ODPOWIEDZ
36 y/o
Welkom in Canada
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
When I think about you I touch my head with a gun, due to the constant headaches you give me, sweetheart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

6.

Cztery lata wcześniej...

Dom był jednym z tych, które wyglądały lepiej nocą niż za dnia — światła rozwieszone między drzewami maskowały niedoskonałości elewacji, a ogród na tyłach zamieniono w coś pomiędzy sceną koncertową a tanim planem filmowym. Ktoś naprawdę przyłożył się do tematu.
Shrek.
Zbyt wielu ludzi potraktowało to zbyt poważnie.
Zbyt wielu — w ogóle.
Trawnik praktycznie przestał istnieć. Zamiast niego rozciągała się wilgotna, ciemna powierzchnia — mieszanka ziemi, materiału i czegoś, co miało udawać błoto. W kilku miejscach ustawiono płytkie zbiorniki z mętną wodą, po której dryfowały sztuczne liście i kawałki czegoś przypominającego mech. Światła rozwieszone nad ogrodem odbijały się w tej powierzchni, nadając całości teatralnego, lekko groteskowego charakteru.
Scena ustawiona była dokładnie w samym środku tego „bagna”.
Drewniany podest, lekko zapadający się przy krawędziach, otoczony kablami, które biegły przez tę prowizoryczną ziemię jak niekontrolowane pnącza. Wzmacniacze stały nierówno, jeden podparty skrzynką po piwie. Światła skierowane były zbyt nisko, oślepiając wszystkich, którzy znaleźli się bliżej niż powinni.
Muzyka na żywo niosła się po całym ogrodzie. „Accidentally in Love”. Teoretycznie dobry wybór. W praktyce — katastrofa.
Z lewej strony ogrodu, nieco dalej od sceny, ustawiono makietę zamku. Smukłe wieżyczki podświetlone od środka wyglądały zaskakująco dobrze w półmroku. Przed nimi ktoś postawił ściankę z napisem FAR FAR AWAY, wyciętym w złotych literach. To tam zbierała się większość gości — robili zdjęcia, śmiali się, poprawiali kostiumy. Fiona obejmująca Shreka, Pinokio z krzywym nosem, ktoś w koronie, kto bardziej przypominał kelnera niż księcia. Kontrast był niemal absurdalny. Kilka metrów dalej wszystko się rozpadało.
Inari stała przy jednym ze słupków oddzielających scenę od reszty ogrodu — niby na uboczu, a jednak wystarczająco blisko, żeby słyszeć każdy błąd.
Zaciągnęła się papierosem — cienkim, niebieskim, z subtelnym złotym smokiem przy filtrze — i zmrużyła oczy.
Rozkłada akcenty jakby grał pierwszy raz w życiu… — mruknęła pod nosem. — To nie jest trudny utwór.
Basista na scenie szarpał struny z przesadnym zaangażowaniem, kompletnie ignorując rytm reszty zespołu. Gitara próbowała go dogonić, wokalista nadrabiał energią, ale fundament… fundament leżał.
Inari skrzywiła się lekko.
Szlachetny instrument, a on go katuje jak… — urwała, kręcąc głową. — Jakby to był plastikowy rekwizyt.
Wyglądała przy tym równie absurdalnie, jak cała reszta zgromadzonych — choć w zupełnie inny sposób.
Czarny, dopasowany płaszcz o cięższej linii, ciemne szkła na nosie mimo zapadającego zmroku i włosy przycięte w geometryczny sposób, który niebezpiecznie balansował na granicy karykatury. Krótsze niż zwykle, równe, niemal jak u Lorda Farquada — gdyby ten miał więcej wyczucia stylu i mniej kompleksów. A jednak było w tym coś jeszcze. Zbyt dużo czerni. Zbyt dużo metalu. Zbyt dużo… Ozzy’ego Osbourne'a i Yoko Ono? Efekt końcowy był na tyle osobliwy, że większość ludzi nie była pewna, czy to żart, czy bardzo świadoma decyzja. Inari nie wyglądała na kogoś, kto żartuje.
