28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

A myślałam, że byłem z nią w niebie — prychnęła na jego słowa, kręcąc głową. Zaraz wszystko poleciało bardzo szybko. Smutny chłopiec, mokre odegranie się, ale finalnie znalazła się obok Williama. Tylko tyle było jej trzeba
Plasterek z dna basenu, OHYDA — aż musiała pokazać język i cała się wzdrygnęła — była na nim czyjaś krew — pewnie z jakimś zapaleniem wątroby, czy innym HIV'em — nie chciałam mu ranić uczuć, a poza tym i tak wyglądamy na parę — mruknęła lekko niezadowolona z tego parsknięcia śmiechem — to chodźmy — rzuciła cała zadowolona z siebie, unosząc ku górze kąciki ust. Chwila wydawała się być idealna. Wręcz abstrakcyjna, bo to idiotyczne moja dziewczyno sprawiło, że serce zabiło jej szybko. Przecież była dorosła, a zachowywała się przy Patelu jak nastolatka.
Sekundę później już zaczyna ściągać Willowi gadki. Najgorsza myśl? Zobaczyłaby z wielką chęcią tego ogra. Kurwa. Nie spodziewała się po samej sobie takich myśli. Znaczy okej, wiedziała, że miała do niego słabość, która z każdą sekundą powiększała się coraz bardziej, ale cholera, w takiej chwili miałaby o tym myśleć? Nie. Cała akcja nie była romantyczna, wzniosła, ale William wygrał z jej innym adoratorem. Tylko to mogło się teraz liczyć. Zaraz kolejna seria niefortunnych zdarzeń, a wraz z każdą pojawiającą się osobą chodziła szyja Charlotty. Za dużo oskarżeń, za dużo spojrzeń, aż wyczekała odpowiedniej chwili i odchrząknęła głośno.
Denis, czy chcesz, żebyśmy sprawdzili kamery? — spytała wprost, wbijając wzrok w Denisa-Penisa — z tego co wiem, to są tam, i tam, i jeszcze tam — cały czas byli obserwowani. Nieważne, czy były prawdziwe, czy nie. Musiała ich użyć jako prawniczka. Wystarczający straszak — od razu będzie widoczny atak na mojego chłopaka Williama, kiedy próbowałeś ściągnąć mu gacie — rozłożyła ręce, podchodząc do Williama, by chwycić go mocno za dłoń. Nie da go szkalować w tak oczywisty sposób — albo się przyznasz, albo wezwiemy policję — na pewno JAKIŚ rodzaj napaści to był. Nie znała prawa hiszpańskiego, ale dla niego... mogłaby go odrobinę przeczytać, by przekazać dzieciakowi, w jak chujowej znajdował się obecnie sytuacji.
To jak? — spytała, pochylając się w stronę Denisa-Penisa ze złowieszczym uśmiechem — ja nie... — zaczyna dzieciak — co pani mówi?! — zaraz jego matka — czemu chciałeś ściągać mu gacie?! — zaraz madga spogląda na niego srogim spojrzeniem — no bo... — mruczy dzieciak, spuszczając wzrok — żyją na kocią łapę, mamo — tyle wystarczyło panience Kovalski. Dzieciak mógł się na nich mścić, ale tę bitwę wygrali.
