56 y/o
Welkom in Canada
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sergio trudno się patrzyło na załamanego Santiago, mówiącego o swoich myślach samobójczych. Był zdania, że ten facet zdecydowanie potrzebuje pomocy psychologicznej, a w tej sytuacji - również psychiatrycznej, skoro miał takie myśli. One nie mogły wynikać tylko z faktu, że Salazar mu nawrzucał, bo choć owszem, to były bardzo, bardzo mocne słowa, to one same w sobie nie byłyby w stanie wywołać aż takiej reakcji, musiały wynikać z czegoś znacznie głębszego; jednak Sergio nie zamierzał tego omawiać tu i teraz. Nie był do tego ani upoważniony, ani nawet uprawniony, bo nie mógł prowadzić terapii kogoś mu bliskiego. Nie podjąłby się tego. Wystraszył się jednak o Tiago i zastanawiał się gorączkowo, jak mu pomóc - jak zmusić go do pomocy samemu sobie, skoro de la Serna nie chciał pójść do psychologa, a ewidentnie miał ogromne problemy ze sobą.
Nie komentował jednak jego słów, czekając, aż mężczyźni wyjaśnią wszystko między sobą i zamierzając wkroczyć, gdyby któryś znów zamierzał powiedzieć za dużo. Nie wyglądało na to jednak - o dziwo (i naprawdę go to zaskoczyło!) wszyscy zastosowali się do tego, żeby mówić o sobie, swoich emocjach i nie wyrzucać jednocześnie "a bo ty, to jesteś taki i taki, bo ty, to mi ciągle". Był z nich dumny.
Odetchnął nieco, kiedy sytuacja zdawała się łagodzić i zmierzać ku lepszemu. Zdaje się, że po raz drugi atmosfera została oczyszczona i teraz chyba nareszcie wszyscy mogli normalnie porozmawiać jak dorośli ludzie. Był przekonany, że nie wszystko zostało tu powiedziane, że wciąż są pewne rzeczy do wyjaśnienia, ale może lepiej, żeby już to pozostało do omówienia między konkretnymi osobami, niekoniecznie w całym tym rodzinnym gronie.
Uśmiechnął się rozczulony, kiedy jego mąż wziął małego Tiago na kolana - wyglądał z nim naprawdę uroczo. Chwilę później zmrużył "ostrzegawczo" oczy, kiedy Santiago puścił mu oczko: domyślił się, że może mu chodzić o to, że zamierza wciągnąć Salazara w ten cały plan albo - przynajmniej że Sal sam się w niego wciągnie. Pamiętał jeszcze, że mężczyzna mówił, że za tym tęskni, że to kochał.
- Hm... - zastanowił się nad pytaniem Alvaro - Nie jestem jeszcze pewien. Przyjąłem to do wiadomości i... z jednej strony chyba zaakceptowałem, a z drugiej boję się o niego. Ale nie będę go przecież trzymał na uwięzi.
Spojrzał na męża z lekkim, trochę smutnym, a trochę wystraszonym, ale życzliwym uśmiechem i położył dłoń na jego kolanie.
- Mam tylko nadzieję, że Salazar nie wpakuje się w żadne kłopoty przez tę swoją drugą... czy też trzecią, obok pływania i - mam nadzieję, mnie - miłość. Tylko jak będziecie to wszystko planować i realizować, a on będzie chciał wziąć w tym udział, to proszę, zróbcie wszystko, żeby on do mnie wrócił cały i zdrowy, dobrze?
Mówiąc to uświadomił sobie - chyba po raz pierwszy w pełni - że tak wcale nie musi być i że ma wielkie szczęście, że do tej pory jednak Sal zawsze wracał. I to go przeraziło: ta perspektywa, że kiedyś może nie wrócić.

Alvaro Salvatierra Salazar Martinez Santiago de la Serna
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
55 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
emerytowany sportowiec, czasem złodziej, aktualnie głównie pisarz na home office
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 os. l.p.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawdę powiedziawszy Salazar też był dumny z całej tej ferajny włącznie z sobą samym, bo według niego całkiem sporo osiągnęli jak na ludzi, którzy o mało co się nie pozabijali, nawet jeśli nie na pięści, to przynajmniej na słowa. Jedynymi osobami, o które był spokojny, byli Sergio i mały Tiago (który, swoją drogą, najwyraźniej polubił wujka, bo co chwilę go teraz gdzieś taptał, aż w końcu porzucił to po jakimś czasie na rzecz zabawy paskiem od zegarka, który ten miał na nadgarstku).
