ODPOWIEDZ
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
She loved like a storm. Loud, messy, and destructive enough to ruin everything around her, including herself.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Czyli też się boisz węży — stwierdziła spokojnym tonem, przymykając oczy, ale na historię parsknęła śmiechem. Mogła brzmieć pt. poszedłem do sklepu, ale Lotte naprawdę lubiła go słuchać. Nawet jeśli pierdolił same głupoty — słaby z Ciebie obrońca, zamiast mnie bronić zaczniesz spierdalać — wypomniała mu, pokazując krótko język. Słaby obrońca, to na pewno i zdecydowanie. Zresztą czy było w tym coś dziwnego? Dobra, obronił ją kilka razy, ale pewnie dlatego, że nie musiał mierzyć się z myszami. Wtedy by wymiękł.
Szczury są inteligentne — odpowiedziała bez żadnego wahania — robią na nich badania w tym zakresie, a poza tym zanim jakikolwiek lek zostanie wprowadzony, to jego działania są właśnie sprawdzane na nich — i to powinno być prawdziwą dumą myszy. Cierpią dla ludzkości bez jakichkolwiek wątpliwości. To dzięki nim wiele leków było w obiegu i pod żadnym pozorem nikt nie powinien umniejszać tym zwierzętom. Chociaż Lotte wychwalała je, by zagrać Patelowi na nosie — więc można powiedzieć, że dzięki gryzoniom żyjesz mój drogi — i tu zdecydowanie wygrywały one z pająkami w zasadzie pod każdym możliwym względem.
Mnie w sumie też — a w ich relacji to William był takim Jerrym, a ona takim Tomem. Kiedyś może mu o tym powie, wypomni mu wszystko.
Chwila szamotaniny we wodzie była przeokropna. Z każdą sekundą coraz bardziej traciła siły, a długo to nie trwało. Zaraz ciągnięta była w stronę brzegu i przez moment ją zmroczyło. Na tyle, że obudziły ją czyjeś wargi. Na pewno nie przypominały haszowo-alkoholowego smaku ust Patela. Bardziej coś obrzydliwego... wątrobkę? Sama nie wiedziała, bo zaraz zaczęła kaszleć typowy w twarz.
Ja oddychałam — warknęła, odpychając go od siebie. Wystarczyło unieść wzrok, a wtedy zobaczyła go. Niemalże po całym jej ciele przyszedł nieprzyjemny niezrozumiały dreszcz — Cassian? — i przez moment ją całą sparaliżowało. Nie wiedziała, czy chce ruszyć na niego z pięściami, poryczeć się. Jeszcze nie tak dawno... była przecież w nim zakochana, mieli być razem, a po wszystkim spotyka go razem z Williamem na wyspie? To było wręcz niemożliwe.
Nieeeee, Justin — zaczął facet, a Lote miała tak wielki napis: wtf na twarzy, że naprawdę nie wiedziała, co działo się w obecnym momencie — wyglądasz przepiękne, wszystko z Tobą w porządku, piękna? — a zaraz kontynuował — jak tak i masz wolny czas... — spojrzał jej głęboko w oczy, by wypowiedzieć — to pooglądałbym z Tobą walenie.
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Chyba tak, chyba też bałem się węży, ale skoro wszyscy czuli pewnego rodzaju niepokój przy kontaktach z gadami, to nie było w tym nic dziwnego. Chociaż niektórzy hodowali anakondy jako swoje zwierzątka domowe, ja jakoś nigdy nie potrafiłem tego zrozumieć. Słucham jak opowiada o szczurach i cóż, nie sposób nie przyznać jej racji, co zresztą robię po krótkim zastanowieniu, mówię coś w rodzaju dobra, wygrałaś i szczypię ją lekko w udo.
