-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Ojacie Rosie, wreszcie! - i objęła ją jak prawdziwą psiapsi a potem sięga do wielkiej torebki, torchę takiej wielkiej jak ikoniczne torebki Paris hilton oraz Kim Kardashian, które podobno na potrzeby zdjęcia były puste, ale Peach nie przyszła w gości z pustymi rękoma. Onie! Wyciąga różowe wino i śmieje sie, bo ma nadzieję, że Rosie podzieli jej entuzjazm. - Patrz co przyniosłam, zaraz się upijemy i opowiesz mi wszystko o swoim Dicku! Pogodziliście się? Widziałam jak go sprali, to znaczy on tych chłopaków, wyglądało poważnie - kiwa głową przejęta Peach i ściąga buciki ale dopiero jak przeszły do salonu, bo ona ma takie szpile, że nie da się ich ściągnąć na stojąco. Za to są bardzo seksi i sprawiają, że głowy na ulicy się za nią obracają. -Girl, tyle się wydarzyło odkąd się nie widziałyśmy, nie wiem czy jesteś na to wszystko gotowa
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wyjęła za to najładniejsze talerze i zrobiła im jakąś fancy sałatkę z instagrama z burakiem i granatem, wyglądała jak na zdjęciu, więc Rosa była zadowolona, że upaprała przy tym całą kuchnię i białe szafki sokiem z granatu to już szczegół. Ale ona nie była najlepszą kucharką, chociaż umiała trochę gotować, ale robiła przy tym istny Sajgon. No i dzisiaj w kuchni też taki zrobiła, ale miały na szczęście siedzieć w salonie.
Kiedy Rosa otworzyła i zobaczyła Peach, to też ją zaraz uściskała jak prawdziwą psiapsi.
- Matko Peach dobrze, że jesteś, ja już się tutaj tak nudzę sama - bo Madoxa i Pilar jeszcze nie było, albo byli, ale jak zwykle gdzieś tylko wychodzili, a Rosa to nawet nie miała czasu, bo tylu miała pacjentów, normalnie dzwonili do niej nawet w domu, ale dzisiaj wyciszyła telefon - ja w ogóle nie wiedziałam, że w Toronto jest tylu psycholi, cały czas mi dorzucają jakiś pacjentów - Rosi to była profesjonalistka, od razu się poznała, że jej pacjenci to są psychole. Zaprosiła ją do salonu, gdzie sobie mogły usiąść w poduszkach, bo Rosa dokupiła kilka, żeby było tu przytulniej. Pomachała ręką, że Ricziego to tak nie sprali wcale.
- Wiesz Ricardo to się chyba nie umie bić, dlatego tak dostał... - stwierdziła i sobie buja nóżka odzianą w klapeczek z futerkiem, a na wino to się troszkę skrzywiła - wiesz co bejbi, ja sobie takie tabletki na uspokojenie przepisałam, nie mogę do nich pić, ale ty możesz się upić za mnie piękna! - złapała ją za kolano, a zaraz wstała, żeby jej przynieść piękny kieliszek, a sobie wziąć wodę. Przyniosła im też te sałateczki - zrobiłam nam też sałatkę, ostatnio mam jakieś dziwne zachcianki, na przykład dzisiaj na granata i buraka - pokręciła głową i zaraz sobie siada na kanapie nogi podwijając pod siebie - ja się z Riczem pogodziłam, ale on wyjechał do Puerto Rico po nasze bąbelki - oczywiście jej pokazała zdjęcie pieseczków, co jej Ricardo wysłał - ale to ty opowiadaj! Jak było w tym programie? Jezu tam sami tacy hot kolesie, przespałaś się z którymś? A który najlepiej całuje? - od razu zapytała zainteresowana, bo Rosa to pewnie oglądała wszystkie sezony i odcinki i w ogóle jest fanką takich produkcji.
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Z burakiem? Ale zdrowo - Peach była pod wrażeniem, ale ucieszyła sie, bo ostatnio po tym programie zauważyła, że przytyła jakieś pięć kilo, pewnie przez to okropne żarcie które tam dawali. Niby powiedziała, że nie pójdzie tam jeżeli nie będzie zielonych shake'ów, ale mimo że były, to również wszędzie były ciasteczka i owoce, które skubała z tego całego stresu.