Sal, co chyba jasne, miał teraz poczucie winy z powodu tego, że Santiago wspomniał o myślach samobójczych; on z kolei odebrał to w ten sposób, że - choć jego brat tego wprost nie powiedział -gdy już się trochę uspokoił z jednych myśli samobójczych to nawinął mu się Sal i jego kretyńskie teorie, a to sprawiło, że myśli wróciły. Według niego komunikat był dość jasny i bez mówienia o tym wszystkim wprost: spierdolił, krótko mówiąc. Nigdy nie chciał doprowadzać własnego brata do takich myśli, bo może był na niego zły, że ten udawał swoją śmierć przed rodziną i że pozwolił im się opłakiwać, to jednak nie życzył mu źle. Wręcz przeciwnie - życzył mu jak najlepiej, dlatego tak bardzo cieszył go widok Santiago i Alvaro, tak czułych w stosunku do siebie nawzajem, na których po jakimś czasie patrzył już dość otwarcie, z mieszanką zaciekawienia i zachwytu.
Przykrył dłoń męża na swoim kolanie swoją własną dłonią i popatrzył na niego z wdzięcznością, że ten nie planował go odwodzić od ewentualnego pomysłu wzięcia udziału w napadzie, to naprawdę wiele dla niego znaczyło (drugą ręką przytrzymywał plecki chłopca, który przyczepił się do jego zegarka i teraz ciągnął go lekko za pasek, próbując go na przemian zabrać i zjeść, bo co jakiś czas ćlamał go swoim bezzębnym jeszcze pyszczkiem).
- Głupek - mruknął czule, gdy Sergio wyraził "nadzieję", że jest jedną z jego miłości, po czym splótł ich palce ze sobą. - Hej, jestem dużym chłopcem, nie muszą mnie pilnować - popatrzył najpierw na Santiago i Alvaro, po których minach chyba i tak dość jasno było widać słowo "będziemy", a potem znów na Sergio. - Zawsze do ciebie wracałem, więc wrócę i tym razem. O ile w ogóle mnie gdzieś wywieje, bo... bo tego nie wiem. - wzruszył lekko ramionami, po czym przysunął się nieco do Sergio i wkręcił mu się pod ramię. Mały Tiago z kolei popatrzył na kolejnego wujka, a jego łapka wystrzeliła niczym z procy w kierunku jego okularów.

Sergio Martinez Alvaro Salvatierra Santiago de la Serna
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
Welkom in Canada
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakimś cudem zdołał ochronić swoje okulary, przytrzymując je na nosie i uśmiechając się do Tiago. Pogłaskał go po główce, drugą ręką obejmując tulącego się do niego męża. Oparł brodę o jego głowę i westchnął ciężko, ale z ulgą.
- Może cię nie wywieje... - wyraził nadzieję, chociaż szczerze mówiąc nie liczył na to, bo pamiętał wciąż ten żal i tęsknotę w oczach Salazara, gdy ten mówił o swojej miłości do napadów.
Zerknął na Santiago i Alvaro i uśmiechnął się tym razem do nich.
- Macie pięknego synka - powiedział, asekurując małego, żeby przypadkiem nie zsunął się z kanapy w swoich próbach dosięgnięcia jego okularów za wszelką cenę - I bardzo żywego. Musi to mieć po was, bo nie wierzę, że ktoś jeszcze może być tak żywiołowy, poza wami.
Chwilę później spojrzał na swojego męża, przypominając sobie o czymś, co zostało powiedziane już dawno temu - zdawało się, jakby to było w innej rzeczywistości.
- Mieliście mi powiedzieć, w jaki sposób Salazar zamierzał mnie namówić do wyboru domu. Co takiego genialnego wymyśliliście, co mogłoby mnie przekonać do czegoś, czego - jak pewnie zakładacie - bym nie chciał?
