34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wydawało jej się, żeby ktoś celowo poluzował barierki na osiemdziesiątym piętrze budynku. Taki sabotaż wymagałby nie tylko precyzji, ale i pewności, że ktoś akurat się o nie oprze, a tego przecież nie dało się przewidzieć. Poza tym przed oddaniem całego kompleksu do użytku wszystko miało przejść przez dziesiątki kontroli, testów i odbiorów technicznych. Logika podpowiadała, że to, o czym opowiadała Inari, było zwykłym zbiegiem okoliczności. Czasem takie niedociągnięcia po prostu się zdarzają, nawet w miejscach, które z założenia powinny być bezpieczne.
Prawie pewna nie brzmi zbyt przekonująco — spojrzała na nią pobłażliwie. Brand chyba był podobnego zdania, bo od razu doskoczył do Nilsinger i zaczął zasypywać ją pytaniami, jakby znaleźli się nagle na nieformalnym przesłuchaniu.
Mimo to wszystko, co mówiła Inari, trzymało się kupy oraz miało ręce i nogi. Miller nie miała podstaw, żeby jej nie wierzyć albo cokolwiek podważać. A nawet jeśli, to nie należało do jej kompetencji. Po prostu była tego samego zdarzenia, że usterki nie są niczym niezwykłym, a Szpakowaty próbował doszukiwać się dziury w całym. I po co? Na co to komu?
Z całym szacunkiem — wtrąciła, kiedy mężczyzna notował coś zawzięcie w swoim kajeciku. — Ale naprawdę uważa pan, że te dwie sprawy mogą być ze sobą powiązane? Najpierw, ten oto denat — w tym miejscu Zaylee wskazała na betonową bryłę. — Udał się na osiemdziesiąte piętro One Bloor West, a potem rzucił się w zalewę? Czy to aby na pewno nie pchamy się przed szereg, żeby udowodnić... Właściwie co? — Zaylee rozłożyła bezradnie ręce, zerkając kątem oka na Nilisnger.
Barierka puściła. Czy ty rozumiesz, co to znaczy, Miller?
Że puściła? Nie ona pierwsza i nie ostatnia się puszcza.
Czy ty chociaż raz w życiu nie możesz zachować się poważnie?
To reakcja na traumatyczną przeszłość — posłała Szpakowatemu pobłażliwy uśmiech. Bzdura, nie miała żadnej traumatycznej przeszłości.
A chcesz mnie traumatyczną teraźniejszość? — Brand spojrzał na nią spode łba. — Sprawdzimy to z bezwzględną dokładnością. Tylko niech potem żadna z was nie zdziwi się, że to była jednak jego sprawka — ostrzegawczo wymierzył palcem w bryłkę, w której wciąż znajdowały się zwłoki. I chyba tak pozostanie, dopóki ktoś łaskawie go stamtąd nie wyciągnie. — Wydostańcie go.
O, chyba jednak czytali sobie z Zaylee w myślach. Może byli połączeni z sobą światem, czy coś?
Tylko uważajcie na kości! Mogą być bardzo łamliwe przy rozbijaniu betonu — zakomunikowała, chwytając Inari pod ramię, żeby odciągnąć ją gdzieś ba bok. Lepiej, żeby nic nie spadło im na głowy. No i swoim towarzystwem zapewniała kobiecie znacznie lepsze widoki.
Sięgnęła do płaszcza papierosów, wsunęła jednego pomiędzy wargi i z automatu wyciągnęła paczkę w kierunku Nilsinger.. Albo skorzysta, albo nie. Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt, skoro pali te swoje herbaciane wymysły. Miller przystawiła końcówkę do płomienia zapalniczki i zaciągnęła się porządnie.
Wątpię, żeby sytuacja z Kilroy miała coś wspólnego z tym tam — wskazała głową na zwłoki mężczyzny. Właśnie przymierzano się do użycia sprzętu budowlanego do rozbijania większych fragmentów. Z pewnością potrwa to kilka ładnych godzin. — Ale jak Brand się uparł, to niech to zbada. Chociaż proponowałabym, żeby najpierw przebadał sobie mózg — rzuciła z uśmiechem i ściągnęła brwi, kiedy do jej uszu dotarł głuchy dźwięk kruszonego betonu, a powietrzu uniosła smuga pyłu.


Inari Nilsinger
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
36 y/o
For good luck!
