25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003
Wreszcie zaczynało się robić nieco cieplej. Nadal nie można brać takiej wiosny na poważnie, ale kilkanaście stopni na plusie było dużo lepsze niż siarczyste mrozy. A przynajmniej w jej mniemaniu. Miała już serdecznie dość ubierania się na cebulkę, gdzie w tym cała zabawa? Te wszystkie durne płaszcze, spod których niczego nie było widać, nawet jak się zaczyna za nie szarpać. Nie, chwila. Czemu zaczęła się nagle zastanawiać nad szarpaniem płaszcza?
— Kurwa mać — mruknęła pod nosem, zatrzaskując szkicownik. I tak nie narysowała dzisiaj niczego porządnego. Te funeralne inspiracje dziwacznie na nią działały, powinna dać sobie spokój. Może po prostu powinna przerobić fabułę, którą miała w głowie i wyrzucić temat śmierci ze swojego najnowszego komiksu? Problem w tym, że to główny motyw i mogłoby być trudno. Schowała szkicownik do plecaka i przeczesała włosy, wzdychając ciężko. Przyglądała się grobowi, przy którym usiadła. Nie miała pojęcia, kim był zmarły, ale akurat obok stała ławka, a w samej alejce nie było nikogo. Miała się zainspirować, a czuła się kompletnie zdezorientowana. Uśmiechnęła się przepraszająco do nazwiska zmarłego siedem lat temu mężczyzny i zostawiła go w świętym spokoju.
Kawałek dalej trwało jakieś zamieszanie. Zrobiło się nieco gwarniej, przynajmniej jak na cmentarz. Zagubiona we własnych myślach nie ogarniała, co się działo, ale teraz wszystko było jasne. Właśnie trwał czyjś pogrzeb. Ruszyła w tamtą stronę, licząc, że może praca na, heh, żywym organizmie przyniesie właściwą inspirację. Nie miała zamiaru jednak pchać się w samo centrum wydarzenia. Nie miała przecież niczego wspólnego z tymi ludźmi. Może i była ubrana na czarno, ale chyba nie wtopiłaby się odpowiednio w tłum. Szła powoli kilka alejek dalej, analizując sytuację. Ktoś miał całkiem dużą rodzinę. A może po prostu wielu znajomych? Nad grobem robiło się coraz tłoczniej. Nikt jednak nie zawodził, nie lamentował. Może chowali kogoś wyjątkowo wiekowego i wszyscy się po prostu tego spodziewali? Cholera wie.
Dostrzegła sylwetkę żałobniczki, która też stała kawałek dalej od tej całej kabały. Od razu ją to zaciekawiło. Czemu nie wtopiła się w tłum? Wpatrywała się w stronę tłumu, ewidentnie ją to interesowało. Cross poczuła nieprzyjemny dreszcz, który przeszedł przez jej kręgosłup, gdy zawiał chłodny wiatr. Spojrzała odruchowo na niebo, spodziewając się na nim ciężkich, czarnych chmur. Nie było aż tak źle, ale faktycznie mogło się niedługo rozpadać. Niedobrze.
Każdy kolejny krok w stronę żałobniczki dokładał nowej warstwy absurdów do tej sytuacji. Nie wiedziała, po co w ogóle idzie w jej stronę, ale przecież zawsze działała spontanicznie. Przemknęło jej przez myśl, że dziewczyna jest z daleka dziwacznie podobna do Prescott, ale szybko pozbyła się tego przekonania. Umysł musiał płatać jej figle. Chociaż... myśl jeszcze na dobre nie zdążyła zwiać, gdy musiała wejść do głowy z powrotem. To zdecydowanie była Prescott. Kurwa mać. Powinna odwrócić się na pięcie i wrócić do domu. Podeszła więc bliżej.
— Ktoś bliski? — rzuciła, a w ramach powitania wyciągnęła w jej stronę paczkę papierosów. Nie będzie przecież na nią naskakiwać na pogrzebie, aż taka pierdolnięta nie była. Odpaliła własną fajkę i oparła się nonszalancko o drzewo, pod którym stała Ruelle. Podobnie jak przy ostatnim spotkaniu, bez żadnego skrępowania bardzo powoli przesunęła spojrzeniem po całej jej sylwetce, znów szukając zmian.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Indulge in local cuisine
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiosna zawitała powoli nawet do takiego miejsca jak Toronto, które jeszcze ledwie parę tygodni temu było skute lodem i zasypane grubą warstwą śniegu. To oznaczało jedynie tyle, że mogła powoli stawiać na coraz to cieńsze warstwy ubrań bez zamartwiania się o to, że zdoła gdzieś zamarznąć. Chociaż Prescott i tak dobrze znosiła niskie temperatury przez warunki panujące w domu pogrzebowym, gdzie pracowała w chłodni.