Dziękujemy, idziemy pić dalej — i szybko pociągnęła Williama w stronę baru — wisisz mi masaż — skwitowała krótko cała zadowolona z siebie. Brakowało tu tylko porządnego mic dropa, a wyszłaby cała zadowolona, nawet na wakacjach musiała wygrywać sprawy — i piwo, zdecydowanie powinnam się napić — stwierdziła, gdy znów znaleźli się przy barze. Niemalże od razu puściła oczko do swojego ulubionego, gorącego barmana. On wiedział, czego potrzebowała. Porządnie schłodzonego browarka.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Krzywię się na wieści o brudnym plastrze, fuj, dobrze, że ja nie wpadałem na takie pomysły i dawałem jej inne prezenty. Obrazek z papieżem albo niezatapialny statek. Chociaż jak tak teraz o tym pomyślę, to jednak trochę ten sam poziom. Pewnie w wieku tego gówniaka wykminiłbym coś podobnego, więc przezornie powstrzymuję się od komentarza na ten temat. Zresztą przez krótką chwilę jest całkiem miło, a potem znowu młyn jak chuj, nie wiadomo do kogo mówić i na kogo patrzeć. Ja reaguję dopiero na chrząknięcia Charlotte, bo z innymi już się zaczynamy przekrzykiwać - ja swoje, bachor swoje, matka swoje i ratownik swoje, co więcej każdy macha łapami na wszystkie strony, więc cisza, która nagle następuje po wtrąceniu Kovalski, staje się aż nienaturalna. Wszyscy obracają głowy w jej stronę i ja również wbijam w nią spojrzenie. Kącik moich ust unosi się ku górze, gdy wspomina o kamerach, potem drugi, gdy łapie mnie za rękę, moje wargi układają się w nieme dziękuję, gdy nasze oczy na moment zatrzymują się na sobie nawzajem. Patrzę jak dzieciak powoli pęka, jego mina zmienia się momentalnie, zaś ślepia na nowo zachodzą łzami. Ściagam usta w wąską kreskę by powstrzymać się od okrzyku satysfakcji, w tym momencie sam mam ochotę mu pokazać środkowy palec, a najlepiej oba, ale tego też nie robię, bo jakby to wyglądało? Niepoważnie. W zamian kręcę z zażenowaniem głową, naprawdę karygodne zachowanie. Ruszam za swoją wybawicielką - Masaż? - powtarzam, ale kiwam głową, że ma to jak w banku. Robiłem zajebisty masaż, jak zresztą każdy zbok, to był najprostszy i jednocześnie najbardziej skuteczny etap gry wstępnej. Robisz lasce masaż i nawet nie wiesz kiedy ona robi ci... Różne rzeczy. Kovalski jeszcze nie zdaje sobie sprawy w co się właśnie wpakowała - Ale to było seksowne - odzywam się, kiedy stajemy przy barze. Od razu opieram się o kontuar i mierzę Kovalski wzrokiem od góry do dołu i w drugą stronę. Myślę o tym co by było gdybyśmy kiedyś stanęli po dwóch stronach barykady we wspólnej sprawie. Ja przeciwko niej, już widzę jakby iskrzyło, tylko nie wiem czy bardziej teraz czy jak jesteśmy na etapie nienawidzę cię i chcę żebyś zdechł, kurwiu. w sumie zmieniało się to tak szybko, że równie dobrze mogliśmy się pokłócić za pięć minut. Podbija do nas barman, od razu wręczając Charlotte zimne piwko, ja proszę o drinka i tym razem decyduję się na gin z tonikiem, jeszcze dzisiaj nie piłem. Koleś podaje mi napój i od razu upijam spory łyk - Za każdą wygraną sprawę - chociaż była taka jedna za którą wcale nie chciałem pić, tyle, że dochodzi to do mnie trochę za późno, niemniej ponownie zamaczam usta w alkoholu, racząc się kolejną dużą porcją - To co? Chcesz popływać? - pytam, i tak jeszcze byliśmy mokrzy, może warto wykorzystać ten moment.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Tak, jestem cała pokopana po nocach z Tobą — stwierdziła delikatnie, wzruszając przy tym ramionami. Coś jej strzelało, była pospinana, a skoro uratowała mu skórę... to się jej należało. Poza tym nie widziała w tym nic erotycznego. Jasno rozumiała, że nie miała, co liczyć na jakikolwiek związek. Skoro nie związek i wierność, to patrząc na ich relację, raczej nie skusiłaby się na wspólną noc z Patelem. Chociaż potrafił naprawdę być przekonujący, a sposób w który na nią momentami patrzył, sprawiał, że robiło się jej gorąco.
