26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Countess: Tell me the reason why wilt thou marry.
Clown: My poor body, madam, requires it; I am driven on
by the flesh, and he must needs go that the devil drives.


Przed momentem byli w kawiarni, zachowując się, jakby spojrzenia rzucane w swoją stronę miały ich spalić żywcem. Prawie niezręczni, trzymając ręce przy sobie, dobierając uważnie słowa i zajmując dłonie czymkolwiek mogli.
Chwilę później lgnęli do siebie, tarmosząc włosy, łapczywie sięgając po kolejne pocałunki, zaciskając palce na ubraniach. "Kocham cię" w obu językach, które znał, wciąż pobrzmiewały w jego głowie. Kochała go? Niby wiedział, ale.. Łapczywość. Żar tlący się w ciemnych zakamarkach jego ciała zachłysnął się powietrzem, wybuchając na nowo. Byli w miejscu publicznym, a on przecież miał się nie oddawać szeroko pojętym używkom...? Drogi boże, działała na niego, pobudzając szybciej i mocniej niż Molly.
Bieg. Śpieszyło im się, wiedział doskonale gdzie i dlaczego. Ruch obudził go bardziej, przyspieszając transport tlenu wokół ciała. Znów był żywy. Czuł ciepło na twarzy, mięśnie pracujące przy każdym stawianym prędko kroku, był prawie pewny, że przez moment czuł, jak endorfiny wskoczyły w końcu na swoje miejsce w mózgu, chociaż to nie miało żadnego sensu. Nie ważne. Nie musiało mieć sensu.
Winda. Przyciągała go blisko, mówiła wszystko, co chciał usłyszeć, podsycała pragnienie. Przycisnął ją do ściany w windzie mocniej, kolejny łapczywy pocałunek; tym razem nie przyciskał się do jej ciała tylko dlatego, że palce zajął rozpinaniem kurtki V. Swojej też. Obu na raz. Rozbiegane dłonie nie mogły znaleźć sobie miejsca, a on nie chciał łapać oddechu przez całą tą krótką jazdę. Nie chciał, by jego usta opuszczały jej skórę nawet na jeden moment. Głodny, spragniony, niecierpliwy.
Nietrzeźwy.
Chłód spłynął na jego kark, gdy zdał sobie sprawę z tego, że naprawdę powinien nad sobą bardziej panować, ale odepchnął tą sensację na bok. Wtoczył się z nią do środka, wierzchnia odzież poleciała na podłogę, wyszedł niedbale z własnych butów, tym samym posyłając bluzę za kurtką.
- Ya lyublyu tebe - rzucił na wydechu, dłonie wciąż nerwowo szukające jej ciała. Musiał ją mieć. Musiał być jej. Wymowa pozostawiała wiele do życzenia i nie zdziwiłby się, gdyby w ogóle mu się coś popieprzyło. - V... - nie mógł się skupić. Mózg odmawiał posłuszeństwa, nie chciał formować zdań, a przecież tyle chciał jej powiedzieć.. Że ją kochał, że przepraszał, że się starał, że już jej tak łatwo nie zostawi.
Wszystko, co chciał jej powiedzieć, a do czego nie mógł znaleźć słów, zamknął w kolejnym pocałunku.
Jego. Tylko jego.

v
LemonSpice
none
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Biegła prosto w ogień. Wprost do samego środka rozpalonego żaru, wiedząc, że może się w nim spalić doszczętnie. Ale musiała. Musiała podążyć za tym, co krzyczało w jej sercu. Już dwa razy ich drogi się rozdzieliły, zostawiając między nimi pustkę. Nie chodziło o to, że nie potrafiła bez niego żyć bo potrafiła. Była silną, niezależną kobietą, przyzwyczajoną do samotności przez wiele lat. Ale życie u jego boku… przy nim… wydawało jej się czymś o wiele piękniejszym. Czymś, czemu chciała się oddać na dłużej.