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
brain yoga, baby, namaste
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Nilsinger pozwoliła się odciągnąć bez oporu. To było nawet… wygodne. Odsunąć się o kilka kroków. Zostawić za sobą dźwięk metalu i betonu, który zaczynał pękać pod naciskiem narzędzi. Ten głuchy, nieprzyjemny odgłos, który wibrował gdzieś z tyłu czaszki… Nie patrz. Po prostu nie patrz. Sięgnęła po papierosa z paczki Zaylee bez słowa. Wsunęła go między wargi i pochyliła się w stronę ofiarowanej zapalniczki. Ogień zapalniczki odbił się na moment w jej oczach. Zaciągnęła się płytko.
Obrzydliwe…
On chyba potrzebuje powiązań do życia — powiedziała, wypuszczając dym bokiem. — Nawet jeśli musi je sobie dopisać. — Kolejny trzask betonu. Nie drgnęła, ale jej spojrzenie na ułamek sekundy gdzieś uciekło. — A Zaylee Miller potrzebuje rozrywki — dodała z cieniem rozbawienia. Nie było w tym złośliwości. Raczej sucha obserwacja. Oparła się ramieniem o ścianę, ustawiając się tak, żeby mieć wszystko w zasięgu wzroku — i jednocześnie niczego nie oglądać zbyt dokładnie. Dym powoli rozpraszał się w powietrzu.
Kakofonia dźwięków przywołała do okien sąsiednich budynków licznych gapiów. Na piętrze szarej willi po drugiej stronie w oknie stała kobieta z dwójką dzieci. Chłopiec pałaszował płatki z miski a dziewczynka trzymała się spódnicy, jakby bała się, że robi coś niewłaściwego zerkając w ich stronę. Jedyną winną była matka. Pewnie powie, że w okolicy jest awaria rur.
Przez chwilę obie stały w milczeniu, obserwując chaos z bezpiecznej odległości. Potem Inari zerknęła na zegarek.
To potrwa godziny, a ja jeszcze dziś nic nie jadłam — rzuciła, jakby od niechcenia. — Na rogu jest coś, co udaje jedzenie. Mexi-fries. Tacos, nachosy, nawet coś, co wygląda jak kebab. W losowej kolejności i jakości. Lepsze niż to amerykańskie gówno, które serwują w papierkach Taco Bell… — Zgasiła papierosa o beton, zanim jeszcze się dopalił do połowy. — Możemy się wynieść, zanim ktoś każe nam trzymać latarkę. — Przez moment wyglądało, że zamknęła temat za nie, ale nie odeszła. Spojrzała na Zaylee uważniej. — Poza tym… — zaczęła, niby przypadkowo zmieniając temat — ptaszki ostatnio ćwierkają. — Lekko przechyliła głowę. — Podobno masz się za chwilę ustatkować. Na amen i na sicher. Z Eviną, prawda? — Jej ton był neutralny. Prawie. Gdzieś z tyłu wybrzmiewała… ulga. — Odważna decyzja. — Nie było jasne, czy to komplement, czy analiza ryzyka zapadnięcia się zwisającego mostu na rzece. Kącik jej ust drgnął minimalnie. — I dobre wieści. Która którą wreszcie przekonała?
Zanim Zaylee zdążyła odpowiedzieć, Inari machnęła ręką w stronę chodnika po przeciwnej stronie ulicy. Mogą o tym porozmawiać w drodze.


zaylee miller
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie znosiła ludzi pokrojów Branda. Sama była uważana za służbistkę, nawet czasem myślała o sobie w taki sposób, ale takie łączenie na siłę zalanego betonem denata z poluzowanym barierkami, to była już przesada. Nawet dla na kogoś z takim perfekcjonizmem, jak Miller.
Rozrywki? — posłała Inari rozbawione spojrzenie. — Chcesz mnie zabrać do klubu czy wcisnąć mi jakieś dopalacze? — uśmiechnęła się do niej znad papierosowego filtra. To by było ciekawe. Zaylee nie była w klubie... Co najmniej całą wieczność. Nigdy nie uchodziła za imprezową świruskę. Za świruskę, owszem, ale daleko było jej do dzikich pląsów, bo wolny czas spędzała z nosem w książkach. Medycyna była pewna wyrzeczeń.
Łoskot maszyn przypominał dźwięk piły, którą podczas autopsji rozcinała żebra. Ani ją grzał, ani ziębił. Ale nie każdy musiał być tak uodporniony. Nic dziwnego, że Nilsinger chciała się stąd jak najszybciej ewakuować. A Miller nie miała nic przeciwko. Od rana żyła wyłącznie na kawach i chyba zjadła jakieś kruche ciastko, którym poczęstowała ją nowa dyspozytorka? Coś takiego mogło mieć miejsce.