Kolejne fałszywe wejście basu.
Cichy syk powietrza między zębami.
Niesamowite — mruknęła, odwracając lekko głowę. — Naprawdę się stara.
I wtedy to zauważyła — ruch. Znajoma sylwetka. Ta sama. Znowu. April. Inari zastygła na ułamek sekundy, zanim jej spojrzenie przesunęło się minimalnie, jakby chciała upewnić się, że się nie myli. Nie myliła się. Zbliżała się. Już wcześniej próbowała ją zagadać — bez wyraźnego powodu, bez kontekstu, z tą specyficzną, upartą energią. Nie była nachalna w klasyczny sposób. Była wytrwała. To było gorsze.
Inari odruchowo cofnęła się o pół kroku. Potem o kolejny. I zatrzymała się. Spojrzała za siebie. Bagno.
Nie symboliczne — dosłownie. Płachty materiału, wilgoć, zbiorniki z wodą. Nie było gdzie postawić nogi bez ryzyka, że coś się zapadnie albo rozchlupie.
Lewo — tłum przy „FAR FAR AWAY”, zbyt gęsty, żeby się przez niego przecisnąć bez zwracania uwagi.
Prawo — kable, skrzynki, techniczne zaplecze sceny.
Przód — basista, który właśnie zgubił tempo po raz kolejny.
Zaciągnęła się jeszcze raz, wolniej.
Idealnie — mruknęła pod nosem. — Uwięziona między katastrofą muzyczną a społeczną.
Podniosła wzrok.
April była już bliżej. Za blisko, żeby udawać, że jej nie widzi.
Inari nie drgnęła. Stała dokładnie tam, gdzie była, z papierosem w dłoni i tą samą, chłodną miną — jakby wszystko było pod kontrolą. Tylko że nie było. To nie było poświęcenie, na które była gotowa...


April Finch
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

30
Nie potrzebowała tej imprezy do szczęścia. Właściwie była jej nieco nie po drodze. Wysypała się ekipa, z którą miała pójść, o czym dowiedziała się w ostatniej chwili. Mogła po prostu zostać w domu i spędzić czas jakoś inaczej, ale było jej nieco szkoda kostiumu. Jeszcze dzień wcześniej narzekała, że jest bardzo kiepsko przygotowana i kilka gadżetów, które udało jej się skołować, nie wystarczą, by zabłysnąć na miejscu strojem. Teraz jednak martwiło ją, że w ogóle nie będzie miała okazji przetestować tych rzeczy. Mogła to niby zrobić w dowolne Halloween, ale to z kolei sprawiało wrażenie tandetnego pomysłu. W końcu zdecydowała, że po prostu pójdzie. Przecież będzie znała na miejscu kilka osób, a całą resztę pozna. Jakoś to będzie!
Spojrzała smętnie w swojego drinka, kręcąc leniwie szklanką. Nie była w stanie wbić się w klimat. Tej imprezie zdecydowanie czegoś brakowało. I to chyba była kwestia towarzystwa, a to zawsze największy problem. A może jednak tej muzyki? Nie rozumiała, czemu po prostu nie mogli puszczać utworów z głośników, tylko zdecydowali się grać na żywo. Może gdyby zespół nie składał się z kolegów gospodarza, to już dawno ktoś by się ich pozbył. A tak? Wszyscy obecni musieli znosić ten ewidentny brak przeszkolenia. Większości to jednak nie przeszkadzało. Część była po prostu pijana, część cieszyła się na tyle kiepskim słuchem, że po prostu to do niej nie docierało. Niestety April nie była w żadnej z tych grup.