Dziwne, że Rosi nie chciała pić, ale Peach nie zamierzała nie pić z tego powodu.
- Wyjechał? cóż oby wrócił szybko - zażyczyła Peach i uniosła kieliszek z winkiem, żeby wypić za to zdrowie. Natomiast dość szybko przeszły do niej, więc nie czekając na zaproszenie do mówienia, a też nie chciała żeby Rosi się powtarzała, mówi:
- W programie super. Nie mogę się doczekać jak to wrzucą do Netflixa, chociaż trochę się martwię czy nie wyszłam tam na jakąś zdzirę. No ale miałam swoje powody kochana, bo przed programem zdarzyła się rzecz niewyobrażalna - Peach oczy już ma w łzach i sięga po rękę Rosi - Clyde mnie zostawił, rzucił i zniknął z dnia na dzień - pokiwała głową i tak cicho jeszcze cierpi, ale później ociera łzy i uśmiecha się na wspomnienie o gorących pocałunkach z uczestnikami.
- No pewnie bisz, wiesz jacy oni byli hot? Wydaje mi się, że na prawe ten casting director znał mój typ, bo każdego chłopaka tam bym chciała schrupać... - zaśmiała się Peach i przygryza wargę, bo niby chce być skromna, ale ciężko może jej być przy Rosie więc tak się w końcu przyznała. - Taak, z dwoma - i piszczą obie, Peach przez chwilę zapomniała się i opowiada: - Tam był taki trener personalny, ciało miał wspaniałe i takie twarde mięśnie jak bułeczki. A drugi miał usta takie wielkie jakby sobie ponton tam wstrzyknał, ale to było naturalne, zdjęcia mi pokazywał. Tymi ustami to on robił takie niesamowite rzeczy girl..- Peach aż oczy go góry poleciały i zasłania swoje, bo na prawdę była widać pod wrażeniem, ale jak się tak pośmiały to wzdycha sobie lekko. - Ale tak na prawdę to ja... - i wtedy do niej dociera, że Rosi jest idealną przyjaciółką, bo wcale nic nie wie o całej kanadyjskiej scenie romansów, więc nie będzie jej oceniała... albo właśnie dobrze oceni. - och Rosi tak na prawdę to ja cały ten program chciałam się tylko z jednym przespać, którego nawet w programie nie było - przysuneła rękę z nowo zrobionymi paznokciami do dekoltu i wzdycha znów. - Nie mogłam przestać o nim myśleć i cały czas sms-owaliśmy. Co o tym sądzisz? On wiedział, że ja jestem w programie miłosnym, a mimo wszystko wcale nie przestawał do mnie pisać, poza tym Rosi gdybyś widziała jakie on mi zdjęcia wysyłał.. może źle zrobiłam, że mu odpisywałam? - Peach przygryza paznokieć w tej niepewności co powie Rosa.
Rosario M. Vargas-Martinez
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na tą propozycję Peaches, żeby z nią chodziła na jakieś zajęcia to pokiwała głową.
- O boże w sumie ja tak dawno nie byłam na pilatesie, odkąd tu przyleciałam, ani na jodze - aż pokręciła głową, bo pewnie jej trener personalny to też za nią tęskni, on zawsze koszulkę ściągał, jak z nią trenował.
Ale zaraz już gadają o sałateczce, że zdrowa, a potem o Ricardo i Rosa westchnęła, ale nie na sałatkę, tylko na Ricziego.
- No mam nadzieje, bo on ma pieseczki przywieźć - pokiwała głową. A potem słucha rozemocjonowana co ta Peach opowiada o programie. I jak Peaches ją złapała za rękę, to Rosa zaciska palce na tych jej robi wielkie oczy, bo ona nic nie słyszała o tym Clydzie! Ale ostatnio też nie śledziła za bardzo Picz na Instagramie, bo cały czas rzygała.
