przekleństwa, bijatyki, narkotyki, i różne pojebane rzeczy, jak to u pilar i madoxa
Kłamstwem byłoby powiedzieć, że Madox nie lubił w Pilar właśnie tego, że...
nie była delikatna. Ale przy tym gdzieś tam w środku, trochę była i to go tak kurewsko rozczulało, i to go w niej tak urzekało. Że w jednej chwili potrafiła się bić, przeklinać i
pieprzyć jak prawdziwa
dzikuska, żeby w następnej pokazać mu się z zupełnie innej strony, tej pełnej współczucia, tej dobrej, tej, która potrafiła mu opisywać miłość porównując go
do całej czekolady świata.
Była najbardziej
twardą kobietą, jaką znał, a przy tym też najbardziej po prostu...
dobrą.
Już wyciągał do niej rękę, żeby w końcu się z nią stąd zawinąć, gdziekolwiek, z dala od tego pierdolnika. Tylko, że jego dłoń zawisła w powietrzu wyciągnięta w kierunku tego blondyna, który stanął między nimi. Madox już układał na języku to, że ma spierdalać, ale wtedy do tego całego przedstawienia wkroczyła Carmen. Jeszcze jej brakowało i tego jej szlochu.
Kurwa.
Madox tak nienawidził płaczu, irytował go, sprawiał, że włosy na karku stawały dęba. I tak już odrobinę lepiej mu wychodziła reakcja, bo przecież jeszcze jakiś czas temu, kiedy Ruby przy nim płakała, to kazał jej się po prostu zamknąć, a teraz...
Właściwie nic nie musiał już robić, bo Pilar szarpnęła Carmen za włosy. A ciemne tęczówki Madoxa od razu spoczęły na jego narzeczonej. Nie miał do niej nawet grama pretensji, wręcz przeciwnie, oczy błysnęły mu jakoś zaczepnie. Mógł gadać, że zazdrość jest pojebana, że Stewart nie miała o co być zazdrosna, ale i tak lubił kiedy była. Kiedy patrzyła na niego z tym całym
ogniem i nie pozwalała, żeby inne kobiety się do niego kleiły.
Inna sprawa, że naprawdę nie miała o co być, bo Carmen mogła być najładniejszą dziewczyną na tym całym festiwalu... No nie mogła być, bo najładniejsza stała przed nim w tej
czerwonej sukience. Jedyna, do której jego serce rwało się jak szalone, jedyna która mu się podobała i jedyna, która powodowała, że po plecach biegł ten przyjemny dreszcz, a ciemne oczy robiły się całe czarne.
-
Estás loca, cariño - rzucił i zaraz stał już za Pilar, zaraz opierał palce na jej biodrach sunąc nimi na brzuch, żeby się w nią wtulić od tyłu, zaciągnąć obłędnym zapachem jej włosów, jej gorącego ciała -
pero me pone cachondo como el infierno -
ale mnie to kurewsko kręci, mruknął jej do ucha, i już mieli się ulotnić splatając ze sobą swoje palce, ale wtedy wyskoczył przed nimi ten blondyn. Madox odruchowo się skrzywił, aż odchylił do tyłu głowę. A kiedy facet sięgnął do ręki Pilar, to Noriega spojrzał na niego tak, jakby tym spojrzeniem chciał mu oznajmić, że jak ją dotknie, to mu tą rękę połamie, w trzech miejscach. Słusznie, że się odsunął.
Na to wyznanie na temat jego orientacji Madox tylko wypuścił powietrze z płuc gdzieś w szyję Stewart, z jednej strony ulga, z drugiej, co ich to interesuje, z trzeciej...
-
To może... - spierdalaj? -
i jesteś tu sam? Nie masz żadnych... kolegów? - chłopaków? Przyjaciół? Kumpli? Madox w zasadzie był bardzo tolerancyjny, wyznawał zasadę, że miłość to miłość, ale czasem po prostu pierdolnął gafę, tak jak teraz -
może poszukaj jakiegoś gejowskiego kółka? - poczuł tylko jak Pilar wbiła mu gdzieś w bok łokieć, akurat w ten bok, w który dostał, więc znowu się skrzywił.
Antoine jednak zdawał się tym wcale nie przejąć i zaraz patrzył na nich tymi wielkimi, błyszczącymi, wypierdolonymi w kosmos, gałami.
-
Przyszedłem tu z Diego... Gość sprzedawał dragi przy plaży i mnie... podrywał - to by wiele wyjaśniało, pomyślał od razu Madox. I zaraz pomyślał sobie coś jeszcze.