Zdjęła na moment czarny kapelusz, żeby poprawić związane pod nim włosy. Przynajmniej okazało się, że nie wyglądała skrajnie źle! Kapelusz, wysokie buty, szpada i ogon były niepozorne, ale wystarczające, by wszyscy zrozumieli, kim była. Kusiło ją wcześniej, by dorysować sobie wąsy, ale na szczęście z tego zrezygnowała. Jakoś by jej to teraz nie odpowiadało. Nikt niestety do tej pory nie docenił żartu, że zdecydowała się na tak zwane kocie oczy. Może za mało obecnych interesowało się makijażem? Cholera ich wie.
Znowu zauważyła w tłumie postać skrajnie dziwaczną. To było niezłe osiągnięcie, biorąc pod uwagę temat całej imprezy. Wyróżniała się z daleka swoim niedostosowaniem i niezadowoleniem, a to z jakiegoś powodu bardzo Finch ciekawiło. Czuła, że jak wreszcie uda jej się pogadać z tą kobietą, to na pewno się nie zawiedzie i będzie bardzo ciekawie. Niezrażona wcześniejszą krótką wymianą zdań, ruszyła w jej stronę, by odbyć kolejną.
— Bawisz się chyba gorzej niż on gra, co? — zagadała, gdy znalazła się blisko. Przesunęła wzrokiem po całej jej sylwetce, doszukując się podpowiedzi odnośnie do tego, za kogo się przebrała. Albo nie oglądała filmów zbyt uważnie, albo postanowiła jednak odpuścić.
— Rozumiem, że jesteś z tych, którzy się czują za dobrzy na to, żeby przyjść w kostiumie na przebieraną imprezę? — dodała, wskazując ruchem głowy na jej wyjątkowo niebajkowy strój. Zdecydowanie się pod tym względem rozmijały. A może po prostu pomyliła zaproszenia i miała trafić na melanż o tematyce Matrixa? To akurat brzmiało całkiem fajnie! A przy okazji niezbyt różnorodnie. Może ktoś przebrałby się chociaż za zielone cyferki?

Inari Nilsinger
Ostatnio zmieniony pt kwie 24, 2026 1:09 pm przez April Finch, łącznie zmieniany 1 raz.
Werka
dogadamy się
36 y/o
Welkom in Canada
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
When I think about you I touch my head with a gun, due to the constant headaches you give me, sweetheart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Inari stała niemal centralnie pod sceną, z boku, gdzie było trochę mniej ludzi, ale za to więcej cienia. Papieros tlący się między palcami był bardziej rekwizytem niż potrzebą — coś, czym mogła zająć ręce, kiedy jej uwaga skupiała się na czymś innym. Na przykład na tym nieszczęsnym basiście. Skrzywiła się lekko, słysząc kolejne szarpnięcie struny, które nie miało prawa tak zabrzmieć.
To nie jest trudna piosenka… — wymamrotała pod nosem, bardziej do siebie niż do kogokolwiek. — To jest poziom „nie przeszkadzaj instrumentowi istnieć”. — Dopiero wtedy spojrzenie przesunęło się powoli w bok, zatrzymując na April. Na chwilę — sekundę, może dwie — Inari nic nie powiedziała. Jakby analizowała, czy w ogóle warto odpowiadać kolejny raz tego wieczoru na oczywiste zaczepki. Zaczepki, które, tak jak gra na basie, wychodziły marnie w podróbce Far Far Awaylandu. — To by było osiągnięcie — odparła spokojnie. — On aktywnie szkodzi. — Inari spojrzała na nią uważniej, tym razem nie tylko przelotnie. Kapelusz, buty, szpada, ogon. — A kot w butach aktywnie próbuje naprawić pierwsze wrażenie — rzuciła bez wahania. — Bez wąsów. Odważnie. I nie. — Uniosła lekko papierosa, jakby zaznaczała przecinek w zdaniu — Nie czuję się „za dobra”. — Przesunęła spojrzenie po własnym stroju, powoli, demonstracyjnie. — Po prostu nie widzę powodu, żeby robić to połowicznie. — Czarny, dopasowany ubiór, ciężkie buty, makijaż podkreślający oczy, fryzura. — To jest bardzo specyficzna krzyżówka — dodała po chwili, wracając wzrokiem do April. — Lord Farquaad, gdyby miał lepszy gust muzyczny i gorsze decyzje życiowe. I Ozzy Osbourne, gdyby musiał to — machnęła dłonią między nimi, zadymiając Finch — znosić na trzeźwo. — Zaciągnęła się papierosem, odwracając na moment głowę w stronę sceny, jakby znów próbowała dać basiście ostatnią szansę. Nie dała. Może wobec tego spróbować z Kotem? — A ty? — rzuciła po chwili, bez większego zainteresowania w tonie, ale jednak. — Prowadzisz badania terenowe nad poziomem cierpienia uczestników? Mam wrażenie, że już coś ustaliłyśmy. Nie dogadamy się.