A potem obserwuję jak obcy typ, który wygląda wybitnie znajomo, składa na jej ustach pocałunek ratujący życie, nawet jeśli tak po prawdzie wcale go nie potrzebowała. Obserwuję całą scenę, jak go odpycha, a później słucham tej krótkiej wymiany zdań między nimi i gdy facet wspomina o wspólnym oglądaniu waleniu, to jakaś dziwna gula podskakuję mi pod samo gardło, a niezrozumiały ścisk wykręca żołądek. W kolejnej sekundzie jestem już obok, żeby złapać Kovalski za rękę i wyciągnąć ją spod tego dziwnego kolesia - Nie, nie ma wolnego czasu i nie pójdzie z tobą oglądać waleni - bo to było coś, co mieliśmy robić razem. Ja i Charlotte, a nie Charlotte i jakiś niby-Cassian. Poza tym gość budził we mnie tyle negatywnych emocji nie tylko ze względu na Lottę, ale także Cynthię i jak widzę te mordę to dosłownie mam ochotę go kopnąć - Dzięki za pomoc, ale możesz już sobie iść - dodaję po chwili, wciąż się lekko krzywiąc. Już za moment wbijam spojrzenie w dziewczynę - Wszystko okej? - pytam, mierząc ją spojrzeniem, wyglądała normalnie, tak jak wcześniej, oprócz tego, że była cała mokra, ogarniam jej z twarzy kilka ciemnych kosmyków, które lepią się do wilgotnej skóry. Facet nie daje za wygraną i prostuje się, marszcząc na mnie nos, jakby zaraz miał puścić z niego parę - A kim ty jesteś żeby odpowiadać za nią? - rzuca takim tonem jakbym miał się go wystraszyć. Tylko spojrzenie, które mu potem posyłam jest równie groźne, może nawet bardziej. W tym momencie musimy wyglądać jak na jakimś filmie przyrodniczym, gdzie dwóch samców przygotowuje się do walki o względy jednej samicy, brakuje tylko komentarza Davida Attenborough gdzieś w tle - Ja jestem jej chłopakiem, więc sobie daruj i spływaj - macham na niego rękami. Typ prycha krótko, po czym rzuca coś w rodzaju dobra, Boże, po co ta agresja, kręci głową i się wycofuje. W sumie miał rację, po co ta agresja i skąd się właściwie wzięła? Czyżby przemawiała przeze mnie w tym momencie prawdziwa zazdrość? Wracam spojrzeniem do Kovalski, minę wciąż mam jakąś nietęgą, chociaż trochę już łagodnieje - Znudził mi się basen, zróbmy coś innego - tutaj kręciło się zdecydowanie zbyt wielu dziwaków napalonych na wspólne oglądanie być może jednych z najbardziej majestatycznych stworzeń na świecie - waleni.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
She loved like a storm. Loud, messy, and destructive enough to ruin everything around her, including herself.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Lotte nie wie, czym bardziej jest zaskoczona. Zachowaniem dziwnego sobowtóra Cassiana, czy jego propozycją wspólnego oglądania waleni. Obiecała to przecież Williamowi, poza tym dalej nie była pewna, czy w pełni odchorowała Lennoxa. Dalej pamiętała ich ostatnie spotkanie, po którym padły pewne zobowiązania, a on tak po prostu zniknął, jak kamień rzucony w taflę jeziora. Już miała otwierać usta, żeby odmówić, a wtedy poczuła na sobie znajomy, ciepły dotyk. Nie spodziewała się tak obronnej reakcji ze strony Patela.
William?! — o ile była przyzwyczajona do każdego rodzaju jego zachowania. Od prawdziwej wściekłości, po smutek i czułość, to nigdy nie widziała go takiego. Wpatrywała się w niego z nieukrywanym zaskoczeniem, ale też kompletnie nie potrafiła zrozumieć, co się właśnie działo przed jej oczyma.
Sama potrafię odmówić — zdążyła wymruczeć, wykaszlując z siebie jeszcze resztki wody z chlorem. Zdecydowanie trzeba było przepić je większą dawką alkoholu, żeby wszystko się wyrównało — t-tak — wydukała z siebie, po jej ciele przeszły zimne dreszcze. Miała dosyć wody na dzisiaj. Na następne wejście do basenu wejdzie do koła tak, jakie było jego przeznaczenie. Zaraz jednak oglądała przedziwną przepychankę między Billy'm a niby Cassianem. Nie spodziewała się tego, a przede wszystkim nie jego reakcji. Z jakiegoś przedziwnego powodu po jej ciele rozlało się ciemno, mimo że łapczywie próbowała łapać każdy oddech. Po wszystkim spojrzała na niego, ale wpierw wróciła z Patelem do leżaka, zabierając z niego rzeczy.