Cieszył się, że ta rozmowa stała się wreszcie normalna, choć zamierzał tak czy inaczej w pewnym momencie złapać Alvaro gdzieś na osobności i porozmawiać z nim o tych myślach samobójczych Santiago, które szczerze go zaniepokoiły. Nie był pewien, czy któremuś z nich uda się jakoś mężczyznę od tego odciągnąć ani namówić na pójście do specjalisty, ale miał nadzieję, że może jednak byłby na to jakiś sposób, bo to wszystko, co Tiago powiedział, nie brzmiało dobrze.

Alvaro Salvatierra Salazar Martinez Santiago de la Serna
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Alvaro pokiwał głową z uśmiechem, jednocześnie wciąż przyglądając się Martinezom; przemknęło mu przez głowę, że ci dwaj wyglądają ze sobą przesłodko i że w sumie zawsze wyglądali tak słodko, odkąd tylko Alvaro pamiętał ich razem. Nie chciałby, żeby cokolwiek ich rozdzieliło, nawet jeśli miałoby to być na własne życzenie Salazara, który zechciałby się pchać w złodziejski świat mając dobre, spokojne i normalne życie.
- Obiecuję, że będę pilnował ich obu. Zresztą, jak będę pilnował jednego, żeby nie zrobił niczego głupiego - powiódł stanowczym spojrzeniem w stronę Santiago, choć widać było, że teraz żartuje i o nic go nie posądza. - to przy okazji mogę też pilnować jego brata, czemu mnie. Słowo skauta, czy coś - uniósł jedną rękę zgiętą w łokciu, drugą kładąc na swoim sercu, na znak przyrzeczenia.
Chwilę później znów oparł się plecami o fotel, tym razem z ramieniem wtulonym w kolana przyjaciela. Gdy Sergio stwierdził, że mają pięknego synka, Palermo odchylił głowę do tyłu w taki sposób, żeby popatrzeć do góry nogami na Santiago i uśmiechnął się, rozczulony, sięgając przy okazji do jego policzka, żeby musnąć go czule palcami.
- Dziękujemy - odpowiedział cicho, ale słyszalnie, powracając spojrzeniem do Sergio. - Tylko uważajcie na wszelkiego rodzaju zegarki, wisiorki, pierścionki i inne świecidełka, jak chociażby spinki do mankietów; złodziejstwo też ma po tatusiach, podobnie jak żywiołowość. - zaśmiał się pod nosem, przyglądając się teraz jak mały próbuje skraść okulary z nosa Sergio. - Ach, tak, okulary też lubi. - wywrócił oczami z szerokim uśmiechem na ustach.
Rozpiął górny guzik koszuli pod szyją, a potem rozpiął też mankiety, o których chwilę wcześniej wspomniał i podwinął rękawy białej koszuli do łokci, co chyba było znakiem tego, że czuje się już spokojniejszy i bardziej rozluźniony. I rzeczywiście tak właśnie było.
- O sposobach na przekonanie cię do kupna konkretnego domu nic nie wiem... ale chętnie się dowiem, skoro to taka tajemnica. - popatrzył najpierw na Salazara, a potem na Santiago, na tym drugim pozostawiając już spojrzenie swoich jasnych oczu; teraz spokojne, ciepłe i czułe.

Santiago de la Serna Salazar Martinez Sergio Martinez
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
52 y/o
Prepare for the cold
182 cm
złodziej bankowy
Awatar użytkownika
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Santiago na tę "zaczepkę" o robieniu czegoś głupiego zareagował żartobliwym skrzywieniem się i pokazaniem Alvaro koniuszka języka. Zachowywał się teraz jak szczeniak, to prawda, ale potrzebował takiej odskoczni od tego, co było przed chwilą, od swoich myśli i emocji, musiał się od nich choć na chwilę odciąć, bo rzeczy, które jeszcze przed chwilą przezywał, przygwoździły go do podłogi i nie pozwalały się podnieść, jeśli miałby teraz nie próbować przewietrzyć głowy, odcięciem się od tego wszystkiego. Tak czy inaczej miał świadomość, że nawet jeśli w tym momencie odpędzi to od siebie, to i tak nic nie zniknie samoistnie, nie przejdzie samo - będzie musiał porozmawiać z Salazarem na osobności. Być może jutro, może za kilka dni, ale będzie musiał, bo inaczej nie poradzi sobie sam ze sobą.