Gdy tylko jego dłonie rozsuwające jej kurtkę dotknęły jej ciała, wygięła się w łuk jak kotka w rui. Pragnęła go całą sobą. Ciepło jej skóry emanowało na niego falami, gdy z cichym, gardłowym jękiem oddawała mu pocałunek. Ich usta zderzyły się namiętnie, języki splątały się w gorącym, mokrym tańcu. Drżącymi z ekscytacji palcami udało jej się wreszcie przekręcić klucz w zamku. Ledwie drzwi ustąpiły, wpadli do środka, wciąż złaknieni siebie. Kurtki poleciały na podłogę. Buty zostały gdzieś za nimi. Vita chwyciła brzeg swojej koszulki i jednym szybkim ruchem ściągnęła ją przez głowę, rzucając gdzieś w bok, za chwile wracając do pocałunku. Wtedy usłyszała jego słowa - wypowiedziane w jej rodzimym języku. Zamarła na ułamek sekundy, a potem jej twarz rozświetlił szeroki uśmiech. Chwyciła jego twarz w obie dłonie, palcami delikatnie, ale zdecydowanie sunąc po jego szczęce, policzkach i zaroście. Pogładziła kciukami jego usta, i pocałowała go w nie, najpierw lekko, ledwie muskając wargami, a potem głębiej... długo, czule, z całą namiętnością, jaką w sobie nosiła. Całowała go powoli, smakując każdy milimetr jego ust, ssąc delikatnie dolną wargę, zanurzając język w jego ustach z cichym, pożądliwym westchnieniem. Jej palce wciąż błądziły po jego twarzy... przesuwała opuszkami po kościach policzkowych, po skroniach, wplatała je w jego włosy... przyciągając go jeszcze bliżej.

W końcu oderwała się na chwilę tylko po to, żeby złapać oddech. Chwyciła go za nadgarstek i pociągnęła stanowczo w stronę sypialni. Popchnęła go delikatnie, żeby usiadł głębiej na łóżku, opierając się plecami o ramę. Sama wskoczyła na materac i usiadła na nim okrakiem, ciasno oplatając go udami. Oparła swoje czoło o jego, nos o nos.. Mial tak seksowny nos, ah.. Powoli, bardzo powoli przesuwała palcem wzdłuż linii jego zarostu... od brody, przez szczękę, aż do kącika ust.- wiem, ze nie powinnismy, ale zapytaj mnie… - wyszeptała ochryple, marszcząc przy tym nos. Jej oczy płonęły, gdy patrzyła się w jego źrenice - No wiesz… czy będę twoją dziewczyną. Tak na poważnie. Jego.
Była tylko jego.
hers♥︎
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę nie powinien, cholera, ale nie potrafił zahamować. Jej dotyk, pocałunki, dłonie na ciele, te małe dźwięki, które z siebie wydawała; wszystko rozpalało go zbyt mocno, by móc przestać. Odwyk? Jaki odwyk? Trzeźwość? Jaka trzeźwość? Na co mu ta trzeźwość..? Przecież nie była kokainą, nawet jeśli czasami działała podobnie pobudzająco. Nie była Molly, chociaż wywoływała nawet mocniejsze podniecenie. Ketaminą też nie była, nawet jeśli swoim dotykiem potrafiła go ukoić, uspokoić i zabrać cały ciężar z jego klatki. Dawała mu więcej zapomnienia i beztroskiego szczęścia, niż.. Nie, chyba nie było nawet takiej mieszanki, która mogłaby sprawić, że czuł się tak dobrze jak wtedy, gdy był z nią. Nie były mu potrzebne; narkotyki, alkohol, gdyby chciała, mógłby porzucić tytoń, było mu wszystko jedno.
Może naprawdę był trochę pijany tym wszystkim? Nią? Jej dotykiem, czułością, ale też zachłannością z którą go dotykała? Pragnieniem, pożądaniem, wszystkim tym, co mu dawała..?
Jak posłuszny chłopiec podążył za nią, okulary porzucił na pierwszej lepszej powierzchni po drodze. Usiadł na łóżku, sunąc spojrzeniem po jej półnagim ciele, a gdy tylko na nim usiadła, oparł dłonie na udach V. Przesuwał palcami po materiale spódnicy, która podwinęła się, kusząc, zapraszając, by posunął się jeszcze odrobinę dalej. Oddech zadrżał w jego klatce i chciał sięgnąć po kolejny pocałunek, popchnąć to popołudnie dalej, cieszyć się nią, pozwolić sobie zatonąć i nie myśląc o niczym innym; zamiast tego zetknęła ich czoła. Jego dłonie koniec końców i tak wsunęły się pod materiał spódnicy, sunąć w górę, zatrzymując się dopiero na pośladkach..