Niemniej skoro pogoda zaczęła bardziej dopisywać to Ruelle mogła sięgnąć po swoje bardziej eleganckie stroje pogrzebowe. Od dawna już nie miała okazji do tego, aby pojawić się na podobnej uroczystości. Zwłaszcza, że niektóre z nich pomimo wspólnych elementów potrafiły prezentować się naprawdę wyjątkowo.
Tym razem wydawało się, że ceremonia może mieć bardziej podniosły charakter. Z tego, co kojarzyła zmarły był dosyć majętnym mężczyzną, prezesem jakiejś dobrze prosperującej firmy z Toronto. Miał już swoje lata. Zmarł na zawał, a studentka miała tę przyjemność przygotowywać go do ostatniej drogi. To znaczyło również tyle, że zdawała sobie doskonale sprawę z tego kiedy dokładnie miał się odbyć pogrzeb. Nic nie stało na przeszkodzie w tym, aby mogła obserwować go z oddali i wzbudzać pewną sensację.
Zdecydowała się na sięgającą ponad kolano czarną sukienkę, podkreślającą idealnie jej figurę. Jej krótki rękaw rekompensowały z kolei długie wieczorowe rękawiczki. Nawet jeśli miała nieco zmarznąć to z pewnością było warto.
Spoglądała na stłoczonych żałobników spod materiału krótkiej woalki. Mogła liczyć na kilka zainteresowanych spojrzeń, ale na pewno nie spodziewała się tego, że ktoś pojawi się obok niej. W zasadzie chyba nigdy nikt się z nią nie konfrontował. Ruelle byłą cichym obserwatorem. Elementem krajobrazu. Widokiem, który potrafił zarówno zaintrygować jak i wzbudzić grozę ze względu na to, że skrywał za sobą pewną tajemnicę.
Mimo wszystko zarejestrowała jakiś ruch kątem oka. Nie przyjrzała się bliżej zmierzającej ku niej postaci nim nie znalazła się tuż przy niej nie nie odezwała się głosem, który bez wątpienia należał do Cross. Na chwilę zacisnęła mocniej szczękę po czym wysunęła z paczki zaoferowanego papierosa i umieściwszy go między wargami pochyliła się ku dziewczynie, aby odpaliła go trzymaną zapalniczką.
Potrzebowała chwili w ciszy, aby się rozluźnić. Jej spojrzenie powróciło do tłumu żałobników i skutecznie ignorowało obecność River, która postanowiła się rozgościć w pobliżu.
- Mój podstarzały kochanek... - odpowiedziała głosem, który posiadał w sobie tyle chłodu, co przemykający między gałęziami drzew marcowy wiatr. - Czekam, aż wszyscy zbiorą się na odczytanie testamentu, w którym zapisał mi swoją fortunę i rezydencję.
Można byłoby odnieść wrażenie, że mówiła całkowicie poważnie. Zresztą w liceum kiedyś ktoś nieżyczliwy rozpuścił plotkę, że skoro Ruelle nie przejawia w żadnym stopniu zainteresowania swoimi rówieśnikami, bo z pewnością sypia z dużo starszymi mężczyznami. Najpewniej za pieniądze. Oczywiście była to historia wyssana z palca, ale przez jakiś czas faktycznie stanowiła jedną z większych szkolnych plotek.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Im dłużej ją obserwowała, tym bardziej miała wrażenie, że któraś z nich zwariowała. Zawsze istniała szansa, ze to była jednak River. Może jej usposobienie było tym dziwacznym? Nie no, niemożliwe. To z Prescott musiało być coś mocno nie tak. Wyglądała, jak wyciągnięta z jakiegoś dziwacznego filmu z późnych lat osiemdziesiątych. Niby ubrała się stosownie do okazji, ale biło z niej coś, co nie otaczało reszty żałobników. Cross zastanawiała się, czy dziewczyna w ogóle czuła jakikolwiek żal za zmarłym. Istniało też niezerowe prawdopodobieństwo, że to był jej własny pogrzeb. Mogła sfingować własną śmierć, zatruć serca bliskich, a teraz zjawiła się na miejscu, by obserwować swoje wielkie dzieło z ukrycia! Zdecydowanie była do tego zdolna.