Żebyś widział mnie w sądzie — parsknęła cicho pod nosem, wkładając sobie niesforny kosmyk włosów za ucho — wtedy dopiero by Ci stanął — rzuciła ze zadziornym uśmiechem na twarzy. Tylko że po chwili na samą siebie zaczęła przeklinać w głowie. Co ona najlepszego mu powiedziała? Co? Nie powinna w żaden sposób go prowokować, nawet rzucając nic nie znaczące żarty. Tylko może chciała, żeby zobaczył ją w innej odsłonie? A przede wszystkim, żeby zaczął ją doceniać.
Za każdą wygraną sprawę — szczerze nie przypomniałaby sobie teraz o rodzinnej sprawie. Mieli za sobą mały sukces. Wygraną z sześciolatkiem. To się nazywa dopiero sukces, powinien zrobić jej zdjęcie w takcie tej przedziwnej kłótni — możemy iść się pomoczyć — zaproponowała, unosząc delikatnie oba kąciki ust. Poleżeć na dmuchanym kółku, lub materacu — nie chcę uczyć się pływać — powiedziała stanowczym tonem. Miała nadzieję, że będzie to wystarczające i zakończy dyskusję na ten temat. Charlotte Kovalski nigdy nie będzie unosiła się na wodzie, chyba że w morzu martwym. Albo jako trup.
Poza tym to piwo takie dobre, że z dwa bym jeszcze wypiła — tak, miała zamiar przedłużać tę chwilę tyle, ile tylko będzie mogła. Nie chciała tracić gruntu pod nogami. Jako mała dziewczynka zachłysnęła się wodą i od tamtego momentu unikała głębin. Niezależnie, czy były one na jeziorze, w oceanie, czy we wannie — przepyszne — i tak spojrzała na niego z piankowym wąsem nad ustami. Zdecydowanie zbyt łapczywie wypiła piwo. Wszystko byle nie musieć pływać.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Nie będziesz żałować - zapewniam. A może będzie? Moje ręce to był dar od Boga, ale czasem niestety również przekleństwo. Rzuca dosyć frywolny żart, a ja w pierwszej chwili mrugam zaskoczony, bo tego się nie spodziewałem, po kilku sekundach ponownie wyciągam usta w szerokim uśmiechu - Mogłoby tak być - stwierdzam w końcu i mrużę lekko ślepia. Właściwie w większości spraw mogłem przecież brać udział jako widz i w tym momencie sobie obiecuję, że na którąś przyjdę. O ile oczywiście zaraz po przekroczeniu granicy z Kanadą nie zaczniemy sobie skakać do gardeł. Tutaj, na wyspie gdzieś w czarnej dupie można powiedzieć, że odbiła nam palma, ale tam? Przy powrocie na stare śmieci pewnie wrócą stare śmieci. Wznosimy toast, bo zdecydowanie mamy co świętować - Okej, dobra, ja nie namawiam, ale gdybyś tylko chciała to mogłabyś wylecieć z tych wakacji z całkiem nową umiejętnością - tak tylko wspominam, w końcu wydawała się być osobą, która lubi się uczyć, lubi wyzwania. Ja zresztą też lubię, a to by było wyzwanie, nigdy nie uczyłem nikogo pływać, dla mnie to było jakieś takie naturalne, po prostu wchodzisz do wody, machasz rękami, nogami i płyniesz. Wywracam oczami, kiedy zaczyna zachwalać ten tani sikacz, który się pieni w jej kubku. Próbowałem, było strasznie słabe, jak zresztą każde piwo na tego rodzaju wakacjach, ale tylko kiwam głową, że tak, tak, najlepsze na świecie. Przekrzywiam łeb na jedną stronę, wbijając spojrzenie w jej biały wąsik - Musi być przepyszne, skoro zostawiasz sobie na potem - śmieję się i z miejsca sięgam ręką do jej twarzy, opieram dłoń gdzieś pod brodą, po czym z wolna przesuwam kciukiem tuż ponad ustami, wycierając piwną pianę, potem zahaczam też o górną i dolną wargę, delikatnie je rozchylając, przez krótką chwilę zaglądam jej głęboko w oczy, a potem jakby nigdy nic rzucam - Dobra, to ja idę pomoczyć dupsko - swojego drinka wychylam na raz, pusty