"ale zapytaj mnie…"
Serce zatłukło się w jego klatce mocniej, gdy odsuwał się odrobinę, by móc widzieć całą jej twarz. Jego ulubione oczy, rysy twarzy, które znał na pamięć, usta, których dotyk uwielbiał. Doskonale wiedział o co chce ją zapytać. - Vita... Wyjdź za mnie. Tak na poważnie. - powinien był to zrobić porządnie, pozbierać na ładny pierścionek czy chociaż się postarać i zabrać ją gdzieś fancy. Powinien był poczekać, aż jego głowa się uspokoi, a chemia w mózgu wyreguluje. Powinien.. Wiele rzeczy powinien. Zmarszczył lekko brwi. - Um.. Ty vyidesh za mene zamizh? - przechylił lekko głowę, po raz kolejny nie będąc w stu procentach pewny, czy używa poprawnej osoby i definitywnie znów kalecząc wymowę. Nie ważne. Starał się, na swój sposób. Zaśmiał się pod nosem, bo wow, serio, Bennett? Dotknął nosem jej policzka, musnął go wargami. Chciał tylko jej. Nikogo innego. Teraz, zaraz, już; przecież wiedział, więc.. Po co miał czekać?

vita holloway
LemonSpice
none
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wpatrywała się w niego, czując, jak opiera dłonie na jej udach, gdy opuszkami palców powoli sunęła wzdłuż jego szczęki, zahaczając kciukiem o jego dolną wargę. Ciepło rozlewało się po jej ciele w chwili, gdy podciągał jej spódnicę, a ona mimowolnie przysunęła się odrobinę bliżej. Miała wrażenie, jakby to był ich pierwszy raz - ekscytacja zmieszana z delikatnym stresem. Uśmiechnęła się czule, gładząc jeszcze raz jego policzek, i czuła, że dłużej nie wytrzyma. Tym razem chciała być jego. Oficjalnie jego. Bez żadnych niedopowiedzeń. Chciała mieć pewność. Trochę się stresowała... bała się, że tym wyznaniem może go przerazić albo że ją wyśmieje. W końcu nie czuł się jeszcze w pełni sobą, a do tego był pod wpływem leków. Przyglądała mu się z napięciem, lekko marszcząc brwi, próbując wyczytać z jego twarzy co tak właściwie myślał. A jednak… tego co powiedział.. w życiu się nie spodziewała.

Serce na moment stanęło jej w miejscu. Zamarła, a jej palce na chwilę zatrzymały się na jego twarzy. Poczuła łzy w oczach i parsknęła krótkim śmiechem, odwracając na sekundę wzrok, jakby próbowała to jakoś ogarnąć.- Lexie, nie żartuj sobie ze mnie tak nawet - przewróciła oczami, lekko kręcąc głową. Po chwili powiedział to znowu... tym razem w jej rodzimym języku. Zamrugała kilka razy, zaciskając palce na jego koszulce.- Och… ty tak na poważnie? - przełknęła ślinę, na moment sparaliżowana strachem. Chciała tylko, żeby zapytał, czy zostanie jego dziewczyną… a nie żoną! Czy ona nadaje się na żonę? Nawet nie wiedziała, czy jest gotowa na bycie dziewczyną…
…a jednak dla niego była. Przymknęła oczy, czując jego ciepłe wargi na swoim policzku, i wypuściła powoli powietrze.-Lexie…- wydusiła, po czym pstryknęła go palcami w nos, krzywiąc się lekko z niedowierzaniem. -Dłużej nie dało się czekać? - uniosła brew i skrzyżowała ręce, choć zaraz jedna z nich znów powędrowała do jego ramienia. - To nie tak, że wcale o tym nie śniłam za małolata - parsknęła śmiechem. Przysunęła się jeszcze bliżej, wsuwając dłoń w jego włosy.- You and me against the world, eh? - uśmiechnęła się do niego czule i przyciągnęła go do siebie, składając na jego ustach długi, czuły pocałunek. Oderwała się tylko na chwilę, opierając czoło o jego czoło. -Tak. Milion razy tak, kocie!- rzuciła podekscytowana, śmiejąc się cicho.- Będę panią Bennett! - spojrzała na niego z promienistym uśmiechem. Od teraz juz zawsze będzie tylko jego.