Odczep się od Taco Bell — ostrzegła lojalnie, dając się wyciągnąć z miejsca zbrodni. Inari miała rację, wyciągnięcie zwłok z bryły potrwa nieprzyzwoicie długo. W końcu zabrakłoby im fajek, więc i tak trzeba byłoby znaleźć jakiś sklep. — Skąd wiesz o tej budzie? Dobra, nie mów. Pewnie żywiłaś się tam za każdym razem, kiedy tutaj przyjeżdżałaś — odpowiedziała sobie sama, zaciągając się papierosem.
Na komisariacie ludzie gadali o jej związku ze Swanson. To było całkiem normalne, chociaż odkąd ogłosiły, że są razem, zeszły z większości języków. Romans brzmiał znacznie ciekawej. Ale żeby te wieści rozeszły się aż do branży architektonicznej? Tego jeszcze nie grali.
Jesteśmy razem przeszło rok, kiedyś w końcu musiało to nastąpić — powiedziała takim tonem, jakby to była oczywista oczywistość. Bo była. Zaylee od początku powtarzała Evinie, że zostanie jej żoną. — Żadna nie musiała przekonywać tej drugiej. Ale to ona pierdolnęła na kolanko, jeśli musisz wiedzieć — uśmiechnęła się pod nosem na samo wspomnienie urlopu na wyspie Lesbos. — Ale bez przerwy odciągałyśmy to w czasie. Dużo się na siebie nałożyło — nie miała pojęcia, jak wiele Nilsinger słyszała o tym, jak wpadła w szpony mordercy koronerów i prawie zginęła. Później Swanson została obrana na cel gościa, które udupiła za morderstwo przeszło dekadę temu, więc z nim też miały trochę przygód. — A ptaszki ćwierkają też o tym, że planujemy zaadoptować dziecko? — zapytała, wyciągając z kieszeni płaszcza telefon. Weszła w galerię i odszukała zdjęcie dziewięciolatka o dużych, niebieskich oczach i kręconych jasnych włosach. — To Sammy. Kończymy dopełniać formalności. Nie będę kłamać, że to był dodatkowy motywator do ślubu. A ty? — spojrzała na Inari, gdy zbliżały się do wspomnianej budki z jedzeniem. — To jest ten moment, w którym pytam, kiedy ty się ustatkujesz? — poruszyła wymownie brwiami, zaciągnęła się jeszcze papierosem i zgasiła niedopałek o kosz na śmierci.

Inari Nilsinger
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
36 y/o
For good luck!
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
brain yoga, baby, namaste
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Szły obok siebie, mijając kolejne światła i domy ustępujące kolejno witrynom sklepowym, które odbijały ich sylwetki w pociętych fragmentach. Inari słuchała. Nie przerywała — pozwoliła, żeby Zaylee mówiła, gdy jej spojrzenie przesuwało się po otoczeniu, ale uwaga była gdzie indziej. Dopiero przy „to ona pierdolnęła na kolanko” kącik jej ust drgnął. Minimalnie.
Pasuje do niej — uznała, potakując nieznacznie. Bez oceny. Kiedy jednak koronerka wspomniała o tym, co się nawarstwiło, Inari zerknęła na nią kątem oka. Uważniej. Jakby próbowała dopasować znane jej fragmenty do tego, co właśnie słyszy. Nie dopytywała, pozwalając, aby telefon przyciągnął jej wzrok. Zatrzymała uwagę na sekundę dłużej przy zdjęciu.
Sammy.
Jej spojrzenie było spokojne, ale bardziej skupione niż wcześniej. Przeanalizowała detale — oczy, postawę, wyraz twarzy — jakby to był projekt, nie dziecko.
Wygląda na kogoś, kto szybko nauczy się wykorzystywać wasze słabości — wtrąciła między słowami. — Dobry wybór. — I to było… szczere. Prawie tak, jak szczera była ciekawość Zaylee. Inari nie odpowiedziała od razu. Stanęły przy wejściu do knajpy, zanim w końcu się odezwała.— Nie planuję się „ustatkować”. — Uniosła dwa palce w powietrzu, składając cudzysłów. — To brzmi jak etap końcowy. A ja nie kończę projektów tylko dlatego, że ktoś uznał, że powinny mieć finał.
Drzwi Mexi-fries otworzyły się przed nimi. Ze środka wyszła młoda para. Chłopak trzymał papierową torbę z jedzeniem na wynos, jak dla pułku wojska a dziewczyna uwieszona jego ramienia trzymała w jednej ręce podstawkę z gigantycznymi napojami sodowymi. Gwar uderzył od razu — rozmowy, muzyka, coś skwierczącego na zapleczu.