Co Cię napadło? — spytała, patrząc badawczo na niego — i moim chłopakiem? — nie to żeby godzinę temu użyła tej samej wymówki. Obecnie nie miało to jakiegokolwiek znaczenia, bo oczekiwała odpowiedzi. Finalnie strzeliła oczyma — dałabym sobie z nim radę... — oczywista oczywistość — myślałam, że Cię nie obchodzi, co robię z innymi — wymruczała lekko speszonym tonem, spuszczając wzrok na własne stopy. To chyba najbardziej ją intrygowało, bo wczoraj właśnie miał w ten sposób zachować się wobec niej, a wszystko poszło... o walenie.
Chodź, poszukamy jakiś muszelek — zaproponowała Kovalski, ciągnąc Patela w stronę plaży — to... wytłumaczysz mi, co się stało? — dopytała łagodniejszym tonem, a po chwili dodała — skąd ta agresja? — powtórzyła słowa sobowtóra Cassiana, po prostu musiała to zrobić, to było silniejsze od niej.
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Zbieram rzeczy z leżaka - kapelusz z dużym, okrągłym rondem, który wciskam sobie na głowę, okulary w kształcie serc z różowymi szkłami, te zaś zakładam na nos, pobieżnie sprawdzam torbę, zanim zarzucę ją sobie na ramię. Wszystko jest, nikt mnie nie okradł - No co? Sama przed chwilą mówiłaś, że jesteś moją dziewczyną, myślałem, że używamy tego jako wymówki - brzmi sensownie przecież, a ja wzruszam ramionami. To, że sama by sobie poradziło nie budziło moich wątpliwości, ale z drugiej strony... Co gdyby jednak się zgodziła? Może tknęłaby ją jakaś nostalgia, albo wyrzuty sumienia? - No bo nie obchodzi - rzucam od razu, prawie wchodząc jej w słowo, chociaż teraz już nie jestem taki pewien - To znaczy - to znaczy co? To znaczy mniej więcej tyle, że sam nie czaję o co mi chodzi - Nie wiem - i to jest najprawdziwsza prawda, bo to co mam teraz w bani to jest jakaś chyba zaszyfrowana wiadomość z kosmosu, której nie potrafię odczytać. W zasadzie to, że jeszcze poprzedniego wieczora całowała się na imprezie z jakimś Niemcem w ogóle nie robiło na mnie wrażenia, ale fakt, że mogłaby iść spędzać czas z gościem, który w dodatku tak bardzo przypominał kogoś niegdyś jej bliskiego, sprawiał, że naprawdę poczułem realne zagrożenie - Mhm - kiwam głową i wyciągam do niej rękę, tym samym dając się prowadzić w stronę plaży. Idziemy wzdłuż brzegu, patrzę na wyjątkowo spokojną taflę oceanu i z zamyślenia wyrywa mnie dopiero jej pytanie. Powoli odwracam głowę, ale milczę jeszcze dłuższą chwilę zanim moje słowa poprzedzi głośne westchnienie - Nie, nie wiem - pewnie nie takiej odpowiedzi oczekiwała - Sam chciałbym wiedzieć, muszę chyba nad tym pomedytować, jak znajdę odpowiedź to dam znać - zapewniam, chociaż to oczywiście kłamstwo. Nawet jeśli udałoby mi się znaleźć jakąś sensowną odpowiedź to już teraz mogę być pewien, że byłaby na tyle niewygodna, że nie chciałbym się nią dzielić z nikim, a tym bardziej z Charlotte, skoro to dotyczyło konkretnie jej osoby. Ciężko było być szczerym - Zjaramy się? - sprytnie zmieniam temat, zatrzymując się w miejscu. Zaczynam grzebać w swojej obszernej torbie, bo gdzieś tam wrzucałem przecież lufkę i samarke z haszem i wszystko inne. Tylko moja torebka to była prawie jak damska - ciężko cokolwiek znaleźć bez wyrzucenia wszystkiego na zewnątrz, więc przekopuję ją z jeszcze większym zaangażowaniem, marszczę przy tym brwi, jakby to miało pomóc.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
She loved like a storm. Loud, messy, and destructive enough to ruin everything around her, including herself.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Wymówki przed czym? Dlaczego miałaby to być niby wymówka dla... Ciebie? — bo na pewno nie dla niej, dlatego stała z wysoko uniesioną brwią. Nie spodziewała się prostej wypowiedzi, nawet nie za bardzo wymagającej, ale... po prostu chciała dowiedzieć się, co nim kierowało w tamtej sytuacji. Nigdy jeszcze nie widziała takiego Williama, a przez myśl jej przeszło, że to mogła być zazdrość.