April Finch
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niestawianie sobie w życiu wzywań byłoby wyjątkowo nudne. Może i wszystko by się jej udawało, ale co to byłaby za radocha? Dużo bardziej cieszyła się, gdy udało się coś, co potencjalnie było skazane na porażkę. Nie miała dużych szans zachwycić strojem, a i tak czuła się wcale nienajgorsza. Kobieta, do której znowu zdecydowała się podejść, sprawia właśnie totalnie arozmawialnej, ale to nic. Z tego też da się przecież jakoś wybrnąć.
— Naprawić pierwsze wrażenie? Nie wydaje mi się, żeby było co naprawiać. Mogę je co najwyżej podbudowywać — odpowiedziała z uśmiechem, niezrażona jej uwagą. Bark pewności siebie zdecydowanie by jej zaszkodził, a nie mogła sobie przecież na to pozwolić. Wiedziała, że nie zdążyła zrobić z siebie kretynki, przynajmniej na razie! Wieczór był jeszcze młody, na pewno będzie w stanie to jakoś nadrobić.
— Czyli po prostu celujesz w szaleńców z kompleksami o imponujących fryzurach? Niezły trop. — Zlustrowała ją uważnie wzrokiem, zastanawiając się, czy widzi tam więcej Farquaada czy Osbournea. Trudno było stwierdzić! Rozumiała tę na szybko wymyśloną koncepcję, była w stanie ją docenić. Komentarz Inari utwierdził ją tylko w przekonaniu, że zdecydowanie czuła się too cool for school. Ale to też jej nie przeszkadzało. Może powinno? W normalnej sytuacji uznałaby to za jakiś sygnał ostrzegawczy, przy którym nalży wycofać się ze znajomości, bo przecież nic dobrego nie mogłoby z tego wyniknąć. Ale nie dziś. Dziś chciała w to przede wszystkim brnąć.
— Dokładnie tak. Większość badanych zapytana o powód cierpienia wskazywała w twoją stronę. Zakładam, że w twoim przypadku źródło jest podobne — zażartowała, nie próbując jej oczywiście urazić. Domyślała się jednak, że próba jakiegoś prozaicznego flirtu nie zda się na nic. Nic nie wskazywało też na to, by miały zaraz zacząć dyskusję na temat ulubionych scen i bohaterów z serii filmów. Trzeba było podejść do tego tematu z nieco innej strony.
— Czemu miałybyśmy się nie dogadać? Jak do tej pory dialog idzie przecież całkiem dobrze. Zakładasz, że spotka cię tutaj coś lepszego? — Uniosła brew, przyglądając się jej z politowaniem. Machnęła nonszalancko ręką w nieokreślonym kierunku, chcąc w ten sposób pokazać całość toczącej się w tle imprezy. Nie trzeba było detektywa, by domyślić się, że większość gości leżała bardzo daleko od kręgu zainteresowań Inari.