Inari złapała za klamkę, zanim drzwi zamknęły się do końca.
Poza tym — dodała już ciszej — mam wystarczająco dużo rzeczy, które wymagają ode mnie uwagi. Ludzie… rzadko się kwalifikują. — Skinęła na wnętrze, przepuszczając Zaylee przodem.
Ciężki, tłusty, trochę zbyt intensywny zapach — mieszanka mięsa, kolendry, czegoś smażonego na głębokim oleju i przypalonej tortilli. Neon nad ladą mrugał leniwie, a ściany były oblepione czymś, co próbowało być jednocześnie Meksykiem i Turcją, ale ostatecznie było tylko… głośne. Rożen kebabowy kręcił się nad ogniem.
Nilsinger wybrała stolik przy oknach, nieopodal ubocza, ale z widokiem na wejście. Szyba upaćkana palcami drobnymi nad sztucznymi kwiatkami najpewniej była dziełem maluczkich klientów. Ktoś za ladą rzucił coś po hiszpańsku o zamówieniu. Ktoś się zaśmiał. Metal uderzył o metal. Nikt jeszcze nie wiedział, że zaledwie pół przecznicy dalej w części mieszkalnej znaleziono trupa. Spokojny wieczór.
Inari oparła łokieć o stół, przesuwając palcem po powierzchni, jakby testowała jej strukturę. Otarła kciuk i palec wskazujący ze sobą, po czym sięgnęła po kartę zamówień, ale tylko rzuciła okiem, nim oddała ją doktor Miller.
Durum mieszany-mieszany jest dobry, jeżeli masz stalowy żołądek. Jeśli nie, polecam lahmadżun. Od biedy nachosy — dodała po chwili, odkładając ją z powrotem. Kącik ust drgnął i klasnęła dłońmi w blat. — Sammy — wróciła do tematu, jakby przerwa nie miała znaczenia. — Masz już to rozpracowane? — Na moment jej spojrzenie zmiękło. — Dzieci szybko wyczuwają, gdzie i na ile mogą sobie pozwolić. Dokończenie papierów to jedno, ale… co dalej? Skończycie z ryzykownym akcjami? — Inari uniosła brew, przewidując odpowiedź na pytanie. — Kłopoty się z wami w końcu lubią.

zaylee miller
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Parsknęła pod nosem, dając Inari do zrozumienia, że Sammy już dawno owinął sobie je wokół palca i robił z nimi, co mu się żywnie podobało. Oczywiście dla Młodego, przynajmniej na pierwszy rzut oka, pewne sprawy ciągle pozostawały bardzo proste. Pstryk i już. Czarne albo białe. Ludzie - w tym również Zaylee - dzielą się na fajnych i niefajnych. Fajni to ci, którzy pozwalają na wszystko. Nawet na to, by wchodzić im bezkarnie na głowę. Niefajni z kolei mają to do siebie, że czasem zdarza im się czegoś delikwentowi zabronić. Miller wpadała niekiedy do tej drugiej grupy. Bywała niefajny, sama musiała to przyznać. Trudno, taka już jej niewdzięczna rola. Była złym gliną, kiedy Evina była tym dobrym.
To on wybrał nas — powiedziała, jednak szybko pojęła, że nie zabrzmiało to właściwie. Jakby rozglądały się w schronisku za szczeniakiem, a ten najodważniejszy podszedł najbliżej i obwąchał im nogawki, więc to musiało coś znaczyć. — Był świadkiem w jednej sprawie. Widział, jak ktoś wiesza zwłoki na drzewie. Obiecałam, że jeśli będzie współpracować, obejrzymy z nimi całą serię Gwiezdnych Wojen. Okazało się, że nie jest jednak zbyt pomocny i niewiele widział, ale musiałam dotrzymać słowa — streściła, w jaki sposób poznały Sama i jak zaczęła się ich zażyłość. Później wszystko potoczyło się już bardzo szybko - coraz częstsze przyjazdy do Wierzbowego Zakątka, wspólnie spędzane popołudnia aż w końcu dziewięciolatek zaczął zostawać u nich na weekendy.
Dla niej dzieci nigdy nie miały sensu. Nie dawały spać po nocach, zostawiały wszędzie bałagan i miały naprawdę małe stopy. A potem, całkiem znienacka, pojawił się Sammy i Zaylee zaczęły targać sprzeczne emocje.
