-
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Na to właściwie liczę. Przyda się coś oryginalniejszego niż lata czy miesiące. — przyznała, uśmiechając się pod nosem. Podniosła się z kucek z zamiarem dalszego szukania śladów wokół denata. Cały czas pozostawała skupiona na pracy, choć rozmowa z panią koroner znacznie umilała jej czas. Było całkiem swobodnie, natomiast dla van Laar było to dodatkowe doświadczenie. Może i niewielkie, ale słowa Zaylee z pewnością miały dla niej nieco większe znaczenie niż można było się spodziewać.
— Hm. Czyli możliwe, że może zostanę tutaj na dużo dłużej. — pokiwała głową w ramach zgody, choć i tak wypowiedź koronerki skłoniła ją do nieco szerszego zastanowienia. Tak naprawdę to nigdy nie zastanawiała się jak długo mogłaby tutaj pracować. Z drugiej strony nie umiała też wyobrazić sobie siebie samej rezygnującej z tej pracy w celu poszukania innej ścieżki w życiu. Być może był to dobry znak, w co chciałaby wierzyć. Była tu ledwie pół roku, natomiast ton jej głosu wyraźnie sugerował, że wcale nie miała nic przeciwko temu, by zostać tutaj nawet i do emerytury. Natomiast wszystko się mogło jeszcze zmienić.
— Blisko, Holandia. — odpowiedziała całkiem swobodnym tonem, nie czując się nieswojo z powodu takiego pytania. Dlaczego? Słyszała je już wiele razy. Była również świadoma tego, że odznaczała się akcentem, a też nigdy nie starała się go specjalnie ukryć. Nie wstydziła się swojego pochodzenia, ale też przesadnie się z nim nie afiszowała.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie chodziło o doświadczenie. Tego van Laar jeszcze brakowało, to było oczywiste. Chodziło o podejście. Nie działała nerwowo, nie przyspieszała na siłę, nie rozglądała się w poszukiwaniu potwierdzenia, czy robi coś dobrze. Robiła swoje. Dokładnie i konsekwentnie. Będą z niej ludzie.
— W takim razie życzę ci stu lat pracy w TPSH — rzuciła z lekkim uśmiechem. Nie no, aż tak źle jej nie życzyła. Kto by chciał pracować do usranej śmierci? Chyba nikt, oprócz Miller.
Kiedy usłyszała odpowiedź o Holandii, uniosła lekko brwi. Nie była zaskoczona. Akcent był wyraźny, choć nienachalny.
Nie dopytywała. Nie dlatego, że ją to nie interesowało, tylko dlatego, że nie widziała potrzeby rozciągania tematu w tym momencie. Był czas na rozmowy i był czas na pracę. Tutaj granica między jednym a drugim była cienka, ale dla Zaylee wciąż wyraźna.
Zrobiła kilka kroków, zmieniając kąt, z którego obserwowała denata. Jej spojrzenie zatrzymało się na szczegółach, które komuś mniej doświadczonemu mogłyby umknąć.
— Jeśli zostaniesz tu dłużej, szybko przestanie to być tylko możliwe — odezwała się po chwili, odnosząc się do wcześniejszej wypowiedzi Daphne. — Albo w to wejdziesz całkowicie, albo sama uznasz, że to nie dla ciebie — dodała, bo przecież nawet ona miała praktykantów, którzy jednak nie wytrzymywali presji. A większość ludzi potrzebowała czasu, żeby nauczyć się ignorować presję, czy to ze strony przełożonych, czy własnych oczekiwań. Daphne zdawała się już mieć to opanowane, przynajmniej w pewnym stopniu.
— Masz dobre tempo — skomentowała, bez patrzenia w jej stronę. — Nie przyspieszaj tylko dlatego, że ktoś stoi obok — to była rada, ale też coś w rodzaju testu. Zaylee chciała sprawdzićć, czy Daphne zacznie się teraz bardziej kontrolować, czy pozostanie przy swoim rytmie.
Sama wróciła do analizy, schylając się nieco, by przyjrzeć się bliżej jednej z dłoni denata. Myśli znów zaczęły układać się w logiczny ciąg i możliwe scenariusze, które jeszcze trzeba będzie potwierdzić. Nie miała zwyczaju wyciągać pochopnych wniosków.
— Będę się zbierać. Zabezpieczcie zwłoki do transportu — poleciła jeszcze i skinęła głową w kierunku van Laar, dając jej do zrozumienia, że na ten moment zakończyła swoje działania i będzie ewakuować się na komisariat.
Daphne van Laar