Może Teddy prowadziła pamiętnik albo dziennik. Ale tylko może! Nie wzdychała w nich jednak do April, bo przecież wtedy Finch usilnie wmawiała jej, że jest hetero. Wzdychała za to do innych dziewczyn i do nauczycielki matematyki. Co się stało z tymi wszystkimi zapiskami? Pewnie poszły z dymem, kiedy płonął warsztat ojca. Tak, to akurat całkiem prawdopodobne, bo Darling zostawiała swoje rzeczy gdzie popadnie.
Westchnęła pod nosem. Oczywiście, że nikt nie uwierzyłby jej, że to właśnie April była sprawczynią tych oryginalnych malunków. Ktoś, kto miał rodziców z taką reputacją, w życiu nie posunąłby się do czegoś podobnego! Wtedy Finch zgrywała taką grzeczną i niewinną. Dopiero potem wyszło prawdziwe szydło z worka. Czy to sprawka Teddy? Czy to ona, w pewnym sensie, stworzyła takiego potwora?
—
Chcesz wysyłać mnie w kosmos, kiedy moi rodzice będą spać za ścianą? — poruszyła wymownie brwiami. —
To bardzo odważne — stwierdziła, chociaż Darlingowie zdążyli się już wystarczająco nasłuchać, gdy ich córka sprowadzała na noc koleżanki. Wolała myśleć, że było inaczej, ale czasami mina mamy mówiła sama za siebie.
April miała rację, większość się spełniła. Nie siedziała za biurkiem i umiała robić rzeczy, których wiele osób robić nie potrafiła. Nawet ten wyjazd na rok można odhaczyć, bo przecież szkoliła się w OFC w Gravenhurst, z dala od domu! Poza tym Finch naprawdę wystrzeliwała ją na inną orbitę, a Teddy była szalenia zakochana. Czego chcieć więcej? Na buty akurat było ją stać, ale żal jej było kasy. Poza tym miała mnóstwo innych par! Dom i pies... Do tego jeszcze dojdą! No i może faktycznie nie była aż taka nudna, jak dotychczas myślała? W gruncie rzeczy cele młodej Darling były całkiem przyziemne. Nie wymyśliła nic szczególnie oderwanego, oprócz tej własnej marki ubrań, której teraz już nawet nie chciała.
—
Dziękuję za dogłębną analizę, prze pani. W zamian pozwolę wypierdolić się na inną planetę — uśmiechnęła się prosto w usta April, kiedy ta na moment odwróciła głowę.
A potem zamieniła się w słuch. Minęło tyle lat, że praktycznie nie pamiętała, co Finch zdążyła tam powymyślać. Początek był kiepski, co Teddy podsumowała krótkim parsknięciem. Ale potem było już tylko lepiej!
—
David Gilmour ciągle żyje — zaczęła od dupy stroną, ale szybko pokręciła głową. —
Czekaj, jeszcze raz. Zacznijmy od tego męża. Zmieńmy go po prostu na żonę. Liczba dzieci pozostaje bez zmian — dodała, bo już o tym rozmawiały. Obie chciały mieć dużą rodzinę, więc to nie podlegało dyskusji. —
Skończyłaś inne studia i poszło ci świetnie. Trzymasz się z siostrami, to ważne. I jesteś specjalistką od wszystkiego. Samozwańczą, ale to nie ma znaczenia — zaznaczyła, bezpiecznie omijając temat rodziców. Jak było z Finchami, każdy wiedział. Przed April jeszcze długa droga, żeby mieć z nimi jakikolwiek kontakt.
Zamyśliła się nad dalszymi kwestiami. Nie było tam nic, czego nie dało się nie zrobić. I czego jej partnerka już nie zrobiła.
—
A to nie tak, że widziałaś już niektóre z tych miejsc? Musisz nagrać jakiś kawałek i wrzucimy go do spotka. Nie obiecam, że to będzie hit, ale będziesz miała swoje pięć minut! Przefarbowałaś włosy na różowo pod koniec liceum. Pamiętam, bo twój ojciec strasznie się wściekł i nie mogłaś pójść ze mną na domówkę do Dylana, a tam bardzo podobała mi się Hazel, ta z równoległej klasy... — urwała. Boże, jak ona kochała się w tej Hazel! —
Z tobą pójdę nawet do piekła — powiedziała pewnie z myślą o Polsce. W punkt, co nie?
Prawda była taka, że Teddy była wystarczająco zdeterminowana, żeby wysłuchać z ukochaną każdego koncertu. Mógł to być nawet chopinowski. Nie przepadała za muzyką klasyczną, ale jeśli to miałoby uszczęśliwić April, była skłonna do wielu poświęceń. Chyba sama Finch nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wielu.
—
Jeszcze nie założyłaś fundacji, ale zaadoptowałaś dla mnie krowę, a to już mały krok! Potrafisz grać na każdym instrumencie, chociaż na gitarze akustycznej idzie ci lepiej niż na elektrycznej. Co z tymi zajęciami teatralnymi? Zapisałaś się wtedy na nie, czy stchórzyłaś? — zerknęła na nią z rozbawieniem. Teddy widziała, jak Finch patrzy na panią Richards, ale przecież ta zarzekała się, że to nic takiego.
—
Two hearts, two hearts that beat as one — zanuciła cichutko przy jej uchu, a potem ujęła jej twarz swoje dłonie i wpiła się w jej usta. Pocałunek był długi i zachłanny, i Darling dopiero po dłuższej chwili odsunęła się, aby móc spojrzeć April prosto w oczy. —
Jak to możliwe, nie zakochałam się w tobie już wtedy? — pokręciła głową ze szczerym niedowierzaniem. Głupia była jakaś, czy co?
że znajdę cię na końcu świata i już się z tobą nie rozminę