Totalnie rozumiem — odparła, kiedy Nilsinger stwierdziła, że miała inny pomysł na życie. I to było w porządku. Nie miała zamiaru wmawiać Vitani , że pozna odpowiednią osobę, to na pewno zmieni zdanie. To tak nie działało. O ile w ogóle działało jakkolwiek. Ale akurat Miller, jako oddana pracoholiczka, wiedziała, umiała postawić się na jej miejscu. — Bycie z kimś nawet do ciebie pasuje — stwierdziła, ale czy do niej samej pasowało? Pewnie też nie.
Weszła do środka i rozejrzała się po lokalu. Nic nadzwyczajnego, ale całkiem przyjemna miejscówka. Kojarzyła jej się z kebabem w Whitby, gdzie często jadały z Eviną, zanim kupiły dom w Toronto. Zerknęła na kartę, ale w sumie nie musiała, bo Inari sama podrzuciła jej pozycję.
Kroję trupy. Myślisz, że mój żołądek pokona jakiś durum? — uśmiechnęła się łobuzersko. Jeśli chciała ją przestraszyć, to źle trafiła, nie ta liga. — Wchodzę w to. Zresztą i tak dostaję pierdolca, kiedy muszę wybierać coś spośród tylu dań — wzruszyła ramionami, odrzucając kartę na bok. — Nie myślałam o tym. Nie zawsze da się przewidzieć ryzyko, o którym mówisz. Na pewno postaramy się być... — urwała, szukając w głowie odpowiedniego słowa. — Ostrożniejsze? Nie, kogo ja oszukuję. Po prostu postaramy nie dać się zabić — o, to to brzmiało sensowniej! Podniosła się na moment z miejsca, podeszła do lady, złożyła dwa zamówienia. Wyłożyła kilka banknotów, zgarnęła wydrukowany numerek i wróciła do stolika. — Chcesz wpaść na ślub? — rzuciła, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Może nie łączyła je jakaś wielka więź, ale Miller z nikim nie trzymała się szczególnie blisko. Chyba że z martwymi, ale oni raczej nie przyjdą.

Inari Nilsinger
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
36 y/o
For good luck!
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
brain yoga, baby, namaste
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Inari siedziała nieruchomo, oparta lekko o oparcie krzesła, z dłonią spoczywającą na krawędzi stołu. Nie sięgała po nic — ani po telefon, ani po menu, ani po cokolwiek, co mogłoby wypełnić tę krótką przestrzeń między pytaniem a odpowiedzią. Wokół nich knajpa żyła nadal własnym rytmem: ktoś się śmiał zbyt głośno, metal uderzył o metal za ladą, ktoś wywołał numer zamówienia. Drzwi otworzyły się z przeciągiem i wieczorną bryzą dzielnicy. Ona tego nie śledziła.
Jej uwaga zatrzymała się na Zaylee. Ślub. Samo słowo zawisło gdzieś pomiędzy nimi, cięższe niż powinno. Potencjalne zaproszenie zawisło między nimi jak coś zbyt konkretnego, żeby je zbyć półsłówkiem.
Hm. — Jej spojrzenie na moment odpłynęło, jakby automatycznie zaczęła przeliczać coś w głowie — kalendarz, zobowiązania, spotkania, projekty, które już teraz były napięte do granic sensu a i tak skrupulatnie przesuwane wraz z kolejnymi wyzwaniami. — Mam kalendarz, który nie lubi niespodzianek — rzuciła spokojnie, bez pośpiechu. Zaczesała kosmyk za ucho. — …ale da się go przekonać. — To „da się” nie było rzucone od niechcenia. Bardziej jak deklaracja, tylko ubrana w jej sposób mówienia — bez emocji, bez zbędnego nacisku. — Najbliższe tygodnie mam wypełnione. I chyba detektyw Brand zechce jeszcze mnie pomęczyć w sprawie Hana Solo. — Nie była to odmowa. Raczej dobry wstęp do rozmów o rzeczach oczywistych oraz mniej — jak protekcja przed Szpakowatym ze strony przyszłej żony Miller. Skoro Zaylee spytała, to wątpliwe, aby chciała, żeby Nilsinger z komisariatu oglądała live’a ceremonii ślubnej, gdy Brand będzie parzył czwartą kawę, bo „ona nic nie wiedziała”. — Musiałabym poprzesuwać kilka rzeczy. — Jej ton pozostał rzeczowy, ale coś w nim minimalnie zmiękło. — Albo zarezerwować czas z wyprzedzeniem. — Przeniosła wzrok z powrotem na Miller. — Ale to jest możliwe. Nawet bardzo. — Tym razem kąciki ust drgnęły bardziej, układając się w lekki uśmiech. Rzadka ekspresja, od której bolała twarz. — W końcu nie codziennie zapraszają mnie na coś, co nie kończy się pozwem albo ekspertyzą techniczną. Albo oficjalnym zamążpójściem urzędników rady. To — zakreśliła kółko w powietrzu, obejmując nim buzię Zaylee — jest przynajmniej prawdziwe. Poza tym, lubię widzieć rzeczy dopięte do końca.