- Ojacie Peach tak mi przykro, a co ten Clyde, jakiś chory? Jak on mógł taką dziewczynę jak ty zostawić? - ona naprawdę nie wie jak i tak ją głaska po ręce, bo ona tak mówiła Peach, że przecież Clyde wygląda na porządnego, a to się okazało wszystko, to już Ricardo jest porządniejszy, chyba...
Ale zaraz już gadają o programie, więc już nie jest smutno, tylko jest jeden wielki pisk, jak Peach mówi, że z dwoma kolesiami się przespała. Chociaż Rosa to jest święta jakaś i ona od dziesięciu lat to sypia tylko z Richiem, aż znowu westchnęła, bo może ona życia nie zna, też powinna iść do takiego programu. Ale by jej nie wzięli, bo nie była gwiazdą taką jak Picz!
Kiedy zaczęła opowiadać o tych facetach to Rosa słuchała jej z wypiekami na policzkach, o tych ustach pontonach i ciele jak bułeczka do schrupania.
- Farciara, takich chłopaków trafiłaś - aż westchnęła i się kładzie na poduszkach, bo może sobie wyobraziła, co te usta za rzeczy niesamowite robiły? Ale zaraz się poprawiła i oparła o poduszkę i znowu słucha Picz przejęta.
- Jak to? - Rosa aż usta zasłoniła dłonią - a kim on jest? - pyta bo jest ciekawa, co to za facet był jeszcze bardziej pociągający niż usteczka pontony i mięśnie jak bułeczki. Nabrała powietrze w płuca, kiedy Peach ją zapytała co ona o tym sądzi, a zaraz jej mówi wszystko... co sądzi właśnie.
- No nie wiem Peach, ale jak smsowaliście cały program, to chyba jednak on na tobie większe wrażenie robi niż usteczka i bułeczki? A jakie zdjęcia ci wysyłał? I co pisał? - zapytała i w międzyczasie to sobie sałatkę oparła na kolanach i je tego buraka, bo znowu ma na niego zachciewajkę - on też jest hot? Co to w ogóle za facet? Musisz mi zdradzić! - machnęła widelcem w jej kierunku, aż ten burak ciapnął na jasny dywan. Jezu dobrze, że to Madoxa, ale Rosa go podniosła i wyciera jakąś serwetką, które im przyniosła do wycierania usteczek.
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
A tak apropo Pilar, to Peach podejrzewała, że coś jest na rzeczy, bo Madox nigdy nie bujał się dłużej niż chwilę z jakąś dziewczyną, a teraz już nagle któryś raz pojechali razem do Kolumbii? Nie chciała oceniać swojego pojeba, ale podejrzewała, że mogą bć zamieszane w to narkotyki.
- No i cudnie - zaklaskała w ręce - Już dziś to sobie odpuścimy - zamieszała winkiem przy twarzy, bo przeciez nie bedzie szła robić psa z głową w dół jak sie ubzdrngoli - Ale od jutra lecimy, no wspaniale, wiesz z jakiegoś powodu nikt nie chce ze mną chodzić na takie ćwiczenia - zasmuciła sie wyraźnie, pewnie dlatego nikt nie chce, bo Peach każe dziewczynom ją nagrywać albo robić jej fotki jak ćwiczy i one się nie mogą skupić, kiedy Peach na nie patrzy wymownie jak staje na głowie.
-Chyba już długo ich nie widziałaś, prawda? Powiem Ci, że ta rozłąka półroczna z Moto bardzo nas dotkneła, teraz go wszędzie ze sobą noszę - pokazała na wielką torbę, któratu ze sobą przyniosła, w której spał sobie Moto. On też był małym psem, ale nie tak małym jak Churros i Burritos.