kubek oddając barmanowi. Zdejmuję także kapelusz i okulary, żeby zostawić je gdzieś w okolicy, po czym kieruję się do basenu. Woda jest bardzo ciepła, więc nawet się nie wygłupiam i od razu robię nura, na moment znikam pod powierzchnią, ale właściwie wcale nie jest tu głęboko, dorosła osoba z powodzeniem dotknie dna. W każdym razie wynurzam się odrzucając włosy do tyłu, krople wody z moich ciemnych kosmyków uderzają jakąś panią schodzącą po drabince, która jeszcze przed chwilą zastanawiała się czy powinna wchodzić, powoli przesuwam dłońmi po twarzy, szyi i piersi, a promienie słońca, które w tym momencie oświetlają całą taflę zbiornika, rozświetlają także krople wody osiadłe na mojej skórze, kilka kolejnych skapuje mi z brody i czubka nosa. Odwracam twarz w kierunku Charlotte i posyłam w jej stronę krótkiego całusa, a na koniec wyciągam jedną rękę, przywołując ją hipnotyzującym machnięciem palca. Jak jakiś jebany David Hasselhoff w Słonecznym Patrolu. Chociaż może raczej jak Pamela Anderson, ona była zdecydowanie bardziej pociągająca. Cała ta scena musi wyglądać albo strasznie pięknie albo strasznie tragicznie, ale ocenę zostawiam Kovalski, szczególnie, że pani z drabinki też już chyba zdecydowała, że warto wejść do wody.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Wiedziała, że będzie żałowała. Nie tylko masażu, ale całego tego wyjazdu. Może faktycznie palma im odbiła? Nie potrafiła zobaczyć w nim wroga, a coraz bardziej w jej sercu pojawiały się prawdziwe iskry, kiedy William był obok. Mogła udawać, olewać go, przynajmniej próbować się do niego nie zbliżyć. Tylko był dla niej jak amfetamina dla ćpuna. Chciała coraz więcej i nie była w stanie się przed nim powstrzymać. Nawet w Toronto broniłaby go przed sądem, a szczególnie przed własnym ojcem. Nie znał jej możliwości, kiedy na coś uparła się całym sercem. Dobra, znał. Tylko nie w tak pozytywny sposób, w jaki reprezentowała na rozprawie sądowej.
Namawiasz — skwitowała krótko, marszcząc przy tym brwi. Nowa umiejętność? Może gdyby nie chodziło o pływanie, to oczy niebezpiecznie mocno by jej właśnie rozbłysły. Może włączyłaby tutoriale na youtubie, przeglądała tiktoki, by dowiedzieć się czegoś nowego, a w obecnej chwili tylko pokręciła głową. Co mogła mu powiedzieć? Bała się. Nie chciała wpadać wprost do jego ramion, każdorazowe oderwanie stóp od podłoża skutkowałoby tym samym.
Co zostawiam? — dopytała, a po chwili zmarszczyła brwi. Wystarczyła sekunda by odpłynęła przez ciepło jego ręki. Niby był to prosty, wręcz opiekuńczy gest. Hej, ściągnął jej wąsa piwnego? Prawda? No oczywiście, że tak. Same wargi się jej rozchyliły, a sama była wpatrzona w brązowe tęczówki jak w obrazek. Wystarczyłaby jeszcze jedna sekunda, a przymknęłaby oczy, czekając na pocałunek... Tylko typ sobie poszedł. Aż westchnęła głośno, dopijając to piwo na raz. Nie wiedziała, kogo bardziej chciała pierdolnąć. Samą siebie za błądzeniem myślami o Willliamie, czy jego że postanowił ją zostawić.
Pierdolony Patel — mruknęła pod nosem, zaraz zamawiając drugie piwo. Zdążyła się obrócić, a zobaczyła jedną z bardziej gorących odsłon Williama. Jakby oglądała film w zwolnionym tempie. Nie mogła ukryć własnego rozbawienia na gest jego dłoni, ale niemalże automatycznie ruszyła przed samą siebie. Krok za krokiem, aż nie chwyciła przy okazji wielkiego kółka, kupionego specjalnie na taką okazję. Tak bardzo jak nie chciała być w wodzie, tak mocno chciała być teraz przy nim.