Ktoś postawił tacę na stoliku obok. Kolejna młoda para, do bólu przypominali tych, których mijały w progu wejściowym. Dziewczyna zaśmiała się trochę zbyt głośno, ale na jej obronę — głąb naprzeciwko niej wsadził właśnie omyłkowo papierowa słomkę do nosa.
Jak to w ogóle wygląda od środka? — zapytała Inari — Przygotowania. Garnitur dla ciebie i mundur dla Eviny? — uniosła lekko brew. — Czy jednak coś mniej… oczywistego? — Oparła się wygodniej o krzesło, splatając dłonie na stole. — I logistycznie. — Przesunęła palcem po krawędzi stolika. — Sammy. — Minimalne zawahanie, ale tylko dla kogoś, kto naprawdę by się w nią wpatrywał. — Wszyscy go poznają, jak będzie rzucał kwiatki czy dopiero po miesiącu miodowym?

zaylee miller
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. Nie było w tym złośliwości, raczej lekkie rozbawienie. Jeżeli ona znalazła w napiętym grafiku lukę na ślub, Nilsinger również nie powinna mieć z tym problemu. Jasne, wymagało to pewnej gimnastyki i przełożenia terminów, ale - jak sama stwierdziła Inari - było to do zrobienia. A to wystarczyło, żeby Zaylee uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością.
Nie miała w swoim życiu zbyt wielu znajomych. Kilkoro znajomych jeszcze z czasów studiów, jedna koleżanka po fachu, była dziewczyna, z którą dalej utrzymywała kontakt. Z jej strony lista gości była dość okrojona. Sama uroczystość miała być raczej skromna i wszystko wskazywało na to, że zmieszczą się w magicznej pięćdziesiątce. Ale od początku właśnie do tego dążyły. Miller po prostu nie mogła wyzbyć się wrażenia, że Nilsinger była kimś, kogo chciała zobaczyć na własnym ślubie.
To bardzo wyczerpująco odpowiedź, przez którą prawie pomyślałam, że jednak odmówisz — poruszyła wymownie brwiami. — Ale cieszę się, że jednak nie powiedziałaś nie. Wtedy sprawiłabyś mi przykrość. A chyba nie chciałabyś, żeby było mi przykro, prawda? — wydęła ustaw w podkówkę, żeby zaraz mrugnąć do nie porozumiewawczo. — Ostatni weekend kwietnia. Zapisz to sobie w swoim kajeciku. Oficjalne zaproszenie z dokładnym adresem i godziną podeślę ci maile. Chyba że jesteś tradycjonalistką i mamy przyjechać do ciebie z Eviną i prosić, żebyś zaszczyciła nas swoją obecnością? — w oczach Miller zatańczyło rozbawienie.
Zamyśliła się na moment. Kurwa mać, garnitur. A może jednak sukienka? W końcu czasem lubiła się odpierdolić. Miały już zarezerwowaną miejscówkę, wizję na aranżacje, projekt zaproszenia, ale wciąż nie miała czasu na wybranie odpowiedniej kreacji. Dobrze, że Inari jej o tym przypomniała, bo chyba musiałaby pójść z gołą dupą. Miała świetny tyłek, ale pan Miller z pewnością nie byłby zachwycony.
Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia — odparła z godnie z prawdą. — Możliwe, że widziałaby się w jakiejś kiecce? Żal nie pokazać takich nóg — zerknęła w dół, ale jej oczy spotkały się z blatem. Nilsinger na pewno wiedziała, o co jej chodzi. Zza lady wywołano kolejny numerek. Zaylee spojrzała na świstek papieru. To jeszcze nie ich. — Dziadkowie z obu stron zdążyli już go poznać — powiedziała odnośnie Sammy'ego. — Moje rodzeństwo też. Wszyscy są nim zachwyceni. Przypadkowo stał się spoiwem między moim ojcem a Eviną. Młody ostatnio ciągle wierci nam dziurę w brzuchu, żeby wybrać się do wesołego miasteczka. Albo na mecz hokeja. Swanson po powrocie do pracy jest zawalona papierkową robotą, ale może ciocia Inari chciałby nam towarzyszyć? — luźna propozycja, która jednocześnie wybrzmiała w taki sposób, żeby Nilsinger nie dała się prosić.