To, co w końcu powiedziała, jeszcze bardziej dopełniło obrazu tej groteski. River wypuściła głośniej powietrze przez nos, uśmiechając się z papierosem w ustach. Znowu dała się podejść, a Ruelle ją rozbawiła. Ale czy ona w ogóle robiła to celowo? Fakt, że to mogło nie być planowane, był jeszcze śmieszniejszy. Przyjmowała obie opcje za tak samo prawdopodobne. Obie akceptowała z otwartym sercem. Skoro miała ochotę kreować sobie tak nudne życie seksualne, to jej sprawa. Nie wszyscy są na tyle rozsądni, by nie marnować takiego ciała. W ogóle nie skojarzyła tego ze szkolnymi plotkami. Na pewno do niej w tamtym czasie dotarły, ale nigdy nie zajęły jej uwagi na dłużej. No dobrze, może raz wydarła się na Flynna Manninga, który robił sobie z tego jakieś obrzydliwe kpiny. Ale przecież nie chodziło wyłącznie o obrażanie Prescott. Nie podobało jej się, że w ogóle oceniał w ten sposób kobiety i śmiał sobie rościć prawo do oceniania tego kto co robi ze swoim ciałem. Darła się na niego na środku korytarza, wyzywając go od jebanych kretynów, szowinistów i inceli. A potem oczywiście to ona dostała ochrzan od nauczyciela, bo przecież to ona się darła i kręciła aferę.
— Serio? Czyli będziesz teraz dziana? Gratuluję. — Uniosła rozbawiona brew, przenosząc wzrok na żałobników. Starała się podążać za spojrzeniem Prescott. Chciała wiedzieć, czy wpatrywała się tak intensywnie w coś konkretnego. W trumnę? A może w któregoś z gości? Albo księdza. Z tej odległości to były jednak tylko głupie zgadywanki, postawiła więc w głowie na księdza.
— Zabiłaś go? — dopytała jak o najnormalniejszą rzecz na świecie, znowu skupiając na niej wzrok. Do tego pewnie nie byłaby zdolna. Chociaż cholera ją wie. Małe rozmiary nie łączą się przecież w żaden sposób z siłą psychiki. Od razu zaczęła się zastanawiać, jakiej broni użyła. Na pewno nie Glocka, to byłoby strasznie nudne. Czy to bardziej szpikulec do lodu czy stara rodowa szabla type of girl?

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Indulge in local cuisine
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na pewno żadna z nich nie była normalna. Ruelle z tego faktu zdawała sobie sprawę już od naprawdę bardzo dawna. Widziała to jak różniła się od swoich rówieśników już na etapie szkolnym. Z pewnością też River nie była kimś nudnym czy typowym w swojej prostocie. Była interesująca... Zapewne Prescott mogłaby to dostrzec jeszcze lepiej, gdyby tylko postanowiła poświęcić dziewczynie nieco więcej uwagi.
Tylko, że z jakiegoś powodu wolała trwać w przeszłości i nie przyznawać tego, że ktoś taki jak Cross, którą znała mógł się przeistoczyć w kogoś kto mógłby ją pod jakimś względem fascynować. Mogła mieć ciekawą pracę, zainteresowania czy być niezwykle przyjemną w obyciu ze względu na swój charakter. Tylko, że starała się temu wszystkiemu umniejszać ze względu na to, co je kiedyś łączyło.
Przez moment trwały jedynie w tej scenerii wyjętej niczym z taniego dreszczowca. Niebo zasnute było stalowoszarymi chmurami, tłum żałobników się zacieśniał przy trumnie, a po cmentarzu zaczął się rozchodzić melodyjny głos duchownego, który ze względu na odległość zdawał się stanowić bardziej głos wibrujący w tle niż rzeczywistą wypowiedź.
Nie sądziła, że ten komentarz będzie w stanie, aż tak rozbawić River. Nie spodziewała się zobaczyć jej uśmiechu, który zamajaczył jej jedynie gdzieś w zasięgu wzroku. Może jednak łączyło je takie samo poczucie humoru? To mogłoby wiele wyjaśnić.
Przez moment jeszcze się zaciągała papierosem, smakując nikotynę, którą osiadała na języku. Na gratulacje skinęła jedynie głową, nie siląc się na żaden większy komentarz. Przez moment zastanawiała się, co właściwie Cross robiła w tym miejscu i dlaczego postanowiła do niej podejść.
- Czy o takie rzeczy pyta się damę? - odparowała i strzepnęła popiół, a po chwili odwróciła się po raz pierwszy w stronę swojej rozmówczyni. - Gdyby tak było to nie mogłabym ci powiedzieć... Inaczej musiałabym cię zabić.
Przez moment cała ceremonia została zepchnięta do roli tła, które nie odgrywało żadnej większej roli. Przesunęła spojrzeniem, badając uważnie całą postać dziewczyny nim w końcu zatrzymała się na smukłych palcach przytrzymujących papierosa między kształtnymi wargami.
- A co ty tu właściwie robisz? - zapytała wprost, decydując się na to, aby odpuścić sobie całkowicie jakiekolwiek podchody i zapytać wprost.
