Ulżyło mu, gdy Santiago może nie tyle zgodził się ochoczo na sesję rodzinną, co gestem zasugerował, że w tym momencie jest mu wszystko jedno i że nie będzie protestował. On sam nadal nie wiedział jak miałoby to wyglądać, bo w sumie nie miał żadnego doświadczenia z terapią, czy to indywidualną, czy grupową, ale chciał, żeby takie sytuacje jak ta nie zdarzały się już w ich życiu - a jeśli miały się zdarzać, to rzadko, ewentualnie raz na dekady, a nie raz w tygodniu.
-
Sí, claro - skinął głową, gdy Santiago poprosił o jakąś zabawkę małego i odszedł na chwilę od stołu. Wrócił chwilę później z kolorowym gryzakiem, który teoretycznie był w kształcie kółeczka, ale miał różne wypustki i wgłębienia, co sprawiało, że dla malucha faktycznie był interesującą zabawką na dłuższą chwilę. Nie usiadł jednak od razu, spojrzał za to na zgromadzonych, po czym zaproponował:
-
Raczej już nie będziemy chwilowo nic jeść, prawda? - odchrząknął krótko. -
Jeśli nikt nie protestuje, to proponuję się przenieść w nieco wygodniejsze miejsce, hm? - wskazał gestem kawałek dalej, w pewnej odległości od stołu, gdzie znajdowała się kanapa, fotele i stolik kawowy, który będą mogli użyć, by trzymać na nim wino. Wydawało mu się to lepszym rozwiązaniem, niż siedzenie wciąż przy stole; samo to wydawało mu się z kolei jakieś takie bardzo oficjalne, a chciał uciec od tej oficjalności, bo jakby nie było byli rodziną, pokręconą, ale jednak rodziną. Samo to, że mają teraz rozmawiać na temat uczuć było tak abstrakcyjne, że nie chciał tego jeszcze bardziej utrudniać.
Jako że nikt nie zaprotestował to Palermo zaprosił gości gestem na kanapę (albo fotele, jak kto wolał), a sam przejął na chwilę małego od Santiago, żeby ten mógł podnieść się z krzesła i zmienić miejsce. Gdy tylko wziął Tiago na ręce ten zaczął płakać i wyciągać rączki w stronę Santiago, znów uruchamiając to swoje "da-da-da!".
-
No już, już, zaraz będzie tata - Alvaro wywrócił oczami i przytulił chłopca do siebie, po czym - gdy Santiago już zajął miejsce w fotelu - podszedł do niego i posadził mu synka na kolanach. -
Już, zadowolony? - zapytał jeszcze chłopca, ale ten już nie zwracał na niego większej uwagi, bo był na kolanach u swojego "da-da", miał gryzak i był przeszczęśliwy.
Palermo uśmiechnął się pod nosem i bez zbędnego zastanawiania się nad tym, gdzie powinien usiąść, przysiadł przy fotelu, na podłodze, po turecku. Zapewne psycholog mógłby wiele powiedzieć na temat tego, gdzie usiadł i że było to akurat "w nogach" Santiago, ale nie myślał o tym przesadnie; po prostu chciał tam usiąść i tyle.
-
Przykro mi, że mój wybuch wywołał w tobie silne emocje, nie chciałem tego. - odezwał się po chwili, wcześniej trawiąc to, co usłyszał z ust szwagra. Niełatwo się tego wszystkiego słuchało i czuł, że powinien powiedzieć coś więcej, że powinien powiedzieć o swoich uczuciach, o emocjach, które odczuwał i dlaczego zachował się tak, a nie inaczej, ale nie bardzo potrafił. -
Nie bardzo wiem, co... i jak powiedzieć. - przyznał wreszcie po chwili ciszy, patrząc na swoje kolana, na których leżały teraz jego zaciśnięte w pięści dłonie. Drżały lekko, co było zauważalne, jeśli spojrzało się na niego dłużej, niż sekundę. -
Żałuję, że zachowałem się w ten sposób, ale nie umiem cofnąć czasu. Nie umiem też panować nad swoimi emocjami i boli mnie to, drażni mnie i nienawidzę siebie za to, że krzywdzę tych, których kocham, swoimi wybuchami. Nie chciałem skrzywdzić ani ciebie, Sergio, ani nikogo innego. - pociągnął krótko nosem, po czym sięgnął po kieliszek; swoją drogą kieliszki na stolik przyniósł chyba Salazar. -
Chciałbym... być dobrym przyjacielem, ale mam wrażenie, że nigdy nie umiałem być taki, jak powinienem, chociaż zawsze się starałem. Nadal się staram, ale nie... nie do końca panuję nad swoim strachem i tym, co on czasem powoduje. Nad złością, nad krzykiem, nad sarkazmem. I czasem zastanawiam się czy chodzi o to, że nie umiem być z kimś... - zawahał się chwilę. -
w takiej relacji, czy po prostu w ogóle kontakty z ludźmi są dla mnie sporą trudnością. - westchnął cicho i zamoczył usta w alkoholu, uznając, że póki co chyba skończył; nie bardzo wiedział co powinien mówić, miał też wrażenie, że cokolwiek by nie powiedział, to może zostać źle odebrane i że może tym spowodować, że któryś z nich poczuje się skrzywdzony, a tego naprawdę nie chciał.
Santiago de la Serna Salazar Martinez Sergio Martinez