Inari Nilsinger
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
36 y/o
For good luck!
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
brain yoga, baby, namaste
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Siedziała z pozoru całkowicie wyłączona z tej lekkiej, swobodnej wymiany zdań — jakby słuchała tylko połowy, a drugą połowę układała gdzieś głębiej, według własnych, nie do końca czytelnych zasad.
Ślub. Konkretna data. Zaproszenie.
To nie był dla niej naturalny grunt. Nie dlatego, że nie rozumiała, czym są takie wydarzenia — wręcz przeciwnie. Rozumiała je aż za dobrze. Struktura, rytuał, przewidywalność. Ludzie zbierający się w jednym miejscu, żeby przypieczętować decyzję, którą większość z nich i tak dawno podjęła. Formalność ubrana w emocje. A mimo to… coś w tym było. Może to, że Zaylee nie robiła z tego widowiska. Nie próbowała niczego sprzedawać, niczego udowadniać. Po prostu zaprosiła ją — jakby to było oczywiste.
Palce Inari przesunęły się powoli po krawędzi stołu. Minimalny ruch, niemal odruchowy.
„Ciocia” to zbyt daleko idąca interpretacja — odezwała się w końcu, unosząc na nią spojrzenie. Sucho, ale bez tej zwyczajowej ostrości. Raczej jak korekta, nie sprzeciw. Na moment wróciła myślami do chłopca ze zdjęcia. Jasne włosy, niebieskie oczy. — Ale mecz hokeja… — zawiesiła głos, a coś w jej aparycji zmieniło się nieznacznie. To był temat, przy którym nie musiała nic udawać. Hokej był prosty. Brutalny, szybki, bez zbędnych warstw. Decyzje zapadały w ułamkach sekund, błędy miały natychmiastowe konsekwencje. Nie było miejsca na półśrodki. Idealne środowisko. — To akurat sensowna propozycja — stwierdziła bez ogródek. — Zabieram klientów na mecze, kiedy chcę coś domknąć — dodała. — Tłum, tempo, brak przestrzeni na zbędne słowa. Ludzie szybciej podejmują decyzje. — W jej głowie pojawił się obraz — nie stadionu, nie gry, ale reakcji. Dziecko patrzące na lód, śledzące ruch krążka, reagujące bez kalkulacji. — Dzieci zwykle reagują podobnie. Tylko szczerzej. — Nie dodała nic więcej, ale przez moment wyglądała, jakby naprawdę to rozważała — nie jako uprzejmość, nie jako przysługę, tylko chęć. — Jeśli chce iść na mecz, to lepszy wybór niż wesołe miasteczko — rzuciła po chwili. — Tam przynajmniej zasady są jasne. — Zamilkła. Krótko, ale wystarczająco długo, żeby decyzja zdążyła się w niej ułożyć. Potaknęła zgodnie. — Mogę to zorganizować. Dobre miejsca. Bez kolejek. — Lekko przechyliła głowę. — I bez przypadkowych ludzi obok. — Spojrzała na Zaylee uważniej, jakby sprawdzała, czy ta rozumie, co właśnie dostała. — Dawno nie nosiłam koszulki Maple Leafs... Daj znać, kiedy Swanson przestanie tonąć w papierach.
Temat mógłby się tu skończyć, ale Inari jeszcze przez moment nie odwracała wzroku. Myśl o ślubie wróciła — cicha, nieco niewygodna, ale już nie ignorowana.
Ostatni weekend kwietnia.
Przesunięcia.
Terminy. Spotkania.
Podwójnie mieśany-mieśany dla czynaście! Podwójnie mieśany-mieśany dla czynaście!
Podwójnie mieszany-mieszany dla trzynaście.
Do zrobienia.
Bardzo możliwe.
I zapisz sobie — dodała w końcu, niemal mimochodem, jakby wracała do czegoś prostszego. — Na ślubie możesz iść w czymkolwiek. Ale jeśli wybierzesz garnitur, upewnij się, że jest dobrze skrojony. — Cień uśmiechu przemknął przez jej twarz — szybki, ledwo uchwytny, znikający równie szybko, co Inari wstająca po zamówienie. — W przeciwnym razie będziesz wyglądać jak ktoś, kto przegrał zakład. I po czyjej stronie wtedy mam się opowiedzieć, hm? — Nim odeszła od stolika, zatrzymała się w półkroku. — Właściwie… — Mozolnie zerknęła przez ramię na Miller. Chłodna kalkulacja, szybkie podsumowanie. — …jeśli powiesz mi, jak mam uniknąć natręta z budowy i dasz mi w porę znać, co to za jegomość popłynął z betonem, mogę cię zabrać do takiego jednego miejsca. Na ślubie, jak i na swoim pogrzebie, trzeba wyglądać lepiej niż dobrze.