- Czasami mi jest przykro, bo wiesz, Clyde pół roku zajmował się moim pieseczkiem i było wszystko w najlepszym porządku, a później kiedy przyjechałam to w miesiąc się zawinął - ociera jakąś łzę spod oka i kręci głową - Żebyś wiedziała, co się stało... Wszystko wydaje mi się, że zaczeło się jak któregoś dnia na korytarzu w moim bloku nasza sąsiadka wariatka zaatakowała mnie bombą z brokatu, wyjawiła mi wtedy, że Clyde nie ma tak na prawdę tak na imię, że mnie zdradza. Oczywiście wtedy nie chciałam wierzyć tej psychopatce, bo ona nachodzi nas z Billym i zostawia jakieś gówna na wycieraczce, ale eraz zastanawiam się czy jednak nie było ziarna prawdy w tym co mówiła... - jak tak opowiadała Peach, to znów ją serce boli, bo ona jednak oddała całe serce temu Clyde'owi, a on ją tak potraktował, jakby była jakąś situationship. - A później Billy wrócił z wakacji i okazało się, że nie ma jego Rolexa w domu. Nie chciałam w to wierzyć, Rosi, ale okazało się, że to CLyde wszystko zaplanował i spotykał się ze mną tylko po to, żeby zabrać ten zegrarek. Billy mówił, że on ma wartość sentymentalną, a on jest z rodu Patelów i nie wiem, zaczełam się zastanawiwać, czy to nie jest troche jak w filmie Indiana Jones - Peach tak znacząco patrzy na Rosi, co ona myśli o tej teorii. Jeżeli jednak to jest prawda, to Peach chce zagrać siebie w ekranizacji, nie ma to tamto.
No tak, piszczą i się cieszą, ale Peach to zazdrości Rosi, że ona ma jednego chłopaka od dziesięciu lat, Peach też by chciała, a zmiast tego to trafia na jakiś chorych pojebów i jedyne normalne relacje to ma z Billym, ale oni są tacy aseksulani wobec siebie, jakby byli rodzeństwem, więc chyba będzie sama do końca świata. No oczywiście, chyba że piekło zmaarźnie i jej all time cursh Galen w koncu ją na randke zaprosi.
- Ale wiesz, takie usta to są sztuczne, Ricza możesz poprosić żeby sobie takie dla ciebie zrobił - żartuje sobie i śmieją się obie, chociaż kto tam wie może Rosi każe iść mężowi na taki zabieg. Dobrze, że taki kwas się rozpuszcza to nawet jak jej się znudzi, to za ół roku on tego już nie bedzie miał. No chyba że ona go na jakeiś wypełniacze zapisze, no to wtedy siara, bedzie łaził z pontonami.
Peach patrzy na Rosi, która mówi swoje mądrości podczas wywalania słatki na dywan, ale już po pierwszym spojrzeniu widać, że to nie dywan za tysiące, więc Peach mysli sobie, że nie ma co płakać. Ona kiedyś zarzygała dywan za 30 tysięcy a dziesięć lat później i tak ją właściciel całował.
- Ale to jest sekret, dobra Rosi? Bo nie powinnam tego nikomu mówić, wiesz... on jest znany. Ale nie jak celbrity tylko jak.. polityk albo papież- i czeka aż Rosi ją zapewni, że będzie cicho i nawet Ricziemu nie powie, a dopóki nie złożyła takiej przysiegi to Peach nic nie powiedziała, ale w końcu bierze wdech i opowiada o typie, którego Rosi na pewno nie zna, no chyba że już zaczeła czytać Toronto Times, w co wątpie. - Galen Wyatt, który jest trochę jak Bruce Wayne Toronto tylko że NA PRAWDĘ. Znam go jużtyle lat, że zupełnie się nie spodziewałam, wiesz on zawsze miał starsze dziewczyny, a przez kilak lat był z Cherry Marshall, ale to już jest oddzielna historia - Peach nawet nie chciała marnować chwili na opowiadanie o Wiśni -W każdym razie teraz znów mamy kontakt i jak go tylko zobaczyłam, to odrazu wiedziałam, że mi się podoba, ale nie mogłam wtedy nic zrobić, bo byłam z Clydem... ale Clyde.. no rzucił mnie i wtedy Galen był taki miły dla mnie, nawet sprawdził co się dzieje z moim mieszkaniem i nie robił mi jakiś absurdalnych scen zazdrości o program, tylko był wspierający i taki słodki - teraz to się Peaches rozmarzyła. Dobrze, że zaczeły z Rosą o tym rozmawiać, bo może ona na to trzeźwo spojrzy i powie, że na pewno coś jest nie tak z tym Galenem bo nikt nie jest idtałem, ale Peach już ma klapki miłości na oczach i jeszcze tak wzdycha na sam koniec: - On jest takim chłopakiem, jakiego zawsze chciałam
Rosario M. Vargas-Martinez
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Rosario nie wiedziała z jakiego powodu nikt nie chce z Peach chodzić na takie zajęcia, bo ona to by chciała, przecież tak dużo pożytecznych rzeczy się uczyła od swojej nowej przyjaciółki. Może też się nauczy jakiś nowych ćwiczeń na rozciąganie, czy coś.