Jesteś niemożliwy... — wymruczała, idąc do miejsca o najmniejszej głębokości. Tam powoli zeszła, rozsiadając się na kole — będę pływała tylko na kółku — pierwszy warunek, pierwsze warczenie, ale też wbicie w niego intensywnego wzroku — zrozumiałeś? Moje pływanie to pływanie po warszawsku — tak babka jej zawsze mówiła. Jak nie umiesz, to — dupą po piasku, albo dupą w kółku — idealnie dla niej. Ze zadziornym uśmiechem powoli do niego podpływała wraz z każdym ruchem jej rąk.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wygranko! Kovalski rusza w moją stronę, a ja zanurzam się w wodzie po samą szyję. Jest tak przyjemnie ciepła, że mógłbym z niej nie wychodzić aż do wieczora, albo przynajmniej do momentu, w którym nie pomarszczę się jak stary dziad. Patrzę jak mości się na kole - Dobrze - kiwam lekko głową, a potem parskam śmiechem - Że jak? - dupą po piasku? Może być. Wbijam w nią spojrzenie jak powoli posuwa się w moim kierunku i w tym samym czasie cofam się dalej i dalej, równie niespiesznie, właściwie mój ruch jest ledwo widoczny, a Charlotte musi się trochę bardziej namachać rękami - Chodź, chodź - zachęcam ją z równie zawadiackim uśmiechem. Kiedy jest już wystarczająco blisko to łapię ją za nogę i przyciągam do siebie, na moment znajdując się pomiędzy dziewczęcymi kolanami. Ale obracam ją trochę, żeby oprzeć ręce po boku. Sprawdzam czy koło jest na tyle duże, żeby utrzymać nas obydwoje, w zasadzie to tak, więc zawieszam się na dmuchańcu i tak sobie dryfujemy po wodzie, totalna czilera utopia. Ta chwila mogłaby trwać wieczność - cieplutka woda, promienie słońca grzejące policzki, wokół zaskakująca cisza i spokój. Przymykam na moment ślepia, bo dosłownie mógłbym usnąć, ale jakbym uderzył w kimono i nagle zaczął się topić to nawet by mnie nie uratowała - Boisz się wody? - zagaduję, uchylając powieki. Chyba trochę musiała, skoro tak się spinała przed wejściem do basenu, a przecież było tutaj tak leniwie rozkosznie, totalnie wakacyjnie - A czego jeszcze się boisz? - dodaję po chwili, wbijając w nią intensywne spojrzenie. To raczej pytanie, które może wzbudzić pewne podejrzenia - jeśli twój niedawny wróg (ale taki bez którego nie możesz żyć), jest ciekaw takich rzeczy to właściwie można być pewnym, że kiedyś wykorzysta to przeciwko tobie. W tym momencie nie mam złych intencji, ale z drugiej strony kto wie co przyniesie przyszłość. Nawet jeśli teraz chodzi mi po prostu o możliwość bliższego poznania, zwykła ludzka ciekawość, nawet jeśli brzmi w opór podejrzanie. Zmieniam tor naszej spokojnej trasy, odpychając koło w drugą stronę, bo zaczęliśmy zbliżać się już do brzegu.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

William we wodzie wygląda niczym wonsz rzeczny, który jest niebezpieczny, tudududu. Idąc do wody, szczerze obawiała się tego, że w każdej chwili mogłaby wpaść wprost do basenu. Jeden ruch, a mimo to powoli machała rękoma, by w końcu do niego dopłynąć.
Po warszawsku dupą po piasku — tak babka za każdym razem jej mówiła, kiedy mała Lotte namawiała ją na wspólne pływanie. Nigdy nie miała czasu na zanurzenie się we wodzie. Za to Kovalski chciała po prostu i najzwyczajniej odpocząć. Chłodek w dupkę, ciepło promieni słońca na całym ciele wydawały się być największym relaksem, który spotkał ją w trakcie całego wyjazdu na La Palmie.