Jak nie wiesz... — zaczęła Kovalski, aż stanęła i zatrzymała się, bo nie wiedziała, co w tym momencie powinna mu powiedzieć. Wzburzyły ją jego słowa, nie potrafiła się do nich odnieść w żaden logiczny sposób — to mogę do niego podejść i pojechać z nim pooglądać walenie? — spytała cicho, licząc na przeczącą odpowiedź. Znalezienie powodu, dla którego chciała myśleć o nim jako o jakimś wyjątku było wręcz niemożliwe. Chciała usłyszeć, że był o nią zazdrosny — co prawda nie jest to Cassian, może ma trochę lepsze serce... — zagadnęła, przegryzając dolną wargę i czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony. Wierny wobec jej nie mógł być, ale może... jednak coś więcej do niej czuł? Cholera, za skomplikowane to.
Taa, na pewno dasz mi odpowiedź — mruknęła pod nosem, a jej usta ułożyły się we wąską linię. Spodziewała się ją dostać... nigdy. Nie od dziś znała Patela, ale w ciągu ostatnich tygodni coś zaczynało się między nimi zmieniać. Tylko że oboje byli zbyt dumni, żeby się do tego przyznać.
No możemy — stwierdziła, siadając na suchym kawałku plaży i przymykając na moment oczy. Myśli krążyły jej zdecydowanie zbyt szybko, mogła wziąć ze sobą jeszcze jedno piwo, albo trzy, żeby mogła łatwiej uporządkować własne myśli — ogarniesz to? — spytała, spoglądając na hasz i lufkę — nie rozumiem nas, wiesz? — zagadnęła Lotte po paru buchach. Albo się nienawidzili, albo uwielbiali, ona była zazdrosna, a on nie potrafił. Tylko kiedy poszło o głupie walenie... to serce na moment zabiło jej zdecydowanie za mocno w stronę Williama — twoja torebka jest chyba bardziej pakowna niż mój plecak — parsknęła finalnie, próbując rozładować atmosferę, która z minuty na minutę robiła się coraz bardziej gęsta. Prawie że byłaby w stanie ciąć ją nożem — co tam jeszcze ukrywasz?
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Przed nieproszonymi typami? - chociaż tamten może wcale nie był nieproszony, skoro o to pyta? Mrużę nieznacznie ślepia, przez chwilę mierząc ją wzrokiem, jakbym chciał z mowy ciała i mimiki wyczytać co jej siedzi w głowie. To niestety działało tylko z Madoxem, bo znaliśmy się jak łyse konie, zawsze to samo we łbie, zawsze to samo co ja. Ściągam usta w wąską kreskę kiedy zaczyna fantazjować i zadawać coraz więcej niewygodnych pytań, aż w końcu w złości rozkładam ramiona - Rób co chcesz - rzucam, chociaż widać po mnie, że zaczynam się już wkurwiać. Z nerwów chyba zaraz zrzucę skórę i zrobię się na nowo czerwony, tym razem za sprawą Kovalski, co właściwie również nie było niczym specjalnym, zważając na fakt jak często działała mi na nerwy - Ale obiecałaś, że pojedziemy tam razem - przypominam, bo może jeśli jej zarzucę, że jest niesłowna to odpuści? Przecież nie chodziło o nic więcej. Tylko o dotrzymywanie obietnic. Tak sobie przynajmniej wmawiam, kiedy idziemy z wolna brzegiem plaży. Nawet nie komentuję jej słów, bo musiałbym przyznać jej rację. Odpowiedzi może spodziewać się mniej więcej nigdy. Kiwam głową na znak, że ogarnę i faktycznie w końcu znajduję to czego szukałem. Przysiadam tuż obok Charlotte i zbijam lufkę, po czym podaję najpierw jej. Potem również zapalniczkę. Patrzę jak zaciąga się dymem i cierpliwie czekam aż odda mi szkło. Podaje mi szkite razem z kolejną porcją niezbyt wygodnych słów, więc tylko wzruszam ramionami, od razu ściągając kilka buchów. Popiół wydmuchuję w piach, zaś dzida na nowo ląduje gdzieś w odmętach materiałowej torby, razem zresztą z wkładem. Nagła zmiana