Nie wyglądała na żałobniczkę. Zresztą Ruelle nie sądziła, aby w jakikolwiek sposób znała zmarłego mężczyznę lub mogła być z nim w jakiś sposób spokrewniona. Chociaż może jeszcze Cross mogła ją czymś zaskoczyć.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ktoś obserwujący je z boku pewnie mógłby uznać, że pochodziły dokładnie tej samej opowieści. Patrząc na nie powierzchownie można uznać, że miały ze sobą mnóstwo wspólnego. Ktoś patrzący na nie z daleka pewnie uznałby, że się jakoś umówiły, żeby wyglądać tak osobliwie. Ale to byłby prosty znak, że ów ktoś nie zna się na niczym. To, że obie miały niezdrową obsesję na punkcie czarnego pewnie było ich jedynym punktem wspólnym. Ale była w stanie zrozumieć takie pomyłki. Nawet osoby, które je poznały, dziwiły się, że po prostu się nie zaprzyjaźniły, tylko zawsze na siebie warczą. Licealiści, którzy nie mieli ochoty rozkładać sytuacji na czynniki pierwsze, uznawali, że skoro obie były dziwaczkami, to powinny stworzyć niepowstrzymany duet. Cross zawsze uznawała ich za wyjątkowo płytkich.
Czuła się tutaj spokojna i bezpieczna. Właściwie co mogłoby jej grozić na cmentarzu? To raczej miejsce zadumy, a nie licznych zbrodni. A jednak często nachodził ją jakiś dziwny niepokój na myśl o spędzaniu czasu w takim otoczeniu. Pewnie dlatego w ogóle zaczęła pracę nad motywem śmierci. Ale dzisiaj o nic się nie martwiła, nie zatracała się w nadmiernym rozkminianiu. To pewnie dzięki temu pogrzebowi, żałobnicy nieśli za sobą niespotykany spokój. Na bank o to chodziło.
— Może najpierw mnie w sobie rozkochaj, żebym przepisała ci majątek, a potem zabijaj? — zaproponowała z czystej dobroci serca. Prescott, jak zwykle, zbytnio pospieszyła się w swoich wnioskach i postanowieniach. Powinna coś ugrać na tej sytuacji, a nie tylko rzucać pustymi groźbami! River domyślała się, że jej majątek może być skromny dla dziwacznych wymagań Ruelle, ale jakby tak pozbierała oszczędności życia jeszcze od kilku osób, to będzie ustawiona do śmierci jeszcze przed trzydziestką. Na pewno warto było się nieco poświęcić.
— Wiedziałam, że ta dziwka, która sypia z moim ukochanym na bank będzie na tyle bezczelna, żeby przyjść na jego pogrzeb. Nie mogłam się powstrzymać, by nie spojrzeć jej w oczy — odpowiedziała od razu poważnym tonem, wpatrując się w nią intensywnie. To dopiero byłby plot twist! Powinna teraz wyjąć własny sztylet i wbić go w jej żołądek. Niestety zostawiła narzędzie w domu. No trudno, scena nie będzie aż tak dramatyczna. Uśmiechnęła się znowu, odrywając od niej wzrok. Skupiła się na moment na papierosie trzymanym między palcami.
— Przyszłam porysować. Śmiertelnie potrzebuję śmiertelnych inspiracji. Miałam nadzieję, że cmentarz mi nieco pomoże — dopowiedziała już całkiem zwyczajnie. Nie miała powodu, by ukrywać przed nią prawdę albo wykręcać się jakimiś głupotami. Była też wyraźnie niezadowolona, nietrudno było się domyślić, że nie spłynęła na nią oczekiwana łaska muz.
— Zaczynasz mi się kojarzyć ze śmiercią — dodała, wpatrując się w jakiś nieokreślony grób w oddali. Strasznie to było dziwne, że spotykały się znowu w okolicznościach powiązanych z tą tematyką. To musiała być jakaś klątwa. Albo kara boska, że odważyła się rysować umieranie.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Indulge in local cuisine
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W teorii powinny się naprawdę zaprzyjaźnić. Pasowały do siebie pod więcej niż jednym względem. Wizualnie na pewno stanowiły niezwykle zgrany duet. Pod względem charakterów również zdawały się być dosyć podobne. Może nawet zbyt podobne i dlatego tak bardzo się ze sobą gryzły? Może potrzebowały jakiejś przeciwwagi? Kogoś trzeciego kto pomógłby im ze sobą współistnieć? Wtedy to wszystko być może miałoby jakiś sens.
Cmentarz również dla niej z reguły był miejscem ciszy, spokoju i zadumy. Chociaż czasem widywało się na nim jakieś osobiste dramaty. Bywało, że rodzina szarpała się nad grobem zmarłego. W powietrzu niosły się lamenty lub zaśpiewy żałobników i wszystko nabierało bardziej... żywego charakteru. Jednak nie teraz. Ten pogrzeb był czysty. Niemal kliniczny. Jakby była to po prostu kolejna formalność na liście do odhaczenia.
Sugestia, że miałaby w sobie rozkochać River wydawała jej się naprawdę absurdalna. Nie była pewna czy byłaby w stanie tego dokonać. Przespać się z nią? Oczywiście, to mogłaby uczynić. Wiedziała jednak, że były osoby, których nie imał się koncept romantycznej miłości. Sama była jedną z nich.