Inari Nilsinger
Werka
dogadamy się
36 y/o
Welkom in Canada
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
When I think about you I touch my head with a gun, due to the constant headaches you give me, sweetheart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Inari uniosła lekko brew, jakby dopiero teraz naprawdę przyjrzała się April — nie przelotnie, nie z uprzejmości, tylko z faktycznym zainteresowaniem. Nie uśmiechnęła się, ale w jej spojrzeniu pojawiło się coś bliższego rozbawieniu niż wcześniej. Może ten wieczór nie był dokumentnie skazany na porażkę. Może — tylko może — obecność kocura ze sztuczną szpadą to najlepsza rozrywka, jakiej przyjdzie jej uświadczyć, zanim zwątpi w sens imprez organizowanych przez znajomych.
Bo i kim, do cholery, jest ta kobieta?
Kogo chciała oszukać — i bez niej już zwątpiła w ideę zbiegowiska dziwolągów ze Shreka.
Możliwe — odpowiedziała spokojnie. — Zwykle tak bywa. — Jej wzrok przesunął się na moment po zbiegowisku, dokładnie tak, jak zrobiła to wcześniej April — szybka, chłodna ocena. Ludzie, rozmowy, śmiechy. Szum bez znaczenia. Wróciła do niej. — Ale najwyraźniej — dodała, lekko przechylając głowę — ktoś już podjął decyzję, żeby mi tę statystykę zaburzyć. — Cisza zawisła na sekundę. — I to dość konsekwentnie. — Strzepnęła resztkę popiołu i korzystając z okazji, wyciągnęła z paczki drugiego papierosa. Odpaliła jedną końcówkę od drugiej, przedłużając myśl — czy warto wchodzić dalej w polemikę, czy nie. Herbaciany dym uniósł się między nimi. Zdecydowała. — Więc zostaje pytanie — kontynuowała, tym samym spokojnym tonem — czy to przypadek… czy świadoma decyzja? — Minimalne uniesienie brwi. Jej spojrzenie było teraz wyraźnie skupione, nawet nieszczęsny basista w tle na chwilę przestał zwracać uwagę Nilsinger. — Bo jeśli zakładamy, że wiesz, gdzie stoisz — a zakładam, że wiesz — to wkładasz w to więcej wysiłku, niż sytuacja tego wymaga. Dlaczego? — Wyciągnęła w jej stronę odpalonego papierosa. — Możemy porozmawiać przez długość tego papierosa. Jeśli nie będę zadowolona z twojej odpowiedzi, po prostu sobie pójdę. Albo poślę cię na drzewo... kocie w za dużych kaloszach.
Nie było w tym zaczepki. Raczej coś bliżej testu o nieokreślonej nagrodzie za powodzenie.

April Finch
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ściągnęła brwi, starając się nadążać za wszystkim, co próbowała jej przekazać Inari. Nieco się w tych komunikatach pogubiła, nie była już taka pewna, czy kobieta próbuje jednak dołączyć do przyjemnej rozmowy, czy stara się z nią flirtować, czy może po prostu to jej strategia na jeszcze szybsze pozbycie się April z własnego pola widzenia. Cóż, cokolwiek by to nie było, z pewnością w końcu przekona się o tym w jakiś brutalny sposób.
— W co wkładam więcej wysiłku niż sytuacja tego wymaga? W imprezę czy w ciebie? — Przekrzywiła nieco głowę, spoglądając na papierosa, który został wyznaczony jako minutnik w jej rozmowie. Nie lubiła być w żaden sposób ograniczana, a już na pewno nie czasowo. Była z tych, które lubiły sobie pogadać, a jak ktoś oczekiwał, że zacznie się po prostu streszczać, to istniała spora szansa, że się po prostu przeliczy.