Na potrzeby dalszego dobrego funkcjonowania tego wieczoru jednak zagłuszył w sobie emocje i skupił się na "tu i teraz", pozwalając sobie żartować. Ten uśmiech nie do końca i nie zawsze docierał do jego oczu, ale Tiago naprawdę się starał.
W końcu objął siedzącego przy nim Alvaro ramieniem za ramiona i przyciągnął bliżej siebie, w ten sposób praktycznie wtulając się w niego, mimo, że to on górował, siedząc na fotelu. Ale potrzebował teraz jego bliskości, która zawsze dawała mu choćby minimalne ukojenie.
Kiedy Sergio i Palermo nawiązali do tematu kupna domu przez Martinezów, najwyraźniej czekając, aż któryś z braci w końcu opowie tę historię, Santiago parsknął śmiechem i pokręcił głową.
- Kiedy Salazar - dość dziwnie wymawiało mu się pełne imię brata, ale jeszcze dziwniej byłoby mu je w tym momencie zdrabniać - oświadczył, że tu zostaje i zamierza się przeprowadzić, zaczęliśmy szukać wam domu - przeniósł utkwione wcześniej w Alvaro spojrzenie na Sergio - Obejrzeliśmy kilka na zdjęciach, zaproponowałem jeden taki, który miał basen. Pomyślałem, że ten będzie dla was dobry, bo można popływać o każdej porze dnia i nocy, a przecież wiem, jak to kochacie. Mój braciszek miał obiekcje, bo uznał, że tobie, Sergio, nie spodoba się to, że duża ilość ścian jest przeszklone - że nie są to okna, tylko dosłownie ściany ze szkła. Ale pomyślał, że można by to rozwiązać, obrazując ci, jak pięknie może wyglądać seks przy takiej ścianie. Nie do końca pamiętam, jak to szło później, ale zeszło na czyszczenie, na zapraszanie gości i tłumaczenie im, że akurat mleko wam się wylało.
Nadal był spięty, co Palermo z pewnością czuł w dotyku swojego partnera, ale Santiago naprawdę robił wszystko, żeby się rozluźnić i odegnać nieprzyjemne emocje.

Alvaro Salvatierra Salazar Martinez Sergio Martinez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
55 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
emerytowany sportowiec, czasem złodziej, aktualnie głównie pisarz na home office
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 os. l.p.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak, Salazar też był pewien tego, że będą musieli porozmawiać z bratem o tym, jak się zachował podczas kolacji, ale on również wolał teraz o tym nie myśleć. Zakładał, że będą musieli usiąść sobie gdzieś we dwóch, najlepiej przy jakiejś butelce (bo były tematy, których nie dało się poruszać na trzeźwo bez większych uszczerbków na mózgu i ten chyba był jednym z nich), ale nie wiedział, czy porwą się na to jeszcze dzisiaj, czy raczej jutro lub kolejnego dnia. Rozmowa jednak odbyć się musiała, to było więcej niż pewne, póki co jednak wszyscy chyba próbowali jakoś rozluźnić się i przewietrzyć głowy, czemu też w sumie nie ma co się dziwić. Po emocjach, które targały nimi przy stole, każdy z nich potrzebował resetu.
Pokiwał głową z uśmiechem, zgadzając się z mężem co do tego, że mają pięknego synka - dzieciak był przede wszystkim rozkoszny i poza tym, że był żywiołowy, potrafił też wlepiać w kogoś oczka tak długo i tak intensywnie, że miało się wrażenie, że prześwietla ci duszę. No i miał też słodkie bułeczki na policzkach.
- Też miałeś takie pyzy, gdy byłeś dzieckiem - rzucił ni to z czułością, ni to kąśliwie w stronę Alvaro, na co ten najpierw się zapowietrzył, a potem parsknął śmiechem i pokazał Salowi środkowy palec.