Potem Roska spojrzała na torbę Picz i aż zerwała się z kanapy.
- Masz tam pieseczka? - oczywiście, że musiała go zobaczyć, ale tak po cichu, żeby go nie obudzić, dzieciątka. Ale już wiedziała, że Peach to ją rozumie jak nikt. Jak one się znalazły we dwie w tym Toronto, to jest niemożliwe. Takie śliczne, inteligentne kobiety. Na pewno będą najlepszymi przyjaciółkami.
Później Peach opowiada o tym Clydzie, a Rosa to aż rączki zacisnęła w piąstki, bo by go chyba pobiła za to, jak on się zachował względem jej nowej przyjaciółki. Słuchała jej uważnie i tylko tak kiwa głową.
- O boże, to może być prawda, oglądałam kiedyś taki program o kolesiu, który podrywał dziewczyny z Tindera i je oszukiwał... - aż się złapała za policzki, że też Picz trafiła na takiego oszusta jednego - ukradł Rolexa? Twój współlokator nosi Rolexy? A przystojny jest? - zapytała tak odruchowo, ale zaraz wraca do słuchania Picz, kiwa głową, że rozumie wszystko... Chociaż z tym Indiana Jonesem nie zrozumiała - no i ten Clyde porywał dzieci i zmuszał je do pracy w kopalni? - bo ona tylko taką część Indiana Jonesa oglądała, co tak robili.
Zaraz jednak gadają o programie i o chłopakach, więc Rosa już trochę więcej wie w temacie, chociaż ona tylko z jednym siedziała dziesięć lat, to też tak średnio. Ale przecież do niej też czasem pary przychodzą na terapie, to co ona się czasem obsłuchała. Na te sztuczne usta pomachała ręką.
- E no nie, ja wolę naturalne, Ricardo też ma całkiem sprawne usteczka - i znowu sobie pochichotały, a potem Rosa jeszcze powiedziała, że Ricz to ma też bardzo kocie ruchy, a jak zakręci dupcią, to wow. No i znowu były śmiechy.
Ale Rosa wywaliła buraka na dywan i go czyści, a przy okazji to obserwuje Peach, jak ona tak mówi, że jej wybranek to jest jak polityk, albo papież, aż jej się takie oczy wielkie robią.
- Boże święty najdroższy! Nie mów, że to jest prezydent?! - aż krzyknęła i się modli do wszystkich świętości portorykańskich, żeby to nie był Donald Trump, bo by się popłakała chyba. Ale zaraz zapewnia, że nikomu nie powie i się pakuje koło Piczi na kanapę.
- Nie wiem kto to... - stwierdziła w końcu z westchnieniem, bo nie znała w ogóle tego nazwiska. A może powinna, jak to jest torontoński Batman? Aż westchnęła tak ciężko jak Peach jej opowiadała jaki ten Galen był kochany i wspierający - ale pokaż mi jak on wygląda - powiedziała zaraz, a potem sobie nogę zakłada na nogę, żeby kapciem pobujać włochatym, aż jej spadł - a czemu on nie jest żonaty jak tyle starszych dziewczyn miał? A może on jest jakimś kobieciarzem Peach? - zapytała taka niezbyt przekonana. Ale z drugiej strony - a może on czekał na ciebie? - bo to by było dopiero romantyczne, jak oni by się tak nagle zeszli i byli sobie pisani przez całe życie, jak Rosa z Ricardo. Aż się do niej przysunęła i czeka, aż Peach pokaże jakieś fotki Galena, a jak nie to gotowa już była sobie sama wpisać, już nawet sięgnęła po telefon - jak to się pisze? - jeszcze zapytała, żeby się upewnić, bo to jakieś takie dziwne imię, w Puerto Rico takich nie mają.