fiance ♥︎
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie nadawał się do związków, nie rozumiał ich i generalnie nigdy się w nich nie widział, okay? No bo... Miał być oddany jednej osobie, którą lubił, albo która mu się podobała; spędzać z nią czas, starać się latami tylko po to, żeby co właściwie? Zobaczyć, czy się zakocha? Zobaczyć, czy do siebie pasują? Czym właściwie była ta mistyczna "miłość" i dlaczego nie było jakiejś prostej definicji? Z resztą, przecież znał tyle par, które były ze sobą latami, tylko po to, żeby stwierdzić, że to jednak nie było to. Serio? Strata czasu, środków, włosów na głowie.. Mógł nie wiedzieć dokładnie czym miłość była, ale uważał, że bycie najlepszymi przyjaciółmi było zajebistą fundacją na stały związek. Chciał z nią być, nie ważne co robili; mógł siedzieć na tyłku, coś oglądając, mógł gonić za nią z miejsca na miejsce, jeśli trzeba było coś załatwić, mógł zabierać jej godziny snu w łóżku i definitywnie nie chciał zmieniać zdania. Bo nawet jeśli się zestarzeją, ciała przestaną działać, cały ten ogień i pożądanie wygaśnie; dzielenie życia z najlepszą przyjaciółką u boku, wydawało mu się najlepszą opcją.
Nie żartował. Na co miał czekać? Byli młodzi, tak, i co z tego? Nie powinien w ogóle pokazywać nawalonego psychotropami ryja w publicznych miejscach, a już w szczególności podejmować tego rodzaju decyzji, tak... I co z tego? Zanim jeszcze mu przepisali leki, próbował uczyć się jej języka, mając nadzieję, że będzie miał okazję kiedyś zapytać. Żeby wiedziała, że rzeczywiście mówił serio i, tak, był pewny. Jego rodzina pewnie pomyśli, że oszalał do reszty, a przyjaciele popukają się po głowie, jebać to.
- Ouch... Mhm, wyraźnie musiałem najpierw przypieprzyć o samo dno i spędzić miesiąc na odwyku.. I nawet nie czując się sobą w stu procentach, wciąż wiem, że tego chcę. Że ciebie chcę. - zasługiwała na więcej. Na jakąś ładną błyskotkę, chociażby dobry posiłek, bah, może głupie kwiatki.. Zamiast tego, to on dostał kwiatki, a dla niej nie miał nic, oprócz swojej zmęczonej, średnio-skromnej osoby. Zmarszczył lekko brwi, przyglądając się jej twarzy pytająco, próbując rozczytać mieszankę emocji, którą miał przed sobą. Zaszklone oczy, ale się śmiała. Skrzyżowane ramiona, które zaraz rozluźniły się, wracając do ramion i po momencie znów wsuwała dłoń w jego włosy. Odpowiedział cichym pomrukiem, oddając pocałunek, przyciągnął ją do siebie mocniej, dłonie wciąż trzymając na jej pośladkach. Czyli że.. Rozważy to? Tak? Nie? Nie wiem? Zapytaj później, jak będziesz bardziej ogarniał życie? To by było totalnie valid.
"Tak." zaraz po tym radosne cieszenie się, że dołączy do popieprzonego grona Bennettów...? Normalnie pomyślałby, że może mu się to śniło, ale czuł ciepło jej ciała pod swoimi palcami, definitywnie poczuł ból, gdy pstryknęła go w nos i gdyby śnił, to by się obudził.. prawda? Zamrugał szybko, znów skanując twarz V pytająco. - ...serio? To znaczy.. Naprawdę? - nawet nawalony na nowych tabletkach był w stanie stwierdzić, że jak na oświadczanie się to zrobił beznadziejną robotę i, nie, rodzice nie byliby dumni, ale.. Kto by się tym przejmował? Jego uśmiech zaczął się od oczu, które ożyły znacząco, wyszczerzył się do niej radośnie z nutką czegoś w stylu dumy. Zgodziła się? Być z nim? Tak na serio? Po tym wszystkim co odwalił?