— Jeżeli masz na myśli imprezę, to po prostu się nie zgodzę. Trzeba się trochę postarać, żeby się dobrze bawić. Z dobrym nastawieniem wyciągnę coś z największego bagna — wyjaśniła, rozkładając szeroko ręce, by zaprezentować rzeczone bagno. Wierzyła, że idąc w cokolwiek ze złym nastawieniem, sama naraża się na nieprzyjemności. Nie było opcji, by wyciągnąć radochy z czegoś, co sama na starcie zarysowałaby we własnej głowie jako okropieństwo.
— A jeżeli masz na myśli samą siebie, to... sama nie wiem. Może po prostu się nie doceniasz? — Przyjrzała się jej badawczo, starając się ocenić, czy to w ogóle było możliwe. Inari sprawiała wrażenie kogoś, kto zdecydowanie nadąża za własnymi zaletami, a może nawet część z nich sobie wmawia. To chyba nie był najlepszy strzał. Pokręciła głową na znak, że dotarło do niej, że raczej się pomyliła.
— No dobra, myślę, że raczej się regularnie przeceniasz. To może po prostu uznałam, że sprawię ci przyjemność własnym towarzystwem? Nie musimy rozmawiać, jeśli nie masz ochoty. Możemy iść od razu się pieprzyć. — Uśmiechnęła się, zadowolona z rozwiązania, które dla nich znalazła. To na pewno rozwiązałoby wszystkie ich problemy! Finch nie musiałaby zgadywać, o co jej właściwie chodzi, a Nilsinger nie musiałaby znosić potoku myśli, które serwowała ta pierwsza. Lokal był spory, na pewno znalazłoby się dla nich wystarczająco ustronne miejsce.


Inari Nilsinger
Werka
dogadamy się
36 y/o
Welkom in Canada
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
When I think about you I touch my head with a gun, due to the constant headaches you give me, sweetheart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Papieros zatrzymał się w połowie drogi do jej ust, jakby jej własne ciało potrzebowało sekundy więcej, żeby nadgonić to, co właśnie usłyszała. Spojrzała na nią powoli, bez pośpiechu, z tym charakterystycznym, chłodnym skupieniem — próbowała ustalić, czy to jeszcze rozmowa, czy już eksperyment społeczny. Uniosła lekko brew.
To była propozycja czy diagnoza twojego stylu życia? — Zaciągnęła się w końcu, ale płytko. Dym wypuściła bokiem, nie odrywając od niej wzroku ani na moment. — I teraz serio pytam — przechyliła minimalnie głowę, jakby naprawdę ją to zainteresowało — czy to kiedykolwiek działa? Ten… — zrobiła nieokreślony gest dłonią między nimi — przeskok od „może się nie doceniasz” do „chodźmy się pieprzyć”. — Kącik jej ust drgnął, coś pomiędzy rozbawieniem a niedowierzaniem. — Bo jeśli tak, to muszę przyznać, że masz imponująco niskie progi wejścia w relacje międzyludzkie. — Oparła się biodrem o podpórkę za sobą, gasząc papierosa z większą precyzją, niż sytuacja tego wymagała — od ziemię i mocne wgniecenie ciężkim buciorem z ćwiekami. Jakby potrzebowała tej drobnej kontroli. — I nie, nie przeceniam się — dodała po chwili, spokojniej. — Ja po prostu bardzo selektywnie toleruję ludzi. — Jej spojrzenie jeszcze raz przesunęło się po sylwetce April — już bez tej wcześniejszej ostrości, bardziej analitycznie, jakby faktycznie coś rozważała. — Ty jesteś… — zawiesiła głos, jakby szukała odpowiedniego słowa — ...nieprzewidywalna. — Krótki uśmiech. Suchy. — To działa na twoją korzyść. Przez jakieś… może trzy minuty. — Wcisnęła dłonie do kieszeni i ostatni raz zerknęła w stronę nieszczęsnego zespołu ze Shrekowego Bagna. — Ale jeśli to była twoja najlepsza karta, to trochę za szybko ją wyrzuciłaś na stół. — Jeszcze jedno spojrzenie, tym razem krótsze, bardziej bezpośrednie. — Spróbuj jeszcze raz. Tym razem bez skracania drogi.