zaylee miller
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sama lubiła konkrety, więc nie chciała przychodzić z niczym. Nie zadowoliłaby się informacjami bez detali. A skoro już wszystko było ustalone, poza listą gości, której wciąż jeszcze nie domknęła, warto było ją uzupełnić. To nie tak, że Inari miała być zapchajdziurą. Zaylee szczerze ją lubiła. Odnosiła wrażenie, że zawsze umiały się dogadać, bo pod niektórymi względami były do siebie bardzo podobne. A może nawet bardziej niż jej się wydawało.
Nie oczekuj, że Sammy będzie zwracał się do ciebie per pani — zaznaczyła od razu, bo przecież dzieciaki były bardzo bezpośrednie. Zwłaszcza tak żywiołowe i ciekawskie, jak Młody. — Pewnie od początku zacznie mówić ci po imieniu, ale szybko otrzymasz miano cioci. Czy ci się to podoba, czy nie. Ostrzegam lojalnie — wzruszyła lekko ramionami, bo na niektóre rzeczy nie miała wpływu. Mogła upominać go tysiące razy, a i tak niewiele do niego docierało. Zupełnie jak z bieganiem po schodach. Miller nie potrafiła nawet zliczyć, ile razy dziewięciolatek wyrżnął orła i pozdzierał kolana przy próbie przeskoczenie dwóch stopni na raz.
Opłacamy mu szkółkę piłkarską, ale zaczął interesować się też innymi sportami. Hokej, koszykówka, baseball... Ewidentnie ciągnie go do tych zespołowych. Dobrze, może nie wyrośnie z niego snobistyczny tenisista. Albo golfista — ostatniego, czego chciała, to żeby Sam źle odnajdował się w grupie. Nic jednak nie wskazywało na to, żeby był indywidualistą. Ponad połowę swojego życia spędził w domu dziecka, gdzie musiał wszystko dzielić ze wszystkimi. Bywały jednak sytuacje, w których chłopiec chciał mieć coś własnego. Na przykład zestaw LEGO, który otrzymał od nich w prezencie. Wtedy za nic w świecie nie chciał zawozić Gwiazdy Śmierci do Wierzbowego Zakątka w obawie, że inne dzieciaki pogubią elementy albo po prostu coś zniszczą.
Nie podejrzewałam cię o takie znajomości, ale świetnie się składa. Jeśli możesz załatwić nam dobre miejscówki i tańsze bilety, to wchodzę w to od ręki. Na Swanson nie patrz, nie wygrzebie się z papieologii do Wielkanocy — machnęła ręką, ale nie dlatego, że to nie było istotne. Evina uwielbiała takie atrakcje i - w przeciwieństwie do Zaylee - znała się na sporcie. Akurat jej brak wiedzy w niczym nie przeszkadzał, przecież robiła to dla Sammy'ego.
Chciała podnieść się z miejsca, ale Inari ją uprzedziła. Niech i tak będzie.
Nic za darmo, co? — uniosła wymownie brwi, kiedy Nilsinger zastosowała zasadę coś za coś. No dobra, niech będzie i tak. — Po prostu zwal to wszystko na mnie. Nie będzie cię nękał, dopóki nie będzie wyników sekcji. A autopsja, całkiem przypadkiem, może potrwać bardzo długo — uśmiechnęła się zawadiacko, bo przecież nawet Szpakowaty musiał poczekać na swoją kolej. Człowiek z betonu nie był jedynym denatem w jej prosektorium.
Na ślubie, jak i na swoim pogrzebie, trzeba wyglądać lepiej niż dobrze.
Cóż, klienci Miller byli innego zdania. Właściwie nie mieli go wcale i było im naprawdę wszystko jedno. Kiedy Inari wróciła z ich zamówieniem, Zaylee sikinęła głową. Przejęła od niej zawiniątko i przyjrzała się jedzeniu, jakby doszukiwała się w zawartości czegoś, co wyglądało podejrzanie. Problem w tym, że całość dokładnie tak wyglądała. Wspaniale. Każdy wie, że najlepsze żarcie serwują w najbardziej obskurnych knajpach.

Inari Nilsinger
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”