Przełożył dłonie na jej plecy, przyciągając ją mocno do swojej klatki, zamykając w ramionach i wtulając twarz w szyję V. - ..moja... - tylko jego. I tym razem miał nie pozwolić nikomu tego spierdolić, nawet jeśli tym kimś miałby być on sam. Nope. Nie tym razem. Nigdy więcej. Złapał głębszy oddech, który zadrżał jego klatką, sam nie wiedział skąd wzięły mu się łzy i nagła emocjonalność ale.. Huh, wahania nastroju pewnie też były wypisane na ulotce leków i po prostu nie pamiętał. Nie ważne. Była jego, to było ważne.

mine
LemonSpice
none
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła brew i prychnęła cicho pod nosem, ale zaraz odwzajemniła jego szeroki uśmiech. Delikatnie gładziła jego włosy, gdy przytulił ją mocno do siebie.- Oczywiście, że tak. Tylko twoja - potwierdziła z uśmiechem i złożyła czuły pocałunek na czubku jego głowy. Może i byli trochę zwariowani, popierdoleni. Może to wszystko nie miało żadnego sensu dla reszty świata, ale miłość nigdy nie była czymś, co da się racjonalnie wytłumaczyć. Straciła dla niego głowę całkowicie i nieodwracalnie. Darzyła go tak silnym, głębokim uczuciem, że nie potrafiła już tego udawać ani ukrywać. Nie chciała czekać ani minuty dłużej. Gdyby tylko mogła, wyszłaby z tego łóżka zaraz teraz, pobiegła do urzędu i powiedziała głośno „tak” przed całym światem.- Nie wiem jeszcze, czy będę Holloway Bennett, czy po prostu Bennett… - zmarszczyła nos, marszcząc przy tym lekko brwi, i spojrzała na niego poważnie, odsuwając go na chwilę od swojej szyi. Przekrzywiła lekko głowę, mrużąc oczy.- Co lepiej brzmi? No dalej, doradź mi. To sprawa życia i śmierci, będę nosić to nazwisko do końca życia - westchnęła teatralnie, przykładając wierzch dłoni do czoła, udając, ze zaraz zemdleje. No tak, Holloway od zawsze była cholernie dramatyczna.

Po chwili jednak nie wytrzymała i uśmiechnęła się szeroko, zsuwając dłoń z powrotem na jego ramię.- Rozumiesz, że będziesz się budził i zasypiał u mojego boku już zawsze, Bennett? - zapytała z wyraźną radością, wsuwając palce w materiał jego koszulki i lekko go do siebie przyciągając. W jej oczach tańczyły iskierki szczęścia i podekscytowania ta cala sytuacja, nie wierząc, ze faktycznie to wszystko dzieje się naprawdę, a spojrzenie miała miękkie, prawie rozczulone.- Musisz mi tylko jedno obiecać - dodała ciszej, a jej wyraz twarzy automatycznie złagodniał. Ujęła jego twarz w obie dłonie, kciukami opierając się o jego policzki, i zmusiła go, żeby spojrzał jej prosto w oczy. - Nigdy nie chodźmy spać źli na siebie. Zawsze sobie wszystko wyjaśnijmy, nawet jeśli będziemy na siebie wściekli. Dobrze?- Przez chwilę jeszcze go obserwowała, po prostu chciała upewnić się, że naprawdę ją rozumie, po czym uśmiechnęła się czule i pocałowała go lekko w nos. Nie chciała się juz z nim kłócić, wiedziała jednak, ze na bank będą jakieś sytuacje, gdzie siebie wkurza, ale chodziło o to, żeby wiedzieli jak się pogodzić i zażegnać kryzys.- Jeśli coś cię niepokoi albo gryzie… mów mi o tym od razu - dodała już spokojniej, przesuwając kciukiem po jego policzku w powolnym, czułym geście.- Chcę wiedzieć wszystko. Wszystko, co w tobie siedzi. Obiecuje, ze cie nie zostawię.

