niby się tylko malują farbkami, ale przy tym są tak hot, że jednak może to kogoś gorszyć uwaga, jest też nurkowanie pod sukienką i "mały madito"
Oczywiście, że byłby zawiedziony, gdyby przespał imprezę, ona mu siedziała w głowie już dwa dni, a jak jeszcze zobaczył Pilar w tej
czerwonej sukience, no to przecież... nie mógłby tego przegapić. Tak jak nie mógł się powstrzymać, przed tym parsknięciem, kiedy powiedziała, że
zjadła jego narzeczoną.
-
Mucho, mucho sabroso -
bardzo, bardzo smaczna, mruknął, a zaraz kosztował tych jej słodkich, pełnych ust. Chociaż po chwili już jej opowiadał o swoim śnie.
-
No ciekawe kogo, jak tutaj leży twój narzeczony ze snów - pokazał jej czubek języka, a zaraz się szarpnął jeszcze, żeby szczypnąć zębami skórę na jej dłoni, kiedy go pociągnęła za włosy, ale zaraz i tak się zbierał. Poprzeciągał się i czuł, jakby urósł ze dwa centymetry, nawet miał to powiedzieć Pilar, i to jak się wyspał, tylko ona stała już przy nim sunąć paznokciami po jego skórze, nabrał mocniej w płuca powietrze, tak, że mogła to poczuć pod opuszkami. A ciemne tęczówki od razu odszukały jej piękne, czekoladowe spojrzenie, kiedy się do niej odwrócił, kiedy sięgał rękami do jej bioder plącząc się w falbanach
czerwonej sukienki, a zaraz pytał jej o te majtki, a po chwili już sam to sprawdzał. Bo nurkowania pod jej sukienkę nigdy nie miałby dość, chociaż i tak szybko się z niej wygrzebał i już zadzierał głowę, żeby na nią spojrzeć.
-
A jakie? - oczywiście, że musiał zapytać o te
ciężkie działa, a zaraz nawet teatralnie ziewnął -
chyba mam śpiączkę - przytulił głowę do jej brzucha, jak do poduszki, jakby liczył, że jednak mu pokaże, ale tylko ją tak zaczepiał, bo zaraz się zbierał z podłogi. On też mógłby się do tego przyzwyczaić, do patrzenia na nią z dołu, ale i z góry, bo ona mu we wszystkich możliwych perspektywach wyglądała pięknie, a dzisiaj...
-
Qué hice para merecer una prometida tan hermosa? -
czym sobie zasłużyłem na taką piękną narzeczoną?, mruknął jeszcze prosto w jej pełne, gorące wargi, z których skradł ostatni pocałunek zanim zniknął w łazience.
Poszło mu sprawnie i już po chwili stał w kuchni przeglądając farbki, a potem naklejał jej te dwie naklejki z serduszkami, które wybrał.
-
Co tylko chcesz - rzucił od razu patrząc jej w oczy. No proszę czyli jednak Madox też umiał się zgodzić bez gadania, ale chyba tylko z nią. Odłożył naklejki i wstrząsnął jakimś zielonym sprejem -
pintaré un dragón -
namaluje smoka, powtórzył jej to co w sklepie, ale Pilar wtedy zasugerowała to, że jednak powinni się pozbyć ciuchów i słusznie, bo znając ich to cali by się upaprali. Chociaż... oni to jak dzieci, chyba najszczęśliwsi byli brudni.
Ciemne tęczówki przesunęły się leniwie po jej sylwetce, kiedy rozpinała sukienkę, a gdzieś w głowie pojawiło się wspomnienie z Medellin, jak ją z niej zrywał, bo nie umieli się powstrzymać. Teraz już byli trochę
grzeczniejsi, chociaż kiedy stanęła przed nim w samej bieliźnie, to kąciki ust momentalnie uniosły mu się do góry, a klatka piersiowa uniosła się wraz z głębszym oddechem. Wyciągnął do niej ręce, kiedy do niego podeszła, przesunął wytatuowanymi palcami po jej gładkie skórze zahaczając o koronkową bieliznę.