- A jakie to nieziemskie bogactwa mogłabyś mi zaoferować, abym to zrobiła? - zapytała, na nowo skupiając swoje spojrzenie na postaci Cross.
Wypuściła powoli dym papierosowy, obserwując swoją rozmówczynię. Przez chwilę nawet się zastanawiała jak to by było przyjąć podobne wyzwanie. Zaraz jednak odrzuciła tę myśl i zaciągnęła się głęboko trzymanym w palcach papierosem. Nie powinna o tym myśleć. Może jednak ten krótki pocałunek i dociśnięte do jej szyi wargi sprawiały, że była ciekawa tego jak byłoby poczuć na sobie wyraźniej dotyk dziewczyny. Może całe to napięcie między nimi zaowocowałoby naprawdę intensywnymi wrażeniami?
- Ach, tak? - zapytała, na chwilę samej zapominając o tym dlaczego w ogóle tu przyszła. - I planowałaś jedynie spojrzeć jej w oczy? Co dalej?
Mogły przez chwilę pociągnąć tę scenkę. Może wspólnie napisałyby jakiś film noir. Mogłoby to być nawet ciekawe chociaż nawet w szkole nie wychodziły im zbytnio grupowe projekty. Nie sądziła, aby teraz miało być inaczej, gdyby miały tylko się zabrać do tworzenia czegoś razem.
Prawdziwy powód również wydawał się być interesujący, ale nie była pewna czy na pewno tak bardzo jak fantazje na temat tego czym obie mogłyby się tutaj zajmować. Skinęła głową. Ostrożnie rzuciła niedopałek pod nogi. Być może byłaby w stanie coś jeszcze z niego upalić, ale nie chciała niechcący opalić rękawiczek. Były zbyt eleganckie, aby ryzykować jakąkolwiek skazą na materiale. W takich chwilach można było zrozumieć czemu kobiety w dawniejszych czasach stosowały uchwyty do papierosów.
- Dopiero teraz? Nie jesteś zbyt szybka - zadrwiła lekko, gdy tylko usłyszała to krótkie stwierdzenie. - Czy to ten moment, gdy prosisz mnie, żebym została twoją cmentarną muzą?
Może i River faktycznie nie miała pojęcia o jej aktualnej profesji, którą się trudniła poza studiami, ale z pewnością dużo wcześniej można byłoby ją uznać za kogoś, kto mógłby być kojarzony ze śmiercią, pogrzebami i mrokiem. Nic nie mogła poradzić na to, że taka już była jej estetyka i zainteresowania.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trudno było jej wyobrazić sobie sytuację, w której Ruelle robi jej z głową coś takiego, że faktycznie ofiaruje jej całe swoje życie i to jeszcze przed śmiercią. Zapisanie na nią własnych gratów pewnie byłoby prostsze. Gorzej z twórczością. Ale ktoś przecież powinien zostać spadkobiercą jej dzieł, zaslugiwały na taką opiekę. Nie oddałaby tego nikomu, do kogo nie miałaby co najmniej stuprocentowego zaufania. Zdobycie go na pewno byłoby sporym wyzwaniem.
— To szafir kaszmirski — wyjaśniła, pokazując jej środkowy palec. Znaczy się, znajdujący się na nim pierścionek z z niebieskimi wstawkami. Oczywiście nie miały one nic wspólnego z tym kamieniem szlachetnym. Cross nawet nie pamiętała, czy biżuteria była srebrna czy tylko posrebrzana. Miała tego za dużo, by przykładać do tego wagę.
— A moja spuścizna artystyczna ustawi cię do końca życia — dodała, bardzo pewna siebie. Komentarz na temat pierścionka był oczywiście tylko żartem, by móc jej pokazać nieprzyjemny gest, ale w kwestii swoich dział zdawała się mówić całkowicie poważnie. To na ten moment nie była prawda, ale wierzyła, że wkrótce się nią stanie.
Obracała w palcach zapalniczkę, jakby czuła, że brak papierosa jest co najmniej niepokojący. Nie miała ochoty odpalać kolejnego, ale czuła, że nie da rady ustać w bezruchu. Potrzebowała takich drobnych rozpraszaczy, by, co ciekawe, móc się skupić. Niepotrzebnie schowała ołówek, on byłby dużo wygodniejszy do zabawy. Ale to jej będzie musiało wystarczyć.