Zatrzymała na nim spojrzenie na ułamek sekundy dłużej, po czym jej uśmiech znów nabrał tej znajomej, figlarnej nuty.- A seks na zgodę… - prychnęła cicho pod nosem, unosząc brew. - no cóż, to zawsze wchodzi w grę.- Zbliżyła się jeszcze bardziej i pocałowała go głęboko, czule przygryzając jego dolną wargę. Potem powoli uniosła dłoń i opuszkami palców zaczęła przejeżdżać wzdłuż jego szyi..powolnymi ruchami. Schyliła głowę i zaczęła składać na niej czule pocałunki, delikatnie zasysając skórę, pozostawiając za sobą ciepłe, wilgotne ślady. - Co chcesz robić?- wyszeptała poprzez pocałunki,- Poprzytulać się… czy zajmiesz się swoją narzeczoną? - pocałowała go znowu, tym razem dłużej i zachłanniej, - Która cholernie za tobą tęskniła? - Przysunęła się całym ciałem, specjalnie pocierając pośladkami trochę mocniej o jego męskość, chciała poczuć jak zareaguje na jej bliskość.
Don’t rip me out, don’t cut me loose
Can’t love nobody like I love you
I’ll come around, I’ll break through
Can’t love nobody like I love you
fiance ♥︎
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przynajmniej obydwoje byli popieprzeni, prawda? Na tamtą chwilę może nawet trochę bardziej niż zwykle; on przeładowany neurologicznie w absolutnej huśtawce emocjonalnej, a ona ekstremalnie podekscytowana i nakręcona zmianą statusu, zastanawiająca się nad swoim nowym nazwiskiem. Jak dla niego? Mogli sobie nawet wymyślić swoje własne, nawet jeśli całkiem zżyty był z nazwiskiem, które nosił przez całe życie. - Hm.. Vita Bennett. Vita Holloway-Bennett. - rzucił pomrukiem na głos, przyglądając się jej dramatycznej pozie przez moment z wyraźnym rozbawieniem. Chciał usłyszeć oba, żeby dać jej szczerą opinię. - Ha, jak chcesz, to obydwoje możemy mieć podwójne, czemu nie? - parsknął krótko, ale w sumie mówił całkiem szczerze. Lubił, jak brzmiało jej imię z jego nazwiskiem, lubił jak brzmiało z nazwiskiem ich obojga i z jej własnym... Chciał tylko, żeby była jego. Chciał być zaobrączkowany, zajęty na amen i tyle.
Nie mógł się doczekać zasypiania i budzenia się przy niej dzień w dzień. Leniwych "dzień dobry" przy próbach zrzucenia z powiek snu, próbach ogarnięcia czegoś na śniadanie. Wspólnego wind-down przed pójściem spać, nie ważne czy spalając pozostałą energię seksem, czy oglądając coś głupiego razem. Uśmiechnął się szczerze i zamiast odpowiadać, tylko zamruczał w potakującej manierze, opierając dłonie luźno w jej talii. Pokiwał też głową, gdy mówiła o rozwiązywaniu problemów jak dorośli ludzie; brzmiało racjonalnie, ale.. - Obiecuję, poczekaj.. - odsunął się, kładąc na łóżku płasko, żeby móc wyciągnąć ze spodni telefon, zanim znów się podniósł, otwierając appkę z notatnikiem, zapisując co powiedziała. No, dobra, parafrazę. "Rozmawiać o wszystkim, nie pozwalać kłótniom/sprzeczkom ropieć." wylądowało na liście.. No co? Nie ufał swojej pamięci, a nie chciał być tym mężem, który zapominał ważnych rzeczy, zanim jeszcze nawet był tym mężem legalnie.. - I.. Ja się staram, ale nie mogę obiecać, że nigdy więcej się nie potknę. Jeśli znów przepadnę.. Nie wiem, w jakikolwiek sposób, wrócę do "zero dni trzeźwy", trzymaj mnie w odpowiedzialności, ale nie zostawiaj, okay? - zmarszczył lekko brwi, podnosząc na nią poważne spojrzenie. Nie mógł się bać, że zostanie sam. Tak, musiał sam nad sobą pracować, ale nie mógł tego robić obawiając się każdego kroku. Potrzebował jej wsparcia, nawet jeśli miało mu czasami nie wyjść. - I jeszcze.. Chcę, żeby moje siostry zawsze miały miejsce u nas, okay? Nie ważne gdzie będziemy mieszkać, chcę, żeby dom był zawsze przepełniony naszą rodziną. - rodzina była jedną z najważniejszych dla niego rzeczy i nawet jeśli mieliby żyć w małym mieszkaniu, nie wyobrażał sobie nie widzieć sióstr dłużej niż tydzień czy dwa. A w przyszłości.. Ich rodziny, szwagrów, siostrzeńce i siostrzenice, ich zwierzaki; cały chaos, zgiełk, absolutny rozgardiasz. Chciał tego wszystkiego.