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Peach nie wie czy Clyde zmuszał dzieci do pracy w kopalni, ale już nic by jej nie zdumiało. Wzrusza ramionami i popija winko.
-Girl, wygląda jakby ktoś tu się wykrwawił - Peach tak krytycznie patrzy na te nieudolne sposoby Rosi na sprzątanie buraka z dywanu. - Może zostaw to jednak Madoxowi, on ma ludzi od sprzątania - Peach nie wie czy jej chodziło o sprzątanie typowe, czy takie bardziej gangsterskie, ale mówi to tak lekko, że chyba nikto by nie podejrzewał, że Peach ma takie myśli. Ona to właśnie ma taki swój urok, że mogłaby być dziewczyną gangstera i nawet gdyby poszedł do wiezienia, to jej by nic nie obeszło, bo wszyscy by ją uniewinnili za to, jakby mówiła na przesłuchaniu z wielkimi oczami, że nigdy czegoś podobnego nie słyszała. Pośmiały się z tyłka Ricza, cjociaż Peach to raczej tylko legendy o nim słyszała.
Ale gangsterem nie był ten chłop, ani prezydentem, chociaż Peach to się lekko zaśmiała na tą insytuacje, może faktycznie przesadziła trochę z opisem.
- Hahha, no co ty... chociaż jest jeden prezydent, który jest hot. W sensie, nie prezydent tylko burmistrz NY - wzdycha sobie Peach, wyobrażając sobie swoją przyszłość jako pani mayorowa NYC. Mogłaby chodzić po Piątej Alei i wszyscy by jej drzwi otwierali. No cud miód życie.
Faktycznie skoro Rosa nie znała Galena, to Peach musiała jej pokazać. Na początku chciała pokazać fotkę, którą jej Galen wysłał, ale jednak pamięta co jej tam pisał o tej swojej prywatności, więc uznała, że no dobra, psiapsi psiapsią ale może te klaty to jednak dla siebie zachowa. Wygooglowała więc Galena i pokazuje Rosi telefon. No on jest taką znaną postacią, że w googlach jest trylion jego zdjęć. Scrollują sobie aż Peach nie zobaczyła zdjęcia, które wyglądało bardzo znajomo..
- OMG Rosi to ja - klinęła w fotkę, która paparazzi zrobiło im kiedy wchodzili do jego apartamentu. - Holyguacamoly co oni tu piszą!? - patrzy z niedowierzaniem na artykuł w plotkarskim dzienniku w którym jasno było napisane, że gwiazda nowej edycji Love is Blind Canada widziana z młodnym bilionerem w drodze na gorącą randkę. Peach oczy wielkie na Rosi robi. - Widziałaś to!? Napisali, że jestem gwiazdą
Uśmiechnięta już od ucha do ucha opadła znów w poduszki na kanapie, wyobrażając sobie że teraz to jej kariera na pewno nabierze rozpędu. Nawet jej nie przeszkadzało, że paparazzi wymyślili sobie, że na pewno to była randka. Tak na prawdę to przecież nie była, ale czy ktokolwiek musi o tym wiedzieć??
Skupiła się znów na Rosario M. Vargas-Martinez, która zadaje istotne pytania. Niestety one moga sprawić, że ta bańka w której Peach sobie lata, zaraz pęknie.
- Wiesz... no tak, na pewno ma dużo dziewczyn... w końcu to najlepsza partia w całym Toronto - wydymała usteczka zastanawiając się chwilę, czy jest kobieciarzem i po krótkim zastanowieniu powiedziała. - Ale to dlatego, że po prostu jest znów signle. Pamiętam kiedy miał narzeczoną, to nigdy nie było takiej sytuacji, żeby wiesz na przykład podrywał jakąś inną dziewczynę... - no tak, niesamowite, na prawdę, że zajęty chłopak nie podrywał innych kobiet.