— Chciałam ocenić, ile jest warta. Domyślałam się, że ten stary głupiec nie fatygowałby się nawet, żeby znaleźć sobie kogoś cennego. Trochę chciałam, żeby ona była mózgiem tej operacji, a nie tylko biustem. Nie bawi mnie walka z omotanymi dziećmi. — Przesunęła wzrok na jej piersi, jakby chciała ocenić, co faktycznie było w niej bardziej interesującego. Chłodne miesiące miały to do siebie, że utrudniały ocenianie cudzych ciał. To było w nich absolutnie nudne i okropne. Od razu zaczęła się też zastanawiać, jak wyglądałaby bez tego żałobnego przebrania. Nie chciała sobie jednak dopowiadać za dużo w kwestii jej ciała, takie rzeczy najlepiej odkrywa się samodzielnie. A przecież nie miała w planach uwodzenia jej, więc zajmowanie sobie głowy tymi wyobrażeniami to po prostu strata czasu.
— Trudno, żebyś kojarzyła mi się z czymkolwiek, skoro zazwyczaj nie zajmuje głowy twoim istnieniem. — Uniosła brew, patrząc na nią pobłażliwie. To nie do końca była prawda, a przynajmniej nie w ostatnich dniach. Ale ta wersja brzmiała dużo lepiej i sprawiała, że nie musiała się potem z niczego tłumaczyć.
— Chciałabyś zostać moją muzą, Mała? — Odpowiadanie pytaniem na pytanie zdecydowanie nie było uczciwe, ale trudno. Musiała ustabilizować sobie grunt pod nogami, wrócić do walki, jak należy. Znów zlustrowała uważnie całą jej sylwetkę, tym razem czysto analitycznie, jakby oglądała przedmiot i zastanawiała się, czy jest warty miejsca w jej szkicowniku.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Indulge in local cuisine
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Był to byt groteskowy scenariusz, aby którakolwiek z nich mogła go rozważać na poważnie. Prędzej by piekło zamarzło niż jedna z nich byłaby w stanie rozkochać w sobie drugą. Z drugiej strony według wizji Dantego ostatni krąg piekielny był skuty lodem, więc może jednak istniała jakaś rzeczywistość, w której podobny scenariusz mógłby być możliwy?
- Pasuje pod kolor twoich oczu - rzuciła beznamiętnie, gdy tylko Cross skorzystała z okazji do tego, aby pokazać jej środkowy palec.
I kto tu teraz stosował dziecinne zagrywki? Mogłaby naprawdę nieco bardziej się postarać i wymyślić coś nieco bardziej odkrywczego. Trzeba było przyznać, że naprawdę poczuła się tym w jakiś sposób zawiedziona. No, ale czy powinna czegoś więcej się spodziewać po River?
- Wątpliwe - mruknęła, nie bardzo wierząc w to, że wartość intelektualna dziewczyny mogłaby być warta całe miliony czy choćby setki tysięcy dolarów. - Rozważę jeśli zostaniesz już renomowaną artystką.
A tak naprawdę to nie. W końcu Ruelle nie była żadną femme fatale, która uwodziła ludzi dla ich majątków. Tym bardziej zatem nie miała powodów do tego, aby przymilać się do swojej nemezis nawet jeśli ta zdobędzie już światowe uznanie.
Starała się nie zwracać uwagi na to jak stojąca obok niej Cross obraca w palcach zapalniczką. Czyżby tik nerwowy? Denerwowała się? A może miała jakieś ADHD i potrzebowała jakiejś stymulacji? Nieistotne. Niemniej trochę wybijało ją to z równowagi. Chociaż było tak niemal ze wszystkim, co tylko River robiła. Miała niezwykły dar do tego, aby denerwować Prescott samym swoim istnieniem.
- Byłoby mi łatwiej w to uwierzyć, gdybyś właśnie nie próbowała przelecieć mnie samym spojrzeniem - odparowała, wyczuwając na sobie to ciężkie spojrzenie, które zatrzymało się na jej piersiach na dłużej niż było to w jej ocenie konieczne.
Może i dopowiadała nieco zbyt wiele do tego gestu, ale czy obie nie starały się jak mogły, aby wykorzystać każdą możliwą okazję byle tylko sobie w jakiś sposób dopiec? Nie zawahała się zatem przed tym, aby zrobić użytek z tego faktu, że River uważnie skanowała jej sylwetkę.
- Bardzo lubisz to podkreślać. Czyżby mechanizm wyparcia? - zapytała, chcąc jeszcze w jakiś sposób zagrać dziewczynie na nerwach. - Wiesz, nie musisz o czymś szczególnie często i intensywnie myśleć, żeby mieć jakieś skojarzenia. Czasami wystarczy po prostu spojrzeć... Jesteś artystką, powinnaś to wiedzieć.
Odbicie pytania było prostą taktyką. Wystarczyło jednak na tyle, aby Prescott odwróciła spojrzenie od ceremonii pogrzebowej i utkwiła ciemne tęczówki w znajdującej się tuż obok niej rysowniczce. Przez ułamek sekundy zastanawiała się nad odpowiedzią nim przechyliła delikatnie głowę jakby chciała przyjrzeć się River pod nieco innym kątem.
