszy, że może zbyt swobodnie o tym rozmawiał, że może nie powinien wspominać, że nie chciał, by Salvatierra brał w tym udział, że próbował od tego odciągać również Salazara. A może był ogólnie po prostu zły...? Może nałożyły mu się wszystkie te powody, a do tego jeszcze był zirytowany o pozostawienie małego bez opieki z jedzeniem...? Tak czy inaczej - Tiago był wciąż zły o ten wybuch, tym bardziej że nie uważał, żeby teraz, przy tym stole zrobił cokolwiek złego czy niewłaściwego; czuł się niewinnie oskarżany - o cokolwiek by nie chodziło. Był wściekły o zrobienie tej sceny, o to, że tym razem nie była tylko między nimi dwoma, bo przecież był tu też jego brat i szwagier. Kiedy więc Alvaro wrócił do stołu, Santiago jedynie krótko na niego zerknął i znów napił się kawy, próbując jednak stłumić w sobie te emocje albo przynajmniej stłumić ich okazywanie.
Gdy jednak Alvaro stanął za jego plecami, Santiago znów przycisnął splecione palce mocniej do ust, poruszywszy nerwowo szczęką i wbijając wzrok w stół. Czuł go za sobą i to nie było przyjemne uczucie; czuł, jak włosy jeżą mu się na karku i głowie, mięśnie na jego ramionach spięły się jeszcze bardziej. Gdy mężczyzna się do niego pochylił, miał ochotę sięgnąć do jego twarzy i odepchnąć go od siebie, ale to tez udało mu się powstrzymać. Poczuł ulgę, gdy ten w końcu usiadł, choć jego dłoń znalazła się teraz zdecydowanie zbyt blisko ręki Santiago.
-
Myślę, że to nie jest temat do omawiania w tej chwili - odpowiedział niskim, wibrującym głosem, oderwawszy w końcu dłonie od swoich ust i kładąc powoli ręce na stole -
Czekaliśmy na ciebie z jedzeniem.
To nie była do końca prawda, bo nie omawiali tego - siedzieli cały ten czas w milczeniu, zerkając na siebie; zwłaszcza Sergio wodził wzrokiem od Tiago do swojego męża i z powrotem, zastanawiając się, co się właśnie działo. On w ogóle nie domyślał się, z czego mógł wynikać ten wybuch, bo nie było go przecież przy rozmowie między de la Serną i Salvatierrą.
Tiago miał ochotę również wstać od stołu i gdzieś odejść, żeby się również wyciszyć. Teraz denerwowało go, że Alvaro dał sobie taką szansę, że mógł ochłonąć, że oblał się kubłem zimnej wody, pomyślał chwilę i przyszedł już w lepszym nastroju; a on sam nie bardzo miał taką możliwość, bo jak zaraz co chwilę obaj będą na zmianę wychodzić, to goście poczują się niemile widziani - a tak przecież wcale nie było. Tiago naprawdę chciał z nimi normalnie porozmawiać, być może oczyścić atmosferę między sobą, bratem i szwagrem, jeśli było tam jeszcze coś do czyszczenia (był przekonany, że było); a nie sprawiać, że oni stwierdzą, że może już sobie pójdą i zostawią Santiago i Alvaro samych, żeby wyjaśnili problemy między sobą.
Dzięki słowom przeprosin jednak zyskał pewność, że jego pierwsze domysły były słuszne: chodziło o to, że nie chciał pokazać, jak bardzo jest mu przykro. W głowie krążyło mu wiele rzeczy, które chciałby teraz wywrzeszczeć Alvaro w twarz: czy on spodziewał się, że Tiago teraz się rozryczy i będzie się kulił z żalu, że już nigdy nie dokona napadu? Przy gościach? Czy oczekiwał, że jeśli Santiago próbował się otwierać przed Alvaro, to nagle będzie to robił przed każdym? Że nawet przed Alvaro będzie otwierał się zawsze, że zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? Czy Alvaro w ogóle faktycznie pokochał
jego, czy tylko swoje wyobrażenie o nim? Czy traktował teraz Tiago jak swój jakiś projekt psychologiczny, jak jedną ze swoich maszyn, którą teraz należało udoskonalić?
Chwycił sztućce i zaczął kroić sobie mięso.
-
To skoro temat napadów mamy już omówiony, to o czym chcielibyście porozmawiać? - zapytał gości, już nieco innym tonem, próbując brzmieć normalnie choć głos mu teraz lekko drżał ze złości -
Wybraliście już dom tu, w Toronto? Salazar mówił ci, Sergio, jaki miał pomysł, żeby przekonać cię do takiego jednego, który ma dużo szyb zamiast ścian?
Ta zmiana tematu, skupianie się na tym, jak zatrzymać gości w domu, trochę pomogła mu się uspokoić - czuł, że wściekłość powoli zaczyna mu opadać i chować się gdzieś w sercu. Na ewentualne później, chyba, że zdoła zupełnie zniknąć do końca tego wieczoru.
Alvaro Salvatierra Salazar Martinez Sergio Martinez