-
Ładna... - stwierdził, bo w zasadzie to on przecież nigdy
nie miał czasu, się jej przyglądać w samej bieliźnie, bo od razu ją z niej ściągał, a dzisiaj, przesunął opuszkami po cienkim, koronkowym materiale, dzisiaj ciemne tęczówki sunęły leniwie po jej gorącym ciele, kiedy ona tak samo powoli rozpinała guziki jego koszuli.
Na to jej
na ziemię nabrał powietrze w płuca i w pierwszej chwili chciał jej powiedzieć
zmuś mnie, wiedział, że by to zrobiła, tylko, że po pierwsze nie mieli na to czasu, a po drugie, kiedy traciła jego nos swoim z tym zaczepnym uśmiechem, to od razu skapitulował. Madox mógł się z nią droczyć, stawiać, ale wystarczył jeden jej gest, jedno spojrzenie, żeby rozłożyć go na łopatki. Chociaż na macie się jej nie dawał.
Ale w tej chwili zaraz leżał na ziemi, najpierw na brzuchu, żeby sięgnąć po te farbki, które rzuciła obok, ale zaraz przekręcił się na plecy, podparł się tylko na jednym ramieniu, żeby na nią spojrzeć.
-
Niżej jest - tak tylko ją zaczepiał, bo przecież nie chciał żeby mu się
mały Madito świecił w ciemności. Ciemne tęczówki wpatrzone były w jej twarz, kiedy sunęła po jego skórze paznokciami, chociaż cichy pomruk wyrwał mu się z płuc -
twój też mógłby świecić... - oczywiście, że zjechał spojrzeniem na tego jej węża, który wystawał spod koronki między jej piersiami. A kiedy jej pełne, gorące usta musnęły jego skórę, kiedy szczypnęła go zębami, to mruknął głośniej, mięśnie automatycznie mu się spięły rysując te na brzuchu jeszcze bardziej -
wszystko się zgadza - rzucił kiedy wymieniała mu tą symbolikę węża, w sumie to ten grzech i pokusa towarzyszyły im zawsze. Wystarczyło jedno spojrzenie w jej piękne, ciemne oczy, a on już... miał grzeszne myśli. Kusiła go, nawet teraz kiedy mieli się tylko
grzecznie malować farbkami. Chociaż w ich wydaniu chyba nawet nie ma się co oszukiwać, że będzie grzecznie.
-
El diablo - powtórzył po niej. I tego rzeczywiście nie trzeba było tłumaczyć. Kiedy na nim usiadła, to odruchowo przesunął dłońmi po jej plecach, po pośladkach, na których ułożył palce poprawiając ją na sobie. Chciał się do niej wyrwać, spiąć mięśnie na brzuchu, żeby się do niej podnieść, ale też nie chciał jej przeszkadzać w malowaniu, więc tylko się pokręcił w miejscu, tylko wypchnął biodra, żeby ją zaczepić. I przesunął krótkimi paznokciami z jej pośladków na uda.
-
Ja tu będę robił smoka - przesunął opuszkami po jej skórze -
a tu rakietę - i po drugiej nodze -
a na brzuchu - teraz na nim ułożył palce -
uśmiechnięta buzia - i jego też się uśmiechnęła, do niej -
ponte a trabajar, mi artista -
do dzieła moja artystko, mrugnął do niej jednym okiem, no i musiał się do niej podnieść, napiąć mięśnie na brzuchu, żeby musnąć zaczepnie jej pełne usta. Raz tylko, bo zaraz leżał pod nią grzecznie. Bardzo grzecznie jak na niego, bo tylko, palcami sunął po jej udzie, powoli, miękko. Bez zbędnego zaczepiania i przeszkadzania. Czyli... da się.
Ponte a trabajar, mi artista!
✧˚ ༘ ⋆。˚