tematu sprawia, że oddycham z ulgą i to wcale niekrytą, bo w mojej zjaranej bani już zaczęły się tworzyć jakieś popierdolone myśli. Szczególnie, że ten hasz był naprawdę mocny, działał bardzo szybko, co zresztą widać po na wpół przymkniętych oczach. Gwiżdżę przeciągle - A czego ja tam nie mam! - chyba wszystko co potrzebne i jeszcze w chuj pierdół, które mogą się przydać ale nie muszą - No najważniejsze czyli hasz i lufkę, oprócz tego papierosy, zapalniczkę, Wichrowe Wzgórza, aparat - który w tym momencie wyjmuję żeby strzelić jej fotkę, bo dawno nie było - Krem do opalania, scyzoryk, taki dynks, chusteczki i... Kamień? - kamień to ja w sumie nie wiem skąd się tam wziął i dlaczego. Obracam go w dłoniach - gładki i matowy, właściwie nic specjalnego - Umiesz puszczać kaczki? - ten byłby idealny do puszczania kaczek, odpowiednio płaski, może dlatego go wziąłem? Nie pamiętam. Chociaż ocean to chyba średnie miejsce na takie rozrywki, nawet jeśli w tym momencie tafla wody zdawała się prawie nieruchoma.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
She loved like a storm. Loud, messy, and destructive enough to ruin everything around her, including herself.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

"( – ⌓ – )

A dla kogo był on nieproszony? — dopytała Charlotte i przez mojej jej ciało wyglądało o tak: :bruh:. Była wolną kobietą, mogła przecież wychodzić z kim tylko, by chciała. Poza tym Justin uratował ją, a William praktycznie od razu zareagował, nie zdążyła nawet mu w jakikolwiek sposób podziękować, a przecież powinna. Tego wymagała zwyczajna kurtuazja — mam robić, co chcę? — spytała, unosząc obie brwi zdecydowanie za wysoko. Jej lont był zdecydowanie za łatwy do odpalenia, niemalże czuła, jakby miała zaraz wybuchnąć na prawo i lewo, a nic nie byłoby jej w stanie zatrzymać w tym momencie — to mogę pójść dwa razy. Wpierw z Jasonem, a później z Tobą. W czymś by Ci to przeszkadzało? — i to chyba był ostateczny mic drop z jej strony. Widziała, że się wkurwiał. Była to już w stanie po nim poznać, widziała jak niebezpiecznie drgają mu brwi. Zresztą ona sama nie była lepsza, bo ten wojowniczy nastrój zaczynał się jej udzielać.
I może dobrze, że postanowił z nią zajarać. Wraz z dymem wypełniającym jej płuca czuła, jak odchodzą od niej kolejne zmartwienia. Zdecydowanie to uczucie relaksu i harmonii było tym, czego potrzebowała. Jeszcze niedawno krztusiła się wodą, miała przed oczyma wizję prawdziwego nieszczęścia, a jednak z jakiegoś powodu dała sobie ze wszystkim radę. Zjarana Lotte była zdecydowanie najbardziej wychillowaną Lottą. Pewnie Patel będzie coraz częściej korzystał w tej karty, ale trudno... co się dzieje w La Palma, zostaje w La Palma.
Jesteś bardziej przygotowany niż ja i mój plecak — parsknęła salwą śmiechu i przez dłuższy moment nie była w stanie się uspokoić. Na całej plaży wybrzmiewał jej radosny, beztroski rechot — krem do opalania? Przecież nie smarujesz się beze mnie — jeszcze bardziej ją to rozśmieszyło, a kiedy zobaczyła kamień, to aż chwyciła brzuch. Nie mogła powstrzymać tej fali ekscytacji, która cały czas w niej narastała — potrafię, a jak rzucę... to przyniesiesz ten kamień? — dopytała i bez zastanowienia rzuciła ten kamień w ocean. Raz, dwa, trzy razy odbił się od tafli wody, zanim zatonął. Jeśli mieli dalej puszczać kaczki, to któreś z nich musiało go przynieść. Oczy Lotte niemalże rozbłysnęły, a wypływała z nich jedna wiadomość: przynieś proszę.