- Anyway... wiesz on przyszedł na zakończenie programu, bo go poprosiłam - Peach zagryza usteczka, bo to faktycznie było ekscytujące.Natomiast nie sądziła, że na nią czekał, ale uśmiechnęła się słodko do Rosi. - Ty to jesteś taka romantyczna Rosi, opowiedz mi jak się poznaliście z Ricardo
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaraz gadają o tyłku Ricza i innych rzeczach, a później to już o tym sławetnym Galenie Wyattcie, którego Rosa wcale nie zna, a powinna przecież, może tego burmistrza NYC też powinna?
- Peach, a ty go znasz, tego burmistrza? - zapytała jeszcze, bo wychodzi na to, że Peaches to zna dużo wpływowych ludzi. Później zaczęły obczajać tego Galena i Rosa musiała przyznać, że facet to jest MARZENIE. Takie włosy, i te oczy, no jeszcze piękniejszy niż Clyde był, i bogaty, i z klasą, a tam Porsche, a tam Ferrari, garnitur Armaniego, aż sobie westchnęła Rosita i zaraz pożałowała, że Ricardo takiego nie ma. Już miała nawet mówić Peach, że no ciacho ten Galen, ale ona jej wtedy pokazała to zdjęcie i mówi, że to ona. A Roska aż musiała sobie przybliżyć, ale tak! Wszędzie by poznała taką ślicznotkę. Aż powietrze nabrała w płuca.
- I byliście na tej hot randce? Gdzie? On jest bilionerem? - aż się złapała za policzki, bo oni z Riczem to kątem u Madoxa mieszkają, a Picz się zastanawia czy umawiać z jakimś multimiliarderem, taka to ma życie. Gwiazda.
- Ale ty jesteś gwiazdą Peach - aż ją poklepała po ramieniu - i jak on też jest taką najlepszą partią w mieście... to może? Może powinnaś jednak z nim kręcić? - aż zamrugała kilka razy i się opiera na poduszce i przygląda Peach - ojej, to bardzo dobrze o nim świadczy, że jak był zajęty, to nie podrywał innych, bo wiesz faceci mają wielką trudność w zachowaniu wierności - aż nadęła usta, bo ona to się czasem nasłuchała tyle różnych rzeczy o tych chłopach, jak miała z nimi sesje, dużo facetów zdradzało, ale Rosa to nie wiedziała nawet, że ten jej też. Niczego nieświadoma tak sobie siedzi i myśli o Ricardo, ale trochę ją mdli, ostatnio to ją cały czas mdli - no co ty mówisz Peach! - aż pisnęła, kiedy Picz powiedziała, że Galen do niej przyszedł na zakończenie programu - i co dalej? Opowiadaj zaraz - mówi zaintrygowana Roska, a kiedy Peach zapytała ją jak się poznali z Ricardo, to Rosa zaraz kiwa ręką - no nic ciekawego, szłam sobie ulicą z koleżankami, a Ricz podszedł i zapytał czy bolą mnie nogi, bo mu cały czas chodzę po głowie, i to mi się wydało takie słodkie - ale Rosa to nie miała z Ricardo za dużo romantycznych historii, to znaczy oni mieli romantyczne, ale na swój sposób, więc ciężko to się ludziom opowiadało - ale powiedz jeszcze o tym Galenie Peach, wy skąd się znacie? - bo Rosa zakładała, że to dopiero musiała być historia, piękni, bogaci, pewnie poznali się na jakimś balu u królowej, albo coś. Oparła się o poduszkę i tak słucha Peach, ale jej się trochę oczy przymykają, bo ona to ostatnio jak nie chodzi wkurzona, albo nie płacze, albo nie rzyga, to śpi. Pewnie dlatego, że nie ma przy niej Ricardo.