Kiedy Santiago opowiadał o historii poszukiwania odpowiedniego dla nich domu, o szklanych ścianach, o planowanym przez Sala "przekonywaniu męża" oraz o zapraszaniu gości i wylanym mleku, to w miarę jak mówił, Salazar robił się coraz bardziej czerwony, uparcie bawiąc się włoskami małego. Musiał przyznać, że co innego żartowanie w ten sposób z bratem, a co innego uchylanie tego rąbka tajemnicy przy jego małżonku i jeszcze w dodatku przy Alvaro, który był ledwie parę lat starszy od syna jego i Sergio.
- Boże - wymamrotał zażenowany, ściskając palcami nasadę nosa i zaśmiał się nieco ochryple, wciąż czerwony na policzkach i szyi. - Chciałbym się wyprzeć, że nie, wcale tak nie było, ale... no, w sumie jakoś zeszliśmy wtedy w rozmowie właśnie do śladów mleka na szybach, owszem. - parsknął krótko. - A ja chyba powiedziałem jeszcze, że to niekoniecznie musiałyby być szyby, bo mleko zostawia też ślady na blacie i kanapie chociażby, więc gdyby goście mieli przyjść za krótką chwilę, to niezależnie od tego, czy mielibyśmy w domu szklane ściany czy nie, to rozlane... mleko i tak mogłoby rzucać się w oczy. - zerknął na męża, chichocząc. Kątem oka dostrzegł też szeroko otwarte oczy Alvaro, który w końcu również parsknął śmiechem, odchylając głowę na ramię obejmującego go Santiago.

Sergio Martinez Alvaro Salvatierra Santiago de la Serna
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
Welkom in Canada
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sergio słuchał tego wszystkiego z coraz szerzej otwartymi oczami. W pewnym momencie również opadła mu szczęka, a on zrobił się najpierw blady, a później czerwony na twarzy. Mimo, że już bliżej było mu do sześćdziesiątki, niż pięćdziesiątki, mimo, że był w związku od czterdziestu lat, więc chyba nic, co ludzkie nie było mu obce; mimo również tego, że przecież spłodził kiedyś syna - nadal całkiem łatwo było go zawstydzić i tak też stało się teraz. Nie chodziło o samą myśl, że jego mąż rozmawiał z bratem o ich seksie, bo takie rozmowy też były normalne - chodziło o sam temat jako taki.
- O, Boże - jęknął, kryjąc twarz w dłoniach i chichocząc - Sal, czy to jest jeden z tych domów, który już oglądaliśmy, czy dopiero zamierzasz mi go zademonstrować? Powiedz, że to nie jest ten, na który już prawie się zdecydowaliśmy, bo wtedy nie będę mógł się uwolnić od tych wizji...
Rzeczywiście, przed oczami mimowolnie stanął mu widok zabrudzonych szyb, a chwilę później... cóż - obraz tego, w jaki sposób te zabrudzenia będą powstawać. Wizja... całkiem seksowna i kusząca, swoją droga, ale zdecydowanie nieodpowiednia do przemyśleń w towarzystwie.
Opuścił w końcu ręce i wbił żartobliwie ostre spojrzenie w męża, piorunując go wzrokiem.
- Zboczeńcy - orzekł ze śmiechem i wyłuskał delikatnie swój złoty łańcuszek z palców małego Tiago, który teraz był zafascynowany błyskotką na szyi wujka. Sergio odszukał porzuconą gdzieś w pobliżu puchatą żyrafę i podał ją małemu, żeby raczej tym się zajął, a nie tak niebezpieczną dla niego rzeczą, jak rzeczony łańcuszek, ale dziecko najwyraźniej lepiej wiedziało, na co ma w tym momencie ochotę i nie dawało się przekonać do niczego innego, bo teraz drapało się po piersi Sergio do jego biżuterii i okularów.

Alvaro Salvatierra Salazar Martinez Santiago de la Serna
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Alvaro zauważył, że Santiago jest spokojniejszy, chociaż wiedział, że nie jest to jeszcze całkowity spokój - wcale się temu nie dziwił, bo sytuacja była dość napięta przez dłuższy czas, więc na pewno chwilę zajmie mu uspokojenie się, zwłaszcza po insynuacjach Salazara. Sam Alvaro starał się puścić to w niepamięć, pewnie głównie dlatego, że wiedział, że rodzinne waśnie na niewiele się zdadzą, z drugiej strony też sam też miał charakterek (każdy z nich miał, a z całej tej czwórki chyba tylko jedynie charakterek Sergio był "zjadliwy" dla innych) i wypominanie Salazarowi tego, że robił aferę, podczas gdy sam ją zrobił chwilę wcześniej... no, cóż, delikatnie mówiąc, byłoby to z jego strony hipokryzją.