Nie ma tak łatwo, Kocurku...
Odwróciła się bez pośpiechu, jakby decyzja zapadła już wcześniej, a rozmowa była tylko jej doprecyzowaniem. Przecięła spojrzeniem przestrzeń między stolikami, omijając scenę i skupiska ludzi, które zaczynały ją drażnić samą swoją gęstością. Zatrzymała się na moment, upewniając się, że kierunek jest oczywisty — dalej, głębiej w lokal, tam gdzie światło było bardziej rozproszone, a hałas tracił ostrość przy wodopoju.
Uniósłszy dłoń, wykonała krótki, oszczędny gest przez ramię — nie zaproszenie, raczej wskazanie trajektorii. Jeśli April chciała grać dalej, musiała nadążyć.

April Finch
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przymknęła oczy i potarła palcami nasadę nosa, mając nadzieję, że dzięki temu jakoś lepiej się w tym wszystkim uziemi. Trafiła na wyjątkowo oporną glinę do rzeźbienia, która niespecjalnie miała ochotę zostać dziełem sztuki w jej kolekcji. Bardzo dziwne! Jej zbiór był przecież fenomenalny i bardzo o niego dbała, czemu niby próbować się z niego wykręcać?
— Oczywiście, że działa, czemu miało nie? Słyszałaś już o tym, że ludzie uprawiają seks dla przyjemności czy jeszcze ta ciekawostka do ciebie nie dotarła? — Wywróciła rozbawiona oczami. Topienie się w konwenansach nie było specjalnie w jej stylu i nie widziała absolutnie niczego złego w stworzeniu takiego prostego wytrycha. Skoro i tak to było celem rozmowy, a była szansa, że rozmowa się nie poskleja, to przecież można to sobie odpuścić i od razu dotrzeć do finiszu. Jeżeli tam też nie zadziała, to przynajmniej sprawa jest jasna, co dalej robić z taką relacją.
— Przecież jeszcze nie zaprosiłam cię na randkę, nie musisz mnie od razu lubić — zauważyła uprzejmie. Tolerowanie i sympatia na pewno by się April spodobały, ale czasami po prostu nie można mieć wszystkiego. Była przecież dorosła, zdawała sobie z tego sprawę. Wolałaby miłą rozmowę przy drinku albo w trakcie spaceru, ale jeśli szło jak po gruzie nawet stojąc na środku bagna, to nie ma co liczyć na długie kroki naprzód.
Uniosła brwi, przyglądając się, jak dziewczyna rusza przed siebie bez żadnych wyjaśnień. Przez krótki moment zastanawiała się, czy nie obrócić się na pięcie i nie pójść w przeciwnym kierunku, ale postanowiła dać tej sytuacji jeszcze jedną szansę i po prostu ruszyła za Inari. Może faktycznie zdarzy się jeszcze coś ciekawego?
— Nie sprawiasz wrażenia zainteresowanej otwieraniem się, a jednak chcesz być w centrum mojej uwagi i mam cię adorować, zamiast po prostu przejść do rzeczy? I to ja jestem tą nieprzewidywalną? — Zrównała się krokiem z Nilsinger, przyglądając się jej z rozbawieniem. Kobiety to jednak miały problemy, żeby określić, czego tak naprawdę chcą. A im bardziej próbowały zgrywać takie uziemione i poukładane, tym bardziej wysyłały sprzeczne sygnały.
— Możemy spróbować do bólu standardowo. No wiesz, czy przyszłaś tutaj sama, jak właściwie się nazywasz, gdzie pracujesz, bliżej ci do socjalistki czy kapitalistki? — dodała, wzruszając ramionami. Nie była może ciekawa wszystkich odpowiedzi, ale skoro miały zacząć prowadzić bardziej cywilizowaną rozmowę, to od czegoś trzeba było zacząć.

Inari Nilsinger
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”