- Hmm... W ramach "agree to disagree"? - zagadnął, znów całkiem rozbawiony konceptem seksu na zgodę. Widział to. Mógł ją kochać na naprawdę wiele sposobów i jeszcze zanim ich drogi się rozeszły na krótką chwilę, gdy trafił na odwyk, udowodnili sobie, że potrafią być ze sobą na słodko, na ostro, na pomiędzy; na wszystkie smaki i kolory tęczy. Dosłownie. Lekki uśmiech błądził na jego wargach, gdy odpowiadał na jej pocałunek, dłonie znów znalazły drogę do jej ud. Złapał głębszy oddech, odchylił głowę z zadowolonym pomrukiem; nawet otumaniony nowymi lekami, pieszczota na szyi działała tak samo intensywnie jak zawsze. Znała jego guziki. Wiedziała doskonale jak przełączyć go w odpowiedni tryb. Drogi boże, jak on ją uwielbiał. Zanim zdążył jej odpowiedzieć, znów go pocałowała, przesunął swoje dłonie wyżej, gdy poruszyła biodrami, by złapać ją za pośladki, przycisnąć do siebie mocniej, koniuszkiem języka przesuwając po dolnej wardze V. - ...moja przyszła żona może dostać co tylko sobie zażyczy... - no, dobra, może trochę przesadzał, bo czuł się raczej słabo, ale na pewno mógł się postarać? Chciał się dla niej starać. Zerknął na nią, odsuwając się na moment, by zedrzeć z siebie koszulkę przez łeb i ciepnąć materiał gdzieś niedbale na bok. - Tylko bądź ze mną delikatna dzisiaj, okay? W głowie mi się kręci trochę.. - trochę bardziej niż trochę, a mięśnie nie chciały do końca działać. Co z tego, skoro nie chciał jej odmawiać? Jego ciało z resztą reagowało na nią tak samo mocno jak zwykle; po prostu nie mógł być tak aktywny, jak chciałby być.

v
LemonSpice
none
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Vita wciąż siedziała na nim okrakiem, czując pod sobą jego ciepło i to, jak jego ciało reagowało mimo leków. Uśmiechała się szeroko, gdy wymieniał różne wersje nazwiska, a jej palce leniwie bawiły się kosmykami jego wlosow. Kiedy jednak odsunął się, żeby wyciągnąć telefon i otworzyć notatnik, Vita uniosła brew tak wysoko, że prawie zniknęła jej pod włosami. Patrzyła, jak wpisuje "Rozmawiać o wszystkim, nie pozwalać kłótniom/sprzeczkom ropieć.", i nie wytrzymała - przewróciła oczami tak mocno, że aż sama parsknęła śmiechem.- Serio? - zapytała z niedowierzaniem, ale w głosie miała czystą, rozbawioną czułość. -Zapisałeś to w notatniku? Bennett, jesteś niemożliwy… -Pochyliła się i pocałowała go szybko w usta, wciąż śmiejąc się pod nosem. Potem jednak spoważniała, gdy zaczął mówić o tym, że nie może obiecać, że nigdy się nie potknie, i poprosił, żeby go nie zostawiała. Vita ujęła jego twarz w obie dłonie, zmuszając go, żeby patrzył jej prosto w oczy,-Hej… - powiedziała ciszej, ale bardzo stanowczo.- To wszystko jest tak cholernie zwariowane, Lexi. Nie mogę pojąć tego co my tak właściwie odwalamy, ale bądź pewny, ze nie zostawię cię. Nigdy. Nawet jak będziesz na zero dni, nawet jak będziesz totalnym wrakiem, nawet jak będziesz mnie wkurzał do granic możliwości. Tkwię przy tobie na zawsze, Bennett. Na dobre i na gorsze.... Jesteś mój i ja jestem twoja. Koniec kropka. - Pocałowała go głębiej, dłużej, a potem uśmiechnęła się czule wpatrując się w jego piwne tęczówki, chcąc dać mu do zrozumienia, ze mówi to wszystko szczerze.