Tak czy inaczej - widział, że jest już nieco lepiej, choć jego ukochany nadal był spięty, ale na pewno znacznie mniej, niż jeszcze przed chwilą. Poczuł jeszcze to spięcie, gdy Santiago go objął, przyciągając do siebie i przytulając się do niego, ale miał nadzieję, że w miarę upływu czasu będzie tylko lepiej. Swoją drogą, przyszło mu do głowy, że gdy goście już sobie pójdą, a młody padnie w swoim łóżeczku zmęczony ciąganiem wujków za biżuterię, to będzie musiał zrobić de la Sernie jakiś odprężający masaż. Najlepiej taki z olejkami czy innymi oliwkami, które zresztą kupił jakiś czas temu, tylko jeszcze nie miał okazji na nim wypróbować; prawda była jednak taka, że masaże były wskazane dla mięśni Santiago, które potrafiły płatać mu figle, a że Palermo wpadł na to trochę późno, to... cóż, lepiej późno, niż wcale. O olejkach mu chyba jeszcze nawet nie zdążył powiedzieć, ale wszystko w swoim czasie.
- A więc to o takich rzeczach rozmawiają bracia, gdy spotkają się po latach, tak? - znów odchylił głowę w tył, żeby spojrzeć na Santiago, tym razem z rozbawieniem wymalowanym na twarzy i kurwikami w oczach. - Dobrze wiedzieć. - parsknął krótko i potarł policzkiem o jego ramię, klatkę piersiową czy gdzie tam akurat bez większych problemów udało mu się sięgnąć.
Objął też po chwili palcami jego nadgarstek, tej ręki, którą Tiago go obejmował i zaczął go delikatnie masować, bo skoro już było mu w głowie masowanie partnera, to chciał spróbować go uspokoić jeszcze bardziej; może nie przyniesie to nie wiadomo jakiś skutków, ostatecznie jego ramionom, barkom i plecom ogólnie masaż przydałby się na pewno bardziej, ale to było coś, co mógł mu zapewnić w tej chwili, przy ludziach i nie musiało wcale wzbudzać nie wiadomo jak wielkiej sensacji.
- Słodko się czerwienicie - stwierdził jakby nigdy nic, chichocząc cicho pod nosem, gdy już powrócił spojrzeniem na siedzących na kanapie mężczyzn i ignorującego pluszową żyrafę młodego. - Taak, wiem, mały, też bym wolał naszyjnik wujka od jakiejś głupiej żyrafy - parsknął krótko, po czym odsunął się na chwilę od partnera, żeby sięgnąć po wino i kieliszki.
Już gdy zaczął lać z butelki do pierwszego z kieliszków okazało się, że wino było na wykończeniu, więc mamrocząc coś pod nosem, niezadowolony, z tym charakterystycznym dla siebie, mocnym argentyńskim akcentem, odpłynął (bujając biodrami na boki) w kierunku barku z alkoholami. Po chwili wybrał wino, które było mniej więcej podobne do tego, które właśnie kończyli, choć nieco delikatniejsze w smaku, z jakąś łagodną, chmielową nutką. Cmoknął, tym razem już zadowolony, po czym wrócił do nich i napełnił wszystkie cztery kieliszki, dwa z nich podając mężczyznom na kanapie, a z dwoma wracając do Santiago. Podał mu jego porcję i przysiadł na poręczy fotela, obejmując go jedną ręką za plecami i musnął nosem jego skroń. Gest ten z jego strony był próbą uspokojenia mężczyzny i pokazaniem mu, że jest przy nim i że wszystko będzie dobrze.
- Swoją drogą... przeprowadzacie się do Toronto, tak? To już postanowione? - zagadnął po chwili, znów patrząc na Martinezów i swojego zwierconego synka, który nie dawał im spokoju. - Hej, jak będziecie mieć go dość, to powiedzcie, zabiorę go od was. - dodał jeszcze, z uśmiechem.