- Czemu interesuje cię czy mogłabym tego chcieć? - spytała, również nie zamierzając jej udzielać odpowiedzi wprost. - Myślałam, że gdybyś tylko chciała to wzięłabyś mnie sama...
Może i teraz mówiły o kwestiach związanych ze sztuką, ale nie mogła się powstrzymać od nawiązania do ich poprzedniego spotkania. W końcu River powiedziała jej wyraźnie, że jeśli czegoś będzie chciała to sobie to weźmie. Mogła zatem uczynić sobie z Ruelle muzę bez jej zgody, a nawet wiedzy gdyby naszła ją na to ochota.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zakręciła zapalniczką w dłoni i zatrzymała ją, ściskając w pięści, jakby przygotowywała się na ciąg dalszy, którego będzie musiała uniknąć. Spodziewała się po tym komentarzu jakiegoś (względnie) błyskotliwego ciosu, na który chciała być gotowa, by jak najszybciej go odeprzeć. Ale nic takiego się nie pojawiło. Prescott zostawiła uwagę na temat jej oczu w zawieszeniu, nie okraszając jej niczym więcej. To dopiero było dziwaczne. Zdecydowanie gorsze od każdego przytyku, na który mogła się zdecydować. Wolałaby nawet coś rasistowskiego, to byłby przynajmniej fenomenalny powód do kłótni. Ale taka prosta obserwacja? Nie rozumiała, jak powinna ją odebrać i strasznie się jej to nie podobało.
— Nie wiem, czy przy tak wąskich horyzontach jak twoje, będziesz to w stanie kiedykolwiek dostrzec. — Wzruszyła ramionami, jakby dla Ruelle naprawdę nie było już żadnej nadziei. To niestety była prawda. Dziewczyna musiała być wyjątkowo ograniczona, skoro sugerowała, że do osiągnięcia wielkości przez Cross było jeszcze mnóstwo czasu. Widziała przecież jej talent. Może to był tylko jeden rysunek, ale nawet ślepy dostrzegłby, że w tym szkicu było coś więcej. Zawsze potrafiła ją zaskoczyć. Szkoda, że tak często negatywnie.
— Sugerujesz, że fantazjuję na twój temat w trakcie pogrzebu na środku cmentarza? Mała, jesteś bardziej pierdolnięta niż podejrzewałam. — Uśmiechnęła się, przesuwając wzrokiem po jej talii i nogach. Nie będzie jej teraz okrążać, żeby spojrzeć na tyłek. Na to na pewno będzie jeszcze okazja. Nie zaprzeczyła, ale zrobiła to z całkowitą premedytacją. Nie miało to jednak nic wspólnego ze sprawianiem Ruelle jakiejś przyjemności. Przeciwnie. Miała nadzieję ją tym tylko bardziej zirytować. A może namieszać w głowie? Udowodnić, że to River kontroluje sytuację, a Prescott nadal chowa się za własnym tchórzostwem
— Jestem — potwierdziła spokojnym tonem, nieznacznie wypinając pierś do przodu. Oczywiście, że była artystką i to przez duże A! Wielkie. Gargantuiczne! Powinni przed nią rozkładać dywan z takim napisem. Chociaż może niekoniecznie, skoro widać to na pierwszy rzut oka? Skoro nawet Ruelle to wreszcie zauważyła, to naprawdę musiało być oczywiste.
— Jak do tej pory na ciebie patrzyłam, to moim pierwszym skojarzeniem nie była śmierć. Przecież to by było strasznie, kurwa, durne. Ale teraz chyba będzie. — Machnęła nonszalancko ręką w nieokreślonym geście, który miał pokazywać otaczającą ich z każdej strony śmierć. Skoro nie widziały się od lat, a teraz wpadają na siebie wyłącznie na orbitach, po których krążą trupy, to nie będzie tego ignorować. Ale na pewno nie będzie też o niej myśleć najprostszymi skojarzeniami, frazesami albo plotkami. To obrzydliwe, a co gorsza, nudne.
— A czemu zakładasz, że już cię nie wzięłam? — Odsunęła się nieco od pnia, obracając się w stronę rozmówczyni tak, by stanąć wreszcie do niej przodem. Podeszła bliżej. Tym razem jednak nie zaczęła od naruszania jej przestrzeni osobistej. A przynajmniej nie aż tak, jak ostatnio.
— Zapytałam po prostu czy chcesz, żebym tak na ciebie patrzyła — dodała, patrząc na nią z góry. Wpatrywała się intensywnie w jej oczy, nie przejmując się tym, że przez wzrost pewnie zasłoniła jej cały widok na urokliwy pogrzeb, który teraz toczył się swoim rytmem za jej plecami. Tam już dodatkowych odpowiedzi przecież nie znajdzie, a w spojrzeniu Prescott mogło się kryć każde dziwactwo znane ludzkości.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Indulge in local cuisine
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wszystko w jej wykonaniu musiało być ciętą i niezwykle błyskotliwą ripostą. Równie dobrze mogły to być komentarze, które w jakiś sposób wytrąciłyby Cross z równowagi albo pozbawiły ją szansy na znalezienie nowych docinków. W końcu na pewno nie rzuciłaby ot tak komplementu odnośnie jej oczu, prawda?