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Dla mnie na pewno był nieproszony, ale zaciskam tylko mocniej usta, w duchu powtarzając sobie, że jestem jebaną oazą spokoju i nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Chociaż jest bardzo blisko i wystarczyła dosłownie iskierka, żeby ta bomba wybuchła. Gryzę się w język, żeby jej nie powiedzieć kilku słów za dużo i rzucam tylko - Tak, przeszkadzałoby - tym samym ufam, że skończymy temat bo jeszcze jedno zbyt wścibskie pytanie i przysięgam, że przestanie być miło. Chyba za bardzo lubiliśmy się kłócić, żeby nie skorzystać z okazji. Z drugiej strony trzeba przyznać, że wakacyjny klimat sprawił, że uczyliśmy się także odpuszczać, bo gdybyśmy byli w Toronto to założę się o wszystkie pieniądze z konta, że już dawno byśmy się pobili. Albo chociaż ostro zwyzywali. Tymczasem smażymy lufę aż skwierczy i bardzo kurwa dobrze, bo to sprawia, że ciśnienie opada, a atmosfera robi się jakaś bardziej przyjazna. Jej słodki śmiech odbija mi się w uszach, co więcej wtóruje jej - No ale zobacz - pokazuję ten krem - Kupiłem go zaraz po wyjściu z lotniska i jeszcze nawet nie otworzyłem - śmieję się tak, jakbym właśnie opowiedział najzabawniejszy dowcip świata, kręcę z rozbawieniem głową, po czym wciskam buteleczkę z powrotem do torby. Otwieram usta ale zanim zdążę cokolwiek powiedzieć to już rzuca kamieniem prosto w ocean, patrzę jak kilka razy odbija się od tafli, po czym parskam głośno - Pfff!! Słabizna! - macham ręką. Normalnie to bym się pewnie obruszył, że nie jestem psem żeby aportować, ale teraz na bani wbijam do wody i się pochylam, żeby coś wypatrzeć na dnie - Za daleko poleciał! Znajdę inny i ci pokażę jak się powinno rzucać kaczki! Założę się, że moja odbije się więcej razy - rzucam jej wyzwanie, a jakże. W międzyczasie przesuwam się trochę dalej i w końcu wyciągam rękę, sięgając coś z dna - Dobra mam inny, też się nada - wyławiam kolejny kamień, trochę mniej płaski i większy, ale miałem też większe dłonie, więc pasował idealnie. Potem jeszcze jeden bo akurat wpadł mi pod rękę. Wracam do Kovalski, żeby uczciwie rzucać z tego samego miejsca - Patrz i się ucz, a to dla ciebie, dam ci jeszcze jedną szansę - mówię, uśmiechając się słodko. Wręczam jej jeden z kamieni, zaś drugim przymierzam się chyba z pięć razy, zanim cisnę go przed siebie, ale z taką precyzją, że odbija się aż siedem razy. Siedem! To był ten moment, w którym mogłem triumfować, bo czymże było przy tym jej marne trzy? Kiwam głową i uśmiecham się jeszcze szerzej - Tak to się robi, moja droga, to co? Próbujesz jeszcze raz czy pękasz? - oczywiście, że ją prowokuję, nawet jeśli trochę umiałem rzucać kaczki, a trochę mi się poszczęściło. Może tym razem los był po mojej stronie.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
She loved like a storm. Loud, messy, and destructive enough to ruin everything around her, including herself.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Na twarzy Lotte niemalże od razu maluje się uśmiech pełen triumfu. Piękny, wielki, jakby właśnie wygrała w totka. Czaicie? Lottka w totka. Tyle że naprawdę w duchu wygrała, jeszcze nigdy nie czuła się aż tak wygraną osobą, na jej ustach mimowolnie wymalował się szeroki uśmiech, a ona sama, aż nie wiedziała, co tak naprawdę chce zrobić ze sobą. Nawet hasz wydawał się przyjemniejszy. Tego właśnie potrzebowała od Patela, pokazania jakiejkolwiek zazdrości z jego strony i dostała to, co chciała.
