— Kurwa mać — mruknęła pod nosem, zatrzaskując szkicownik. I tak nie narysowała dzisiaj niczego porządnego. Te funeralne inspiracje dziwacznie na nią działały, powinna dać sobie spokój. Może po prostu powinna przerobić fabułę, którą miała w głowie i wyrzucić temat śmierci ze swojego najnowszego komiksu? Problem w tym, że to główny motyw i mogłoby być trudno. Schowała szkicownik do plecaka i przeczesała włosy, wzdychając ciężko. Przyglądała się grobowi, przy którym usiadła. Nie miała pojęcia, kim był zmarły, ale akurat obok stała ławka, a w samej alejce nie było nikogo. Miała się zainspirować, a czuła się kompletnie zdezorientowana. Uśmiechnęła się przepraszająco do nazwiska zmarłego siedem lat temu mężczyzny i zostawiła go w świętym spokoju.
Kawałek dalej trwało jakieś zamieszanie. Zrobiło się nieco gwarniej, przynajmniej jak na cmentarz. Zagubiona we własnych myślach nie ogarniała, co się działo, ale teraz wszystko było jasne. Właśnie trwał czyjś pogrzeb. Ruszyła w tamtą stronę, licząc, że może praca na, heh, żywym organizmie przyniesie właściwą inspirację. Nie miała zamiaru jednak pchać się w samo centrum wydarzenia. Nie miała przecież niczego wspólnego z tymi ludźmi. Może i była ubrana na czarno, ale chyba nie wtopiłaby się odpowiednio w tłum. Szła powoli kilka alejek dalej, analizując sytuację. Ktoś miał całkiem dużą rodzinę. A może po prostu wielu znajomych? Nad grobem robiło się coraz tłoczniej. Nikt jednak nie zawodził, nie lamentował. Może chowali kogoś wyjątkowo wiekowego i wszyscy się po prostu tego spodziewali? Cholera wie.
Dostrzegła sylwetkę żałobniczki, która też stała kawałek dalej od tej całej kabały. Od razu ją to zaciekawiło. Czemu nie wtopiła się w tłum? Wpatrywała się w stronę tłumu, ewidentnie ją to interesowało. Cross poczuła nieprzyjemny dreszcz, który przeszedł przez jej kręgosłup, gdy zawiał chłodny wiatr. Spojrzała odruchowo na niebo, spodziewając się na nim ciężkich, czarnych chmur. Nie było aż tak źle, ale faktycznie mogło się niedługo rozpadać. Niedobrze.
Każdy kolejny krok w stronę żałobniczki dokładał nowej warstwy absurdów do tej sytuacji. Nie wiedziała, po co w ogóle idzie w jej stronę, ale przecież zawsze działała spontanicznie. Przemknęło jej przez myśl, że dziewczyna jest z daleka dziwacznie podobna do Prescott, ale szybko pozbyła się tego przekonania. Umysł musiał płatać jej figle. Chociaż... myśl jeszcze na dobre nie zdążyła zwiać, gdy musiała wejść do głowy z powrotem. To zdecydowanie była Prescott. Kurwa mać. Powinna odwrócić się na pięcie i wrócić do domu. Podeszła więc bliżej.
— Ktoś bliski? — rzuciła, a w ramach powitania wyciągnęła w jej stronę paczkę papierosów. Nie będzie przecież na nią naskakiwać na pogrzebie, aż taka pierdolnięta nie była. Odpaliła własną fajkę i oparła się nonszalancko o drzewo, pod którym stała Ruelle. Podobnie jak przy ostatnim spotkaniu, bez żadnego skrępowania bardzo powoli przesunęła spojrzeniem po całej jej sylwetce, znów szukając zmian.
Ruelle I. Prescott