- Moje horyzonty są dużo szersze niż jesteś w stanie to przyznać, cariño - odpowiedziała, kolejny raz postanawiając umyślnie użyć zwrotu, którego zapewne River nie znała.
Może i było to niskie zagranie, ale nie mogła nic poradzić na to, że podobne słowa jak najbardziej pasowały jej do dziewczyny. Były niczym pewnego rodzaju przytyk, ale przede wszystkim po prostu samoistnie formowały się w jej ustach w odpowiedni sposób, gdy tylko pragnęła zakończyć swoją wypowiedź i dodatkowo ją podkreślić.
- Nie sugeruję. Powiedziałam to wprost - sprostowała, bo przecież jej słowa nie zostawiały żadnego miejsca na jakiekolwiek domysły. - Może i jestem pierdolnięta, ale na pewno nie mniej niż ty skoro się z tym nie kryjesz.
Czuła na sobie jej wzrok. Wiedziała, że spojrzenie Cross przesuwa się po jej sylwetce w niezwykle bezwstydny sposób, ale nie zamierzała nic z tym robić. Nie przeszkadzało jej to, ani też nie krępowało. Nie pozwalała na to, aby River narzuciła jej jakąkolwiek narrację. Mogła się czuć uprzedmiotowiana w momencie, gdy znajdowała się pod tak uważną obserwacją, ale wolała myśleć, że to właśnie ona dzierży kontrolę i była w stanie sprawić, że Cross nie mogła tak łatwo oderwać od niej oczu. Miała jej uwagę. Mogła ją skierować w dowolnym kierunku. Czy zatem nie sterowała nią w jakiś sposób?
- Na pewno masz ego artysty - podsumowała ją jednym krótkim zdaniem, widząc to jak River puszyła się pod wpływem tej jednej uwagi, która sprawiła, że cała reszta wypowiedzi nagle przestała mieć jakiekolwiek znaczenie.
Nie powinna tego robić. Wiedziała, że było to jak łapanie haczyka, który kusił ją soczystą przynętą. Chyba każda rozmowa z River najeżona była różnymi możliwymi pułapkami, w które mogłaby bez trudu wpaść. Tym razem jednak sama sobie na to pozwalała.
- A jakie były twoje skojarzenia, gdy na mnie patrzyłaś? - zadała w końcu to niezwykle niebezpieczne pytanie.
Nie wiedziała, czego powinna się po niej spodziewać. Zwłaszcza, że po raz kolejny Cross przeszła do kontrataku. Zaczęła ją kusić, podpuszczać... Jej spojrzenie stało się wyzywające, a obecność jeszcze bardziej wszechobecna, gdy tylko podeszła te kilka kroków bliżej i znalazła się w jej orbicie. Ruelle czuła to jak atmosfera wokół nich nagle się zmienia. Działo się to za każdym razem, gdy tylko dziewczyna znajdowała się zbyt blisko.
- A wzięłaś mnie? - nie dawała za wygraną.
Mogły się tak bawić w nieskończoność, odbijając między sobą pytania. Chyba im to nawet odpowiadało. Było to na pewno dużo ciekawsze niż mówienie czegokolwiek wprost i zostawiało naprawdę sporo miejsca na rozkoszne niedopowiedzenia oraz domysły.
- Jak na mnie patrzyła? - zapytała, chcąc usłyszeć jakieś konkrety. - Z uwielbieniem? Jakbym była obiektem twojego kultu nadającym życiu sens?
Stąpała po cienkim lodzie. Naruszała coraz bardziej granicę pomiędzy nimi. Tym razem to ona wykonała jeszcze jeden krok w kierunku dziewczyny. Całe szczęście miała na sobie tego dnia buty na kilkucentymetrowym obcasie przez co różnica wzrostu między nimi była przynajmniej odrobinę zniwelowana. River nie mogła już na nią patrzeć z góry tak samo jak poprzednim razem.
- Czy może żebyś patrzyła na mnie tak jakbyś chciała mnie wyruchać ostro i intensywnie z nadzieją, że ten dziki akt sprawi, że spłynie na ciebie kropla życiodajnej inspiracji? - zapytała, zniżając głos i akcentując wyraźnie każde kolejne słowo.
Była bezczelna. Zdawała sobie z tego sprawę. Każdy jednak miał inną definicję muzy i pragnął od niej czego innego. Ciekawiło ją czego chciała River i jak widziałaby swój moment inspiracji.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. John's Anglican Church”