Mógłbyś się nie ruszać? — burknęła na niego, próbując szybko machać dłońmi. Tylko ile mogła, widziała, że ten Patel odpływa jej kawałek dalej — albo sam po mnie podpłyń — wymruczała, marszcząc brwi i prawie strzelając w niego laserami w oczach. Szkoda, że ich nie miała. No i pisnęła, kiedy chwycił ją za nogę. Oczami wyobraźni widziała, jak wciąga ją na głębiny, ale po chwili odetchnęła. Wspólny moment dryfowania był całkiem przyjemny. Zdążyła nawet przymknąć oczy, chociaż raz na jakiś czas otwierała je, by spojrzeć na Billy'ego. Jakby chciała mieć pewność, że nie wrzuci jej na głębiny.
Braku gruntu — poprawiła go. Bała się tego uczucia, w trakcie, którego nie miała pod swoimi stopami ziemi. Wtedy miała wrażenie, że tylko chwila dzieliła ją od szaleństwa. Podobnie miała z Williamem — ja? — dopytała, licząc, że pyta kogoś innego. Wielu rzeczy się nie bała. Jednak czy chciała dzielić się nimi z Patelem? — nie przepadam za pająkami i wężami... — kilka razy musiała walić do drzwi Willa, żeby zabił dla niej seryjnego zabójcę kątnika. Był ogromny, przynajmniej w jej oczach, ale sama myśl, że mogłaby go połknąć, powodowała u niej czkawkę — ale chyba najbardziej boję się porzucenia — stwierdziła, odwracając głowę gdzieś w przeciwną stronę. Gustav wiele od niej wymagał. Często czuła, że jeśli nie będzie wystarczająco dobra, to zostanie sama. Pewnie nawet do Williama nie była wystarczająca, skoro nie mógł obiecać jej wierności. Tak, to dalej krążyło po jej głowie.
A ty czego się boisz? — zagadnęła, kiedy znów zaczęli dryfować na środku basenu. Na pewno w jego lękach musiała znaleźć się imprezowa sraczka.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- No to jest akurat dziwne uczucie - chociaż dla mnie wcale nie straszne, raczej niecodzienne, ale byłem w stanie sobie wyobrazić, że może budzić spory niepokój, aczkolwiek mnie bardziej relaksował moment, w którym całe moje ciało otula woda, a ja unoszę się na niej i dryfuję powoli tam gdzie akurat poniosą fale - Mhm, ty - na tyle na ile mogę kiwam głową, wlepiam w nią ślepia. Jak mówi o tych pająkach to faktycznie sobie przypominam, że kilka razy prosiła mnie o zabicie Bogu ducha winnego pajączka, który sobie spokojnie zakładał sieci w kątach jej pokoi. Zwykle mnie to irytowało, bo w ogóle jej osobą mi wtedy działała na nerwy. Poza tym ja nie zabijałem, więc łapałem tego pająka w słoik i wynosiłem do windy na przykład, albo na zewnątrz jak już było na tyle ciepło by mógł w spokoju poszukać dla siebie innego miejsca. W swoim mieszkaniu raczej ich nie trzymałem, głównie dlatego, że mój pedantyzm kazał mi co dwa dni zmiatać wszystkie kąty w całym lofcie - Pająki to dobre ziomki, wiesz, że te wszystkie drobne monety, które znajdujesz w jakiś dziwnych miejscach to czynsz od nich? - śmieję się, bo widziałem kiedyś takiego uroczego mema i teraz właśnie mam go przed oczami - Ale węże faktycznie - obrzydliwe w sumie i groźne - Kiedyś gdzieś mi się obiło o oczy, że to naturalny lęk człowieka, kwestia przetrwania - dzielę się z nią taką ciekawostką wyczytaną pewnie gdzieś na jakimś gówno profilu na Instagramie typu ciekawostkizeswiata albo ciekawefakty - Hm, to brzmi dużo gorzej