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Niee, ale może jakbym pojechała do St Barts.. - pomyślała na głos i pyta Rosi odrazu gdzie oni planująz Riczem wakacje, co oczywiście okazało się TEMATEM RZEKĄ, ale nie wiedziała, że tak będzie. Słuchała z wielkimi oczami, reagując w odpoweidnich momentach historii o niewdzięcznym mężusiu, który swojej seksi żonci nie zabiera żeby się przy baseniku poopalała. W końcu powiedziała jej, że skoro Ricz jej nie zabiera, to one muszą same się wybrać i że weźmie chętnie Kristin też na ich wypad, bo ta to też nic tylko pracuje, a poza tym to siostra Galena, więc może coś tam wie od brata. Rozi z kolei zaoferowała, że w takim razie powinny również wziąć Pilar, co się Peach mega spodobało, bo słyszała o niej wszystko a wciąż jej nie poznała. No ciekawa była co to za Pilar, dziewczyna gangstera, której udało się usidlić Madoxa.
- Ja jestem okropnie zazdrosna Rosi, nawet sobie nie wyobrażasz - wyjawia przyjaciółce i dalej mówi, że no okej Galen jest świetną partią, najlepszą pod słońcem, ale nie sądzi, że on teraz kogokolwiek poszukuje, bo przecież dopiero co zakończył poważny związek, który miał się na ołtarzu skończyć. Rozi ją pociesza, ale no nic.
-No więc przyszeł i zaczał kręcić dramę o tym, że nie mogę wyjść za mąż. Ja byłam wtedy w sukni białej i miałam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia, bo wiesz Rozi w mojej kulturze ślub się jednak bierze w kolorze czerwonym, poza tym moi rodzice nie chcieli przyjść i zbojkotowali to wesele, myślę że może to przeczuwali... Billy też nie przyszedł, nawet państwo Patelowie. I Galen był jednyny, który do mnie przyszedł - uśmiecha się lekko i patrzy na nią błyszczącymi oczami - Myślę, że gdyby wtedy o mnie nie zawalczył, to byłabym panią Jeffową... i pokłóciłabym się ze wszystkimi ludzmi w moim życiu. Jestem mu ogromnie wdzięczna i chciałabym, żeby nam się udało, tylko, och Rozi, on mi daje takie mieszane sygnały. Wysyła mi nudesy i maluje takie obrazki, że jak się spotkamy to będzie, a potem przychodzi i kłóci się ze mną i najpierw mówi, że coś czuje, później że ja na pewno coś czuje, a później się nagle poddaje i mówi, że mam iść brać ślub - aż jej ramiona opadły i kręci głową. - W każdym razie nie wziełam tego ślubu jak się możesz domyślić. Ale nawet mnie nie pocałował, ani nic - wywróciła oczami i wypiła do końca winko. Rozczuliła się ogromnie tym, jak Riczi poznał Rosi i mówi, że takie proste historie są jednak bardzo romantyczne, ona też by taką chciała mieć! Później powiedziała, że Galen to jest brat jej przyjaciółki z liceum z którą się trzymała głównie dlatego, żeby oglądać go i spisywać od niej lekcje. Że się poaznali na imprezie jak miała trzynaście lat i się w nim zakochała odrazu jeszcze dużo wcześniej w szkole, bo chodził zawsze taki piękny i pachnący, nie to co inne chłopaki. I powiedziała też o tym, jak mu się zrzygała w domu na dywan i również jak kiedyś specjalnie czekała pod łazienką bo wiedziała, że Galen zaraz bez bluzki wyjdzie.
Nic nie mówiła o tym, że się trochę od nich odsuneła, jak się dowiedziała, że Galen przedawkował, bo to by nie pasowało do ich uroczej historii. Tak czy siak Rosi dalej twierdziła, że Peach i Galen są dla siebie stworzeni, ale bardziej już się zainteresowała tym babskim wyjazdem, ale później nagle bardzo się źle poczuła, więc Peach pożegnała się z nią, zabrała resztę winka i ją zostawiła, a sama wróciła do domu Billemu szuszyć głowę o to, czy już jej kupił te staniki z Dolce Gabbana które zniszczył, bo ona ma misje uwiedzenia tego Galena teraz.
/koniec/