Ej, daj mi ją — odparła rozbawiona Charlotte. Kilka godzin minęło na słońcu, na pewno powinni jeszcze siebie posmarować. Kolejnego razu z maślanką nie da rady, a jeszcze na pewno dzisiejsza tura jej nie ominie. Wygina się, by chwycić krem przeciwsłoneczny i pierwszy raz go otwiera. Zaciągnęła się zapachem świeżości, zaraz wpatrując się wielkimi oczyma ze złowieszczym uśmiechem. Naciska na tubkę, a jej zawartość zaczyna powoli rozsmarowywać po twarzy Williama. Powoli jej dłonie wędruje po jego karku, ramionach i dobrze zbudowanym torsie.
Przerywa tylko po to by rzucić kamieniem. Westchnęła przeciągle, przewracając oczyma. P r o w o k o w a ł. Przecież jej rzut był wręcz idealny. Trzy odbicia od ziemi? Ciekawe, ile byłby w stanie zagwarantować sam William. Tego już nie komentuje, tylko aż znajdzie jej kamień. Oby tylko nie był jakiś szczęśliwy. Kiwnęła głową, czekając na jego rzut. Już cisnęły się na jej usta odpowiednio złowieszcze słowa, ale... rzut Williama był boski.
Zajebisty. Aż mokro mi się zrobiło — powiedziała z niekrytym podziwem. Alkohol, hasz to była dla niej idealna mieszanka, całkowicie mieszała jej w mózgu — teraz ja — i kolejny rzut. Tylko cztery odbicia i aż westchnęła przeciągle z miną godną obrażonego dzieciaka. Nadęte policzki, dolna warga wystawiona do przodu — jeszcze raz. Przyniesiesz? — aż korciło ją powiedzieć proszę. Naprawdę chciała mu pokazać, kto tu rządzi, ale... potrzebowała kamienia, a sama do wody jeszcze nie wejdzie.
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

To miłe kiedy ktoś o ciebie dba, co prawda jeszcze do niedawna nie przypuszczałbym, że tą osobą akurat będzie Charlotte Kovalski, ale im niżej zjeżdżają jej dłonie, tym bardziej ja się przysuwam, jak kot, który pragnie coraz więcej pieszczot. W końcu apetyt rośnie w miarę jedzenia. Przerwę na kaczki przyjmuję z lekkim smutkiem, ale trudno. Mój rzut był wręcz idealny, sam sobie imponuję w tej chwili, zaś jej komentarz przyjmuję z jeszcze większym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Patrzę jak rzuca i liczę na głos - Raz, dwa, trzy, cztery, no już lepiej - przyznaję, chociaż to wciąż nie było to co ja przed chwilą odjebałem. Kiwam głową, że spoko i znowu wbijam do wody prawie że po kolana. Przeszukuję dno i wpada mi w oko kolejny płaski kamień, pochylam się by po niego sięgnąć, ale zanim zacisnę palce na twardej skałce to coś innego wpływa mi pod dłoń - coś miękkiego i glutowatego, śmieszna faktura. Palce same mi się zaciskają, wyciągam rękę z wody i przez krótką chwilę przyglądam się temu czemuś, a kiedy uświadamiam sobie co to jest to od razu wyrzucam meduzę gdzieś daleko i macham energicznie ręką coby pozbyć się glutowatych resztek, przemywam dłoń w oceanie. Potem - ogromny ból. Jakbym wsadził łapę do jakiegoś piekielnego, rozgrzanego do granic możliwości kotła - Ajajaj! - krzyczę, wciąż wymachując ręką, jakby to miało w jakikolwiek sposób pomóc. Nie pomogło, skóra jeszcze bardziej czerwona niż na plecach. Wybiegam z wody jeszcze szybciej niż tam wbiegłem - Ajajaj!! - powtarzam, znajdując się przy Charlotte i wyciągam do niej rękę żeby pokazać co mi się stało - Boli, boli! - mój zjarany mózg wolniej przetwarza informacje, więc potrzebuje kolejnej chwili żeby zebrać myśli i uporządkować je w jakiekolwiek sensowne słowa - Meduza! Meduza! - w chuj sensownie - Musisz mnie obsikać! - wiem, bo widziałem na filmie, że się tak robi. Właściwie nigdy bym się nie spodziewał, że z moich ust padną kiedykolwiek takie słowa. Miałem różne fetysze mniej lub bardziej dziwne, ale kurwa, były jakieś granice. Nigdy mnie nie jarały takie rzeczy, ale w tej chwili, jeśli to faktycznie miało uśmierzyć ból to naprawdę byłem gotów podłożyć pod nią rękę. Ja pierdole.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”