Parsknął śmiechem, kiedy Pilar powiedziała mu, że jest taką ekspertka od gotowania ryżu. Właściwie ryż przecież wchodził w skład wielu dań, otwierał im drogę do naprawdę dużej ilości przepisów. Szkoda tylko, że ta ich droga tam się kończyła... Ale to już dobry początek, bo przecież ryż to też jeden ze składników bandeja paisa, i jajko i awokado, czyli już maja trzy rzeczy, jeszcze kilka i skompletują cały talerz.
-
Umiem trochę robić mięso z grilla - jego
umiem trochę, to było przypalić je tak, że jak zeskrobiesz nożem, to może jeszcze je zjesz, o ile masz wszystkie zęby i nie przeszkadza ci odrobina węgla. Może jakby częściej latali do Kolumbii to by się nauczyli? W końcu go tam wujowie postawili przy grillu, a może jeszcze kilka razy by stanął i by było już lepiej? Pilar nauczyła się obierać ogórki, to następnym razem może nauczyła by się wycinać je w serduszka?
Nabrał mocno powietrze w płuca, mogła to poczuć na jego unoszącej się do góry klatce piersiowej, tylko czy spowodowane to było tym jak jej dłoń wylądowała na
nim, czy tym bandeja paisa co dwa tygodnie? A może tym, że palcem przesunął po jej bieliźnie między nogami?
Czuł na swoich wargach jej gorące, pełne usta, czuł już w głowie ich smak, kurewsko uzależniający, a jednak nie zamknął ich w pocałunku, tylko znowu się odezwał.
-
To... żeby ogarnąć to bandeja paisa... - przerwał, żeby nabrać w płuca powietrze, a z gardła wyrwał mu się kolejny pomruk, który stłumił za jej uchem, zaciągając się jej zapachem, jej dłoń pracująca na nim sprawiała, że mięśnie zaczęły mu się spinać. Przesunął się na tym leżaku dając jej trochę lepszy dostęp, a sam sięgnął palcami miedzy jej uda. Pod cienki materiał jej majtek, od razu poczuł, że była już mokra. Spragniona go tak samo, jak on jej, bez ostrzeżenia wdarł się w nią palcami, gwałtownie, tak, żeby tym razem jej
dziki pomruk wylądował gdzieś na jego klatce piersiowej -
musimy częściej latać do Kolumbii - dokończył w końcu. A kiedy przygryzła dolną wargę dał jej chwilę, żeby tylko ułożyła się odpowiednio, rozchylając uda, zanim jego palce zaczęły pracować w niej w odpowiednim tempie, tych przyspieszonych oddechów i serc.
-
Chciałbym to zobaczyć w blasku słońca... - mruknął jej do ucha, które otulał jego ciepły, szybki oddech i te ciche pomruki. Bo chyba to, że oni się
tak bawili publicznie jeszcze podkręcało atmosferę. I tak już gorącą. Madox nie umiał zebrać myśli, fiksował się na jej gorącym ciele, na tym jak na niego reagowała, na jej zapachu, który tak intensywnie go otulał i na tych cichych jękach, które opuszczały jej pełne usta.
-
Trenować... - powtórzył po niej odruchowo, ale nie zastanawiał się nawet co. Ach tak... siłownia.
Nawet nie wyhaczył tej rozmowy dzieciaków i dopiero, kiedy Pilar przestała, a zaraz potem zabrała rękę, to go uświadomiła w tym, co się dzieje, chociaż w pierwszej chwili mruknął.
-
Qué carajo? -
co kurwa?, jeszcze dwa dzikie uderzenia serca walczył ze sobą, ale finalnie też wyciągnął dłoń z jej majtek, chociaż jeszcze na jej oczach perfidnie ściągnął z palca językiem jej wilgoć, a potem odchylił do tyłu głowę.
Próbował uspokoić walące w piersi w szaleńczym tempie serce, i to jak bardzo był na nią nakręcony. Próbował...
Ale co z tego skoro aż go w środku skręcało, i czuł, że zaraz go po prostu
popierdoli, wszystkie jego myśli brały azymut na jej smak, który miał na języku, na to jak jej ciepłe wnętrze otulało jego palce, a jej dłoń pracowała na tej jego nabrzmiałej, tak kurewsko na nią gotowej, męskości. Nawet nie zakodował tego, że Izka mówiła coś o targowaniu.
-
Okej... - rzucił i już siedział na hamaku spuszczając nogi, czuł to jak nienośnie ciasno zrobiło mu się w spodniach i czuł jak pasek wisi mu na biodrach, ale za bardzo się tym nie przejął -
my musimy iść do kibla - powiedział jakby nigdy nic i już zaciskał palce na dłoni Pilar, chuj, że tak nagle muszą iść do kibla, razem, i w ogóle. W zasadzie przecież ich pasażerowie nie byli dziećmi... A zresztą nie musieli im się tłumaczyć, czy coś. Nawet nie mieli na to czasu, bo zaraz Madox szarpnął Stewart za sobą w kierunku toalet, bo jak on teraz
sobie nie ulży, to go doszczętnie
pojebie.
Tylko, że się okazało, że kolejka do kibla sięga aż do samego wejścia, nie wiadomo czy dobrze to świadczyło o tej knajpie, a zresztą kto by tyle czekał?
-
Mierda... - mruknął Madox prosto w jej ucho przykryte włosami i wtedy...
Na jej pięknych, ciemnych
kudłach włosach usiadł zjawiskowy motyl. Przysiadł na nich na krótki moment, a kiedy Madox chciał jej go pokazać, to odleciał, więc zaraz Noriega pokazywał jej dłonią kierunek, w którym leciał ten błękitny, piękny motyl, nie było takich w Toronto. Motylek zatoczył kółko i usiadł na otwartych drzwiczkach od plażowej przebieralni.
-
No i kurwa zajebiście - stwierdził Madox w duchu dziękując temu motylkowi, bo co więcej im było potrzebne?
No nic. Dlatego już zaraz ciągnął ją po piachu do tej przebierali, zamknął za nimi drzwiczki, niby dół był otwarty, ale zasłaniała wszystkie newralgiczne miejsca, chociaż zaraz kiedy spodnie Noriegi wylądowały w piachu, no to akurat było widać, ale... ludzie przecież w takich przebieralniach zdejmują z siebie ciuchy, więc to nic dziwnego. Oparł Pilar o te drzwiczki, które skrzypnęły pod ich naporem, kiedy przywarł do niej całym ciałem.
-
To będzie... - wymruczał jej w usta, które zaraz całował łapczywie -
szybki numerek... - dodał tak, żeby wiedziała, że nie ten specjalny, który jej obiecał. Przesunął palcami po jej udach podwijając sukienkę, zacisnął je na jej majtkach spuszczając je w dół, pozwalając im opaść na piasek.
una mariposa que se posó en su hermoso cabello ִֶָ. ..𓂃 ࣪ ִֶָ
་༘࿐