Santiago de la Serna Sergio Martinez Salazar Martinez
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
56 y/o
Welkom in Canada
183 cm
emerytowany pływak, obecnie psycholog Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
-
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion//ono/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sergio uśmiechnął się połowa ust, patrząc na męża z ukosa i jednocześnie chwytając małego za dłoń. Zastanawiał się, czym go zająć, żeby nie zrobił sobie krzywdy i jednocześnie żeby dostał coś co najmniej równie interesującego, jak ten jego łańcuszek, którego przed zakusami syna złodziei nie uratowało nawet schowanie pod koszulą. Ostatecznie zdjął z nadgarstka czarną skórzaną bransoletkę z metalowymi koralikami, których nie dało się zdjąć. Co prawda liczył się z tym, że dziecko może znaleźć na to jakiś sposób, ale liczył, że może jednak nie - nie chciał, żeby mały się zadławił. Co chwilę jednak zerkał na małego, któremu podał nową "zabawkę", a ten chyba tym razem dał się przekupić, bo zajął się pakowaniem rzemyków do buzi. Martinez uśmiechnął się rozczulony, patrząc na ten wygibasy, wyobrażając sobie, jak ciekawe to musiało być dla pozbawionego jeszcze ząbków dziecka, kiedy przy jednym ugryzieniu trafiał na coś w miarę miękkiego, a przy następnym - na metalową kulkę, przyjemnie wrzynającą się w dziąsła.
- Nie mam go dosyć - oświadczył, otaczając małego ramionami, żeby nie zsunął im się z kolan, podskakując i popiskując radośnie dzięki bransoletce - Kiedy on właściwie zacznie ząbkować? To nie jakoś zaraz?
Chwilę później podniósł spojrzenie na Alvaro, przyjmując od niego kieliszek ze skinieniem głowy mającym oznaczać podziękowanie.
- Tak, chyba tak, jak rozumiem - popatrzył na męża pytająco - Zresztą znalazłem tu już pracę, mam pierwszych pacjentów... Zdaje się, że pobędziemy tu chwilę dłużej. Nie jest to Nowy Orlean, ale z drugiej strony czasem trzeba jakiejś odmiany, a do Luizjany będziemy mogli zawsze pojechać choćby na wakacje, żeby odwiedzić stare śmieci. Tak, jak jeździmy czasem do Portoryko czy do Argentyny.
Chwycił dłoń męża, znów patrząc na niego, tym razem z czułością i miłością.

Alvaro Salvatierra Salazar Martinez Santiago de la Serna
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się pod nosem, widząc w jaki sposób Sergio udało się zająć młodego - nic dziwnego zresztą, że coś tam potrafił, w końcu razem z Salazarem wychowali już jednego szkraba, swoją drogą też syna, więc prawdopodobnie umiejętność "obsługi" dzieci nie było czymś, co się tak łatwo zapomina.
- Tak, wydaje mi się, że jakoś zaraz - skinął głową w odpowiedzi na pytanie o ząbkowanie młodego, który w tym czasie z wielką pasją glamał bransoletkę wujka i pocierał nią o swoje dziąsła. - Mam wrażenie, że może już zaczął, bo pakuje do buzi dosłownie wszystko, co podsunie mu się pod nos. Powiedziałbym, że ma to po mnie, ale... - wywrócił oczami i uśmiechnął się szeroko, przenosząc wzrok na Sergio, potem na Salazara i wreszcie na ich splecione dłonie.
- Ile lat wy już właściwie jesteście razem...? - zapytał zaciekawiony, bo jakoś nie bardzo mógł się doliczyć, tym bardziej, że trafił do rodziny nieco później, bo gdy miał czternaście lat. - Swoją drogą... jak to jest być w związku tak długo? W sensie... nie nudzi wam się ze sobą? Nie zastanawialiście się nad zrobieniem sobie przerwy albo nad jakimś skokiem w bok? - zaraz potem uniósł lekko ręce w obronnym geście. - Nie, żeby coś, po prostu pytam z ciekawości.

Santiago de la Serna Salazar Martinez Sergio Martinez
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
ODPOWIEDZ

Wróć do „#25”