Kiedy wspomniał o siostrach i o tym, że dom ma być zawsze pełen rodziny, Vita rozpromieniła się cała.-Twoje siostry już są moimi, wiesz przecież jak bardzo jej lubie - powiedziała z ciepłym, pewnym uśmiechem. -Nie będą miały miejsce u nas. One już je mają. Zawsze. To już nie jest tylko twoja rodzina, kochany. To nasza. Chaotyczna, głośna, pełna zgiełku… i właśnie taka, jaką chcę i o jakiej od zawsze marzyłam. - Vita od zawsze uwielbiała jego rodzeństwo, jego rodzine. Wiedziała, ze kiedyś bardzo chciałaby stać się jej częścią, tak oficjalnie. Zawsze te myśli należały do tego typu marzen, które wydawały jej się nieosiagalne, a teraz? Teraz dawał jej do zrozumienia, ze jednak myślał o niej na poważnie - przecież jej się oświadczył! Gdzieś z tylu głowy trochę się bala, ze może robił to pod wpływem emocji, ze może jednak te leki działały na niego w ten sposób, a wcale nie chciał tego robić? Nie chciała w tym momencie o tym myśleć, przecież oboje byli szczęśliwy. Chciała tak się czuć.. chociaż kilka godzinek dłużej.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


lexie ♥︎
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No co, serio nie chciał zapomnieć!! Mózg miał po części zjedzony przez używki, a przynajmniej tak mu się wydawało, pamięć zawodziła go w dobre dni czasami.. Ten konkretny dzień, był bardzo dobry! Zapytał, czy chce być z nim tak na serio-serio, przeskakując wiele kroków po drodze, ale się zgodziła, więc musiała się z nim zgadzać, nie? Istniała też możliwość, że po prostu zgadzała się na jego szaleństwo, żeby nie wytrącić go ze względnej równowagi, żeby później, jutro, czy za tydzień wytłumaczyć, że nie mogli tak po prostu iść się hajtnąć z dnia na dzień. To też by było valid, nawet jeśli w tamtym momencie w ogóle o tym nie myślał. Parsknął lekko, gdy wytknęła mu użycie telefonu, cichym mruknięciem wymamrotał coś o tym, że nie chciał zapomnieć, ale głos rozmył się gdzieś i zanikł w jej krótkim pocałunku. - Okay, ale.. Okay. - może nie potrzebował ją przekonywać, jakim złym był wyborem, hm? Tłumaczyć, że nie powinna pozwolić mu się pociągnąć w dół za sobą, że jeśli z jakiegoś powodu byłby dla niej okropny przez desperackie próby trzymania się w trzeźwości powinna mu powiedzieć i nie pozwolić... Okay. Przyjdzie czas na to, by to przedyskutować. To nie był dobry moment, nie kiedy tak ciężko było mu zebrać myśli.
Uśmiechnął się natomiast szeroko, całkiem rozmemłany, kiedy mówiła o tym, jakiej rodziny chciała dla nich, podzielając jego wizję. Idealna, taka właśnie dla niego była. Wiedział, że kochała jego siostry, Cath była wzorem dla ich obojga kiedy dorastali i od niej też wiedział, że kiedy tkwił na odwyku, wciąż się kręciła gdzieś z boku i próbowała pomagać. Doceniał to. Nie mógł się doczekać, żeby mieć z nią swoją własną rodzinę.. Nie ważne, czy z kotami, psami, żółwiami, papugami, dziećmi; wszystkim na raz? Chciał ich małą rodzinną komórkę i cały chaos, kiedy spotykali się wszyscy, z jego siostrami i ich przyszłymi rodzinami. Brzmiało fantastycznie.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
LemonSpice
none
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


lexie ♥︎
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”