-
Właściwie to szukałem Diego - rzucił i już stał tak blisko Stewart, że opierał jej brodę na ramieniu, klatka piersiowa wciąż unosiła mu się jeszcze w niespokojnym oddechu, po tej walce, co mogła czuć na swoim ramieniu, jak łaskotały ją w nie te jego łańcuszki -
to możemy poszukać razem - stwierdził Madox. Chociaż może nie powinien tego mówić?
Antoine jednak się ucieszył, chociaż zaraz podszedł do nich bliżej zachodząc Pilar z drugiej strony, tak, że na drugim ramieniu czuła tą jego ładną, nieskazitelną koszulę, bardzo miękką.
-
Ale jak w tym tłumie? - zapytał blondyn, a Madox aż wywrócił oczami.
-
Gość sprzedaje dragi, nie ma nic prostszego - i nawet jak Pilar na niego spojrzała, to tylko mrugnął do niej jednym okiem, łapiąc ją mocniej za rękę. Splatając jej palce ze swoimi, bo już nie miał zamiaru jej zgubić. Pociągnął ją za sobą w tłum, a za nią ruszył Antoine, który też złapał ją za rękę. Jak nie dzieci, to
ich nowy kolega gej, a gdzie ten
ogień, który mieli rozpalać między sobą na tej
dzikiej plaży. Tylko we dwoje?
Najpierw wpadli do jakiejś grupki, gdzie krążył blant, Madox jeszcze nawet nie zdążył się odezwać, a już go dostał. Zaciągnął się mocno, raz, a potem drugi, ten drugi już przekazując dym Pilar, w pocałunku, tak kurewsko wytęsknionym, że Antoine chyba myślał, że się od siebie nie oderwą, kiedy ich usta łączyły się namiętnie, a białe smugi dymu unosiły się im nad głowami. W końcu jednak Madox oddał Pilar skręta, a blondyn już stał nad nią, bo chyba też czekał na buszka, żeby tylko nie spijanego z jej słodkich, gorących warg. W tym czasie Noriega już zagadywał gościa od którego dostali blanta, zgadali się, że on też zna Diego, nawet gdzieś go tutaj widział i kazał pytać dalej, takich lasek, które kupiły od niego piksy.
Nie ciężko było je znaleźć. Może było ich pięć? Ale tak blisko siebie, ocierały się o siebie w sensualnym tańcu, że ciężko było to stwierdzić, do tego wszystkie były wymalowane, kolorowe, w sumie... piękne. Chociaż Madox zatrzymał się kilka kroków od nich i przyciągnął do siebie Pilar, żeby znowu się do niej łasić.
-
Idź je zapytaj o Diego - rzucił do blondyna.
-
A może ty? - Madox tylko pokręcił głową. Bo przecież doskonale wiedział, jak to się skończy. Co jak co, ale Noriega trochę się znał na substancjach psychoaktywnych.
I rzeczywiście, kiedy Antoine wkroczył w te laski, to zaraz znalazł się po środku, a one go otoczyły, głaskały jego śliczne blond włoski, zakręcały palce na jego miękkiej koszuli. Nawet mu nie pozwoliły dojść do głosu, bo jedna zaczęła go całować, a kiedy inna sięgnęła ręką do jego spodni, to blondyn pisnął znowu i im uciekł. Madox parsknął śmiechem chowając twarz gdzieś we włosach Stewart.
-
Ja pierdole... Powiedziały, że widziały go gdzieś przy DJce, ale one są jakieś cholernie napalone - aż zamrugał. Ale Noriega nic nie powiedział, bo jego jakoś to wcale nie dziwiło, on nie takie rzeczy widział u siebie w klubie, a to był tylko klub, a nie taka wielka impreza.
Poszli do stołu DJa, tylko, że tam wcale nie było Diego. Było za to jakieś kółeczko hipisów i Madox pociągnął do niego Pilar, a za nimi poszedł Antoine. Jakaś dziewczyna we wianku na głowie zaraz podeszła do nich.
-
Ale jesteście piękni - zaczęła i sięgała czubkami palców, bardzo delikatnie, do ciemnych kosmyków Pilar -
mogę dać ci mój wianek? Będziesz w nim wyglądać jak Primavera -
wiosna, zapytała grzecznie, a potem zdjęła go z głowy, żeby oddać go Stewart. Jeszcze coś zaczęła mówić o tym, że czuje te wszystkie kolory sercem, a muzyka wypełnia ją całą. Nie była szkodliwa, raczej wjechał kwas. Madox w tym czasie zagadał też do jej kolegi z długimi włosami związanymi w kitkę nad karkiem, zapytał go o Diego. Tym razem poprowadzili ich do baru.
Po nitce do kłębka.
Pomachali jeszcze do hipisów, kiedy się od nich oddalali i ruszyli do baru.
Te verás como la Primavera con él
˚˖𓍢ִ໋
͙֒✧🩷˚⋆