niż pająki i węże - stwierdzam, a kiedy pyta o moje lęki to marszczę brwi, przez krótką chwilę prowadząc w głowie prawdziwą batalię czy powinienem jej mówić czy nie, ale Charlotte wydawała się szczera w swoich obawach, więc chyba muszę odpłacić jej tym samym - Myszy, obrzydliwe są te ich łyse ogony, a jeszcze gorsze są szczury - aż mi ciarki przechodzą po plecach na samą myśl. Zdaję sobie sprawę, że podczas konfrontacji taka mysza jest pewnie jeszcze bardziej wystraszona niż ja, ale nie zrozumie ten, kto nie ma żadnych irracjonalnych lęków. Stąd zresztą te wszystkie koty, które wpuszczam do mieszkania żeby trochę je pogłaskać ale też żeby się trochę poocierały o meble i zostawiły zapach. Gdzieś z boku dociera do nas energetyczna muzyka i jakiś głos mówiący coś po hiszpańsku, jakby przez mikrofon. Rozglądam się dookoła i oto naciera prosto na nas całe stado starych bab w czepkach i okularach podwodnych, które z niemałym rozmachem wchodzi do basenu, chlapiąc wszystko wokół wodą, w tym również nas. Do tej pory raczej spokojna tafla, faluje mocniej, spychając nas w bok, więc i ja łapię się mocniej koła, niestety na tyle niefortunnie, że z kolejną falą obydwoje razem z Kovalski lądujemy w wodzie. Gdzieś na brzegu pojawia się typiara z mikrofonem założonym na łeb i ciągle odlicza do trzech, robiąc przy tym jakieś wygibasy. To chyba wodny aerobik. Albo próba podwodnego baletu dla seniorów.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Nie wierzyła w to, co do niej mówił. Pająki to ziomeczki? To po co im aż osiem odnóży i te przedziwne włoski? Wyglądały, jakby pragnęły zawładnąć światem. Na całe szczęście mieszkała w Toronto, gdzie nie były przeogromne. Nawet najmniejszy pająk wzbudzał u niej chęć przeraźliwego krzyku, który był nie do powstrzymania. Drobne monety były przecież jej, kolejna irracjonalna teoria, którą usłyszała od Williama. Tego się nie spodziewała. Jedynie westchnęła przeciągle.
Po prostu wynieś je dalej z daleka ode mnie, nie chcę mieć z nimi nic wspólnego — stwierdziła finalnie i aż wzdrygnęła się. Może powinna wysłać Patela na misję zwiadowczą do jej pokoju, by sprawił, czy żaden pomiot szatana nie czaił się u niej w pokoju. Brzmiało to dużo sensowniej, ale zaraz zaczął się temat węży. — a wiesz, że węże potrafią pływać? — i znów się wzdrygnęła. Od razu rozejrzała się po basenie. Nie widziała żadnej żmii poza Patelem w pobliżu. Mogła odetchnąć z ulgą przynajmniej przez moment. Ten ostatni lęk wydawał się być dla niej najgorszy. Bała się samotności oraz tego, że nie byłaby wystarczająca. Zachowanie Williama momentami wzbudzało w niej strach. Zbliżał się do niej przy każdym spotkaniu, a jednak... niczego między nimi nie było i nigdy nie będzie.
No co ty, kochane są — stwierdziła, otwierając delikatnie usta — a te myszy ślepe ze shreka? Ich też się boisz? — dopytała, marszcząc przy tym obie brwi. Nie spodziewała się po nim takiego lęku, ale wszystko wydawało się nabierać głębszego sensu. Zwłaszcza kiedy widziała kocią ferajnę na jego balkonie, wszystkie puzzle zaczęły się ze sobą łączyć w logiczną całość. Może... może powinna sprawić sobie myszkę? Tylko czemu z góry zakładała, że im się nic nie uda?
Nawet nie zdążyła zauważyć, kiedy dzikie stado emerytek wchodzi do wody. Nie zdążyła się zorientować, co się tak właściwie dzieje. Zwyczajnie zniknęła pod taflą. W pierwszej chwili chciała zaczerpnąć powietrza, a zamiast tego zachłysnęła się basenową wodą zmieszaną z perfumami niemieckich babci. Ruchy stały się nie do opanowania, machała dłońmi na prawo i lewo, próbując złapać się czegokolwiek, a myśli pędziły jej niesamowicie prędko. Wynurzała się raz na jakiś czas z wody, ale kompletnie nie czuła gruntu, wszystko było chaotyczne, a nikt nie zwrócił na nią uwagi. Widok ratownikowi zasłaniały stare prukwy tańczące w rytm timber od pitbulla.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Wiem, a w wodzie wyglądają jeszcze bardziej ohydnie - sam się rozglądam trochę nerwowo, jakby jakiś wąż miał zaraz wskoczyć do basenu, ale na szczęście takie akcje chyba tylko w naturze, tu było za dużo turystów. Ale przypomina mi to pewną historię, więc znowu się odzywam - Kiedyś zeżarłem z przyjacielem grzyby i pofazowani łaziliśmy przy jeziorze. No i w pewnym momencie stwierdziliśmy, że fajnie byłoby tam wejść, więc się porozbieraliśmy i weszliśmy i w sumie to było fajnie, siedzieliśmy na takich wielkich kamieniach. Ale w pewnej chwili patrzę, a tam płynie do nas wąż, pierwszy raz w życiu widziałem pływającego węża, nigdy nie biegłem tak szybko jak z tego jeziora - w sumie nie wiem po co jej to mówię, bo to jest dosłownie historia typu pojechałem ze szkoły do sklepu, a potem do domu, ale najwidoczniej miałem jakąś wewnętrzną potrzebę dzielenia się z nią swoimi doświadczeniami z wężami - Kochane? Na pewno nie bardziej niż pająki - wywracam oczami - One przynajmniej łapią muchy i komary, żeby cię nie gryzły w nocy, a myszy? Zero pożytku, tylko wszystko pogryzione i osrane - jak raz mi się jakaś zalęgła w mieszkaniu na zimę to wszędzie leżały małe, mysie bobki, co jeszcze bardziej doprowadzało mnie do szału. Na szczęście Mruczek IV szybko ją upolował i nawet pewnego wieczora przyniósł mi w darze. Prezent na miarę plastra z dna basenu dosłownie, tak samo ohydny. Ale przyjąłem, żeby się nie zniechęcał i polował dalej - Nie, tych się nie boję bo są animowane - rzucam z przekąsem - Jerry'ego też nie, chociaż od zawsze mnie wkurwiał - już jako dziecko byłem team Tom, za każdym razem wierzyłem, że tym razem mu się uda. Tak samo jak wierzyłem, że kojot wreszcie dorwie strusia. Miłe, spokojne chwilę nie mogą oczywiście trwać w nieskończoność, bo byłoby zbyt pięknie. Jeszcze byśmy mieli za dużo czasu na rozmowy i coraz mocniejsze zacieśnianie więzów. W każdym razie zanurzamy się obydwoje, tyle, że ja właściwie w następnej chwili już jestem znowu ponad taflą. Koło gdzieś tam sobie płynie przed siebie, a Lotta... Lotta macha rękami jak oszalała, próbując właściwie nie wiem co, chyba się nie utopić po prostu. Byłoby zdecydowanie prościej gdyby się tak nie wierzgała, bo jednym z tych chaotycznych ruchów dostaję prosto w twarz i to z pięści, tak mocno, że mnie prawie zamroczyło, potem jeszcze kopa na piszczel i zanim wrócę do siebie słychać chlupot wody. Ktoś wskakuje do basenu żeby bohatersko wyciągnąć Charlotte na brzeg. Kiedy i mnie udaje się z niego wyjść to mam przed oczami taką scenę - Kovalski leży na ziemi, wokół zaczyna tworzyć się małe zamieszanie, a tuż nad nią pochyla się facet do złudzenia przypominający takiego jednego prokuratora z Toronto. Właściwie to już chyba byłego. Jest coraz bliżej żeby zrobić jej usta-usta.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”